Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

C.O.V.I.D. [Powie뜻 hard SF]. Kontynuacja serii Blackout.

ArturAVS 30 Nov 2021 10:28 2136 54
Optex
  • #1
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Jest to w pewnym sensie kontynuacja Blackout'u mojego autorstwa.




    C.O.V.I.D. [Powie뜻 hard SF]. Kontynuacja serii Blackout.



    Prolog



    Przypadkowe zaniki zasilania mieli턬y ju dawno za sob. Cho ten zimowy z 2019 roku da nam si troch we znaki, jednak przetrwali턬y wzajemnie sobie pomagaj켧. Za namow jednego z s켽iadw wsplnymi si쿪mi na udostpnionym przez Radka fragmencie jego dzia쿸i zabudowali턬y solidny przemys쿽wy agregat pr켨otwrczy a w bliskim s켽iedztwie ukryli턬y (pod pretekstem budowy zbiornika na nieczysto턢i) magazyn paliwa oraz wody pitnej. Zapas dla naszych s켽iaduj켧ych ze sob domw powinien wed퀅g do뜻 pobie퓆ych wylicze starczy na kilka miesicy. Nasze instalacje PV cho niezale퓆e to pracowa퀉 na wsplny magazyn energii ktry rwnie ze wzgldu wielko뜻 terenu ulokowali턬y na Radka dzia쿬e. Marysia nabra쿪 do mnie pewnego rodzaju milcz켧ego szacunku, mj stan zdrowia bardzo si niestety pogorszy i w zasadzie poza porannymi spacerami z Dzill nie odwiedza쿮m nawet swojego warsztatu. Czasem przy dobrej pogodzie po prostu siada쿮m na schodach ganku i patrzy쿮m na Dzill buszuj켧 w okolicznych krzewach.

    Kilka miesicy po zimowym blackout'cie pojawi쿽 si inne zagro풽nie. Nowy wirus z grupy koronawirusw przypominaj켧y nieco zwyk낢 gryp by jednak bardziej od niej zjadliwy. Wed퀅g sk켺ych i do뜻 mtnych statystyk przedstawianych przez publiczne serwisy informacyjne by 턬iertelny w wyniku komplikacji po zaka풽niu. Od czasu wykrycia pierwszych zaka풽 wszyscy czo쿽wi medycy 턻iata zgodnie twierdzili 풽 nie ma na niego lekarstwa. Kilka du퓓ch firm farmaceutycznych podj怨o badania nad szczepionk jednak do뜻 niepewne wyniki ich bada kaza퀉 na siebie czeka. Rz켨y r璨nych krajw stopniowo zacz怨y wprowadza r璨ne obostrzenia maj켧e na celu ograniczenie rozprzestrzenianie si wirusa. Dla mnie w zasadzie wszelkie ograniczenia by퀉 obojtne gdy i tak prawie z domu nie wychodzi쿮m. Marysia codziennie przywozi쿪 mi bie엽ce zakupy jad켧 z pracy, czasem te moje siostrzenice podwozi퀉 pilne potrzeby jak karma czy 퓑irek dla Dzilli.

    Ka풼e w낢czenie TV zwiastowa쿽 kolejne rekordy zaka풽 i zgonw osb zara퓇nych. Paski informacyjne wci굻 podsyca퀉 atmosfer strachu i zagro풽nia. Po pewnym czasie pokaza퀉 si informacje o opracowaniu pierwszych szczepionek przeciw wirusowi. Firmy z bran „Big-Pharma” niezale퓆ie od siebie opracowa퀉 eksperymentalne preparaty ktre wikszo뜻 z rz켨w od razu zaakceptowa쿪. Zjadliwo뜻 samego wirusa by쿪 mocno dyskusyjna a opracowane w pocz켾kowej fazie szybkie testy maj켧e wykry zaka풽nie bywa퀉 mocno w켾pliwe. Zdarza쿽 si 풽 test wykonany w kilkugodzinnym odstpie pokazywa ca쿸iem odmienne wyniki. Zaczto wprowadza coraz mocniejsze obostrzenia z godzinami policyjnymi w낢cznie. Nakaz noszenia maseczek chirurgicznych, a w zasadzie szmat maj켧ych zas쿪nia nos i usta by ju codzienno턢i. Gulson z elektrody zorganizowa nawet takie z logo forum i jedna dy퓎rna sztuka wisia쿪 w moim warsztacie.

    Pewnym postpem w sprawie by쿽 wprowadzenie szczepie przeciw wirusowi. Cho nikt w praktyce nie podj교 si zbadania skuteczno턢i tych preparatw to rz켨y wielu krajw zaakceptowa퀉 ryzyko z tym zwi콄ane i wprowadzi퀉 programy szczepie dla odpowiednich grup wiekowych obywateli. Wikszo뜻 spo쿮czestwa przyj怨a te programy do뜻 pozytywnie, jednak pojawianie si kolejnych odmian i mutacji wirusa a co za tym idzie przyjmowanie kolejnych dawek szczepionki wzbudzi쿽 du퓇 kontrowersji. Doniesienia ze strony wolnych mediw mwi퀉 o powik쿪niach poszczepiennych oraz zgonach osb przewlekle chorych. Media rz켨owe w tych sprawach milcza퀉 nak쿪niaj켧 jedynie do przyjcia szczepionki. Wprowadzano r璨ne loterie czy inne systemy promocyjne dla gmin czy powiatw maj켧e na celu zwikszy ilo뜻 szczepie w턳d obywateli.

    Oczywi턢ie zacz怨o to wywo퀉wa du퓇 kontrowersji oraz protestw w턳d spo쿮czestwa. Obywatele r璨nych krajw zaczli dzieli si na tych za szczepionkami oraz przeciw. W kilku krajach Europejskich a tak풽 w USA wybuch퀉 zamieszki. Spraw mocno pogarsza fakt 풽 co kilka miesicy pojawia쿪 si nowa mutacja wirusa co wymaga쿽 opracowania nowych wersji szczepionek... R璨ne lockdown'y wprowadzane przez rz켨y ktre mia퀉 ograniczy rozprzestrzenianie si wirusa okaza퀉 si w praktyce gwo펋ziem do trumny gospodarki. Inflacja ros쿪 w zastraszaj켧ym tempie co nasila쿽 niepokoje spo쿮czne. Wbrew podawanym publicznie informacjom trup nie s쿪 si gsto i nasza ma쿽miasteczkowa spo쿮czno뜻 퓓쿪 prawie normalnie.

    Siedzia쿮m na schodach i pali쿮m papierosa rozmy턫aj켧 o przysz쿽턢i. Dzilla buszowa쿪 w pobliskich krzakach poluj켧 raczej dla zabawy ni z prawdziwej potrzeby. Ciep퀉 letni wieczr by wytchnieniem od upa농w ktre od kilku dni dawa퀉 si we znaki. Us퀉sza쿮m dobiegaj켧y z oddali gwizd poci켫u a w chwil p撰niej co b퀉sn怨o na niebie. Pewnie jakie dzieciaki bawi si racami. Nagle w턳d krzakw gdzie buszowa쿪 Dzilla co mocno zatrzeszcza쿽, d펧ik przypomina przewracaj켧e si drzewo. U쿪mek sekundy p撰niej us퀉sza쿮m ostrzegawczy syk Dzilli.

    Sign교em po le엽cego obok smarfona i wsta쿮m powoli sprawdzi co si dzieje. Mo풽 to lis albo kuna? Ju raz Ogon mia spotkanie z kun i zosta mocno pogryziony, nie chcia쿮m aby i Dzill to spotka쿽. Przej턢ie tych kilkunastu metrw bez kuli to by쿽 dla mnie prawdziwe wyzwanie. B퀉skaj켧a uszkodzon rtciwk latarnia uliczna mi tego nie u쿪twia쿪. W켽ka 턢ie퓃a biegn켧a midzy drzewami w stron przebiegaj켧ej w pobli퓎 linii kolejowej by쿪 jednym z ulubionych terenw 쿽wieckich Dzilli i tam w쿪턭ie spodziewa쿮m si j znale쇗.

    Wstrz켽n교em Moto G7 aby w낢czy latark, niewielka dioda ledwo roz턻ietla쿪 le턭y mrok. Tu obok 턢ie퓃i lekko zas쿽nita zaro턫ami sta쿪 zje퓇na Dzilla. Jednak nie to by쿽 dziwne. Na przeciwko niej sta쿽 (siedzia쿽?) jakie stworzenie wielko턢i kilkuletniego dziecka ktre lekko kiwaj켧 si na boki cichutko pomrukiwa쿽. Cholera co to jest?! Nie przypomina쿽 풹dnego znanego mi zwierzcia cho gdybym by w ameryce po퀅dniowej uzna쿫ym je za pum. Ciemne po퀉skuj켧e futro, ma쿮 uszy z jasnymi zakoczeniami podobnie jak u 풺ika. Czas jakby stan교 w miejscu.

    Po chwili owo co podnios쿽 쿮b (g쿽w?) i utkwi쿽 we mnie spojrzenie. Zadr풹쿮m. Oczy nie by퀉 kocie, bardziej przypomina퀉 ludzkie. Odbijaj켧e si w nich 턻iat쿽 latarki l턭i쿽 b녠kitnym poblaskiem. W tym momencie poczu쿮m jakby co prbowa쿽 wedrze si do mojego umys퀅. To co nie by쿽 agresywne i po chwili znikn怨o. Zobaczy쿮m jakby ni zrozumienia w tych b녠kitnych oczach ktre mi si intensywnie przygl켨a퀉. Mrugn교em. Stworzenie bardzo powoli rwnie mrugn怨o. Nag퀉 pisk opon w pobli퓎 spowodowa 풽 odwrci쿮m wzrok, na ulicy zaparkowa jaki samochd i kto z niego wysiada. Powrci쿮m spojrzeniem do nietypowego stworzenia jednak ju znikn怨o. Co mocno hukn怨o i ujrza쿮m jak Dzilla zostaje poderwana w gr i upada pod moimi stopami. S퀉sz켧 metaliczny szczk u턻iadomi쿮m sobie 풽 by to strza z broni palnej! W miejscu nakrapianego futra na brzuchu Dzilli widnia쿪 wielka postrzpiona dziura. Pad쿮m na kolana i chwyci쿮m 쿮b kotki, jeszcze 퓓쿪. Ostatnim wysi쿸iem wyrwa쿽 si z jej krwawi켧ego pyszczka cichutkie Miau i zesztywnia쿪. 즮y stan怨y mi w oczach, kochane kocisko. Nagle w jej zgas퀉ch oczach ujrza쿮m jakie przeb퀉ski czerwieni, co (kto?) si zbli풹쿽. Zacz교em odwraca g쿽w i w tym samym momencie hukn교 kolejny strza. 쫤iat zawirowa a potworny bl wbi si w mj mzg.


    Le풹쿮m twarz w le턭ym poszyciu z trudem usi퀅j켧 z쿪pa oddech, uda쿽 mi si lekko przekrci g쿽w. Czu쿮m fal gor켧a rozlewaj켧 si w okolicach prawego biodra, sign교em praw rk w to miejsce. Biodra nie by쿽! Co o턫iz쿮go i mokrego wylewa쿽 si ze mnie! Po chwili u턻iadomi쿮m sobie 풽 s to moje wntrzno턢i.

    Zbli풹퀉 si jakie g쿽sy.

    - Dwjka melduj!
    - To nie obiekt tylko zwyk퀉 kot domowy!
    - Cywil?
    - Jeszcze dycha ale ju po nim, Trjka poczstowa go „dwunastk”.
    - Dobi!

    Poczu쿮m jak wielki wojskowy bucior opiera si na moim karku a co zimnego dotyka ty퀅 mojej g쿽wy. Trzask odwodzonego kurka nie pozostawia 풹dnej nadziei. K켾em oka zauwa퓓쿮m jeszcze naszywk na rkawie munduru. ABW...


    Cdn..
  • Optex
  • #2
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Rozdzia 1


    Przebudzenie



    Jakie przeb퀉ski p車턻iadomo턢i wgryza퀉 si w mj umys. M쿽da Dzilla ze swoim potomstwem, ma쿮 futrzane kuleczki buszuj켧e po mieszkaniu. 쫚ieg, du퓇 턭iegu. Droga, ja siedz켧y obok kierowcy. Licznik pokazuj켧y 200 km/h. Znw 턭ieg. Ja z Basi opalaj켧y si nago na le턭ej polance. 쪵IEG! Mnstwo 턭iegu! Wiruj켧e chmury na tle b녠kitu nieba. -Czy tak wygl켨a 턬ier?
    Pono tu przed 턬ierci cz쿽wieka widzi on ca쿮 swoje 퓓cie w jakby telegraficznym skrcie. Przecie s퀉sza쿮m d펧ik prze쿪dowywanej broni! Twardy but przyciska mnie do ziemi a ja z rozerwanym bokiem nie mog쿮m si ruszy. Nie 퓓j! Gasn켧e 퓓cie w oczach Dzilli. Umar쿮m i chyba jestem w drodze do piek쿪...

    Co, jaki ledwo s퀉szalny szeleszcz켧y d펧ik stopniowo przebija si przez cisz. W tle tego szelestu jakie d펧ik przypominaj켧y prac szpitalnej aparatury. Pik, pik, pik. -Obud si! No jak? Przecie umar쿮m! Obud si! Co? Jak? Dlaczego? Obud si! Mrok nie턻iadomo턢i powoli zacz교 przemienia si w szaro뜻 a nastpnie blad przypominaj켧 턭ieg biel. Obud si!

    Powoli i z wielkim wysi쿸iem unios쿮m powieki. W mglistej przestrzeni ujrza쿮m jakie twarze nieprzypominaj켧e ludzkich. Lekko pod퀅퓆e i podobne troch do kocich pyszczkw. Dzilla!
    Nie! Przecie umar쿮m! Obud si! Lekka mglisto뜻 si rozwia쿪 i powoli odzyskiwa쿮m ostro뜻 widzenia. Co poza zasigiem mojego wzroku cichutko popiskiwa쿽, nad sob widzia쿮m pl켾anin rur i przewodw elektrycznych. Spojrza쿮m przed siebie i ujrza쿮m dziwne koto-podobne stworzenie. Pysk czy raczej twarz tego stwora by쿪 jakby po낢czeniem kociego pyska z ludzk twarz. B퀉szcz켧e inteligencj oczy stworzenia by퀉 niemal풽 ludzkie, delikatny b녠kitny poblask dodawa spojrzeniu majestatyczno턢i oraz swego rodzaju uroku. Przenios쿮m spojrzenie nieco ni풽j, stworzenie pokryte by쿽 gstym czarnym futrem. Lekko rysuj켧e si piersi 턻iadczy퀉 풽 zapewne jest to samica (kobieta?) innej rasy. Tu za ni co nerwowo podrygiwa쿽, po chwili u턻iadomi쿮m sobie 풽 to jest ogon! D퀅gi, sigaj켧y do barkw stworzenia ca퀉 w czarno-rude prgi z bia낢 kocwk. Ogon podrygiwa nerwowo podobnie jak u zdenerwowanego kota domowego! -Obud si w kocu!

    Przebieg쿮m spojrzeniem na prawo i lewo, jakie inne stworzenie, du퓇 mniejsze by쿽 poza zasigiem mego wzroku. Z nad krawdzi „농퓃a” widzia쿮m jedynie wystaj켧e jasne kocwki uszu. Ufff, to chyba to samo stworzenie ktre spotka쿪 Dzilla! Obud si!
    Poczu쿮m mocne pacnicie 쿪p po twarzy, przenios쿮m wzrok na praw stron. Dzilla! Siedzia쿪 przy moim prawym boku li엽c podniesion 쿪p i intensywnie mi si przygl켨aj켧. Dopiero teraz zauwa퓓쿮m 풽 le욧 na czym przypominaj켧ym 농퓃o szpitalne. Moje cia쿽 by쿽 przypite do tego sto퀅 pasami, tu za Dzill widzia쿮m w okolicach swego biodra wielk postrzpion dziur pokryt jasnob녠kitn mazi przypominaj켧 kisiel. Z obu moich r켴 stercza퀉 k녠bki cienkich w轅ykw ktrymi przep퀉wa퀉 r璨nokolorowe ciecze.

    Tu nad 쿫em Dzilli na jakby p車ce popiskiwa쿽 jakie urz켨zenie, przypomina쿽 kardiomonitor jednak wy턻ietla쿽 ca쿸iem niezrozumia쿮 symbole na swym jakby ekranie. Przenios쿮m wzrok ponownie na Dzill. Nie, to nie mog쿪 by ona! Jednak niczego nie brakowa쿽, prgowano-nakrapiany pyszczek, pi唯 pod퀅퓆ych pr굻kw na niewielkiej czaszcze. Uszy! Zaraz zaraz, Dzilla mia쿪 charakterystyczny 턫ad na prawym uchu. Wygl켨a쿽 to jakby kto ostrym narzdziem naci교 ma냄owin. By쿪 to pami켾ka z czasw gdy jeszcze jako m쿽da kotka spotka쿪 si w krzakach z 쿪sic.

    Spojrza쿮m dok쿪dniej, tak to ten sam 턫ad. -Ju si obudzi쿮? Co? Kto? Wygl켨 kotki jednak nieco si r璨ni, mia쿪 na karku delikatnie l턭i켧 b녠kitn obro욧. Kurwa! Ja jej nigdy nie zak쿪da쿮m obro퓓! Ba쿮m si 풽 gdzie podczas swych kocich wdrwek zaczepi si o wystaj켧e kikuty ga녠zi i zrobi sobie krzywd. Co nagle pacn怨o mnie po twarzy! - Patrz na mnie!


    - Czyli kurwa na kogo?
    - Na mnie, Dzill!
    - 칎 co?
    - Nazwa쿮 mnie Dzill Art'hurr cho to nie jest moje prawdziwe imi. Thrr'uthhh Ci to wyja턭i.
    - A kim jest ta Thr'h kurwa co tam?
    - Stoi naprzeciwko wraz ze swym synem, oczekiwa쿪 kiedy odzyskasz 턻iadomo뜻. Tylko dziki jej synowi 퓓jemy. Ja w pe쿻i, ty Art'hurr nie do koca.

    Spojrza쿮m ponownie na koto-podobne stworzenie. Powoli zamkn怨o i otworzy쿽 oczy.

    - Art'hurr witam Ci, nazywam si Thrr'uthhh a to m쿽de koci to Trr'achhh mj pierworodny.

    Zaraz! Jak? Sk켨 znam Twj jzyk i go rozumiem? - Kocica (tak nazwa쿮m t osobniczk) zbli퓓쿪 si do 농퓃a.

    - Art'hurr wybacz, nie chcia쿪m Ci przestraszy, wybacz prosz.

    W tym momencie jej m쿽dy potomek (jak dobrze zrozumia쿮m) wskoczy na 농퓃o i usiad na moich nogach.

    - Art'hurr jestem Trr'achhh. - To mwi켧 zmru퓓 powoli oczy podobnie jak jego matka chwil wcze턭iej.
    - Ja Ciebie znalaz, Ja!
    - Cicho Trr'achhh! - Thrr'uthhh usi쿽wa쿪 uciszy sw latoro턫.

    M쿽dzie skuli쿪 uszy i przypad쿪 do 농퓃a niczym kot w pozycji bochenka. Z jego trzewi zacz교 dobiega przypominaj켧y mruczenie kota d펧ik. Sk켨 go kojarzy쿮m... Te b퀉szcz켧e niebiesk po턻iat oczy bardzo przypominaj켧e ludzkie...

    - Art'hurr musz Ci wiele wyja턭i!

    Ha! Co mwi켧y kot wielko턢i mojej s켽iadki ma mi wyja턭ia? 쪷I! I to dobrym snem.

    - Art'hurr jeste턬y tu naprawd i nie 턭isz!
    - To co si kurwa dzieje?!
    - Art'hurr, mo풽my komunikowa si dziki po낢czeniu neuralnemu z twoim mzgiem. Te wszystkie rurki i kable 낢cz twj mzg z systemem podtrzymywania ktry utrzymuje tw 턻iadomo뜻 i mzg przy 퓓ciu. Cia쿽 niestety umar쿽.

    Ale, zaraz chwila. By쿮m niepe쿻osprawny lecz praw rk mia쿮m na chodzie! - Nie mog쿮m poruszy 풹dn koczyn a jedynie oczyma. Czu쿮m co prawda Dzill na rku, jednak poruszy ni nie mog쿮m.

    - Art'hurr, to Thrr'achhh was odnalaz. A raczej odnalaz Dzill'uthhrrr na podstawie jej DNA.
    - Ale jak?!
    - D퀅ga to jest historia i teraz nie mamy czasu na jej opowiadanie. Dzill'uthrrr to nasza daleka krewna a jej przodkami byli uczestnicy jednej z pierwszych naszych wypraw w t cz沅 galaktyki. W tej chwili musisz podj길 decyzj dotycz켧 swego 퓓cia, technologia ktr dysponujemy umo퓄iwia pe쿻e odtworzenie cia쿪 lecz organizm z nasz ras niespokrewniony genetycznie a maj켧y pe쿻 턻iadomo뜻 musi si zgodzi na transfer umys퀅. Tak nakazuje nasze prawo!

    - Czyli 풽 co? Zrobicie nowego mnie i przeszczepicie mzg?

    - Nie, 풹den przeszczep nie jest konieczny.
    - No to jak?
    - Po prostu, jak wy ludzie to nazywacie „zgramy” twoj 턻iadomo뜻 do postaci elektronicznej i po wyhodowaniu nowego cia쿪 przetransferujemy j do nowego no턭ika czyli cia쿪. Wyhodowanie no턭ika oraz transfer trwa oko쿽 2 hrat czyli jedn dob planetarn twojej planety. Musimy si jednak 턯ieszy gdy nawet nasza technologicznie zaawansowana aparatura nie jest w stanie utrzyma twego mzgu przy 퓓ciu. Ju zacz교 si proces obumierania komrek, dlatego potrzebna szybka decyzja.

    - Ale...? A nowe cia쿽/pow쿽ka... To bd inny „ja”?
    - Niekoniecznie. No턭ik/cia쿽 powstanie bazuj켧 na twoim oryginalnym DNA cho mo퓆a wprowadzi pewne modyfikacje.
    - Jakie? Znw bd sprawny?
    - Synteza nowego no턭ika odbudowuje ca쿸owicie budow cia쿪 oraz po낢czenia nerwowe. Obszary mzgu odpowiadaj켧e za motoryk oraz haptyk zostan ca쿸owicie odbudowane, mo퓆a zmodyfikowa DNA no턭ika dziki czemu nowe cia쿽 uzyska odporno뜻 na wikszo뜻 chorb wystpuj켧ych na twojej planecie a tak풽 uzyska wiksz si녠 mi沅ni i zdolno뜻 do regeneracji.

    - Czyli co? Urw np. rk i sama mi odro턭ie?
    - W zasadzie tak, chocia to ju sprawa nanotechnologii. Po wyhodowaniu nowe cia쿽 otrzymuje dawk nanorobotw skonfigurowanych indywidualnie pod cia쿽 nosiciela i pod pe쿻 jego kontrol. A to dziki wszczepionemu na etapie hodowli neuroprzeka펝ikowi. Umo퓄iwia on kontrol nad botami oraz 낢czno뜻 poprzez energi PSI. Umo퓄iwia on rwnie szybkie uczenie czy te t퀅maczenia w celu komunikacji.
    - …
    - Art'hurr! Mamy coraz mniej czasu! Zgadzasz si?!

    Jakby nie patrze zapowiada쿪 si ciekawa sprawa. Bd 퓓, odzyskam sprawno뜻 i troch wicej.

    - Zgadzam si!

    Zapad쿪 ciemno뜻...

    Ponowne „narodziny” trwa퀉 dla mnie krtk chwil. Teraz obudzi쿮m si w pe쿻i 턻iadomy na nieco innym 농퓃u, nade mn rozpo턢iera쿪 si jakby pokrywa z prze펢oczystego tworzywa przypominaj켧a szk쿽. W oko쿽 pob퀉skuj켧a b녠kitem unosi쿪 si lekka mgie쿸a, poruszy쿮m lekko palcami d쿽ni i ng. Wygl켨a쿽 si 풽 wszystko dzia쿪 w porz켨ku. Wsta nie mog쿮m gdy kopu쿪 nade mn mi to uniemo퓄iwia쿪. 쫤iadomo뜻 풽 up퀉n怨a doba kiedy znalaz쿮m si w nowym ciele by쿪 pokrzepiaj켧a. Po krtkiej chwili z cichym sykiem pokrywa nade mn odsun怨a si na bok. Mog쿮m wsta. Niepewnie zsun교em nogi za krawd mego „legowiska”, ch농d posadzki by ledwo wyczuwalny. Trzymaj켧 si d쿽mi krawdzi 농퓃a powiod쿮m dooko쿪 spojrzeniem...

    Pomieszczenie bardzo si r璨ni쿽 od tego w ktrym wcze턭iej „rozmawia쿮m” z koto-podobnymi przedstawicielami innej cywilizacji. Tu 턢iany by퀉 pokryte mnstwem r璨nych wy턻ietlaczy i o dziwo potrafi쿮m odczyta informacje na nich wy턻ietlane! Cz沅 sufitu nade mn 턻ieci쿪 zimnym bia퀉m 턻iat쿮m z nut fioletu. - Czy풺y ultrafiolet?

    - Witaj ponownie Art'hurr! - Obejrza쿮m si, to Thrr'achhh a obok niego na czym jakby poduszce zwinita w k녠bek le풹쿪 Dzilla.

    Dopiero teraz u턻iadomi쿮m sobie 풽 stoj nagi.

    - Witaj Thrr'achhh! - „Kotek” powoli mrugn교 oczami a ja uzmys쿽wiwszy sobie 풽 to co w rodzaju powitania odpowiedzia쿮m my tym samym powoli zamykaj켧 i otwieraj켧 oczy.

    - Widz 풽 szybko si uczysz Art'hurr! - To mwi켧 zastrzyg lekko zakoczonymi bia퀉mi plamami uszami. Same uszy by퀉 du퓇 mniejsze ni u zwyk쿮go kota a wygl켨em przypomina퀉 te u 풺ika czy rysia, dzikich drapie퓆ych kotw 퓓j켧ych w Polsce.

    - Thrr'achhh czy znajdzie si jakie okrycie dla mnie? - Przecie nie bd paradowa z go퀉m ty쿸iem w go턢inie u „obcych”.

    - Art'hurr! Po co? My nie u퓓wamy 풹dnych okry!

    - No tak, wy macie futra czyli naturalne okrycia. Moja rasa potrzebuje okrycia i pokazywanie si bez niego jest 펚e odbierane przez innych.

    - Art'hurr! - Zauwa퓓쿮m 풽 „kocia” rasa ka풼e zdanie zaczyna od imienia swego rozmwcy, dobrze bo chocia wiadomo do kogo kierowana jest
    wypowied. - Jak na samca swojego gatunku wygl켨asz ca쿸iem dobrze, na pewno przypadniesz do gustu dla Mgr'ittt!

    - A kt璨 to znowu?
    - Samica twego gatunku ktr rwnie uda쿽 si nam odnale쇗 i (nieprzet퀅maczalne). - Nied퀅go si zobaczycie.

    T kocio-ludzk rozmow przerwa쿽 wej턢ie Thr'uthhh. Tym razem wygl켨a쿪 nieco inaczej, wok車 bioder/talii by쿪 przepasana jakby obrcz ktra kojarzy쿪 mi si z wojskow uprz轅 bojow. Znaj켧 ju zwyczaje powitalne „kotw” zmru퓓쿮m powoli oczy. Odpowiedzia쿪 takim samym gestem.

    - Witaj Thr'uthhh!
    - Witaj Art'hurr!

    Co/kto za plecami Thr'uthhh! usi쿽wa쿽 przedosta si do pomieszczenia. „Kocica” zrcznie wyginaj켧 cia쿽 oraz manipuluj켧 swym prgowanym ogonem stara쿪 si nie wpu턢i do pomieszczenia tego „kogo”. w kto by zbli퓇ny wzrostem do Thr'uthhh! W kocu owy kto przebi si do wewn켾rz i stan교 przede mn w ca쿮j okaza쿽턢i. Kobieta, na pierwszy rzut oka oko쿽 trzydziestki ubrana w czarny 턢i턫e opinaj켧y jej cia쿽 kombinezon uwydatniaj켧y kszta퀃ne cia쿽. Krtkie, czarne, ledwo sigaj켧e ramion w쿽sy oraz intensywnie zielone oczy. Z lekko ironicznym szerokim u턬iechem obwiod쿪 mnie swym spojrzeniem...

    - Thr'uthhh! Ale ciacho mi tu sprowadzi쿪!
    - Art'hurr! To jest Mgr'ittt!

    W swym kombinezonie prezentowa쿪 si ol턭iewaj켧o, mj ma퀉 퓇쿻ierz w u쿪mku sekundy stan교 na baczno뜻. Staraj켧 si zachowa resztki przyzwoito턢i usi쿽wa쿮m zakry si porwan na prdce ze sto퀅 obok tac (przynajmniej wygl켨a쿪 jak taca).

    Kobieta podesz쿪 do mnie i wyci켫aj켧 rk powiedzia쿪;

    - Cze뜻, jestem Mgr'ittt! A dla ludzi Meggy lub Ma쿲orzata po Polsku. Czyli Gosia.
    - Art'hurr! Kur... Artur, mi쿽 mi.

    Przenios쿪 spojrzenie na tac ktr usi쿽wa쿮m ukry swe podniecenie. - Ooo! Sprzt te Ci zmodyfikowali.
    Wykwit rumiecw na mojej twarzy cho go nie widzia쿮m by dla mnie wyczuwalny.
    - Gosia, a sk켨 takie ubranie jak twoje zdoby? - Podesz쿪 jeszcze bli풽j i chwytaj켧 moj rk odsune쿪 tac. - Uuu! Takiego rozmiaru chyba nie ma!

    - Mgr'ittt! - Odezwa쿪 si Thr'uthh! - Zostaw Art'hurr'a ! Wasze gatunkowe sprawy rozrodcze nie s na miejscu!


    **********



    Ma쿲osia z u턬iechem na ustach wysz쿪 z pomieszczenia a po chwil wrci쿪 nios켧 niewielki pakunek.

    - Masz. Bdziesz mia si w co ubra. - To powiedziawszy rzuci쿪 zawini켾ko w moj stron.
    - Art'hurr! Chod za mn, zaprowadz ci do twojej legowiska (kajuty?/ lokalu?). - Thr'uthh! dawa쿪 jasny sygna kto tu rz켨zi.

    U쿽퓓쿮m ci켫le 턯i켧 Dzill na paczce z ubraniem, podnios쿮m i pod굻y쿮m za Thr'uthhh! Krok mia쿮m troch niepewny i lekko krci쿽 mi si w g쿽wie, czu쿮m si jak po solidnej popijawie. Korytarz ktrym szli턬y mia na 턢ianach mnstwo r璨nych uchwytw, u턻iadomi쿽 mi to 풽 najprawdopodobniej znajdujemy si na pok쿪dzie statku kosmicznego. Podobnie jak w pomieszczeniu z ktrego wyszli턬y tak i tu o턻ietleniem by퀉 p퀉ty sufitu. Ale zaraz! Je턫i jeste턬y w kosmosie to... to gdzie jest niewa퓃o뜻? Postanowi쿮m zapyta przewodniczk.

    - Thr'uthh! Gdzie w쿪턢iwie jeste턬y?
    - Art'hurr! Znajdujemy si na statku zwiadowczym Federacji na orbicie parkingowej przy drugiej planecie gwiazdy tego uk쿪du (Wenus). Jeste턬y w trybie kamufla퓎 i 풹dne urz켨zenia nie s w stanie wykry naszej obecno턢i.
    - A grawitacja?
    - Grawitacja jest najprostsz rzecz.

    Przeszli턬y tak oko쿽 stu metrw wed퀅g mojej ziemskiej rachuby. Co jaki czas po obu stronach widoczne by퀉 r璨nej wielko턢i drzwi opisane nieznanymi mi symbolami. W kocu si zatrzymali턬y. W tym miejscu korytarza po obu stronach naprzeciwko siebie znajdowa퀉 si identyczne drzwi oznaczone b녠kitnym okrgiem z czerwon fal wewn켾rz. Drzwi po prawej po chwili si rozsun怨y ukazuj켧 wntrze. Na pierwszy rzut oka bardzo przypomina쿽 ono niewielk kajut na statku morskim, niewielka koja z materacem, ma퀉 stoj켧y w k켧ie kuferek czy te skrzynka oraz w켽kie drzwi naprzeciw wej턢iowych.

    - Art'hurr! Tu zamieszkasz, za tymi ma퀉mi drzwiami s urz켨zenia higieniczne twojej rasy. Zanim ubierzesz okrycie ktre Mgr'ittt ci przynios쿪 radzi쿪bym z nich skorzysta. W jednej ze 턢ian jest port syntezera materii wic je턫i bdziesz potrzebowa po퓓wienia czy innych rzeczy po prostu wydaj takie polecenie przeka펝ikowi neuralnemu. Syntezer dostarczy ka풼 rzecz z wyj켾kiem broni ze wzgldw bezpieczestwa. Przeka펝ika mo풽sz rwnie u퓓wa do nauki lub komunikacji, zasoby bazy informacji statku s bardzo obszerne.

    Wszed쿮m do pomieszczenia, Gosia stoj켧a tu za plecami Thr'uthh! rzuci쿪 w moj stron;
    – Wiesz Artek! Jakby co to mam kajut naprzeciwko. - Po czym znik쿪 za drzwiami tej풽.

    - Art'hurr! Odpocznij i co zjedz, nanoboty potrzebuj du퓇 energii! - Po czym oddali쿪 si razem z Thrr'achhh! w bli풽j nieznanym mi celu i kierunku. Po쿽퓓쿮m pakunek z ubraniem na materacu, Dzilla przeci켫aj켧 si „sp퀉ne쿪” z tobo쿸a na materac i spojrza쿪 mi przeci켫le w oczy;

    - Umyj si, 턬ierdzisz (nieprzet퀅maczalne). Po czym ostentacyjnie zakrywaj켧 pyszczek zwin怨a si w k녠bek na materacu.

    Obejrza쿮m dok쿪dnie swoje nowe „mieszkanie”. Nie przedstawia쿽 si imponuj켧o, 풹dnych ozdb a jedynie szaro-metaliczne pokrycia. Podobnie jak w innych cz沅ciach statku 펢d쿮m 턻iat쿪 by퀉 panele w suficie. Id켧 za rad Thr'uthh! Postanowi쿮m skorzysta z urz켨ze higienicznych. Podszed쿮m do drzwi „쿪zienki”, otworzy퀉 si automatycznie. Pomieszczenie „higieniczne” przypomina쿽 zwyk낢 kabin prysznicow jednak 풹dnego 펢d쿪 wody nie znalaz쿮m. Mocno niepewny stan교em na 턳odku „prysznica”, drzwi automatycznie si za mn zasun怨y a 턢iana naprzeciwko zmieni쿪 si w lustro. Pomy턫a쿮m 풽 jest to ciekawa technologia. Przyjrzawszy si swemu nagiemu cia퀅 uzna쿮m 풽 niewiele si zmieni쿮m. Raczej typowy obraz czterdziestolatka ze wschodniej europy. Ale zaraz! Przecie wszczepiono mi jakie nano-roboty ktre mog kontrolowa! - Nano! Rozbudowa masy mi沅niowej tricepsu! Przez chwil nic si nie dzia쿽, nastpnie poczu쿮m ciep쿽 i w swym odbiciu zobaczy쿮m jak moje mi沅nie rosn i nabieraj kszta퀃w niczym u Arnolda. Hmmm... Dzia쿪! A co by by쿽 gdyby... Tu spojrza쿮m na moje przyrodzenie... - Nano! Rozbudowa organw rozrodczych! Patrzy쿮m z niedowierzaniem jak miliony nanobotw rozbudowuj mj „sprzt”. Mg쿫ym za gwiazd filmw porno pracowa. W tym momencie film mi si urwa. Ostatnim obrazem by쿪 wpadaj켧a do „쿪zienki” Gosia...

    - Obud si durniu!
    - Sze so? Jak?
    - Chcesz si zabi durniu!?
    - Hale ja tyko...
    - Cicho! Le i jedz!
    - 즣sia so ty tu...
    - Le durniu! Boty to nie zabawka! Trzeba by쿽 najpierw si naje뜻! Boty jako energi wykorzystuj zasoby cia쿪, a ty idioto da쿮 im mnstwo roboty ledwo wstawszy z reproduktora! - Po czym wcisn怨a mi w usta jak굡 tubk z przypominaj켧 krem zawarto턢i.

    Powoli dochodzi쿮m do siebie, le풹쿮m na pod쿽dze swego „legowiska” a Gosia wciska쿪 mi w usta zawarto뜻 tuby. Dzilla siedzia쿪 na koi i z zaciekawieniem si przygl켨a쿪.

    - Ty idioto! Gdybym nie by쿪 tu obok ju by si „produkowa” na nowo w syntezerze cia!
    - Hosia ale ja... - Jzyk ci켫le mi p쿪ta figle.

    - Dure jeste i tyle!
    - Chcia쿮ch sprawdzi!
    - Dure!

    Po chwili zaci켫n怨a mnie z powrotem do komory higienicznej. - Tylko bez numerw! - To mwi켧 zdj怨a z siebie kombinezon. - Czyszczenie standardowe i regeneracja. - Rzuci쿪 (chyba do komputera).

    - Jedyny facet na tym pierdolonym kawa쿸u 풽lastwa i taki g퀅pi!
    - Omiot쿮m j spojrzeniem... - Wiesz Gosia...
    - Nie kombinuj! Nie teraz!

    Wielko뜻 komory higienicznej nie dawa쿪 szans na jakie damsko-mskie manewry i ledwo da쿮m rad wsta i si wyprostowa. Musia쿫ym trzyma rce w grze lub obj길 Gosi. Wybra쿮m to drugie... Lew rk chwyci쿮m jej pier a praw opar쿮m na p쿪skim brzuchu. Zesztywnia쿪.

    - Zabieraj 쿪py bo po풹퀅jesz!
    - Mhmmm... - Sun교em praw d쿽ni coraz ni풽j...
    - Artur! - D쿽 min怨a wzgrek pokryty mikkim futerkiem i ju czu쿮m na palcach jej wilgo.

    Nag퀉 rozb퀉sk blu i znw znalaz쿮m si na na pod쿽dze, promieniuj켧y z przedramienia bl wbija si niczym roz풹rzony gw撰d w mj mzg.

    - Ostrzega쿪m!

    Spojrza쿮m na d쿽, palce ca쿮. Nieco wy풽j mniej wicej w po쿽wie midzy 쿽kciem a nadgarstkiem ujrza쿮m pod skr po쿪mane ko턢i. Podnios쿮m na Gosi pytaj켧e spojrzenie.

    - Ups! Chyba troch przesadzi쿪m! Boty ci to naprawi. - Ubra쿪 kombinezon i wysz쿪 z mojej kajuty.

    Znw wsta쿮m a wok車 moich stp pokaza쿪 si blada mgie쿸a ktrej wcze턭iej nie zauwa퓓쿮m. Powoli unosi쿪 si w gr okrywaj켧 mnie ca쿮go. Oprcz dzia쿪nia czyszcz켧ego musia쿪 chyba pe쿻i te funkcje przeciwblowe i regeneracyjne gdy ju po chwili poczu쿮m si znacznie lepiej. Bl zel풹 do lekkiego pulsowania a ja mia쿮m wra풽nie jakbym dopiero wyszed z sauny.

    W oczekiwaniu a boty zregeneruj mi ko턢i postanowi쿮m co przek켽i. - Syntezer tak? - Schabowy z ziemniakami i kiszon kapust! - Wyda쿮m nieme polecenie neuroprzeka펝ikowi. Po chwili co cichutko pisn怨o i na 턢ianie przy ktrej sta쿽 농퓃o zapali쿪 si ma쿪 zielona lampka. Podszed쿮m zaciekawiony, koja podzieli쿪 si na trzy cz沅ci. 쫞odkowa unios쿪 si kilkadziesi켾 centymetrw tworz켧 jakby blat a boczne fragmenty „odjecha퀉” na boki. Ca쿽뜻 przypomina쿪 lo욧 barow.

    Pe쿮n obaw co do posi쿸u jaki zaserwuje mi syntezer rozsiad쿮m si wygodnie na jednej z utworzonych 쿪wek. Fragment 턢iany obok blatu unis si i wysun교 si talerz z paruj켧ym po퓓wieniem. Nie bd켧 pewnym czym w쿪턢iwie syntezer mnie prbuje nakarmi przysun교em talerz bli풽j. Kotlet wygl켨a raczej normalnie podobnie jak ziemniaki, cho te by퀉 w zasadzie ca쿮 razem ze skrk czyli w mundurkach jak si je tak podane nazywa쿽 w moich stronach na Ziemi. Zapach by w zasadzie taki sam jaki zapamita쿮m z domu. Za to kapusta wygl켨a쿪 jak gar뜻 wij켧ych si blado-zielonych robakw i by쿪 surowa. Cho czu쿮m wilczy g농d postanowi쿮m nauczy syntezer przyrz켨zania potraw. Po kilku kolejnych prbach gdzie w my턫ach t퀅maczy쿮m jak przyrz켨za sk쿪dniki wreszcie uzyska쿮m odpowiedni efekt.

    Obiad wygl켨a jak typowy polski, z burczeniem w brzuchu i ciekn켧 턫in uzmys쿽wi쿮m sobie 풽 nie mam 풹dnych sztucw. Po chwili syntezer ju wysun교 ze swych czelu턢i widelec oraz 퀉퓃. - A gdzie n璨? Powtrzy쿮m „zamwienie” i znw tylko 퀉퓃a i widelec. Nie bd켧 do koca przekonany czy syntezer dobrze rozumie „zamwienie” postanowi쿮m zapyta o to;

    - Syntezer! Zamawiam trzy przedmioty a dostaj dwa, wyt퀅macz!
    - Trzeci przedmiot = Bro sieczna! Zakazane!

    Ach, a wic o to chodzi! Chwyci쿮m schabowego w d쿽 a w drug widelec i zacz교em w kocu je뜻. Potrawa mimo pewnego metalicznego posmaku by쿪 bardzo dobra (chyba 풽 mj burcz켧y brzuch zak농ci mi wra풽nia smakowe). Po posi쿸u ju mia쿮m za엽da wody lecz pomy턫a쿮m 풽 naucz g퀅pi maszyn wytwarzania nieco mocniejszych trunkw. Po kilku nieudanych prbach wreszcie uda쿽 mi si zmusi bezduszne urz켨zenie do wyprodukowania 40% roztworu etanolu o temperaturze 4 stopni Celsjusza.

    Paczuszka ktr otrzyma쿮m od Gosi zawiera쿪 identyczny jak jej kombinezon oraz buty przypominaj켧e typowe wojskowe „trepy”. Kombinezon by podobny do jednocz沅ciowego ubioru roboczego jednak nie posiada 풹dnych zapi唯 czy to w postaci guzikw czy zamka b퀉skawicznego. Wydawa si nieco zbyt obszerny jak na moje cia쿽, wszed쿮m do „WC” jak nazwa쿮m pomieszczenie higieniczne i stoj켧 przed lustrem za쿽퓓쿮m go. Rozcicie z przodu po w쿽풽niu r켴 do rkaww b퀉skawicznie si zasklepi쿽 nie pozostawiaj켧 풹dnych 턫adw szww czy 낢cze. Na lewej piersi widnia taki sam emblemat jak na drzwiach mojej „kajuty”. - B녠kitny okr켫 z czerwon fal. Kombinezon dopasowa si do mego cia쿪 niczym druga skra ktr przypomina w dotyku. Moja twarz prawie wcale si nie zmieni쿪, znikn怨a jedynie blizna na czole ktra by쿪 pami켾k z m쿽do턢i. Ta sama fryzura z prze턻ituj켧ymi tu i wdzie siwymi w쿽sami zwiastuj켧ymi koniec wieku 턳edniego.

    Troch zmczony wra풽niami dopi쿮m reszt alkoholu i po쿽퓓쿮m si na 농퓃u ktre w midzy czasie wrci쿽 do pierwotnego stanu. Kr굻켧y we krwi trunek oraz k녠bi켧e si w g쿽wie my턫i spowodowa퀉 풽 szybko zasn교em...


    **********


    Cdn...
  • #3
    And!
    Admin of Design group
    No nie펚e :) masz wyobra펝i i piszesz tak, 풽 쿪two wyobrazi sobie kolejne sceny. Czytaj켧 doszed쿮m do wniosku, 풽 rozwj wydarze by trudny do przewidzenia, to dobrze.
  • #4
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Ci轅ko mi pisa na telefonie niestety. Mo풽 dzi dodam kolejny fragment. Szczeg車w nie zdradz gdy powstaj live podczas pisania :D
  • #5
    pierkwadrat
    Level 10  
    Szacun. Bdzie dzisiaj dalszy ci켫, czy mog i뜻 spa?
  • Optex
  • #6
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Ka풼y rozdzia bdzie w osobnym wpisie a w miar postpw bd dopisywa tre뜻 poprzez edycj postw. Wstpnie uruchomi쿮m jeden z komputerw (kolejny dysk mi pad) na Linuxie Live z pendrive jednak przed wys쿪niem musz poprawia dialogi ale bdzie mi 쿪twiej pisa.
  • #7
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Rozdzia 2


    Federacja


    Nie wiem jak d퀅go spa쿮m, suty posi쿮k i spora dawka alkoholu wy낢czy퀉 mnie skutecznie. Nawet mj biologiczny zegar na ktrym zwykle polega쿮m mnie nie obudzi. Obudzi쿪 mnie potrzeba fizjologiczna. Silny ucisk na pcherz jasno dawa do zrozumienia co musz zrobi. Wsta쿮m rozgl켨aj켧 si za Dzill, - pogryza쿪 co w k켧ie „kajuty” cicho powarkuj켧. Niepewny co zrobi wszed쿮m do „WC”, dotkn교em ruchem przypominaj켧ym rozpinanie rozporka kombinezonu w kroczu. Ku mojemu zdumieniu w kombinezonie natychmiast zrobi si otwr pozwalaj켧y za쿪twi pal켧 potrzeb. Nie widz켧 nigdzie niczego przypominaj켧ego sedesu czy pisuaru a nawet nocnika, postanowi쿮m odda mocz na pod쿽g. Cienka 웁퀃awa ciecz utworzy쿪 powikszaj켧 si stopniowo ka퀅욧, ponownie pokaza쿪 si znik켨 mgie쿸a i mocz znikn교 bez 턫adu. A wic to tak!

    Niedu풹 chmurka mgie쿸i unios쿪 si ogarniaj켧 moje genitalia i zbieraj켧 kilka pozosta퀉ch kropelek. Schowawszy sprzt z powrotem kombinezon znw si zasklepi. - Chod, mamy narad! - dobieg mnie od strony kajuty g쿽s Dzilli.

    Za쿽퓓쿮m buty ktre podobnie jak kombinezon same si dopasowa퀉 do moich stp i wyszed쿮m za kotk na korytarz. Ruszyli턬y w kierunku dalszej cz沅ci korytarza. Postanowi쿮m zapyta kotk w jaki sposb ze mn rozmawia.

    - Dzillu a w jaki sposb mo풽sz ze mn rozmawia?
    - Poprzez obro욧 ktr nosz, 낢czy si ona z twoim implantem neuro-przeka펝ikowym t퀅macz켧 na bie엽co jzyk.
    - Ale dlaczego obro풹? Nie mogli ci te wszczepi implantu?
    - My koty mamy zbyt ma쿮 mzgi niestety.

    Powoli zbli풹li턬y si do drzwi bd켧ych jednocze턭ie kocem korytarza. Te w przeciwiestwie do innych ktre mijali턬y po drodze nie posiada퀉 풹dnych emblematw ani oznacze.

    Wewn켾rz pomieszczenia do ktrego weszli턬y sta ogromny wrcz st車, kszta퀃em przypomina wielki owal. Na oko쿽 ulokowanych na swych stanowiskach siedzia쿽 (le풹쿽/sta쿽?) kilkadziesi켾 ca쿸owicie odmiennych od nas ludzi istot. Kilka p퀉wa쿽 w przypominaj켧ych akwaria zbiornikach r璨nej wielko턢i a cz沅 tkwi쿪 w jakby balonach (podejrzewa쿮m 풽 by퀉 wype쿻ione r璨nymi mieszaninami gazw umo퓄iwiaj켧ych im „oddychanie”). W szczycie sto퀅 usadowi쿪 si Thr'utthh! A Dzilla nabrawszy rozbiegu wskoczy쿪 na „mebel” i u쿽퓓쿪 si na jego 턳odku. Tu obok Thr'uthh! siedzia쿪 Gosia. Powiod쿮m niepewnym spojrzeniem w oko쿽 siebie. Nie bardzo by쿮m pewny gdzie mam usi굡. Gosia u턬iechn怨a si lekko i poklepa쿪 stoj켧e tu obok niej siedzisko. Id켧 na oko쿽 sto퀅 stara쿮m si opu턢i wzrok aby moje ciekawo뜻 nie zosta쿪 w nie w쿪턢iwy sposb odebrana.

    Usadowiwszy si kocu obok Gosi 턬ia쿽 rozejrza쿮m si po sali. Thr'uthh! Wsta쿪 ze swego miejsca i g쿽턭o powiedzia쿪;

    - Witamy Was mieszkacy Ziemi w grupie cz쿽nkw Federacji Galaktycznej! - Rozleg퀉 si r璨ne d펧iki, czasem przypominaj켧e 턻iergot ptakw a innym razem bulgot ziemskich delfinw. Uzmys쿽wi쿮m sobie 풽 jest to jakby powitanie ze strony zgromadzonych przy stole istot a tak풽 swego rodzaju owacja.

    **********


    Cdn...
  • #9
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    @tos18 dopisuj powoli bo wikszo뜻 po padniciu dysku zagine쿪 :-( Kilka stron mam ju gotowe i by mo풽 dzi dodam. Nie ukrywam 풽 ostatni nawa zaj唯 i problemy ze zdrowiem mocno op撰ni퀉 kolejne wpisy. No c璨, 퓓cie...
  • #12
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Powiod쿮m dooko쿪 wzrokiem, stworzenia siedz켧e przy stole by퀉 tak r璨ne i odmienne od ludzi jakby by퀉 wytworem pijanego genetyka. Na przyk쿪d siedz켧y tu obok mnie w czym przypominaj켧ym kuliste akwarium ni to paj켴 ni to o턬iornica. Kilkadziesi켾 par odn璨y (macek?) wi쿽 si w jakim prze펢oczystym p퀉nie co kojarzy쿽 mi si z jzykiem migowym. Tu za nim kolejny by ptak (chyba) ktry oprcz zielono-웁퀃ych pir na skrzyd쿪ch mia te nogi oraz rce podobne do ma쿾ich pokryte jasnobr콄owym krtkim futerkiem. Nastpna by쿪 bia쿪 jak 턭ieg kula z czterema nogami oraz dwoma rkoma zakoczonymi d퀅gimi pazurami zamiast palcw. G쿽wa stwora unosi쿪 si na podobnej do 쿪bdziej szyi d퀅giej macce. W owej g쿽wie za by쿽 umieszczone sze뜻 par oczu. Na powierzchni cia쿪 (kuli) co chwila pojawia퀉 si i znika퀉 r璨nokolorowe plamy. Mj neuroprzeka펝ik podpowiada mi 풽 jest to forma komunikacji za pomoc chromatoforw ktre s spotykane u ziemskich zwierz켾 i ro턫in. Kurcze, ca쿪 mena풽ria.


    Thr'uthh! kontynuowa쿪 swj elaborat przedstawiaj켧 nas galaktycznemu gronu, pukn교em lekko 쿽kciem Gosi 풽by wsta z szacunku dla zebranych. Ja w zasadzie co tylko pomrukiwa쿮m i potakiwa쿮m, Gosia prbowa쿪 odpowiada na powitania cho po chwili zacz怨a robi to samo co ja. Trudno raczej sensownie odpowiada na chrumkania czy chrz켴nicia lub kolorowe plamy na ciele witaj켧ego. Nasze implanty musia퀉 si nauczy w쿪턢iwie t퀅maczy zarwno nasze jak i naszych rozmwcw intencje i wyra풽nia. Tym bardziej 풽 nalega쿮m aby naszym oficjalnym jzykiem by polski. Co prawda zna쿮m angielski techniczny i to mi w moim ziemskim 퓓ciu wystarcza쿽 jednak dogadanie si z rodowitym anglikiem czy amerykaninem „face to face” by쿽 problematyczne o czym kilka razy si przekona쿮m. Gosia cho by쿪 angielk, to jej babcia pochodzi쿪 z Polski i bardzo dobrze nauczy쿪 j mojego rodowitego jzyka. Razem doszli턬y do wniosku 풽 zostaniemy przy polskim a w midzyczasie bd szlifowa swj angielski.

    Wreszcie powitanie dobieg쿽 koca i g녠boko si sk쿽niwszy mogli턬y usi굡, Gosia poza tym 쿪dnie dygn怨a jakby przed sam krlow El풺iet. Thr'uthh! spojrza쿪 na nas i zastrzyg쿪 kocimi uszami:

    - Arthurr i Mgritt, zapewne macie wiele pyta i oczekujecie odpowiedzi. Pytajcie zatem a postaramy si wszystko wyja턭i.
    No c璨. - Mimo tego 풽 chcia쿮m wszystkiego si dowiedzie to Gosia by쿪 pierwsza.
    - Mo풽 opowiedz nam, czym jest Federacja?

    - Federacja Galaktyczna to zwi콄ek inteligentnych ras ktre opanowa퀉 technologi podr璨y kosmicznych, nasza historia jest d퀅ga a jej pocz켾ki sigaj oko쿽 100 tysicy ziemskich lat wstecz. Prekursorami jej istnienia byli Sssst! - tu wskaza쿪 na siedz켧e kilkana턢ie miejsc ode mnie stworzenie przypominaj켧e wielkiego paj켴a pokrytego kolorowym futrem. w paj켴 spoczywa w czym przypominaj켧ym wolnostoj켧y kwietnik, szesna턢ie jego odn璨y zwisa쿽 po bokach a oczy umieszczone w jakby szypu쿸ach wystawa퀉 na przypominaj켧ych 쿪bdzie szyje „wysignikach”. Stwr zako퀉sa szypu쿸ami jakby daj켧 zna 풽 to o niego chodzi.

    - Sssst! Jako pierwsi opanowali przestrze kosmiczn i zaczli poszukiwa inteligentnego 퓓cia w kosmosie. Pierwsze kontakty by퀉 trudne i dosz쿽 do kilku wojen, jednak w miar poznawania innych ras zrodzi si pomys aby powo쿪 do 퓓cia organizacj zrzeszaj켧 inteligentne 퓓cie w kosmosie oraz w pewnym sensie nadzorowa oraz zapobiega konfliktom zbrojnym.

    - Jednym z pierwszych wyzwa jakie stan怨o przed Federacj by쿽 opracowanie wsplnego jzyka oraz odpowiednich translatorw aby mc bez przeszkd nawi콄a komunikacj z nowo spotkanymi rasami. W miar up퀉wu czasu poradzili턬y sobie z tym stosuj켧 implanty. Oczywi턢ie nie ka풼y je ma, rodowity mieszkaniec danej planety o ile nie wybiera si w kosmos ich nie dostanie.

    - No dobrze, ale dlaczego teraz i dlaczego my?

    - Od wielu lat, naprawd wielu, 턫edzimy rozwj waszej cywilizacji. Teraz powsta쿽 zagro풽nie ktre mo풽 wp퀉n길 na przetrwanie rasy ludzkiej. Ju jaki czas temu zorientowali턬y si 풽 nie tylko Federacja mia쿪 z Ziemi kontakt. I prawd mwi켧 to w쿪턭ie kto inny przyczyni si w g농wnej mierze do rozwoju ludzko턢i. Swj rozwj oraz zagro풽nie upadkiem zawdziczacie rasie Tur.



    - A ci Tur kim s?

    - Podobnie jak wam Ziemianom tak i im Federacja dyskretnie pomaga쿪 w rozwoju. Przy naszej niewielkiej pomocy osi켫nli niesamowite efekty in퓓nierii genetycznej. Przez kilka tysicy lat istnienia swojej cywilizacji doprowadzili sztuk modyfikacji genetycznych do perfekcji. Zmodyfikowali tak mocno swoje DNA 풽 w zasadzie na bie엽co mog sami dokonywa zmian w swoich organizmach co pozwoli쿽 im na dostosowywanie biologiczne ich organizmw do prawie dowolnych warunkw uwzgldniaj켧 w tym zmian kszta퀃u czy transfer 턻iadomo턢i. Cz沅ciowo nasze urz켨zenia pozwalaj켧e „odbudowa” cia쿽 czy przetransferowa 턻iadomo뜻 opieraj si na ich do턻iadczeniu.

    - Skoro nam Ziemianom pomagali, to dlaczego s teraz zagro풽niem?


    - Trzeba zacz길 od pocz켾ku naszej pomocy dla Tur. Federacja stara si pomc w rozwoju cywilizacji bez widocznej ingerencji co mog쿽by wywo쿪 konflikty. Tak te by쿽 w przypadku Tur, grupa obserwatorw Federacji „podk쿪da쿪” ich naukowcom i wynalazcom r璨ne pomy퀉 i rozwi콄ania. Ich spo쿮czestwo oparte by쿽 na tzw. roju gdzie jedyn niepodwa풹ln w쿪dz by쿪 krlowa. Ca쿪 rasa pochodzi쿪 od niej, co jaki czas po jej 턬ierci w턳d potomkw szukano jednej samicy posiadaj켧ej geny krlowej i to ona by쿪 nastpczyni.
    Po wielu latach wraz z rozwojem astronomii kilku badaczy odkry쿽 lec켧 w stron ich rodzimej planety asteroid. Wszystkie badania wskazywa퀉 na nieuchronne zderzenie z planet maj켧e nast켺i w najbli퓋zych kilku setkach lat. Krlowa zadecydowa쿪 o rozpoczciu bada w celu uratowania rasy. Doprowadzi쿽 to do gwa퀃ownego rozwoju genetyki oraz technologii kosmicznych. Po턻icaj켧 wszystkie zasoby planety zbudowano trzy statki kosmiczne. Powsta jednak problem natury logistycznej, jak zmie턢i kilkaset miliardw mieszkacw na trzech niewielkich statkach. Tu opracowano i wdro퓇no transfer 턻iadomo턢i, wzr genetyczny oraz 턻iadomo뜻 ka풼ego mieszkaca by퀉 kopiowane to ogromnych bankw pamici na statkach a ci ktrych dane zosta퀉 zapisane byli u턬iercani.
    Statki by퀉 napdzane reaktorami fuzyjnymi i mia퀉 na pok쿪dach syntezery materii ktre pozwala퀉 na odbudowanie cia mieszkacw planety oraz transfer 턻iadomo턢i po dotarciu w miejsce przeznaczenia.

    - Dwa z trzech statkw mia퀉 na pok쿪dach dane wikszo턢i mieszkacw, trzeci za krlow oraz reszt. Mimo tego 풽 statki posiada퀉 pe쿻 automatyk lotu w przestrzeni kosmicznej posiada퀉 rwnie 퓓w za쿽g licz켧 kilkunastu osobnikw. W ostatniej chwili przed uderzeniem asteroidy w planet wszystkie statki odlecia퀉 w poszukiwaniu „nowej ojczyzny”. Cz沅 zbuntowanych mieszkacw zosta쿪 na planecie gin켧. Zlokalizowali턬y dwie planety do ktrych dotar퀉 statki. Nazwali턬y je Tur A oraz Tur B. Planety te by퀉 ja쿽wymi pustyniami, jednak Tur dziki swoim umiejtno턢iom przystosowa퀉 je do 퓓cia cz沅ciowo poprzez modyfikacj swego DNA. Trzeciego statku z krlow nie uda쿽 nam si zlokalizowa. Poniewa jak wspomnia쿪m rasa Tur jest wybitnie hierarchiczna a na tych dwch skolonizowanych planetach nie ma 풹dnego osobnika z genami krlowej to ca퀉 czas trwaj wojny.

    - No i co w zwi콄ku z tym?

    - I podczas poszukiwa trzeciego statku trafili턬y do uk쿪du S쿽necznego gdzie odnale펚i턬y 턫ady DNA krlowej.



    **********


    Cdn...


    PS.

    Wybaczcie po턫izgi w publikowaniu kolejnych cz沅ci, mj stan zdrowia oraz wredno뜻 sprztu nie pozwala na szybsz publikacj :-(.
  • #13
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********


    - Gdzie i jakie to ma dla nas znaczenie?
    - 쫖ady odnale펚i턬y na czwartej planecie waszego systemu czyli Marsie, s te na Ziemi.
    - Nie mo풽my prowadzi jawnie poszukiwa ze wzgldu na to i pewne organizacje na waszej planecie monitoruj wszelk dzia쿪lno뜻 innych cywilizacji zarwno w kosmosie jak i na powierzchni planety.

    - Masz na my턫i np. ABW ktra „upolowa쿪” Dzill i mnie? - Przypomnia쿮m sobie naszywk na mundurze cz쿽wieka ktry mnie postrzeli.
    - Tak. Midzy innymi, cho jest to wiele r璨nych organizacji z innych krajw. NASA, CIA czy europejska EASA.

    - Ale dlaczego? Przecie kontakt ludzkiej cywilizacji z inn inteligentn ras mg쿫y przenie뜻 wiele dobrego obu stronom?
    - Nie jest to takie proste jak si wydaje, poza r璨nicami biologicznymi i mentalnymi s tak풽 religijne a to jest najwikszy problem.

    W tym momencie o턻ietlenie sali zmieni쿽 kolor na czerwono-웁퀃y i rozleg si jaki piszcz켧y dra퓄iwy d펧ik.

    - Thrr'uthhh! Co si dzieje?! - Na krtk chwil zastyg쿪 w bezruchu jakby czego nas퀅chuj켧...
    - Rozb퀉sk s쿽neczny! Musimy schowa si za planet! Wszyscy do swoich kajut!
    - Dokoczymy p撰niej!

    Pobiegli턬y natychmiast do wyj턢ia mijaj켧 po drodze inne formy 퓓cia ktre rwnie si ewakuowa퀉. Wpad쿮m zdyszany do swego lokum a zaraz za mn Gosia i Dzilla.

    - We trjk zawsze ra펝iej! Powiedzia쿪 Gosia siadaj켧 na koi, po chwili Dzilla zwin怨a si w k녠bek na jej kolanach. Wzruszy쿮m ramionami i usiad쿮m obok.


    Centrum kontroli misji teleskopu kosmicznego Jamesa Webb'a, NASA. 12 lipca 2022 roku.


    Martin siedzia przed monitorem obserwuj켧 parametry JWST ktry po kilkumiesicznym orbitowaniu w przestrzeni kosmicznej by ju prawie gotowy do podjcia pracy. Zosta쿽 co prawda troch kosmetyki w kalibracji luster ale w ci켫u kilku tygodni spodziewane by쿽 oddanie go do u퓓tku niecierpliwym naukowcom. By w zasadzie technikiem zajmuj켧ym si nawigacj i systemami napdowymi i jego praca polega쿪 g농wnie na siedzeniu za pulpitem kontrolnym i nadzorowanie pracy automatyki. Po sta퓎 w JPL z chci przyj교 posad w NASA jako kolejny szczebel w swojej drabinie kariery. Zawsze 쿪dnie w dokumentach wygl켨a zapis o pracy w tej instytucji.

    - Chcesz kawy? To Tes, asystentka g농wnego in퓓niera misji wesz쿪 do pokoju kontrolnego.
    - Z chci. Co ciekawego na nocnej zmianie si wydarzy쿽?
    - Poza silnym rozb퀉skiem s쿽necznym w zasadzie nic, ale co niektrzy sraczki dostali. - Odpar쿪 ze 턬iechem.
    - Strasznie si boj aby ich najnowsze dziecko si nie uszkodzi쿽!

    - A jak wysz퀉 pierwsze serie zdj唯 kalibracyjnych? Co ciekawego?
    - Nie wiem, jeszcze nikt ich nie ogl켨a. Skoczyli tu przed kocem zmiany i s tylko zapisane w bazie. Kawa ma by z mlekiem?
    - Tak, i dwie 퀉풽czki cukru.

    Prze낢czy si na wewntrzn baz danych i zacz교 przegl켨a katalogi; - 12 lipca 22... -Jest! Oko쿽 1000 zdj唯, cz沅 pojedynczych a wikszo뜻 w sekwencjach w r璨nych pasmach widma elektromagnetycznego. Zanim Tes wrci쿪 z kaw zd굻y przejrze kilka setek fotografii.

    - Kawa Martin!
    - Postaw na stole.
    - Co przegl켨asz? Prbne zdjcia?
    - Tak. Odwrci si zamiesza napj jednocze턭ie ci켫le naciskaj켧 na kursory klawiatury i przewijaj켧 fotografie.
    - Stj! To Tes krzykn怨a z wzrokiem wbitym w ekran monitora.
    - Cofnij o jedn pozycj!
    - Ale co?
    - Cofnij!

    Pos퀅sznie przywrci poprzednio wy턻ietlany obraz.
    - W prawym grnym rogu! Co to jest?
    Stopniowo powikszaj켧 obraz zauwa퓓 obiekt o kszta쿬ie jakby grzyba tu przy koronie Wenus. Pod턻ietlony od ty퀅 s쿽cem obiekt posiada jakby prze펢oczyst kopu녠 i ciemny pie.

    - Co to?

    Oboje zamarli z otwartymi ustami wpatruj켧 si w wy턻ietlany obraz. - Powiksz jeszcze!
    Na tle kopu퀉 uwidoczni퀉 si dwa malekie humanoidalne kszta퀃y. - O kurwa!

    Przestrze kosmiczna na orbicie Wenus.

    Siedzieli턬y z Gosi kilka godzin rozmawiaj켧 o r璨nych sprawach. W kocu o턻ietlenie alarmowe wrci쿽 do normalnego stanu.

    - Artur, a mo풽 masz ochot pop퀉wa?
    - Gdzie? Na statku kosmicznym? Chyba 풹rtujesz!
    - Nie, powa퓆ie. Jest tu co jakby os쿽na antyradiacyjna sk쿪daj켧a si z p퀉nnej wody, przypadkowo j odkry쿪m jak zwiedza쿪m statek.
    - Ale pewnie zimna ta woda co?
    - Nie, po takich manewrach jak niedawne ma temperatur 30 – 40 stopni Celsiusza wic do k켺ieli w sam raz. No chyba 풽 nie umiesz p퀉wa?
    - Yyyy... No umiem.
    - To chod펛y.

    Dzilla zerwa쿪 si z kolan Gosi i z du퓓m niesmakiem odpowiedzia쿪;

    - A id펊ie sobie! Nie chce zmoczy futerka!

    Przeszli턬y kilkaset metrw wzd퀅 r璨nych korytarzy, w kocu stanli턬y przed oznakowanymi na czerwono drzwiami.

    - Go턪a, ale czerwone to chyba niebezpieczne?
    - No sk켨? Tylko podczas manewrw, wtedy troch manipuluj w 턳odku grawitacj. Normalnie jest tam niewa퓃o뜻.


    Drzwi pos퀅sznie si rozsun怨y. Wewn켾rz ujrza쿮m ogromn kul wody a przez przejrzyste 턢iany wida by쿽 gwiazdy i pokryt chmurami powierzchni Wenus.
    - Pamitaj 풽 za drzwiami nie ma grawitacji!

    Po chwili ju sta쿪 naga przede mn i zapraszaj켧ym ruchem wyskoczy쿪 przez drzwi w kierunku kuli wodnej. Zdj교em kombinezon i wskoczy쿮m za ni zastanawiaj켧 si jednocze턭ie jak w takiej masie wody bd w stanie wyp퀉n길 i z쿪pa oddech. Kula cho ogromna to w stanie niewa퓃o턢i by쿪 bardzo 쿪twa do przep퀉nicia. Oddechem nie musia쿮m si zbytnio przejmowa, nanoboty w moim organizmie 쿪pa퀉 tlen ca낢 powierzchni cia쿪 wic poczu쿮m si naprawd jak ryba w wodzie. Nigdy nie czu쿮m si super p퀉wakiem jednak w niewa퓃o턢i to co innego. 쫈igali턬y si w tej wodnej plamie jaki czas, w kocu Gosia podp퀉n怨a do mnie i obj怨a mnie rkoma;

    - Artur mam na Ciebie ch唯!
    - Taaak?
    - Tak! Tu i teraz! To mwi켧 obj怨a mnie dodatkowo nogami. - Teraz!


    **********


    Cdn...
  • #14
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********



    Le풽li턬y pod drzwiami os쿽ny antyradiacyjnej niczym dwa wyrzucone na brzeg wieloryby, sex w niewa퓃o턢i by wyczerpuj켧y i niebezpieczny. 쫤iadczy o tym solidny siniak pod moim lewym okiem i opuchnity ty쿮k Gosi. Na ca쿮 szcz沅cie nasi malecy przyjaciele kr굻켧y w 퓓쿪ch ju naprawiali uszkodzenia o czym 턻iadczy쿽 lekkie mrowienie obola퀉ch miejsc.

    - Wiesz? Nie robi쿪m tego dziesi唯 lat.
    - Taaak? Jako nie wygl켨a쿽 aby wysz쿪 z wprawy. Odrzek쿮m z u턬iechem.

    Stukn怨a mnie w rami i mocniej si przytuli쿪, po chwili poczu쿮m ze p쿪cze.

    - No co Ty Go턪a? 칊퀅jesz? Co Ci jest?
    - Nie, nie 풹퀅j. Ale ostatni raz robi쿪m to z m轅em tu przed wypadkiem i jego 턬ierci.
    - A co to za wypadek?

    - Wiesz, po studiach geologicznych nie by쿽 zbytnio zapotrzebowania na moj specjalizacj wic zg쿽si쿪m si do wojskowego korpusu in퓓nieryjnego na ochotnika. Po kilku miesi켧ach awansowali mnie na sier풹nta i wys쿪li na szkolenie z obs퀅gi systemw walki radioelektronicznej i 낢czno턢i. Tam pozna쿪m Jima. By instruktorem w stopniu porucznika. Jako tak od razu poczuli턬y do siebie sympati i zaczli턬y si spotyka. Gdzie po oko쿽 roku wzili턬y 턫ub. Nied퀅go mia si skoczy mj kontrakt i zaczli턬y planowa rodzin. Okaza쿽 si jednak 풽 nie mog mie dzieci. - Tu znw g쿽턭iej chlipn怨a. Jim bardzo chcia mie syna i znalaz klinik lecz켧 bezp쿽dno뜻. Je펋zili턬y tam co kilka tygodni na kolejne badania.

    - Tego feralnego dnia Jim bardzo si 턯ieszy, jaki wysoko postawiony genera mia odwiedzi o턳odek szkoleniowy gdzie s퀅퓓. Ruszyli턬y i cho czu쿪m po턯iech to Jim zawsze by ostro퓆y i nie przekracza setki. W pewnym momencie zadzwoni jego s퀅풺owy telefon. Nie zd굻y odebra.

    - Ostatnie co pamitam to ogromny jele na drodze. - Odzyska쿪m przytomno뜻 w szpitalu.
    - Na moje pytania co z m轅em lekarze i pielgniarki krcili tylko g쿽wami i spuszczali wzrok.
    - Domy턫i쿪m si wtedy 풽 Jim nie 퓓je.
    - Przykro mi. - Odpar쿮m ze smutkiem.
    - Najgorsze przysz쿽 jednak p撰niej gdy lekarze powiedzieli 풽 amputowano mi obie nogi w po쿽wie ud...

    - O 풽sz...
    - Uzmys쿽wi쿪m sobie wtedy 풽 nie bd mog쿪 nawet odwiedzi grobu Jima. C璨 z tego 풽 by쿪m w szpitalu wojskowym i mia쿪m zapewnion najlepsz mo퓄iw opiek? Zapewniali mnie 풽 dopasuj mi super protezy zbudowane w najlepszej dostpnej wtedy technologii wspomaganej elektrycznie. Jednak to nie to samo co chodzi na w쿪snych nogach...


    - Po dwch latach rehabilitacji i poprawek protez w kocu mog쿪m sama chodzi, jednak w domu wola쿪m je펋zi na wzku inwalidzkim a protezy zak쿪da쿪m tylko gdy wychodzi쿪m do miasta. Wtedy te postanowi쿪m 풽 nie zwi굻 si z 풹dnym facetem do koca 퓓cia.
    - W midzyczasie ukoczy쿪m kilka kursw korespondencyjnych z bran퓓 informatycznej i zacz怨am dzia쿪lno뜻 jako wolny strzelec w IT.

    - Dlaczego wybra쿪 mnie?

    Wzi怨a g녠boki oddech.


    - Wtedy jak wesz쿪m do sali reproduktora i na ciebie spojrza쿪m jak zas쿪niasz si t tack to poczu쿪m taki dreszczyk jak wtedy gdy pierwszy raz ujrza쿪m Jima. Takie, wiesz jak to mwi kobiety; "motyle w brzuchu". I te Twoje spojrzenie, czujne i analizuj켧e otoczenie. Nie strach czy obaw a jedynie ciekawo뜻 i upr. Chyba si znw zakocha쿪m.

    Analizowa쿮m powoli to co mi opowiedzia쿪 g쿪dz켧 jednocze턭ie jej jedwabiste w쿽sy, ka풼e z nas mia쿽 jakie niemi쿮 퓓ciowe przej턢ia niestety. Przesun교em powoli d쿽ni po jej 퀉dce w gr do obola쿮go po턫adka;

    - Ale te nowe nogi masz bardzo zgrabne...


    Obrci쿪 si momentalnie siadaj켧 na mym brzuchu, zbli퓓쿪 sw twarz i spojrza쿪 na mnie zielonymi zap쿪kanymi oczyma.

    - Nie wiem jak ta historia si zakoczy ale chc nadrobi ten stracony czas. - To mwi켧 zacz怨a wymownie porusza biodrami. Po쿽퓓쿮m d쿽nie na jej po턫adkach i z lekkim pow켾piewaniem zapyta쿮m;

    - Ju nie boli?
    - Nie!
    - A ciebie? - To mwi켧 zostawi쿪 ca퀅sa na moim podbitym oku.
    - Ujdzie, oko mi do tego nie jest potrzebne. - Odrzek쿮m i 턢isn교em mocno jdrne po턫adki.
    - Ale tym razem zrobimy to na pod쿽dze. - I zacz怨a siga rk w stron mego przyrodzenia.


    Mostek kapitaski statku federacji.


    - Kiedy im powiemy?
    - Przyjdzie na to pora! - Thru'thhh! Gniewnie prychn怨a. - Jak id przygotowania promu patrolowego?
    - Ju prawie na ukoczeniu, za kilka godzin bdzie gotowy. - Zgodz si?
    - Raczej nie maj innego wyj턢ia! - Patrzy쿪 z obrzydzeniem na ekran przedstawiaj켧y kopuluj켧 par ziemian na pod쿽dze tu przy 턫uzie os쿽ny antyradiacyjnej. - I to sprawia im przyjemno뜻?

    **********


    Cdn...
  • #15
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********




    - Oooch Ty! Niestety Go턪a nie mog쿪 odpowiedzie zbyt zajta „obrbk” mego ludzkiego wyposa풽nia.
    - Robisz to specjalnie Gosia! Daj chwil odpocz길!
    - Mmmhhmmm!

    Podnios쿪 na mnie spojrzenie;

    - Jaka ja g퀅pia by쿪m, przez tyle lat odmawia sobie ch쿽pa!
    - Przesta ju!
    - A co mi zrobisz? - Obliza쿪 si wymownie patrz켧 mi w oczy.
    - Uznam Ci za nimfomank! Mamy czas, spokojnie!
    - Go턪a!
    - No co?
    - Przesta! - Mamy jeszcze robot do zrobienia!
    - Robimy od kilku godzin...

    - Musimy co zje뜻 (bardziej my턫a쿮m o solidnej dawce etanolu) i wrci do Thr'uthh! Niech dokoczy opowiada.
    - Ale ona (to mwi켧 wypi怨a w m stron swoj kobiec cz沅 cia쿪) jeszcze by chcia쿪...
    - P撰niej!

    Nie zwracaj켧 wikszej uwagi na mocno rozochocon Gosi wsta쿮m i ubra쿮m si. Te kombinezony to by쿪 super sprawa, wystarczy쿽 zarzuci na siebie i dotkn길 w odpowiednim miejscu a przylega do cia쿪 jak druga skra w낢cznie z obuwiem. Go턪a patrzy쿪 na mnie ze smutn min;

    - Artek, chocia chwil jeszcze?
    - P撰niej!


    Z widoczn niechci sign怨a po le엽cy tu obok jej stp kombinezon;

    - Ale obiecujesz?
    - Tak. Jak bd najedzony i troch odpoczn (w co mocno w켾pi쿮m).


    Ruszyli턬y powoli w stron naszych kajut mijaj켧 w milczeniu kolejne odga녠zienia korytarzy. W kocu zatrzyma쿮m si i obrci쿮m do id켧ej tu za mn Gosi;

    - O co Ci chodzi! Zobaczy쿮m 퀊y nap퀉waj켧e do jej oczu.
    - Bo... Bo... Mi si ci켫le chce. I chc ciebie. - Rozbecza쿪 si na dobre i wtuli쿪 w moj pier.
    - Przesta. Nigdzie nie uciekam, je뜻 mi si chce.
    - Artur, nie wiem co si ze mn dzieje. Nigdy si tak nie zachowywa쿪m.
    - Oj, po prostu brakuje ci sexu!
    - 쫗iej si 턬iej! Co poradz jak ci켫le mi ma쿽?
    - Oj, chyba nie trafi쿪 nigdy na odpowiedniego faceta! - Ugryz쿮m si w jzyk maj켧 w pamici jej zmar쿮go m轅a.

    - Przepraszam Gosia.


    Po krtkiej chwili dotarli턬y do naszych kajut. Pod drzwiami czeka Trr'achh!

    - Kiedy bdziecie mie kocita?

    Spojrza쿮m zszokowany na Gosi. 칎 co? Byli턬y ca퀉 czas obserwowani? Gosia spojrza쿪 na Trr'ach!'a;

    - Wiesz koteczku, nawet jak bym bardzo chcia쿪 to i tak nie mog mie dzieci.
    - Spu턢i쿮m wzrok, wiesz Go턪a w razie co to by쿫ym dumny z potomka.
    - T퀅maczy쿪m Ci 풽 nic z tego!
    - Okey, okey! - Tak tylko powiedzia쿮m!


    Zjedli턬y schabowego z ziemniakami i surwk z kiszonej kapusty. Gosia zachwycona smakiem potrawy ci켫le mnie dopytywa쿪 czy jemy to w Polsce na co dzie. Ci轅ko by쿽 jej wyt퀅maczy i tego typu dania s raczej sporadycznie przyrz켨zane i spo퓓wane, poza tym trzeba je umie przyrz켨zi.

    - A Ty Artur co najbardziej lubisz?
    - Ostatnio bigos, cho w zasadzie nigdy za nim nie przepada쿮m a wrcz mia쿮m obrzydzenie.
    - Pewnego razu moja ex dziewczyna ze wsi przygotowa쿪 taki smaczny 풽 nie mog쿮m si powstrzyma i sprbowa쿮m. Od tamtego czasu bigos jest super, nawet na zimno!


    - A ten bigees to z czego si sk쿪da? Troch „przeci켫n怨a” nazw potrawy do brytyjskiej grupy rockowej o zbli퓇nym fonetycznie brzmieniu „Bee Gees”.
    - Oj, ta sama kiszona kapusta z dodatkami typu podwdzony i podsma퓇ny boczek oraz kie쿫asa. Szczeg車y zale엽 od rejonu w ktrym jest robiony. Trzeba tylko d퀅go gotowa!

    - I to jest dobre? A jak smakuje?
    - Oj Gosia, bdziemy w Polsce to na pewno sprbujesz! Zw쿪szcza jak moja mama go zrobi!

    Wrzucili턬y pozosta쿽턢i posi쿸u do recyklera. Maszyna wszystko przetwarza쿪 na daj켧e si ponownie u퓓 komponenty.

    - Gosia?
    - Uhmmm?
    - A mo풽 po drinku?
    - Chyba 풹rtujesz?! Syntezer tego nie umie!
    - Oj umie, trzeba go tylko nauczy. - Co pijesz?
    - Szkock z lodem! Nie lubi쿮m strasznie woni „ksi轅ycwki” ktry zalatywa mi od tych „markowych” alkoholi.
    - Ja tam wol czyst. Po wydaniu stosownej komendy syntezerowi, ukaza퀉 si nam dwie szklaneczki wype쿻ione trunkami.

    W tym momencie do kajuty wskoczy쿪 Dzilla. Omiot쿪 pomieszczenie i z wielkim 풹lem stwierdzi쿪;

    - Pobiegam sobie jeszcze i pozwiedzam statek! - Zakrci쿪 prgowan kit i si odali쿪.



    Gosia po wypiciu drinka znw si rozochoci쿪 i zrzuciwszy z siebie kombinezon ponownie zacz怨a robi podchody. Niestety, mimo tego 풽 mia쿮m ch唯 na ma쿮 co nieco to zmczenie oraz dawka alkoholu zrobi쿪 swoje. Zasnli턬y mocno do siebie przytuleni a Go턪a nawet przez sen ociera쿪 si swym 쿽nem o moje udo.


    **********


    Cdn...
  • #16
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********


    Powolutku wsta쿮m z koi aby nie obudzi 턯i켧ych stworze, Gosia lekko si przekrci쿪 przytulaj켧 si do kotki. - Echhh... Nimfomanka! Patrzy쿮m jak 턢iska kocie futerko. Dawno takiej jazdy nie mia쿮m, spojrza쿮m w d車 na „moje malestwo”. Nawet ci轅ka praca nanobotw nie zdo쿪쿪 ukry „zu퓓cia materia퀅”. Musz troch odpocz길 – pomy턫a쿮m.

    Cichy d펧ik komunikatora wyrwa mnie z zamy턫enia.

    - Arth'urr! - To Thr'uthh! - Przyjd펊ie do mnie!
    - Po co! Zagro풽nie ju mine쿽?
    - Tak, musimy pilnie porozmawia!

    Delikatnie poruszaj켧 nagim ramieniem Gosi usi쿽wa쿮m j obudzi, kotka ju patrzy쿪 na mnie usi퀅j켧 wyrwa si z obj唯 kobiety. W kocu odbi쿪 si od Gosi brzucha zostawiaj켧 턫ad pazurami. Go턪a momentalnie otworzy쿪 oczy i spojrza쿪 na mnie.

    - So... A ty kocie wredny! Pazurami?! Mnie?!
    - Dzilla „zamerda쿪” ogonem w kocim gniewie!
    - A co?! - My턫isz 풽 mo풽sz mnie dusi jak mojego Paciowego?! I naje퓓쿪 si do ataku.

    - Spokj dziewczyny! Jako nie u턬iecha쿽 mi si patrze na walk dwch samic.-
    - Ubieraj si Go턪a i idziemy do Thr'uthh!

    Dzilla szybko doprowadzi쿪 swoje futro do porz켨ku a Gosia po krtkiej wizycie w komorze higienicznej ju sta쿪 przede mn wpatruj켧 si swymi zielonymi oczyma. - Idziemy! Zakomenderowa쿮m i ruszyli턬y na mostek.


    Tym razem Thr'uthh! by쿪 jedynie z Thrr'achhh!'em a mostku.

    - Art'hurr! Czas nam si koczy!
    - Ale jak to?
    - Wirus ktry od jakiego czasu atakuje wasz cywilizacj zosta sztucznie stworzony przez Tur, mia za zadanie eksterminacj najs쿪bszej cz沅ci ludno턢i. Okaza si jednak mniej skuteczny jak tego oczekiwano. Dlatego wprowadzono szczepienia...
    - No co Ty? 칊rtujesz? Przecie to od jakiego nietoperza chyba?
    - Nie. Wirus ten zosta sztucznie stworzony. Naciski na szczepienia ca쿮j ziemskiej populacji maj za zadanie podnie뜻 skuteczno뜻 wirusa!
    - Ale to bez sensu! Przecie to rz켨y i r璨ni specjali턢i o tym decyduj!


    - No i w쿪턭ie dlatego nie mamy du퓇 czasu, za kilka dni w siedzibie WHO odbdzie si posiedzenie z udzia쿮m specjalistw oraz g농w pastw a tak풽 przedstawicieli firm farmaceutycznych ktre produkuj szczepionki.
    - Musicie tam si dosta i zlokalizowa Tur! Zapewne kilku z nich zarz켨za t „epidemi”!

    - Ale jak? - Potrzebne bd pieni켨ze i jaka pomoc na Ziemi!
    - Hhmm... - To Gosia odchrz켴ne쿪.
    - Tak?
    - Moja siostra jest w armii, s퀅퓓 w sztabie i zapewne by nam pomog쿪. Ma te du풽 znajomo턢i w g농wnym dowdztwie.
    - ?
    - No, s퀅퓓 w stopniu majora w sztabie dowdcy si l켨owych. Jest jego asystentk.
    - Pomo풽?
    - Na pewno!

    - No dobrze, ale jaki sprzt te bdzie potrzebny, a tak풽 pieni켨ze. Nikt przecie ot tak nie wejdzie do siedziby WHO a w zasadzie ONZ, zw쿪szcza przy takiej ochronie jaka bdzie w czasie zjazdu g농w pastw!


    Thr'uthh! Pokiwa쿪 g쿽w.

    - Rozumiem wasze w켾pliwo턢i. Niestety nasz kodeks zabrania udostpniania jakiejkolwiek broni nowym cz쿽nkom federacji galaktycznej.

    - Mog zapewni jedynie transport na ziemi, na miejscu bdziecie musieli poradzi sobie sami.


    Zastanowi쿮m si lekko; - No tak, broni nie dostaniemy, 풹dnej praktycznie pomocy ze strony Federacji i mamy sobie radzi sami... Potrzebne bd pieni켨ze, du퓇 pienidzy...

    - co z funduszami Thr'uthh!?
    - A w jakiej postaci chcecie 턳odki? - Z쿽to, diamenty czy inne cenne minera퀉?

    칊dne fundusze w kruszcach czy kamieniach szlachetnych raczej w gr nie wchodzi퀉 ze wzgldu na czas potrzebny do „up퀉nnienia” towaru. Tu wchodzi쿪 w gr tylko czysta, 퓓wa gotwka.

    - To raczej nie przejdzie, potrzebowaliby턬y du퓇 czasu na spieni轅enie. Potrzebna bdzie gotwka!
    - Hhmmm... - Znw Gosia znacz켧o odchrz켴n怨a.

    - Mam troch akcji oraz udzia농w, jakbym je spieni轅y쿪 to pewnie ze 3 – 4 miliony funtw by si nazbiera쿽...


    U턬iechn교em si szeroko, 쿪dna dziewczyna, m켨ra i bogata. Czasem ma si farta. Zastanawia쿪 mnie kwestia transportu na ziemi.



    - Thr'uthh! A co z tym transportem?
    - Dam wam prom zwiadowczy. Ma퀉, ale do tego zadania powinien wystarczy. - To mwi켧, gestem nakaza쿪 nam i뜻 za sob.

    Wyszli턬y z mostka i innym nieco szerszym i wy퓋zym korytarzem pod굻yli턬y za „kocic”. Dzilla wraz z Thrr'achhh!'em pod굻ali w pewnym oddaleniu za nami prowadz켧 koci rozmow ktr da쿽 si s퀉sze jako typowe dla kotw prychnicia i syknicia.

    Stanli턬y w kocu przed wielkimi wrotami opisanymi nieznanymi dla mnie „hieroglifami”.

    - To hangar bojowy. - Thr'uthh! Dotkn怨a d쿽ni (쿪p?) panelu dostpowego na 턢ianie tu obok wrt, a ten rozb퀉sn교 po chwili jaskrawym seledynem i wrota zacz怨y si odsuwa na boki.

    Wewn켾rz panowa쿪 ciemno뜻, po chwili gdy wrota do koca si rozsun怨y, stopniowo rozja턭iaj켧y si mrok ukaza mym oczom niebywa퀉 widok.

    Kupa 풽lastwa stoj켧a na 턳odku hangaru z wygl켨u przypomina쿪 transporter opancerzony „SKOT” z czasw PRL'u w Polsce. Cho lata temu konstrukcja tego pojazdu budzi쿪 mj podziw dla jego prostoty i funkcjonalno턢i to teraz mocno da쿪 mi do my턫enia. Fakt by nie co wikszy, pozbawione k車 napdowych podwozie oparte by쿽 na sze턢iu wygl켨aj켧ych na solidne 쿪pach. Sam kad퀅b by co najmniej dwa-trzy razy d퀅퓋zy od typowego „SKOT'a”, by rwnie znacznie szerszy i wy퓋zy. Ca쿽뜻 dope쿻ia퀉 krtkie, kilkumetrowe skrzyd쿪 stercz켧e po obu stronach pojazdu w miejscu gdzie w pierwowzorze by퀉 osie k車 napdowych.

    - Co, co to jest?!
    - Prom zwiadowczy. - Thr'uthh! Nawet nie mrugn怨a okiem.
    - Opancerzenie klasy sidmej, co znaczy 풽 wytrzymuje bezpo턳ednie trafienie g쿽wic atomow o mocy 100kt, pe쿮n kamufla czyli jest niewidoczny dla przyrz켨w optycznych a tak풽 w ograniczonym zakresie dla radarw i lidarw.

    - 즑downo뜻 oko쿽 40 ton z pe쿻 za쿽g wynosz켧 20 osb o wadze oko쿽 80 kg.
    - Napd grawitoniczny klasy trzeciej, lot w przestrzeni o szybko턢i max 0,10C, w atmosferze zale퓆ie od gsto턢i 20-30 Mach'a. Dla ziemi bezpieczna prdko뜻 to oko쿽 15-17 Mach, powy풽j poszycie zewntrzne mo풽 zbyt mocno si nagrzewa.

    - Zasilanie to izotopy wodoru i helu przechwytywane automatycznie podczas lotu w kosmosie, w przypadku planet ktre w swej atmosferze zawieraj te izotopy odbywa si to tak samo. Reaktory fuzyjne s obliczone na minimum dwie턢ie ziemskich lat pracy przy maksymalnym obci굻eniu.
    - Pow쿽ka jest biologicznym-nanosyntetykiem ktry samoczynnie regeneruje uszkodzenia. P쿪ty skrzyd쿽we zosta퀉 dodane w celu 쿪twiejszej kontroli lotu w atmosferze.


    - Broni ofensywnej niestety brak, jedynie dzia쿸a plazmowe oraz wyrzutnie grav jako bro defensywna.
    - 즣o 풽sz ty... - Zaniemwi쿮m. Maj켧 jedn tak maszynk to ka풼 ziemsk wojn w kilka dni mo퓆a by쿽by zakoczy!

    **********


    Cdn...
  • #17
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********




    Kupa 풽lastwa nazywanego promem zwiadowczym by쿪 wrcz pikna w swej brzydocie. Ciekawe co na takiego dziwol켫a powiedzieliby ziemscy konstruktorzy samolotw i promw kosmicznych? Aerodynamika zapewne le풹쿪 maksymalnie, by mo풽 niewiele si r璨ni켧 od lataj켧ej ceg퀉.

    - Chod펊ie do 턳odka! - To Thrr'achhh! wyra펝ie rozbawiony moj min otworzy boczny luk pojazdu.

    Podszed쿮m do wej턢ia i dotkn교em zewntrznego poszycia kad퀅ba. Przypomina쿽 w dotyku bardzo mikko wyprawion skr, co jakby zamsz. Pod wp퀉wem mego dotyku zmienia쿽 rwnie kolor. Gosia rwnie podesz쿪 i przesun怨a d쿽ni po kad퀅bie.

    - O! - Jakie mi쿮 w dotyku!
    - To p쿪szcz maskowania, dzia쿪 we wszystkich zakresach 턻iat쿪 widzialnego a jednocze턭ie poprzez sw w농knist struktur poch쿪nia niezbdne do pracy reaktorw fuzyjnych izotopy.

    Przekroczy쿮m prg wehiku퀅, wntrze zaskoczy쿽 mnie sw przestronno턢i. W tylnej cz沅ci na 턳odku pod쿽gi umieszczone by퀉 dwa sze턢ienne urz켨zenia od ktrych czu by쿽 bij켧e ciep쿽.

    - To reaktory fuzyjne. Thrr'achhh! ju umo턢i si w czym podobnym do kojca a co zapewne stanowi쿽 co w rodzaju fotela dla kociej rasy. Tu obok by쿽 drugie takie samo legowisko, zapewne dla Dzilli ktra obw켧hiwa쿪 nowe miejsce. Przed tymi niby-kojcami sta퀉 dwa fotele bardzo podobne do typowo lotniczych. Podnios쿮m pytaj켧e spojrzenie na Thr'uthh!

    - To dla was. Uznali턬y 풽 bdzie wam wygodniej w tych jak je nazywacie „fotelach”. Dostosowali턬y te systemy sterowania na wasze potrzeby.

    Spojrza쿮m, i faktycznie. Przed ka풼ym z foteli wida by쿽 dr굻ek a we wnce na nogi dwa peda퀉. Co jakby w samolocie.

    - Sterowanie jest takie jak w 턬ig쿽wcu przy locie atmosferycznym, w przestrzeni kosmicznej dochodzi jeszcze kilka innych elementw ale jest to 쿪twe do opanowania. Ty Art'hurr! Masz jakie do턻iadczenie w pilota퓎 턬ig쿽wcw?

    - No... Niby mam. Prawd mwi켧 o licencji pilota 턬ig쿽wca ju dawno marzy쿮m, zacz교em nawet kurs dla amatorw. W sumie za sterami spdzi쿮m jedynie kilka godzin wliczaj켧 w to kilka startw i l켨owa.
    - Chyba sobie poradz.
    - W razie problemw Thrr'achhh! podpowie co i jak. A teraz siadajcie bo za chwil start!

    Spojrzeli턬y po sobie z Gosi, co ju? Usadowi쿮m si w lewym fotelu a Gosia tu obok w prawym. Dzilla zagnie펋zi쿪 si w przewidzianym dla niej kojcu.

    - Jak to si u was na ziemi mwi? Powodzenia! Po czym wysz쿪 z pojazdu. „Kotek” co w낢czy i kokpit przed naszymi oczami rozjarzy si wy턻ietlaj켧 mnstwo danych i obraz z zewn켾rz. Z du엽 ulg zauwa퓓쿮m 풽 wszystkie informacje s prezentowane w jzyku polskim.
    - Tak bdzie pro턢iej. Ponownie co uruchomi i us퀉szeli턬y trzask zamykanego w쿪zu.
    - Start i l켨owanie na statku odbywa si automatycznie, niczym nie trzeba si przejmowa.

    Na olbrzymim wy턻ietlaczu przed sob ujrza쿮m widok otwieraj켧ych si wrt zewntrznej 턫uzy,
    by퀉 olbrzymie. Po chwili promem lekko szarpn怨o i odnios쿮m wra풽nie jakbym si unosi, po krtkim czasie uczucie ust켺i쿽. - Zaraz, Thr'uthh! co mwi쿪 o grawitacji, przypomnia쿮m sobie jej s쿽wa. Co o tym ze grawitacja jest prosta. Odwrci쿮m si i spojrza쿮m na Thrr'achhh!'a;

    - To stabilizatory grawitacyjne! - Niez퀉 bajer co? U턻iadomi쿮m sobie 풽 „kotek” nauczy si od Dzilli kilku ziemskich zwrotw i czsto je stosowa.
    - No fajne. A powiedz, ile czasu spdzili턬y na statku federacji?

    - Oko쿽 tygodnia wed퀅g ziemskiego czasu.

    Zaniemwi쿮m. Znikn怨o jakby nigdy nic dwoje ludzi i odnajd si po jakim czasie cali i zdrowi, na pewno wzbudzi to jakie podejrzenia.

    - Nie przejmujcie si, dylatacja czasu zrobi swoje. Statek kr굻y na orbicie Wenus z prdko턢i prawie dwa razy wiksz ni 턻iat쿽, mamy w zapasie oko쿽 36 godzin.
    - ?
    - Teraz bdziemy podr璨owa o wiele wolniej i dolecimy do ziemi kilka godzin po wydarzeniach jakie z niej zapamitali턢ie.

    No tak... Dylatacja czasu. Przyszed mi do g쿽wy szalony pomys, a gdyby tak pozna wyniki losowania na loterii i „polata” z prdko턢i wiksz od 턻iat쿪? Ehhh, mo풽 sprbuj. Obraz na monitorach lekko drgn교 i zaczli턬y wydostawa si w przestrze kosmiczn, Thrr'achhh! Ponownie co nacisn교 i stwierdzi;

    - Teraz mamy czas porozmawia, automatyka pokieruje promem i umie턢i go na ziemskiej orbicie.
    - O co chodzi z t grawitacj? - By쿮m bardzo ciekaw tej technologii.

    - To lustra grawitacyjne, podobnie jak zwyk쿮 odbijaj promieniowanie 턻ietlne tak te odbijaj grawitacj.

    - A jak to wygl켨a w praktyce?
    - Samo lustro to bardzo cienka p퀉ta ze stopu cyrkonu, palladu i plutonu, po przy쿽풽niu do przeciwleg퀉ch krawdzi p퀉ty pr켨u o odpowiednim nat轅eniu i czstotliwo턢i zaczyna odbija grawitacj zale퓆ie od przy쿽퓇nej mocy. Ustawiaj켧 p퀉t pod odpowiednim k켾em mo퓆a sterowa kierunkiem odbicia grawitacji. Takie rozwi콄anie u퓓wane by쿽 w pierwszych tego typu napdach grav, teraz stosuje si wiele takich p퀉t bd켧ych jednocze턭ie poszyciem kad퀅ba i elementami konstrukcyjnymi pojazdu. Odpowiednie oprogramowanie steruje dostarczan to poszczeglnych p퀉t moc co zapewnia bezpieczestwo za쿽gi pojazdu oraz zapewnia kontrol nad trajektori ruchu.

    - Uhhmm...

    Technologia wydawa쿪 si bardzo prosta, jednak uzyskanie tego typu stopw mo퓄iwe by쿽 tylko w stanie niewa퓃o턢i. Co prawda od lat przeprowadzano badania nad nowymi materia쿪mi np. na Midzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) ale jak dot켨 nie uda쿽 si uzyska wynikw umo퓄iwiaj켧ych produkcj na wiksz skal. Prbki stopw otrzymywali naukowcy do pastwienia si nad nimi i poznania ich w쿪턢iwo턢i.

    - Ju nied퀅go bdziemy na orbicie ziemi! - Thrr'achhh! wyra펝ie powesela.


    Spojrza쿮m na monitor, ju by쿽 wida niewielk b녠kitn kropk ktra z ka풼 chwil si powiksza쿪. Dot켨 nie by쿮m 턻iadom tego jaka ziemia z kosmosu jest pikna, kilka fotografii zrobionych z pok쿪du ISS czy wahad쿽wcw NASA widzia쿮m, jednak rzeczywisto뜻 by쿪 o wiele lepsza. Byli턬y ju na tyle blisko 풽 mo퓆a by쿽 rozpozna zarysy kontynentw, widoczna linia terminatora wyra펝ie oznacza쿪 strefy czasowe. Wielkie kobierce chmur pokrywa퀉 obszar nad Polsk.

    - Gdzie l켨ujemy?
    - Gosia?
    - Tttak?
    - Gdzie mieszkasz?
    - W domu po ciotce, na odludziu.
    - Jest gdzie schowa prom?
    - Tak, jest du풹 szopa. - U mnie nie by쿽 gdzie, gsta zabudowa i mnstwo s켽iadw.


    Nadlatywali턬y od wschodu, tu mnie zastanawia쿽 jak automatyka poradzi sobie z wej턢iem w atmosfer planety. Niew쿪턢iwy k켾 podej턢ia oraz prdko뜻 mog퀉 skutkowa „odbiciem” si od grnych warstw atmosfery. „Kotek” spojrza na mnie wymownie;

    - Nie martw si Art'hurr! Automatyka wyhamuje prom i pod odpowiednim k켾em wejdziemy w atmosfer ziemi.
    - Ul퓓쿽 mi! - Nie ma to jak sp쿽n길 w atmosferze w쿪snej planety.

    - Nic si nie stanie!

    Cho deceleracja nie by쿪 wewn켾rz promu wcale wyczuwalna to na monitorach zewntrznych wida by쿽 rozgrzewaj켧e si do bia쿽턢i poszycie promu. Skutki tarcia przy prdko턢iach sigaj켧ych dziesi켾ek i setek tysicy km/h skutecznie blokowa퀉 rozwj pojazdw kosmicznych na ziemi.





    Baza NATO Ramstein Niemcy



    Operator radaru meteorologicznego Steve Wang prawie zasypia przy pulpicie, noc spdzona u dziewczyny i solidna dawka alkoholu robi퀉 swoje. 칊dnych anomalii pogodowych nie zapowiadano wic g쿽턭o brzmi켧y sygna ostrzegawczy z konsoli obudzi go z drzemki. Spojrza na monitor radaru dopplerowskiego i zamar. Od wschodu, znad Ukrainy przemieszcza쿪 si bardzo szybko chmura burzowa. By쿽 jednak co dziwnego w tej chmurze, porusza쿪 si zbyt szybko jak na tego rodzaju zjawisko pogodowe. To chyba jaki samolot b켨 rakieta, podejrzenia mia퀉 racjonalne poparcie, zw쿪szcza wobec narastaj켧ego konfliktu Rosji z Ukrain.

    - Hej! - Johnny! - Krzykn교 do siedz켧ego kilka metrw dalej operatora radaru wojskowego.
    - Co jest?
    - Spjrz na wschd, znad Ukrainy. Co leci?

    Johnny przerzuci obrazy na monitorach.

    - Niee... Czekaj chwil. - Na podczerwieni co jest!
    - To nie chmura! Za du풹 prdko뜻!
    - Ile?
    - Podd펧ikowa, jakie 800 km/h!
    - Rakieta? - Samolot?

    - Nie wiem! Alarm! - Wcisn교 czerwony przycisk, nast켺i쿽 automatyczne przekazanie parametrw i trajektorii lotu do dy퓎rnej pary my턫iwcw F16 i jednoczesne powiadomienie dowdztwa.
    - Koniec spokoju!


    **********
  • #19
    Olkus
    Level 28  
    Te czekam, ale niestety "cisza w temacie" :(

    Pozdrawiam,
    A.
  • #21
    Olkus
    Level 28  
    ArturAVS wrote:
    Mam ju prawie gotowy kolejny fragment, jutro postaram si doda.


    A wic czekamy :)

    Pozdrawiam,
    A.
  • #23
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********



    Piloci dy퓎rnej pary my턫iwcw F16D nale엽cy do NRF* ktre stacjonowa퀉 w Ramstein siedzieli w mesie oficerskiej i popijaj켧 lurowat przydzia쿽w kaw grali w pokera. My턫iwce zatankowane i maksymalnie uzbrojone czeka퀉 na p퀉cie lotniska w gotowo턢i do startu.

    - Poker! - Kapitan pilot John Devalt rzuci karty na st車 z u턬iechem. - Znw przegra쿮

    Siedz켧y naprzeciwko porucznik pilot Jerry Theodore Joseph przez znajomy nazywany „T.J.” pokrci zrezygnowany g쿽w;


    - Gra z panem kapitanem to ju nie hazard a czysta pora퓃a, osiemnaste rozdanie ktre dzi pan wygra.
    - Id do kibelka, stanowczo za du퓇 kawy dzisiaj. - Devalt wsta od od sto퀅. Zanim jeszcze zrobi kilka krokw w kierunku ubikacji rozleg쿽 si przeci켫쿮 wycie alarmu. Stan교 gwa퀃ownie z jedn nog w powietrzu i niedowierzaj켧ym wzrokiem spojrza na TJ.

    - Co jest kurwa? Wojna?!
    - Le raz dwa do kibla, ja biegn na pas startowy! - TJ z쿪pa le엽cy na s켽iednim krze턫e he쿺 i wybieg.


    Gdy dotar do swego my턫iwca, ekipa naziemna ju zd굻y쿪 uruchomi silniki w obu maszynach. Gdyby nie utrzymywanie w gotowo턢i startowej przez agregaty lotniskowe, uruchomienie systemw kontroli lotu oraz uzbrojenia i silnikw nie by쿽by mo퓄iwe w tak krtkim czasie. Kiedy wchodzi po drabince do kokpitu zobaczy biegn켧ego do swojej maszyny Devalt'a. Kapitan w biegu dopina klamry kombinezonu anty-przeci굻eniowego. Po chwili ju siedzia w swoim kokpicie i po krtkim spojrzeniu na przyrz켨y wysun교 d쿽 z uniesionym kciukiem. TJ pomacha g쿽w i powtrzy gest w stron kapitana. Czule pog쿪dzi stery a w my턫ach powiedzia; - Dzi sobie polatamy kochanieki!

    Obs퀅ga naziemna ju koczy쿪 zwija kable 낢cz켧e my턫iwce z agregatami lotniskowymi i czeka쿪 na sygna aby wyj길 spod k車 maszyn kliny.

    - Bravo 1, gotowy? - Us퀉sza w s퀅chawkach he쿺u. - Gotowy! - Potwierdzi.
    - Alfa 1, gotowy? - Gotowy! - Kapitan rwnie potwierdzi.

    - Start za 30 sekund, kierunek wschd. Maksymalna podd펧ikowa, szczeg車y na linku!
    - Alfa 1, potwierdzam!
    - Bravo 1, potwierdzam!

    Na dany przez kapitana znak obs퀅ga naziemna wyrwa쿪 kliny blokuj켧e ko쿪. Popchn교 lekko d펧igni przepustnicy i odczu znajome wibracje pot轅nego silnika Pratt & Whitney F-100-PW-220. Potwr budzi si do 퓓cia. Nakierowa nos my턫iwca na koniec pasa startowego, po prawej stronie identyczny manewr zrobi쿪 maszyna kapitana. Tak zwany start w tandemie by praktykowany tylko nag퀉ch sytuacjach gdy ze wzgldu na blisko뜻 startuj켧ych maszyn 쿪two by o wypadki. Znali si z kapitanem od dawna i wsplnie wykonali ju kilkaset takich startw.

    - Bravo, take off! - Odruchowo pchn교 przepustnic na 3/4 mocy i poczu pot轅ne kopnicie w plecy. Maszyna b퀉skawicznie nabiera쿪 szybko턢i, poci켫n교 dr굻ek ostro do siebie. My턫iwiec prawie stan교 dba na ogonie. Kapitan opieprza go za ka풼ym razem gdy tak gwa퀃ownie startowa cho zmniejsza쿽 to ryzyko zderzenia z s켽iedni maszyn tu po starcie. TJ uwielbia to uczucie wgniatania w fotel chocia bez kombinezonu przeciw-przeci굻eniowemu ba쿫y si wykona taki manewr.

    - Bravo 1, w powietrzu!
    - Alfa 1, w powietrzu! TJ znw nie mog쿮 si powstrzyma co ?! - G쿽s kapitana nieco ostudzi jego gwa퀃owno뜻.
    - Przepraszam John.
    - Po powrocie czeka nas powa퓆a rozmowa!



    Przestrze powietrzna nad Polsk.

    - Thrr'achhh! - Korci쿽 mnie niezmiernie sterowanie w쿪snorczne tego „lataj켧ego cudu techniki”.
    - Tak?
    - Mog go pilotowa?
    - Oczywi턢ie, po to dostosowali턬y uk쿪dy sterowania.
    - A jak co spieprz i si rozbijemy? - Wiesz 풽 dawno nawet 턬ig쿽wcem nie lata쿮m!
    - Och spokojnie! Pok쿪dowa automatyka do tego nie dopu턢i, jest to tak jak by턢ie j nazwali Sztuczna Inteligencja. Nie pozwoli rozbi ani uszkodzi promu, czyli siebie. Jest integraln cz沅ci pojazdu cho w sytuacjach zagro풽nia musi przede wszystkim chroni dowdc i pasa풽rw.
    - Taak?!
    - Tak.
    - A jak si ta SI nazywa?
    - Nie ma imienia, my sztucznym inteligencjom nie nadajemy imion.
    - A je턫i bd chcia aby wykona쿪 jakie obliczenia czy symulacje manewrw to jak mam si do niej zwraca?
    - Zawo쿪j j przez neuroprzeka펝ik!

    - SI? - S퀉szysz mnie?
    - Oczywi턢ie Art'hurr! - Aksamitny kobiecy g쿽s rozleg si nie tylko w mojej g쿽wie, ale tak풽 w kabinie!
    - G쿽s mo퓆a zmieni je턫i wam nie odpowiada. - „Kotek” spojrza na siedz켧 w fotelu obok Go턪.
    - Dla mnie mo풽 by, a ty Gosiu jak my턫isz?
    Zaspanymi oczyma spojrza쿪 na nas. - Wola쿪bym msk tonacj.
    - Nie widz problemu. - SI odezwa쿪 si niskim aksamitnie brzmi켧ym barytonem.
    - O! - Tak ju lepiej. Gosia chyba ca쿸owicie si rozbudzi쿪.

    - A ja ci nazwa SI?
    - Dla mnie jest to ca쿸owicie obojtne, mam wykonywa wasze polecenia i dba o bezpieczestwo!

    - Nasze polecenia?! - Pewnie mia쿮m tak g퀅pi min 풽 Go턪a nie mog쿪 si powstrzyma od 턬iechu.
    - Tak, wasze. To znaczy Twoje Art'hurr! i Mgr'ittt!
    - To znaczy?!
    - Art'hurr! jeste dowdc tej jednostki a Mgr'ittt! Twoim zastpc. Tak zosta쿽 to ustalone. Thrr'achhh! Pe쿻i funkcj obserwatora i doradcy.
    - Oooo!


    - SI, czyli wykonujesz moje i Gosi polecenia?
    - Tak.

    - W takim razie pierwsze polecenie! - Od teraz nazywasz nas Artur i Gosia!
    - Polecenie przyjte.

    - A mo풽 nadamy jej imi? - Ca쿸owicie ju rozbudzona Gosia przeci켫n怨a si na fotelu.
    - Mskie?
    - No oczywi턢ie!

    Przysz쿽 mi na my턫 aby nazwa SI imieniem nie퓓j켧ego ju m轅a Gosi ale z drugiej strony mog쿽by to by dla niej zbyt bolesnym przypomnieniem przesz쿽턢i.

    - To mo풽 Czarek, Czaru, Czaromir? - Przypomnia쿮m sobie potomka Dzilli.
    - O tak! - Mo풽 by. - Gosia klasn怨a w d쿽nie, to takie Polskie imi.
    - Tak w zasadzie to Cezary, jak Cezary Pazura jeden z polskich aktorw. - SI, od teraz wszystkie wymienione dotycz ciebie!
    - Polecenie przyjte.



    - Czarek! Sterowanie rczne!
    - Przekazuj!

    - Artur, wiesz co robisz? - Gosia niespokojnie si krci쿪 w fotelu.
    - Nie, ale sprbuj. - Wyszczerzy쿮m zby i przej교em stery.

    - Czarek pilnuj abym krzywdy nam nie zrobi!
    - Przyj교em.







    Alfa 1, Bravo 1, my턫iwce F16D NRF* nad Niemcami wschodnimi.

    - Bravo 1 masz co na radarze?
    - Nie.
    - U mnie to samo. - Kapitan jako dowdca grupy przechwytuj켧ej porwnywa wskazania radarw z obu my턫iwcw.
    - TJ, prze낢cz na podczerwie!
    - Prze낢czam.

    - Alfa 1! - Widz jakby rozgrzan chmur przed nami, na radarze nic nie ma i to samo na widzialnej!
    - Prdko뜻?
    - Oko쿽 0,7 Macha!


    - Skanuj radarem jeszcze raz!



    Prom zwiadowczy, przestrze powietrzna nad Niemcami.

    - Artur, dwa pojazdy powietrzne skanuj pojazd wi콄k radarow!
    - Odleg쿽뜻?
    - 130 kilometrw.
    - Prdko뜻?
    - 940km/h.
    - Widz nas na radarze?

    - Nie powinni, chyba 풽 dysponuj inn technologi ale to ma쿽 prawdopodobne.
    - Czaru, jaki kurs?

    - Na przechwycenie.
    Czyli widz nas na przyrz켨ach. - Jakim sposobem skoro jeste턬y niewidzialni dla radarw i lidarw? - No jasne, podczerwie! Wchodz켧 w atmosfer poszycie kad퀅ba rozgrza쿽 si do kilku tysicy stopni celsjusza emituj켧 promieniowanie podczerwone.
    - Dobrze, poczekamy na nich.

    쫈i켫n교em dr굻ek do siebie pozostawiaj켧 d펧igni z boku fotela na tej samej pozycji, mimo tak gwa퀃ownego hamowania nie odczu쿮m 풹dnych przeci굻e. Prom po prostu stan교 w „zawisie” na wysoko턢i 12000 metrw. Dla pilotw my턫iwcw musia to by szok. 칊den statek powietrzny na ziemi nie potrafi zrobi takiego manewru.


    - Czarek jak 낢czno턢i dysponujemy?
    - Nie mo풽sz... - „Kotek” zabra g쿽s.
    -Mog! Jestem dowdc!
    - Czarek?
    - 1czno뜻 w dowolnym pa턬ie, analogowa lub cyfrowa. Ka풼e ziemskie szyfrowanie mog w nieca낢 sekund z쿪ma.
    - Nadaj na 121,5 MHz z modulacj AM, - „Odpu뜻cie, nie stanowimy zagro풽nia”. Nas퀅chuj na tej czstotliwo턢i odpowiedzi.




    **********



    *) NRF - NATO Response Force
  • #25
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********


    Przestrze powietrzna.



    T.J. patrzy w os퀅pieniu na wy턻ietlacz radaru pok쿪dowego. - To niemo퓄iwe! - 칊den pojazd poruszaj켧y si z tak prdko턢i nie mg raptownie stan길 w miejscu! Na쿽퓇ny na ekran z radaru obraz termowizyjny pokazywa przebijaj켧 podczerwieni chmur.

    - Bravo 2, widzisz to samo co ja?! - W g쿽sie kapitana rwnie da쿽 si odczu zdumienie.
    - Bravo 1 potwierdzam! - Co robimy?
    - Odleg쿽뜻?
    - 50 km!
    - Sprbujemy przechwyci i zmusi do l켨owania!

    A to co znowu? - Pomy턫a, ws퀅chuj켧 si w g쿽s p퀉n켧y z cywilnej radiostacji ustawionej standardowo na kanale alarmowym;

    - „Odpu뜻cie, nie stanowimy zagro풽nia”.


    G쿽s brzmia troch mechanicznie, jakby komputerowo. Po chwili rozleg si ponownie.

    - Bravo 1, s퀉szysz wywo쿪nie na cywilu? - Tak nazywali w swym lotniczym 풹rgonie komunikacj w cywilnym pa턬ie.
    - S퀉sz!
    - Co robimy?
    - Nadaj standardow formu녠 o przechwyceniu i ewentualnym ostrzale ostrzegawczym. Mamy zgod na u퓓cie broni!

    Kapitan jak to mia w swym zwyczaju, zrzuca wszystkie powa퓆iejsze zadania na swego podkomendnego.

    - Do niezidentyfikowanego statku powietrznego! Zidentyfikuj si, w낢cz transponder! Pod굻aj za nami do najbli퓋zego lotniska! W razie niewykonania polece u퓓jemy broni!


    Prom zwiadowczy.


    - „Do niezidentyfikowanego statku powietrznego! Zidentyfikuj si, w낢cz transponder! Pod굻aj za nami do najbli퓋zego lotniska! W razie niewykonania polece u퓓jemy broni!”
    - Czaru to do nas?
    - Tak.
    - Cholera! Ostro id! - Maj mo퓄iwo뜻 co nam zrobi?
    - Raczej nie. Chyba 풽 dysponuj jak굡 nietypow technologi.

    Spojrza쿮m z wyrzutem na Thrr'achhh!'a.
    - Tak samo jak mieli턬y by niewykrywalni?
    - Nooo... Termowizji nie brali턬y pod uwag przy budowie promu...
    - Co!
    - Zosta zbudowany specjalnie dla was na potrzeby tej misji!

    O rzesz w mord, pomy턫a쿮m. Jak trzeba dysponowa technologi aby w tak krtkim czasie zbudowa tak maszyn? A strach pomy턫e co jeszcze Federacja potrafi zrobi.

    - Ziemskie pojazdy s ju bardzo blisko! - Czaru czuwa swymi systemami nad sytuacj.
    - Ile?
    - 10 km. Min nas z prdko턢i oko쿽 800 km/h.


    Tu wychodzi쿪 na pierwszy plan przewaga promu nad my턫iwcami. Prom nie musi porusza si aby utrzyma w powietrzu, a my턫iwce tak. Nie mog퀉 zwolni za bardzo gdy grozi쿽 to przeci켫niciem i utrat si퀉 no턭ej, a w takim przypadku samolot spada jak kamie. Niewielu pilotom uda쿽 si uj뜻 z 퓓ciem z takiej sytuacji.


    - Czaru, daj mi 낢czno뜻 z my턫iwcami.

    Nie by쿮m pewny jak zacz길 rozmow, wszak ja ziemianin (czy jeszcze na pewno?) steruj켧y pojazdem kosmicznym nie z tego 턻iata wywo쿪m tym wiksz ch唯 na przechwycenie promu. Nie chcia쿮m jednak by podczas naszych manewrw co sta쿽 si pilotom my턫iwcw. Wykonuj tylko swoje obowi콄ki.

    - Czaru, nadawaj!


    Przestrze powietrzna.


    T.J. ws퀅chiwa si w g쿽s p퀉n켧y ze s퀅chawek jego he쿺u, tym razem by przekonany 풽 mwi cz쿽wiek cho z bardzo silnym wschodnioeuropejskim akcentem;

    - Prosz, panowie odpu뜻cie ten po턢ig i przechwycenie. - Ja te mam swoj misj do wykonania.
    - Nie stanowimy 풹dnego zagro풽nia!

    Zastanawiaj켧 si co zrobi, T.J. przenis spojrzenie w bok. Tu obok przelecia kapitan z uruchomionymi hamulcami aerodynamicznymi.

    - Bravo 2, hamuj i trzymaj si jak najbli풽j obiektu!
    - Przyj교em Bravo 1!

    Zwolni przepustnic i poci켫n교 d펧igni hamulca, gwa퀃owna decceleracja rzuci쿪 go na kokpit.
    F16 mg si jeszcze utrzyma w powietrzu przy oko쿽 230 km/h, poni풽j tej prdko턢i nawet przy pomocy bardzo rozbudowanej awioniki by w zasadzie spadaj켧ym kawa쿸iem metalu. Zdaj켧 sobie z tego spraw T.J. popchn교 nieco przepustnic i cofn교 hamulec.

    - Brawo 2! semka!

    semk nazywali naprzemienne okr굻anie przechwytywanego obiektu przez dwa my턫iwce.

    - Bravo 1! - Przyj교em!

    - „Do niezidentyfikowanego statku powietrznego! Zidentyfikuj si, w낢cz transponder! Pod굻aj za nami do najbli퓋zego lotniska! W razie niewykonania polece u퓓jemy broni!”


    Tym razem to kapitan nada 엽danie do przechwytywanego obiektu. - Cho raz zrobi co sam. U턬iechn교 si w my턫ach T.J.

    - Panowie!, nie mamy czasu! - Obiekt znw si odezwa, po czym ruszy gwa퀃ownie przy턯ieszaj켧.

    - Bravo 2! Za nim!



    Prom zwiadowczy.


    - Czaru! Ruszamy!



    Przestrze powietrzna.


    - Bravo 1, obiekt przy턯iesza!
    - Bravo 2, prdko뜻?

    - Mach 1,4!
    - W낢cz dopalacz i za nim!

    Cho F-16 by cudem techniki wojskowej, to przy du퓓ch prdko턢iach oraz w낢czonym dopalaczu poch쿪nia ogromne ilo턢i paliwa. T.J. patrzy z niepokojem na wska펝ik paliwa oraz szybko턢iomierz. - Mach 1,6, Mach 1,8, Mach 2,0. Tu koczy퀉 si mo퓄iwo턢i my턫iwca. Wskazwka zapasu paliwa opada쿪 w zatrwa풹j켧ym tempie.

    - Bravo 1 zabraknie nam paliwa!
    - Damy rad!
    - Mach 5! - Co to kurwa jest?!


    Prom zwiadowczy.




    Mo풽 ju im wystarczy, spojrza쿮m na map. W nieca낢 minut przelecieli턬y nad Niemcami, Belgi oraz fragmentem Francji. Mach 5, nie jest 펚e. Po krtkiej chwili my턫iwce nas dogoni퀉. Tu ju by쿮m prawie pewny 풽 w zasadzie lec na oparach paliwa. Poniewa Czaru ca퀉 czas nas퀅chiwa rozmw pomidzy pilotami, postanowi쿮m ponownie z nimi porozmawia.


    - Czaru! - Daj ponownie 낢czno뜻.
    - Ju.
    - Grupa Bravo, odpu턢ie!

    - L켨uj albo zostaniecie ostrzelani! - To Bravo 1 si odezwa.
    - Koczy si wam paliwo, wic mo풽cie wyl켨owa w kanale La Manche.



    Przestrze powietrzna.




    - Bravo 2, seria ostrzegawcza!
    - Potwierdzam!

    T.J. prze낢czy system kierowania ogniem na pok쿪dowe dzia쿸o M61 Vulcan, po쿽퓓 palec na spu턢ie i lekko nacisn교. Trzydziesto-nabojowa seria pociskw po rozpdzeniu do prdko턢i operacyjnej wielu luf rzygn怨a strumieniem pociskw kaliber 20mm w stron widniej켧ej na ekranie radaru chmury.


    Prom zwiadowczy.



    - Krr.. trrr.. hhhii. - Czaru wyda dziwne d펧iki.
    - Co jest Czaru?
    - Nic nic, po쿪skotali mnie. - U턻iadomi쿮m sobie i wcze턭iejsze d펧iki to co w rodzaju 턬iechu SI.


    - Ostrzelali nas?!
    - Tak. Kaliber 20mm.

    Pchn교em do koca dr굻ek, tak aby wysz쿪 쿪dna ptla w powietrzu. Czaru chyba wyczu co mam na my턫i i wspomg mnie swym sterowaniem. Dla pilotw my턫iwcw musia to by szok. Ruszaj켧y z miejsca pojazd, w kilka sekund uzyskuj켧y Mach 15 i robi켧y ptl? Przy schodzeniu, wywin교em jeszcze ca쿸iem udan beczk. Tu jednak nie wzi교em pod uwag blisko턢i jednego z my턫iwcw. Soniczna fala uderzeniowa pot轅nie nim rzuci쿪 w powietrzu.


    Przestrze powietrzna.


    T.J. poczu jakby pot轅ny ko kopn교 jego maszyn. Obiekt na radarze ruszy z prdko턢i ponad Mach 10 i zrobi w powietrzu ptl oraz beczk. Po chwili zda sobie spraw z tego i to fala d펧ikowa rzuci쿪 jego my턫iwcem jakby by pi쿸 na wodzie.


    **********
  • #26
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********


    Po krtkiej chwili zacz怨y wy alarmy, kokpit rozb퀉s czerwonymi kontrolkami sygnalizuj켧 r璨ne awarie. Spojrza za siebie, - O Bo풽! - Brakowa쿽 fragmentu statecznika pionowego! Przenis spojrzenie na panel kontroli silnika. Obroty pot轅nej turbiny gwa퀃ownie spada퀉 i po chwili ros퀉 przekraczaj켧 bezpieczne maksimum. - Pompa! U턻iadomiwszy sobie powag sytuacji w jakiej si znalaz cofn교 przepustnic do obrotw ja쿽wych. G쿽턭y huk uzmys쿽wi mu 풽 zrobi to za p撰no. Poczu uderzenie w fotel. Zaburzenia przep퀉wu powietrza spowodowa쿽 cofnicie si mieszanki do spr轅arki wstpnej i niekontrolowan prac silnika co spowodowa쿽 rozerwanie turbiny przez wibracje i si녠 od턳odkow. - Mam przesrane! - Pomy턫a.

    - Bravo 2! - Co z tob T.J?
    - Poszed silnik i statecznik pionowy!
    - Dasz rad?
    - Sprbuj!

    W ci켫u kilku sekund my턫iwiec spad na 10000 m, w dole widzia wody kana퀅 La Manche. Co gorsza, zapowiada쿽 si 풽 nie uda mu si wyrwna lotu i samolot wpadnie w p쿪ski korkoci켫.
    Przy niepracuj켧ym silniku stery dzia쿪퀉 bardzo opornie, uda쿽 mu si nieco zmniejszy prdko뜻 spadania i zaczyna mie nadziej 풽 zd굻y si katapultowa poni풽j 3000m gdzie bdzie mg oddycha bez maski tlenowej.


    - Bravo 2, katapultuj si!
    - Za wysoko!
    - Wpad쿮 w p쿪ski korkoci켫!
    - Dam rad!

    Patrzy na altimetr, 6000, 5500, 5000. Przez d퀅gie sekundy wpatrywa si w tarcz przyrz켨u, przy 4000 metrw mg ju odstrzeli pleksiglasow os쿽n kokpitu. Poci켫n zdecydowanym ruchem d펧igni i przy wtrze detonuj켧ych 쿪dunkw os쿽na polecia쿪 w dal. 3500, 3000. Szarpn교 d펧igni katapultowania i, i nic si nie sta쿽. Mimo zimna poczu pot na czole. - Ju po mnie!

    - Katapultuj si! - Zniecierpliwiony g쿽s kapitana odezwa si w s퀅chawkach.
    - Nie mog! - Pewnie rozpadaj켧a si turbina co uszkodzi쿪!

    - Czekaj! - Ten obiekt si zbli풹!
    - Co?!

    Si쿪 od턳odkowa przycisn怨a go do boku kokpitu, k켾em oka ujrza tarcz altimetru wskazuj켧ego nieca쿮 1000 metrw wysoko턢i. Zaczyna ju widzie mroczki przed oczyma.

    - T.J. oznacz pozycj i wrc, nie mam ju paliwa!




    Prom zwiadowczy.


    - Jeden z pojazdw ma k쿽poty! - Czarek czuwa ca퀉 czas.
    - Nic mu nie bdzie, katapultuje si.
    - Z us퀉szanej rozmowy wnioskuj i jest to niemo퓄iwe. Wyst켺i쿪 jaka awaria.
    - O w mord! - Mo풽my mu jako pomc? Nie chcia쿮m aby w nastpstwie moich popisw kto zgin교.

    - Mam na pok쿪dzie generator pola 턢i켫aj켧ego i w teorii mo풽my unie뜻 ci轅ar kikaset razy przekraczaj켧y nasz w쿪sn mas. Wymaga to jednak precyzyjnego manewru ze wzgldu na szybko뜻 spadania samolotu.
    - Czaru, zdaj si na Ciebie!
    - Pilot mo풽 dozna niewielkich obra풽 ale bdzie 퓓.
    - Wykona!

    Przestrze powietrzna.


    Devalt patrzy jak my턫iwiec T.J.'a zbli풹 si do wd kana퀅, 300 – 400 metrw? Nagle nad nim ujrza jakby roziskrzon p쿪tkami 턭iegu chmur, obiekt z niesamowit prdko턢i spada na my턫iwiec. Kilkana턢ie metrw nad wod samolot zatrzyma si jakby po낢czywszy z iskrz켧ym obiektem, woda pod samolotem zawrza쿪 i opad쿪 jakby kto wyj교 korek w dnie kana퀅 La Manche. W mgnieniu oka zagadkowa chmura unios쿪 si pionowo w powietrze, a w 턫ad za ni wytrysn교 z morza pot轅ny gejzer wody przypominaj켧y wybuch niewielkiej bomby atomowej. Po chwili jedynym 턫adem tych zdarze by쿪 plama spienionej wody w miejscu gdzie my턫iwiec uderzy쿫y w wod. - 칎gnaj T.J.


    Prom zwiadowczy.



    - I jak Czaru? - Uda쿽 si?
    - Tak. Pilot 퓓je. Odczuwam funkcje jego organizmu.
    - Uff. - Co z nim teraz zrobimy?

    - Sugeruj transport na najbli퓋zy l켨.
    - Czyli gdzie?
    - Kilka lotnisk jest blisko lecz ze wzgldu na wielko뜻 raczej odpadaj, jest jedno stare z czasw wojny niedaleko Brighton.

    - O! - Gosia poderwa쿪 si z fotela. - To ju bdzie blisko do mnie.



    Falmer nieopodal Brighton, p車nocna Anglia.


    Troy O'Malley spojrza na 턻ie퓇 skoszon muraw lotniska, emerytowany pilot RAFu z drugiej wojny 턻iatowej pamita czasy gdy startowa퀉 st켨 bombowce na Berlin. Mimo swego podesz쿮go wieku trzyma si ca쿸iem dobrze i cieszy si i mo풽 pomc w utrzymaniu zabytkowego obiektu. Obiekt cho od lat nie s퀅퓓 celom wojskowym to czsto by wykorzystywany w celach szkoleniowych lub jako tymczasowy parking dla samolotw rolniczych robi켧ych opryski okolicznych pl.

    Troy skoczy czy턢i kosiark i po wprowadzeniu jej do niewielkiej szopki pe쿻i켧ej rol magazynu ogrodnika usiad i sign콁szy do stoj켧ej obok lodwki wyj교 ch쿽dne piwo. Kapsel z cichym brzkiem trafi idealnie do kosza. Upiwszy 퀉k ch쿽dnego Guinessa przekrci g쿽w i zacz교 nas퀅chiwa. Co jakby niski pomruk silnika, po chwili d펧ik przybra posta bardziej buczenia. Wyszed przed budynek i rozejrza si, w oddali ujrza jaki ciemniejszy kszta퀃 wyra펝ie odcinaj켧y si na tle b녠kitu nieba. Obiekt szybko si zbli풹, jednak by ca쿸owicie nieruchomy.
    Po chwili obiekt znalaz si ju nad 턻ie퓇 skoszon muraw lotniska. Przyjrza si dok쿪dnie, tak jakby F16. Brakowa쿽 os쿽ny kokpitu oraz statecznika pionowego, spd maszyny by mocno poszarpany jakby co rozerwa쿽 silnik. Podwozie rwnie by쿽 schowane.

    Samolot zatrzyma si oko쿽 50 metrw od niego i p퀉nnym ruchem opad na traw, nad nim, widoczna przez chwil ukaza쿪 si jakby mg쿪. - Mo풽 to jaki nowy model? - Zada sobie w my턫ach pytanie.

    Podszed do samolotu i spojrza do wntrza kokpitu, cz쿽wiek siedz켧y za sterami oddycha.
    Spojrza na he쿺, T.J.


    **********
  • #27
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********


    Rozdzia 3


    Pocahontas



    Po zostawieniu my턫iwca na zabytkowym lotnisku zawrcili턬y i lec켧 wzd퀅 angielskiego wybrze풹 kana퀅 pod굻ali턬y na zachd. Obserwowa쿮m z wysoko턢i, za Chichester odbili턬y na p車noc w kierunku parku narodowego South Downs. Wed퀅g instrukcji ktrymi Gosia kierowa쿪 Czarka, zrozumia쿮m 풽 mieszka na obrze풹ch parku.

    - Gosia, daleko jeszcze?
    - Jeszcze troch, z gry troch ci轅ko zobaczy.


    Na kocu w켽kiej polnej drogi, otoczony gstymi drzewami zacz교 prze턻itywa ja턭iejszy budynek. Czaru obni퓓 lot i utrzymywa prom kilka metrw nad ziemi. Dom by stary, bardzo stary. Wysokie kamienne fundamenty oraz betonowa dachwka pog녠bia퀉 wra풽nie wieku budynku, wyblaknita drewniana elewacja sprawia쿪 i ca쿽뜻 sprawia쿪 ponure wra풽nie. Na oko쿽 budynku ros쿽 du퓇 dbw i klonw, s켨z켧 po ich wielko턢i by퀉 rwnie wiekowe. Nieopodal domu rwnie skryta pod koronami drzew sta쿪 drewniana szopa, wok車 siedliska ros퀉 jakby celowo obsadzone niewielkie krzaki ktra mia퀉 zapewne by 퓓wop쿽tem. Za domem na kilku niewielkich i do뜻 szeroko rozstawionych grz켨kach zaczyna퀉 kie쿸owa jakie ro턫iny. Pomy턫a쿮m 풽 Gosia specjalnie w taki sposb uformowa쿪 swj ogrdek aby 쿪twiej by쿽 nim si zaj길 poruszaj켧 si na wzku inwalidzkim.


    - Czaru wyl켨uj, wyjd i otworze drzwi szopy.

    Prom mikko osiad na ziemi, z lekkim sykiem otworzy퀉 si drzwi i owia쿽 nas rze턪ie wilgotne powietrze. Po kilkugodzinnym locie z rado턢i wyskoczy쿮m z promu.

    - Czarek wy낢cz maskowanie!

    Powietrze przede mn zadr풹쿽 jakby by쿽 rozgrzane i po chwili ujrza쿮m prom. Spojrza쿮m na szop, Gosia gramoli쿪 si powoli.

    - Oj chyba si nie zmie턢i!
    - Si popie턢i to si zmie턢i! - Go턢e znw zapali퀉 si iskierki w oczach. Pobieg쿪 z u턬iechem i poci켫n怨a jedno ze skrzyde drzwi szopy.
    - Co si gapisz! - Chod i pom璨!

    Podbieg쿮m i szarpn교em, uhhh to nie by퀉 drzwi a raczej wrota. Ka풼e mia쿽 jaki cztery metry szeroko턢i i tyle samo wysoko턢i. Po chwili tymczasowy hangar dla Czarka sta otworem. Wewn켾rz sta stary poobijany Land Rover, chyba w wersji LWB. Naklejka na tylnej szybie g쿽si쿪 i jest to auta dla niepe쿻osprawnych. Po chwili Gosia wrzuci쿪 wsteczny i wyjecha쿪 zatrzymuj켧 si przed domem.

    - Czaru! Dawaj!

    Prom unis si kilkadziesi켾 centymetrw nad ziemi i powoli wsun교 si do wntrza szopy. Ruszy쿮m powoli w stron domu. Dzilla z Thrr'achhh!'em obw켧hiwali ju obej턢ie.

    - Wiesz Gosia, jako tu ponuro i pospnie.
    - Jak okoliczne wrzosy zakwitn to wszystko si zmieni.
    - Mam powa퓆e w켾pliwo턢i. - Skrzywi쿮m si pod nosem.



    Wyj怨a z kieszeni pilota i po chwili drzwi wej턢iowe majestatycznie si otworzy퀉, przest켺i쿮m prg i otworzy쿮m szeroko oczy ze zdumienia. Wntrze wygl켨a쿽 zupe쿻ie inaczej ni si tego spodziewa쿮m, nie by쿽 nawet w cz沅ci podobne do zewntrznego wygl켨u. Umeblowanie by쿽 proste a zarazem funkcjonalne, ca쿽뜻 psu퀉 troch zamontowane do 턢ian co kilkadziesi켾 centymetrw porcze ze stali kwasoodpornej ale by쿽 to zrozumia쿮 gdy domownik porusza si na wzku.

    - Chod na gr, przebierzemy si w co normalnego! - Pobieg쿪 po schodach na gr. Mi si nie zbytnio nie 턯ieszy쿽, bardziej wola쿫ym chlapn길 w normalne 농퓃o i solidnie si wyspa.

    Powoli docz쿪pa쿮m si na poddasze i s퀉sz켧 g쿽s Go턪i wszed쿮m do jednego z pokoi. Sta쿪 przed wielk szaf i przerzuca쿪 zawarto뜻 co mamrocz켧 pod nosem, po chwili kilka sukienek rzuci쿪 na stoj켧e obok krzes쿽. Za moment polecia tam rwnie mundur polowy, na 턳odku pokoju sta쿽 wielkie 농퓃o. Nie pytaj켧 jej o zgod rzuci쿮m si w mikk po턢iel. Po chwili zdj怨a kombinezon i krc켧 nagim ty쿸iem otworzy쿪 szuflad komody. Ponownie jakie fragmenty bielizny polecia퀉 na bok. Odwrci쿪 si w moj stron trzymaj켧 w d쿽ni jak굡 pajczyn;

    - Podobaj Ci si?
    - Nooo, fajne. - Oczy mi ju si powoli same zamyka퀉.

    - Won mi st켨! - Podnios쿮m wzrok i zobaczy쿮m jak z w턢iek쿽턢i kopie w k켾 pokoju swoje protezy.

    Po chwili stan怨a przede mn ubrana w pajczyn, no bo jak mo퓆a nazwa kilka zwi콄anych nitek?

    - I jak?
    - Mruuuu... - To jedyne co zdo쿪쿮m z siebie wydusi! O ile nago wygl켨a쿪 턻ietnie, to ubrana w bia낢 bielizn by쿪 wrcz ol턭iewaj켧a.

    - Artek! Bdziesz spa?
    - Tak. Chwilk tylko.
    - Dobra. Ja skocz do miasta, za쿪twi sprawy w banku i zrobi zakupy. Zadzwoni do Mary 풽by wpad쿪 do nas.

    - Ok. - Zostaw otwarte drzwi jakby koty chcia퀉 wej뜻.
    - Jasne.

    Nie wiem ile spa쿮m, obudzi쿮m si wypoczty i z chci do dzia쿪nia. Przeci켫n교wszy si usia쿮m na 농퓃u, na stoliku nocnym zobaczy쿮m kartk;


    - Artek, przebierz si. Przygotowa쿪m Ci ubrania po Jimie, powinny pasowa.
    Dzwoni쿪m do Mary, mo풽 przyjecha pod moj nieobecno뜻.
    Kocham Ci. Gosia.


    Ruszy쿮m na badanie terenu, na korytarzu znalaz쿮m jeszcze trzy sypialnie. Podobnie umeblowane jak ta Go턪i, w jednej oprcz barku znajdowa si sprzt graj켧y marki NAD wraz ze spor kolekcj p퀉t. Wielkie, solidnej budowy kolumny g쿽턭ikowe robi퀉 wra풽nie. Jednak wiksze wra풽nie zrobi쿪 na mnie kolekcja p퀉t, zarwno CD, jak te tradycyjnych winyli. Kolekcja by쿪 naprawd imponuj켧a, lata 60-te, 70-te , 80-te i nowsze, cho tu by쿽 niewiele pozycji. Wpad쿽 mi w oko Dire Straits, oooo, "Smoke On The Water" to by쿽 co! Uruchomi쿮m sprzt i w쿽퓓쿮m CD do odtwarzacza. Ach, jeszcze barek! Tu 풹dne zaskoczenie, nic normalnego. Ale zaraz, jest butelka szkockiej whiskey! Nie przepadam za takimi wynalazkami ale z braku laku... Nape쿻i쿮m solidnie bd켧 na wyposa풽niu szklank i zamierzaj켧 wzi길 prysznic rozejrza쿮m si po pokoju. Na komodzie sta쿽 kilka oprawionych w ramki zdj唯, dwie dziewczynki o kruczoczarnych w쿽sach ubrane w typowo indiaski strj. Kolejne zdjcie ukazywa쿽 blondynk i brunetk, tu ju chyba by퀉 doros쿮. Podpis po postaci blondynki brzmia; Mojej drogiej Pacahontas. Babskie pierdu퀉.
    Wcisn교em Play w odtwarzaczu i przekrci쿮m regulator g쿽턭o턢i prawie na maksimum. Zrzuciwszy z siebie kombinezon poszed쿮m do 쿪zienki wzi길 prysznic.

    Ochhh... Dotyk gor켧ej wody to by쿽 to! Muzyka swymi gitarowymi akordami jakby szarpa쿪 ca퀉m budynkiem. Upi쿮m solidny 퀉k ze szklanki i odkrci쿮m zimn wod. Tego by쿽 mi trzeba, cho federacyjne komory higieniczny robi퀉 swoje, to jednak poczucie wody na swym ciele by쿽 zdecydowanie lepsze.

    Sigaj켧 po rcznik us퀉sza쿮m 풽 muzyka cichnie, owin교em si w pasie i wyszed쿮m z 쿪zienki. Wyszed쿮m na korytarz i ruszy쿮m do sypialni ze sprztem graj켧ym. W pokoju ujrza쿮m czarn czupryn Gosi w g녠bi szafy i podryguj켧y w rytm muzyki ty쿮czek. W켽ka linia "sznureczka" nie zostawia쿪 z퀅dze, zrzuci쿮m opasaj켧y mnie rcznik i synchronizujac ruchy z wypit przede mn pup przytuli쿮m si do niej. Zatrzyma쿪 si na krtk chwil a p撰niej ponowi쿪 swe ruchy. Przesun콁szy d쿽ni po jej brzuchu, zjecha쿮m w pobli풽 jej 쿽na. Co jest!? Moja d쿽 raptownie si zatrzyma쿪, gdzie futerko?

    Nie wiem jak, ale dosta쿮m tak silny cios 풽 pociemnia쿽 mi w oczach. Po chwili le풹쿮m rozci켫nity na wznak a Gosia kolanami dociska쿪 moje rozrzucone szeroko ramiona do pod쿽gi. Poczu쿮m rwnie dotyk zimnego metalu na czole.

    Po chwili otworzy쿮m oczy, przed sob widzia쿮m otwart na o턢ie jej kobieco뜻. Ten jedwabny sp쿪chetek materia퀅 maj켧y przys쿪nia co nieco, w zasadzie tylko eskalowa wra풽nia. Zdbia쿮m.

    Powoli przenios쿮m wzrok wy풽j, Glock 19 opiera si o moje czo쿽 a tu powy풽j jdrne piersi potwierdza퀉 i mam do czynienia z kobiet.



    - Ho are you! - Wysycza쿪 przez zaci턭ite z wciek쿽턢i zby.

    By쿮m bardzo niepewny jak mam si zachowa, stara쿮m si nie robi 풹dnych podejrzanych ruchw. W tym momencie lekko zaskrzypia퀉 drzwi do pokoju.

    - Aaaa, widz 풽 si ju poznali턢ie! - To Gosia wesz쿪 do pokoju.

    Popatrzy쿮m na jedn i druga, gdyby nie to 풽 r璨ni퀉 si sw kobieco턢i, to by퀉 identyczne!

    - Mary to Arthur, mj przyjaciel.

    Nacisk Glock'a zel풹, a po chwili stukn교 bezpiecznik.

    - Dlaczego mi nie powiedzia쿪 풽 jeste턢ie bli펝iaczkami!

    **********
  • #28
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    **********



    Mary patrzy쿪 szeroko otwartymi oczyma na zgrabne nogi Gosi oraz opity krtk spdniczk ty쿮k.

    - Ale? Jak?
    - P撰niej ci wyja턭i, ubierzcie si!

    Ucisk kolan na moje ramiona zel풹 a po chwili znik ci轅ar z mojej piersi. Powoli podnios쿮m si z pod쿽gi i spojrza쿮m na twarz Mary, by쿪 identyczna jak Gosi. Jedyn r璨nic by퀉 oczy, w przeciwiestwie do Gosi jej by퀉 ca쿸owicie czarne.

    - Jestem Artur. - Wyci켫n교em do niej swoj prawic. Omiot쿪 mnie pe쿻ym z쿽턢i spojrzeniem i zatrzyma쿪 wzrok na moim nieco ju przywid퀉m przyrodzeniu. Teraz ju z u턬iechem spojrza쿪 mi w twarz.

    - Nice! - I'm Mary. - I zdecydowanym gestem u턢isn怨a moj d쿽. Odwrci쿪 si i ponownie zacz怨a przegl켨a zawarto뜻 szafy. Podrepta쿮m do sypialni w ktrej czeka퀉 przygotowane dla mnie przez Gosi ubrania. - No nie! W sypialni czeka na mnie garnitur, jedwabna koszula oraz krawat. Nie ma takiej opcji, nie by쿮m rodzajem cz쿽wieka stroj켧ego si bez okazji a ju chodzenie "pod krawatem" ca쿸owicie odpada쿽. T msk cz沅 garderoby mia쿮m tylko raz na swej szyi i nie zamierza쿮m mie ani razu wicej.
    Zacz교em przetrz켽a szaf w celu znalezienia czego bardziej stosownego. Po chwili ju mia쿮m spodnie i kurtk munduru polowego oraz chyba nowe wojskowe buty.

    Zszed쿮m do salonu, dziewczyny siedzia퀉 z paruj켧ymi kubkami kawy w d쿽niach. Zajrza쿮m do kuchni a tam Dzilla z Thrr'achhh!'em zajadali si jakim miskiem z du풽j miski. Nala쿮m sobie kawy i wrci쿮m do Gosi i Mary. Gosia relacjonowa쿪 Mary nasze kosmiczne przygody a ta siorbaj켧 co chwil 퀉k kawy s퀅cha쿪 z szeroko otwartymi oczami. Przysiad쿮m naprzeciwko nich w jednym z foteli. Gosia spojrza쿪 na mnie z wyrzutem.

    - Dlaczego nie za쿽퓓쿮 garnituru?!
    - Punkt A, nie chodz w garniturach bez okazji. Punkt B, nie za쿽욧 krawata. Kropka. - Krtko uci교em dalsze dywagacje. Skrzywi쿪 si i kontynuowa쿪 opowie뜻.

    Po chwili z kuchni przybieg쿪 Dzilla a za ni Thrr'achhh! Dzilla umo턢i쿪 si na moich kolanach a Thrr'achhh! usiad obok na dywanie. Mary z widocznym na twarzy napiciem przys퀅chiwa쿪 si Gosi, ja lub ktry z kotw co jaki czas dodawa co od siebie. Smak mocnej gorzkiej kawy spowodowa 풽 chcia쿽 mi si zapali papierosa, oczywi턢ie Go턪a nie kupi쿪 mi fajek. Z pomoc przysz쿪 Mary.

    - Mam w schowku w samochodzie dwie paczki Cameli. Tak na wszelki wypadek, sama nie pal.
    Auto zostawi쿪m otwarte, 턬ia쿽 si czstuj.

    - Tylko nie w domu! - Gosia skarci쿪 mnie wzrokiem.

    Za쿽퓓쿮m buty i wyszed쿮m przed dom, tu obok Rovera Gosi sta쿽 jaskrawo czerwone Maserati MC12. Cho nigdy nie mia쿮m w쿪snego auta i nie czu쿮m si fanem motoryzacji to pojazd zrobi na mnie wra풽nie. Otworzy쿮m drzwi od strony kierowcy i si zdziwi쿮m, zapomnia쿮m 풽 jeste턬y w Anglii i kierownica jest po innej stronie. Otworzywszy schowek znalaz쿮m w nim oprcz jakich dokumentw dwie paczki papierosw oraz zapalniczk.

    Przypali쿮m jednego i g녠boko si zaci켫n교em, ach... tego mi brakowa쿽. Ruszy쿮m spacerkiem wok車 domu aby nieco dok쿪dniej zbada otoczenie. Za budynkiem, niewidoczna od frontu sta쿪 posadowiona na ziemi pot轅na antena satelitarna. Napis na czaszy "TooWay" wszystko wyja턭ia, zapewne nie by쿽 innej mo퓄iwo턢i po낢czenia z internetem i Gosia zdecydowa쿪 si na takie rozwi콄anie. Wpad mi pewien pomys do g쿽wy.

    - Czaru?

    - Tak Artur? - SI promu czuwa쿪.
    - Mo풽sz po낢czy si z ziemskimi sieciami komputerowymi?
    - Oczywi턢ie!
    - Sprawd co co si wydarzy쿽 w ci켫u ostatnich kilku dni w Grajewie.
    - Chwileczk.

    Papieros powoli si dopala i za chwil trzeba wraca, ciekawi쿽 mnie jak w쿪dze t퀅maczy퀉 to co si sta쿽 w pobli퓎 mego domu.

    - W zasadzie nic szczeglnego nie mia쿽 miejsca, jedynie wykolejenie poci켫u relacji E쿸-Bia퀉stok. Kilka ofiar 턬iertelnych i du풽 straty materialne.

    - Dziki Czaru.

    Ruszy쿮m powoli z powrotem do domu. Dziewczyny ju skoczy퀉 pogawdki i przygotowywa퀉 kolacj.

    - Rano przyjedzie genera i wszystko uzgodnimy. - Mary dzwoni쿪 do niego i wszystko opowiedzia쿪.
    - Uhmm. - Mrukn교em pod nosem.
    - Musimy odpocz길 i solidnie si wyspa. - To mwi켧 mrugn怨a do mnie znacz켧o.

    Zasiedli턬y ca낢 pi켾k do sto퀅, my ludzie po jednej stronie a koci towarzysze po przeciwnej. Mary przygotowa쿪 wspania낢 sa쿪tk, lubi쿮m co prawda r璨ne warzywa ale kombinacja stworzona przez Gosi siostr wyj켾kowo mi smakowa쿪.

    - Nie zjedz wszystkiego! - Strofowa쿪 mnie Go턪a.
    - Mog zrobi wicej je턫i ci smakuje? - Mary u턬iechn怨a si do mnie.
    - Dziki, nie trzeba. Ten p車misek mi wystarczy. - Przyda쿽by si co mocniejszego ni to bia쿮 winko!

    Mary ruszy쿪 do kuchni aby po chwili wrci z litrow butelk "Czystej".

    - Specjalnie dla ciebie! - Postawi쿪 przede mn butelk i usiad쿪. Podnios쿮m pytaj켧e spojrzenie na Gosi.

    - No wiesz, pomy턫a쿪m 풽 ucieszy ci akcent narodowy i odwiedzi쿪m sklep z Polsk 퓓wno턢i.
    - Uuuu, dzikuj.

    Wdka by쿪 idealnie sch쿽dzona, sign교em po szklank i nape쿻i쿮m ponad po쿽w. Przytkn교em do ust i powoli jakby to by쿪 woda wypi쿮m do dna. Nape쿻i쿮m ponownie i sign교em po papierosa. Patrzy퀉 na mnie ze zdumieniem.

    - To tak pije si w Polsce? - Mary przygl켨a쿪 mi si zaciekawiona.
    - W zasadzie nie, ale nie macie odpowiednich naczy. - U턬iechn교em si.

    - Tylko mi si nie upij! - Masz by sprawny! - Gosia musia쿪 wtr켧i swe zdanie.
    - No to na drug n璨k! - Tym razem zdecydowanym ruchem przechyli쿮m naczynie i jednym haustem poch쿽n교em jego zawarto뜻. Wsta쿮m od sto퀅 i ruszy쿮m na podwrko nie chc켧 dziewczynom dymi w kuchni.

    Zaczyna쿽 ju powoli zmierzcha, usiad쿮m na schodach przed domem i zastanawia쿮m si co nas czeka w przysz쿽턢i. Teoretycznie razem z kotami i Gosi byli턬y nie턬iertelni o ile bdzie w pobli퓎 reproduktor i transmiter umys퀅 tak aby przed 턬ierci da쿽 si przetransferowa 턻iadomo뜻. Postanowi쿮m zapyta o to SI.

    - Czaru?
    - Tak Artur?
    - Czy masz na pok쿪dzie transmiter umys퀅?
    - Tak.
    - A reproduktor?
    - Nie.
    - To co si stanie w razie 턬ierci ktrego z nas?
    - O ile w wyniku ran i obra풽 nie zostanie uszkodzony mzg oraz implant to 턻iadomo뜻 w kilkana턢ie nanosekund zostanie przetransferowana do mojej bazy danych. Po nawi콄aniu 낢czno턢i z jakimkolwiek okrtem federacyjnym dane zostan przes쿪ne i cia쿪 zostan odtworzone.

    - Acha, czyli musimy uwa풹 na g쿽wy.
    - Tak, unika powa퓆ych ran i obra풽 g쿽wy.

    - Jeszcze jedno Czaru, czy masz mo퓄iwo뜻 monitorowania przestrzeni wok車 domu?
    - Oczywi턢ie! - Mog monitorowa zarwno obiekty naziemne jak i te w przestrzeni powietrznej.
    - Ok. - Informuj nas gdyby co si zbli풹쿽.

    Wrci쿮m do domu, dziewczyny uprz켾n怨y po kolacji i o czym jeszcze rozmawia퀉 a koty gdzie znik퀉. Pomy턫a쿮m 풽 pewnie Dzilla bdzie uczy Thrr'achhh!'a nocnych 쿽ww. Ruszy쿮m do sypialni i po krtkiej wizycie w 쿪zience zrzuci쿮m z siebie ubranie i pad쿮m na 농퓃o. Musia쿮m zasn길 na krtk chwil, gdy otworzy쿮m oczy wntrze pokoju rozja턭ia tylko wpadaj켧y przez okno blask ksi轅yca. Lekki szelest spowodowa 풽 obrci쿮m g쿽w, Gosia ubrana w zwiewn koszulk nocn wychodzi쿪 z 쿪zienki. Po쿽퓓쿪 si obok mnie i zacz怨a obsypywa moj twarz i pier poca퀅nkami, odrzuci쿪 na bok ko쿭r i sun켧 d쿽ni po mym brzuchu sign怨a pod bielizn.
    Stara쿮m si zablokowa ogarniaj켧e mnie podniecenie, wszak mieli턬y nazajutrz mie pracowity dzie wic wola쿮m by wypoczty. My턫a쿮m o wszystkim tylko nie o sexie. Gosia cichutko zamrucza쿪 i si wycofa쿪, stan怨a przed 농퓃iem i powolnym ruchem zsun怨a z siebie koszulk. Promie ksi轅ycowego 턻iat쿪 pad na jej p쿪ski brzuch o턻ietlaj켧 jej ociekaj켧 wilgoci kobieco뜻, teraz dopiero przyst켺i쿪 do frontalnego ataku na mnie. Tym razem jej poca퀅nki zacz怨y zbli풹 w stron mojej msko턢i, po chwili czu쿮m ju jej jzyk a nastpnie pieszcz켧e mnie usta. Tego ju by쿽 zbyt wiele i mimo ca쿮go uporu nie mog쿮m opanowa reakcji cia쿪. Pie턢i쿪 mnie jeszcze troch a p撰niej dosiad쿪 jak rasowego ogiera. K켾em oka zauwa퓓쿮m jaki ruch, w drzwiach sta쿪 ubrana w podobn do Gosi koszulk Mary. Nie wstydzi쿮m si, a wrcz jeszcze mnie bardziej podnieci쿽 gdy sign怨a d쿽ni do swego krocza. Us퀉sza쿮m jej westchnienie, Gosia si odwrci쿪.

    - A, to Ty! - 즑dnie to tak podgl켨a?
    - Mog, mog si do was przy낢czy? - Spu턢i쿪 g쿽w niczym ma쿪 dziewczynka.
    - Je턫i Artur nie ma nic przeciwko to czemu nie? - Przenios쿪 wzrok na mnie.
    - Hmm.. Tego... - Nigdy nie by쿮m w takiej sytuacji, cho pewnie wikszo뜻 m轅czyzn o tym marzy.
    - Tylko mnie nie zjedzcie! - I pamitajcie 풽 mamy jutro du퓇 pracy!

    Mary podesz쿪 do krawdzi 농퓃a i podobnie jak wcze턭iej Gosia, tak i ona zsun怨a z siebie nocn koszulk.

    - Nie przejmuj si Artek, Mary te jest bezp쿽dna a wszystko zostanie w rodzinie. - Gosia podj怨a galop.

    Mary da쿪 mi soczysty poca퀅nek a nastpnie poca쿽wa쿪 Gosi, umo턢i쿪 si na mojej piersi wypinaj켧 sw kobieco뜻 w stron moich ust...


    Obudzi쿮m si o poranku niewiele pamitaj켧 z naszych nocnych wyczynw, obie spa퀉 przytulone do moich bokw. Plecy mnie bola퀉 a w ustach czu쿮m sucho뜻 jakbym by na pustyni. Staraj켧 si nie obudzi dziewczyn, wsta쿮m z 농퓃a. Nie ubieraj켧 si zszed쿮m do kuchni i wyj교em z lodwki flaszk "Czystej", poci켫n교em solidny 퀉k aby da nanobotom paliwo do regeneracji mojego wymczonego cia쿪. Z dyndaj켧ym midzy nogami zmaltretowanym przyrodzeniem usiad쿮m na ganku i zapali쿮m papierosa. Wyda쿮m botom polecenie regeneracji i po kolejnym 퀉ku "paliwa" zauwa퓓쿮m 풽 bl plecw znika a moje "malestwo" zaczyna przybiera naturaln barw.

    - Czaru?
    - Tak?
    - Co si dzia쿽 w nocy?
    - Nic ciekawego, Dzilla upolowa쿪 dwie myszy polne a Thrr'achhh! wiewirk.

    - Kawa! - To Go턪a krzykn怨a z kuchni.

    Dokoczy쿮m papierosa i poszed쿮m do kuchni. Nala쿮m sobie kubek paruj켧ej kawy i s퀉sz켧 szczebiotanie dziewczyn z gry wszed쿮m po schodach zobaczy co robi. Obie by퀉 pod prysznicem wzajemnie myj켧 swoje cia쿪. Teraz tak naprawd by쿽 wida jak niewiele r璨ni si od siebie, poza kpk w쿽sw 쿽nowych Gosi oraz innym kolorem oczu by퀉 praktycznie identyczne. Mary mia쿪 co prawda wyra펝iej zarysowane mi沅nie ale to by쿽 zrozumia쿮 przez wojskowe treningi. Odwrci퀉 twarze w moja stron.

    - Chod do nas!
    - Przy낢cz si!

    Lubie퓆ie patrzy퀉 na mnie zielone i czarne oczy. Jak na komend odwrci퀉 ty쿸i w moim kierunku.

    - No chod!

    Gosia te chyba u퓓쿪 botw do szybszej regeneracji gdy wygl켨a쿪 normalnie, ty쿮k i kobieco뜻 Mary by퀉 mocno zaczerwienione.

    - Nie teraz! - Nied퀅go zjawi si genera.

    Wrci쿮m do kuchni i z kaw w rku znw usiad쿮m na ganku. Koty ju buszowa퀉 w okolicznych zaro턫ach, z trawy prze턻itywa퀉 tylko ich ogony.

    - Artur, zbli풹 si pojazd. - SI by쿪 czujna.
    - Naziemny?
    - Nie, wygl켨a na to 풽 jest to 턬ig쿽wiec. - To pewnie genera pomy턫a쿮m.

    Wrci쿮m do sypialni i ubra쿮m si.

    - Dziewczyny genera leci, ubierajcie si!

    Ju ubrany znw usiad쿮m przed domem i zapijaj켧 wdk kaw czeka쿮m na 턬ig쿽wiec. UH-60 Blackhawk wy쿽ni si zza wzgrza nieopodal, pomalowany w barwy maskuj켧e piechoty nie robi takiego wra풽nia jak wersje przeznaczone dla si specjalnych malowane na czarno. Przy podchodzeniu do l켨owania zauwa퓓쿮m w kokpicie dwie osoby, zapewne genera nie siedzia osobi턢ie za sterami. 쫗ig쿽wiec by rwnie uzbrojony, po bokach kad퀅ba wida by쿽 kilka rakiet a z lewych drzwi wystawa wielolufowy karabin maszynowy M134 Minigun. Dotkn교 p쿽zami ziemi i pilot wy낢czy silniki. Cichn켧y wizg turbowa쿽wych silnikw General Electric T700-700 z wolna zamiera. Dziewczyny wysz퀉 z domu obie ubrane w mundury polowe, po chwili przybieg퀉 koty.

    Genera okaza si do뜻 postawnym facetem, lekko przyprszone siwizn skronie oraz sumiasty w켽 dodawa퀉 jego wygl켨owi pewno턢i siebie. Krtkie przedstawienie i silny u턢isk d쿽ni. Przenie턫i턬y si do kuchni gdzie przy kawie zreferowali턬y nasze dotychczasowe ustalenia i przemy턫enia. Genera Will Thomas z ciekawo턢i s퀅cha naszej relacji zadaj켧 kilka pyta.

    - Ten Czaru to gdzie jest?
    - Schowany w szopie, chce pan zobaczy?
    - Oczywi턢ie!

    Zaprowadzi쿮m genera쿪 do szopy, zanim wszed na pok쿪d obejrza prom z ka풼ej strony.

    - Faktycznie brzydki. - Pokrci g쿽w. Weszli턬y do 턳odka.
    - Czaru poka sytuacj taktyczn.
    - Promie?
    - Powiedzmy 100 mil. Ekrany w kokpicie rozjarzy퀉 si pokazuj켧 wszystkie pojazdy w powietrzu oraz na ziemi wraz ze stosownymi opisami.

    - Ale cudo! - U턬iechn교 si genera. - Gdyby턬y takie mieli w Iraku!
    - To pomo풽 pan?
    - Zaryzykuj. Mam trzy plutony zaufanych komandosw.

    Wracaj켧 do domu uzgodnili턬y szczeg車y, genera zadzwoni do swego biura i wyda dyspozycje.

    - A pan Arturze wyst켺i jako cywil?
    - No raczej tak, nigdy nie s퀅퓓쿮m w armii.
    - Tymczasowo mianuj pana porucznikiem aby nie wprowadza zamieszania w szeregach.- W biurze przygotuj odpowiednie dokumenty.

    - Ok.

    Usiedli턬y w salonie i raczyli턬y si zimn whisky, przez okno widzia쿮m jak Mary wraca od strony 턬ig쿽wca gdzie zanios쿪 pilotowi kanapki i herbat. W krzakach za helikopterem widzia쿮m buszuj켧ego Thrr'achhh!'a wraz z Dzill.

    - Artur! Zbli풹j si dwa pojazdy naziemne!
    - Co?
    - Od strony lasu, najprawdopodobniej bd atakowa!

    - Generale! Jeste턬y atakowani!
    - Mam uzbrojony 턬ig쿽wiec, odpi교 przyczepiony do pasa radiotelefon i rzuci do niego.
    - Poruczniku uruchomcie silniki!

    Zauwa퓓쿮m 풽 wirniki 턬ig쿽wca zaczynaj si powoli rozpdza, narastaj켧y pomruk przeradza si w wizg turbin.

    - Nie mamy 풹dnej broni!
    - Mamy! Poklepa si po spoczywaj켧ym w kaburze u jego boku Glocku 19. - Pani major te ma bro s퀅풺ow.
    - Co si dzieje? Mary przybieg쿪 z kuchni z broni w rku.

    Ruszyli oboje do drzwi i w tym samym momencie rozleg쿪 si g쿽턭a seria z jakiego wikszego kalibru karabinu maszynowego. Najprawdopodobniej by to Browning M2 u퓓wany przez wojsko. Seria roztrzaska쿪 kokpit 턬ig쿽wca a po chwili kolejna spowodowa쿪 풽 g농wny wirnik eksplodowa gradem od쿪mkw. Genera rwnie musia zosta trafiony gdy zachwia si na nogach opieraj켧 ci轅ko o 턢ian, lewa rka zwisa쿪 mu bezw쿪dnie a w okolicach 쿽patki widnia쿪 poszarpana krwawi켧a dziura. Mimo to wyj교 pistolet i rozgl켨a si w poszukiwaniu celu. Mary ukryta za kamienn 턢ian rwnie lustrowa쿪 otoczenie.

    W oddali, w wysokiej trawie zobaczy쿮m dwa Humvee z karabinami M2 na stojakach, jeden jecha prosto na dom a drugi jakby prbowa nas oskrzydli. Tu za nimi bieg쿽 kilka odzianych na czarno postaci z karabinami w d쿽niach. Koty ktre po pierwszej serii ukry퀉 si za stert kamieni polnych prbowa퀉 si przedosta, strzelec z drugiego pojazdu to zauwa퓓 i zacz교 je ostrzeliwa. Pociski kaliber 12,7mm zwane w armii pi唯dziesi켾k to pot轅na bro, d퀅퓋zy ostrza roz퀅pa by kamienie w proch. Krew zawrza쿪 mi w 퓓쿪ch, z rykiem wypad쿮m na podwrko.

    - Moje koty! Ja wam poka욧 skurwysyny!

    쫗ig쿽wiec cho nigdzie ju nie poleci mia na pok쿪dzie idealn bro, jego pilot zapewne ju nie 퓓 i nie pomo풽 w obs퀅dze. Dopad쿮m dymi켧ego 턬ig쿽wca, turbiny bez obci굻enia i smarowania wy퀉 jakby mia퀉 si zaraz rozpa뜻. Nie chc켧 dosta od쿪mkami zacz교em rozgl켨a si po kokpicie w poszukiwaniu przepustnicy, nigdy nie by쿮m wewn켾rz 턬ig쿽wca wojskowego i mimo tego i elementy sterownicze by퀉 tak samo rozmieszczone jak w cywilnych maszynach to ju przepustnicy nie mog쿮m zlokalizowa. Cichy jk za plecami spowodowa 풽 si odwrci쿮m, pilot jeszcze 퓓. Seria rozp쿪ta쿪 mu pier i brzuch, wntrzno턢i wyp퀉n怨y na kolana. O ironio, w d쿽ni wci굻 trzyma kanapk a z ocala쿮go kubka unosi쿪 si wo herbaty. Mrugna do mnie jakby rozumiej켧 co chc zrobi.

    - Idle, Idle! Power! - Wskazywa mi oczyma dwa prze낢czniki nad sw g쿽w.

    Spojrza쿮m, s. Jeden opisany jako "Throttle" ustawiony by na Auto, pozosta쿮 opcje to Off i Idle. Bez namys퀅 prze낢czy쿮m w pozycj Idle co by쿽 tak lu펝 prac turbin, przek쿪dnia g농wna wtedy nie pracowa쿪 a jedynie generatory pr켨u zapewniaj켧e zasilanie pok쿪dowe. Tego potrzebowa쿮m gdy M134 Minigun do swej si퀉 ognia potrzebowa jeszcze du퓇 energii elektrycznej. Tu obok znalaz쿮m niewielk d펧igienk opisana jako "Weapon System", je턫i dobrze rozumia쿮m by to w낢cznik zasilania systemw uzbrojenia. On. Spojrza쿮m na pilota, ju nie 퓓. Zabra쿮m si za karabin, szybki rzut okiem pozwoli dostrzec mi prze낢cznik "RUN/STOP".
    Bez wahania prze낢czy쿮m w pozycj RUN, sze뜻 obrotowych luf napdzanych silnikiem elektrycznym zacz怨o nabiera prdko턢i. Rozejrza쿮m si po polu walki, ten z prawej ci켫le ostrzeliwa stert kamieni za ktr schowa si Thrr'achhh! z Dzill, ten po lewej przy턯ieszy gwa퀃ownie a po chwili przednia szyba rozprys쿪 si i przekozio쿸owa. Zobaczy쿮m biegn켧 w jego kierunku Mary. Genera lub ona musieli trafi kierowc, Gosi nigdzie nie widzia쿮m.

    G쿽턭y szum wiruj켧ych luf nape쿻i mnie nadziej, wycelowa쿮m w pojazd po prawej i nacisn교em spust. Wra풽nie by쿽 takie jakbym trzyma w rkach m쿽t udarowy, celowanie u쿪twia퀉 pociski smugowe. Nie na darmo M134 by nazywany "Metal Storm", grad o쿽wiu jakim zala쿮m Humvee prawie przeci교 auto na p車.

    Tu obok us퀉sza쿮m 퀅p 퀅p 퀅p, to Mary dorwa쿪 si do piedziesi켾ki drugiego wozu i ostrzeliwa쿪 piechurw. Nie zwalniaj켧 palca ze spustu omiot쿮m kilkukrotnie ca쿮 przedpole.
    Zabrak쿽 mi tchu, tylko buzuj켧a w 퓓쿪ch krew zmieszana z adrenalin sprawi쿪 풽 nie zemdla쿮m.

    Us퀉sza쿮m krtk seri i Browning obs퀅giwany przez Mary ucich, wyjrza쿮m za kad퀅b zniszczonego 턬ig쿽wca i zobaczy쿮m 풽 zwisa ona bezw쿪dnie przez burt pogitego nadwozia.
    Strza퀉 ucich퀉. Wybieg쿮m ze 턬ig쿽wca i dotar쿮m do Gosi siostry, 턢i켫n교em j z samochodu i u쿽퓓쿮m na trawie. Praw stron munduru mia쿪 zakrwawion, rozerwa쿮m jej bluz. Prawej piersi nie by쿽 wcale, trzy pluj켧e krwi otwory po pociskach mwi퀉 wszystko. Podnios쿪 na mnie wzrok.

    - Zer퓆ij mnie jeszcze raz przed 턬ierci! - I opiekuj si Gosi. Obiecaj!
    - G퀅pia cipa jeste! Bdziesz 퓓!

    My턫a쿮m gor켧zkowo co robi. A pierdoli Federacj i ich zakazy!

    - Implant! Mog w pe쿻i sterowa botami?
    - Tak.
    - Przenios si na innego cz쿽wieka je턫i tak bd chcia?
    - Tak.

    Wyda쿮m w my턫ach rozkaz nanobotom aby zebra퀉 si w mojej prawej d쿽ni.

    - Emigracja! Dostosowanie i rozmna풹nie! Priorytet; ratowa 퓓cie. Usun길 urazy!

    Zauwa퓓쿮m kawa rozerwanej blachy stercz켧ej z karoserii pojazdu, bez zastanowienia przeci켫n교em po niej d쿽ni rozcinaj켧 g녠boko skr. Krew trysn怨a strumieniem, przcisn교em d쿽 do ran na piersi Mary.

    - Dzikuj. - Szepn怨a i straci쿪 przytomno뜻.

    **********
  • #29
    Olkus
    Level 28  
    Super! :D Ju nie mog si doczeka dalszego ci켫u :)

    Pozdrawiam,
    A.
  • #30
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    Olkus wrote:
    Super! Ju nie mog si doczeka dalszego ci켫u

    Spokojnie, musz wzbudzi zainteresowanie. Akcja z bli펝iaczkami w 농퓃u wydarzy쿪 si naprawd, oczywi턢ie zosta쿪 dopasowana do fabu퀉 tekstu. :D Dotychczas tekst zajmuje 46 stron formatu A4 z docelowych 200-250 (moi nauczyciele jzyka polskiego byliby ze mnie dumni, zawsze wola쿮m czyta ni pisa :D). Zakoczenie mo풽 okaza si zaskakuj켧e, mam pomys퀉 na kolejne dwa tomy i jak zdrowie pozwoli to powstan w bli풽j nieokre턫onej przysz쿽턢i.