O tym, że każdy elektronik prócz lutownicy musi mieć jakiś wkrętak, nie muszę chyba pisać. Są jednak elektronicy, dla których to narzędzie musi spełniać inne niż typowo dostępne wkrętaki, wymagania.
Należą do nich wszyscy ci, którzy parają się naprawami telefonów, smartfonów, laptopów czy aparatów foto. Dla nich wymagania są zdecydowanie bardziej rygorystyczne - szczególnie jeśli chodzi o same bity - końcówki, ale i sam uchwyt (rączka) do nich powinna być wygodna i umożliwiać precyzyjną pracę.
Dlaczego? Powód jest prosty - wielkość śrubek używanych w tych sprzętach...
Dla elektronika - amatora mniejsze niż M3 (M2,5) to już rzadkość. Dla naprawiającego wyż. wym. sprzęt M3 to kolos. A skoro średnica gwintu nie przekracza czasem i 1mm, to można sobie wyobrazić, jakiej wielkości jest jej łeb - a w nim jakiej wielkości są gniazda na wkrętak...
Inna rzecz to konieczność precyzyjnego ustawienia śrubki - prostopadle do płaszczyzny z nagwintowanym otworem - wbrew pozorom ta sprawa nabiera znaczenia wraz ze zmniejszeniem średnicy śruby - łatwo jest o przekrzywienie śrubki (a szczególnie jeśli końcówka wyrobiona lub niewłaściwie dobrana do gniazda w łbie śruby) i "złapanie lewego gwintu" - ergo o zniszczenie nagwintowanego otworu i niemożności skręcenia urządzenia z należytą siłą (o ile w ogóle da się skręcić). W skrajnych przypadkach może dojść nawet do ukręcenia śrubki w gwincie...
Aby temu zapobiec, po pierwsze wyprodukowano końcówki wkrętaków/bity o znacznie większej dokładności i dużo większej wytrzymałości na zużycie (chyba nie trzeba pisać, czym kończy się próba dokręcenia śrubki z gniazdem PH 0 wkrętakiem z zaokrąglonymi płaszczyznami roboczymi). Gniazdo zamienia się we wgłębienie w łbie śruby i o ile powstanie już po wkręceniu śruby - trwale uniemożliwia jej odkręcenie. A w sprzęcie, o którym mowa, gniazda śrub mogą mieć wymiary znacznie mniejsze - PH 00, a nawet PH 000 nie są tu niczym dziwnym.
O ile same końcówki przy obecnej technologii i materiałach są do zrobienia bez większego problemu, to sama końcówka to jeszcze nie wkrętak. Przydałby się jakiś uchwyt.
I tak dochodzimy do istoty rzeczy i przyczyny powstania tego tematu.
Nie tak dawno, bo jakieś dwa tygodnie temu, zmuszony byłem dostać się do urządzenia skręconego, nie dość, że śrubkami małej średnicy, to w dodatku z nietypową (dotychczas dla mnie przynajmniej) śrubką - z gniazdem/nacięciem na wkrętak typu "Y". Zamówiłem więc zestaw wkrętaków w sklepiku Elektrody, gdyż tam zauważyłem pasującą do owych śrubek końcówkę... A że nie miałem żadnych bardziej precyzyjnych wkrętaków (poza jakimiś jednorazówkami po złotówce kupionymi do sporadycznych, niezwykle sporadycznych, zastosowań) - pomyślałem, "A przyda się na pewno".
Owszem - przydało się. Sprzęt został rozkręcony, naprawiony, a nawet skręcony i co dziwne może się wydawać - działa. Ale zacząłem drążyć temat - jakie narzędzia stosuje się w wypadku, gdy nie kończy się na kilkunastu śrubkach raz na rok, a na setkach dziennie, a co najmniej tygodniowo odkręcanych/przykręcanych? Przecież ręcznie to katorga? [Tu krótkie wyjaśnienie - może niektóre opinie, jakie wystawiam mogą być dla kogoś śmieszne, ale nie należy zapominać, że jednak praca to nie hobby i należy sobie ją maksymalnie upraszczać, by nie stała się nieprzyjemnym obowiązkiem, a przyjemnością.]
A skoro tak, to należy znaleźć sposób na ułatwienie sobie pracy - a przy okazji, jeśli można przy tym zaoszczędzić kilka chwil...
Tak wpadłem na precyzyjne wkrętaki elektryczne.
Przyznam się, że Syn zajmujący się zawodowo naprawą telefonów tabletów itp. zakupił sobie podobny dość dawno temu, ale poza tym, że obejrzałem je sobie, nie miałem okazji (ani potrzeby) sprawdzić w działaniu. W sumie to wyglądało toto jak zabaweczka dla nieco większych chłopców - nigdy bym nie przypuszczał jak bardzo się myliłem...
Kolega ostatnio "dojrzał" do podobnego sprzętu (wkrętaka precyzyjnego) i zakupił, niejako "na próbę" ten z tematu.
Pudełko - jak widać wyżej. A w pudełku:
Żadna firma nie odważyła się przyznać do niego, więc można traktować go jako sprzęt "No Name". Samo wykonanie jednak - przynajmniej na pierwszy rzut oka - nie sprawia wrażenia czegoś, co można z góry przeznaczyć do utylizacji po tygodniu. Wręcz przeciwnie - sześciokątna obudowa wykonana z oksydowanego metalu, dobre wykonanie, brak "niedoróbek" (ostre, nieobrobione krawędzie itp.). Klawisze włącznika podświetlenia i silnika precyzyjnie dopasowane do równie precyzyjnie wyfrezowanych (?) otworów - no piękna rzecz po prostu.
No fajnie, wygląd to jedna, a działanie druga sprawa. Jak więc wypada działanie tego narzędzia? Na początek test typowy dla każdego, kto sprawdza wkrętarkę - próba zatrzymania wrzeciona (w tym wypadku bitu - gniazdo jako takie na bity schowane wewnątrz obudowy) - ręka nie dała rady, szybciej by się naskórek starł, niż bym zdołał zatrzymać obracający się bit.
Tu wyjaśnienie - wtręt - bity co prawda są typowe, sześciokątne, ale "małe". Nie takie, jakie znane są z typowych "dorosłych" wkrętarek, ale 6,3mm a 4 mm. W sumie - logiczne.
A jak to się sprawuje podczas wkręcania? Postanowiłem sprawdzić na śrubie M3 - ponieważ największy rozmiar bitu odpowiadał gniazdom na śrubkach tej średnicy, jakie stosuję od lat. Czy daje radę?
No, powiem, że (jak dla mnie) nie do końca. Już ręcznym wkrętakiem czy wkrętarką z bitem PH 1 mogę uzyskać większą siłę dokręcania, z drugiej strony M3 w laptopie? W telefonie? Można więc uznać, że o ile gniazdo PH 1 w tym zestawie występuje, to raczej z powodu "bo się dało zrobić", niż z potrzeby zastosowania w sprzętach, do których wyż. wym. wkrętak był przeznaczony. I tu również trudno nie przyznać racji w takim rozumowaniu - już sama rączka uniemożliwia raczej silniejszy uchwyt - jest po prostu delikatnie "śliska" - co dla małych śrubek jest pożądane, bo może stanowić rodzaj "sprzęgła manometrycznego" - nie sposób utrzymać rączki wkręcając śrubkę M2, bo po prostu obróci się w dłoni i wyłączy obroty...
I tu dochodzę do tego, co mnie zastanowiło, i jako jedno z pierwszych pytań próbowałem wyjaśnić. W jaki sposób można operować tym sprzętem bez ryzyka zerwania gwintu - przy śrubkach o średnicach poniżej tych M2?
Nie ma innego wyjścia - pozostaje tylko wyczucie. W sumie i to wydaje się logiczne - trudno raczej wykonać (tym bardziej seryjnie powtarzalne) sprzęgło, dopasowane do każdej z dziesiątki rozmiarów śrubek, jakie w takim sprzęcie się stosuje.
A że każdy z nas - elektroników serwisantów - ma doświadczenie z serwisem sprzętu i śrubkami od M3 poczynając i też nie mamy do tego bardziej specjalistycznych narzędzi niż wyczucie w łapkach...
No to ok. Problem wyjaśniony i można uznać za niebyły. Ale co w takim razie z samym wkrętakiem? Bez jakiegokolwiek sprzęgła gdy śruba "dobije do końca" i stanie - musi zatrzymać się i silnik wkrętaka? Czy mu to nie zaszkodzi? Nie sądzę.
Po pierwsze - moc silnika nie musi być duża - moc załatwia przekładnia. Po drugie - po nabraniu wprawy i wyczucia wkrętaka można samemu wyłączyć zasilanie, zanim nawet zostanie zatrzymany silnik przez za duże obciążenie.
Tak więc od strony pomysłu i projektu - pomysł jest dopracowany pod każdym względem.
Bicie bitu - praktycznie pomijalnie małe. Nie ma więc niebezpieczeństwa, że z tego powodu bit "wyskoczy" z łebka śruby. Oczywiście - sam bit ma pewny luz w tulei mocującej wkrętaka - to nieuniknione i oczywiste, jednak gdy zostanie dociśnięty (w czasie wkręcania/wykręcania - bicie z tego powodu znika.
[Przepraszam za drżenie ręki - nie ma pełnej sprawności i to z tego powodu, a nie z innych, których można by się domyśleć
]
Dodatkowe podświetlenie miejsca pracy za pomocą 3 LED umieszczonych wokół gniazda na bity zdecydowanie poprawia komfort pracy w miejscach o słabym oświetleniu z zewnątrz - gdzieś "w głębi" naprawianego urządzenia - tym bardziej, że można je włączyć indywidualnie - bez konieczności włączenia silnika wkrętaka.
Nie pisałem wcześniej, ale w obecnych czasach to już norma - wkrętak posiada wbudowany akumulator Li-Ion z możliwością jego doładowywania z praktycznie każdego gniazda USB mającego 5V. Tak więc możemy ładować albo z ładowarki telefonu, albo z gniazda komputera, albo z powerbanka.
Co prawda dołączony kabelek ma raczej symboliczną długość, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać inny, dłuższy, umożliwiający ładowanie w dowolnym miejscu.
Samo ładowanie sygnalizuje zaświecenie czerwonej LED, jego zakończenie to zgaszony LED. Na ile wystarcza akumulator? To niestety jest trudne do określenia, zależy bowiem od wyczucia, średnicy śrubek i wielu czynników, których nie sposób określić. Powiem jednak, że bawiłem się dość długo tym wkrętakiem i po ok. 20 minutach nadal nie sposób było zauważyć jakiegoś objawu wynikającego ze zmniejszenia napięcia, czy "kończenia się" akumulatora.
Czy taki sprzęcik wart jest zastanowienia nad ewentualnym zakupem?
Na pewno, ale nie dla kogoś, kto nie potrzebuje tak precyzyjnego sprzętu. Piszę to celowo, bo zauważyłem tendencję na forum. gdzie każdy miernik niemający potwierdzenia co do 0,00001% dokładności pomiaru (w dodatku dla każdego rodzaju przebiegu napięć) jest automatycznie oceniany, jako szmelc, złom itp. No cóż - tak to jest gdy oceniają teoretycy wychowani tylko na lekturze czasopism technicznych.
Ten wkrętak dedykowany jest - jak pisałem na początku - nie do skręcania traktorów, nie do odkręcania kół w samochodzie, a do precyzyjnych zastosowań - maleńkich śrubek, których w sprzęcie elektronicznym (zwłaszcza przenośnym) jest co nie miara. W takim wypadku sprawdza się świetnie - piszę to po konsultacji z Synem, który (też wspominałem wcześniej) ma predyspozycje, by się na ten temat wypowiedzieć. Tan wkrętak, jaki ma Syn, używa już od półtora roku co dzień w serwisie. Bez problemów i narzekań - wręcz przeciwnie; chwali sobie go jako wielce przydatne i ułatwiające pracę narzędzie. Myślę, że każdy, kto w swojej pracy (lub też hobby) potrzebuje wkrętaka o niewielkich wymiarach, z maleńkimi bitami (w dodatku o różnych niezbyt popularnych kształtach) - powinien zastanowić się nad kupnem.
Dziękuję i pozdrawiam.
A malkontenci proszeni są o zastanowienie się, czy aby na pewno mają podstawy praktyczne, by się wypowiadać...
Należą do nich wszyscy ci, którzy parają się naprawami telefonów, smartfonów, laptopów czy aparatów foto. Dla nich wymagania są zdecydowanie bardziej rygorystyczne - szczególnie jeśli chodzi o same bity - końcówki, ale i sam uchwyt (rączka) do nich powinna być wygodna i umożliwiać precyzyjną pracę.
Dlaczego? Powód jest prosty - wielkość śrubek używanych w tych sprzętach...
Dla elektronika - amatora mniejsze niż M3 (M2,5) to już rzadkość. Dla naprawiającego wyż. wym. sprzęt M3 to kolos. A skoro średnica gwintu nie przekracza czasem i 1mm, to można sobie wyobrazić, jakiej wielkości jest jej łeb - a w nim jakiej wielkości są gniazda na wkrętak...
Inna rzecz to konieczność precyzyjnego ustawienia śrubki - prostopadle do płaszczyzny z nagwintowanym otworem - wbrew pozorom ta sprawa nabiera znaczenia wraz ze zmniejszeniem średnicy śruby - łatwo jest o przekrzywienie śrubki (a szczególnie jeśli końcówka wyrobiona lub niewłaściwie dobrana do gniazda w łbie śruby) i "złapanie lewego gwintu" - ergo o zniszczenie nagwintowanego otworu i niemożności skręcenia urządzenia z należytą siłą (o ile w ogóle da się skręcić). W skrajnych przypadkach może dojść nawet do ukręcenia śrubki w gwincie...
Aby temu zapobiec, po pierwsze wyprodukowano końcówki wkrętaków/bity o znacznie większej dokładności i dużo większej wytrzymałości na zużycie (chyba nie trzeba pisać, czym kończy się próba dokręcenia śrubki z gniazdem PH 0 wkrętakiem z zaokrąglonymi płaszczyznami roboczymi). Gniazdo zamienia się we wgłębienie w łbie śruby i o ile powstanie już po wkręceniu śruby - trwale uniemożliwia jej odkręcenie. A w sprzęcie, o którym mowa, gniazda śrub mogą mieć wymiary znacznie mniejsze - PH 00, a nawet PH 000 nie są tu niczym dziwnym.
O ile same końcówki przy obecnej technologii i materiałach są do zrobienia bez większego problemu, to sama końcówka to jeszcze nie wkrętak. Przydałby się jakiś uchwyt.
I tak dochodzimy do istoty rzeczy i przyczyny powstania tego tematu.
Nie tak dawno, bo jakieś dwa tygodnie temu, zmuszony byłem dostać się do urządzenia skręconego, nie dość, że śrubkami małej średnicy, to w dodatku z nietypową (dotychczas dla mnie przynajmniej) śrubką - z gniazdem/nacięciem na wkrętak typu "Y". Zamówiłem więc zestaw wkrętaków w sklepiku Elektrody, gdyż tam zauważyłem pasującą do owych śrubek końcówkę... A że nie miałem żadnych bardziej precyzyjnych wkrętaków (poza jakimiś jednorazówkami po złotówce kupionymi do sporadycznych, niezwykle sporadycznych, zastosowań) - pomyślałem, "A przyda się na pewno".
Owszem - przydało się. Sprzęt został rozkręcony, naprawiony, a nawet skręcony i co dziwne może się wydawać - działa. Ale zacząłem drążyć temat - jakie narzędzia stosuje się w wypadku, gdy nie kończy się na kilkunastu śrubkach raz na rok, a na setkach dziennie, a co najmniej tygodniowo odkręcanych/przykręcanych? Przecież ręcznie to katorga? [Tu krótkie wyjaśnienie - może niektóre opinie, jakie wystawiam mogą być dla kogoś śmieszne, ale nie należy zapominać, że jednak praca to nie hobby i należy sobie ją maksymalnie upraszczać, by nie stała się nieprzyjemnym obowiązkiem, a przyjemnością.]
A skoro tak, to należy znaleźć sposób na ułatwienie sobie pracy - a przy okazji, jeśli można przy tym zaoszczędzić kilka chwil...
Tak wpadłem na precyzyjne wkrętaki elektryczne.
Przyznam się, że Syn zajmujący się zawodowo naprawą telefonów tabletów itp. zakupił sobie podobny dość dawno temu, ale poza tym, że obejrzałem je sobie, nie miałem okazji (ani potrzeby) sprawdzić w działaniu. W sumie to wyglądało toto jak zabaweczka dla nieco większych chłopców - nigdy bym nie przypuszczał jak bardzo się myliłem...
Kolega ostatnio "dojrzał" do podobnego sprzętu (wkrętaka precyzyjnego) i zakupił, niejako "na próbę" ten z tematu.
Pudełko - jak widać wyżej. A w pudełku:
Żadna firma nie odważyła się przyznać do niego, więc można traktować go jako sprzęt "No Name". Samo wykonanie jednak - przynajmniej na pierwszy rzut oka - nie sprawia wrażenia czegoś, co można z góry przeznaczyć do utylizacji po tygodniu. Wręcz przeciwnie - sześciokątna obudowa wykonana z oksydowanego metalu, dobre wykonanie, brak "niedoróbek" (ostre, nieobrobione krawędzie itp.). Klawisze włącznika podświetlenia i silnika precyzyjnie dopasowane do równie precyzyjnie wyfrezowanych (?) otworów - no piękna rzecz po prostu.
No fajnie, wygląd to jedna, a działanie druga sprawa. Jak więc wypada działanie tego narzędzia? Na początek test typowy dla każdego, kto sprawdza wkrętarkę - próba zatrzymania wrzeciona (w tym wypadku bitu - gniazdo jako takie na bity schowane wewnątrz obudowy) - ręka nie dała rady, szybciej by się naskórek starł, niż bym zdołał zatrzymać obracający się bit.
Tu wyjaśnienie - wtręt - bity co prawda są typowe, sześciokątne, ale "małe". Nie takie, jakie znane są z typowych "dorosłych" wkrętarek, ale 6,3mm a 4 mm. W sumie - logiczne.
A jak to się sprawuje podczas wkręcania? Postanowiłem sprawdzić na śrubie M3 - ponieważ największy rozmiar bitu odpowiadał gniazdom na śrubkach tej średnicy, jakie stosuję od lat. Czy daje radę?
No, powiem, że (jak dla mnie) nie do końca. Już ręcznym wkrętakiem czy wkrętarką z bitem PH 1 mogę uzyskać większą siłę dokręcania, z drugiej strony M3 w laptopie? W telefonie? Można więc uznać, że o ile gniazdo PH 1 w tym zestawie występuje, to raczej z powodu "bo się dało zrobić", niż z potrzeby zastosowania w sprzętach, do których wyż. wym. wkrętak był przeznaczony. I tu również trudno nie przyznać racji w takim rozumowaniu - już sama rączka uniemożliwia raczej silniejszy uchwyt - jest po prostu delikatnie "śliska" - co dla małych śrubek jest pożądane, bo może stanowić rodzaj "sprzęgła manometrycznego" - nie sposób utrzymać rączki wkręcając śrubkę M2, bo po prostu obróci się w dłoni i wyłączy obroty...
I tu dochodzę do tego, co mnie zastanowiło, i jako jedno z pierwszych pytań próbowałem wyjaśnić. W jaki sposób można operować tym sprzętem bez ryzyka zerwania gwintu - przy śrubkach o średnicach poniżej tych M2?
Nie ma innego wyjścia - pozostaje tylko wyczucie. W sumie i to wydaje się logiczne - trudno raczej wykonać (tym bardziej seryjnie powtarzalne) sprzęgło, dopasowane do każdej z dziesiątki rozmiarów śrubek, jakie w takim sprzęcie się stosuje.
A że każdy z nas - elektroników serwisantów - ma doświadczenie z serwisem sprzętu i śrubkami od M3 poczynając i też nie mamy do tego bardziej specjalistycznych narzędzi niż wyczucie w łapkach...
No to ok. Problem wyjaśniony i można uznać za niebyły. Ale co w takim razie z samym wkrętakiem? Bez jakiegokolwiek sprzęgła gdy śruba "dobije do końca" i stanie - musi zatrzymać się i silnik wkrętaka? Czy mu to nie zaszkodzi? Nie sądzę.
Po pierwsze - moc silnika nie musi być duża - moc załatwia przekładnia. Po drugie - po nabraniu wprawy i wyczucia wkrętaka można samemu wyłączyć zasilanie, zanim nawet zostanie zatrzymany silnik przez za duże obciążenie.
Tak więc od strony pomysłu i projektu - pomysł jest dopracowany pod każdym względem.
Bicie bitu - praktycznie pomijalnie małe. Nie ma więc niebezpieczeństwa, że z tego powodu bit "wyskoczy" z łebka śruby. Oczywiście - sam bit ma pewny luz w tulei mocującej wkrętaka - to nieuniknione i oczywiste, jednak gdy zostanie dociśnięty (w czasie wkręcania/wykręcania - bicie z tego powodu znika.
[Przepraszam za drżenie ręki - nie ma pełnej sprawności i to z tego powodu, a nie z innych, których można by się domyśleć
Dodatkowe podświetlenie miejsca pracy za pomocą 3 LED umieszczonych wokół gniazda na bity zdecydowanie poprawia komfort pracy w miejscach o słabym oświetleniu z zewnątrz - gdzieś "w głębi" naprawianego urządzenia - tym bardziej, że można je włączyć indywidualnie - bez konieczności włączenia silnika wkrętaka.
Nie pisałem wcześniej, ale w obecnych czasach to już norma - wkrętak posiada wbudowany akumulator Li-Ion z możliwością jego doładowywania z praktycznie każdego gniazda USB mającego 5V. Tak więc możemy ładować albo z ładowarki telefonu, albo z gniazda komputera, albo z powerbanka.
Co prawda dołączony kabelek ma raczej symboliczną długość, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać inny, dłuższy, umożliwiający ładowanie w dowolnym miejscu.
Samo ładowanie sygnalizuje zaświecenie czerwonej LED, jego zakończenie to zgaszony LED. Na ile wystarcza akumulator? To niestety jest trudne do określenia, zależy bowiem od wyczucia, średnicy śrubek i wielu czynników, których nie sposób określić. Powiem jednak, że bawiłem się dość długo tym wkrętakiem i po ok. 20 minutach nadal nie sposób było zauważyć jakiegoś objawu wynikającego ze zmniejszenia napięcia, czy "kończenia się" akumulatora.
Czy taki sprzęcik wart jest zastanowienia nad ewentualnym zakupem?
Na pewno, ale nie dla kogoś, kto nie potrzebuje tak precyzyjnego sprzętu. Piszę to celowo, bo zauważyłem tendencję na forum. gdzie każdy miernik niemający potwierdzenia co do 0,00001% dokładności pomiaru (w dodatku dla każdego rodzaju przebiegu napięć) jest automatycznie oceniany, jako szmelc, złom itp. No cóż - tak to jest gdy oceniają teoretycy wychowani tylko na lekturze czasopism technicznych.
Ten wkrętak dedykowany jest - jak pisałem na początku - nie do skręcania traktorów, nie do odkręcania kół w samochodzie, a do precyzyjnych zastosowań - maleńkich śrubek, których w sprzęcie elektronicznym (zwłaszcza przenośnym) jest co nie miara. W takim wypadku sprawdza się świetnie - piszę to po konsultacji z Synem, który (też wspominałem wcześniej) ma predyspozycje, by się na ten temat wypowiedzieć. Tan wkrętak, jaki ma Syn, używa już od półtora roku co dzień w serwisie. Bez problemów i narzekań - wręcz przeciwnie; chwali sobie go jako wielce przydatne i ułatwiające pracę narzędzie. Myślę, że każdy, kto w swojej pracy (lub też hobby) potrzebuje wkrętaka o niewielkich wymiarach, z maleńkimi bitami (w dodatku o różnych niezbyt popularnych kształtach) - powinien zastanowić się nad kupnem.
Dziękuję i pozdrawiam.
A malkontenci proszeni są o zastanowienie się, czy aby na pewno mają podstawy praktyczne, by się wypowiadać...
Fajne? Ranking DIY
