Posiadam peugeot 307 o pojemności 1,6 litra. Do niego mam akumulator o pojemności 64Ah. Oprócz niego posiadam akumulator o pojemności 44Ah z Toyoty Yaris zezłomowanej po wypadku.
Zdarzało się, szczególnie w okresie zimowym, że samochód nieużywany po dwóch tygodniach miał rozładowany akumulator. Normalnie używam tego 64Ah, ale raz zdarzyło się, że tak, jak przyniosłem akumulator 44Ah ze złomowiska i stał w domu bez ładowania ani użytkowania przez ponad rok, to po wstawieniu go do samochodu, on bez problemu zapalił i nie stwierdziłem żadnych problemów w czasie jazdy. Później też kilka razy z niego korzystałem i nie stwierdziłem problemu.
W okresie letnim nie przynoszę akumulatora do mieszkania, ale zdejmuję klemę, klemy mają dźwignię, dzięki której nie jest potrzebne żadne narzędzie do założenia lub zdjęcia. Maksymalny czas nieużywania samochodu wyniósł 2 miesiące, po czym po założeniu klemy (akumulator 64Ah) samochód zapalił i mogłem jechać.
Czy użytkowanie akumulatora o mniejszej pojemności niż przewidziana przez producenta może mieć jakieś negatywne następstwa, których nie widać podczas normalnego użytkowania? Użytkowanie urządzeń elektrycznych podczas postoju silnika (światła, radio, ładowarka smartfonu itp.) ograniczam do niezbędnego minimum.
Czy akumulator jest do czegoś potrzebny w czasie pracy silnika? Dawniej, podobno w samochodzie Fiat 126p starszej generacji z prądnicą (okrągły zestaw wskaźników z małymi okrągłymi kontrolkami) można było zapalić silnik i wyjąć akumulator, a w 126p nowszej generacji (prostokątny zestaw wskaźników z dużymi prostokątnymi kontrolkami) wyposażonej w alternator wyjęcie akumulatora podczas pracy silnika może spowodować uszkodzenie alternatora. Ile w tym prawdy? Siłą rzeczy prądnica/alternator musi zapewniać moc większa niż potrzebna w całym samochodzie (bo inaczej nie doładuje akumulatora), to dlaczego wyjęcie akumulatora podczas pracy silnika rzekomo naraża na jakiekolwiek usterki?
W takim razie, jakby się wyposażyć w powerbank samochodowy o pojemności 10Ah, to co stoi na przeszkodzie, żeby od niego odpalać samochód pozbawiony akumulatora (w końcu taki powerbank do tego służy)? Tak naprawdę jedyne, co musi zapewnić powerbank, to dostarczenie prądu o natężeniu 300A przez kilka sekund, więc 10Ah w zupełności wystarczy do tego celu. Tym bardziej, że brak akumutora jest lepszym rozwiązaniem, bo rozładowany akumulator chcąc nie chcąc będzie podkradać moc z powerbanku.
Zdarzało się, szczególnie w okresie zimowym, że samochód nieużywany po dwóch tygodniach miał rozładowany akumulator. Normalnie używam tego 64Ah, ale raz zdarzyło się, że tak, jak przyniosłem akumulator 44Ah ze złomowiska i stał w domu bez ładowania ani użytkowania przez ponad rok, to po wstawieniu go do samochodu, on bez problemu zapalił i nie stwierdziłem żadnych problemów w czasie jazdy. Później też kilka razy z niego korzystałem i nie stwierdziłem problemu.
W okresie letnim nie przynoszę akumulatora do mieszkania, ale zdejmuję klemę, klemy mają dźwignię, dzięki której nie jest potrzebne żadne narzędzie do założenia lub zdjęcia. Maksymalny czas nieużywania samochodu wyniósł 2 miesiące, po czym po założeniu klemy (akumulator 64Ah) samochód zapalił i mogłem jechać.
Czy użytkowanie akumulatora o mniejszej pojemności niż przewidziana przez producenta może mieć jakieś negatywne następstwa, których nie widać podczas normalnego użytkowania? Użytkowanie urządzeń elektrycznych podczas postoju silnika (światła, radio, ładowarka smartfonu itp.) ograniczam do niezbędnego minimum.
Czy akumulator jest do czegoś potrzebny w czasie pracy silnika? Dawniej, podobno w samochodzie Fiat 126p starszej generacji z prądnicą (okrągły zestaw wskaźników z małymi okrągłymi kontrolkami) można było zapalić silnik i wyjąć akumulator, a w 126p nowszej generacji (prostokątny zestaw wskaźników z dużymi prostokątnymi kontrolkami) wyposażonej w alternator wyjęcie akumulatora podczas pracy silnika może spowodować uszkodzenie alternatora. Ile w tym prawdy? Siłą rzeczy prądnica/alternator musi zapewniać moc większa niż potrzebna w całym samochodzie (bo inaczej nie doładuje akumulatora), to dlaczego wyjęcie akumulatora podczas pracy silnika rzekomo naraża na jakiekolwiek usterki?
W takim razie, jakby się wyposażyć w powerbank samochodowy o pojemności 10Ah, to co stoi na przeszkodzie, żeby od niego odpalać samochód pozbawiony akumulatora (w końcu taki powerbank do tego służy)? Tak naprawdę jedyne, co musi zapewnić powerbank, to dostarczenie prądu o natężeniu 300A przez kilka sekund, więc 10Ah w zupełności wystarczy do tego celu. Tym bardziej, że brak akumutora jest lepszym rozwiązaniem, bo rozładowany akumulator chcąc nie chcąc będzie podkradać moc z powerbanku.