Trochę tu nie byłem ale choroba nie wybiera – że się wytłumaczę nieco. Tymczasem do rzeczy:
Dziękuję Usuniętemu za wytyczenie mapy drogowej. Zabrałem się za pracę, zgodnie z sugestiami. Relacjonuję w punktach:
- Tranzystory końcowe to klasyka: KD 503 TESLI
- Sprawdzenie zasilacza: oczywiście elektrolit można by wymienić „z marszu” – w końcu ma już swoje lata ale okazał się jeszcze dość sprawny.
- podłączenie się do końcówki dało rezultat negatywny – dalej się zniekształcało, przy czym, żeby to usłyszeć, musiałem zmienić częstotliwość. 1000Hz (muzycznie C2 tak swoją drogą), pokazywało niewielkie zniekształcenia przy hałasie trudnym do wytrzymania. Znacznie lepiej obciążał końcówkę dźwięk niższy – wybrałem 50Hz (to z kolei G wielkie) – wygenerowałem taki stały dźwięk i na nim mierzyłem.
- Chociaż zwykle przyjmuję, że nie wymienia się niczego bez potrzeby, tu złamałem zasadę i wymieniłem T 101 i 102 na BD 139 w miejsce BF 457.
- Prąd spoczynkowy liczyłem dla rezystorów 121, 122. Uznałem, że kiedy mój miernik mierzy opór w okolicach 0,2Ω, jest tu już na granicy błędu. Wskazywał, że opory R121 i 122 osobno mają 0,4 Ω natomiast szeregowo połączone - 0,7Ω, razem zaś z R 123 lub 125 już 1Ω - wyraźnie się więc już mylił przy tak małych oporach. Najmniejszy możliwy zakres ma 200Ω. Stąd liczyłem prąd dla nominału, to znaczy 0,25Ω. Przy napięciu rzędu 55mv na R 121 po rozgrzaniu (co by dawało 0,22A), dalej słychać było jednak zniekształcenia:
0,055V / 0,25Ω = 0,22A
Zwiększyłem napięcie do 70mv i dalej to samo. Zmniejszenie z kolei oczywiście zwiększało zniekształcenia. I wówczas oniemiałem: no tak, to napięcie i prąd - są 10x za wysokie! Nie popełniłem błędu, po prostu takie było kiedy go dostałem! Na samym prądzie spoczynkowym grzały się też tranzystory końcowe.
- Mam takie przeświadczenie, że jeśli producent wymyślił jakieś urządzenie, przywrócenie go do stanu fabrycznego jest podstawą, dopiero potem można szukać usterek. W związku z tym usunąłem wreszcie (!) ten dodany na R111 kondensator. No i? Wzmacniacz zaczął pracować kompletnie bez zniekształceń na 50mv, co przy 0,25Ω daje dokładnie 0,2A.
0,05V / 0,25Ω = 0,2A
- Wówczas też, ze względu na możliwe błędy, zdecydowałem się mierzyć napięcie wspólnie dla połączonych szeregowo R 121 i 122. Zmniejszyłem więc tak mierzone napięcie do 0,01V co przy 0,5Ω daje 0,02A. Następnie spróbowałem zmniejszyć napięcie do 1,5mV, co przy oporze 0,5Ω daje 3mA! Okazało się, że przy takim prądzie spoczynkowym, obciążony wzmacniacz, z wychyloną strzałką wskaźnika do połowy skali w ogóle nie zniekształca słyszalnego dźwięku. TESLE są też zimne jak grób! Dalej nie odważyłem się zmniejszać prądu spoczynkowego.
Zacząłem się zastanawiać, czy może ktoś celowo dołożył ten kondensator (na R111), żeby osiągnąć taki przesterowany efekt – odwrotnie niż podejrzewał Pikarel? Przyjrzałem się całemu wzmacniaczowi dokładniej. I oto na płytce TW-3, pomiędzy kolektorem T302 a połączeniem R311 i C 305 (punkt 6) znalazłem dodatkową pojemność (na zdjęciu). Usunąłem ją już. Podobnie na TW-4, na płycie wejścia 6 i 5 wzmacniacza, pomiędzy emiter i bazę T401 oraz kolektor i bazę T 402 dodano pojemności. Wszystkich nie mogę precyzyjnie odczytać, zdaje się, że jednak, że są takie same: 47pf. Na płycie wejścia 4 jest też taki pomiędzy bazą i emiterem T401.
Moja wina – powinienem był przyjrzeć się temu wzmacniaczowi, nim stwierdziłem, że nie widać jakichś większych przeróbek. Przyznaję jednak – kapituluję: do czego służą te dodatki?
Dwa więc pytania:
1. Czy mogę zostawić prąd spoczynkowy na poziomie 1,5mV (mierzone na szeregowych R121+122) co daje 3mA?
0,0015V / 0,5Ω = 0,003A czy wrócić do 0,01V?
2. Do czego mogły komuś służyć te dołożone na TW-4 kondensatory i czy w takim razie je usunąć?
Bardzo proszę o sugestie. Zdjęcia: TW-3 oraz TW-4 wejść 5 i 6.