Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych

AlekZ 26 Dec 2021 12:38 3714 46
Testo
  • Angielski powieściopisarz Charles Dickens spłacił swoje długi karciane, gdy wydał swoją słynną książkę pt."Opowieść wigilijna" w 1843 r. Głównego bohatera książki odwiedzają duchy: Duch Dawnych Świąt Bożego Narodzenia, Duch Obecnych Świąt i Duch Świąt przyszłych.
    Moja opowieść wigilijna ukaże się już po wigilii i będzie bardziej historyczna niż obyczajowa czy moralizatorska, choć i takie elementy się w niej znajdą. Spłacę nią nie długi karciane, a dług wdzięczności, jaki mam wobec wielu użytkowników "Elektrody". Całej opowieści będzie głównie towarzyszył duch dawnych Świąt Bożego Narodzenia.

    Choinka bożonarodzeniowa wywodzi się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich i związana jest z kultem wiecznie zielonego drzewka. Bożonarodzeniowy zwyczaj przystrajania choinki wywodzi się z Alzacji. Początkowo za ozdoby służyły jabłka, pierniczki i ozdoby z papieru. Z czasem doszły świeczki i zimne ognie. Symbolizowały gwiazdy, a świeczka na czubku choinki- gwiazdę betlejemską. Te niewątpliwie dodające uroku światełka były niestety przyczyną niejednego pożaru. Próbowano różnych sposobów na zmniejszenie ryzyka zapalenia się choinki, na przykład poprzez wprowadzenie kloszy na świeczki i ich pewniejszego mocowania w postaci klipsów, ale niewiele to pomagało. Sytuację zmieniło dopiero wprowadzenie elektrycznych lampek choinkowych.

    Lampki elektryczne wymyślił w 1882 r. Edward Johnson (wiceprezes Electric Light Company). W swoim apartamencie w Nowym Jorku zamontował na choince 80 światełek w kolorach flagi amerykańskiej. Lampki były wielkości orzecha włoskiego, a Johnson nakazał je dla siebie wyprodukować w firmie, w której pracował. Lampek nie opatentował, natomiast opatentował połączenie światełek w układzie szeregowym.

    W 1895 r. Grover Cleveland – prezydent Stanów Zjednoczonych – przyozdobił elektrycznymi lampkami Biały Dom. Potem lampki zaczęły się rozpowszechniać wśród mieszkańców Stanów Zjednoczonych, ale kosztowały słono. Zestaw kosztował w 1900 r. 300 dolarów. Była to wówczas naprawdę duża suma. Istniała także możliwość wynajęcia zestawu choinkowego na czas świąt za sumę około 1000 zł w przeliczeniu na dzisiejsze nasze pieniądze. Była to więc atrakcja dla naprawdę zamożnych ludzi.W 1919 r. firma General Electric wprowadziła żarówki choinkowe w kształcie płomienia.
    W Europie elektryczne lampki choinkowe stały się modne na przełomie lat 20 i 30 XX wieku. Do Polski lampki choinkowe przywędrowały ze Śląska.
    Po drugiej wojnie światowej produkcja żarówek i zestawów choinkowych była realizowana na kilka sposobów. Ponieważ przemysł oświetleniowy był uspołeczniony, prym wiodły Zakłady Wytwórcze Lamp Elektrycznych.

    Lampki musiały być towarem upragnionym, skoro pracownice tego zakładu między innymi tak wspominały:

    [...] Kradzieże u nas były normalnie. Były kontrole dla mężczyzn od Karolkowej jedna, a dla kobiet było wejście od Grzybowskiej. I co któraś: „pani do kontroli, pani do kontroli”. Trzeba było pójść tam na zaplecze. I się normalnie szło. Ale żeby uniknąć złapań, to panie sobie w koki zawijały lampy, w ****, za przeproszeniem, kładły.[...] A jak choinkowe wynosili...
    -To ja pani powiem. Pierwszy raz wyszła produkcja lampek choinkowych, takie białe, specjalnie pokrywane luminoforem. Ja sobie myślę: „ Boże, tak by mi się takie lampki przydały”, ale kupić nie można. Wynieść? Nie bardzo. Idę do Władka, szefa. Ja mówię: „jak ja mogę te lampki...?”. On mówi: „co ty, jeszcze nie masz? Ja już mam dwa komplety w domu”. To brygadzista, ustawiacz tak powiedział. To ja sobie pokombinowałam, co tu zrobić, żeby te lampki wynieść. Zwykłą siatkę, włożyłam do torby. Na to kromki chleba, którego nie zjadłam. Tam poukładałam sobie lampki, na to wystawały dwie bułeczki. I tak sobie idę. Wyszłam z zakładu z kompletem lampek. To była moja jedyna kradzież, jak w Róży pracowałam. Ponieważ nie mogłam lampek kupić, to ukradłam.
    -No i miałaś rację. A co? A dlaczego nie?
    - Zwracaliśmy się, żeby nam udostępnili trochę tych lampek. Nie ma mowy. Produkcja nie.
    Jeśli ktoś był tam na dole, to kradł mniej, jeśli wyżej, to kradł odpowiednio więcej. Wynoszono towary z magazynu, brali sobie to, co mogli. Dla takiego normalnego pracownika zawsze była kontrola, ale jak szedł pan kierownik z odpowiednim bagażem, to go się nie kontrolowało.
    -Całe kartony wynosili.
    -A ja wszystko kradłam. Co mi się napatoczyło. Wszystko.
    -Wychodziłyśmy z roboty z drugiej zmiany, wynosiliśmy małe choinkowe lampy.
    -Panowie wynosili też. Co kto mógł, jak mógł.[...]

    W późniejszych latach (lata 60.) produkcją lampek choinkowych zajmowały się niektóre spółdzielnie pracy. Oto niektóre z nich: Spółdzielnia pracy "Przyjaźń", Spółdzielnia Inwalidów "Inwalida Wojenny", obecnie Millenium w upadłości, Spółdzielnia Inwalidów "Delam", Pabianickie Miejskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Terenowego, Rzemieślnicza Spółdzielnia "Metal" z Gdyni, Spółdzielnia Pracy "Gedania" w Gdańsku. Prócz lampek krajowych trafiały do sprzedaży także lampki zagraniczne, głównie z ZSRR.

    Lata 90. przyniosły w Polsce pewną rewolucję lampkową. Powszechne stały się tanie małe lampki produkcji chińskiej. Ich jakość była nieraz wątpliwa, ale nie stanęło to na drodze do podboju przez nich rynku. Był to też gwóźdź do trumny większości wytwórców krajowych. XXI wiek przyniósł kolejną rewolucję w postaci lampek LED. Dzięki temu pojawiły się lampki dające rozmaite efekty świetlne, jakich nie można było uzyskać w zestawach z żarówkami. Te ostatnie mogły w zasadzie co najwyżej oferować migotanie lampek. W zestawach chińskich służyła do tego specjalna żaróweczka z bimetalem, który po nagrzaniu przerywał szeregowo włączone żarówki, aby po ostudzeniu znów zamknąć obwód. Zestawy oferowane przez wyżej wymienionych wytwórców nie oferowały nawet tego. Niektórzy przerabiali zestawy w ten sposób, że szeregowo włączali starter od świetlówek, co pozwalało na uzyskanie wymarzonego efektu mrugania lampek.

    W tym miejscu mógłbym zakończyć moją wigilijną opowieść lampkową, ale muszę jeszcze wrócić do lampek z PRL-u. Z dzieciństwa pamiętam zestaw z witryny jednego ze sklepów w Wyszkowie. Był to zestaw, w którym niektóre żaróweczki miały postać grzybków, bałwanków i latarenek. Wtedy bardzo mi się podobał, ale w domu mieliśmy inne zestawy: jeden z kloszami w kształcie dzwoneczków z tradycyjnymi wręcz żaróweczkami w kształcie płomienia świecy oraz drugi, chyba z ZSRR z kloszami w kształcie szyszek i latarenek. Szukając informacji o tych lampkach w kształcie grzybków odkryłem, że robiła je co najmniej jedna ze spółdzielni. Siłą rzeczy trafiłem także na takie stare lampki, oferowane w licytacjach. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że lampki te kosztują bardzo słono, stając się rarytasem kolekcjonerskim za który trzeba zapłacić 400- 500 zł. Nawet pojedyncze żaróweczki, jeśli się trafiają, kosztują kilkadziesiąt złotych. W warunkach fabrycznych, bańki były dmuchane do formy:
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
    Zdecydowałem spróbować moich sił i zrobić sobie żaróweczki we własnym zakresie. Nie mając formy, wydmuchuję je ręcznie, co powoduje, że każda bańka jest trochę inna. Film opisujący proces wytwarzania można zobaczyć tutaj:



    Gotowe lampki zaś można zobaczyć na paru fotografiach, które załączam.
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych

    Cool? Ranking DIY
    Can you write similar article? Send message to me and you will get SD card 64GB.
    About Author
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    Offline 
    Has specialization in: technika próżniowa
    AlekZ wrote 1819 posts with rating 1891, helped 75 times. Live in city Marki. Been with us since 2003 year.
  • Testo
  • #2
    MrPablo2000
    Level 4  
    Piękna rzecz! Łódzkie Millenium niestety już zostało finalnie zlikwidowane kilka lat temu.
    Niektóre komplety produkcji byłego ZSRR były również wyposażane w żarówkę z bimetalem, więc nie do końca jest to chiński patent. Radzieckie komplety tego typu pojawiały się już w latach 70-tych w Polsce.
    Żarniki zostały dostarczone jako półprodukt z jakieś fabryki lub zapasów czy również są wykonane w pracowni?
  • Testo
  • #4
    bsw
    Level 18  
    Piękne. Ale ile czasu trzeba aby wytworzyć jedną sztukę?

    BTW: Z opowieści wiem że mój dziadek zrobił oświetlenie na choinkę w latach 50-tych używając do tego trzech normalnych żarówek połączonych szeregowo i pomalowanych :-)
  • #5
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    Przy takiej chaupniczej metodzie potrzeba sporo czasu na jedną sztukę żarówki. Dokładnie nie liczyłem tego, ale pewno wyjdzie z pół godziny, jeśli nie więcej.
  • #6
    KonradGatek
    Level 27  
    AlekZ wrote:
    -A ja wszystko kradłam. Co mi się napatoczyło. Wszystko.
    (...)
    -Panowie wynosili też. Co kto mógł, jak mógł.[...]

    Czy te kradzieże to były w ramach walki z komuną? I czy dostaje się dodatek za "pracownika wyklętego" do emerytury?
    Co polecicie żeby wynieść z korporacji? Papier toaletowy?
  • #7
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    Nie wiem z jakiego rocznika jesteś, ja pamiętam schyłek komuny. Jak się wydaje, te kradzieże system niejako sam generował, co wynika nawet z tych wspomnień: tych lampek pracownicy nie mogli normalnie kupić i na pewno nie był to wyjątek. Papier toaletowy bywał nie do dostania, były z tym duże problemy. Nie usprawiedliwiam oczywiście tych kradzieży, ale widzę co jest dzisiaj: nikt nie myśli o tym, by z pracy wynosić papier klozetowy. Jest go pod dostatkiem. Zapewniam jednak, że wystarczy, aby papier zniknął ze sklepów i ludzie będą kraść.
  • #8
    bsw
    Level 18  
    Niestety te kradzieże wbiły się w mentalność i ludzie nadal wynoszą z pracy różne drobiazgi. Co można wynieść z korporacji? Artykuły biurowe, papier do drukarki, kawę, herbatę i.t.p.
  • #9
    KonradGatek
    Level 27  
    AlekZ wrote:
    tych lampek pracownicy nie mogli normalnie kupić i na pewno nie był to wyjątek.

    To co się działo z całą produkcją? Szła na wschód?
    Teraz to byś powiedział, że w celu zachowania transparentności, uczciwości, praktyk biznesowych itd. Oczywiście nie można ich serwisować, bo nie ma dokumentacji technicznej.
    A może to był po prostu "ład korporacyjny", czy jak to się to po szczurzemu mówi. A polaki nie dorosły do tego.
  • #10
    szeryf3
    Level 25  
    Pamiętam lampki na choinkę z żarówek.
    Jak, któraś się żarówka spaliła to nie świecił cały łańcuch. W tedy szukało się tej jednej spalonej żarówki. Ja miałem prawie zawsze pecha bo ta spalona żarówką była ostatnia, lub przed ostatnia jaką sprawdzałem.
    Teraz jest ciężko znaleść uszkodzoną diodę LED, a jeszcze ciekawiej jest naprawić uszkodzoną linie.
    Więc na ogół kupuje się nowe oświetlenie na choinkę za miast naprawiać.
  • #11
    palmus
    Level 33  
    bsw wrote:
    Niestety te kradzieże wbiły się w mentalność i ludzie nadal wynoszą z pracy różne drobiazgi. Co można wynieść z korporacji? Artykuły biurowe, papier do drukarki, kawę, herbatę i.t.p.

    Bo zanim socjalizm wpadł na pomysł żeby sprzedawać " towar 2 lub 3 gatunku lub pozagatunkowy na kraj" - bo ustrój socjalistyczny produkuje wyłącznie b.dobre wyroby, to takie braki masowo niszczono, ku ogromnemu bólowi pracowników.Zatem niejako ratowano te produkty łatając luki rynkowe.A w papierach ZAWSZE wszystko grało.
  • #12
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    bsw wrote:
    Niestety te kradzieże wbiły się w mentalność i ludzie nadal wynoszą z pracy różne drobiazgi. Co można wynieść z korporacji? Artykuły biurowe, papier do drukarki, kawę, herbatę i.t.p.


    U mnie w pracy nie zaobserwowałem w przeciągu kilkunastu lat tego typu kradzieży. Ani w zakładzie państwowym ani w prywatnym. Ostatnie tego typu zachowania widziałem jakieś 12-13 lat temu.

    Co do wyrobów pozagatunkowych, pamiętam jaka była radość, jak udało się kupić w paczce połamane skrawki torcików wedlowskich...
    Co do Wedla (w okresie PRL zakłady im. 22 lipca), tam panował podobno taki oto zwyczaj: nowemu pracownikowi nie odmawiano słodyczy: Wynosić nie można, ale najedz się tutaj na miejscu, do woli. Po kilku dniach tak się najadali, że na słodycze nie mogli patrzeć, co w znacznym stopniu ponoć ograniczało wynoszenie przez stosowny efekt psychologiczny.

    Dzisiejszy system ma swoje patologie, na które też nie ma lekarstwa.
  • #13
    William Bonawentura
    Level 33  
    bsw wrote:
    BTW: Z opowieści wiem że mój dziadek zrobił oświetlenie na choinkę w latach 50-tych używając do tego trzech normalnych żarówek połączonych szeregowo i pomalowanych :-)


    Jako dziecko w latach 80 spotykałem konstrukcje "DIY" z żaróweczek "telefonicznych" Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych z dolutowanymi kabelkami, malowane lakierem. Mój tata zrobił dla nas bezpieczną instalację "równoległą" zasilaną z transformatora 6V. Żaróweczki 12V miały wówczas ładne, żółto-czerwone światło bez malowania.
  • #14
    japko1024
    Level 18  
    AlekZ wrote:
    Pierwszy raz wyszła produkcja lampek choinkowych, takie białe, specjalnie pokrywane luminoforem.
    To pewnie te neonówki z dodatkiem rtęci? Kiedyś mieliśmy w domu lampki choinkowe, które świeciły jak neonówki (ale zwykłe - na pomarańczowo jak rozżarzone węgielki, miały przezroczyste bańki), podobnie jak one migocząc, ale niestety gdzieś zginęły z 15 lat temu. Ale podobno to nie były neonówki, tylko diody - też by migotały i nie wymagały barwionej bańki. Nie pamiętam, jak dokładnie wyglądało wnętrze baniek, żeby stwierdzić, co to tak naprawdę było.
  • #15
    HD-VIDEO
    Level 42  
    Rtęci to tam nie ma,mogły być to lampki tlące.

    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
  • #16
    fotomh-s
    Level 23  
    AlekZ wrote:
    ale widzę co jest dzisiaj: nikt nie myśli o tym, by z pracy wynosić papier klozetowy. Jest go pod dostatkiem. Zapewniam jednak, że wystarczy, aby papier zniknął ze sklepów i ludzie będą kraść.

    Kradzież papieru toaletowego to nadal popularny proceder wśród tirowców. Okradają toalety na stacjach paliw.

    AlekZ wrote:
    Niektórzy przerabiali zestawy w ten sposób, że szeregowo włączali starter od świetlówek, co pozwalało na uzyskanie wymarzonego efektu mrugania lampek.

    Ja jak miałem jakieś 8-9 lat to z Tatą zrobiliśmy taki pseudo kolorofon. Kolorowe żarówki 40W, każda miała starter w szeregu, żarówki migały jak szalone.

    szeryf3 wrote:
    Jak, któraś się żarówka spaliła to nie świecił cały łańcuch. W tedy szukało się tej jednej spalonej żarówki. Ja miałem prawie zawsze pecha bo ta spalona żarówką była ostatnia, lub przed ostatnia jaką sprawdzałem.

    Teraz mamy bezdotykowe próbniki napięcia, więc szukanie spalonej żarówki to już nie taki wielki problem.

    bsw wrote:
    Co można wynieść z korporacji? Artykuły biurowe, papier do drukarki, kawę, herbatę i.t.p.

    Kiedyś tak po znajomościach zaopatrywałem się w przeróżne graty. Można było załatwić w ten sposób tusze do dowolnej drukarki, potem zmienili drukarki na identyczne w całym dziale i się skończyły tusze za darmo. Jak miałem bodajże 8 lat to dostałem multimetr cyfrowy Metex z zakładu Fiata (swoją drogą sprzęt działa do dzisiaj). Aparatura modułowa Hager lubiła wpadać w ręce, do tego kiedyś miałem całe 2 panele sterownicze od zlikwidowanych formiarek wtryskowych.
    Tata wyniósł z pracy bardzo porządną erbetkę, robotnicy zostawili i szef pozwolił zabrać. Jak na grubie robił to zawsze było pod dostatkiem jakichś drobnych kabli (takich o małych przekrojach co przechodziły przez wykrywacze).
    Ostatnio na złomie były 2 bankomaty, ciekawe kto i skąd je zakosił :-P
  • #17
    szeryf3
    Level 25  
  • #18
    gumisie
    Level 43  
    fotomh-s wrote:
    Ostatnio na złomie były 2 bankomaty, ciekawe kto i skąd je zakosił
    Pewnie rosyjskie i to z kasetkami pełnymi w_rubli. :wink:

    @AlekZ
    Artykuł, SUPER.
    BRAWO, Ty. :spoko:
  • #19
    aklim
    Level 14  
    W połowie lat 50 ubiegłego wieku zrobiłem (pierwszy w życiu) układ do migania lampkami. W Szereg z lampą prostowniczą
    włączony był przekaźnik Który w stanie spoczynku załączał żarzenie. Jak się lampa nagrzała przekaźnik rozłączał żarzenie i ta kółko. Inne styki załączały sznur lampek zrobiony z lampek telefonicznych jak we wcześniejszym poście.
  • #20
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    To był zatem bardzo sprytnie zrobiony przerywacz. Cewka przekaźnika musiała być o dość dużej oporności.

    Zauważyłem, że większość komentarzy jest natury obyczajowej:)
  • #21
    alf999
    Level 9  
    To kontynuuję, bo też czasy wiecznego niedoboru wryły się ludziom mocno. Chabaniny nie było, to szczególnie przed świętami woziło się lewiznę ze wsi. Kiedyś (początek lat 80' ) przed świętami B.N. zachciało mi się obejrzeć jakąś kometę, nazwy już nie pamiętam. Śniegu słusznie nasypało, gdzieś cienki sierp księżyca na czarnym bezchmurnym niebie. Pojechałem maluchem 126p na znaczna górkę w pobliżu szosy powiatowej (wieczorem ruch prawie zerowy), za drogą było samotne gospodarstwo w którym miesiąc wcześniej byłem po coś służbowo z gminy. Zaparkowałem furkę na bocznej dróżce gdzie odpłużone było pod przystanek PKS, statyw i szkło na plecy i na górkę. Rozstawiałem się, w międzyczasie gdy szedłem, słyszałem jakiś ruch w gospodarstwie - jak panika, trzaskanie drzwiami, a to było już po DziennikuTV. Stoję i rozglądam się na niebo gdzie to przycelować obiektyw, po łapach ciągnie bo mrozik ponad 10 stopni a przez rękawice nic nie pokręcisz. W gospodarstwie zaskrzypiała furtka i widzę, że ktoś idzie w moim kierunku a wiem że stoję na gruncie skarbu państwa, zresztą śnieg to żadnych upraw nie zadepczę. Gospodarz podchodzi bliżej, zagaja - "dobry wieczór, cóż po nocy pan szukasz?" Odezwałem się, kilka słów, rozpoznał mnie i para z niego zeszła. Okazało się że mieli świniobicie a dzisiaj akurat masarz kręcił kiełbasy. Obce auto w nocy, to znaczy że milicja obserwuje gospodarstwo czyli wpadunek! Za lewy ubój był wtedy prokurator. Strachu im napędziłem wielkiego!! Zaraz zaproszenie do chaty... I tak zamiast oglądać kometę ,to wróciłem do domu z zakupami. Każda okazja była dobra na zakupy, tym bardziej że bez kartek. Czasy były durne, wszystko opierało się na handlu wymiennym - wódka, papierosy, benzyna za miód, cukier oraz inne cuda wianki. Oby to nie wróciło.
  • #22
    szeryf3
    Level 25  
  • #23
    gumisie
    Level 43  
    szeryf3 wrote:
    @alf999 ale przyznasz, że święta były bardziej oczekiwane i przyjemniejsze kiedyś niż dzisiaj.
    Przełom lat 59/60, pomarańcza, wyrób czekoladopodobny jako prezent pod choinkę miały większą wartość, aniżeli jakieś obecne "prezenty", typu smartfon.
    Kiedyś liczyła się PAMIĘĆ a nie wielkość "pamięci" np; w laptopie.
  • #25
    palmus
    Level 33  
    Komercja z jednej strony- fajny przykład to komunie rozdmuchane w amerykańskim stylu i prezenty, reszta nieistotna.Podobnie święta.Do tego proces wypierania tradycji i laicyzacja czy jak kto woli to nazywać i idzie to w stronę świąt na nartach lub w Egipcie Mimo, że i tam się trafi choinka z lampkami. I teraz bez quada jako prezentu wstyd przychodzić w gościnę.
    Kto słyszał ostatnio okrzyk od gości : " ooooooo, jakie masz fajne lampki na choince!"
    Tak to wygląda.Jak babcia przyniesie robione przez siebie cały rok wdzianko, to może wywołać u wnuka tylko płacz lub wściekłość.
  • #26
    gumisie
    Level 43  
    palmus wrote:
    Jak babcia przyniesie robione przez siebie cały rok wdzianko, to może wywołać u wnuka tylko płacz lub wściekłość.
    Tylko wściekłość.
    Sami jesteśmy temu winni, tak dziadkowie jak i rodzice.
    Przykre, lecz prawdziwe. :cry:
  • #27
    bsw
    Level 18  
    alf999 wrote:
    Czasy były durne, wszystko opierało się na handlu wymiennym - wódka, papierosy, benzyna za miód, cukier oraz inne cuda wianki. Oby to nie wróciło.

    Obawiam się że wróci i to szybciej niż się wszystkim wydaje.
    Niedobory już są odczuwalne (chociażby chipy) a w planie jest likwidacja gotówki...
  • #28
    gumisie
    Level 43  
    bsw wrote:
    Niedobory już są odczuwalne (chociażby chipy)
    Jak tu żyć, gdy chipów, brak? :cry:
    Opowieść wigilijna...o lampkach choinkowych
    Nawet zwykły młotek, stanie się bezużyteczny. Brak netu, brak instrukcji obsługi młotka o miotle zrobionej z gałązek brzozy, nie wspomnę. :D
  • #29
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    Myślę, że bez instrukcji potencjalny użytkownik szybko nauczy się obsługiwać młotek. Raz czy drugi będzie miał co najwyżej spuchnięte palce. A w najgorszym razie wybije sobie tym młotkiem głupoty z głowy...
  • #30
    gumisie
    Level 43  
    AlekZ wrote:
    Myślę, że bez instrukcji potencjalny użytkownik szybko nauczy się obsługiwać młotek. Raz czy drugi będzie miał co najwyżej spuchnięte palce. A w najgorszym razie wybije sobie tym młotkiem głupoty z głowy...
    Gratuluję takiego optymizmu.
    Niedawno wnuk szwagra, spytał mnie, czy mam śrubokręt dla leworęcznych, ponieważ tymi co dziadek posiada, on nie potrafi odkręcić śrubki. :wink: