Internet mam sporadycznie, nie używam tego szitu już od lat 5. Mam 24GB na rok i użytkuję baaardzo sporadycznie, nie będę latał po "zasięg" i modemy i inne tylko po to aby móc pracować offline. Internet jest mi całkowicie zbędny, może raz na miesiąc odczytuję pocztę od rodziny itp. Naprawdę tego nie używam, życie jest o niebo lepsze offline, tyle można zrobić i zdziałać w realnym życiu że naprawdę polecam a do pracy wystarcza mi to co jest, nawet wstecznie potraktowałem komputer i przerzuciłem się na bardzo starego Photoshopa, na Windows7 oraz XP w jednym starszym laptopie, wystarcza mi stary Office 2007 i tak dalej. Resztę dobrodziejstw wymuszonych pseudo nową technologią świat ode mnie może śmiało zabrać. Problemem stał się iPhone5 bo naprawdę nie idzie na to offline nic wysyłać, nic z tych rzeczy że zarejestruję konto (mam konto iCloud, login i inne) bo program wymaga dostępu do internetu za każdym razem, kiedy chcę coś na iPhonea wysłać. Szkoda mi też tego telefonu bo mały, leciutki, trwały, jakość naprawdę super, w GSM bez internetu bateria na tydzień, fajnie byłoby zmieniać sobie co jakiś czas fotki i muzę, no i offline, albowiem temu staremu iPhone'owi do życia internet powinien być już zbędny.
Ja nie chcę tego świata już, bez internetu i telewizji zacząłem wszystko szybciej działać, robić, tworzyć i tak dalej, internet to szit, miało być z nim łatwiej a tak nie jest. Gdy neta odciąłem na stałe, gdy zrezygnowałem z MMS/czatów/komunikatorów/skajpów to mam w każdym tygodniu minimum kilka wizytacji rodzinnych, tak bezczelny dzisiaj jestem że już nawet telefon lubię wyłączać na całe weekendy. Chcesz pogadać = zapraszam - kawa i ciasto czekają... - serio... życie jest lepsze, przynajmniej wiem jak rodzina i znajomi jeszcze wyglądają. Rok ważności konta i może ze dwa doładowania za dychu na cały rok, to jest to a w weekendy drzwi się nie zamykają - i to jest życie.