Kolejny odcinek (krótki, mam nadzieję) dotyczyć będzie dość ważnego zagadnienia - gwintowania otworów.
Niby - przynajmniej z pozoru - nic trudnego: wiercimy otwór, bierzemy jakiś gwintownik i kręcimy...
W praktyce (a wierzcie mi - wiem coś o tym) wygląda to jednak inaczej - gwintownik nie chce "załapać" pierwszego zwoju, gwint się nie udaje, bo jakiś krzywy (zwłaszcza w blachach), albo ukręca się gwintownik w najmniej oczekiwanym momencie (przeważnie jeden z ostatnich gwintowanych otworów w radiatorze) - czemu?
Przyczyn może być kilka:
Po pierwsze od razu na początku musimy wiedzieć, co chcemy gwintować - blachę, "pucek" (pręt sztaba większej grubości), otwór przelotowy czy ślepy i (chyba najważniejsze) jaki materiał?
Może na początek to, z czym ja osobiście miałem najwięcej problemów - rzecz działa się w latach 80-tych zaraz po ukończeniu szkoły (technikum elektromechaniczne), gdy napakowany wiedzą, dumny z cenzurki i mający (jak mi się wydawało) każdą wiedzę wykutą na blachę - rozpoczynam wymarzoną pracę, w domu zaś zaczynam bardziej na poważnie zajmować się swoim życiowym hobby - elektroniką audio. Właśnie nabyłem drogą kupna komplet gwintowników M3 ("pokręcajkę" miałem) z zamiarem nagwintowania (no właśnie...) radiatora pod mocowanie tranzystorów. Tranzystory - najlepsze wówczas 2N3055 radiator wystany w kolejce w jakimś Bomis'ie kawał szyny o przekroju podwójnej "choinki" - wszystko dokładnie wymierzone, napunktowane i powiercone. Co prawda z wierceniem coś chyba nie tak było - może wiertło tępe - bo jakoś dziwnie te otwory wyglądały, ale co tam. Gwintuję - dokładnie jak mnie uczono. Kropla oleju, trzy obroty w prawo, jeden w lewo, trzy w prawo, jeden w lewo, trzy w pra... no, nie trzy, a dwa i TRACH - gwintownik pękł zostając w 1/3 w otworze - zakleszczony tak, ze żadna siła go nie wyjmie... Co zrobiłem nie tak? No, chyba nic, wszystko zgodnie z tym, co mnie uczyli...
Następnego dnia w poniedziałek w pracy spotykam Pana Stasia (taka "Złota Rączka", ale w sprawach mechanicznych - konstruktor z PZL bodajże. Już osiągnięty wiek emerytalny, ale że nie lubił się nudzić - na 3/4 etatu się załapał) - opowiadam więc Panu Stasiowi, co i jak - ten mnie wysłuchał i mówi: "Teoria teorią, ale żeby zrobić coś dobrze, trzeba zdobyć wiedzę". Trochę mnie zmroziło: jak to?! Przecież skończyłem technikum, zaliczyłem wszystkie przedmioty na co najmniej "dobry" (faktycznie to dużo wiercenia nie było na warsztatach, a gwintowanie znałem tylko z tego, co w książce i na lekcji), więc chyba coś umiem?
Okazało się , że nie umiem nic. Przynajmniej z gwintowania i obróbki aluminium.
Pan Stasio wygrzebał z szuflady gwintownik maszynowy, założył do futerka wiertarki stołowej ustawionej na najmniejsze obroty, dał mi przewiercony kawałek płaskownika aluminiowego grubości 5mm i mówi "Gwintujesz". Jak to? Mam gwintować jednym gwintownikiem, a co z lewymi obrotami? A co z chłodzeniem?
Pan Stasio ze stoickim spokojem na to: "Gwintownik moczysz w denaturacie i jedziesz". No dobra - myślę sobie - nie mój gwintownik, więc nie moja strata. Przyłożyłem gwintownik ociekający "dyktą" do płaskownika i... i leciutko jak w masło zagłębił się w otworze, wyszedł z drugiej strony płaskownika i wesoło podskakując zameldował o wykonaniu zadania. Wyłączyłem wiertarkę, odkręciłem gwintownik, oglądam otwór - WZORCOWO nagwintowany otwór.
Od tamtej pory nauczyłem się dwóch ważnych rzeczy - "Teoria teorią, ale najpierw musisz się nauczyć" i druga "Aluminium wiercisz i gwintujesz tylko na denaturat"
Chodzi tu o coś nieco innego niż zapewnienie smarowania - jak przy gwintowaniu stali. Chodzi o maksymalnie szybkie i skuteczne odprowadzenie ciepła z wierconego/gwintowanego materiału do denaturatu - każdy kto kiedykolwiek miał do czynienia z IPA, czy denaturatem wie, że kropla na ręce wywołuje od razu wrażenie chłodu, a jak się nań dmuchnie - nawet zimna. Alkohol paruje tak szybko, a że przy tym potrzebuje odebrać ciepło z otoczenia - masz schłodzoną dłoń. Tak samo jest w wypadku metalu o stosunkowo niskiej temperaturze uplastycznienia jak aluminium - metal podczas obróbki nagrzewa się punktowo tak, że zaczyna się normalnie "kleić" - jeśli nie odbierzemy ciepła z miejsca skrawania ostrzem wiertła czy gwintownika - wiór powstający "sklei się" z metalem i zaklinuje otwór do tego stopnia, że wiertło/gwintownik można ukręcić - bo sklejone wióry skutecznie je zablokują.
Zaraz po powrocie do domu sprawdziłem, czy naprawdę "trzeba się nauczyć", wywierciłem (oczywiście na denaturat) nowy otwór w miejsce tego z ułamanym gwintownikiem, przedmuchałem otwór - srebrzy się pięknie wewnątrz, a nie jak poprzednie matowo szare. Gwintownik maszynowy (pożyczony od Pana Stasia) z pewną nieśmiałością mocuję w wiertarce (BOSCH made in CELMA - wiertarka Celmy na licencji Boscha) ustawionej na niższe obroty i... i po sekundzie gwintownik przeszedł na wylot bez problemu i co najważniejsze - nie pękł! Wykręcam z uchwytu gwintownik oglądam gwint - śliczny jak "fabryczny" (jak się potem okazało nawet ładniejszy).
Tak więc - człowiek się całe życie uczy, a i tak głupi umiera...
Takie patenty znają tylko starzy ślusarze, a ponieważ w PZL większość elementów robione jest z aluminium lotniczego (twardsza wersja stopu aluminium wzbogacona o dodatki innych metali w tym cynku miedzi i - wybaczcie - nie wiem czym i w jakich proporcjach jeszcze) - nie dziwota, że Pan Stasio miał to w małym palcu...
No dobrze - tyle tytułem wstępu, czas na trochę obrazków:
Czym różni się gwintownik maszynowy od zwykłego zestawu?
Po pierwsze ma w sobie te trzy gwintowniki na raz; tyle, że następujące po sobie od czubka - najpierw zgrubny (czyli zaznaczający w otworze przebieg gwintu - dość płytko wycinający gwint), potem właściwy (już z ostrzejszymi krawędziami szczytów nitki gwintu) i wykańczający - jak sama nazwa wskazuje "dopieszczający" niejako kształt nitki gwintu. (Uwaga - w zależności od mistrza, który wiedzę przekazuje, mogą być inne nazwy).
Gwintowniki mają oznaczenia kolejności użycia w postaci pasków - jeden pasek - gwintownik zgrubny/zdzierak, dwa paski właściwy/pośredni i trzy paski lub brak paska - gwintownik wykończający/wykańczak. Są też gwintowniki, gdzie zestaw składa się tylko z dwóch sztuk - jeden pasek to oczywiście zdzierak, a brak paska - wykańczak.
W wypadku gwintownika maszynowego istotne są dwie rzeczy - precyzja wykonania (niestety - jak ktoś kiedyś kupił gwintownik rzemieślniczo wykonany - wie o czym mówię) i odpowiednio ukształtowane ostrza - gwintowniki maszynowe są pod tym względem bardziej "agresywne".
Można oczywiście i gwintować "normalnymi" gwintownikami - wtedy najczęściej mamy zestaw 3 sztuk (czasem 2 - wtedy mamy tylko wstępny i wykańczający), można i ręcznie "Pokręcajką"
i wkrętarką (bo mamy dziś taką możliwość i zamiast za każdym razem wyciągać gwintownik z uchwytu przełączyć na lewe obroty), ale nie polecam - zwłaszcza początkującym z "niepewną" ręką - gwintowniki (wszystkie) muszą po pierwsze "załapać" poprzednio wyciętą nitkę gwintu, a po drugie być ustawione pod takim samym (PROSTYM!) kątem w stosunku do gwintowanego materiału. W takim wypadku lepszym jest mimo wszystko gwintownik maszynowy.
Ważna sprawa! Im metal wiercony/gwintowany bardziej miękki, tym narzędzie musi być ostrzejsze. Jeżeli więc planujemy wiercenie /gwintowanie różnych materiałów - np. stali i aluminium - dobrze mieć osobne gwintowniki do aluminium a osobne do stali - nawet kilka otworków w stali tępi ostrze na tyle, że w aluminium gwintownik może się już zakleszczyć. Równie ważne - smarowanie/chłodzenie - do aluminium denaturat może niekoniecznie (dzisiejsze wyroby "dyktopodobne" z prawdziwym Denaturatem mają niewiele wspólnego), ale IPA świetnie się do tego celu nadaje. Do twardszych metali - polecam olej - może być silnikowy, a lepiej oliwa do maszyn precyzyjnych - ma tę zaletę, że jest przeważnie od razu sprzedawana w buteleczce z aplikatorem umożliwiającym aplikację kropli oliwy bezpośrednio na wiertło/gwintownik lub do otworu - mniej się zużyje, a i mniej do czyszczenia będzie. Do IPA można albo kupić w aptece buteleczkę ze stożkowym korkiem z malutką dziurką i szczelną zakrętką lub wykorzystać po spirytusie salicylowym czy innym specyfiku w podobnym opakowaniu.
Ja np. używam ostatnio buteleczki z aplikatorem, jaka mi została po farbowaniu włosów (nie, nie swoich - Żony...).
Takie niby nic, a świetnie ułatwia pracę - przy okazji na dłużej starcza; kropla, a nie np. pędzel maczany w IPA i potem pół stołu/biurka w IPA czy (gorzej!) oleju...
No fajnie, coś wiemy o samym gwintowaniu, a czy są gwintowniki do jakichś konkretnych zastosowań (metali)?
Oczywiście:
Z tym, że po pierwsze - dostanie (kupno) gwintowników do np. aluminium może być kłopotliwe (tylko sklepy specjalistyczne), a po drugie z praktyki mogę powiedzieć jak wcześniej - po dwa gwintowniki - jeden z przeznaczeniem tylko do aluminium, miedzi, a drugi do stali. Poza tym, że kłopot dostać to w dodatku w naszej - bądź co bądź amatorskim zastosowaniu nie widzę sensu, by aż tak profesjonalnie podchodzić do tematu. Z kilkudziesięciu lat praktyki mogę powiedzieć, że wydzielone gwintowniki do aluminium i niemieszanie ich z tymi do stali wystarcza.
Kolejny etap - a w zasadzie temat, od którego powinniśmy zacząć, to wybranie średnicy wiertła w zależności od wybranego gwintownika.
Tu również można korzystać z gotowych tabel:
A można sobie sprawę uprościć zapamiętując tylko jedną cyfrę - 8 - a raczej 0,8. Wystarczy średnicę gwintownika (śruby, jakiej chcemy użyć) pomnożyć przez 0,8 i wynik pokaże nam z wystarczającą dokładnością średnicę wiertła - wystarczającą w najczęściej amatorsko wykorzystywanych gwintach - czyli M3, M4 i ewentualnie M5.
Przykładowo mamy użyć śruby M3: 3x0,8=2,4mm. lub M4: 4x0,8=3,2mm.
W wypadku większych i mniejszych średnic gwintów różnice pomiędzy "tabelowymi" a obliczonymi "na kolanie" mogą (i najczęściej tak jest) wpływać na tyle znacząco (a nawet klinować gwintownik lub uniemożliwić "załapanie" pierwszej nitki gwintu), że lepiej stosować się do tabelki.
Na koniec jeszcze jedno - otwory "ślepe" (nieprzelotowe) i otwory przelotowe - czy gwintowniki do nich czymś się różnią?
Tak. Różnią się - najprościej ujmując - te do ślepych mają nacięcia gwintu spiralne, a dla przelotowych proste:
Górny i dolny to gwintowniki do otworów przelotowych, środkowe do otworów ślepych.
Oczywiście nic raczej nie stoi na przeszkodzie, by używać ich zamiennie, jednak trzeba pamiętać, że skręcony gwintownik ma lepszą zdolność usuwania wiórów z gwintowanego otworu - gwintując taki otwór gwintownikiem "ślepym", należy co jakiś czas (da się wyczuć zwiększenie oporu) wycofywać gwintownikiem z otworu, czyścić gwintownik z opiłków i wprowadzać od nowa, uważając, by trafić w już wycięty gwint. W sumie taka metoda dobrze się sprawdza również w wypadku gwintowników ślepych w ślepych otworach - umożliwi aplikację kolejnej kropli IPA czy oliwy.
O gwintowaniu prętów pisać chyba już nie trzeba - zasady co do doboru chłodziwa są takie same, narzynki nie mają typów "ślepych czy przelotowych" z wiadomych względów (
- jeśli korzystamy z różnych średnic zewnętrznych narzynek - dopasowana do otworu w pokręcajcie.
Powodzenia.
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
