Byłem strasznie ciekaw, jak wypadnie kolejny gadżet, jaki chciałem przedstawić, a mianowicie "AIYIMA Mini Dual 12 wskaźnik poziomu VU miernik wzmacniacz Stereo"
(dalszą część nazwy z oferty pozwoliłem sobie pominąć).
Po wcześniejszym "analizerze widma sygnału audio" podchodziłem dość sceptycznie do tego "zestawu" - zresztą za wielkie słowo - płytka zmontowana, a jedyną rzeczą, jaką musi wykonać kupujący jest podłączenie wtyczki w gniazdko na PCB i podanie zasilania oraz sygnałów (tak, tak - tym razem to prawdziwe stereo!).
Ale od początku:
Paczuszka wyglądała następująco (po wyjęciu z opakowania transportowego):
Wewnątrz - jak pisałem: płytka już kompletnie złożona (dwustronna SMD) i kabelek z wtyczką:
Nic specjalnego na pierwszy rzut oka.
Podłączamy więc zasilanie i...
Zapaliły się dwie pierwsze w szeregach LED. Czyli coś już działa...
Dla sprawdzenia, czy aby na pewno - podałem sygnał z przenośnego generatora (czyli palucha):
ŁOŁ! Czyli jednak działa, a w dodatku ma dużą oporność wewnętrzna i sporą czułość (palce zgrubiałe od lutowania, więc oporność naskórka spora).
Musiałem niestety odłożyć zabawkę na jakiś czas z powodów zdrowotnych, ale następnego dnia, gdy tylko poczułem się lepiej ponowiłem testy.
Najważniejsze elementy na płytce to układ wejściowy i procesor (no, jakby inaczej? Sterowanie analogowe w XXI wieku?).
Sygnał z wejścia trafia na wzmacniacz operacyjny LM358, a procesor to 8S003F3P - przynajmniej takie oznaczenie zdołałem odczytać.
Same LED są monolitycznym układem - 12 sztuk w jednej obudowie, ale w trzech kolorach. Od dołu: 7 szt. zielonych, 2 szt. żółte i 3 szt. czerwone. Logicznie i wreszcie sensownie - nie ma tym razem wszechobecnych niebieskich. Chwała za to.
Jak widać już na pierwszych zdjęciach - pierwsze dwie zielone sygnalizują podłączenie zasilania i świecą cały czas. Mnie to akurat nie przeszkadza, a nawet wolę tak. Przynajmniej od razu widać, że coś działa.
Zgodnie z tym, co podaje sprzedawca napięcie zasilania powinno wynosić od 7 do 12V DC, a pobierany prąd nie przekracza 100mA (sprawdziłem i potwierdzam. Prąd, zgodnie z logiką, nieco maleje przy niższym napięciu zasilania - do ok. 50mA i jest zależny od ilości zapalonych LED. Minimalna wartość prądu bez wysterowania wskaźnika nie przekracza 20 mA).
Podłączmy więc napięcie i sygnał i sprawdźmy "JAK TO DZIAŁA":
Moim zdaniem całkiem nieźle.
Ponieważ na płytce zauważyłem mikroswitch, postanowiłem sprawdzić, co też konstruktor zapisał w pamięci tego procesora, czyli co może wskaźnik (i jak).
Na początek jakiś pierwszy z brzegu sygnał testowy:
Hmmm... Coś nie za dobrze, jakby w dole pasma, ale... ale i tak najważniejszy będzie efekt wizualny (nie spodziewałem się, by w tym wypadku można było liczyć na jakieś skalowanie wskazań zgodne z normami uznanymi w tego typu wskaźnikach).
Powiedzmy sobie szczerze; Szału nie ma, ale czego można się spodziewać po takim maleństwie? W dodatku za taką cenę (nie pamiętam dokładnie, ale coś w okolicy kilkunastu zł).
Nie bądźmy więc zbyt rygorystyczni pod tym względem i lepiej sprawdźmy, co jeszcze potrafi to maleństwo:
Tyle "podstawowych" programów/sekwencji świecenia.
O ile te powyższe można jeszcze zaakceptować jako w jakimś stopniu sensowne, to kilku kolejnych po prostu nie rozumiem:
Wśród tych podstawowych sekwencji można też znaleźć/ustawić "pod sekwencje", będące niejako rozszerzeniem podstawowego programu:
Zarówno podstawowe sekwencje, jak i ich rozszerzenia mogą być wyświetlane przy zmniejszonej czułości. Nie bardzo wiem po co, ponieważ i tak po odłączeniu zasilania, układ automatycznie wraca do programu podstawowego, ale to nawet (chyba?) lepiej.
Co prawda można by pomyśleć nad możliwością wyboru innej sekwencji, ale... Ale jest to niezwykle upierdliwe. Do ustawienia/zmiany wyświetlanego programu służy tylko jeden przycisk i wierzcie mi lub nie, nawet jak już się pozna logikę jego działania, to mimo wszystko nie jest to ani proste, ani tym bardziej intuicyjne, a na pewno nie szybkie. Najlepiej będzie (zamiast wypisywać tu, ile razy i jak długo należy przycisnąć, jaka sekwencja podczas ustawiania, co wywoła w rzeczywistości dany kod zapalonych przy tym LED itp.), jeżeli każdy zainteresowany sam sprawdzi. Podpowiem tylko tyle, że są dwa rodzaje "kliknięcia" switchem - krótkie wciśnięcie i długie, a każde z nich odpowiada za wywołanie czego innego - długie wciśniecie to zmiana programu podstawowego. Jestem natomiast dziwnie spokojny, że prędzej czy później i tak wszyscy pozostaną przy sekwencji "startowej" bez udziwnień. Mnie wystarczyłaby możliwość wyboru pomiędzy wersją "startową" a startową z zapamiętaniem wartości szczytowej (tylko opadającej "po". Bo ten program z wyświetlaną wartością szczytową, która po chwili leci do góry jest zupełnie bez sensu - przynajmniej dla mnie).
Do pełnego opisu brak jeszcze wymiarów i ogólnych wrażeń z testów tego wskaźnika:
Wymiary:
Płytka to 71,5mm x 14mm i wysokości (od płaszczyzny LED do polutowanych padów) ok.12mm - oczywiście wystaje gniazdo z wtyczką.
Wymiary okienka na same diody to 58mm x 14mm, a rozstaw otworów montażowych to ok. 68mm.
Co do tych ostatnich... Po pierwsze: średnica otworów nieco ponad 2mm, a więc ew. śrubki nie mogą być większej średnicy.
Po drugie: nawet przy wykorzystaniu takich śrubek problematyczne jest zastosowanie tulejek dystansowych (bo dokręcanie płytki do np. płyty czołowej bez nich to dość głupi pomysł). Naprawdę odległość od krawędzi otworu do najbliższej ścieżki jest niewielka - wręcz nie ma jej wcale. Odpadają więc tulejki metalowe, ale i to nie tylko... Z drugiej strony płytki (pisałem - dwustronna) jest podobnie. Więc albo podkładki izolacyjne i dopiero nakrętki, albo plastikowe śrubki M2...
Praktycznie i tak pewnie wybierze się termogluta.
Podsumowując całość po testach i "obglądzie":
Raczej przydatna zabawka, ale bardziej jako gadżet niż jakiś przyrząd pomiarowy.
Po pierwsze - im niższa częstotliwość, tym mniejsza czułość. Praktycznie dopiero powyżej 100Hz wartość wskazania jest stabilna.
Po drugie - raster pomiędzy kolejnymi diodami (a raczej progi zapalania kolejnych LED) wynosi... 1 dB, a i to dopiero od poziomu w okolicy 10mV - poniżej świeci tylko dioda "kontrolna". Cały zakres działania wskaźnika wynosi więc raptem ok. 10-12 dB (ten 1 dB progu jest w przybliżeniu podany - nie miałem za bardzo jak zmierzyć dokładniej). Teoretycznie można by dobudować układ "logarytmujący" na wejściu i dopiero z niego podawać sygnał na wskaźnik, ale... moim zdaniem nie warto.
Prościej chyba jednak oprzeć się w takim wypadku o sprawdzone LM3914/15 - co prawda dostępne tylko w Chinach (a te w sklepach też stamtąd) i oryginał już niedostępny, ale kupowałem na "Ali.." rok temu 5 sztuk i wszystko było z nimi w porządku.
No i sam wskaźnik jako taki działa na tyle dobrze, by móc określić chociażby poziom "0" (po dostosowaniu poziomu sygnału do czułości modułu wskaźnika) na tyle dokładnie, by uznać to za wystarczające. A poza tym - niezły bajer...
(tym razem w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Nie polecam raczej włączania tego wskaźnika pod wyjście głośnikowe. Jeśli już, to może się sprawdzić jako wskaźnik poziomu sygnału wejściowego - bez korekcji barwy itp. Oczywiście należy zastosować dzielnik dopasowujący poziom sygnału do czułości wskaźnika (max wskazanie (czyli zapalone 3 czerwona dioda) to ok. 80 mV).
Dla zainteresowanych = na Ali... można dostać również wersję o "normalnym" rastrze, wersje z większą ilością LED w słupku, wersje pojedyncze i wiele, wiele innych. Tak więc dla każdego coś miłego. Polecam jednak dokładne czytanie opisów, by nie naciąć się jak w prezentowanym wcześniej "analizatorze" na coś, co tylko udaje, że działa tak jak powinno.
Tak czy inaczej - moim zdaniem warto zainwestować w ten wskaźnik.
Fajne? Ranking DIY
