logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Prawo do naprawy w teorii i w praktyce, czyli o ustawie, która weszła w stanie Nowy Jork

Urgon 16 Sty 2023 08:22 3945 68
REKLAMA
MediaMarkt Black Week
  • Prawo do naprawy w teorii i w praktyce, czyli o ustawie, która weszła w stanie Nowy Jork
    Od dłuższego czasu w USA i w UE trwa walka między serwisantami, właścicielami sprzętów wszelakich, a korporacjami sprzedającymi te sprzęty. Walka o prawo do naprawy tych sprzętów. Czołowym przykładem z USA jest producent sprzętu rolniczego John Deere, którego ciągniki i inne maszyny mają zabezpieczenia DRM uniemożliwiające wymianę czegokolwiek, co ma choćby gram elektroniki - nowy komponent musi być "zarejestrowany" w komputerze pokładowym. Wymiana samego komputera oznacza konieczność "rejestrowania" wszystkich części. Z tym walczą różne grupy walczące o prawa konsumentów czy firmy w rodzaju iFixIt.

    Prezydent USA Joe Biden już jakiś czas temu wydał zarządzenie nakazujące uchwalenie ustaw o prawie do naprawy, działających na szczeblu stanowym. Kilka miesięcy temu taka ustawa została przegłosowana w stanie Nowy Jork, i właśnie została podpisana przez gubernator stanu, Kathy Hochul (Partia Demokratyczna). Ustawa narzuca producentom elektroniki dostarczanie narzędzi diagnostycznych, instrukcji serwisowych i części zamiennych konsumentom i serwisom naprawczym. I wszystko byłoby OK, gdyby nie drobny fakt, iż ustawa uchwalona została z licznymi zmianami zaproponowanymi przez grupy nacisku w rodzaju TechNETu, zrzeszającego takie korporacje, jak Apple, Amazon, Google, HP, Meta, Snap, General Motors, Toyota, etc. W praktyce wszyscy producenci lobbowali przeciwko tej ustawie, a że nie udało się tego powstrzymać, to wymusili szereg zmian.

    I tak niektóre klasy produktów zostały wykluczone:
    - sprzęt AGD;
    - pojazdy zmotoryzowane;
    - urządzenia medyczne;
    - sprzęt offroadowy;
    - wszystko sprzedawane w systemie B2B albo sprzedawane rządowi, co nie trafia do zwykłej dystrybucji.
    W praktyce oznacza to, że na własną rękę nie da się naprawić ani pralki, ani samochodu, ani ciągnika, ni tej kosztownej pięcioosiowej frezarki CNC. Jestem w stanie zrozumieć wykluczenie sprzętu medycznego, bo nie chciałbym być pod respiratorem naprawionym przez pana Edzia, złotą rączkę co ma kanciapę w szpitalnej piwnicy między pralnią a kostnicą. Ale da się to załatwić inaczej, w formie certyfikacji takich serwisów i serwisantów.

    Ale to jeszcze nie koniec, bo w ustawie są inne ciekawostki. Na przykład producenci mogą dostarczać całe moduły zamiast pojedynczych części, jeśli samodzielna wymiana tej części obarczona jest ryzykiem popełnienia błędu prowadzącego do obrażeń. Inaczej pisząc zamiast wymienić wadliwy wentylator w laptopie będzie można dostać całą płytę główną, bo wentylator może mieć ostre krawędzie, o które pechowy serwisant może się pokaleczyć. Dodatkowo prawo obejmuje tylko te produkty, które będą po raz pierwszy sprzedane w stanie Nowy Jork od 1 lipca 2023. Stwierdzenie "po raz pierwszy" jest tu istotne, bo tylko nowe "premiery" są objęte tym prawem. Spodziewam się dużego wysypu ajfonów i innego elektrośmiecia do 30 czerwca, by chronić dochody korporacji.

    W praktyce prawo to jest bezużyteczne. Nie obejmuje produktów, z którymi jest największy problem, jak sprzęt rolniczy i samochody, a w pozostałych przypadkach pozwala obejść przepisy zmuszając do kupowania całych modułów, zamiast faktycznie uszkodzonych komponentów. Swoją szosą to kolejny przykład na to, że USA to kraj wolności, ale tylko dla korporacji, a niczym nieskrępowany kapitalizm prowadzi do równie dużych patologii, co niczym nie skrępowany socjalizm czy dziki totalitaryzm...


    A jak to wygląda w UE?

    Na europejskim poletku jest trochę odwrotnie: prawo do naprawy obejmuje duży sprzęt RTV/AGD. O ile w USA sprzęt AGD z Europy nie jest popularny, o tyle drobna elektronika, jak smartfony, laptopy czy aparaty cyfrowe, sprzedawana jest globalnie, więc także w UE będzie można te sprzęty naprawiać sprowadzając części i moduły z Ameryki. Kto ma rodzinę za oceanem, temu będzie łatwiej, bo koszty komercyjnej wysyłki są cokolwiek duże. Eksport części w drugą stronę raczej nie nastąpi, bo amerykanie mają swoje marki AGD i trzymają się ich tak kurczowo, jak amerykańskich samochodów.

    W Polsce mamy dość długą i chlubną tradycję naprawy wadliwego sprzętu, często samodzielnej. Tradycja ta podupada na skutek nachalnych elektromarketów i rosnących kosztów części (tego unijna dyrektywa nie ogranicza), ale nadal prostsze usterki lepiej naprawić, niż kupić nowe urządzenie. Sama tradycja nie bierze się u nas ze szczególnego zmysłu ekologicznego (góry śmieci porzucone po lasach temu zaprzeczają), ale bardziej z wysokich cen i niskiej dostępności wszelkiego RTV i AGD w czasach komuny, i relatywnie wysokich cen względem dochodów w czasach demokratycznych.

    Osobną kwestią pozostaje też dostępność fachowców od takich napraw - nie każdy ma ochotę, wiedzę bądź czas, by samemu naprawę przeprowadzić. Ja z fachowej pomocy skorzystałem w przypadku lodówki, bo z moim wzrokiem grzebanie przy chłodnicy wewnątrz zamrażarki groziło uszkodzeniem czegoś istotnego. Trochę się bałem, bo program Usterka pokazał swego czasu kilku wręcz psujów, ale fachowiec okazał się być fachowcem i żadnych problemów nie było. Pralki naprawiam sam, jak trzeba, ale instalacji gazowej nie zamierzam tykać - lokal prywatny to nie Komenda Główna Policji. ;)


    A Wy co sądzicie o tym prawie? Jak powinno wyglądać dobre prawo do naprawy? I co naprawiliście na przekór korporacjom, które chcą dalej wciskać nienaprawialny chłam? Podzielcie się w komentarzach

    Fajne? Ranking DIY
    O autorze
    Urgon
    Poziom 38  
    Offline 
  • REKLAMA
    MediaMarkt Black Week
  • #2 20387905
    Mobali
    Poziom 43  
    Urgon napisał:
    W praktyce oznacza to, że na własną rękę nie da się naprawić ani pralki...
    Warto wskazać, że czasem bywa to także nielegalne. W USA nie wolno na przykład samodzielnie naprawiać instalacji elektrycznej jeśli elektrykiem się nie jest. Ot, co kraj to obyczaj.
    Urgon napisał:
    ...a niczym nieskrępowany kapitalizm prowadzi do równie dużych patologii, co niczym nie skrępowany socjalizm czy dziki totalitaryzm...
    Oligarchia korporacyjna i rynek dławiony przez tysiące regulacji to właśnie całkowite zaprzeczenie normalnego zdrowego kapitalizmu. Zresztą w gospodarce niedoborów tego sytuacja także byłaby niemożliwa, o czym sam piszesz niżej:
    Urgon napisał:
    ...mamy dość długą i chlubną tradycję naprawy wadliwego sprzętu, często samodzielnej.


    A swoją drogą, cała dyskusja o prawie do naprawy byłaby zupełnie zbędna, gdyby radykalnie zmieniło się podejście do dóbr. Problem napraw wynika głównie ze słabej jakości i powszechnej polityki planowego postarzania produktów. Gdyby był produkowany sprzęt solidny i trwały, to także ilość niezbędnych napraw byłaby znacznie mniejsza. Niestety ktoś wybrał za nas i zamiast drogich ale solidnych i trwałych sprzętów mamy tani chłam, gdzie producent zawsze udowodni nieopłacalność lub niemożliwość naprawy. Żadne ustawy tu nic nie pomogą, a zapłacimy za nie wszyscy. Więc... Kup sobie nowe, będziesz pan zadowolony...
    Pomogłem? Kup mi kawę.
  • #3 20388182
    jarekgol
    Poziom 38  
    Kiedyś w telewizorach był schemat przyklejony w środku, od tego można by zacząć. Ja bym się nie obraził gdyby nałożyć obowiązek sprzedaży zaprogramowanych części powiedzmy w cenie 2x koszt detaliczny procesora (czy innej logiki) i powiedzmy osobom które mają dowód zakupu całego urządzenia. No i wszelakie parowanie numerów trzeba by pogonić.

    A co do konsumentów, to oczywiście że się produkuję co raz niższej jakości sprzęt, ale spora grupa kupuje "nowe" bo się coś "nowego" pokazało, choćby tylko miało inny kolor. Także tu myślę problem jest złożony. Bo z jednej stronie tanie rzeczy krócej żyją, ale za to dużo więcej ludzi ma do nich dostęp.

    Przy tej okazji można też poruszyć temat softu, jak np preinstalowany Android z masą śmieci której nie da się usunąć i bez dostępu do roota, czy bootowanie nowszych windowsów. Co to w ogóle za opcja, że system operacyjny, płatny, pyta mnie się "o dostarczanie reklam" ?
  • #4 20388190
    DiZMar
    Poziom 43  
    jarekgol napisał:
    Ja bym się nie obraził gdyby nałożyć obowiązek sprzedaży zaprogramowanych części powiedzmy w cenie 2x koszt detaliczny procesora (czy innej logiki) i powiedzmy osobom które mają dowód zakupu całego urządzenia.

    Zastanowiłeś się nad kontrolą tego i innych podobnych pomysłów? Raczej nie. Kto by za to płacił? Też nie pomyślałeś o tym.
  • #5 20388200
    jarekgol
    Poziom 38  
    Czy ja wiem czy to się mocno różni od tematu gwarancji? Oczywiście że firma mogła by olać zapytanie, przysłać niedziałające itd, ale jedną z form kontroli prawa są sądy i odszkodowania.
  • #6 20388427
    Mobali
    Poziom 43  
    jarekgol napisał:
    Ja bym się nie obraził gdyby nałożyć obowiązek sprzedaży zaprogramowanych części powiedzmy w cenie 2x koszt detaliczny procesora (czy innej logiki) i powiedzmy osobom które mają dowód zakupu całego urządzenia.
    Pomysł chyba absurdalny, a zbędna biurokracja z tym związania wygeneruje jeszcze więcej kosztów i problemów. Tym bardziej, że jeszcze zanim "nowe" się zadomowi, to już znajdzie się mnóstwo sposobów żeby to skutecznie obejść. Problemem jest zupełnie niepotrzebne przeregulowanie sektora pod dyktando lobbystów z obu stron. Dlatego jedynym lekarstwem może być skuteczne znoszenie tego typu barier. I to jak najszybciej.
    Pomogłem? Kup mi kawę.
  • REKLAMA
    MediaMarkt Black Week
  • #7 20388541
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    DiZMar napisał:
    Zastanowiłeś się nad kontrolą tego i innych podobnych pomysłów? Raczej nie. Kto by za to płacił? Też nie pomyślałeś o tym.

    A jakie dodatkowe koszty by to wygenerowało? Pewnie by się to skończyło tak jak powinno być od początku - udostępnieniem wsadów do większości urządzeń. Obecnie sytuacja jest chora - wyrzucamy sprzęt warty tysiące, bo uszkodzeniu uległ układ za 50 groszy. Dosłownie. Zaraz się pewnie odezwą głosy obrońców praw autorskich, wskazujących na kopiowanie własności intelektualnej przez konkurencję itd. Tyle, że ta konkurencja odczyta wsad do MCU za kilkaset euro i sobie spokojnie może zrobić duplikat, a jedynie użytkownik i małe serwisy są w ten sposób poszkodowane.
    Mobali napisał:
    Problemem jest zupełnie niepotrzebne przeregulowanie sektora pod dyktando lobbystów z obu stron. Dlatego jedynym lekarstwem może być skuteczne znoszenie tego typu barier. I to jak najszybciej.

    Wskaż proszę to przeregulowanie i bariery, które powodują, że nie są dostępne części zamienne, schematy itd. Bo IMHO jest odwrotnie - brak regulacji powoduje, że producenci wszystko zamykają, uniemożliwiając naprawy. Potem masz właśnie DRM w kamerce do aparatu i bez serwisu producenta i tak tego nie ruszysz. A serwis producenta ci powie, że wraz z kamerą trzeba wymienić całą płytę główną za 90% wartości telefonu.
    Mobali napisał:
    Warto wskazać, że czasem bywa to także nielegalne. W USA nie wolno na przykład samodzielnie naprawiać instalacji elektrycznej jeśli elektrykiem się nie jest. Ot, co kraj to obyczaj.

    Pewnie zależy od stanu/hrabstwa. Ja raczej spotkałem się z czymś odwrotnym. Trzeba wykonać przyłącze, dzwonię do miłej pani z pytaniem, czy jeśli zacznę kopać we wskazanym miejscu to nie mam po drodze jakiś instalacji. Pani mówi - podeślemy gościa, sprawdzi na miejscu i da znać. Po czym się robi i nie ma problemu. Dopóki robisz u siebie nie ma problemu, jeśli robisz jako firma trzeba zadbać o krycie.
    Urgon napisał:
    estem w stanie zrozumieć wykluczenie sprzętu medycznego, bo nie chciałbym być pod respiratorem naprawionym przez pana Edzia, złotą rączkę co ma kanciapę w szpitalnej piwnicy między pralnią a kostnicą. Ale da się to załatwić inaczej, w formie certyfikacji takich serwisów i serwisantów.

    To nie takie proste. Te certyfikacje i autoryzowane przez producenta serwisy kosztują. W efekcie np. za czujnik tlenu w respiratorze, który kupisz za 200 zł, musisz kupić z listy certyfikowanej przez producenta za 1000zł plus koszty serwisu. A przyjeżdża to zrobić kumpel pana Edzia, tak samo kompetentny. Ale powiedzmy, że to wydaje się dyskusyjne. Problem w tym i to widać wyraźnie w USA, a u nas powoli też, że za to wszystko szpital musi płacić. W efekcie, trzeba tą kasę przesunąć z innych wydatków lub zwiększyć koszty pobierane od pacjenta. Zwiększysz koszty, to mało kogo stać na leczenie (USA), albo robisz dziadostwo pod każdym innym względem, także serwisowania (Polska).
  • #8 20388547
    omin172
    Poziom 15  
    Urgon napisał:
    USA to kraj wolności, ale tylko dla korporacji, a niczym nieskrępowany kapitalizm prowadzi do równie dużych patologii


    Coś Ci się ciężko pomyliło: rządy korporacji ograniczające wolność gospodarczą to nie kapitalizm. Skup się może na tym, na czym się znasz, tym bardziej, że to nie to forum.
  • #9 20388714
    siewcu
    Poziom 35  
    tmf napisał:
    Te certyfikacje i autoryzowane przez producenta serwisy kosztują. W efekcie np. za czujnik tlenu w respiratorze, który kupisz za 200 zł, musisz kupić z listy certyfikowanej przez producenta za 1000zł plus koszty serwisu. A przyjeżdża to zrobić kumpel pana Edzia, tak samo kompetentny.

    Tyle że kumpel Edzia na jakimś szkoleniu był i ktoś mu pokazał jak to zrobić, a Edziu nie był. Co by było, gdyby taki czujnik zawiódł po wymianie przez Edzia z kanciapy? Wina Edzia. Wymieniał jego kolega? Wina spada na serwis. Często jest pomijana kwestia odpowiedzialności, która czasem się pojawia i jest większa lub mniejsza.

    A sam temat ochrony komponentu to nie nowość... Wiadome jest, że to się da wymienić, odpowiedni sprzęt te blokady ściąga lub przeprogramowuje elektronikę, wsio działa. A nawet gdyby tego nie było to i tak najpierw musieliby wymusić na producencie sprzedaż części zamiennych poza siecią serwisową - a to mogłoby być trudne. Chcesz kupować - otwórz ASO. I temat się zamyka.
  • #10 20388763
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    siewcu napisał:
    Tyle że kumpel Edzia na jakimś szkoleniu był i ktoś mu pokazał jak to zrobić, a Edziu nie był. Co by było, gdyby taki czujnik zawiódł po wymianie przez Edzia z kanciapy? Wina Edzia. Wymieniał jego kolega? Wina spada na serwis. Często jest pomijana kwestia odpowiedzialności, która czasem się pojawia i jest większa lub mniejsza.

    To trochę nie tak. Takie naprawy nie wykonuje byle kto. Problem raczej w tym, że dla "bezpieczeństwa" producent np. nie udostępnia szkoleń, schematów, potrzebnych informacji, więc nawet jeśli ktoś chciałby się wyszkolić to nie może. W jaki niby sposób to poprawia bezpieczeństwo to doprawdy trudno powiedzieć.
    Ale jak pisałem, temat kontrowersyjny i z pewnością nie jest to coś co można prosto przedstawić w paru zdaniach na forum.
    siewcu napisał:
    A sam temat ochrony komponentu to nie nowość... Wiadome jest, że to się da wymienić, odpowiedni sprzęt te blokady ściąga lub przeprogramowuje elektronikę, wsio działa. A nawet gdyby tego nie było to i tak najpierw musieliby wymusić na producencie sprzedaż części zamiennych poza siecią serwisową - a to mogłoby być trudne. Chcesz kupować - otwórz ASO. I temat się zamyka.

    Czy takie trudne? Moim zdaniem trudność jest tylko mentalna. Zauważ, że jeszcze 20 lat temu normą było, że kupowałeś urządzenie do którego był dodawany schemat. Potem to znikło...
    Są też jakieś małe pozytywy - np. samochody i nieoryginalne części lub możliwość dokonywania przeglądów/napraw w nieautoryzowanych serwisach, bez utraty gwarancji. A więc się da. Tylko konsumenci muszą być bardziej świadomi i bronić swoich praw. To co jest IMHO największym problemem, to to, że korporacje chciałyby aby kupujący nie był właścicielem kupowanego przedmiotu, a raczej licencjobiorcą. I takie zapędy trzeba wypalić do korzeni.
  • #11 20389387
    jarekgol
    Poziom 38  
    Weźmy sobie na inny przykład samochód z wczesnych dwutysięcznych. Ma to wyświetlacz i czemu nie gada do mnie tekstem jak wie że go coś boli? Niektóre starsze potrafiły wymigać błędy. Teraz rozumiem jest więcej elektroniki, więc więcej błędów, ale jest też wyświetlacz. Więc życzyłbym sobie prawa, gdzie w razie błędu pojawi się na nim czytelnym tekstem w czym dzieło.
    Oczywiście można kupić spiracony czytnik albo drogi (jak na słownik CAN - tekst) bardziej oficjalny, ale jak jesteśmy przy regulacjach, to życzę sobie, żeby samochód zgłaszał błędy tekstem na swoim ekraniku. To wszystko już tam jest i żadne koszty.
  • #12 20389576
    siewcu
    Poziom 35  
    Bo od naprawiania samochodów są ludzie, którzy to potrafią. I zorientuj się jak to teraz działa, bo nie tak, jak piszesz. I to są koszty, bo trzeba by było zapłacić programistom niemałe pieniądze. Życzyć sobie możesz, ale nikt o zdrowych zmysłach tego NIE zrobi. I bardzo dobrze. Choć z drugiej strony dobrze by to napędziło klientów warsztatom... Wezmą się za naprawianie jeden z drugim janusz, bo przecież mechanik to złodziej, spieprzą jeszcze bardziej a potem płacz, że naprawa droga. Miałeś kiedyś do czynienia z warsztatami od strony obsługi klienta? Pytanie retoryczne, bo widać, że nie.

    PS. Jak uważasz, że testery serwisowe są drogie to zrób coś tańszego i próbuj zwojować rynek, na pewno chętnych nie braknie. Ale polecam najpierw się doedukować w temacie diagnostyki, bo nie masz o tym pojęcia.
  • #13 20389662
    vodiczka
    Poziom 43  
    siewcu napisał:
    Życzyć sobie możesz, ale nikt o zdrowych zmysłach tego NIE zrobi.
    Raczej nikt kto dba o interesy BRANŻY czyli wąskiej grupy ludzi w porównaniu z ogółem społeczeństwa. :D
    Dlaczego podstawowe komunikaty informujące o błędach i napisane zrozumiałym tekstem, pojawiają się na ekranach komputerów i laptopów a ''nie mogą'' pojawić się na ekranie komputera pokładowego w samochodzie :?:
  • #14 20389750
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    To dlatego, że tak działa ta branża. Jest niby standard interfejsów diagnostycznych, a i tak każdy producent używa własnych kodów i własnego, drogiego, oprogramowania do ich odczytu i diagnostyki. Celem jest zmuszenie każdego, by w razie problemów jechał do ASO i płacił zawyżone ceny za proste naprawy. To działa w USA czy na zachodzie Europy, gdzie stosunek zarobków do kosztów jest w miarę przyzwoity. W takich krajach, jak Polska ASO potrafi mieć zachodnie stawki, podczas gdy klient ma polskie zarobki...

    Sytuacja robi się jeszcze gorsza dla użytkownika, gdy ten wie, co się zepsuło i sam dokona prostej naprawy. Dla przykładu niech się zepsuje jakiś prosty czujnik. Komputer stwierdza, że tak nie da się prowadzić i "dla bezpieczeństwa" ogranicza moc silnika. Użytkownik wymieni wadliwy czujnik na nowy, komputer "wie", że czujnik już działa, ale nadal nie pozwoli na pełną moc, bo użytkownik nie wykasował błędu z systemu. A tego nie da się zrobić bez specjalistycznego oprogramowania, które jest tylko w ASO.

    John Deere by walczyć z amatorskimi naprawami wprowadził DRM do swoich maszyn. DRM tak perfidny, że w razie usterki i samodzielnej wymiany elementu, który nie ma nic wspólnego z pracą samej maszyny (jak stłuczona lampa czy dmuchawa klimatyzacji) nie pozwoli na uruchomienie czegokolwiek. Problem w tym, że przez to wielu amerykańskich rolników miało problem w czasie sezonowych prac polowych, bo był jeden serwisant z ASO na kilka hrabstw, i nie mógł się wyrobić z robotą. W pewnym momencie starsze, używane modele sprzętu John Deere kosztowały więcej niż nowe z salonu, bo każdy mógł je naprawić we własnym zakresie. Rolnicy wściekli na tego producenta stanowią sporą część grupy walczącej o prawo do naprawy w USA. Niestety dla nich John Deere oraz branża samochodowa w USA mają głębsze kieszenie by finansować lobbystów i kupować głosy. Swoją szosą to Ursus by mógł "zaorać" amerykański rynek oferując tańsze maszyny z hasłem "Nasz sprzęt naprawisz sam"...

    Cofając się na moment do tematu sprzętu medycznego, to w czasie pandemii grupa marzycieli zrobiła projekt otwartego respiratora, który da się zrobić z ogólnie dostępnych, standardowych części. Projekt ambitny i mogący narzucić obniżkę kosztów, ale chyba nie dostali aprobaty FDA, więc żaden szpital by nie zaryzykował użycia. W USA wszystko związane z medycyną ma drastycznie zawyżone ceny, nieadekwatnie do ponoszonych kosztów, nawet wliczając badania i rozwój...
  • #15 20389900
    siewcu
    Poziom 35  
    Do odczytu błędów wystarczy od bidy ELM327 z allegro i darmowa aplikacja ze sklepu play. Programy producentów samochodów są przede wszystkim rozbudowane i sam odczyt błędów to ułamek ich możliwości.

    A co do komputerów - szczególnie czytelne są informacje na BSOD. 0x0000... i krótki komunikat, który kowalskiemu mało co powie - a informatyk musi grzebać w internecie co to znaczy i jak to naprawić. I nie pojawią się proste komunikaty w samochodach, choćby ze względu na ilość nakładów potrzebnych do dodania takiej funkcjonalności. Nawet ze względu na zrobienie głupiej listy kodów we wszystkich dostępnych w menu językach. Bo, uwaga - w ECU nic takiego nie ma. Plus często sam kod błędu nic nie powie.
  • #16 20389936
    michał_bak
    Poziom 23  
    vodiczka napisał:
    Dlaczego podstawowe komunikaty informujące o błędach i napisane zrozumiałym tekstem, pojawiają się na ekranach komputerów i laptopów a ''nie mogą'' pojawić się na ekranie komputera pokładowego w samochodzie

    To proste jak budowa cepa. Każdy kto profesjonalnie naprawia samochody, bez problemu poradzi sobie z odczytaniem i naprawą błędu. Gdyby to było takie proste i każdy użytkownik mógłby odczytać i bez odpowiedniej wiedzy "naprawić" to na drodze pojawiłby się samochód, który byłby zagrożeniem dla pozostałych użytkowników dróg. .
    Użytkownik komputera po przeczytaniu komunikatu o błędzie, tak czy siak wezwie kogoś kto zajmuje się tym profesjonalnie. Jeżeli podejmie się "naprawy" nie mając odpowiednich narzędzi i wiedzy, to skończy się to wizytą w sklepie w celu zakupu nowego sprzętu.

    Temat jest naciągany bo nikt nie odmawia nikomu prawa do naprawy, zwłaszcza gwarancyjnej. Każdy kto robił zakupy w sklepie stacjonarnym, wie, że najtrudniej jest się opędzić od zachęt sprzedawcy by kupić sprzęt z pięcioletnią gwarancją. Z czego wynika takie zachęcanie? Z tego, że sieci dysponują dokładnymi danymi i wiedzą doskonale, że to się im opłaca bo sprzęt spokojnie przeżyje to 5 lat. Wbrew różnym lobbystom, którzy twierdzą, że sprzęt jest tak konstruowany by paść po dwóch latach. Tylko skąd sprzęt, który kupiłem wie, że ma się zepsuć po pięciu a nie po dwóch?
    Odnoszenie się do sytuacji sprzed kilkunastu a już nie daj Boże sprzed kilkudziesięciu lat, nie ma większego sensu bo współczesny sprzęt jest bez porównania bardziej skomplikowany.
    Nikt nie kwestionuje tego, że nawet gdy jesteśmy lekko chorzy to idziemy do lekarza a nie sąsiadki, która się zna na leczeniu.

    Żyjemy w czasach rozpasanej konsumpcji i cieszmy się z tego, że po trzech latach szukamy pretekstu by wymienić telewizor na nowy bo "stary" już nam się znudził.
  • #17 20389982
    Nepto
    Poziom 19  
    Urgon napisał:
    Swoją szosą to Ursus by mógł "zaorać" amerykański rynek oferując tańsze maszyny z hasłem "Nasz sprzęt naprawisz sam"...

    Nie sądzę, by branża, która "ma głębsze kieszenie by finansować lobbystów i kupować głosy" pozwoliła na to, by jakaś konkurencja jej się panoszyła pod nosem. Od tego są cła i regulacje prawne. :)
  • #18 20389986
    Mobali
    Poziom 43  
    michał_bak napisał:
    Gdyby to było takie proste i każdy użytkownik mógłby odczytać i bez odpowiedniej wiedzy "naprawić" to na drodze pojawiłby się samochód, który byłby zagrożeniem dla pozostałych użytkowników dróg. .
    Czy podmiana na przykład radioodtwarzacza także powoduje, że pojazd zamienia się w śmiercionośną maszynę do zabijania?
    michał_bak napisał:
    Tylko skąd sprzęt, który kupiłem wie, że ma się zepsuć po pięciu a nie po dwóch?
    Poczytaj o tym tu, albo w "internetach". Opisano tam wiele sposobów, w jaki sztucznie ogranicza się żywotność sprzętu.
    michał_bak napisał:
    Odnoszenie się do sytuacji sprzed kilkunastu a już nie daj Boże sprzed kilkudziesięciu lat, nie ma większego sensu bo współczesny sprzęt jest bez porównania bardziej skomplikowany.
    Otwórz sobie stary popularny ruski kolorowy telewizor "Rubin", a obok postaw telewizor współczesny. Porównaj i sprawdź, który z nich jest "bardziej skomplikowany". Szczególnie oceń te różnice pod kątem serwisowania.
    michał_bak napisał:
    Nikt nie kwestionuje tego, że nawet gdy jesteśmy lekko chorzy to idziemy do lekarza a nie sąsiadki, która się zna na leczeniu.
    Otóż problemem jest właśnie zachowanie odwrotne, szczególnie ostatnimi laty. Ale chyba nie ma się co dziwić, skoro lekarze coraz chętniej leczą "zespół niespokojnych nóg" czy równie zabójczą kserostomię, a apteki zamieniły się w markety z bezwartościowymi suplementami.
    ;-)
    Pomogłem? Kup mi kawę.
  • #19 20390055
    dondu
    Moderator na urlopie...
    Mobali napisał:
    A swoją drogą, cała dyskusja o prawie do naprawy byłaby zupełnie zbędna, gdyby radykalnie zmieniło się podejście do dóbr. Problem napraw wynika głównie ze słabej jakości i powszechnej polityki planowego postarzania produktów. Gdyby był produkowany sprzęt solidny i trwały, ...


    Podstawy ekonomii:
    - silna konkurencja,
    - klienci, czyli podaż szukający tanio, dobrze i szybko, czyli to my zmuszamy producentów do tego zo robią.

    Produkuj solidnie (czyli drogo) i znajdź rynek bez konkurencji ... powodzenia! :)

    A postarzanie, to bzdura. Kto celowo to robi naraża się na złą opinię, a ta w dobie Internetu jest bardzo kosztowna.
  • #21 20390332
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    michał_bak napisał:
    Gdyby to było takie proste i każdy użytkownik mógłby odczytać i bez odpowiedniej wiedzy "naprawić" to na drodze pojawiłby się samochód, który byłby zagrożeniem dla pozostałych użytkowników dróg. .

    Bezpieczeństwo w przypadku samochodu i tak zależy głównie od kierowcy, więc pisanie, że jakaś naprawa zrobiona w warunkach domowych by je pogorszyła jest kompletnie bez sensu. Równie dobrzy możnaby napisać, że nie należy sprzedawać samochodów bo są niebezpieczne.
    dondu napisał:
    A postarzanie, to bzdura. Kto celowo to robi naraża się na złą opinię, a ta w dobie Internetu jest bardzo kosztowna.

    Piszesz o opinii w internecie, gdzie całkiem spora część opinii to płatne trole lub boty? Dla przykładu Twitter to co najmniej 15% kont botów. Opinię po prostu kupujesz.
    Masz całe farmy troli preparujących opinie. Obiektywne dane - np. na temat awaryjności sprzętu są niedostępne. Jak więc klient ma dokonać wyboru nie posiadając rzetelnych danych?
    Nawet duże portale medialne prezentują to za co im zapłacono, w sposób, który napędza klikanie reklam. I tylko o to w tym chodzi - abyś kliknął, rzetelność - bez znaczenia.
  • #22 20390360
    siewcu
    Poziom 35  
    tmf napisał:
    Opinię po prostu kupujesz.

    A to się zgadza. Do mnie na maila firmowego trafiła ostatnio reklama strony z "ofertą" sprzedaży opinii na google. Ba, do tego z gwarancją, że opinie nie zostaną usunięte :lol: W dobie anonimowości tak to niestety jest. Nie wszystko da się zweryfikować. Ceny takiej usługi nie znam, bo szef nie jest zainteresowany takim czymś, ale może znajdzie tu się ktoś, kto kupił i podzieli się informacją o cenie takiej "usługi".
  • #23 20390541
    dondu
    Moderator na urlopie...
    Kupowanie opinii - wszyscy o tym wiemy. Wśród opinii ja wyłapuję i czytam tylko te, które porządnie pokazują wady produktu. Mała szansa jest na to, by producent czy sprzedawca kupowali takie. Dopiero wtedy podejmuję decyzję na podstawie opinii, i jak na razie ta metoda się sprawdza.
  • #24 20390545
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Pragnę przypomnieć, iż Trump wygrał wybory, bo opłacono firmę, która manipulowała algorytmami FB by wysłać stosowne posty do grup ludzi, którzy mogą się złapać na jego tanią propagandę. W tej chwili podobną robotę wykonują "ruskie trolle", na co najbardziej łapią się nacjonaliści i inny ciemnogród. Z podobnych, płatnych usług rozsiewania zasięgów korzystają też organizacje pokroju Ordo Iuris czy propagatorzy nowoczesnego znachorstwa spod znaku Zięby i lewoskrętnej witaminy C. Z kolei normalne firmy też używają płatnych usług i narzędzi Google czy Facebooka oraz celebrytów i twórców treści by reklamować swoje produkty. Ostatnio YouTube zmieniło swoją politykę pod kątem treści przyjaznych reklamodawcom, przez co wiele kanałów oberwało demonetyzacją, bo padają w filmach przekleństwa. Do niedawna to nie był problem, ale ostatnia "dobra zmiana" jest zbyt radykalna...
  • #25 20390661
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    dondu napisał:
    Kupowanie opinii - wszyscy o tym wiemy. Wśród opinii ja wyłapuję i czytam tylko te, które porządnie pokazują wady produktu. Mała szansa jest na to, by producent czy sprzedawca kupowali takie. Dopiero wtedy podejmuję decyzję na podstawie opinii, i jak na razie ta metoda się sprawdza.

    Jacku, podziwiam. Jakimi kryteriami się kierujesz próbując odróżnić rzetelne opinie od fejków? Poza tym opinie to tylko opinie. Wolałbym twarde dane - np. informacje dotyczące liczby zwrotów/reklamacji, średniego czasu rozpatrywania reklamacji itd. Ja powiem szczerze - nie przeceniam swoich sił. Fejki tak słabe, że aż oczy bolą, typu ostatnia wpadka jednej z restauracji w Zakopanym, gdzie pojawiły się pozytywne opinie przed jej otwarciem - daję radę :) Ale wiele fejków nie jest tak prymitywnych.
    Urgon napisał:
    Pragnę przypomnieć, iż Trump wygrał wybory, bo opłacono firmę,

    Nie wiem po co wrzucasz temat polityczny. Może opłacono, może nie. Wiemy to z mediów, które są tak samo opłacane. Np. z naszych wspaniałych portali informacyjnych, którym nie przeszkadza publikować jeden pod drugim artykułów o zupełnie sprzecznych informacjach i wnioskach...
  • #26 20390808
    siewcu
    Poziom 35  
    Ja mam małą prośbę - trzymajmy się z dala od polityki.

    A bazowanie na złych opiniach również jest błędne, bo równie dobrze mogą być one kupowane przez konkurencję, która chce oczernić rywala. Napisze o 10 złych funkcjach, o pozostałych dobrych 90 nie wspomni.
  • #27 20391258
    ppc
    Poziom 18  
    Mobali napisał:
    Warto wskazać, że czasem bywa to także nielegalne. W USA nie wolno na przykład samodzielnie naprawiać instalacji elektrycznej jeśli elektrykiem się nie jest. Ot, co kraj to obyczaj.


    Bzdura.
  • #28 20391294
    jarekgol
    Poziom 38  
    1) Nie da się trzymać z daleka od polityki, w temacie który traktuje o nowo zmienionym prawie. Prawo tworzą politycy.
    2) Autor wątku prosił o własne propozycje, więc ja moją o błędach tekstem podtrzymuję i będę się trzymał wersji że zmapowanie 1000 albo 10k kodów na tekst przy produkcji idącej w jeszcze większe tysiące to jest znaczący koszt na jedną sztukę.
    @siewcu @michalbak a ja jestem właścicielem od tego żeby o mojej własności decydować. Jak sobie spróbuję naprawić bez wiedzy i zepsuje bardziej i to moja sprawa i moja strata. Uprzedzając lament o bezpieczeństwie - można tyle głupich rzeczy zrobić z samochodem na drodze oraz przed wyruszeniem w nią, że w ogóle takich argumentów nie przyjmuję. Jak ktoś głupi albo ryzykant to ukrywanie informacji przed nim też go od ryzyka nie powstrzyma, natomiast publiczny dostęp do danych technicznych może wielu osobom pomóc zrobić coś dobrze, szybko łatwo i przyjemnie, bez zgadywania co poeta miał na myśli.

    Co do błędów zgłaszanych przez programy komputerowe - jak najbardziej się zgadzam, często są nieprzyjazne. Ale może to dobrze? Bo jeszcze użytkownik bez wiedzy by źle zinterpretował, skasował jakiś plik systemowy lub wpis z rejestru, zepsuł bardziej i cóż by się za tragedia stała?
  • #29 20391468
    siewcu
    Poziom 35  
    jarekgol napisał:
    publiczny dostęp do danych technicznych

    Ale przecież jest. Wchodzisz na portal techniczny producenta, płacisz skromny abonament za potrzebny czas korzystania(który zaczyna się od, uwaga, godziny) - a jak szukasz konkretów to wiesz czego szukać - i masz dostęp do tych samych materiałów co aso. Serwery trzeba utrzymać, materiały opracować, więc opłata jest jak najbardziej uczciwa. A drożej niż 10€ nie widziałem za godzinny dostęp - i to do wszystkiego, schematy, instrukcje napraw, oprogramowanie diagnostyczne(gdzie nie trzeba interfejsu producenta). Jak ktoś sobie chce czytać dla zabicia czasu to jego problem, ale jak chcesz konkretne rzeczy naprawiać to będziesz wiedział czego szukać i jak je diagnozować. Jak się nie znasz i nie masz pojęcia gdzie szukać to nie ruszaj. Proste? Proste. Uczciwe? Jak najbardziej.
  • #30 20391473
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    jarekgol napisał:
    Co do błędów zgłaszanych przez programy komputerowe - jak najbardziej się zgadzam, często są nieprzyjazne. Ale może to dobrze? Bo jeszcze użytkownik bez wiedzy by źle zinterpretował, skasował jakiś plik systemowy lub wpis z rejestru, zepsuł bardziej i cóż by się za tragedia stała?

    Troszeczkę przeczysz temu co napisałeś o samochodach. Skasowałby sobie i co? Jego problem. Dla mnie większym problemem jest to, że na własnym kompie co raz częściej czegoś sobie skasować nie mogę. A jeszcze częściej na komórce - bez zrootowania, nie mogę np. usunąć większości preinstalowanych śmieci, które nie tylko nie są mi do niczego potrzebne, ale wręcz są szkodliwe.
    BTW, te błędy podawane przez np OS wcale nie są nieczytelne. Gdybyś miał wersję systemu z informacjami dla debugera i plikami map po kompilacji, to jednym kliknięciem tą informację o błędzie można przenieść na konkretną linię kodu. Tyle, że np. Windows nie jest open source, więc nic z tego. A więcej informacji nie bardzo jest jak podać, bo przecież OS na tym etapie wie dokładnie tyle samo co ty - że gdzieś coś poszło nie tak. W przypadku samochodów jest prościej - ich konstrukcja jest nieporównywalnie prostsza niż większości oprogramowania. Więc informacja o miejscu błędu + informacja np. o częstości usterek daje w wielu przypadkach diagnozę.

Podsumowanie tematu

Dyskusja dotyczy prawa do naprawy sprzętu elektronicznego i mechanicznego w kontekście nowej ustawy w stanie Nowy Jork, która ma na celu ułatwienie dostępu do części zamiennych i informacji serwisowych. Uczestnicy podnoszą kwestie związane z jakością produktów, planowym postarzaniem, oraz problemami z dostępnością części zamiennych, co prowadzi do marnotrawstwa sprzętu. Wskazują na praktyki korporacji, takie jak DRM, które ograniczają możliwość samodzielnych napraw. Wiele osób podkreśla potrzebę większej przejrzystości w dostępie do schematów i instrukcji, co mogłoby zmniejszyć koszty napraw i wydłużyć żywotność urządzeń. Wskazano również na różnice w podejściu do naprawy w różnych branżach, takich jak motoryzacja, gdzie dostęp do informacji diagnostycznych jest kluczowy.
Podsumowanie wygenerowane przez model językowy.
REKLAMA