Włącznik który podobno nie ma prawa się popsuć 7M1941531D włącza światła czasem tylko po energicznym popchnięciu i obrocie.
Rozebrany ujawnia wydarte styki które w/g opisów na elektrodzie są groźne w jakiś nieopisany sposób. Na fotce styki oczyszczone już ze spalonego smaru i żużla
Proszę o info:
Czy smar ma w ogóle być na stykach? było go dużo
Czy nalutowanie cyny w dziury wypalone/wytarte na mosiężnym styku biernym poprawi sytuację?
Czy zamiana styku czynnego bezprądowego(obecnego z drugiej strony suwaka), w miejsce wydartego ma wtedy sens?
Czy sugerowane czasem wyprowadzenie dużego prądu na zewnętrzny przekaźnik
było przez kolegów rozpoznane w sensie jakiegoś rysunku z numerkami styków?
Czerwone kreski na fotce wskazują co po czym się suwało.
Rozebrany ujawnia wydarte styki które w/g opisów na elektrodzie są groźne w jakiś nieopisany sposób. Na fotce styki oczyszczone już ze spalonego smaru i żużla
Proszę o info:
Czy smar ma w ogóle być na stykach? było go dużo
Czy nalutowanie cyny w dziury wypalone/wytarte na mosiężnym styku biernym poprawi sytuację?
Czy zamiana styku czynnego bezprądowego(obecnego z drugiej strony suwaka), w miejsce wydartego ma wtedy sens?
Czy sugerowane czasem wyprowadzenie dużego prądu na zewnętrzny przekaźnik
było przez kolegów rozpoznane w sensie jakiegoś rysunku z numerkami styków?
Czerwone kreski na fotce wskazują co po czym się suwało.