Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

O przeciętym kablu, którego nie było i o możliwej jego diagnozie

AlekZ 19 Aug 2022 07:40 3288 7
Optex
  • Mity, baśnie i legendy, także te miejskie rozpalają wyobraźnię. Tak było kilka lat temu z historią "złotego pociągu", ale takich legend, gdzie prawda miesza się z fikcją jest znacznie więcej. Jest też mit dotyczący Krakowa.

    Więcej będzie tu przytoczeń i odnośników niż mojej opowieści. I choć samego kabla nie było, to ciekawe są niektóre zagadnienia techniczne związane z całą tą hecą.

    Bodajże w marcu b.r. z zaciekawieniem przeczytałem artykuł dotyczący mitu kabla "centralnego", który miał służyć do wysadzenia w powietrze Krakowa przez wycofujących się z Krakowa Niemców.
    Ten artykuł, pod tytułem "Z Wawelu miała zostać kupa gruzu. Na szczęście zniszczono kabel… Jak było naprawdę?" ukazał się tutaj:
    [url=]https://glos24.pl/z-wawelu-miala-zostac-kupa-gruzu-na-szczescie-zniszczono-kabel-rzeczywiscie-2[/url]

    Tym, którym nie będzie się chciało klikać w ten link przytaczam taki oto cytat z tego artykułu:
    "[...]Z wkroczeniem Armii Czerwonej do Krakowa nierozerwalnie związany jest mit zaminowania go przez Niemców,
    którzy mieli podłożyć ładunki wybuchowe nie tylko pod strategicznymi punktami infrastruktury,
    ale przede wszystkim pod najważniejszymi miejskimi zabytkami. Z tą sprawą łączy się kolejny mit
    – mit kabla mającego prowadzić do detonatora ukrytego w forcie na Pasterniku, położonego
    na szczycie wzgórza Wróżna Góra w Modlniczce koło Krakowa. W zależności od relacji przewód miał zostać przecięty,
    a tym samym krakowskie zabytki uratowane, przez żołnierzy AK lub czerwonoarmiejców.[...]
    Mityczny kabel, prowadzący do detonatora, dzięki któremu Niemcy mieli wysadzić Kraków, miał zostać, w zależności od relacji,
    przecięty przez żołnierzy AK lub czerwonoarmiejców… Jak było naprawdę?[...]"

    Pamiętam, gdy jeszcze w latach 90. usłyszałem o tym micie od mojej przyszywanej babci, która była mieszkanką Krakowa.
    Ona sama powątpiewała w mit cudownego uratowania Krakowa przez marszałka ZSRR Iwana Koniewa.

    Jak wynika z lutowego artykułu, historycy obalili doszczętnie mit istnienia kabla, który rzekomo mieli przeciąć czerwonoarmiści.
    Pod tym względem temat można uważać za zamknięty.

    Pozostają więc wspomniane na wstępie "technikalia". W artykule przytoczone są wspomnienia Józefa Buczaka, członka AK, który twierdził,
    że w przypadku przecięcia kabla Niemcy wiedzieli bardzo szybko, gdzie jest uszkodzony.
    W artykule czytamy, że:
    "[...] Miejsce uszkodzone było natychmiast monitorowane do „centrali” i ekipa naprawcza wiedziała
    dokładnie w którym miejscu kabel został uszkodzony. Nie musieli uszkodzenia szukać, wiedzieli gdzie jest.
    Technicznie było to ciekawe i niecodzienne rozwiązanie."

    Czy w owym czasie istniała techniczna możliwość takiej lokalizacji uszkodzeń kabli?

    Z ciekawością przeczytałem opinię prof. Janusza Gajdy z Akademii Górniczo- Hutniczej w Krakowie, zawartej w rzeczonym artykule.
    Profesor wypowiedział się odnośnie możliwych metod badania uszkodzonych kabli w owym czasie.
    Wskazywał on- słusznie- na możliwość badania kabli prostymi metodami przez badanie rezystancji jak i metodami reflektometrycznymi,
    które z natury swej rzeczy są bardziej skomplikowane. Wskazywał na konieczność użycia generatora krótkich impulsów i oscyloskopu przy stosowaniu tej metody i wyraził przypuszczenie, że taki sprzęt mógł być dostępny w 1945 r.

    Po tej lekturze na kilka miesięcy zapomniałem zupełnie o sprawie. Przypomniałem sobie o niej z dwóch powodów.

    Jakiś czas temu naprawiając starą zabytkową telefoniczną szafkę badaniową SB-1 z lat 50. stwierdziłem ze zdziwieniem,
    że umożliwia ona pomiar pojemności metodą ładowania i rozładowania kondensatora- linii rozwartej lub zakończonej pojemnością
    (z reguły był nią kondensator bocznikujący dzwonek telefonu). Tego typu szafki stanowiły wyposażenie mniejszych central.
    Były także na wyposażeniu serwisantów linii telefonicznych.

    O przeciętym kablu, którego nie było i o możliwej jego diagnozie

    W celu dokonania pomiaru ustawia się przełącznik obrotowy rodzaju pomiaru na pojemność, a następnie jeden z kluczy przechyla się na chwilę w jedną stronę w celu naładowania linii, a po chwili przechyla się w drugą stronę i obserwuje się, do którego miejsca na skali drgnęła wskazówka.

    Ci, którzy chcą zgłębić dokładniej tajniki obsługi telefonicznej szafki badaniowej SB-1 mogą sobie otworzyć plik pdf z napisaną przeze mnie instrukcją. Są tam też dokładniejsze zdjęcia szafki, w tym także skali miernika.

    [url=]http://www.pwl.mikrokontroler.pl/telekomunikacja_retro/szafki/instrukcja_sb1.pdf[/url]

    Co ciekawe, przynajmniej niektóre telefoniczne stoły badaniowe, znajdujące się w centralach nie miały możliwości pomiaru pojemności linii, pomimo tego, że
    były znacznie bardziej rozbudowane niż małe z natury swej rzeczy szafki badaniowe.

    Oddajmy teraz głos niejakiemu Jarkowi P., prowadzącemu stronę [url=]http://domwlesie.eu/[/url], który tak oto wspomina taki stół badaniowy:


    "[...]O tym stole już kilka razy zaczynałem pisać, za każdym razem natychmiast schodząc z tematu, najwyższy więc czas wreszcie napisać coś więcej.
    Wspominałem, że wyglądał on, jak steampunkowa wersja kokpitu wahadłowca kosmicznego, prawda? [...]stół z mojego obiektu był w stanie pierwotnym,
    cały w fornirowanej obudowie zrobionej na „palisander”, solidnie spatynowanej kilkudziesięcioletnia karierą.
    Dodatkowo stała tam skrzynka na bieżące „kątówki”, te wystawiane przeze mnie do naprawy i te zdawane przez monterów,
    Dziennik Biura Napraw, szklanka (!) z herbatą Pana Henia oraz popielniczka i paczka papierosów Pana Henia.
    Bo choć ze stołu korzystał każdy potrzebujący, to Pan Henio najczęściej tam siedział.
    Obsługi tego stołu nie nauczyłem się nigdy. Faktem jest, że niespecjalnie próbowałem, najczęściej w końcu mierzyłem „robotem”,
    a potem miałem też do dyspozycji nowoczesną szafkę pomiarową w pełni elektroniczną, ale i faktem pozostaje, że by biegle obsługiwać ten stół,
    potrzebna była chyba długa praktyka. Centralowy robot mierzył rezystancje, napięcia i pojemności na linii, ten stół teoretycznie był w stanie
    zmierzyć nawet jeszcze mniej (bo pojemności linii nie mierzył), ale to wszystko nie było istotne, gdy do stołu zasiadał Pan Henio. Gdy on robił pomiary, przez chwile było słychać tylko terkot przerzucanych kluczy i szczęk wtyczek, po czym rozlegało się obwieszczenie:
    – ziemie mam, na jedny żyle [Pan Henio lokalną gwarą się posługiwał]. I to na rozdzielczym będzie, gdzieś het daleko, w puszce może nawet.
    – skąd pan wie? – ja na to – bo mi w komputerze na pomiarze wychodziła tylko trochę zaniżona rezystancja?
    – a bo tyn komputer je gupi! Zobacz se – prztykprztykprztykdrrrrt – o widzisz, jak wskazówka wolno dyga? – prztykprzykdrrrrt
    – o a teraz widzisz na drugi żyle, że jest lepij? Jakby było blisko, to by szybko spadła, a jak spada tak wolno,
    to widać że daleko, a tu linia słaba, to komputer tego czysto nie zmierzy, tu trzeba na wskazówkie patrzeć!
    O widzisz, jak opadła nisko? Ziemia, jak nic, wpisuj w kartę ziemie, a w komputerze se dopiszesz w uwagach.

    Sami widzicie, Panu Heniowi pomiar pojemności linii był po nic, on tą pojemność widział intuicyjnie po samym zachowaniu wskazówki miernika.
    A przy tym przy pomocy tego stołu był w stanie zrobić całe mnóstwo rzeczy niestandardowych
    i czasem mocno wykraczających poza protokół, jak choćby puszczenie w linię mocno podwyższonego napięcia celem jej szybkiego „osuszenia”.[...]"


    Wziąwszy pod uwagę możliwości mojej szafki, jak również powyższą relację należy uznać, że przy dostatecznie długiej linii,
    a więc znacznej pojemności między żyłami w kablu byłoby możliwe oszacowanie miejsca uszkodzenia kabla rozwartego. W tym celu konieczna byłaby znajomość pojemności między żyłami kabla przypadającego na jednostkę jego długości. Upływność kabla oczywiście ograniczałaby możliwości
    takiego dość prymitywnego pomiaru, ale byłby on możliwy.

    Przeglądając natomiast stare zasoby biblioteczne w moim miejscu pracy trafiłem na ciekawy artykuł w czasopiśmie "Przegląd Telekomunikacyjny". Ten artykuł, autorstwa inżyniera, kryjącego się za tajemniczymi inicjałami W.K., ukazał się w ramach serii "ciekawe wypadki uszkodzeń w urządzeniach teletechnicznych". Artykuł opisuje diagnozę uszkodzenia kablowej pary radiowej pomiędzy Łowiczem a Łodzią i datowany jest na marzec 1939 r.

    Choć do pomiaru zastosowano mostek prądu zmiennego, to opisaną w tym artykule metodę należy zaliczyć do metod reflektometrycznych. Metoda ta nie wymagała ona użycia generatora wąskich impulsów i oscyloskopu, a zastosowany sprzęt można uznać za dość prymitywny.
    Wykorzystano przy tym fakt, że w przypadku pomiaru linii niejednorodnej, a więc uszkodzonej w jakimś punkcie wykresy składowych rzeczywistej i urojonej oporu wejściowego mają przebieg falisty, wskutek odbicia części energii w miejscu uszkodzenia.

    Skany tego trzystronicowego opisu zamieszczam w całości dla zainteresowanych szczegółami tego pomiaru.

    O przeciętym kablu, którego nie było i o możliwej jego diagnozie

    O przeciętym kablu, którego nie było i o możliwej jego diagnozie

    O przeciętym kablu, którego nie było i o możliwej jego diagnozie

    Dziś takie uszkodzenie zdiagnozowałby zapewne handlowo dostępny analizator , ale wtedy analizę wykonywano "na piechotę". W artykule tym stwierdzono, że uszkodzenie polegało na zwarciu jednej żyły z ekranem, a więc nie było przecięcie kabla. Być może jednak podobny sposób dałoby się zdiagnozować przerwę w np. częściowo przeciętym kablu, który jak już wiemy- nie istniał...

    Cool? Ranking DIY
    Can you write similar article? Send message to me and you will get SD card 64GB.
    About Author
    AlekZ
    Vacuum tubes specialist
    Offline 
    Has specialization in: technika próżniowa
    AlekZ wrote 1907 posts with rating 2032, helped 76 times. Live in city Marki. Been with us since 2003 year.
  • Optex
  • #2
    bsw
    Level 18  
    [OFF-TOPIC]
    Faktem jest że wiele obiektów w Krakowie było zaminowanych - m.in. gazownia czy fabryka Zieleniewskiego. Do tej pory stoi kilka betonowych zapór przeciwczołgowych, które miały być pirotechnicznie zwalone.
    Żadnego centralnego kabla nie było a obiekty miały być wysadzane indywidualnie co się stało tylko częściowo - wysadzono m.in. wszystkie mosty na Wiśle i dokonano wielu podpaleń.
    Niemniej szybka ewakuacja spowodowała że nie dokonano całkowitego działa zniszczenia...
    BTW:
    Przypomniał mi się taki stary satyryczny rysunek bodajże Mleczki:
    Dwaj niemieccy żołnierze z "detonatorem" na tle Wawelu - dowódca powstrzymuje podkomendnego: "Nie wysadzaj Hans - oni to sami zrewaloryzują".
  • Optex
  • #3
    TechEkspert
    Editor
    Opisana para radiowa była pupinizowana obecnie to już dość zagadkowe i raczej nie wykorzystywane rozwiązanie.

    Co do nieistniejącego kabla, zastanawiam się jak można było zmylić przeciwnika co do miejsca uszkodzenia. Jeżeli mierzyli rezystancję to zawsze należało uważać aby przecięty przewód był rozwarty na końcu, lub nawet podłączyć tam rezystor przesuwający miejsce uszkodzenia względem rzeczywistego.

    Metody pojemnościowe można oszukać kondensatorem. Gorzej z tdr, być może szpula przewodu podłączona na końcu wprowadzałaby błędy pomiaru?
  • #4
    KonradGatek
    Level 27  
    TechEkspert wrote:
    Metody pojemnościowe można oszukać kondensatorem. Gorzej z tdr, być może szpula przewodu podłączona na końcu wprowadzałaby błędy pomiaru?

    Tak, ale było by widać zmianę impedancji falowej w miejscu łączenia.
    Niemiecka wojskowa technika zaglądała w GHz, o czym raczej się nie mówi:
    Using a 50 cm (600 MHz) magnetron from Philips, their first transmitter was modulated with 2-μs pulses at a pulse repetition frequency (PRF) of 2000 Hz.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Radar_in_World_War_II#Germany
  • #6
    KonradGatek
    Level 27  
    TechEkspert wrote:
    aby uszkodzić sprzęt pomiarowy przeciwnika?

    Nie wiem, czy polscy terroryści dysponowali takim sprzętem. A wtedy była by możliwość odpalenia pozostałych.
    Do precyzyjnego niszczenia umocnień polskich terrorystów służył dron zwany goliatem.
    Dzięki takiej technice, ginie wielu terrorystów, a mało cywilów. Wiemy to od naszych obecnych przyjaciół, którzy walczyli z terrorystami w Afganistanie.
  • #7
    grypol
    Level 12  
    Nie wiem dlaczego ojciec mówił że brał udział w akcji przecinania kabla jako obstawa? Raczej z armią czerwoną nie miał nic wspólnego,brdziej Krajową :) .
    Mówił że musieli ciąć po parze drutów i dopinać oporniki dobrane zamiast zapalników, bo niemcy mierzyli co godzinę ? oporność każdego zapalnika. Do tego trzeba omomierza na niskie napięcie, większe do odpalenia.
    Centralka była w forcie Pasternik a cięcie odbywać miało się gdzieś przy torach między dzisiejszą ulicami Wilczą a Bronowicką.
  • #8
    M.Konopka
    Level 12  
    Wg przekazów rodzinnych mój dziadek też brał udział w tym, z ramienia AK (po wojnie WiN).