Poprzednim razem napisałem co nieco o sobie i swoich problemach ze wzrokiem, oraz jak sobie z nimi radzę. Tym razem chciałbym przedstawić Wam, jak różne technologie pomagają osobom niewidomym i niedowidzącym. Być może zainspiruje to Was do stworzenia własnych projektów elektronicznych (i nie tylko) z myślą o niepełnosprawnych.
Czas i przestrzeń
Jednym z pierwszych przedmiotów zaprojektowanych z myślą o niewidomych i słabowidzących, jaki dostałem, był zegarek analogowy. Poza wysoce kontrastowym cyferblatem od zwykłego zegarka odróżniał się jednym dodatkiem: front koperty ze szkłem był zamontowany na zawiasie, a w koronce umieszczony był przycisk go otwierający. Na samym cyferblacie poza cyframi były też wypukłe punkty w stylu alfabetu Braile'a, które pozwalały palcem odczytać czas. Trzeba to robić ostrożnie, by wskazówek nie uszkodzić. Rozwiązanie proste, acz genialne w tej prostocie.
Wkrótce jednak powstały zegarki "mówiące", oczywiście kwarcowe. Wygląd mało atrakcyjny, ale "głos" był zapisany w formie próbek w pamięci EPROM wewnątrz. Poza pokazywaniem i mówieniem godziny (pełnym zdaniem) zegarek też oferował funkcję budzika, z niezbyt realistycznym "kukuryku" w roli alarmu. Mój brat miał też taki sam zegarek, ale w wersji niemieckiej. Koperta była gorszej jakości, ale dźwięk był lepszy. I był też normalny alarm zamiast "kukuryku".
W Elektronice Praktycznej 3/97 zaprezentowano projekt mówiącego zegara stołowego (kit AVT-322). Zegar ten używa układu ISD2560, który pozwala nagrać do 60 sekund komunikatów głosowych i je odtwarzać. Bardzo chciałem mieć ten zegar w 1997 roku, ale dla moich rodziców wydał się on być zbyt drogim i zbędnym wydatkiem. Niestety, ten zestaw już nie jest dostępny.
Dla niedowidzących dostępne są też wszelkiej maści zegary naścienne, klasyczne wskazówkowe z dużymi, kontrastowymi tarczami, jak i z wyświetlaczami LED "jumbo". Obecnie jednak każdy ma podręczny zegarek w smartfonie, który w połączeniu z oprogramowaniem asystującym może tę godzinę powiedzieć bez większych problemów. Nadal produkowane są też zegarki mówiące, w tym analogowe, oraz zegarki z otwieraną kopertą. Nie są to najelegantsze rozwiązania z punktu (nie-)widzenia stylu czy wyglądu, a zegarki z otwieraną kopertą łatwo się psują. Na szczęście jest alternatywny projekt, który wypuściła firma Eone pod nazwą Bradley. Dwie stalowe kulki przesuwają się w szynach wyciętych w cyferblacie, przesuwane magnesami ukrytymi pod spodem. Sam cyferblat jest wykonany ze stopu tytanu, a taka budowa chroni mechanizm zegarka. Zewnętrzna kulka jest wskazówką godzinową, wewnętrzna zaś minutową. Moim zdaniem powinno być odwrotnie, by mieć większą rozdzielczość odczytywania minut. Wygląda to tak:
Ten gustowny zegarek swoje jednak kosztuje: ceny w Polsce zaczynają się od 1560PLN.
Podstawowym narzędziem nawigacyjnym osoby niewidomej oraz niedowidzącej z dużym ubytkiem wzroku jest biała laska. Od lat obserwuję, jak różni hobbyści próbują ulepszyć lub zastąpić ten przedmiot na drodze elektronicznej przy okazji różnych konkursów, jak Hack-a-Day Prize. Żaden z tych projektów nie jest w stanie zastąpić przedmiotu, którego przodkiem jest zwykły kij. Połowa z nich nadaje użytkownikowi wyglądu bieda-robocopa, a niektóre mogą być wręcz niebezpieczne.
Dlaczego tak się dzieje?
Ano dlatego, iż większość aspirujących konstruktorów nie rozumie, jak działa i do czego służy biała laska. Nie tylko pozwala wykryć oczywiste przeszkody na drodze osoby niepełnosprawnej (słupy, latarnie, ludzi, samochody, drzwi, drzewa, etc.), ale też takie rzeczy, jak schody, krawężniki, zmiany nawierzchni, niespodziewane dziury w chodniku, czy smycz, na której uwiązany jest pies. Drugą funkcją białej laski jest sygnalizowanie innym ludziom, iż jej użytkownik ma problemy z widzeniem. Żaden z projektów, które widziałem, nie był w stanie zrealizować którejkolwiek z tych funkcji.
Innym, przydatnym narzędziem, z którego często korzystam jest pomoc optyczna w formie monokularu. Korzystam z niego obecnie tylko by sprawdzać kolor sygnalizacji świetlnej (tylko jedno skrzyżowanie w Garwolinie jest udźwiękowione), ale używałem też do odczytywania numerów autobusów, tablic informacyjnych na dworcach PKS i PKP, tablic o relacji na pociągach i autokarach, etc. Przez jakiś czas używałem też go do czytania wysoko wiszących cen w dyskontach, ale przerzuciłem się na aparat w smartfonie.
Monokulary na Allegro i na Alliexpress występują licznie w niskich dość cenach (od kilkudziesięciu złotych). Ale one kompletnie się nie nadają dla osób niedowidzących, gdyż minimalny dystans "ostrzenia" to zwykle 5-6 metrów dla modeli o mniejszym powiększeniu, i nawet 10m dla tych o większym. Dlatego monokulary dla niedowidzących kosztują od kilkuset złotych wzwyż. Mój Eschenbach Vario-Plus 8x20 kosztował ponad tysiąc złotych - na szczęście na wszystkie takie pomoce dostępne są dofinansowania.
Pewnym kuriozum, które widziałem tylko raz w jakimś programie popularno-naukowym był prototyp nawigacji satelitarnej dla niewidomych, gdzie na niedużym "ekranie" wyświetlana była mapa w formie wypukłych punktów. Urządzenie działało, ale ograniczenia systemu GPS były zbyt duże. Ponadto matryca obrazująca była złożona z "pikseli" mających milimetr średnicy i milimetr odstępu między nimi, więc rozdzielczość mapy była mocno ograniczona.
Udźwiękowienie życia codziennego
Wspomniane były mówiące zegarki. W poprzedniej części wspomniałem o udźwiękowieniu systemu operacyjnego Windows. Podobne możliwości oferuje Android i macOS (w opinii wielu niewidomych iPhone i inne wyroby od Apple mają najlepsze ułatwienia dostępu ze wszystkich urządzeń). Ale dzięki postępowi technologii udźwiękowić da się niemal wszystko. Każdy spotkał mówiącą windę. W niejednym mieście są też autobusy, które przemawiają ludzkim głosem. Wagi łazienkowe ogłaszające całemu światu, że znów się przytyło to też nie jest jakieś novum. Ale to tylko czubek góry lodowej.
Zatem dostępne są mówiące:
- kalkulatory;
- telefony stacjonarne;
- wagi kuchenne;
- termometry;
- taśmy miarowe(!);
- glukometry i ciśnieniomierze;
- kompasy;
- dzbanki i kubki miarowe;
- termostaty;
- globusy(!).
Ale to nie koniec!
W sprzedaży są też pojemniki na żywność, gdzie można nagrać wiadomość na temat zawartości, skanery kolorów, i mój ulubiony pomysł: etykiety i skanery do nich pozwalające oznaczyć każdy przedmiot (a także ubrania) i powiązać z nimi krótką wiadomość głosową, którą skaner odtworzy.
Większość sprzętów domowych, od kuchenek przez pralki, lodówki po klimatyzacje integruje się z Asystentem Google i z Alexą, więc bezproblemowo można te sprzęty odpytywać głosem, a nawet nimi zdalnie sterować. Ba, udźwiękowić w ten czy inny sposób da się każde urządzenie elektroniczne. Dla przykładu oto mój niewidomy brat demonstruję udźwiękowioną radiostację Kenwood TS 590S:
Dodam jeszcze, że mój brat sam prowadzi swój kanał na YouTube i sam montuje filmy z pomocą aplikacji stworzonych i udźwiękowionych przez Apple. Ja mu tylko czołówkę zrobiłem w programie do edycji filmów i tworzenia efektów specjalnych, bo programy do tego przeznaczone są cokolwiek za skomplikowane i wymagają wzroku (nawet słabego, jak mój), by dało się coś w nich zrobić.
Generalnie największą zmianą w kwestii udźwiękowienia komputerów od czasów mojego dzieciństwa jest dostępność darmowych, często zintegrowanych z systemem rozwiązań. I tak w późnych latach 90tych programy udźwiękawiające system, jak Window-Eyes, kosztowały kilka tysięcy złotych, i były zabezpieczone sprzętowym kluczem USB lub RS-232, którego zgubienie lub uszkodzenie oznaczała konieczność wykupienia nowej licencji. Jeden z uczniów w mojej szkole ukradł taki klucz myśląc że to pamięć USB. Na szczęście klucz odnalazł się w kilka minut, i został umieszczony wewnątrz obudowy komputerowej, podłączony do dodatkowego "śledzia" z gniazdami zostawionego w środku.
Obecnie zarówno Microsoft, jak i Apple czy Google integrują funkcje udźwiękawiania i czytania ekranu na głos. Windows 10 ma Narratora, aktywowanego kombinacją klawiszy [Ctrl]+[Win]+[Enter]. Google ma funkcję TalkBack, choć nie tak dobrą, jak Apple. Jest też program NVDA, który jest multiplatformowy. Domyślne głosy, zwłaszcza w systemie Microsoftu, oraz dostępne jako wolne oprogramowanie z reguły nie są najlepsze. Sam korzystam z głosów Ivona, produkcji polskiej. Licencję na nie kupiłem wiele lat temu w ramach refundacji z PFRONu. O ile ich program Ivona Reader praktycznie jest bezużyteczny, o tyle głosy zgodne z interfejsem SAPI działają świetnie.
Swego czasu dostępne były też sprzętowe syntezatory głosu, komunikujące się z komputerem przez port szeregowy lub równoległy, a później i USB. Obecnie jest to rozwiązanie niestosowane.
Braille i technologia
Alfabet Braille'a został wynaleziony pierwotnie jako sposób przekazywania meldunków po ciemku. W tej roli się nie przyjął zupełnie, ale po paru zmianach i usprawnieniach stał się standardem dla niewidomych. Wbrew pozorom jednak nie każdy niewidomy potrafi posługiwać się brajlem. Niewidomi, którzy stracili wzrok w dorosłym życiu zwykle się go nie uczą, i tylko dzieci niewidome lub prawie niewidome od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa go poznają. Ja nauczyłem się posługiwać brajlem w gimnazjum, gdy zostałem do tego wręcz zmuszony przez moją matkę - bała się, że stracę wzrok w każdej chwili. Nauka (w tym czytanie dotykiem) zajęła mi około pół roku.
Alfabet Braille'a składa się z sześciu punktów ułożonych w dwóch kolumnach po trzy. Punkty są numerowane, w lewej kolumnie od góry są punkty pierwszy, drugi i trzeci, w prawej czwarty, piąty i szósty. Jak łatwo policzyć, daje to tylko 62 możliwe znaki + znak pusty (spacja) i pełen sześciopunkt (używany do zamazywania błędnych liter). W celu lepszego wykorzystania dostępnych znaków dwa z nich pełnią specjalne funkcje: znak wielkiej litery poprzedza literę, która ma być czytana jako wielka. Znak liczby zmienia pierwsze dziesięć liter w cyfry. Pozostałe znaki są użyte do interpunkcji.
Pisanie brajlem wymaga specjalistycznego sprzętu. Można użyć tabliczki brajlowskiej czyli ramki, do której wkłada się kartkę papieru (brajlowskiego, który jest grubszy i cięższy), a następnie małym rysikiem wyciska się punkty. Pisanie przebiega w odbiciu lustrzanym - od prawej do lewej, i pierwszy punkt jest w górnym prawym rogu sześciopunktu, a nie w lewym. Tabliczki te występują w różnych rozmiarach, poniżej jest przykładowa tabliczka w formacie A4 z rysikiem.
Innym sprzętem, przeznaczonym do nauki notacji matematycznej są kubarytmy. Jest to plansza z plastiku z wgłębieniami ułożonymi w siatkę, w których można układać kostki. Każda ścianka każdej kostki pokryta jest inną kombinacją punktów, co pozwala odpowiednia nimi manipulując i układając zanotować dowolne wyrażenie matematyczne czy fizyczne. Do kompletu z kubarytmami można użyć specjalnej podkładki gumowej, na której kładzie się folię do rysowania, a następnie w tej folii rysuje się linie rysikiem (od linijki, albo z pomocą cyrkla, jak na papierze), albo kółkiem z ząbkami (linie przerywane). Tak odkształconą folię po odwróceniu niewidomy może "oglądać" palcami. Folie te, niestety, są dość drogie, dlatego w mojej szkole nie były używane nagminnie.
Na rynku obecne są też metkownice drukujące brajlem na taśmie samoprzylepnej oraz maszyny do pisania brajlem. Poniżej zbudowana jak czołg mechaniczna maszyna Perkins.
Ma ona dość ciekawy mechanizm "drukujący": głowica przesuwa się na prowadnicach, górna część przechodzi nad wałkiem, na którym nawinięty jest papier, dolna, z blatem i sześciopunktem zaś znajduje się niżej, pod i przed wałkiem. W dole maszyny, pod sześciopunktem znajduje się zestaw listew-mimośrodów. Naciśnięcie klawisza obraca jedną z listew, ta zaś wypycha jeden z bolców sześciopunktu dociskając papier do górnej części głowicy, gdzie są wgłębienia. Po zwolnieniu klawisza głowica przesuwa się o jeden znak. Dźwignia nad klawiszami służy do przesuwania jej na dowolną pozycję. Dodatkowe klawisze cofają ją o jedno miejsce wstecz i przewijają kartkę o jeden wiersz.
Istnieją tańsze maszyny, z ruchomym wałkiem, jak w klasycznej maszynie do pisania. W mojej szkole była na przykład maszyna Erica w dwóch wersjach: awaryjnej o bardziej awaryjnej. Gdy sam się uczyłem brajla, korzystałem z maszyny elektrycznej Mountbatten Brailler, takiej jak poniżej.
Ta maszyna może też współpracować z komputerem jako drukarka brajlowska. Według instrukcji drukarka pozwala też na edycję plików zapisanych w pamięci, drukowanie plików, zaawansowaną edycję i formatowanie, drukowanie grafik i wiele innych rzeczy, z których sam nigdy nie korzystałem, używając jej jak zwykłej maszyny do pisania. Co ciekawe, nie jest głośniejsza od mechanicznego Perkinsa, nawet w trybie drukowania.
A co do drukowania, to w mojej szkole oraz w pracowni Tyflopedagogiki KUL miałem przyjemność słyszeć typową drukarkę brajlowską Index Everest przy pracy. Zdjęcie poniżej.
Drukarki takie używają solenoidów by wypychać bolce od spodu kartki, te zaś dociskają ją do pasujących wgłębień nad kartką tworząc znaki. W starszych modelach proces ten jest, delikatnie rzecz ujmując, głośny. Dźwięk przypomina maszynę do szycia skrzyżowaną z maszynowym karabinem. Na KULu drukarkę zamknięto w szafce, by chociaż trochę ograniczyć hałas - istotne biorąc pod uwagę, że pracowała po kilka godzin non-stop...
Brajlem można się też posługiwać z pomocą linijki brajlowskiej - urządzenia dość kosztownego. Poniżej przedstawiciel w dość niskiej cenie około 14 tysięcy złotych, czyli Alva 640 Comfort.
Monitor współpracuje z komputerami i smartfonami przez złącze USB i Bluetooth, posiada wbudowaną pamięć oraz akumulator. Poza przyciskami nawigacyjnymi oraz specjalnymi ([Ctrl], [Alt], [Win], [Enter]) posiada pełną klawiaturę brajlowską dzięki czemu może pracować jako notatnik. Na raz może wyświetlić 40 znaków używając ośmiopunktów - dwa dolne punkty zastępują znak wielkiej litery, liczby oraz pozycję kursora. Każdy punkt składa się z plastikowego bolca, w którego podstawie jest magnes, wokół którego znajduje się cewka.Gdy cewka jest zasilana, magnes jest przyciągany w górę, co wysuwa bolec. Ten mechanizm jest bardzo prosty, ale jego rozmiar wymusza znaczną miniaturyzację. W tym przypadku mamy do czynienia z 320 indywidualnie sterowanymi punktami. Ale to nie jest najbardziej zaawansowane urządzenie. Poniżej znajduje się kompletny przenośny komputer dla osoby niewidomej ElBraille, który kosztuje prawie 18 tysięcy złotych.
Urządzenie składa się z linijki brajlowskiej Focus 14 Blue oraz stacji dokującej, w której kryje się komputer z czterordzeniowym procesorem Intel Atom x5-Z8300, 160GB pamięci wewnętrznej, modemem 4G LTE, Bluetooth 4.2, wbudowaną nawigacją satelitarną, oraz systemem operacyjnym Windows 10. Całość została uzupełniona o czytnik ekranu JAWS, który lepiej współpracuje z linijką, oraz dodatkowe narzędzia konfiguracyjne ułatwiające pracę niewidomemu użytkownikowi. W Crysisa nie da się pograć, ale brak ekranu oraz bateria o pojemności 10,4Ah pozwala na 20 godzin ciągłej pracy, nawet jak używa się łączności bezprzewodowej. Jaki normalny laptop lub netbook może się czymś takim pochwalić?
No ale jeśli ktoś chce zagrać w Crysisa, to jest rozwiązanie, o którym nie wiedziałem, że istnieje. Poniżej znajduje się monitor Dot View DV-2.
Rozdzielczość to liche 32x48 punktów, jednobitowa głębia kolorów, częstotliwość odświeżania to tylko 20Hz. Cena to ponad 57 tysięcy złotych. A;e urządzenie zawiera 1536 pojedynczych punktów - stąd wysokie koszty. W sumie to ciekawe, jak na tym by wyglądał na przykład Doom...
Inne
Na koniec chciałbym jeszcze opisać kilka urządzeń, które już mają swoje lata, nie są produkowane od dawna, ale oferują funkcjonalności, jak na swoje czasy, wyjątkowo użyteczne.
Pierwszym z nich jest Auto-Lektor. Jest to w praktyce pecet w specjalnej obudowie połączony ze skanerem Canon używającym jeszcze SCSI. Oprogramowanie funkcjonowało jako nakładka systemowa (bodaj pod DOSem), integrując ze sobą rozpoznawanie tekstu czarnodrukowego (OCR), jego edycję (na membranowej klawiaturze na froncie) zapis na dyskietkach (stacja obok klawiatury) oraz czytanie na głos zeskanowanego tekstu. Biorąc pod uwagę cenę tego sprzętu, interfejs mogli zaprojektować lepszy. Poniżej najlepsze zdjęcie, jakie udało mi się znaleźć.
W mojej szkole jeden z Auto-Lektorów został przerobiony na system dual-boot, dzięki czemu funkcjonował też jak zwykły komputer stacjonarny z Windows 98SE, i dzielnie służył w bibliotece. Do systemu został dodany zewnętrzny napęd optyczny pod kontrolą SCSI, oraz zewnętrzny monitor. Moc obliczeniowa całkiem spora, jak na tamte czasy - porównywalna z komputerami ze środkowej półki w roku dwutysięcznym. Wtedy też kosztował kilkanaście tysięcy złotych.
Kajetek 2000 był polskim notesem elektronicznym z wbudowanym syntezatorem mowy. Syntezator opracowano w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN. Poza możliwością tworzenia i odsłuchiwania notatek Kajetek posiadał też zegar z kalendarzem, stoper czy minutnik. Współpracował też z komputerami i pozwalał na czytanie na głos dokumentów tekstowych. Niestety, pamięć dla użytkownika miała pojemność 600.000 znaków, czyli około 250 stron. Model wypuszczony 1 września 2003 roku otrzymał możliwość rozbudowy pamięci kartami MMC. Wersja MMC doczekała się też bardziej rozbudowanego i ulepszonego oprogramowania. Z komputerem komunikował się przez IrDA albo RS232C - trochę słabo w 2003 roku. Poniżej zdjęcie przykładowego modelu z rodziny Kajetek.
Oczywiście takie urządzenia są produkowane nadal. Poniżej jest relatywnie tani notatnik IBAI - kosztuje mniej niż 4 tysiące złotych. Inne notatniki kosztują od kilkunastu tysięcy złotych wzwyż, bo mają wbudowaną linijkę brajlowską. IBAI, podobnie jak Kajetek jej nie posiadają, dzięki czemu można było znacząco obniżyć koszty. IBAI wygląda tak:
IBAI posiada kilka głosów do wyboru, realizuje wszystkie funkcje Kajetka, a ponadto posiada możliwość komponowania muzyki z użyciem brajlowskiego zapisu nutowego, współpracuje z komputerami i urządzeniami mobilnymi jako klawiatura i syntezator mowy, i pozwala też na czytanie dużo większej liczby ebooków i audiobooków za sprawą gniazda kart SDHC do 64GB.
Innym produktem polskim przeznaczonym dla niewidomych i słabowidzących był e-Lektor, który wszedł na rynek w 2009 roku. Były dwa modele, ja posiadam nowszy, w solidnej, cięższej, metalowej obudowie. E-Lektor jest przede wszystkim czytnikiem książek. Obsługuje pliki tekstowe, HTML, kilka formatów plików audio oraz format DAISY. E-Lektor pracuje pod kontrolą systemu Linux. Głosu użycza mu syntezator mowy Ivona Jacek. Urządzenie obsługuje karty SDHC. Najbardziej rozczarowującą funkcją jest jednak dyktafon - tak żenująco niska jakość, poziom zaszumienia i innych zakłóceń czynią go gorszą propozycją, niż dyktafony na mikrokasety. Interfejs opiera się o klawiaturę numeryczną i używa sporej liczby kombinacji by ułatwić nawigowanie po różnych zbiorach oraz w obrębie odtwarzanego dokumentu czy pliku audio. Na szczególną uwagę zasługuje format DAISY, który integruje ze sobą pliki audio, tekstowe oraz metadane pozwalające nawigować z dokładnością do pojedynczych akapitów. Niestety, e-Lektor, jak wiele podobnych urządzeń nie pozwala na wyszukiwanie tekstu. Poniżej zdjęcie mojego egzemplarza.
Poza e-Lektorem istnieją też urządzenia pod nazwą Czytak - poza standardowymi plikami dla takich urządzeń twórcy dodali obsługę własnego, szyfrowanego formatu będącego pochodną DAISY. Mam jednego audiobooka w tym formacie, i nie jestem w stanie go odtworzyć. Czytak 4 kosztuje około 695 złotych, bardziej zaawansowany Czytak Plus zaś 1553 złote. Te funkcje to radio FM i kilka różnych głosów do wyboru.
Zakończenie
Powyższe przykłady nie wyczerpują tematu pomocy dla niewidomych i słabowidzących, ale artykuł jest już wystarczająco długi. Jeśli będzie zainteresowanie, to postaram się przybliżyć niektóre z przedstawionych sprzętów, lub ich odpowiedniki (wliczając ich wnętrza).
A Was zainteresowało któreś z pokazanych narzędzi i przedmiotów? Podzielcie się!
Fajne? Ranking DIY
