Elektryką interesowałem się od przedszkola (zestawy ,,Mały elektryk"). Jako pierwszokomunijny prezent dostałem... miernik Lavo - 3 (najwspanialszy prezent). Niedługo później - lutownica Lutola i radyjko tranzystorowe do samodzielnego montażu (zestaw prod. ZSRR). Z radyjka nic nie wyszło, ale nauka lutowania się przydała. Schematy urządzeń elektronicznych zacząłem studiować jeszcze w podstawówce, co skutkowało notorycznym zmęczeniem po nieprzespanych nocach. Zaczynałem od prostych układów takich jak wyłącznik zmierzchowy na tranzystorach TG3, TG50, TG70 i fotorezystorze RPP130. Później dostałem do eksperymentów telewizor Lazuryt 208 i na nim się uczyłem będąc jeszcze w podstawówce. Był to nietypowy odbiornik, krótko produkowany, w którym bodajże pierwszy raz zastosowano głowicę ZTG w miejsce przełącznika kanałów. Płytki generatorów i p.cz. były w starych wersjach. Jednocześnie eksperymentowałem z gramofonem Bambino (wersja z ECL86) i odbiornikiem radiowym Atut. Rodzice nie zabraniali mi tych zabaw i nie sknerzyli na potrzebne mi ,,rupiecie", za co Im serdecznie dziękuję (jeszcze żyją), zaś Opatrzności dziękuję, że mnie szlag nie trafił od prądu elektrycznego. W ósmej klasie miałem pieprzniętą nauczycielkę od ZPT, która piłowała nas z uprzednio przekazanej teorii o dziurach elektronowych, półprzewodnikach donorowych i akceptorowych i rodzajach złącz w tranzystorach. Oczywiście naprawa telewizora (T 6105) u mnie i u Babci (Neptun 413) należała do mnie. Kiedy miałem 17 lat już naprawiałem telewizory u obcych, zaś reklama szła ,,pocztą pantoflową", że Piotrek robi dobrze i tanio. Dzięki temu zdałem z historii z drugiej do trzeciej klasy technikum (elektroenergetyka). Profesorka przed końcem roku do mnie: ,,Piotrek, słyszałam że naprawiasz telewizory. Mam dwa takie same, przywiezione ze Związku Radzieckiego i są tak nietypowe, że nikt nie chce tego naprawić. Trzeba zrobić z dwóch zepsutych jeden działający." Wziąłem adres, umówiłem się na termin i naprawiłem oba odbiorniki. Na pytanie profesorki - ,,Ile płacę?", odparłem - ,,No pani profesor, po znajomości - nic." No i po tej ,,znajomości" zdałem z historii - przedmiotu, którego za cholerę nie przyswajałem. Było to czterdzieści lat temu. Co do ,,uwalenia" sprzętu u klienta, to podczas naprawy telewizora postawiłem na nim lampkę, która spadając utrąciła szyjkę kineskopu. Na szczęście był czarno-biały i miałem w zapasie. Niestety - byłem ,,w plecy" sporo gotówki. Drugi raz ,,uwaliłem" OTV Sony u moich Rodziców. Po zmianie głowicy kanałów na wersję z pasmem kablowym nie zauważyłem pod osłoną kondensatorów separacyjnych przy gnieździe antenowym i na próbę przyłączyłem antenę wprost do głowicy. W tym dziwnym telewizorze mimo zasilacza impulsowego nie było separacji od napięcia sieciowego, co skutkowało zwarciem i spaleniem kilku ścieżek. Prościej było odkupić telewizor. Używany, też Sony i większy.
To były czasy - ,,teledłubek", cinkciarz i taksówkarz zarabiali najwięcej. Z naprawy telewizora wychodziło się z pełną kieszenią i po tęgim spożyciu.
