Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

Dydelmax 20 Feb 2021 13:46 5430 17
  • Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?
    Dyski SSD są jedną z najważniejszych innowacji ostatnich kilkunastu lat. Dzięki nim korzystanie z laptopa lub komputera stacjonarnego stało się przyjemniejsze ze względu na krótszy czas reakcji systemu lub aplikacji na wydawane im polecenia. Nawet kilkunastoletni "staruszek" zyskuje dzięki dyskom SSD drugie życie, a osoby darzące swój sprzęt sentymentem nie muszą się z nim rozstawać na rzecz nowszych urządzeń. Współcześnie produkowane nośniki półprzewodnikowe są dostępne dla przeciętnego Kowalskiego w niewygórowanych kwotach. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było to tak oczywiste, przykładowo pamięci SSD Intela o zawrotnej jak na stan ówczesnej technologii pojemności 64 GB kosztowały w okolicach 5000 złotych. Dzisiaj za taką kwotę możemy kupić nośnik ponad 120-krotnie pojemniejszy. Stąd też gdy w naszym laptopie dysk SSD ulegnie uszkodzeniu, bez wahania wymieniamy go na nowy, a uszkodzony nośnik... no właśnie. Zostaje sprzedany na portalu aukcyjnym, trafia do utylizacji, ląduje w szufladzie? Ponieważ mój przypadek zakwalifikował się do ostatniej kategorii, postanowiłem podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z nadaniem uszkodzonemu nośnikowi drugiego życia w nieco innej postaci. Czy się udało? Zapraszam do lektury.

    NA POCZĄTKU BYŁ DYSK SSD

    Zacznę może od głównego bohatera, jakim jest dysk SSD ADATA SP600 widoczny w tytułowym zdjęciu tego artykułu. Z kronikarskiego obowiązku poniżej zamieszczam również zdjęcie drugiej strony dysku.

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Nośnik ten, zakupiony pod koniec 2016 roku uległ awarii krótko po upłynięciu trzyletniej gwarancji. Usterka ta była o tyle "szczęśliwa", że pomimo przejścia dysku w tryb tylko do odczytu pierwsze 70 GB "powierzchni" można było normalnie zgrać. Próba dostępu do danych powyżej 140000000 LBA skutkowała zawieszaniem się dysku na które mogło pomóc tylko odcięcie zasilania. Na całe szczęście wszystkie ważne pliki znajdowały się w tej dostępnej części, więc po ich zgraniu mogłem zacząć zabawę z tym dyskiem. Moim pierwotnym zamysłem była próba naprawienia tego dysku poprzez wykorzystanie oprogramowania współpracującego z kontrolerem JMicron JMF667H zastosowanym w nośniku danych. Pomyślałem sobie, że oprogramowanie to "magicznie" wyzeruje dysk, zastąpi uszkodzone bloki sprawnymi niczym bad sektory w HDD i po tych zabiegach będę mógł korzystać z tak naprawionego dysku, nawet ze zmniejszoną pojemnością, w zastosowaniach testowych (np. szybka instalacja jakiegoś Linuksa). Rzeczywistość zweryfikowała jednak te plany w ten sposób, że udało mi się co prawda namierzyć i pobrać oprogramowanie dla tego kontrolera, ale bez specjalnego adaptera USB-SATA opartego na konkretnym układzie scalonym nie można było dokonywać operacji na dysku, mogłem jedynie odczytać bardziej szczegółowe informacje dotyczące jego kondycji. Porzuciłem zatem temat na jakiś czas razem z dyskiem, który trafił do wspomnianej już szuflady.

    POMYSŁ NA...

    Przeglądając Aliexpress w poszukiwaniu niestandardowego gniazda USB do jednego z naprawianych sprzętów trafiłem przypadkiem na PCB z wtykiem USB, wyglądem przypominające płytkę drukowaną typowego pendrive'a. Okazało się, że taka płytka to tak naprawdę pendrive któremu do kompletu brakuje kości pamięci i obudowy (chociaż oficjalnie płytki te nazywane są przez przyjaciół z Dalekiego Wschodu urządzeniami do czyszczenia pamięci flash). Wtedy przypomniałem sobie o dysku SSD leżącym w szufladzie - wszak on posiada jakieś kości pamięci. Wyjąłem zatem napęd z szuflady, rozkręciłem go i chciałem sobie sprawdzić jakie kości pamięci kryją się w jego wnętrzu.

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Okazało się, że dysk wyposażony jest w 8 kości pamięci. Na kościach widnieje oznaczenie ADATA 60075131. Wujek Google w odpowiedzi na tak podane oznaczenie zwraca jeden link (po publikacji tego artykułu może będą już dwa :D), prowadzący do chińskiego forum MyDigit.cn. Na Forum tym znajdziemy informację, że za oznaczeniem nadanym przez ADATA kryje się pamięć PF29F32B08MCMF2. Pamięć lutowana jest w technologii BGA, przydałoby się więc zorientować jaka pinologia została tutaj zastosowana by móc dopasować do tego odpowiedni moduł i kontroler. Uruchamiamy zatem lutownicę na gorące powietrze i dla wygody działania dodatkowy podgrzewacz od spodu. Efekt po zdjęciu kilku kości na poniższym zdjęciu:

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Temperatura gorącego powietrza ustawiona na 430 °C, nadmuch maksymalny, dolny podgrzewacz ustawiony na 180 °C. Kilkanaście sekund i można zdejmować kości. Powyższe zdjęcie przedstawia drugą stronę elektroniki dysku. Zdjąłem trzy kości. Na każdą kość przypadają 152 pola lutownicze, co pokrywałoby się z obudową o nazwie... BGA152. Mamy już zatem wiedzę, w jakiej obudowie znajdują się kości które odpowiadały za przechowywanie danych w nośniku SSD. Pora zatem na znalezienie odpowiednich płytek które to będziemy mogli wykorzystać w połączeniu z pamięciami BGA152.

    POSZUKIWANY, POSZUKIWANA

    Szukamy zatem, szukamy, szukamy i... chyba coś mamy:

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Płytka z USB 3.0, obsługująca m.in. posiadane przeze mnie pamięci i wyposażona w kontroler Innostor IS917 kosztuje niecałe 5 złotych. Zamówiłem 5 takich płytek, z wysyłką wyszło niewiele ponad 30 złotych. Nie brałem obudów, uznałem że nie warto dopłacać dodatkowych 9 złotych. :D

    Ktoś może spytać: dlaczego zamówiłeś 5 płytek, skoro na dysku jest 8 kości? Odpowiedzi jest kilka:
    - założyłem, że dysk nie uległ awarii bez powodu, więc kilka kości może okazać się niezdatnych do wykorzystania,
    - płytki są dwustronne, zatem może je obsadzić jedną lub dwoma kościami pamięci, uzyskując w moim przypadku pojemność 32 GB lub 64 GB,
    - mam gdzieś w swoich zakamarkach uszkodzony pendrive 32 GB, na którym jest kość pamięci w obudowie TSOP48, więc jeśli uda mi się go znaleźć to płytka znajdzie swoje zastosowanie nie tylko przy pamięciach z dysku SSD,
    - nie ma co szaleć: jak nie zadziała to przynajmniej nauczę się czegoś nowego, a jak zadziała to przynajmniej nauczę się czegoś nowego i jeszcze na tym zyskam kilka pendrive'ów, a tych nigdy za dużo :)

    ASTROLOGOWIE OGŁASZAJĄ TYDZIEŃ PAMIĘCI. POPULACJA NOŚNIKÓW FLASH ZWIĘKSZA SIĘ

    Dwa tygodnie po zamówieniu otrzymałem przesyłkę zawierającą m.in. płytki USB z kontrolerami. Nie mogąc doczekać się efektów, zdjąłem wszystkie kości pamięci z PCB dysku. Każdą kość pamięci potraktowałem w identyczny sposób: usunąłem stare spoiwo, naniosłem odrobinę topnika Amtech do BGA, pobieliłem pola lutownicze i naniosłem na nie świeże spoiwo. Nie musiałem nakładać kulek ani używać sit - spoiwo znajdujące się na płytkach oraz naniesione na kości okazało się wystarczające do prawidłowego przylutowania kości z użyciem lutownicy na gorące powietrze grzejącej od góry i podgrzewacza grzejącego od spodu.

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Ważna uwaga: jeśli zamierzamy wykorzystać tylko jedną kość, należy wlutować ją z tej strony z której znajduje się kontroler. W przeciwnym wypadku kość nie zostanie rozpoznana przez program do obsługi kontrolera. Należy też oczywiście pamiętać o odpowiedniej orientacji kości pamięci: kropka na obudowie kości musi pokrywać się z białym narożnikiem zaznaczonym na PCB (wskazane strzałkami na poniższym obrazku).

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Gdy już operacje sprzętowe mamy za sobą, przyszedł czas na operacje programowe, czyli sprawienie by kontroler nawiązał komunikację z wlutowaną kością i skonfigurował ją tak, aby całość mogła posłużyć nam jako pamięć flash USB 3.0. Do tego konieczne będzie użycie oprogramowania współpracującego z kontrolerem, który znajduje się na płytce USB.

    PROGRAMOWANIE PAMIĘCI

    Po podłączeniu pamięci do komputera urządzenie zostanie wykryte, ale nie będzie widoczne jako pendrive ponieważ oprogramowanie kontrolera nie zostało zainicjalizowane do pracy z wlutowaną kością. Dlatego też oprogramowanie producenta kontrolera jest nam potrzebne - pendrive sam się nie zaprogramuje bez użycia oprogramowania.

    Uruchamiamy program do obsługi kontrolera pamięci flash i wkładamy naszego "składaka" do portu USB. Jeśli kość została wlutowana prawidłowo, program po kilku sekundach od podłączenia powinien wykryć naszą pamięć i podać jej ID oraz oznaczenie. W naszym przypadku pamięć została wykryta jako PF29F32B08MCMF3, czyli informacje na forum MyDigit.cn odnośnie oznaczenia ADATA można uznać za wiarygodne (różnica jest tylko w ostatniej cyfrze oznaczenia). Jeśli zamiast oznaczenia kości pamięci widzimy jakiś komunikat, to albo źle wlutowaliśmy kość pamięci, albo nasza kość nie jest obsługiwana przez użytą wersję oprogramowania, albo uszkodziliśmy płytkę, choć to ostatnie jest mało prawdopodobne. Jeśli nasza kość jest wykryta prawidłowo, to nie pozostaje nam nic innego niż wcisnąć Start i iść na spacer lub poświęcić się jakiejś innej aktywności przez kilkadziesiąt minut. Program w międzyczasie przeskanuje kość pamięci, załaduje do niej firmware dla kontrolera oraz sformatuje ją w systemie plików FAT32. Po kilkudziesięciu minutach program wyświetli nam efekt końcowy. Jak myślicie: czy mogę już cieszyć się z kolejnego pendrive'a w kolekcji?

    EFEKT KOŃCOWY

    Program zakończył pracę po 42 minutach i… uraczył mnie komunikatem z czerwoną czcionką i FAIL w treści, a to niestety oznacza niepowodzenie. A miało być tak pięknie chciałoby się rzec... Niestety nie zawsze wszystko może się udać, tak jest w tym przypadku. Program znalazł 19 uszkodzonych bloków, co uniemożliwiło finalizację procesu przygotowania pamięci do użytku. Teoretycznie gdyby uszkodzone bloki znajdowały się na "końcu" pamięci, można by spróbować sformatować ją ze zmniejszoną pojemnością. W praktyce jednak uszkodzone bloki rozrzucone są na całym obszarze pamięci.

    Pewnie ktoś zapyta: ale czym tu się załamywać, bierz następną kość i po problemie. Tu dochodzimy do naszego głównego bohatera, czyli całego dysku SSD. Jego kontroler przełączył go w tryb tylko do odczytu nie bez przyczyny. Okazuje się, że uszkodzone bloki znajdują się we wszystkich ośmiu testowanych kościach. Można wykluczyć uszkodzenia płytek lub błędy lutowania, gdyż wykorzystałem wszystkie płytki, a jedną użyłem dla czterech kości po kolei. "Najzdrowsza" kość miała 15 uszkodzonych bloków, a najgorsza ponad 20. Widać więc, że dysk dzięki odpowiedniemu zarządzaniu z poziomu kontrolera JMicron dość równomiernie ulegał degradacji, aż w końcu padł.

    CZY WARTO BYŁO SZALEĆ TAK?

    Powyższy wywód pokazuje, że paradoksalnie można stworzyć pendrive'a wykorzystując kości pozyskane z dysku SSD, choć nie jest powiedziane że musimy się ograniczać tylko do tych nośników. Są przecież jeszcze dyski mSATA, pamięci w tabletach, smartfonach, TV boksach i innych urządzeniach wykorzystujących pamięci flash. Należy jednak mieć przy tym trochę szczęścia i trafić na sprawną kość. Jak widać na moim przykładzie, przy mocno zużytym dysku SSD szanse na choćby jedną sprawną kość pamięci są bliskie zeru, ale w ramach hobby i chęci nadawania urządzeniom drugiego życia warto pobawić się, a jeśli uda się stworzyć działający pendrive to satysfakcja gwarantowana.

    Oczywiście to nie koniec mojej walki z tymi kościami i płytkami. Jeśli pojawią się nowe okoliczności warte podzielenia się na Forum, to zamieszczę stosowną adnotację. Tymczasem zachęcam do dyskusji i dziękuję wszystkim tym, którzy dotarli do końca artykułu i poświęcili czas na jego przeczytanie.

    Cool! Ranking DIY
    Can you write similar article? Send message to me and you will get SD card 64GB.
    About Author
    Dydelmax
    Level 38  
    Offline 
    Komputery, rzeczy typowe i nietypowe.
    Has specialization in: komputery
    Dydelmax wrote 3335 posts with rating 483, helped 502 times. Live in city Piła. Been with us since 2011 year.
  • TermopastyTermopasty
  • TermopastyTermopasty
  • #3
    Dydelmax
    Level 38  
    @U92, nie dopisałem, bo wydało mi się to oczywiste, ale doświadczenia przeprowadzone przeze mnie na uszkodzonym dysku miały charakter odskoczni od codziennych zajęć, więc nie ma co rozpatrywać tego w kategoriach opłacalności, bo ta byłaby żadna nawet jeśli uruchomiłbym wszystkie kości. Pracy przy tym wbrew pozorom nie było dużo - więcej czasu zajęło mi "przelanie" opisu wykonanych czynności na klawiaturę. :) Przy obecnych cenach pamięci flash takie zabawy faktycznie nie mają sensu ekonomicznego, ale jeśli ktoś lubi w wolnym czasie poeksperymentować i jednocześnie chce zrobić użytek z tego co ma w szufladzie, to myślę że nawet w ramach edukacji lub hobby może spróbować w oparciu o możliwości, jakie mamy w dzisiejszych czasach.
  • #4
    U92
    Level 9  
    Dlatego ja nie krytykuję projektu w żadnym stopniu, nawet mi zaimponował, i doskonale rozumiem odskocznię od dnia codziennego, i samego jej założenia. Przeczytałem całość, acz dalej nic nie rozumiem. Powodzenia w przyszłych projektach :D
  • #6
    bobycob
    Level 19  
    Odpowiem za autora - nie. Albo raczej skrajnie trudne lub praktycznie niemożliwe.
    Coś odczytasz wyglądającego tak jakby wrzucić kartkę papieru do niszczarki, wszystko jest. Jednak ułożenie tego makaronu do czytelnej postaci może się okazać niemożliwe.
  • #8
    ostrytomasz
    Level 23  
    Dydelmax wrote:
    Program znalazł 19 uszkodzonych bloków, co uniemożliwiło finalizację procesu przygotowania pamięci do użytku.


    Nie mogę znaleźć dokumentacji tej pamięci, ale zakładając że to pamięć typu raw a nie managed, to musi być bardzo słaby kontroler. Nawet pamięci SLC w "dużym"/"starym" procesie technologicznym mogą mieć fabrycznie do 2% uszkodzonych bloków (w praktyce zazwyczaj zero, góra kilka, ale 2% to ciągle element zgodny ze specyfikacją). Chociaż biorąc pod uwagę niską jakość tanich pendrive i pamięci SD może nie ma co się dziwić.
  • #9
    Dydelmax
    Level 38  
    A JEDNAK SIĘ KRĘCI!

    Zanim jednak o postępach z pamięciami, chciałbym tylko poinformować iż artykuł został trochę zmodyfikowany z wiadomych (już teraz dla mnie) przyczyn, mam nadzieję że nikogo nie uraziłem lub nie wprowadziłem w błąd.

    @bitflip, opłacalność eksperymentu jest żadna jak już wcześniej wspominałem, nawet biorąc poprawkę na oprogramowanie i jego dostępność oraz warunki jego użytkowania. Oprogramowanie w oficjalnej "dystrybucji" nie jest bezpłatne.

    @ostrytomasz, dokumentacja kontrolera jest dostępna w sieci (nie będę opisywał gdzie, co i jak, z wiadomych względów).

    Wracając jednak do wytłuszczonego podtytułu, udało mi się na chwilę obecną uruchomić 4 z 5 płytek 32 GB, co poniżej potwierdzam w formie obrazkowej:

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Jedna z diod nie świeci ponieważ... odleciała mi podczas lutowania, a nie chciało mi się lutować jej ponownie. Jeśli będę wykonywał jakąś obudowę do tych wynalazków, to będzie ona zamknięta tj. bez przezroczystej przestrzeni dla diody sygnalizującej pracę urządzenia. "Cenówki" przyklejone na pendrive'ach zawierają dwie informacje: ilość uszkodzonych bloków oraz... nazwę pendrive'a ustawioną pod systemem (TEST1..4).

    Tak to wygląda pod hubem USB 2.0, a jak wygląda to pod systemem Windows? Ano tak:

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Na każdej z pamięci jest zajęte kilkaset MB, gdyż zapełniałem je testowo do połowy pojemności i na każdej został mi jeden plik. Żaden z pendrive'ów nie wykazywał anomalii podczas testów, temperatury kontrolera też nie były jakoś szczególnie wysokie. Nie parzył w palce, więc w docelowej obudowie też nie nagrzeje się nadmiernie. Porównywałem sumy CRC32 plików zapisanych na pendrive'ach i w ich oryginalnych lokalizacjach. Są identyczne, więc w teorii wszystko wygląda w porządku.

    Rzućmy jeszcze okiem na testy syntetyczne. Mamy tutaj USB 3.0 więc można spodziewać się transferów wykraczających poza USB 2.0, ale czy tak jest w istocie? Poniżej wyniki testu losowo wybranego składaka podłączonego bezpośrednio do portu USB 3.0 w kilkuletnim laptopie.

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Myślę że nie ma tutaj zaskoczenia. Wydajność sprzętu jest mizerna, a przy zapisie losowym małych próbek wręcz tragiczna. Jednak mamy jakiś postęp - można coś zapisać na pamięciach, można coś z nich odczytać i póki co nie ma problemów, ale dopiero po dłuższym i intensywniejszym użytkowaniu będę mógł wyciągnąć konkretne wnioski.

    Niektórzy mogli zauważyć, że opisałem 4 z 5 płytek i zastanawiają się teraz o co chodzi. Odpowiedź będzie można poznać, jak wlutuję do płytki numer 5 drugą kość i przekonamy się czy skoro 32 GB ruszyło na czterech płytkach, to czy na piątej można tę pojemność podwoić. Dam znać o efektach w tym temacie.
  • #10
    siewcu
    Level 34  
    Kompletnie bez sensu takie coś :D Ale walory edukacyjne raczej ogromne. Da się jednak coś wyrzeźbić z uszkodzonego SSD, w ramach edukacji bardzo fajna sprawa moim zdaniem. Wydajność tragiczna, bezpieczeństwo danych zerowe, ale jednak można... W sumie ciekawy sposób na recykling.
  • #11
    elektryku5
    Level 38  
    Robiłem podobne eksperymenty za czasów gdy pendrive miały 256MB-2GB i kości TSSOP, jeden 256MB z podmienionym FLASHem nawet jakiś czas działał, żeby potem znów paść...

    Co ciekawe nawet kiedyś takie karty SD się trafiały z kościami TSSOP a później wszedł postęp i były już tylko monolity.
  • #12
    speedy9
    Helpful for users
    ostrytomasz wrote:
    Dydelmax wrote:
    Program znalazł 19 uszkodzonych bloków, co uniemożliwiło finalizację procesu przygotowania pamięci do użytku.


    Nie mogę znaleźć dokumentacji tej pamięci, ale zakładając że to pamięć typu raw a nie managed, to musi być bardzo słaby kontroler. Nawet pamięci SLC w "dużym"/"starym" procesie technologicznym mogą mieć fabrycznie do 2% uszkodzonych bloków (w praktyce zazwyczaj zero, góra kilka, ale 2% to ciągle element zgodny ze specyfikacją). Chociaż biorąc pod uwagę niską jakość tanich pendrive i pamięci SD może nie ma co się dziwić.

    I to jest bardzo ciekawy komentarz w kontekście opisywanego tutaj przypadku uszkodzonego dysku. Moim zdaniem dysk przeszedł w tryb "do odczytu" nie z powodu tych kilkudziesięciu uszkodzonych sektorów, a po prostu po z góry zaprogramowanym czasie życia, jakkolwiek mierzonym (np. przekroczenie liczby cykli wymazywania).
    Każdy dysk SSD ma pewną liczbę zapasowych sektorów i rolą kontrolera jest wyłączanie tych uszkodzonych i "zastępowanie" ich sprawnymi. Zwykle taki zapas to powyżej około 7% pojemności dysku.
  • #13
    Dydelmax
    Level 38  
    Dziękuję za dotychczasową aktywność w temacie oraz pozytywne oceny, jestem wdzięczny wszystkim którzy zapoznali się z artykułem oraz wyrazili swoje opinie dotyczące kwestii poruszanych we wpisie.

    Tymczasem płytka numer 5 z wlutowanymi dwiema kościami pamięci melduje się w temacie. Poniżej wyniki testów syntetycznych:

    Drugie życie SSD w postaci... pendrive. Czy uda się wykorzystać uszkodzony SSD?

    Pojemność pendrive'a uległa podwojeniu co jest raczej oczywiste, ale zauważalny jest również ponad 50-procentowy wzrost wydajności zapisu sekwencyjnego oraz niewielki spadek prędkości odczytu losowych próbek 4K.

    Pozostaje zatem wzbogacić dwie płytki o pozostałe dwie kości dzięki czemu będę miał 3 pendrive'y 64 GB i dwa pendrive'y 32 GB z możliwością dalszej "rozbudowy". Wypadałoby też pomyśleć nad jakąś obudową (nie chciało się dopłacać 9 złotych to teraz trzeba kombinować :D) żeby pamięci nie uległy uszkodzeniom fizycznym.

    Jeśli pojawi się coś wartego wzmianki napiszę o tym w temacie.
  • #14
    Karaczan
    Level 40  
    @Dydelmax Spróbuj z inna wersją "wypalacza" dla twojego kontrolera.
    Kiedyś bawiłem się softami typu MP do pendriveów i te softy to szalenie wybredne bestie.

    Na kilka różnych wersji MP, mimo że miały dany flash w spisie, zadanie bez FAIL kończył np tylko jeden.
    I tylko przy właściwie dobranych opcjach.

    Kombinacji jest multum, programowanie trwa wieki, więc to taka sztuka dla sztuki ;)
    Ja paru pendriveom zwiększyłem pojemność i prędkość transferu w ten sposób.
    Jak i kilka pendriveów ubiłem całkowicie, właśnie przez FAIL procedury :P
  • #15
    Dydelmax
    Level 38  
    @Karaczan, pamiętam również Twoje eksperymenty z pendrive'ami, sam zresztą też udzielałem się w Twoim temacie Modyfikacja Pendrive - zwiększ pojemność i prędkości R/W.
    Póki co chcę wykorzystać wszystkie kości (aktualnie w użyciu jest 6 z 8 sztuk), a gdy będę miał już działający komplet pendrive'ów to będę mógł eksperymentować na losowo wybranej sztuce i bawić się różnymi ustawieniami wpływającymi na prędkości odczytu i zapisu. Głównie kulejący zapis losowych próbek 4K jest jedną z rzeczy, które chciałbym spróbować poprawić, choć ogólna prędkość odczytu i zapisu też mogłaby być wyższa. Oczywiście nie można przesadzić, żeby pliki nie uszkadzały się po kilku cyklach zapisu/odczytu lub nie znikały jak w podróbkach. :D
  • #16
    andrzejlisek
    Level 28  
    Wszystko zależy, czy SSD będący dawcą pamięci jest przechodzony czy ma uszkodzony element inny niż którykolwiek moduł pamięci. W pierwszym przypadku nie ma gwarancji co do trwałości i niezawodności, a w drugim przypadku jest duża szansa wykorzystania wszystkich modułów pamięci.
  • #17
    karroryfer
    Level 11  
    Ciekawe jak to sie ma w przypadku nowszych większych pamieci - zwłaszcza tych MLC. No i podobnie w kwesti telefonów - czy tam pamieci też są identyczne albo choć podobne ?
  • #18
    conrad9210
    Level 23  
    Cześć.
    W telefonach sprawa ma się podobnie. Tyle, że odczytać dane 1:1 można był wiele lat temu gdy pamięci nie były kryptowane. Odzyskiwało się w ten sposób dane. Jak dobrze pamiętam można była do iPhona 4s, natomiast od 5 były już szyfrowane. Co do samych kości pamięci można je oczywiście wylutować tyle tylko, jak pisali Koledzy powyżej nie jest to opłacalne finansowo. Kości poza tym, że są przylutowane (BGA) to dodatkowo są jeszcze przyklejone. By je wyjąć trzeba mieć hota + preheater + odpowiednia chemia + umiejętności.
    Ogólnie temat ciekawy, ja również "popełniałem" takie pendrive :)
    Pozdrawiam