logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia.

398216 Usunięty 11 Sty 2023 12:49 4593 16
REKLAMA
MediaMarkt Black Week
  • Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia.
    Przedmiotem dzisiejszej prezentacji będzie coś do warsztatu. Coś, co przydatne jest zwłaszcza dla serwisanta sprzętu audio i nie tylko - w każdym razie urządzeń, do którego dostępu do wnętrza broni wiele śrubek/blachowkrętów czy śrubek metrycznych. W każdym razie będzie to przyrząd niezmiernie ułatwiający pracę - a szczególnie prace przygotowawcze przed rozpoczęciem diagnozy i naprawy.

    Wstępniak

    O ile amator zajmuje się naprawami dorywczo - raz na miesiąc czy nawet rzadziej - sensu zakupu takiego wkrętaka nie ma raczej. Natomiast, gdy ktoś osiągnie pewny poziom i zdobędzie markę lub przejdzie z amatorki na zawodowstwo (założy serwis) Wkrętak elektryczny przyda się na pewno. Sam wiem o tym doskonale; w serwisach audio przepracowałem ponad pół wieku i najbardziej upierdliwą czynnością było wykręcanie (a po naprawie wkręcanie) niezliczonej ilości wkrętów, śrubek... Na początku nie było innego wyjścia - ręczny wkrętak nieskładający się z plastikowej rączki, stalowego pręta wetkniętego w tę rączkę na stałe z drugiej strony pręt oszlifowany do odpowiedniego kształtu nacięć w łbie śruby i... sprawne ręce.

    Po prostu nic innego nie było. Dopiero po latach (kilkunastu chyba) zaczęły się pojawiać na rynku wkrętaki elektryczne - dość duże, często o rączce "łamanej" (co ułatwiało operowanie takim narzędziem, a w szczególnych okolicznościach pomagało zmieścić się w nieco ograniczonej przestrzeni) lub na stałe wyprofilowanych w coś na kształt pistoletu czy małej wiertarki. Różnica pomiędzy tą ostatnią polegała na tym, że wkrętak miał możliwość kręcenia uchwytem w obie strony - zależnie od tego, który klawisz zostanie wciśnięty. Obroty uchwytu były małe - ok. 160-200 na minutę, a zasilane to narzędzie było akumulatorami schowanymi w rączce. Akumulatory wówczas były "jedynie słuszne" czyli niklowo-kadmowe. Podstawowa ich wada to pamięć. Miały taki wredny charakterek, że nie można ich było doładowywać, a jedynie ładować po całkowitym rozładowaniu. Doładowywanie traktowały jako niechęć do posiadania przez właściciela dużej pojemności akumulatora i ograniczały je do mniej więcej poziomu przed doładowaniem. W rezultacie taki wkrętak potrafił się rozładować w najmniej odpowiednim momencie, bo nie można było przed planowanym użyciem go doładować do pełna. Były co prawda też takie narzędzia, które oferowane były z dwoma akumulatorami - co w pewnym stopniu ułatwiało pracę, bo podczas gdy w użytku był jeden - można było w międzyczasie ładować drugi. Niemniej jednak rozładowanie do końca obowiązywało nadal...

    Nawet w pewnym momencie i ja skusiłem się na taki wynalazek marki "no name" czy jakiegoś innego TOYA (był taki producent), i nawet fajnie się tym pracowało, ale... akumulator dość szybko się był skończył - nowych wtedy jeszcze nie można było tak łatwo dostać i skończył jako wkrętak na drucie - nadal pracował, ale z zasilacza podłączonego doń półtora metrowym przewodem 2,5mm2. Ogólnie bardzo fajnie się mi takim wkrętakiem pracowało - po kilku próbach opracowałem "chwyt" tego narzędzia do perfekcji i nauczyłem się nim operować tak, żeby "i gwint nieuszkodzony i śruba cała" były. Zdrowie w końcu uniemożliwiło mi pracę zawodową i wkrętak zabrany do domu do niedawna jeszcze pracował "na sznurku", aż wreszcie i on doczekał się powrotu do przeszłości, ale w nowym wykonaniu - z akumulatorem Li-Ion. Ten akumulator już pamięci nie miał, a pojemnością dorównuje praktycznie oryginalnym dwóm ogniwom akumulatorów niklowych. Nie o nim jednak ten temat, a o narzędziu już fabrycznie w taki akumulator Li-Ion wyposażonym.

    Bohater tematu

    Jak pisałem na wstępie - jest to produkt oparty zarówno wzorniczo, jak i zapewne konstrukcyjnie do jednego z modeli firmy znanej i uznanej od lat - BOSCH. Niemniej jednak żadnego znaczka firmowego (poza czymś w rodzaju stylizowanego napisu "LongSA" na nalepce) czy innego logo na nim nie uświadczysz, więc zapewne (jak to u chińczyków w zwyczaju) jest to niejako wersja "na wzór i podobieństwo" oryginału.

    Pierwsze wrażenie

    To jak dla mnie wypadło niezbyt ciekawie - podczas wyjmowania z opakowania:

    Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia.


    Wkrętak się włączył... Mimo, że nie dotykałem części z przyciskami, a ciągnąłem go za uchwyt. W pudełku prócz bohatera tematu jako dodatkowe wyposażenie były dwa bity oraz kabel USB do ładowania:

    Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia.


    - i wszystko.
    Kolega, który jest właścicielem (i od niego też i ten wkrętak do mnie przywędrował na testy), postanowił bowiem wybrać opcję maksymalnie ubogą w dodatki - czemu? Z dwóch powodów:
    po pierwsze - przeważnie bity dodawane do takiego narzędzia są najtańsze (a więc i najgorsze) z możliwych, a po drugie - bity są uniwersalne - Kolega nie od dziś używał ręcznego wkrętaka z takimi (znormalizowanymi) bitami, więc po prostu ma już ich kilka zestawów, w tym najdziwniejsze bity dopasowane do "śrub gwarancyjnych", czyli takich, których bez ściśle dopasowanych do nich końcówek nie ruszy...

    Wróćmy do prezentacji:

    Jak pisałem - w pudełku prócz rzeczonego wkrętaka znajdował się kabelek USB i dwa bity "startowe":

    Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia.


    Może nie najpiękniejsze, ale dość dobrze wyglądające (i co najważniejsze w szczególności do śrub z nacięciem typu Philips dobrze dopasowanych do nacięć w łbach śrub). Jak będzie w praniu? Pewnie dość szybko zaczną się wyrabiać, ale jak na razie (a kilka śrubek nimi miałem okazję wkręcić i odkręcić - zdjęcia przedstawiają stan PO!) trzymają się dzielnie.

    Wrócę teraz do wady - czyli zbyt czułych jak na tego typu narzędzie włączników.
    Wystarczy naprawdę niewielka siła, by wywołać załączenie obrotów - w zależności od tego, który klawisz zostanie dotknięty, prawych lub lewych. O ile w pracy stricte serwisowej w stałym miejscu (warsztacie czy serwisie) można to "olać", to w skrzynce narzędziowej już nie. Po prostu najmniejsze "naduszenie" klawisza wywoła włączenie silnika i w konsekwencji (w zależności od ilości czy też czasu takiej bezproduktywnej pracy) akumulator się rozładuje. Co prawda można - jak praktycznie każde urządzenie ładowane poprzez USB - skorzystać z powerbanku, niemniej jednak... nie polecam na wyjazdy.
    Jednak "stacjonarnie" sprawdzi się na pewno. W ręce leży na tyle solidnie (fakt faktem uchwyt/rączka jest po bokach wyłożona/oklejona czymś w rodzaju gumy), że nawet przy maksymalnym ustawieniu sprzęgła (bo jest - elektroniczne - ale o tym potem) nie powinno być problemu z utrzymaniem wkrętaka bez obawy, że się przekręci. Co do sprzęgła - jak wspomniałem - zrealizowane jest elektronicznie - po przekroczeniu hamującej siły zadanej, po prostu odłącza zasilanie. Stopień siły dokręcania (sprzęgło) ustawić można w jednej z czterech pozycji dodatkowym (tym razem nie aż tak czułym na wciśnięcie) switchem z rysunkiem wkręta. Poziom siły dokręcania jest sygnalizowany kolejnym zapaleniem się diodek:

    Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia. Wkrętak elektryczny 3.6V - kopia Boscha no name. Opis, krótki test, wrażenia.


    Same LED są mocowane najwidoczniej pod nalepką z "okienkami" (przezroczystymi) nalepki osłaniającej i sam switch, bo podświetlane jest częściowo i okienko o poziom wyżej, niemniej jednak jest to mało widoczne (na zdjęciach bardziej niż w realu) i nie ma problemu, by poprawnie odczytać ustawioną wartość. Cztery poziomy momentu dokręcającego - dużo czy mało? Dla mnie - mało. W posiadanym wkrętaku TOYA mam 6 stopni ustawianych, a w dodatku w miarę płynnie - mogę więc ustawić np. pokrętło pomiędzy 4 a 5 i mieć dodatkowy "poziom" regulacji (siłę dokręcania), jednak w praktyce dość szybko zorientowałem się, że dla dokręcania M3 powinno być ustawione na 1 przy blachowkrętach średnicy gwintu ok. 3,5mm mniej więcej 3 itd. Jak będzie w tym wkrętaku - to już zależy, co Kolega będzie dokręcać czy odkręcać. Nie sądzę jednak, by nie można było dokręcać śrubki M3. Mniejszych już raczej bym się bał - do nich już lepszym będzie opisywany wcześniej wkrętak ( https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3942296.html ).





    Nie pisałem wcześniej, ale wkrętak jest wyposażony w dwie białe LED podświetlające pole robocze - niestety zapalane wraz z włączeniem silnika. Natomiast można tę niedogodność "obejść" włączając na chwilę wkrętak przed rozpoczęciem pracy - LED pozostaną zapalone przez ok. 8 sekund od momentu zwolnienia nacisku i wyłączenia zasilania silnika.





    Czy opisany wkrętak wart jest uwagi i ew. zakupu?

    Jak w tekście - do pracy stacjonarnej jak najbardziej tak. Oczywiście, o ile potrzebujemy - liczymy się z koniecznością uciążliwego wkręcania/odkręcania dużej ilości śrubek. Jest to narzędzie typowo stacjonarne i niestety (ze względu na brak zabezpieczenia przed przypadkowym uruchomieniem, o czym pisałem), na pewno nie przystosowane do małych średnic (a więc i małych sił dokręcania) śrubek. Natomiast jest to coś, co znacząco skraca czas na rozbiórkę urządzenia naprawianego, jego ponowne złożenie - oraz oszczędzające nadgarstek - każdy, kto miał do rozkręcenia np. wieżę Philipsa skręconą na 8 blachowkrętów (sama obudowa) odczuje różnicę już po pierwszym użyciu.

    Na jak długo wystarcza akumulator? Od momentu wyłączenia ładowanie po naładowaniu go do oporu - długo. Jak długo, to już zależy od ustawionego sprzęgła i ilości śrub (a także ich długości...), niemniej jednak myślę, że ładowanie raz dziennie wystarczy nawet przy dość poważnym wykorzystywaniu sprzętu. No i - zawsze można podładować akumulator w trakcie - bez obawy, że nabędzie efekt pamięciowy. Po podłączeniu ładowarki (może być od telefonu, a nawet USB w komputerze) zapalają się diody służące do określenia momentu dokręcania - migająca "najwyższa" dioda pokazuje poziom osiągnięty podczas ładowania, a ciągłe świecenie się wszystkich czterech LED sygnalizuje osiągnięcie zakończenie ładowania - typowe jak w Bosch (a przynajmniej tym, jaki ja mam, czyli GSR 1000).

    O czym zapomniałem? Może o tym, że uchwyt bitów jest wyposażony w magnes (widać to na filmie) na tyle mocny, że bez problemu utrzyma nawet długie bity, oraz o tym, że sam uchwyt nie jest blokowany przy braku włączonego silnika - nie można więc używać wkrętaka tradycyjnie jak normalnego wkrętaka. Zresztą nie wydaje mi się, by było to bezpieczne dla przekładni...
    Aha, no i (chociaż to wydaje się oczywiste) nie można używać wkrętaka, gdy ten jest w trakcie ładowania.
    Przypomnę jeszcze na koniec, że nie jest to wkrętak do kół samochodowych... Jego przeznaczenie jest dedykowane dla może ciut bardziej zaawansowanych, niemniej jednak amatorów; nie służy więc do pracy na taśmie przy dokręcaniu śrub M10 przez osiem godzin non stop. Piszę to jako informację dla wszystkich malkontentów i innych czepialskich, którzy wynajdą natychmiast setki zarzutów w stylu "ale nie można nakrętek M16 dokręcić "na chama", czy też "Jak nie da się zerwać gwintu w śrubie M10 to do niczego". To narzędzie dla ludzi myślących i wiedzących, że nie ma rzeczy do wszystkiego - w myśl zasady "Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego" - ten wkrętak jest do upierdliwego odkręcania śrubek, tam, gdzie będzie wykorzystywany po max kilka godzin dziennie po kilka-kilkanaście minut jednorazowo - sprawdzi się idealnie. A do przykręcenia głowicy silnika okrętowego proszę poszukać odpowiedniejszych narzędzi. ;)

    Pozdrawiam.

    Fajne? Ranking DIY
    O autorze
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    Offline 
  • REKLAMA
    MediaMarkt Black Week
  • #2 20380751
    kjoxa
    Poziom 20  
    Mam BOSCH GO 2. Czyli to, na czym wzorowali się twórcy przedstawianego rozwiązania. Używam w sezonie rowerowym często (naprawa ebike, hulajnóg itp.).

    Rewelacyjne narzędzie. Bosch ma poza tym kilka usprawnień:
    - wystarczy docisnąć bit do śrubki i sam załącza wkręcanie lub wykręcanie, to jest fenomenalna funkcja
    - blokadę obrotów po środku (wówczas w torbie nie załączy się silnik)
    - sprzęgło mechaniczne z większa liczbą zakresów

    Pozdrawiam,
    Marcin
  • #3 20380844
    noel200
    Poziom 26  
    Mam i używam prawie co dzień takiego starego wkrętaka bosch psr 3,6 vs pop przeróbce na li-ion 26650 wysokoprądowy.
    Po tej recenzji uważam brak trzymania przy wyłączonym silniku za poważną wadę. A trzymanie nie jest realizowane przekładnią, tylko takim specjalnym sprzęgłem pomiędzy przekładnią, a uchwytem na bity.
  • REKLAMA
    MediaMarkt Black Week
  • #5 20381334
    keseszel
    Poziom 26  
    Mam takie, baterie zdechniete i brak ładowarki.
  • #6 20381414
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    kjoxa napisał:
    Mam BOSCH GO 2. Czyli to, na czym wzorowali się twórcy przedstawianego rozwiązania.
    Skoro ma takie funkcje jak podajesz to nie jest to wzór opisanego wkrętaka a zupełnie inne narzędzie. Jednak na pewno pod kilkoma względami lepsze.
    Odnośnie PSR 3,6 - o tym typie między innymi wspominałem w tekście. A z linka Kolegi bosman można się dowiedzieć jaki wkrętak służył za wzór tego mojego YATO - a przynajmniej sam włącznik. Kołyska z opcją lewo/prawo i wyłączeniem po środku (czyli w pozycji zwolnienia nacisku). W YATO dodatkowo była blokada wyłącznika - co prawda mechaniczna, ale za to jednoznacznie działająca i - co ważne - pewna. W tym z linka brak (porównując do YATO) łamanej rączki, co umożliwia pracę jak tym PSR - 3,6 - zdecydowanie wygodniejsza w pewnych okolicznościach.
    Ogólnie - Samych typów wkrętaków jest jak widać już po tych kilku postach mnóstwo. Są lepsze i gorsze, ale każdy z nich (jak widzę) jest albo używany albo był używany, co potwierdza przydatność takiego urządzenia. Jedno mogę powiedzieć - dopóki nie kupisz i nie zaczniesz używać - nie docenisz jego zalet - nie ważne jaki typ; każdy ma swój ulubiony.
    Jak pisałem - sam się przekonałem jak bardzo ułatwia to pracę. Trzeba się tylko przyzwyczaić do obsługi i tyle.
  • #7 20383330
    LEDówki
    Poziom 42  
    keseszel napisał:
    Mam takie, baterie zdechniete i brak ładowarki.

    Jakie baterie? Wiesz, że baterii nie ładuje się? Zużywasz je i wyrzucasz. Czy to baterie cynkowo węglowe, czy alkaliczne, czy jakieś inne. Pod tym względem ewenementem są baterie telefonów, laptopów, rowerów elektrycznych i hulajnóg elektrycznych.
  • #8 20383344
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    LEDówki napisał:
    baterii nie ładuje się?
    LEDówki napisał:
    są baterie telefonów, laptopów, rowerów elektrycznych i hulajnóg elektrycznych.
    Które można ładować. Widzisz tu jakąś sprzeczność? :)
    Bateria to kilka ogniw połączonych ze sobą. Może być bateria złożona z ogniw "jednorazowych" Węglowych lub alkaicznych czasem nawet srebrowych), a może być bateria złożona z ogniw akumulatorów - NiCd LiJon i jeszcze kilka innych.
  • #9 20385998
    szeryf3
    Poziom 28  
    @398216 Usunięty ciekawy opis maleństwa, które wielu z nas pomogło by w uporaniu się z masą śrubek.
    Które musimy odkręcić, a później przykręcić.
  • #10 20399229
    Oddawajsanki
    Poziom 7  
    Maleństwo daje rade :D
  • #11 20414377
    kamil.b
    Poziom 12  
    Też mam tego Bosha GO. I muszę przyznać że niestety do ideału mu sporo brakuje. Np to, co dodane zostało w klonie - czyli diody oświetlające miejsce pracy. Aż dziw bierze, ze nie wstawiono tak podstawowej rzeczy. Dodatkowo - Przyciski. Są ekstremalnie czułe. Fakt - da się je zablokować, ale bardzo częste i irytujące jest włączenie obrotów np w trakcie zmiany pozycji wkrętaka w dłoni. Leciutki dotyk do przycisku i zaczyna kręcić.
    No i największa wada ze wszystkich - szybkie samorozładowanie aku. Po pełnym naładowaniu 3-4 tygodnie w dedykowanej skrzynce, wkręcone 4 wkręty i koniec. Naładuj mnie!
  • #12 20414399
    LEDówki
    Poziom 42  
    Jak leży w skrzynce nie dedykowanej, to rozładowuje się szybciej czy wolniej?
    Samorozładowanie to cecha każdego ogniwa elektrochemicznego, więc jeśli tempo jest charakterystyczne dla danego rodzaju ogniw, to o co żal? Akumulator NiMH rozładuje się szybciej niż NiCd. NiCd można czasem jeszcze kupić. Można próbować zamienić na akumulator litowo jonowy. Może łatwiej co jakiś czas doładować akumulator wkrętarki? Jeśli nie samodzielnie, to może nabyć jakiś automat? W przypadku NiMH można użyć programator czasowy i uzupełniać ubytek energii co dobę lub co tydzień, ewentualnie co miesiąc.
  • #13 20418129
    kamil.b
    Poziom 12  
    LEDówki napisał:
    Jak leży w skrzynce nie dedykowanej, to rozładowuje się szybciej czy wolniej?

    Nie wiem. Nie trzymałem go w innej. Napisałem to dlatego, że taka skrzynka zabezpiecza przed przypadkowym naciśnięciem przycisków.
    A co do samego aku - porównuję z Makitami które mam. Po 3mcach leżenia na półce nadal mają po pojemności tyle, że nie widać problemu. A w Boschu - widać i to bardzo wyraźnie.
    I tego dotyczył wpis.
  • #14 20418139
    LEDówki
    Poziom 42  
    Problem może być w rodzaju akumulatorów. NiMH maja większy prąd samorozładowania niż NiCd. A być może Makita zastosowała akumulatory NiMH o mniejszym prądzie samorozładowania (nazwy handlowe - Eneloop, Recyko+, R2U- ready to use)?
  • #15 20418184
    kamil.b
    Poziom 12  
    Obawiam się ze nie tu leży problem.
    We wszystkich urządzeniach mam aku LiPo albo LiIon. I w Makicie i w Boschu.
    Tu musi być albo nędzny aku, albo jakaś elektronika, która go rozladowuje.
  • #16 20418295
    LEDówki
    Poziom 42  
    Zmierz pobór prądu z akumulatora gdy wkrętak nie jest używany. Będziesz miał odpowiedź na pytanie - winny lichy akumulator czy licha elektronika?
  • #17 20423004
    kamil.b
    Poziom 12  
    Szczerze - aż tak mi na tym nie zależy żeby dojść do tego czemu się to rozładowuje.
    Jak się okaże że jest z tego powodu bezużyteczny - wywalę albo sprzedam.
    Na razie nie używam go tak często, żeby był to problem który nie daje mi spać.

Podsumowanie tematu

W dyskusji poruszono temat elektrycznego wkrętaka 3.6V, który jest kopią modelu Boscha. Użytkownicy dzielą się swoimi doświadczeniami z różnymi modelami wkrętaków, w tym Bosch GO 2 oraz PSR 3.6 VS. Wskazują na zalety, takie jak automatyczne wkręcanie po naciśnięciu bitu, ale również na wady, takie jak brak funkcji blokady obrotów oraz problemy z samorozładowywaniem akumulatorów. Użytkownicy porównują różne typy akumulatorów (NiMH, NiCd, Li-ion) i ich wpływ na wydajność narzędzi. Wskazano na potrzebę lepszego zabezpieczenia przed przypadkowym włączeniem oraz na różnice w jakości akumulatorów pomiędzy markami.
Podsumowanie wygenerowane przez model językowy.
REKLAMA