Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Garść praktycznych porad dla początkujących 2

Urgon 03 Nov 2022 19:17 4716 105
Altium Designer Computer Controls
  • Garść praktycznych porad dla początkujących 2
    Poprzednia część Garści praktycznych porad dla początkujących całkiem dobrze się przyjęła. W tej części skupimy się na lutowaniu Zaczynamy.


    1. Jaką lutownicę i jakie groty wybrać?

    Lutownice transformatorowe to zabytki techniki przydatne chyba tylko do topienia wielkich kawałków cyny. Jeśli musisz wytopić 5-10 gramów cyny na raz, to robisz to źle. Są na Elektrodzie ludzie, którzy "transformatorówkami" lutują nawet SMD - trudno mi się zdecydować, czy demonstrują tak niesamowite umiejętności, czy niespotykany masochizm. Nawet cynowanie grubych kabli łatwiej zrealizować z pomocą tygli do tego przeznaczonych.

    Lutownice oporowe typu "plug and play", czyli pozbawione jakiejkolwiek regulacji temperatury to takie bardziej zaawansowane "transformatorówki". Dobre kiedyś do naprawiania sprzętu sprzed ery płytek drukowanych. Lepiej unikać.

    Lutownice gazowe to ciekawa sprawa. Warto kupić taką lutownicę na wypadek pracy w miejscu, gdzie nie ma dostępu do prądu, albo w razie awarii zasilania. Coś w sam raz dla elektronika-preppersa, ale raczej nie do codziennej pracy.

    Lutownice oporowe z regulacją temperatury oraz stacje lutownicze łączące lutownicę oporową i hot-air to jest coś, co polecam. Ale nie kupujcie najtańszego szajsu, który bywa sprzedawany jako "spawarka do plastiku". Miałem taki "wynalazek" pod nazwą Yihua 852D+. Średnio się sprawdzała, ale na szczęście szybko uległa awarii. Z czystym sumieniem mogę polecić Zhaoxin 936AH i Zhaoxin 868D.

    Skoro już przy lutowaniu jesteśmy, to warto dokupić od razu dwa groty. W zestawie jest zawsze grot typu "igła", ale nie lutuje się tym ani dobrze, ani wygodnie. Grot ma za małą powierzchnię do lutowania elementów przewlekanych i co większych SMD. Nie nabierze też zbyt dużo cyny, gdy potrzeba. Nadaje się za to do lutowania złączy, gdzie przewód wsuwa się w rurkę i wtapia cynę - ostry, wąski koniec "robi robotę". Do generalnego lutowania polecam grot typu "dłuto" o szerokości 1,2mm (900M-T-1.2D). Przy tej szerokości sprawdza się zarówno do lutowania SMD w rozmiarze do 0603 (a nawet 0402, ale na to ja jestem za ślepy), SOIC i SOT23, ale też poradzi sobie z elementami przewlekanymi, cynowaniem i lutowaniem przewodów, a nawet z większymi komponentami. Jedyny raz, gdy u mnie nie "dał rady" to było wylutowywanie dławików z karty graficznej nawiniętych taśmą miedzianą o grubości 2mm i szerokości 4mm, ale wtedy to i kolbie mocy zabrakło. Transformatorówka by sobie poradziła kosztem delaminacji płytki, ale ja poradziłem sobie bieda-dremelem.

    Drugi, ważny grot to "minifala". Są dwa warianty, ja mam 900M-T-2C, czyli grot zakończony walcem o średnicy 2mm ściętym pod kątem 45 stopni. Kropla cyny "przykleja się" do tego ścięcia i pozwala się wlec po nóżkach układu SMD, by je przylutować "hurtem". Nadmiar cyny można zdjąć tym grotem, albo "dłutem", zależnie od preferencji. Drugi wariant to 900M-T-2CM. Tutaj koniec ma średnicę 4mm, ale znajduje się w nim otwór 2mm, w którym mieści się kropla cyny. Sam go nie używałem, ale powinien działać lepiej niż mój ścięty grot.


    2. Jakie inne "przydasie" lutownicze warto kupić?

    Na początek odsysacz. Z ręcznych polecam klasycznego ZEL OD-25 Turbo. Tu pro-tip: przy każdym czyszczeniu warto przesmarować o-ringi wazeliną techniczną czy innym smarowidłem. Odradzam najtańsze rozlutownice w stylu odsysacza - moja zepsuła się już pierwszego dnia. Stacja rozlutownicza byłaby fajnym "przydasiem", ale cena nie usprawiedliwia użyteczności dla hobbysty. Kiedyś chciałem zbudować taką stację używając pompy ze stacji Yihua z użyciem "pistoletu" bodaj od Pensola, bo kosztował kilkadziesiąt złotych.

    "Trzecia ręka" czyli tradycyjny uchwyt do płytek, kabli i komponentów. Obowiązkowo z lupą, a czasem ze stojakiem na kolbę i podstawką dla gąbki/druciaka do grotów. Większość modeli ma metalowe "krokodylki" w roli uchwytów. Tu kolejny pro-tip - z podlejszej jakości płytek produkcji chińskiej łatwo te krokodylki zdrapują soldermaskę. Można wsadzić między krokodylki a płytkę kawałek materiału, papieru toaletowego, wacik do twarzy czy nawet pasek papieru ściernego na płótnie, oczywiście płótnem do płytki. Ba, nawet izolacja z kabla się nada. Jedyny problem z "trzecią ręką", który mnie osobiście irytuje, to model od Parkside, gdzie na wkrętach są plastikowe gałki - w dwóch miejscach gałka się ślizga, więc trzeba łapać za wkręt cążkami.

    Pęseta to też ważna rzecz, zwłaszcza przy lutowaniu SMD. Ja polecam i sobie chwalę dwa modele firmy BAKU: BK-11 i BK-15. Pierwsza to pęseta prosta o ostrym końcu, druga to pęseta zagięta, też spiczasta. Przydałaby mi się jeszcze zagięta spłaszczona na czubku, ale to nie jest pilny zakup.

    Dalej, cyna i topnik. Polecam cynę marki Cynel, 0,56mm, ołowiowa z topnikiem w środku. Grubsze cyny są trochę tańsze, ale źle się nimi lutuje drobne elementy. Warto też mieć osobny topnik, zwłaszcza do SMD, poprawiania lutów i lutowania minifalą. Ja polecam pastę do lutowania, tu polecam produkt firmy AG TermoPasty w puszce 100g. Gdzieś mam cynę i pastę produkcji chińskiej, i o ile pasta jeszcze jakoś dawała radę, to cyna była stratą pieniędzy.

    Na higienę pracy z cyną i topnikiem wpłynie też posiadanie gąbki i druciaka do czyszczenia grotów. Gąbkę nasącza się wodą i używa do przecierania grotu, by stary, przypalony topnik usunąć. Druciak usuwa za to cynę. Zamiast gąbki można użyć grubszego zwitka papieru toaletowego szarego. Ja urywałem dwa-trzy kwadraty , składałem kilka razy na pół, aż powstał "wałek", a potem go zginałem w literę V. Warto też kupić sobie taśmę kaptonową - przyda się przy SMD do zabezpieczania komponentów przed przypadkowym odlutowaniem gorącym powietrzem. Warto też mieć plecionkę do cyny by oczyszczać pola lutownicze. W roli plecionki może też się sprawdzić oplot z kabla antenowego, ale raczej tylko miedziany.

    Na po lutowaniu potrzebny będzie jeszcze alkohol. Konkretnie to baniak alkoholu izopropylowego. Oraz zwykła szczotka do zębów. Jedno i drugie przyda się do czyszczenia płytki ze śladów topnika. Nie polecam papieru toaletowego, wacików czy reczników papierowych - zostają brzydkie kłaczki. Dodatkowo IPĄ można też czyścić zalane klawiatury w netbookach, okulary, obiektywy, drukarki i inne rzeczy. No i jeszcze odkażać się można zewnętrznie. Do odkażania wewnętrznego służą inne alkohole, ale o tym sza, bo mamy ustawę o wychowaniu w trzeźwości.


    3. Sposoby na odlutowanie opornych komponentów.

    Kiedyś rozbierałem dużo zasilaczy impulsowych ATX, głównie dla transformatorów. Transformatory, diody prostownicze Schottky'iego oraz tranzystory mocy były komponentami trudnymi do odlutowania z dwóch powodów: cyny bezołowiowej i dużej masy termicznej (bo ścieżki i wylewki są mocno pocynowane). W tej sytuacji trzeba zrobić trzy rzeczy:
    1. Założyć grot typu "dłuto" (to i tak powinien być "domyślny" grot) i ustawić lutownicę na 300-350°C.
    2. Dodać cynę ołowiową do lutu by obniżyć temperaturę topnienia.
    3. Dodać odrobinę topnika.
    Dopiero po tym można zabrać się za odsysanie cyny. Czasem jednak mimo wszystko element nie chce się do końca odlutować. W takiej sytuacji topimy cynę od skrajnego wyprowadzenia i wyginamy element w bok i do góry. Proces powtarzamy dla kolejnych wyprowadzeń, raz w jedną stronę, a raz w drugą, aż uda się wyjąć element.

    Oporne komponenty SMD najłatwiej traktować gorącym powietrzem. Do lutownic hot-air można dokupić dysze do lutowania układów TQFP, QFN czy podobnych, i to fajna opcja dla serwisanta, ale dla hobbysty cena może być za duża, zwłaszcza, że dla każdego rozmiaru układu potrzebna jest osobna dysza. Zatem jak sobie poradzić bez specjalnej dyszy? Oto zalecana metoda:
    1. Okolicę miejsca wylutu zabezpiecza się folią aluminiową i taśmą kaptonową. Szczególnie drobne komponenty przy samym układzie scalonym trzeba zabezpieczyć kaptonem, by przypadkiem nie "odleciały". Zabezpiecza się też spód płytki.
    2. Dookoła układu nakłada się topnik. Nadaje się do tego wykałaczka.
    3. Jeśli układ jest mały, i mamy dyszę większą od niego, to tę dyszę wybieramy.
    4. Temperatura 275-300°C, siła nadmuchu 10-20%, nie więcej.
    5. Dyszę trzymamy kilka milimetrów nad układem. W przypadku dużych układów wykonujemy okrężne ruchy wzdłuż krawędzi, nie za szybko i nie za wolno. Przyglądamy się wyprowadzeniom i obserwujemy, czy cyna się upłynnia. Wtedy dopiero przesuwamy układ pęsetą i go podnosimy.
    W przypadku układów QFN może być to słabo widoczne, dlatego można układ po prostu co kilka sekund "dźgać" pęsetą.


    4. Jak oczyścić pola lutownicze przed wlutowaniem nowego komponentu?

    Pola dla elementów przewlekanych oczyszcza się odsysaczem. Jeśli cyna utknie w otworze, to najlepiej ogrzać otwór z jednej strony, a z drugiej odessać odsysaczem. Ja czasem używam drutu ze skrętki - ogrzewam pole od góry, wsuwam drut od dołu i przepycham ze 2-3 centymetry, po czym go od góry wyciągam. Czubek drutu warto umoczyć w topniku.

    Pola SMD czyści się plecionką do cyny. Najpierw nakłada się topnik na pole albo przeciąga się plecionkę po topniku, by trochę go zebrała, po czym dociska się plecionkę do pola i ogrzewa grotem lutownicy. Jak cyna pojawi się na plecionce, to lekko przesuwamy ją z pola razem z grotem. Jak plecionka się przylutuje, to NIE UŻYWAMY SIŁY! Wystarczy podgrzać plecionkę i tyle. Po wszystkim wycieramy płytkę wacikiem nasączonym IPĄ by zebrać większość topnika, a potem szczoteczką do zębów zamoczoną w alkoholu izopropylowym doczyszczamy i odkłaczamy.


    5. Płytki drukowane i przewody

    Każdy, kto zaglądał doł wyrobów firmy Unitra lub je naprawiał wie, że nie ma nic gorszego jak tandetne przewody lutowane do płytek. No może z wyjątkiem unitrowskich złączy do tych przewodów, które śniedzieją szybciej, niż rdzewieją wyroby FSO. Jak zatem połączyć kabelek z płytką? To zależy od sytuacji. Jeśli nie planujemy danego układu po złożeniu ruszać, to lutowanie przewodów do płytki jest okej. Choć ja bym wolał do tego używać pól w stylu SMD, czyli prostokątów do których przykłada się przewód i pokrywa cyną. W połączeniach przewlekanych, zwłaszcza w płytkach zrobionych w Chinach - jak odlutujemy przewód, to często otwór się zapycha. Jakie są inne opcje?

    Tradycyjną metodą łączenia przewodów do płytek są kołki i oczka lutownicze. Koszt w mojej ulubionej hurtowni to 13-20 złotych za 100 sztuk kołków, 20-30 złotych za sto sztuk oczek. Kołek ma formę walca z kołnierzem przy jednym końcu. Typowa średnica to 1mm lub 1,3mm. Krótszy koniec wsuwany jest w otwór na płytce i tam lutowany. Wokół dłuższego okręcamy ze dwa razy przewód i lutujemy. Do jednego kołka można przylutować wiele przewodów, zależy od jego długości. Dla ułatwienia z nimi pracy polecam rozstaw 5,08mm (0,2''). Oczka występują w dwóch wariantach: jeden jest analogiczny do kołka, tylko w miejscu dłuższego końca jest oczko, w które wsuwa się przewód. Wariant drugi to oczko lutownicze z otworem pod śrubę maszynową, metryczną. Takie oczka przydają się do łączenia wspólnej masy obudowy, na przykład we wzmacniaczach lampowych.

    Konektory typu goldpin od kołków różnią się kształtem i przeznaczeniem. Są kwadratowe w przekroju i z zasady przewodów do nich się nie lutuje. Pierwotnie służyły do połączeń owijanych wykonywanych kynarem, czyli specyficznym typem przewodu do tych połączeń. Koniec przewodu ze ściągniętą izolacją wsuwało się do otworu w narzędziu do wykonywania tych połączeń, drugi otwór w narzędziu nasadzało się na goldpina, a potem się kręciło w jedną stronę nawijając ciasno przewód. Kanty goldpina wbijały się w izolację, oraz w sam drut gwarantując pewne połączenie. Taka metoda była stosowana zarówno w telekomunikacji, jak i w komputerach do przynajmniej lat 70tych ubiegłego wieku. Połączenia te są pewne i trwałe, rozbieralne i niewymagające lutowania. Niestety, koszt prawdziwego kynaru i samego narzędzia czynią je mało atrakcyjnymi dla hobbysty. Współcześnie zamiast owijania stosuje się konektory pasujące do kołków goldpin. Oddzielnie kupuje się gniazda do montażu na przewodzie, a oddzielnie obudowy do nich. Gniazda są dostarczane na taśmie, od której się je odcina lub odrywa, a następnie zaciska się je na przewodzie. Do tego potrzebna jest dedykowana zaciskarka - nie ma sensu kombinować z kombinerkami, a lutowanie to proszenie się o kłopoty. Gniazda potem wkłada się w obudowę, i złącze do płytki jest gotowe.

    Konektory typu goldpin nadają się też do połączeń między płytkami - są do tego przeznaczone stosowne gniazda lutowane do płytek, zarówno proste, jak i kątowe. Są też bolce o różnych długościach, dpbierane do długości kołków dystansowych między płytkami. Użyłem tego w jednym projekcie lata temu, i sobie bardzo chwalę. Poza samymi goldpinami są podobne złącza jedno- i dwurzędowe IDC i Molex. Złącza IDC przeznaczone są do użycia z taśmami - wtyk ma z jednej strony rząd ostrych bolców, na które kładzie się taśmę i dociska dołączoną zapinką - bolce przecinają izolację poszczególnych żył i stykają się z przewodnikiem. Złącza molex wykonuje się jak złącza goldpin - zaciska się je na przewodach, a potem wsadza w obudowę. Oba rodzaje złączy są spolaryzowane - włożenie wtyczki na odwrót wymaga niezwykłej siły, i są zabezpieczone przed przypadkowym wyciągnięciem.

    Trzecią opcją są konektory znane z motoryzacji. Większość jest zaciskana na przewodzie z użyciem tego samego narzędzia, co goldpiny, ale są też konektory lutowane do płytek. Połączenia nimi wykonane są pewne, wstrząsoodporne i przyjazne większym prądom. Poza standardowymi konektorami znajdziemy też tu oczka i "widły" do montażu na kabel i "blaszki" do przykręcenia do obudowy. Warto je mieć w swoim zbiorze "przydasiów".

    Ostatnim typem złączy do przewodów, o którym warto wspomnieć to złącza skręcane. Idea jest prosta: luzujemy wkręt, wsuwamy przewód, wkręcamy wkręt, i przwód jest ściśnięty między dwiema blaszkami. Idea znana z domowej instalacji elektrycznej. Złącza te występują w kilku wariantach. W zasilaczach impulsowych do zastosowań przemysłowych mamy na przykład bloki złączy, do których świetnie nadają się zaciskane konektory zakończone widełkami. Szerokość konektora powinna być dobrana do rozmiaru złącza. Drugą opcją są złącza na płytkach, gdzie przewód wsuwa się w otwór z przodu korpusu, a wkręt od góry go dociska. Moją ulubioną wersją jest zestaw: gniazdo lutowane do płytki i wtyk z otworami do zaciskania przewodów. Nie dość, że mamy szybki montaż bez zaciskarki, to jeszcze połączenie łatwo rozłączyć w miarę potrzeb. W mojej frezarce CNC tak rozwiązano problem łączenia sterowników silników krokowych z silnikami i z zasilaczem. Sam zastosowałem takie złącza w dwóch projektach, w tym w zasilaczu SN1534, który w końcu powinienem skończyć, bo leży w kawałkach i końca nie widać.


    To tyle na teraz,
    Lecz niech nikt nie wątpi,
    Porad praktycznych
    Ciąg dalszy nastąpi.

    Cool? Ranking DIY
    Can you write similar article? Send message to me and you will get SD card 64GB.
    About Author
    Urgon
    Editor
    Offline 
    Has specialization in: projektowanie pcb, tłumaczenie, mikrokontrolery PIC
    Urgon wrote 5738 posts with rating 1648, helped 195 times. Live in city Garwolin. Been with us since 2008 year.
  • Altium Designer Computer Controls
  • #2
    398216 Usunięty
    Level 43  
    Urgon wrote:
    Do tego potrzebna jest dedykowana zaciskarka - nie ma sensu kombinować z kombinerkami, a lutowanie to proszenie się o kłopoty.
    Skoro już mowa o praktyce, to pozwolę się nie do końca zgodzić;
    Zaciskarka do konektorów wielkości goldpina musiała by być specjalnie do tego tylko stworzona, a więc droga. Zaciskarki "uniwersalne" w większości wypadków się nie sprawdzają; albo źle zaciskają tak maleńkie blaszki (gną, a nawet miażdżą), albo zaciśnięcie jest na tyle słabe, ze przewód potrafi wyskoczyć podczas manipulowania wtyczką. Od lat stosuje złącza MOLEX o rozstawie 2,54mm (czyli takiej jak zdecydowana większość goldpinów - a te są i mniejsze 2mm!) i zawsze zaciskam je szczypcami o wydłużonych dobrze ryflowanych szczękach. Dodatkowo każdy tak zaciśnięty konektor lutuję cyną (najlepiej 07 lub cieńszą) bardzo wąskim grotem. Tak zarobione konektory są nie do zdarcia. Przewód trzyma się tak solidnie, ze prędzej wyrwie się konektor z obudowy niż puści. Z lutowaniem trzeba niestety uważać - za duża ilość cyny powoduje że rozlewa się ona i uniemożliwia wsunięcie konektora do obudowy wtyczki, a zbyt długie lutowanie topi izolację. Jednak po nabraniu wprawy można uzyskać wynik w okolicy 0,5 sekundy na jeden lut - co wystarcza do przylutowania do blaszki przewodu i nie zdąży stopić izolacji (najwyżej lekko ją nadtopi, co jest nawet korzystne, bo lepiej się ona blokuje w zaciśniętej blaszce.
    Wracając do goldpinów - nie wiem skąd Kolega ma informacje o takim nazwaniu kołków central telefonicznych- dla mnie nazwa "GOLDPIN" oznacza znane z np. napędów optycznych złącz opartych na znormalizowanych grubością kołkach - przeważnie złoconych (stąd nazwa).
    https://allegro.pl/listing?string=goldpin
    A połączenia owijane - owszem bardzo wygodne, bo szybkie i pewne, ale tylko w montażu. Gorzej gdy trzeba coś rozłączyć na czas naprawy; ponowne owinięcie nie jest już ani tak wygodne ani pewne - drut przewodu jest już ponacinany i w dodatku skręcony co uniemożliwia jego ponowne wykorzystanie, a w sprzęcie firmowym np. audio nikt raczej nie bawi się w pozostawianie zapasu do wykorzystania po naprawie. W amatorskim zastosowaniu jest to więc dla mnie jedynie ciekawostka; nie do naśladowania.
    Co zaś do odsysacza - owszem przez kilkadziesiąt pierwszych "elektronicznych" lat korzystałem z mechanicznej "pompki". Dopóki końcówka (teflonowa) jest jeszcze w miarę ok. - da się. Niestety po czasie z końcówki robi się kapeć i trzeba go wymienić; a nie wszystkie "pompki" dysponują zapasowymi - przynajmniej w dwóch typach jakie w tych dziesięcioleciach używałem łatwiej było kupić nowy odsysacz, niż samą końcówkę. Obecnie ma jeden (nie znam nazwy, ani typu) popularny odsysacz ręczny, ale używam jedynie sporadycznie, bo znacznie wygodniejszy jest odsysacz elektryczny z pompką elektryczną. Mam jeden z pierwszych tanich jakie się pokazały w chinach i poza dwukrotnie wymienionej grzałce i drugim komplecie grotów nic złego o nim powiedzieć nie można. (grzałki popaliłem "na własne życzenie - wierząc na słowo, że naprawdę zasilanie powinno być równe 24V. W praktyce okazało się że stacje w których te odsysacze pracują dostarczają nie więcej jak 17V).
    W każdym razie - odsysacz ręczny (pompka) nie sprawdza się w płytach dwustronnych, o wielo-warstwowych nie wspominając. Elektryczny jest zdecydowanie pod tym względem lepszy no i wygodniejszy 0 obsługa jedną ręką bez konieczności naciągania sprężyny za każdym strzałem. Ponadto w zależności od typu (nie wiem jak Kolegi) taka pompka potrafi w momencie strzału odbić się od płytki (akcja=reakcja) co zmusza albo do silnego trzymania go w dłoni, co pzry większej ilości elementów jest... niezbyt przyjemne.
    Szkoda, że o takich elektrycznych Kolega nie wspomniał - i nie mówię tu o Denonach, ale o tanich odsysaczach, które w wypadku amatora i nawet półzawodowca zdecydowanie lepiej się sprawują.
  • #3
    Urgon
    Editor
    AVE...

    Faktycznie źle dobrana zaciskarka bardziej gniecie złącze, niż zaciska. Osobną sprawą jest fakt, iż zaciskarki takie mają oznaczenia średnic przewodów w tym idiotycznym, amerykańskim systemie AWG, a większość w Polsce jest jednak przyzwyczajona do systemu metrycznego. Odpowiednia, niedroga zaciskarka uniwersalna we wprawnych rękach działa cuda - trzeba tylko trochę poćwiczyć. Nieudane zaciśnięcie widać od razu i łatwo je można wadliwy element wymienić. Do rozginania można użyć pęsety, choć ja mam igłę do szycia skóry wklejoną w kawałek drewnianego kołka.

    Co do odsysacza i płytek dwustronnych, to jedyny problem miałem, jak płytka była lutowana na fali i cyna kompletnie zalała otwory, w które chciałem wlutować złącze. Trik polegający na ssaniu z jednej strony i grzaniu z drugiej załatwił większość otworów, ale te oporne musiałem już przeciągać drutem. Z wylutem komponentów nie miałem problemów. Odsysacz elektryczny jest zdecydowanie lepszy, ale jego zakup ma sens dopiero, jak się dużo ssie, jeśli wiesz, co mam na myśli...
  • Altium Designer Computer Controls
  • #4
    jarek_lnx
    Level 43  
    Nie używałem "trzeciej ręki" do trzymania płytek, bo już na pierwszy rzut oka widać ze się nie nadaje, ale taki uchwyt sobie chwalę:
    Garść praktycznych porad dla początkujących 2
  • #5
    E8600
    Level 40  
    Zabrakło solidnego szkła powiększającego np. lupy zegarmistrzowskiej przydatnej przy odczytywanie symboli podzespołów oraz kontrolowaniu wykonanych połączeń lutowanych.
    Lupa z trzeciej ręki to bardziej gadżet z bardzo kiepskim powiększeniem.
  • #6
    Urgon
    Editor
    AVE...

    Lupy z moim okiem nie działają najlepiej, dlatego ja robię zdjęcia smartfonem do kontroli pracy i czytania oznaczeń. Ostatnio też kupiłem "mikry szkop", ale o tym będzie recenzja (być może przed końcem miesiąca)...
  • #7
    ArturAVS
    Moderator HP/Truck/Electric
    @jarek_lnx Też takiego używam, zwłaszcza przy uruchamianiu własnych konstrukcji.
    Urgon wrote:
    Ostatnio też kupiłem "mikry szkop"

    Ja wczoraj przytargałem tradycyjny Carl Zeiss z czasów DDR :D Muszę jakiś adapter do podłączenia kamery CCTV do niego dorobić.
  • #8
    snow
    Level 31  
    Urgon wrote:
    Są na Elektrodzie ludzie, którzy "transformatorówkami" lutują nawet DMD - trudno mi się zdecydować, czy demonstrują tak niesamowite umiejętności, czy niespotykany masochizm


    Co to jest DMD?
  • #9
    ArturAVS
    Moderator HP/Truck/Electric
    snow wrote:
    Co to jest DMD?

    Chip stosowany w projektorach :D.
  • #10
    Urgon
    Editor
    AVE...

    W tym wypadku to była literówka, której nie wyłapałem, jak poprawiałem błędy. Chodziło oczywiście o SMD. Już poprawione...

    @ArturAVS, a kamerka internetowa USB nie byłaby lepsza? Chyba że masz dedykowany monitor. Próbowałem zrobić kamerkę-mikroskop używając wtedy relatywnie taniego obiektywu do CCTV, ale nie miałem do tego odpowiednich narzędzi. Teraz, z drukarką 3D wydaje się to być zadaniem prostym...
  • #11
    ArturAVS
    Moderator HP/Truck/Electric
    Urgon wrote:
    @ArturAVS, a kamerka internetowa USB nie byłaby lepsza? Chyba że masz dedykowany monitor.

    Mój 42 calowy ma funkcję PIP więc obraz live mogę z minimalnym opóźnieniem otworzyć w okienku na np. tle schematu. Z kamerką internetową raz spróbowałem i choć robotę zrobiłem to opóźnienie jest nieakceptowalne.

    Urgon wrote:
    Próbowałem zrobić kamerkę-mikroskop używając wtedy relatywnie taniego obiektywu do CCTV, ale nie miałem do tego odpowiednich narzędzi.

    Dostałem od jednego z naszych forumowych kolegów dwie kamery CCTV+obiektyw sterowany elektronicznie (tzw. motozoom) i w zasadzie mógłbym taki zestaw (kamera+obiektyw) zamontować sobie na stałe nad stołem a sterować kilkoma przyciskami (zoom, focus, i przysłona. Napęd to mikrosilniki DC które pobierają ~30mA podczas pracy, są też wbudowane krańcówki), jednak obiektyw ma za długą ogniskową i z ~70cm nie może złapać ostrości. Z dwóch metrów, po zbliżeniu na max daje się odczytać ze struktury EEPROM 2716 nazwę producenta :D. Nie znam niestety typu obiektywu. Co do rzeczonego mikroskopu to chyba spróbuję dorobić redukcję zamiast jednego okularu a ewentualnie zobaczę czy da się wykorzystać kamerę endoskopu z forumowego sklepiku (kilka razy użyłem i leży). Choć podejrzewam że też będą znaczne opóźnienia. Trochę wczoraj po wyczyszczeniu z kurzu się nim pobawiłem i ciekawie wyglądają struktury krzemowe przy powiększeniu 100x (mam tylko dwa obiektywy z pięciu 10x i 5x oraz okulary 10x). Oglądając wnętrze modułu IGBT od falownika zauważyłem zwarcie pomiędzy tymi drucikami łączącymi strukturę z wyprowadzeniami (nie pamiętam jak to się fachowo nazywa). W sumie jest całkowicie sprawny, mógłbym go adaptować na precyzyjną wiertarkę do PCB ale jednak trochę szkoda.
  • #12
    minus3db
    Level 10  
    Jeśli ktoś jednak, zwyczajnie, lubi transformatorówki, jak ja (pomimo posiadania i okazjonalnego korzystania z lutownicy oporowej ze stabilizacją temperatury) dłubiący już kilka dekad przy elektronice lampowej i głównie elementach THT, warto zaopatrzyć się także w tzw. "wieczne groty". Są one droższe niż te klasyczne, ale starczają na długo i pozwalają na o wiele bardziej precyzyjną pracę. Taki grot ma ostre zakończenie i lutuje się nim tak, jak w przypadku lutownicy oporowej: przez przyłożenie do miejsca lutowania i żyły lutowia. Nadaje się dobrze do płytek drukowanych i THT, ale kiepsko do podstawek lampowych i cynowania grubszych przewodów - nie bardzo daje się na niego nabrać cynę (jego przeznaczenie jest inne). Tam z kolei sprawdza się klasyczny grot "pętlowy". Dlatego mam kilka lutownic transformatorowych: 24/75W z grotem ostrym do codziennych prac, 75W z grotem pętlowym do podstawek, kołpaczków lamp i cynowania grubszych przewodów i - bardzo rzadko - 150W do rozlutowywania ekranów (np. w głowicach starych telewizorów).
  • #13
    rach_UMK
    Level 23  
    Naczytałem, naoglądałem i kupiłem na groty 900M. I był to błąd. Trafił do poprawki Filip, to dwa razy ścieżki pourywałem, grot przyklejał się, szybko tracił temperaturę. Mało miejsca i musiał być użyty dość cienki grot... No cóż... myślałem, że jestem totalnie do d..py w lutowaniu. Kolejna próba to stacja na grot T12. Jakość pracy znacznie się poprawiła. W drugim Filipie te same poprawki, i zero problemów i to z cieńszym grotem i trochę z niższą ustawioną temperaturą.
    Z grupy UNITRA płytki, fakt, że do mnie trafiły te późniejsze, tj. z początku lat 90-tych. Poprawa po poprzednich profesjonalnych serwisach, uszkodzonych polach lutowniczych i części odparowanych ścieżek. Z lutownicą na T12 i z temp. poniżej 300C - zero problemów, szybko i sprawnie poszło, odnowienie starego sprzętu to była przyjemność. Żadnych szkód z mojej strony. Kompensacja energii jest rewelacyjna z grotami T12, choć oczywiście są jeszcze lepsze.

    Raz nit poluzował się od obudowy metalowej, najprostszy sposób to dać kleksa z cyny. 900M (grube dłuto) na 450st... poddał się. Druga próba po kilku miesiącach z T12 z szerokim "nożem" dał radę bez problemów.
    Tak czy owak, moim zdaniem... lepiej od razu zainwestować stację w groty z wbudowaną grzałką.
  • #15
    398216 Usunięty
    Level 43  
    rach_UMK wrote:
    Naczytałem, naoglądałem i kupiłem na groty 900M. I był to błąd.
    Od jakichś 5 lat mniej więcej taka lutownica jest moją podstawową i nie narzekam. Owszem - wymienić musiałem grzałkę bo spaliłem oryginalną (ustawiona na 450*C temperatura i lutownica włączona na całą noc), ale po wymianie (3 lata temu) do dziś lutuje REWELACYJNIE.
    A to co piszesz o kłopotach z przyklejaniem grota i szybką utratą temperatury to na 99,9 % wina ustawionej zbyt nisko (bliżej rękojeści) grzałki. Oryginalnie grzałka praktycznie dotyka górną krawędzią końca otworu w grocie. Jak byś tak ustawił (możliwe, ze chińczyk źle ustawił przy składaniu), nie narzekałbyś na pewno.
    Nie twierdzę że t-12 jest gorsza - Nie! Jest lepsza na pewno - chociażby z powodu scalenia grzałki z samym grotem, ale pisanie o wadach 900'tki w tak kategoryczny sposób to - wybacz - przegięcie.
    W każdym razie - lutuję od ponad 50 lat, lutowałem chyba kilkudziesięcioma różnymi lutownicami od "kolb" 100watowych z drewniana rączką i grotem z pręta miedzianego sklepanego na kowadle poprzez transformatorówki Elwiki Solomony i Wellery ale najwygodniej i najprzyjemniej pracuje mi się właśnie moją 900' ką.
    Jedyne o co można się czepić to przewód - oryginalny jest jednak ciut zbyt sztywny. No i (ale o tym już pisałem w jakimś temacie) groty - nie wolno używać tanich miedzianych jedynie poniklowanych czy pochromowanych - to szajs i nimi można się zrazić; po jednym dniu nadaje się taki do kosza. Jednak niewiele droższe są i groty z płaszczem stalowym - znacznie wytrzymalsze - takimi można pracować nawet pół roku i nie widać śladów zużycia...
    Tak więc - lepiej jednak najpierw poznać przyczynę złej pracy a dopiero potem oceniać ciupasem całą produkcję.
    Powtarzam - jak dla mnie ta lutownica wcale nie jest zła. Jest bardzo dobra, ale pod pewnymi względami. Podejrzewam, że gdyby Kolega trafił na jakiś wadliwy egzemplarz T-12 do niej również by się zraził? I też ocenił ją jako pomyłkę?
  • #16
    2konrafal1993
    Level 36  
    rach_UMK wrote:
    Naczytałem, naoglądałem i kupiłem na groty 900M. I był to błąd.
    Już kilka razy wspominałem że do tych lutownic są produkowane różne groty, jedne są do du.. drugie są całkiem ok. Użytkuje taką lutownicę i serio daje radę nawet z laminatem dwustronnym, nie chwalę i nie odradzam, sam przymierzam się do T12 ale na razie mam większe problemy na głowie.
  • #17
    Urgon
    Editor
    AVE...

    Bo faktycznie najtańsze groty z alledrogo są do bani. Ja kupiłem groty razem z lutownicą w renomowanym sklepie internetowym i nigdy nie miałem z nimi problemów...
  • #18
    398216 Usunięty
    Level 43  
    Dobre (płaszczowe) groty do 900'tek są i na Aliexpress trzeba tylko uważnie czytać opis towaru. Uczciwy sprzedawca pisze jawnie o konstrukcji grota; mniej uczciwy omija ten temat szerokim łukiem.
  • #19
    krzbor
    Level 24  
    Dobry artykuł, ale jedna drobna uwaga - tekst jest dla początkujących, którzy często nie znają fachowych nazw - w tekście powinno być sporo zdjęć, a ich tam po prostu brak. Jak taki nowicjusz przeczyta "kynar" to albo przestanie czytać, albo jak jest bardziej zawzięty otworzy drugą zakładkę przeglądarki i będzie przeklejał poszczególne słowa. Wymienione marki lutownic sam musiałem przeklejać aby zobaczyć, o czym Autor pisze.
    Ze sprzętu obowiązkowego to jeszcze cążki boczne ze sprężyną bez fazki na krawędziach tnących. Bez tego nie da się przyciąć elementów przewlekanych:
    Garść praktycznych porad dla początkujących 2
    w AVT kosztują 27zł.
    Moją pierwszą lutownicą była "transformatorówka" później prosta lutownica grzałkowa z potencjometrem regulacji mocy. Sprawowała się w miarę dobrze, ale nigdy nie wiedziałem jak jest nagrzany grot. Jej największą wadą był gruby przewód do kolby - wszak grzałka była na 220V.
    Teraz mam malutką lutownicę na groty T12 - rewelacja! Błyskawicznie się nagrzewa i jest malutka - to ważna dla amatora, gdy jego "skarby" muszą po pracy zniknąć z biurka i wylądować w pudełku.
  • #20
    Gizmoń
    Level 28  
    Urgon wrote:
    Transformatorówka by sobie poradziła kosztem delaminacji płytki

    Jeżeli używasz transformatorówki tak, że płytki ulegają delaminacji, to robisz to źle.

    Urgon wrote:
    Lutownice transformatorowe to zabytki techniki przydatne chyba tylko do topienia wielkich kawałków cyny.

    To, że lutownica transformatorowa jest wielka nie oznacza, że nadaje się wyłącznie do wielkich rzeczy. Do topienia wielkich kawałków cyny przydatne są lutownice z wielkimi grotami, a te można spotkać akurat w lutownicach oporowych. Niekoniecznie wielkich.

    Urgon wrote:
    Lutownice oporowe typu "plug and play", czyli pozbawione jakiejkolwiek regulacji temperatury to takie bardziej zaawansowane "transformatorówki".

    Porównanie do kitu. Lutownice transformatorowe nagrzewają się błyskawicznie, ale mogą pracować tylko przez krótki czas. Lutownice oporowe "plug and play" mogą potrzebować nawet kilku minut by się nagrzać, ale za to nie mają ograniczenia czasu pracy. Ta różnica bardzo mocno wpływa na zastosowanie jednych i drugich. Jeśli ktoś sprowadza je do niemalże tego samego, to pojawia się pytanie czy autor zna te urządzenia tylko z widzenia?
    Jeżeli miałbym o jakiejś oporowej powiedzieć, że jest "bardziej zaawansowaną transformatorówką", to bym tak powiedział o lutownicy na groty T12. Nagrzewa się prawie tak samo szybko, ale jest lżejsza o trafo i może działać bez przerwy - łączy zalety jednych i drugich.

    Urgon wrote:
    Dobre kiedyś do naprawiania sprzętu sprzed ery płytek drukowanych. Lepiej unikać.

    Też mocno przesadzona opinia. Domyślam się, że wynika ona z przykrych doświadczeń ze współczesnymi, tanimi lutownicami oporowymi, które faktycznie grzeją się niemal do czerwoności. Dobra lutownica oporowa "plug and play" jest bardzo wygodna - mała, lekka, nie przegrzewa się, a z odpowiednim grotem pozwala na precyzyjne prace. Kiedyś robiono takie np. w Będzinie. Warto dodać, że dzięki zauważalnej pojemności cieplnej, awaryjnie można nią też pracować z dala od gniazdka elektrycznego i bez przedłużacza :)

    Urgon wrote:
    Nie polecam papieru toaletowego, wacików czy reczników papierowych - zostają brzydkie kłaczki.

    Urgon wrote:
    Po wszystkim wycieramy płytkę wacikiem nasączonym IPĄ

    Nie dość, że czyścimy odradzanym wacikiem, to jeszcze nasączonym alkoholą izopropylową. Czy to jest w ogóle legalne?

    Urgon wrote:
    No może z wyjątkiem unitrowskich złączy do tych przewodów, które śniedzieją szybciej, niż rdzewieją wyroby FSO.

    O jakich złączach mowa i jak długo leżały w lesie?
  • #21
    CodeBoy
    Level 28  
    Urgon wrote:

    Lutownice transformatorowe to zabytki techniki przydatne chyba tylko do topienia wielkich kawałków cyny. Jeśli musisz wytopić 5-10 gramów cyny na raz, to robisz to źle. Są na Elektrodzie ludzie, którzy "transformatorówkami" lutują nawet SMD - trudno mi się zdecydować, czy demonstrują tak niesamowite umiejętności, czy niespotykany masochizm. Nawet cynowanie grubych kabli łatwiej zrealizować z pomocą tygli do tego przeznaczonych.


    To że się nie umie używać jakiegoś narzędzia nie znaczy że się nie nadają do pracy. Każdy ma jakieś ograniczenia to nie powód do wstydu.
    Co do transformatorówek to jeśli ma się dobrą , to zanim Ty rozłożysz swoją stację i ją nagrzejesz to ja będę kończył robotę. O zużyciu w tym czasie prądu ze względu na galopujące ceny energii trzeba pisać wprost. Acha i nie piszemy o transformatorówkach od majfrendów. Co do wygody i używania trafo, to nie znam wygodniejszej lutownicy. Mimo posiadania stacji lutowniczej, Hota aira etc, najczęściej używam transformatorowej.
  • #22
    398216 Usunięty
    Level 43  
    Gizmoń wrote:
    Jeżeli używasz transformatorówki tak, że płytki ulegają delaminacji, to robisz to źle.
    Tu nie zgodzę się.
    Może być tak - chcąc nagrzać dużą masę cieplną i zakładając, że grot nie schłodzi się zbytnio - klej laminatu zostanie przegrzany i...puści.
    Niestety, ale to może wystąpić nawet jeśli ktoś umie się perfekcyjnie posługiwać lutownicą - nie tylko transformatorową.

    Dodano po 15 [minuty]:

    Gizmoń wrote:
    Nie dość, że czyścimy odradzanym wacikiem, to jeszcze nasączonym alkoholą izopropylową. Czy to jest w ogóle legalne?
    A to poproszę mi przetłumaczyć. Bo za cholerę nie rozumiem aluzji czy kpiny. Może dlatego, że za stary jestem.
    Gizmoń wrote:
    O jakich złączach mowa i jak długo leżały w lesie?
    Wiele złącz ma srebrzone powierzchnie. W zależności od jakości srebra użytego do tego zdarzało się że potencjometr wyjęty z pudełka na którym była data produkcji z przed miesiąca miał już sczerniałe , bo pokryte siarczkiem srebra, końcówki. Ze złączami było dokładnie tak samo.
    CodeBoy wrote:
    Co do wygody i używania trafo, to nie znam wygodniejszej lutownicy.
    Każdy kto był kiedyś zmuszony pracować przynajmniej kilka godzin używając lutownicy transformatorowej wie jak może następnego dnia boleć nadgarstek. Mimo wygody w serwisie - szybkie nagrzewanie i stygnięcie grota - jest to jednak stosunkowo ciężkie, a przez to nie wygodne narzędzie. Nie bez powodów współczesna lutownice są leciutkie, tak lekkie, że czasem można nawet zapomnieć że się taką trzyma w ręku...
    Różne rodzaje lutownic są nie po to by każdy z rodzai zdobywał swoich użytkowników zachwalających je pod niebiosa, ale po to by "mierzyć siły na zamiary". Lutownica transformatorowa, lub T-12 czy podobna w konstrukcji ale zasilana z akumulatora sprawdzi się w serwisie wyjazdowym, gdzie potrzeba wymienić raptem kilka elementów na krzyż czy polutować jakiś urwany przewód. Lutownica zasilana ze stacji będzie dobrym pomysłem w produkcji, czy dla zaawansowanych amatorów, lutujących dużo i często. A kolba z grotem jak końcówka łomu - do lutowania rynien. Nie ma więc potrzeby by się teraz prześcigać w przechwalaniu się: "a ja mam ...", bo to akurat nie ma nic do rzeczy.
  • #23
    Homo_toxicus
    Level 22  
    Zaprzestałem używania odsysacza przy lutach "przewlekanych" od kiedy nauczyłem się "wylutu" przy pomocy "licy"/"plecionki"/"ekranu z kabli antenowych". Taka dedykowana lica, kupiona w sklepie (nowiutka, przed użyciem nasączona kalafonią rozpuszczoną w izopropanolu) odsysa lepiej niż jakikolwiek odsysacz.
  • #24
    Gizmoń
    Level 28  
    398216 Usunięty wrote:
    chcąc nagrzać dużą masę cieplną i zakładając, że grot nie schłodzi się zbytnio - klej laminatu zostanie przegrzany i...puści.


    Ale grot zrobiony z drutu 1,5mm² ma tak małą pojemność cieplną, że w kontakcie z "dużą masą cieplną" schłodzi się aż nadto :D Co więcej, to ta masa jest przylutowana do płytki, nie grot lutownicy. Grotem grzeje się tę masę, a dopiero ona nagrzewa płytkę i klej. Fakt - jeśli zbyt wcześnie spróbuje się wyjąć element (radiator albo coś podobnego), zwłaszcza przez przechylenie na bok, to bardzo łatwo urwać nagrzane pole lutownicze. Nie jest to jednak wina lutownicy. Jeśli natomiast ktoś grzeje ile wlezie i pole samo odpadnie oraz zacznie dymić... no to też nie jest to wina lutownicy.
  • #25
    Baskhaal
    Level 17  
    Szkoda, że skoro mowa o radach dla początkujących nie ma nic o zasadach ochrony ESD. Rozumiem, że amatorsko, że for fun itd ale czym skorupka za młodu...
    Niestety ogromna większość 'elektroników' ma głęboko w d ESD, a potem zdziwienie, że scalak taki drogi, że trzeba kupić 10, że wysyłka XD
    No nic, sweter na grzbiet, zima idzie. Cerata na stół, żeby nie zaplamić blatu akcją szczoteczki do zębów na płytce i koniecznie papucie ciepłe i dywan ;)
  • #26
    CodeBoy
    Level 28  
    398216 Usunięty wrote:
    CodeBoy wrote:
    Co do wygody i używania trafo, to nie znam wygodniejszej lutownicy.
    Każdy kto był kiedyś zmuszony pracować przynajmniej kilka godzin używając lutownicy transformatorowej wie jak może następnego dnia boleć nadgarstek. Mimo wygody w serwisie - szybkie nagrzewanie i stygnięcie grota - jest to jednak stosunkowo ciężkie, a przez to nie wygodne narzędzie. Nie bez powodów współczesna lutownice są leciutkie, tak lekkie, że czasem można nawet zapomnieć że się taką trzyma w ręku...
    Różne rodzaje lutownic są nie po to by każdy z rodzai zdobywał swoich użytkowników zachwalających je pod niebiosa, ale po to by "mierzyć siły na zamiary". Lutownica transformatorowa, lub T-12 czy podobna w konstrukcji ale zasilana z akumulatora sprawdzi się w serwisie wyjazdowym, gdzie potrzeba wymienić raptem kilka elementów na krzyż czy polutować jakiś urwany przewód. Lutownica zasilana ze stacji będzie dobrym pomysłem w produkcji, czy dla zaawansowanych amatorów, lutujących dużo i często. A kolba z grotem jak końcówka łomu - do lutowania rynien. Nie ma więc potrzeby by się teraz prześcigać w przechwalaniu się: "a ja mam ...", bo to akurat nie ma nic do rzeczy.


    To napisze inaczej, zawodowi fotografowie używają lustrzanek co ważą z obiektywem dobre kilka kg, do tego biegają za modelkami etc. Więc taka lutownica ważąca może z 1kg to żaden problem. Oczywiście z wiekiem i zdolnościami odczuwa się duskomfort. Natomiast jest to poradnik dla początkującego jak nazwa wskazuje a na początku czytamy że to zło i do niczego się trafo nie nadaje. A ja mając 13 lat taką dostałem jak na ZPT w szkole zarazili mnie miłością do elektroniki i przez dobre 15 lat takiej używałem do majsterkowania i potem naprawiania sprzętu RTV. Jak teraz czasami idę do mamy patrze jakie cuda tą lutownicą robiłem łącznie z obudowani z plastiku i ich "spawaniem". Dla mnie w latach 90 transformatorówka była lepsza niż ojca oporowa do lutowana rynien :)
  • #27
    398216 Usunięty
    Level 43  
    Gizmoń wrote:
    grot zrobiony z drutu 1,5mm² ma tak małą pojemność cieplną, że w kontakcie z "dużą masą cieplną" schłodzi się aż nadto
    Nie chciałem o tym pisać, uznając to za oczywiste. Ale skoro już... Długotrwałe (bo wynikające ze zbyt małej temperatury takiego grota - wymusza dłuższe nagrzewanie) grzanie nawet niższą temperaturą może spowodować dokładnie taki sam efekt; z racji na małą powierzchnię styku grota z polem miedzi najbardziej grzeje się ona w punkcie styku z grotem - dalej jak wyżej; długie nagrzewanie, docisk grotem "nadwyrężonej" już temperaturą ścieżki...
    A wiesz czemu ? Bo lustrzanka w momencie wyzwolenia migawki podnosi (podrzuca) klustro do góry. Ten "podrzut" wywołuje drganie aparatu i w konsekwencji nieostre/rozmyte zdjęcie. Przykład nie trafiony.
    CodeBoy wrote:
    lutownica ważąca może z 1kg to żaden problem. Oczywiście z wiekiem i zdolnościami odczuwa się duskomfort.
    I ? Czy nie pisałem tego (mniej więcej) samego?
    CodeBoy wrote:
    A ja mając 13 lat taką dostałem....
    I fajnie, że się udało. Jak pisałem wcześniej ; kilkadziesiąt lat pracy w serwisach i kilkadziesiąt najróżniejszych lutownic "przetestowanych" przy tej okazji a wniosek jeden;
    398216 Usunięty wrote:
    Lutownica transformatorowa, lub T-12 czy podobna w konstrukcji ale zasilana z akumulatora sprawdzi się w serwisie wyjazdowym, gdzie potrzeba wymienić raptem kilka elementów na krzyż czy polutować jakiś urwany przewód. Lutownica zasilana ze stacji będzie dobrym pomysłem w produkcji, czy dla zaawansowanych amatorów, lutujących dużo i często. A kolba z grotem jak końcówka łomu - do lutowania rynien. Nie ma więc potrzeby by się teraz prześcigać w przechwalaniu się: "a ja mam ...", bo to akurat nie ma nic do rzeczy.

    A co do "spawania" plastiku; ja to robię przeznaczonym do tego grotem z 900'tki. Ta lutownica ma tę zaletę, że można ustawić odpowiednią do danego plastiku temperaturę co sprawia że tak wykonany spaw jest znacznie wytrzymalszy (bo nie "przepalony"). Spróbuj.
  • #28
    jarek_lnx
    Level 43  
    Mam kolegę który twierdzi że transformatorową mu się lepiej lutuje (PCB), widziałem da się, ale płytki nie wyglądały tak dobrze jak polutowane lutownicą kolbową, zawsze cyna jest nieco przegrzana, myślę że ludzie którzy tak twierdzą mają niższe standardy jakości i brak obycia z lutownicą kolbową.
    Jak ktoś pisze, że skończy pracę transformatorówką zanim kto inny nagrzeje kolbową - zgoda, do prac trwających mniej niż minutę to ma sens, gorszą jakość można zaakceptować, jak komuś zależy na czasie.

    Jak ktoś napisze że posługuje się sprawnie i jednym i drugim rodzajem lutownicy i pokaże płytki tak samo, ładnie polutowane, to uwierzę, że to dobre narzędzie.
  • #29
    Homo_toxicus
    Level 22  
    jarek_lnx wrote:
    Mam kolegę który twierdzi że transformatorową mu się lepiej lutuje (PCB), widziałem da się, ale płytki nie wyglądały tak dobrze jak polutowane lutownicą kolbową, zawsze cyna jest nieco przegrzana...


    Kiedy znasz swoją "transformatorówkę" i potrafisz pod konkretne lutowanie dobrać długość grota, i jeszcze ten grot czyścisz tak samo jak w "kolbie"... efekt jest "murowany". Sęk w tym, że niewiele osób na to zwraca uwagę. Lutując "kolbą" dbają o czysty i dobrze dobrany grot ale wychodzą z założenia, że w "transformatorówce" nie trzeba o to dbać.
  • #30
    Janusz_kk
    Level 35  
    CodeBoy wrote:
    To że się nie umie używać jakiegoś narzędzia nie znaczy że się nie nadają do pracy. Każdy ma jakieś ograniczenia to nie powód do wstydu.
    Co do transformatorówek to jeśli ma się dobrą , to zanim Ty rozłożysz swoją stację i ją nagrzejesz to ja będę kończył robotę. O zużyciu w tym czasie prądu ze względu na galopujące ceny energii trzeba pisać wprost. Acha i nie piszemy o transformatorówkach od majfrendów. Co do wygody i używania trafo, to nie znam wygodniejszej lutownicy. Mimo posiadania stacji lutowniczej, Hota aira etc, najczęściej używam transformatorowej.


    Dokładnie, podpisuję się pod tym obiema rękami. Lutuję transformatorówkami juz ponad 40 lat i nie widze przewagi oporowej a tez taka mam. Po prostu każdy typ ma inne przeznaczenie. Do dorywczego lutowania transformatorówka jest najlepsza.

    Dodano po 5 [minuty]:

    jarek_lnx wrote:
    Mam kolegę który twierdzi że transformatorową mu się lepiej lutuje (PCB), widziałem da się, ale płytki nie wyglądały tak dobrze jak polutowane lutownicą kolbową, zawsze cyna jest nieco przegrzana,

    Bo ma źle grot dobrany i zbyt wysoką temp, ja żeby z tym nie walczyć mam lutownicę włączoną do trafa regulowanego i mogę sobie płynnie moc regulować.

    Dodano po 1 [minuty]:

    jarek_lnx wrote:
    Jak ktoś napisze że posługuje się sprawnie i jednym i drugim rodzajem lutowniczy i pokaże płytki tak samo, ładnie polutowane, to uwierzę, że to dobre narzędzie.

    Bo tak jak pisałem, każda jest do czego innego, jak mam dużo lutować to odpalam oporową jak okazjonalnie to transformatorowa, obie mam w zasięgu ręki.