AdamG123 napisał: Spoiwo rozpuszcza się i można z łatwością zdjąć diodę pincetą. Nie wiem jak się będą zachowywać po ponownym wlutowaniu i czy nie będą przegrzane. Gdzieś nocie katalogowej widziałem że czas na wysoką temperaturę to około 3 sek, ale ja jak wlutowałem to świeciła. Pytanie jak długo?
Tymi trzema sekundami z dokumentacji zupełnie się nie przejmuj, bo to parametr dotyczący w praktyce raczej tylko lutowania ręcznego lutownicą gdzie lutownica ze względu na specyfikę metody, musi mieć dużo wyższą temperaturę niż temperatura topnienia lutu i tu ryzyko przegrzania jest duże.
Ale jak zaglądniesz gdzieś do DS ledów, to jeśli używasz żelazka i jako tako panujesz nad jego temperaturą, bardziej istotny jest dla Ciebie tzw. reflow profile i jego parametry graniczne, czyli warunki przy lutowaniu w piecu.
Tu przykładowo od LED Cree:
I jak tam popatrzysz to zobaczysz że producent pozwala, by w temperaturze przy której lut jest stopiony (dla Pb free to 217°), można trzymać taki led bez konsekwencji, przez maksymalny czas nawet do 2,5 minuty.
Dlatego jeśli nie przegniesz z temperaturą to wcale nie musisz się jakoś specjalnie spieszyć pracując Twoją metodą a ledy będą bezpieczne.
Co do samej konstrukcji, którą pokazałeś, to podoba mi w niej się to że zrobiłeś ładny, solidny specjalizowany przyrząd, choć niby da się improwizować z wkręcaniem w imadło.
Ja też chciałem coś takiego zrobić, choć utknąłem (permanentnie, jak się to często zdarza) w fazie koncepcyjnej. Bo na razie w temacie ledowym używam metody kombinowanej, hot air plus lutownica, ale to w zasadzie dziadowanie.
Ale niedawno ściągnąłem od Chińczyka coś o czym wspomniał tu już kolega 1 Marcin, czyli skrajnie tani podgrzewacz z grzałką PTC, choć jeszcze tego cuda nie testowałem. Tak że u mnie temat żelazkowego podgrzewacza możliwe że upadł, o ile to chińskie cudo nadaje się do czegokolwiek.
Jeszcze taka bardzo ogólna refleksja co do naprawy żarowek LED.
Kiedyś dawno słyszałem taki pochodzący z czasów zamierzchłych (chyba przed WWII) dowcip, czy może nawet anegdotę z życia wziętą, że przychodzi do sąsiada, "złotej rączki" skąpa sąsiadka z przepaloną żarówką i prosi "napraw pan to, bo pan wszystko potrafi".
Kiedyś to śmieszyło a dziś kompletnie nie.