Witam
Jestem nowa tutaj bo spotkało mnie coś pierwszy raz.
Dnia 9 lipca sprzedałam Fiata Stilo rocznik 2003 na chodzie. Auto wiekowe ale sprawne. Jedyny mankament o którym się dowiedziałam to do wymiany czujnik położenia wałka co było wyraźnie napisane w ogłoszeniu oraz przy wizycie. Auto miało wymieniony rozrząd, głowice, pasek, wahacze, zaciski, hamulce i klocki. Naprawy zrobione ok. 10 tys km temu. Klocki hamulcowe, hamulce i zaciski we wrześniu przed przeglądem. Wszystko dokładnie opisałam i odmówiłam przy wizycie. Jeździłam nim na nie długich odległościach ok 50/60 km dziennie. Auto było sprawne przed wymianą oleju której nie robiłam bo uznałam że kupujący pierwsze kroki kieruje do warsztatu i wymienia olej i filtry, bo to moim zdaniem podstawa. Kupić auto przyjechało 3 młodych chłopaków. Kupujący twierdził, że ma taki sam, ale mu wysiadł. Obejrzeli, wypytali, dołożyłam od siebie wszystko co się działo z autem kiedy nim jeździłam. Zajrzeli pod maskę, obejrzeli w środku, sprawdzili bagnet oleju i wlew. Powiedziałam, że olej do wymiany, bo dawno nie wymieniałam i nie ważne, że jeszcze są 4 tys, bo nadaje się do wymiany, filtr zresztą też. Wiem to ja, jako kobieta, co na autach mało się zna. Potem jazda próbna i zachwyt. Dorzuciłam opony zimowe i obniżyła cenę o 800 zł. Wzięli bez dyskusji. Cała transakcja trwała może 15/20 minut.
Po czym 4 dni później wieczorem piszą mi, że przejechali w poniedziałek i wtorek 1000 km i musieli wlać 3 litry oleju. I że silnik do remontu i mam im zapłacić.
Nie pojechali do żadnego warsztatu aby zrobić wymianę oleju i filtra, tylko na stacji kazali pracownikowi dolać. Najpierw stwierdzili że po 400 km zapaliła się lampka oleju, a kilka zdań potem, że przy 250 km. Na domiar złego mają takie samo auto popsute, więc zastanawiam się czy prawdą jest co piszą czy zdążyli już coś pozamieniać. Najpierw chcieli 1900 za remont silnika, potem 800 a w ostatnim zdaniu 700. Dodatkowo usłyszałam, że idą do znajomego prawnika. Jeśli sprzedałam auto, przez 4 dni nie wiedziałam co się z nim dzieje, to jaką mam gwarancję, że nie zrobili coś, teraz chcą mnie zmusić do oddania pieniędzy, albo auta, które może już nie być tym samym, które sprzedałam. Podpowiedzcie co zrobić, jak się zachować.
Pozdrawiam
Katarzyna
Jestem nowa tutaj bo spotkało mnie coś pierwszy raz.
Dnia 9 lipca sprzedałam Fiata Stilo rocznik 2003 na chodzie. Auto wiekowe ale sprawne. Jedyny mankament o którym się dowiedziałam to do wymiany czujnik położenia wałka co było wyraźnie napisane w ogłoszeniu oraz przy wizycie. Auto miało wymieniony rozrząd, głowice, pasek, wahacze, zaciski, hamulce i klocki. Naprawy zrobione ok. 10 tys km temu. Klocki hamulcowe, hamulce i zaciski we wrześniu przed przeglądem. Wszystko dokładnie opisałam i odmówiłam przy wizycie. Jeździłam nim na nie długich odległościach ok 50/60 km dziennie. Auto było sprawne przed wymianą oleju której nie robiłam bo uznałam że kupujący pierwsze kroki kieruje do warsztatu i wymienia olej i filtry, bo to moim zdaniem podstawa. Kupić auto przyjechało 3 młodych chłopaków. Kupujący twierdził, że ma taki sam, ale mu wysiadł. Obejrzeli, wypytali, dołożyłam od siebie wszystko co się działo z autem kiedy nim jeździłam. Zajrzeli pod maskę, obejrzeli w środku, sprawdzili bagnet oleju i wlew. Powiedziałam, że olej do wymiany, bo dawno nie wymieniałam i nie ważne, że jeszcze są 4 tys, bo nadaje się do wymiany, filtr zresztą też. Wiem to ja, jako kobieta, co na autach mało się zna. Potem jazda próbna i zachwyt. Dorzuciłam opony zimowe i obniżyła cenę o 800 zł. Wzięli bez dyskusji. Cała transakcja trwała może 15/20 minut.
Po czym 4 dni później wieczorem piszą mi, że przejechali w poniedziałek i wtorek 1000 km i musieli wlać 3 litry oleju. I że silnik do remontu i mam im zapłacić.
Nie pojechali do żadnego warsztatu aby zrobić wymianę oleju i filtra, tylko na stacji kazali pracownikowi dolać. Najpierw stwierdzili że po 400 km zapaliła się lampka oleju, a kilka zdań potem, że przy 250 km. Na domiar złego mają takie samo auto popsute, więc zastanawiam się czy prawdą jest co piszą czy zdążyli już coś pozamieniać. Najpierw chcieli 1900 za remont silnika, potem 800 a w ostatnim zdaniu 700. Dodatkowo usłyszałam, że idą do znajomego prawnika. Jeśli sprzedałam auto, przez 4 dni nie wiedziałam co się z nim dzieje, to jaką mam gwarancję, że nie zrobili coś, teraz chcą mnie zmusić do oddania pieniędzy, albo auta, które może już nie być tym samym, które sprzedałam. Podpowiedzcie co zrobić, jak się zachować.
Pozdrawiam
Katarzyna