Philips SceneSwitch to lampa LED która potrafi "świecić" trzema różnymi poziomami jasności. Zmiana następuję po ponownym włączeniu lampy ale oczywiście nie każdorazowo. W praktyce sprawdziłem, że poziom zmieni się po wyłączeniu, jeśli w ciągu około 5 sekund załączymy ją ponownie. Gdy upłynie dłuższy czas zapala się z ostatnio wybraną jasnością. Myślę, że to dobry patent, przypadkowo raczej tego nie zmienimy.
W praktyce zmiana jest na prawdę duża, niestety zdjęcia tego nie oddają.
Pomiar watomierzem przy trzech ustawieniach.
Lampa z zewnątrz nie różni się praktycznie niczym od większości obecnie sprzedawanych. No może wnętrze soczewki ją trochę wyróżnia, no ale to nie to jest tutaj decydujące. Warto nadmienić, że istnieją różne odmiany tej lampy, ja akurat testuje małą, z gwintem E14.
Zaglądamy do środka. Co wcale nie jest niestety takie proste...
Nie jest łatwo ją rozebrać. Po demontażu soczewki ukazuję nam się płytka z LEDami. Podobnie jak w wielu innych konstrukcjach, jedyna różnica to inny rozmiar dwóch diod świecących. Płytka trzyma się na dwóch wkrętach, dodatkowo bardzo mocno przyklejona do radiatora.
Zdemontowana PCB, połączenie między płytkami za pomocą złączki 2-pin.
W zasadzie im głębiej tym trudniej ją rozebrać, to raczej urządzenie z tych które da się rozebrać, ale tylko jeden raz.
Na szczęście udało się dostać do "płyty głównej" i ją wyciągnać.
Układ zasilania wygląda klasycznie, z mostkiem prostowniczym, za nim kondensatory elektrolityczne na wysokie napięcie itd. Co jednak wyróżnia tą konstrukcję to obecność 8-bitowego mikro kontrolera Atmel Tiny13A.
Z drugiej strony laminatu udało mi się rozszyfrować nazwę drugiego układu scalonego: BP2832 - czyli driver LED.
Układ bez problemu dostępny u naszych przyjaciół ze wschodu w niezbyt wygórowanej cenie.
No dobrze, wiele już się wyjaśniło więc na jakiej zasadzie działa zmiana jasności?
Już przy załączonej lampie i ustawieniu najmniejszego poziomu jasności można zauważyć, że świecą się tylko niektóre LEDy. Dokładniej widać to właśnie po rozebraniu.
Zmiana jasności, czyli zmiana ilości i rodzaju załączonych diod.
Dogłębne pomiary pokazały jednak, że także prąd w obwodzie tych większych diod się zmienia, przy zmianie trybu jasności.
Myślę, że największa zaleta tego produktu to właśnie możliwość dużej zmiany jasności oraz prostota sterowania. Oczywiście są na rynku także lampy ledowe których poziom świecenia można zmniejszyć, przystosowane do pracy z tzw. "ściemniaczem" jednak z własnych doświadczeń wiem, iż zmiana taka nie jest zbyt duża w takim przypadku. Na pewno nie taka jak tutaj. Dodatkowo w przypadku Philips SceneSwitch nie stosujemy, bo nawet nie możemy, żadnych regulatorów napięcia. Wada? Oczywiście musimy za nie nieco więcej zapłacić, komplet prezentowanych, 2 sztuki w opakowaniu to ok 35zł.
Fajne? Ranking DIY
