Długo zastanawiałem się do czego może służyć kolejny gadżet, jaki chciałem tu przedstawić, aż natrafiłem na ten temat i wszystko zaczęło mi się rozjaśniać.
Może na początek zobaczymy, co siedzi w środku?
To zawsze jest interesujące, ale chyba nie w tym przypadku…
Niczym dziwnym jest też to, co zobaczyłem po odkręceniu czterech plasto-wkrętów mocujących:
Ogólnie, normalka: „Kleks”, zamiast procesora, kilka elementów dodatkowych, cztery tact switch'e, odbiornik IR i buzerek. A dodatkowo sam wyświetlacz LCD na dwóch paskach gumek przewodzących, łączących pola na płytce z napylonymi (i niewidocznymi) na szkle stykami, odpowiedzialnymi za wyświetlanie cyferek i ikonek.
Z ciekawostek — buzer wsadzony w otwór na płytce połączony z PCB za pomocą dwóch kawałków srebrzanki (posrebrzony drucik miedziany — gwoli wyjaśnienia dla tych, co nie wiedzieli) i w żaden inny sposób nieprzymocowany. Chyba że za mocowanie można uznać nieprzyciętą jedną nóżkę buzera, która po złożeniu tylnej części obudowy dociska buzer do wewnętrznej ścianki przedniej. Ot, taki wynalazek z przypadku
Zasilanie to dwie baterie AA (R6), a w instrukcji ważna uwaga: „jeśli nie będziesz korzystać z przyrządu dłużej — wyjmij baterie z urządzenia”. W sumie jest to logiczne — brak wyłącznika odcinającego zasilanie od płytki, więc jakiś minimalny (acz, jednak) prąd będzie pobierany przy wyłączeniu klawiszem. Z tego, co zdążyłem się dowiedzieć od kolegi (bo to jego IR Decoder) baterie alkaliczne po upływie ok. roku są do wyrzucenia; kontrast wyświetlacza jest praktycznie zerowy, mimo że nadal prawidłowo działa sam dekoder.
Wszystko fajnie, wszakże: „Po co to urządzenie, w dodatku za ponad 100 zł? Przecież pilota można sprawdzić kamerką telefonu?” — gdybyście pytali (przyznam się, że i ja miałem podobne odczucie, gdy kolega powiedział mi o swoim nabytku).
Jednak JEST potrzebne. Każdemu, kto np. chciałby zbudować sobie pilota samodzielnie. Czasem zachodzi taka potrzeba, aby mieć w pilocie tylko kilka funkcji najważniejszych, a nie od razu jakieś: „zbędne” opcje wejścia w menu urządzenia, czy przeprogramowania kanałów TV (funkcjonalności nieprzydatne, patrząc z perspektywy babci lub dziecka). Dla takiej samotnie mieszkającej babci to koniec świata, gdy niechcący coś się naciśnie i serialu nie będzie…
Śmieję się, ale sam będąc w: „słusznym” wieku często obsługując pilota bez okularów nacisnę coś, z czego bez dojrzenia opisów na pilocie wyjść nie mogę. Dodatkowo taki pilot DIY mógłby posiadać duże klawisze, a zamiast gumek przewodzących (znanych z tego, że tracą właściwości) można by zastosować tact switch'e — dla babci byłoby to dużym ułatwieniem.
Co, więc możemy wyczytać w instrukcji? Jak należy korzystać z dekodera i jakie możliwości w nim drzemią?
Dla utrudnienia (aby każdy mógł samodzielnie podjąć się tłumaczenia) zamieszczę skany instrukcji dodawanej do decodera przy zakupie:
W skrócie chodzi o to, że możemy odczytać symbol kodu przypisany do konkretnego klawisza badanego pilota oraz dowiedzieć się, na jakim układzie scalonym pilot jest zbudowany. Ta ostatnia informacja może być przydatna, jeśli ktoś chciałby — zamiast programować procesor — iść na skróty i zastosować oryginalny: „scalak”.
Niestety, żeby zaprogramować konkretny kod sygnału należy wiedzieć, jak faktycznie wygląda taki sygnał (lub dysponować spisem wszystkich sygnałów i ich nazwami kodowymi). A ponadto musimy mieć oryginalny pilot…
Czy, więc urządzonko jest przydatne i godne zainteresowania? Wszystko zależy od zapotrzebowania. Jeśli ktoś chce sprawdzić swój pilot — wystarczy telefon (chociaż i tu nie zawsze jest to możliwe, bo najnowsze aparaty mają wbudowany filtr podczerwieni). W danym ujęciu będzie to, więc zbędny wydatek. Jednak dla kogoś, kto zajmuje się bardziej zawodowo naprawą sprzętu — jest to jak najbardziej przydatne rozwiązanie.
Sam testerek zresztą nie jest wielki i z łatwością zmieści się w kieszonce koszuli, a więc i na półce dużo miejsca nie zajmie. Dodatkowo obsługa staje się wygodniejsza, jeśli użyjemy podstawki, sprytnie wkomponowanej w tylną część obudowy:
A jak to działa faktycznie, w realu na żywo?
Mniej więcej tak:
Popatrzmy teraz na tabelkę z wykazem układów scalonych:
I już wiemy, co siedzi wewnątrz tego pilota:
Przepraszam za niezbyt dobrze czytelny wyświetlacz — niestety brak podświetlenia ekranu LCD w połączeniu z natury małym kontrastem samego wyświetlacza (baterie OK) powoduje taki efekt. Zaręczam, że w rzeczywistości jest to lepiej widoczne.
Zainteresowani wiedzą już czego szukać. Niezainteresowani mogą, wszakże potraktować ten temat jako ciekawostkę.
Pozdrawiam.
Może na początek zobaczymy, co siedzi w środku?
To zawsze jest interesujące, ale chyba nie w tym przypadku…
Niczym dziwnym jest też to, co zobaczyłem po odkręceniu czterech plasto-wkrętów mocujących:
Ogólnie, normalka: „Kleks”, zamiast procesora, kilka elementów dodatkowych, cztery tact switch'e, odbiornik IR i buzerek. A dodatkowo sam wyświetlacz LCD na dwóch paskach gumek przewodzących, łączących pola na płytce z napylonymi (i niewidocznymi) na szkle stykami, odpowiedzialnymi za wyświetlanie cyferek i ikonek.
Z ciekawostek — buzer wsadzony w otwór na płytce połączony z PCB za pomocą dwóch kawałków srebrzanki (posrebrzony drucik miedziany — gwoli wyjaśnienia dla tych, co nie wiedzieli) i w żaden inny sposób nieprzymocowany. Chyba że za mocowanie można uznać nieprzyciętą jedną nóżkę buzera, która po złożeniu tylnej części obudowy dociska buzer do wewnętrznej ścianki przedniej. Ot, taki wynalazek z przypadku
Zasilanie to dwie baterie AA (R6), a w instrukcji ważna uwaga: „jeśli nie będziesz korzystać z przyrządu dłużej — wyjmij baterie z urządzenia”. W sumie jest to logiczne — brak wyłącznika odcinającego zasilanie od płytki, więc jakiś minimalny (acz, jednak) prąd będzie pobierany przy wyłączeniu klawiszem. Z tego, co zdążyłem się dowiedzieć od kolegi (bo to jego IR Decoder) baterie alkaliczne po upływie ok. roku są do wyrzucenia; kontrast wyświetlacza jest praktycznie zerowy, mimo że nadal prawidłowo działa sam dekoder.
Wszystko fajnie, wszakże: „Po co to urządzenie, w dodatku za ponad 100 zł? Przecież pilota można sprawdzić kamerką telefonu?” — gdybyście pytali (przyznam się, że i ja miałem podobne odczucie, gdy kolega powiedział mi o swoim nabytku).
Jednak JEST potrzebne. Każdemu, kto np. chciałby zbudować sobie pilota samodzielnie. Czasem zachodzi taka potrzeba, aby mieć w pilocie tylko kilka funkcji najważniejszych, a nie od razu jakieś: „zbędne” opcje wejścia w menu urządzenia, czy przeprogramowania kanałów TV (funkcjonalności nieprzydatne, patrząc z perspektywy babci lub dziecka). Dla takiej samotnie mieszkającej babci to koniec świata, gdy niechcący coś się naciśnie i serialu nie będzie…
Śmieję się, ale sam będąc w: „słusznym” wieku często obsługując pilota bez okularów nacisnę coś, z czego bez dojrzenia opisów na pilocie wyjść nie mogę. Dodatkowo taki pilot DIY mógłby posiadać duże klawisze, a zamiast gumek przewodzących (znanych z tego, że tracą właściwości) można by zastosować tact switch'e — dla babci byłoby to dużym ułatwieniem.
Co, więc możemy wyczytać w instrukcji? Jak należy korzystać z dekodera i jakie możliwości w nim drzemią?
Dla utrudnienia (aby każdy mógł samodzielnie podjąć się tłumaczenia) zamieszczę skany instrukcji dodawanej do decodera przy zakupie:
W skrócie chodzi o to, że możemy odczytać symbol kodu przypisany do konkretnego klawisza badanego pilota oraz dowiedzieć się, na jakim układzie scalonym pilot jest zbudowany. Ta ostatnia informacja może być przydatna, jeśli ktoś chciałby — zamiast programować procesor — iść na skróty i zastosować oryginalny: „scalak”.
Niestety, żeby zaprogramować konkretny kod sygnału należy wiedzieć, jak faktycznie wygląda taki sygnał (lub dysponować spisem wszystkich sygnałów i ich nazwami kodowymi). A ponadto musimy mieć oryginalny pilot…
Czy, więc urządzonko jest przydatne i godne zainteresowania? Wszystko zależy od zapotrzebowania. Jeśli ktoś chce sprawdzić swój pilot — wystarczy telefon (chociaż i tu nie zawsze jest to możliwe, bo najnowsze aparaty mają wbudowany filtr podczerwieni). W danym ujęciu będzie to, więc zbędny wydatek. Jednak dla kogoś, kto zajmuje się bardziej zawodowo naprawą sprzętu — jest to jak najbardziej przydatne rozwiązanie.
Sam testerek zresztą nie jest wielki i z łatwością zmieści się w kieszonce koszuli, a więc i na półce dużo miejsca nie zajmie. Dodatkowo obsługa staje się wygodniejsza, jeśli użyjemy podstawki, sprytnie wkomponowanej w tylną część obudowy:
A jak to działa faktycznie, w realu na żywo?
Mniej więcej tak:
Popatrzmy teraz na tabelkę z wykazem układów scalonych:
I już wiemy, co siedzi wewnątrz tego pilota:
Przepraszam za niezbyt dobrze czytelny wyświetlacz — niestety brak podświetlenia ekranu LCD w połączeniu z natury małym kontrastem samego wyświetlacza (baterie OK) powoduje taki efekt. Zaręczam, że w rzeczywistości jest to lepiej widoczne.
Zainteresowani wiedzą już czego szukać. Niezainteresowani mogą, wszakże potraktować ten temat jako ciekawostkę.
Pozdrawiam.
