Listopad, wieczór, deszcz. Dlatego nikt nie zwrócił uwagi na ludzi schodzących z dwóch głównych ulic miasta biegnących równolegle i znikających w wąskiej alejce między odrapaną kamienicą, a opuszczonym budynkiem małej manufaktury. Jeden z tych tajemniczych ludzi skręcił właśnie w alejkę, w połowie jej długości było kilka stopni w dół wiodących do drzwi w ścianie opuszczonej manufaktury. Człowiek zszedł po schodkach rozglądając się na boki i zapukał w umówiony sposób - szybkie puk, puk, pauza, puk. W drzwiach odsunęła się nieduża klapa, a na człowieka spojrzała para ciemnych oczu skrytych pod wyjątkowo krzaczastymi brwiami. Pod jednym okiem były wytatuowane trzy czarne łzy. Burkliwy, niski głos zapytał:
- Jak dobrać rezystor do niebieskiego LEDa do samochodu?
Człowiek bez wahania odpowiedział:
- Było, poszukaj, zamykam temat.
Klapka została zamknięta, zza drzwi dobiegł cichy zgrzyt przesuwaniej zasuwy i drzwi uchyliły się na tyle, by czekający człowiek mógł się wślizgnąć do środka. Skinął głową zakapiarowi pilnującemu drzwi i ruszył w głąb korytarza z rzadka oświetlopnego bateryjnymi lampkami w kształcie świec.
Duże pomieszczenie było tylko częściowo oświetlone dużymi reflektorami roboczymi na wysokich stojakach. Kilkadziesiąt krzeseł było rozstawionych w dwóch rzędach tworzących półkole przed jedną ze ścian. Większość miejsc była zajęta. Człowiek siedzący na krześle pod ścianą spojrzał na zegarek, po czym wstał.
- Już chyba nikt nie dojdzie. Zaczynajmy więc. Witam was wszystkich bardzo serdecznie na kolejnym naszym spotkaniu. Widzę kilka nowych twarzy w naszej grupce. Czy ktoś z was chciałby się przedstawić?
Z jednego z krzesełek wstał wyjątkowo zarośnięty grubas w koszulce z logiem Elektrody. Wyglądał, jakby nie miał oka. Prowadzący zaprosił go gestem i przesunął się w bok. Stanął przed wszystkimi i powiedział:
- Cześć, jestem Urgon, i jestem elektro-chomikiem.
Chór głosów odpowiedział:
- Cześć, Urgon!
Po dwóch sekundach ciszy prowadzący zagaił:
- Od jak dawna chomikujesz elektronikę?
- Od przynajmniej dwunastu lat na poważnie, ale zacząłem mając pięć czy sześć lat.
- Bardzo dobrze - powiedział prowadzący. - Grunt to uświadomić sobie swój problem, by móc go rozwiązać.
- Ale ja nie mam problemu. Ja lubię chomikować.
- To co tu robisz?!
- Chciałem się zapytać, czy ktoś ma na zbyciu aparat do EKG albo USG, bo chciałem o tym napisać artykuł.
"Wydałeś na to ILE?!"
Elektronika to kosztowne hobby. Zwłaszcza teraz, gdy kurs złotówki poleciał w dół względem dolara. Można kupić tanie sprzęty, ale dość szybko się okazuje, że "taniość" ogranicza nasze możliwości. Najtańsze lutownice albo palą płytki, albo ulegają awarii po kilku miesiącach. Najtańsze multimetry są niezbyt dokładne i podatne na uszkodzenia, a bateria 6F22 to najgorsza rzecz, jaką udało się ludzkości stworzyć. Tanie uchwyty do płytek typu "trzecia ręka" niejedną płytką porysowały, a i z trzymaniem średnio sobie radzą. Najtańsze oscyloskopy cyfrowe w obudowach po odtwarzaczach MP4 bardziej frustrują, niż pomagają, trochę droższe, podłączane do komputera oferują niewygodny interfejs, błędy w oprogramowaniu i siermiężny sposób działania wyzwalania. Na dodatek w cenie taniego oscyloskopu cyfrowego można nabyć w miarę znośny oscyloskop analogowy, o ile ma się miejsce na takie "bydlę". Generalnie z dużą łatwością można utopić nawet kilkanaście tysięcy złotych w narzędzia, i to bez kupowania topowych modeli. Kupując topowe modele możemy zostawić w sklepach ekwiwalent jednej willi Obajtka.
Ale to nie jedyne koszty. Trzeba też pamiętać o cenach części i komponentów. Drobnica w rodzaju mniejszych elementów pasywnych czy popularniejszych diod i tranzystorów i bazowych układów scalonych nie nadszarpnie budżetu. Chyba, że kupujemy ją w większych ilościach, by mieć zapas. Co lepsze wzmacniacze operacyjne, scalone wzmacniacze audio, większe tranzystory mocy czy inne, specjalizowane układy, oraz większe i lepsze mikrokontrolery dość szybko ten budżet nadszarpną. Egzotyczne lub nieprodukowane już układy i tranzystory, duże kondensatory i superkondensatory, lepsze głośniki i elementy elektromechaniczne oraz mechaniczne potrafią budżet dosłownie zarżnąć. Nie wsponając nawet o ilości miejsca, jaką zajmują. To oznacza też kolejny problem, mianowicie trzeba zainwestować w system do przechowywania tego wszystkiego.
"I na co ci ten szmelc? Nic z tym przecież nie robisz!"
Elektronik nie tylko zbiera części i narzędzia, ale też najróżniejsze sprzęty, które planuje (kiedyś) naprawić, wykorzystać albo rozebrać, oraz (prawdopodobnie jeszcze więcej) części z rozebranych sprzętów. W kolekcji znaleźć się mogą silniki z drukarek, kawałki skanerów, mechanizmy magnetofonów, stare zasilacze i transformatory, przekładnie, napędy CD/DVD, kawałki kamkorderów i magnetowidów, stare monitory i telewizory kineskopowe, wyroby spod znaku Radmora i Unitry w całości lub w kawałkach, zasilacze komputerowe z czarnej listy i kilometry kabli i przewodów. Wszystkie łączy jedna fraza: "przyda się". Elektronik bez "przydasiów" jest jak kopalnia bez związków zawodowych - niespotykany w naturalnym środowisku i dostępny tylko w najściślejszych warunkach laboratoryjnych.
Proces zbierania "przydasiów" prawie nigdy nie ustaje, za to ich zużycie jest raczej sporadyczne. To sprawia, iż ich ilość rośnie w postępie geometrycznym i szybko wykracza poza przestrzeń przeznaczoną na hobby elektroniczne. Zwykle kosztem przestrzeni na mniej istotne rzeczy, jak rodzina, zwierzęta, jedzenie czy powietrze. Gdy "przydasie" osiągną pewną objętość graniczną, albo nie wytrzyma podłoga, albo rodzina. W obu przypadkach może dość do poważnego uszczerbku na zdrowiu elektronika i ilości "przydasiów". Dlatego jednak warto się zastanowić, czy wszystko nam jest potrzebne.
"Jak my się z tym wszystkim zabierzemy..."
Skąd w ogóle pomysł na taki temat? Ano stanęliśmy w obliczu konieczności przeprowadzlki, a to oznacza, że muszę wszystkie swoje elektroniczne szpargały spakować do transportu, a nowej "zabawki", która dziś mi przyszła nawet nie rozpakowuję, bo nie ma to sensu. Dla ukazania skali problemu postanowiłem zrobić zdjęcie części mojej skromnej kolekcji:
Każdy pojemnik i każde pudło na zdjęciu zawierają części, narzędzia albo rzeczy do rozbiórki i inne "przydasie". Zabrakło na nim jednej skrzynki narzędziowej, jednego dużego kartonu i kilku zabytków techniki, które podrzucił mi mój przyjaciel - kolekcjoner. Nie jest tak źle, prawda?
Konkurs fotograficzny!
Zasady są proste: chętni wrzucają zdjęcia swojej obsesji elektro-chomikowania. Te będę oceniał pod kątem:
- objętości;
- dezorganizacji;
- zawartości ciekawostek;
- potencjału "przydasiowego".
Pierwsze trzy miejsca zostaną nagrodzone przez Gulsona multimetrami uniwersalnymi UT33D+. Zdobywca pierwszego miejsca otrzyma ode mnie specjalne pudło pełne barachła z mojej kolekcji. Co w nim będzie? Tego nie wiedzą nawet najstarsi Indianie.
Zdjęcia z opcjonalnymi opisami proszę zamieszczać w tym temacie.
W związku z nieprzewidzianą sytuacją życiową konkurs zostanie rozstrzygnięty z początkiem października. Za opóźnienia przepraszam. W ramach kompensacji postaram się o medale dla nagrodzonych.
Minikonkurs dla spostrzegawczych
Po 50 punktów z mojej osobistej kolekcji otrzymają użytkownicy, którzy jako pierwsi odpowiedzą na jedno z poniższych pytań:
1. Skąd pochodzi i co przedstawia obrazek tytułowy?
2. Na zdjęciu mojej obsesji kryje się przedmiot, o którym napisałem artykuł. Co to za przedmiot i gdzie jest artykuł?
Minikonkurs wróża Macieja
Na zdjęciu mojej obsesji znajdują się trzy przedmioty: jeden drogi, drugi droższy i trzeci dość tani. O dwóch piszę artykuły, jednego jeszcze nawet nie rozpakowałem z kartonu. Sto punktów dostaną ci użytkownicy, którzy zgadną, o które rzeczy chodzi. Dla ułatwienia dodam, że są to narzędzia.
Trzecie miejsce i tytuł Brązowego Anonimowego Elektrochomika zajmuje @Mateusz_konstruktor. Wielkość kolekcji robi wrażenie, ale mojego rekordu czasu realizacji projektu to kolega nie pobije - MIDIBox 64E czeka na skończenie już 15 lat.
Drugie miejsce i tytuł Srebrnego Anonimowego Elektrochomika zdobywa @Olkus. Kolega dzielnie walczy z chaosem, ale obawiam się, że raczej nie wygra.
Pierwsze miejsce i tytuł Złotego Anonimowego Elektrochomika zdobywa @Pawelr98. Doceniam nie tylko objętość i poziom chaosu, ale też bogactwo sprzętu warsztatowego i pomiarowego. Kolega nie boi się, że strych się zawali?
Zapraszam Was do udziału w konkursach, ale też do dyskusji. Jak na przykład radzicie sobie w sytuacji, gdy chcecie kupić coś, co Wasze rodziny uznają za zbędne wydatki lub zwykłe (elektro-)śmieci? Na jakie narzędzie wydaliście najwięcej, ale jeszcze ani razu się nie przydało? Piszcie.
- Jak dobrać rezystor do niebieskiego LEDa do samochodu?
Człowiek bez wahania odpowiedział:
- Było, poszukaj, zamykam temat.
Klapka została zamknięta, zza drzwi dobiegł cichy zgrzyt przesuwaniej zasuwy i drzwi uchyliły się na tyle, by czekający człowiek mógł się wślizgnąć do środka. Skinął głową zakapiarowi pilnującemu drzwi i ruszył w głąb korytarza z rzadka oświetlopnego bateryjnymi lampkami w kształcie świec.
Duże pomieszczenie było tylko częściowo oświetlone dużymi reflektorami roboczymi na wysokich stojakach. Kilkadziesiąt krzeseł było rozstawionych w dwóch rzędach tworzących półkole przed jedną ze ścian. Większość miejsc była zajęta. Człowiek siedzący na krześle pod ścianą spojrzał na zegarek, po czym wstał.
- Już chyba nikt nie dojdzie. Zaczynajmy więc. Witam was wszystkich bardzo serdecznie na kolejnym naszym spotkaniu. Widzę kilka nowych twarzy w naszej grupce. Czy ktoś z was chciałby się przedstawić?
Z jednego z krzesełek wstał wyjątkowo zarośnięty grubas w koszulce z logiem Elektrody. Wyglądał, jakby nie miał oka. Prowadzący zaprosił go gestem i przesunął się w bok. Stanął przed wszystkimi i powiedział:
- Cześć, jestem Urgon, i jestem elektro-chomikiem.
Chór głosów odpowiedział:
- Cześć, Urgon!
Po dwóch sekundach ciszy prowadzący zagaił:
- Od jak dawna chomikujesz elektronikę?
- Od przynajmniej dwunastu lat na poważnie, ale zacząłem mając pięć czy sześć lat.
- Bardzo dobrze - powiedział prowadzący. - Grunt to uświadomić sobie swój problem, by móc go rozwiązać.
- Ale ja nie mam problemu. Ja lubię chomikować.
- To co tu robisz?!
- Chciałem się zapytać, czy ktoś ma na zbyciu aparat do EKG albo USG, bo chciałem o tym napisać artykuł.
"Wydałeś na to ILE?!"
Elektronika to kosztowne hobby. Zwłaszcza teraz, gdy kurs złotówki poleciał w dół względem dolara. Można kupić tanie sprzęty, ale dość szybko się okazuje, że "taniość" ogranicza nasze możliwości. Najtańsze lutownice albo palą płytki, albo ulegają awarii po kilku miesiącach. Najtańsze multimetry są niezbyt dokładne i podatne na uszkodzenia, a bateria 6F22 to najgorsza rzecz, jaką udało się ludzkości stworzyć. Tanie uchwyty do płytek typu "trzecia ręka" niejedną płytką porysowały, a i z trzymaniem średnio sobie radzą. Najtańsze oscyloskopy cyfrowe w obudowach po odtwarzaczach MP4 bardziej frustrują, niż pomagają, trochę droższe, podłączane do komputera oferują niewygodny interfejs, błędy w oprogramowaniu i siermiężny sposób działania wyzwalania. Na dodatek w cenie taniego oscyloskopu cyfrowego można nabyć w miarę znośny oscyloskop analogowy, o ile ma się miejsce na takie "bydlę". Generalnie z dużą łatwością można utopić nawet kilkanaście tysięcy złotych w narzędzia, i to bez kupowania topowych modeli. Kupując topowe modele możemy zostawić w sklepach ekwiwalent jednej willi Obajtka.
Ale to nie jedyne koszty. Trzeba też pamiętać o cenach części i komponentów. Drobnica w rodzaju mniejszych elementów pasywnych czy popularniejszych diod i tranzystorów i bazowych układów scalonych nie nadszarpnie budżetu. Chyba, że kupujemy ją w większych ilościach, by mieć zapas. Co lepsze wzmacniacze operacyjne, scalone wzmacniacze audio, większe tranzystory mocy czy inne, specjalizowane układy, oraz większe i lepsze mikrokontrolery dość szybko ten budżet nadszarpną. Egzotyczne lub nieprodukowane już układy i tranzystory, duże kondensatory i superkondensatory, lepsze głośniki i elementy elektromechaniczne oraz mechaniczne potrafią budżet dosłownie zarżnąć. Nie wsponając nawet o ilości miejsca, jaką zajmują. To oznacza też kolejny problem, mianowicie trzeba zainwestować w system do przechowywania tego wszystkiego.
"I na co ci ten szmelc? Nic z tym przecież nie robisz!"
Elektronik nie tylko zbiera części i narzędzia, ale też najróżniejsze sprzęty, które planuje (kiedyś) naprawić, wykorzystać albo rozebrać, oraz (prawdopodobnie jeszcze więcej) części z rozebranych sprzętów. W kolekcji znaleźć się mogą silniki z drukarek, kawałki skanerów, mechanizmy magnetofonów, stare zasilacze i transformatory, przekładnie, napędy CD/DVD, kawałki kamkorderów i magnetowidów, stare monitory i telewizory kineskopowe, wyroby spod znaku Radmora i Unitry w całości lub w kawałkach, zasilacze komputerowe z czarnej listy i kilometry kabli i przewodów. Wszystkie łączy jedna fraza: "przyda się". Elektronik bez "przydasiów" jest jak kopalnia bez związków zawodowych - niespotykany w naturalnym środowisku i dostępny tylko w najściślejszych warunkach laboratoryjnych.
Proces zbierania "przydasiów" prawie nigdy nie ustaje, za to ich zużycie jest raczej sporadyczne. To sprawia, iż ich ilość rośnie w postępie geometrycznym i szybko wykracza poza przestrzeń przeznaczoną na hobby elektroniczne. Zwykle kosztem przestrzeni na mniej istotne rzeczy, jak rodzina, zwierzęta, jedzenie czy powietrze. Gdy "przydasie" osiągną pewną objętość graniczną, albo nie wytrzyma podłoga, albo rodzina. W obu przypadkach może dość do poważnego uszczerbku na zdrowiu elektronika i ilości "przydasiów". Dlatego jednak warto się zastanowić, czy wszystko nam jest potrzebne.
"Jak my się z tym wszystkim zabierzemy..."
Skąd w ogóle pomysł na taki temat? Ano stanęliśmy w obliczu konieczności przeprowadzlki, a to oznacza, że muszę wszystkie swoje elektroniczne szpargały spakować do transportu, a nowej "zabawki", która dziś mi przyszła nawet nie rozpakowuję, bo nie ma to sensu. Dla ukazania skali problemu postanowiłem zrobić zdjęcie części mojej skromnej kolekcji:
Każdy pojemnik i każde pudło na zdjęciu zawierają części, narzędzia albo rzeczy do rozbiórki i inne "przydasie". Zabrakło na nim jednej skrzynki narzędziowej, jednego dużego kartonu i kilku zabytków techniki, które podrzucił mi mój przyjaciel - kolekcjoner. Nie jest tak źle, prawda?
Konkurs fotograficzny!
Zasady są proste: chętni wrzucają zdjęcia swojej obsesji elektro-chomikowania. Te będę oceniał pod kątem:
- objętości;
- dezorganizacji;
- zawartości ciekawostek;
- potencjału "przydasiowego".
Pierwsze trzy miejsca zostaną nagrodzone przez Gulsona multimetrami uniwersalnymi UT33D+. Zdobywca pierwszego miejsca otrzyma ode mnie specjalne pudło pełne barachła z mojej kolekcji. Co w nim będzie? Tego nie wiedzą nawet najstarsi Indianie.
Zdjęcia z opcjonalnymi opisami proszę zamieszczać w tym temacie.
W związku z nieprzewidzianą sytuacją życiową konkurs zostanie rozstrzygnięty z początkiem października. Za opóźnienia przepraszam. W ramach kompensacji postaram się o medale dla nagrodzonych.
Minikonkurs dla spostrzegawczych
Po 50 punktów z mojej osobistej kolekcji otrzymają użytkownicy, którzy jako pierwsi odpowiedzą na jedno z poniższych pytań:
1. Skąd pochodzi i co przedstawia obrazek tytułowy?
2. Na zdjęciu mojej obsesji kryje się przedmiot, o którym napisałem artykuł. Co to za przedmiot i gdzie jest artykuł?
Minikonkurs wróża Macieja
Na zdjęciu mojej obsesji znajdują się trzy przedmioty: jeden drogi, drugi droższy i trzeci dość tani. O dwóch piszę artykuły, jednego jeszcze nawet nie rozpakowałem z kartonu. Sto punktów dostaną ci użytkownicy, którzy zgadną, o które rzeczy chodzi. Dla ułatwienia dodam, że są to narzędzia.
Rozwiązanie konkursu na Anonimowego Elektrochomika
Trzecie miejsce i tytuł Brązowego Anonimowego Elektrochomika zajmuje @Mateusz_konstruktor. Wielkość kolekcji robi wrażenie, ale mojego rekordu czasu realizacji projektu to kolega nie pobije - MIDIBox 64E czeka na skończenie już 15 lat.
Drugie miejsce i tytuł Srebrnego Anonimowego Elektrochomika zdobywa @Olkus. Kolega dzielnie walczy z chaosem, ale obawiam się, że raczej nie wygra.
Pierwsze miejsce i tytuł Złotego Anonimowego Elektrochomika zdobywa @Pawelr98. Doceniam nie tylko objętość i poziom chaosu, ale też bogactwo sprzętu warsztatowego i pomiarowego. Kolega nie boi się, że strych się zawali?
Wszystkim zwycięzcom gratuluję.
Zapraszam Was do udziału w konkursach, ale też do dyskusji. Jak na przykład radzicie sobie w sytuacji, gdy chcecie kupić coś, co Wasze rodziny uznają za zbędne wydatki lub zwykłe (elektro-)śmieci? Na jakie narzędzie wydaliście najwięcej, ale jeszcze ani razu się nie przydało? Piszcie.
Fajne? Ranking DIY
