Piotr2608 napisał: Wyobraź sobie, że 8 na 10 modułów jest już rozgrzebanych, bo ktoś próbował coś naprawić.
Nieudolne lutowanie (jak widzę kalafonię na module to aż mną rzuca), poodparzane
ścieżki, przypadkowe uszkodzenia procesorów, ostatnio nawet transformatorów przetwornic - głupi transformator kosztuje ponad 50 PLN.
Jak zobaczysz moduł po mojej naprawie to wygląda jak nowy prosto ze sklepu
(tu pojawiają się niesnaski - bo nic nie wymieniłem bo nie ma śladów a żądam pieniędzy za usługę),
nawet ślady wybuchów są myte i czyszczone a izopropanol zdrożał.
W skrajnym wypadku serwis za diagnozę bierze 100 PLN a ja powiedzmy 100 PLN za faktyczną robotę + części. Dla serwisów systematycznie wysyłających moduły jest cena ekstra.
No to Pan niestety stracił w moich oczach bardzo wiele.
Było nie pisać tego tekstu.
Serwis nie grzebie w modułach, bo się na tym nie zna. Wyjątkiem jest moja skromna osoba.
Większość, to po kowalskich zakładach trafia na półkę Pańskiego zakładu. Autoryzowany serwis tam nie zagląda, bo najzwyczajniej nie ma pojęcia, co to triak, tranzystor, kondensator. Tak działa 99 procent serwisów. I nie grzebie w modułach, o lutowaniu elementów nie wspomnę.
Czyż nie?
Co do cen.
Co kraj, to obyczaj. I tu jest kwestia rejonizacji Polski.
Inne stawki są w Pierdziszewie i inne w Warszawie.
Różnica jest taka, że hegemoni płacą tyle samo serwisowi w Pierdziszewie, jak i w Warszawie.
Jak masz Autoryzację oczywiście.
Inaczej też jest stawka Pierdziszewowa w konfrontacji z Kowalską w Warszawie.
Pomyśl.
Masło jest maślane, ale niedziela będzie dla nas...
