Zainspirowany tematem https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3809315.html postanowiłem przedstawić swoje narzędzia chirurgiczne, które - jak uważam - skutecznie mogą konkurować z dedykowanymi "elektronicznymi".
Na początek zbiór (nie cały), jaki przetrwał ze mną przez mniej więcej 30-40 lat i ciągle jest używany:
Najstarsze z tego zbioru są nożyczki i pęseta. Jakieś 5 lat temu doszła kolejna, tym razem zagięta, do bardziej precyzyjnych elementów:
Jak widać - swoje przeszła, jednak mimo to nadal jest w świetnej kondycji.
Ta starsza pęseta przeżyła znacznie więcej i znacznie cięższych robót, a mimo to również świetnie się trzyma (będę musiał jednak umyć jej końcówki).
Jak widać - trochę brudu (szczególnie kalafonii) się tam nagromadziło:
Zaletą tych narzędzi jest solidność i precyzja wykonania. Nawet to ryflowanie na końcach pęset pasuje do siebie po ściśnięciu, dzięki czemu pewność uchwytu jest znacznie lepsza (nieco to utrudnia operowanie naprawdę małymi elementami np. SMD - w takim wypadku lepsze jednak będą takie z płaskimi końcówkami - bez ryflowania).
Za to nożyczki... Nigdy w swoim życiu nie miałem lepszych. Pamiętacie (to raczej do starszych Kolegów pytanie) modele kartonowe z Małego Modelarza? To właśnie takimi jak na zdjęciach nożyczkami były wycinane - w sumie kilkadziesiąt sztuk modeli przy ich pomocy powstało. W pracowni elektronicznej sprawują się równie dobrze - od momentu zakupu (nowych, w sklepie z narzędziami chirurgicznymi - był taki w centrum Wa-wy). Niestety te ze zdjęć są już następcami tych z lat dziecięcych - tamte zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach). Niemniej jednak kilkadziesiąt lat pracują ze mną i (co mam nadzieję widać) mimo pewnych "uszczerbków" i przebarwień (chlorek żelazowy - niewytarty, a pozostawiony do wyschnięcia - jednak potrafi ślad zostawić nawet na takiej stali) nadal są lepsze i ostrzejsze od każdych innych:
No i najwspanialsze i najbardziej przydatne - peany:
Czemu takie przydatne i wspaniałe?
Każdy, kto kiedykolwiek rozbierał do naprawy jakiś sprzęt elektroniczny, na pewno nieraz natrafił na problem z dotarciem do jakiejś schowanej nakrętki, której przykręcenie jest niemożliwe bez demontażu całego sprzętu na części. Te szczypczyki to załatwią. Dzięki konstrukcji z "zatrzaskami" (te "schodki" blisko oczek na palce) możemy unieruchomić nakrętkę czy inny element i nie musimy nawet jej ściskać - pena można zatrzasnąć (na jednej z trzech - w tym wypadku - pozycji) i puścić - zyskując drugą rękę, co przeważnie jest wielkim ułatwieniem. Siła ścisku szczypiec jest przy tym na tyle duża, że prędzej się uda zerwać gwint w śrubce M3, niż by nakrętka miała się wysunąć ze szczypców.
Można też przytrzymać nimi np. pobielany przewód czy wtyczkę, żeby nam nie uciekała po stole podczas lutowania. Przy okazji, same szczypczyki dość skutecznie ograniczają rozprzestrzenianie się ciepła po konektorze; co w wypadku lutowania przewodów do wtyczki czincz (RCA) czy wtyku słuchawkowego pozwala na uniknięcie jej zniszczenia (izolacja w nich jest przeważnie termoplastyczna i przy dłuższym nagrzewaniu konektora potrafi "popłynąć", co z kolei powoduje brak unieruchomienia elementów wtyczki i przestają one poprawnie kontaktować, a nawet zrobić zwarcie). Zastosowań ich jest mnóstwo, podałem tylko te najczęściej wykorzystywane.
Ostatnie, co należy powiedzieć to: "Gdzie można kupić takie narzędzia?" W moim wypadku część zdobyłem od Kolegi (lekarza chirurga), który ocalił je od złomowania (podobno był taki przepis, że narzędzia chirurgiczne po iluś tam zabiegach, bez względu na ich stan należało złomować), część udało się kupić od przyjaciół ze wschodu, którzy w pewnym okresie masowo wypełniali polskie bazary i bazarki sprzedając WSZYSTKO, co tylko się dało u nich jeszcze kupić, a część w sklepie, o którym pisałem wcześniej. Jak jest obecnie? Przyznam się, że nie wiem, ale i szukać tej odpowiedzi nie zamierzam. Każdy, kto uzna, że mogą Mu się przydać, niech we własnym zakresie poszuka.
Ja w każdym razie mogę je polecić z czystym sumieniem. Może wydatek większy niż za chińszczyznę z Ali..., ale przynajmniej na lata.
Pozdrawiam.
Na początek zbiór (nie cały), jaki przetrwał ze mną przez mniej więcej 30-40 lat i ciągle jest używany:
Najstarsze z tego zbioru są nożyczki i pęseta. Jakieś 5 lat temu doszła kolejna, tym razem zagięta, do bardziej precyzyjnych elementów:
Jak widać - swoje przeszła, jednak mimo to nadal jest w świetnej kondycji.
Ta starsza pęseta przeżyła znacznie więcej i znacznie cięższych robót, a mimo to również świetnie się trzyma (będę musiał jednak umyć jej końcówki).
Jak widać - trochę brudu (szczególnie kalafonii) się tam nagromadziło:
Zaletą tych narzędzi jest solidność i precyzja wykonania. Nawet to ryflowanie na końcach pęset pasuje do siebie po ściśnięciu, dzięki czemu pewność uchwytu jest znacznie lepsza (nieco to utrudnia operowanie naprawdę małymi elementami np. SMD - w takim wypadku lepsze jednak będą takie z płaskimi końcówkami - bez ryflowania).
Za to nożyczki... Nigdy w swoim życiu nie miałem lepszych. Pamiętacie (to raczej do starszych Kolegów pytanie) modele kartonowe z Małego Modelarza? To właśnie takimi jak na zdjęciach nożyczkami były wycinane - w sumie kilkadziesiąt sztuk modeli przy ich pomocy powstało. W pracowni elektronicznej sprawują się równie dobrze - od momentu zakupu (nowych, w sklepie z narzędziami chirurgicznymi - był taki w centrum Wa-wy). Niestety te ze zdjęć są już następcami tych z lat dziecięcych - tamte zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach). Niemniej jednak kilkadziesiąt lat pracują ze mną i (co mam nadzieję widać) mimo pewnych "uszczerbków" i przebarwień (chlorek żelazowy - niewytarty, a pozostawiony do wyschnięcia - jednak potrafi ślad zostawić nawet na takiej stali) nadal są lepsze i ostrzejsze od każdych innych:
No i najwspanialsze i najbardziej przydatne - peany:
Czemu takie przydatne i wspaniałe?
Każdy, kto kiedykolwiek rozbierał do naprawy jakiś sprzęt elektroniczny, na pewno nieraz natrafił na problem z dotarciem do jakiejś schowanej nakrętki, której przykręcenie jest niemożliwe bez demontażu całego sprzętu na części. Te szczypczyki to załatwią. Dzięki konstrukcji z "zatrzaskami" (te "schodki" blisko oczek na palce) możemy unieruchomić nakrętkę czy inny element i nie musimy nawet jej ściskać - pena można zatrzasnąć (na jednej z trzech - w tym wypadku - pozycji) i puścić - zyskując drugą rękę, co przeważnie jest wielkim ułatwieniem. Siła ścisku szczypiec jest przy tym na tyle duża, że prędzej się uda zerwać gwint w śrubce M3, niż by nakrętka miała się wysunąć ze szczypców.
Można też przytrzymać nimi np. pobielany przewód czy wtyczkę, żeby nam nie uciekała po stole podczas lutowania. Przy okazji, same szczypczyki dość skutecznie ograniczają rozprzestrzenianie się ciepła po konektorze; co w wypadku lutowania przewodów do wtyczki czincz (RCA) czy wtyku słuchawkowego pozwala na uniknięcie jej zniszczenia (izolacja w nich jest przeważnie termoplastyczna i przy dłuższym nagrzewaniu konektora potrafi "popłynąć", co z kolei powoduje brak unieruchomienia elementów wtyczki i przestają one poprawnie kontaktować, a nawet zrobić zwarcie). Zastosowań ich jest mnóstwo, podałem tylko te najczęściej wykorzystywane.
Ostatnie, co należy powiedzieć to: "Gdzie można kupić takie narzędzia?" W moim wypadku część zdobyłem od Kolegi (lekarza chirurga), który ocalił je od złomowania (podobno był taki przepis, że narzędzia chirurgiczne po iluś tam zabiegach, bez względu na ich stan należało złomować), część udało się kupić od przyjaciół ze wschodu, którzy w pewnym okresie masowo wypełniali polskie bazary i bazarki sprzedając WSZYSTKO, co tylko się dało u nich jeszcze kupić, a część w sklepie, o którym pisałem wcześniej. Jak jest obecnie? Przyznam się, że nie wiem, ale i szukać tej odpowiedzi nie zamierzam. Każdy, kto uzna, że mogą Mu się przydać, niech we własnym zakresie poszuka.
Ja w każdym razie mogę je polecić z czystym sumieniem. Może wydatek większy niż za chińszczyznę z Ali..., ale przynajmniej na lata.
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
