Uważam, że teoria tego nie wytłumaczy

Czytając książki łatwiej nauczyć się jazdy motocyklem (przeciwskręt, między-gaz, "patrz gdzie jedziesz, bo pojedziesz tam gdzie patrzysz") aniżeli samochodem.
Zwyczajnie łatwiej to zobrazować. Według mnie powinno być jak w UK czy USA - kończysz 16 lat, wsiadasz "z starymi" do auta jako kierowca i uczą Cię jeździć. Potem idziesz na kurs, gdzie gość tylko sprawdza czy ogarniasz i albo podbija wejściówkę na egzamin albo jazda uczyć się dalej. Oczywiście uprościłem to, wiadomo, nie musisz mnie zaraz poprawiać
Pamiętam jak sam zdawałem na B, instruktor od razu mnie wrzucił na miasto, mimo że nigdy nie prowadziłem auta, jako że przykład bierze się z pierwszej ręki, to prowadziłem jedną ręką, za co dostawałem po łapach do momentu aż trzymałem dwie ręce na kierownicy.
Rękaw nigdy nie był jakiś trudny, szczególnie, że w mojej autoszkole nie uczyli jeździć, tylko zdać - bodajże w aucie, którym zdawałem, trzeba było zrobić półtora obrotu przy 3cim słupku i na wstecznym to samo, nic nie trzeba było potrafić, tylko zapamiętać.
Jeździć nauczyłem się po pierwszej kolizji, gość próbował się wcisnąć, poleciał chodnikiem, ale że świadek postanowił, że ma mnie w dupie, to przecież młodemu kierowcy psiarnia nie uwierzy, także dostałem 500 i 6pkt

Tydzień auta nie tykałem, a obecnie mogę całe miasto na wstecznym przejechać, bo tak się zawziąłem.
Z motocyklami przygodę dopiero zacząłem, ale już rozglądam się za jakimiś placykami do gymkhany, bo również nie mam zamiaru zostawać w tyle
Trening, Trening, jeszcze raz - Trening.
Pozwolę sobie jeszcze dodać - mimo że w PL panuje przekonanie, że "motocyklista to dawca" - statystyczny motocyklista z PL czy europy już na start prowadzi lepiej jak Amerykanin - u nas U-turn czy 8-ka jest obowiązkowa na egzaminie, a dla nich to "skill" którego uczą się tylko stunterzy
