logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Wasze pierwsze naprawy dla znajomych i innych osób

riczi56 27 Kwi 2023 23:18 966 14
  • #1 20558348
    riczi56
    Poziom 3  
    Siema. Mam zapytkę. Pytanie kieruję do serwisantów elektroniki, którzy prowadzą własne działalności bądź pracują u kogoś na serwisie ale i też do wszystkich. Mianowicie ciekawi mnie jak wyglądały wasze początki z serwisowaniem elektroniki dla np. znajomych lub obcych osób. Jak wam szły takie pierwsze naprawy? Dużo cudzych sprzętów uwaliliście? Jak wyglądała sprawa lutowania podczas tych pierwszych napraw? Jakie ogólnie mieliście podejście odnośnie np. wyglądu lutów ( ma działać nie wyglądać czy staraliście się ładnie lutować?). Kto ma ochotę podzielić się opowieściami z początków swojej przygody z elektroniką i serwisami tego chętnie zapraszam.
  • #2 20558456
    DiZMar
    Poziom 43  
    Pierwsza naprawa jeszcze gdy byłem w technikum RTV w pierwsze klasie (połowa lat 70-tych). U kolegi w TV na ekranie tylko "mleko" bez nawet szumu z głośników. Kolega z pełnym zaufaniem do mnie prosi abym spróbował coś zrobić. Ja z myślą, że nic nie zrobię pozytywnego ale przynajmniej udam szczere chęci., zajrzałem do środka TV. Nie miałem pojęcia wtedy co mam zrobić. Zacząłem improwizować chęć naprawy. Obok stało sprawne lampowe radio (Promyk Lux). Zajrzałem to tegoż radia i zauważyłem, że są w nim identyczne niektóre lampy jak niektóre w TV. To zamieniłem miejscami. I o dziwo przy moim szczerym zdziwieniu i uznaniu kolegi TV ożył. Oczywiście radio nie wydawało już dźwięków ale wystarczyło dokupić lampę (o ile pamiętam była to EF80) aby oba sprzęty działały sprawnie. Poszła we wsi niezasłużona właściwie fama o moich zdolnościach naprawczych.
  • #3 20558567
    teskot
    Poziom 37  
    Coś mi się wydaje, że Autor porywa się z motyką na słońce (przez to pytanie o lutowanie). Jeśli lut jest prawidłowo wykonany to wygląda dobrze, jeśli jest wykonany nieprawidłowo to wygląda źle i nie ma racji bytu.

    Moje pierwsze naprawy to raczej sprzęty elektryczne niż elektroniczne: wymiana urwanego przewodu suszarki do włosów, kołnierza pralki, szczotek w silniku odkurzacza itd. Pierwsze stricte elektroniczne to prostowniki do ładowania akumulatorów czy inne zasilacze, z początku transformatorowe, znacznie później impulsowe. Swego czasu trafiało do mnie dużo radioodbiorników samochodowych, które różne "pomysłowe Dobromiry" podłączały w swoich rydwanach. Oczywiście 90% pochodziło z modnych VW Golfów (wiadomo: ten jest panem całej wsi kto ma Golfa w TDI) bo mało który wiedział, że masa to przewód brązowy i podłączali na pałę, a ja później te popalone radia naprawiałem (i montowałem).
    Telewizorów kineskopowych nie lubiłem nigdy ale kilka było "pod moją opieką". Unimor rodziców, w którym regularnie padał trafopowielacz i tranzystor w obwodach odchylania, ukochany, przywieziony z RFN Philips kolegi, leciwy bardzo, a zatem w kółko coś się psuło, Elektron babci, w którym też padało odchylanie. Na długo odstawiłem od piersi telewizory, plazmowe mnie ominęły i dopiero pierwsze płaskie monitory komputerowe wróciły na tapetę, a obecnie ledowe telewizory.

    Muszę zauważyć, że w tej chwili coraz rzadziej w serwisie używam lutownicy. 90% usterek współczesnych telewizorów to podświetlenie matrycy (tam lutownica do niczego nie jest potrzebna bo jedyna skuteczna metoda naprawy to wymiana kompletnych listew LED). W zakresie napraw drobnego sprzętu AGD, a także maszyn biurowych typu drukarka, skaner, niszczarka itd dużo bardziej potrzebny jest warsztat mechaniczny.

    W kwestii nieodwracalnego uszkodzenia sprzętu w trakcie naprawy to zdarza się to, oczywiście i jest to tak zwane ryzyko zawodowe. Nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Poza tym coraz częściej producenci sprzętu dokładają wszelkich starań, żeby przypadkiem nie dało się ich urządzenia naprawić, a już z pewnością uprzykrzyć życie serwisantowi. Wieloletnie doświadczenie w naprawach pozwala jednak zminimalizować ryzyko zniszczenia sprzętu oraz ocenić swoje możliwości dokonania naprawy. Klienci bywają różni ale coraz większa ich liczba rozumie doskonale trudności w serwisowaniu ich sprzętu. Jeśli na przykład pokazuję klientowi, że urządzenie stanowi monolit, klejony, zgrzewany, składany na sprytnych zatrzaskach, do których nie ma dostępu to następuje pełne zrozumienie. I wielu mówi: jak się panu uda to fajnie, jak się połamie to trudno.

    Pamiętam jak kolega naprawiał jedną drukarkę. Nie miał bladego pojęcia jak to cholerstwo otworzyć i powiedział do klienta: jak tutaj nie przetnę piłą kawałka obudowy to się do tego nie dostanę. Na co klient odparł: a tnij pan, nie ma nic do stracenia.

    Jeśli widzę stany magazynowe jednego z moich dostawców części do telewizorów i na pierwszym miejscu w dużej ilości dostępne są obudowy to o czym to świadczy? Przecież nikt nie wymienia obudowy telewizora bo to się nie psuje! Ano właśnie się psuje przy próbie dostania się do środka.
  • #4 20558605
    cirrostrato
    Poziom 38  
    Jako nastolatek już w podstawówce coś dłubałem, ,,studiując'' w Technikum Kasprzaka już za drobne datki od znajomych. Pamiętam niektóre naprawy: Lazuryt 107 nie działa, kolega naciska aby przyjechać, mierzę, jeden rezystor wielowatowy spalony, nie mam a za oka mzik mecz....policzyłem, pokombinowałem, zastąpiłem rezystor posiadaną lutownicą, mecz obejrzeliśmy, browar wysączyliśmy cały. Ciekawa naprawa lampowego radia: nie działa, odwracam spodem do góry i DZIAŁA, odwracam normalnie i znów nie działa, męczyłem się z tą zagwozdką ponad pół godziny......filtry strojone wałeczkami ferrytu wklejonymi do plastikowych gwintowanych tulejek (typowe), jeden ferryt się odkleił i przemieścił, po odwróceniu radia wpadał we właściwą pozycję w filtrze pcz i radio działało.
  • #5 20558648
    riczi56
    Poziom 3  
    teskot napisał:
    Coś mi się wydaje, że Autor porywa się z motyką na słońce (przez to pytanie o lutowanie). Jeśli lut jest prawidłowo wykonany to wygląda dobrze, jeśli jest wykonany nieprawidłowo to wygląda źle i nie ma racji bytu.

    Czemu z motyką na słońce? Ogólnie chodzi mi o to jak to u was wyglądało na początku czy mimo, że np. średnio lutowaliście ale np. pomiary ogarnialiście itd. to podejmowaliście się napraw dla znajomych lub obcych ludzi.
  • #6 20558678
    teskot
    Poziom 37  
    Jak średnio lutowałem to się nie brałem za naprawy. Najpierw nauka lutowania, a później wykorzystanie nabytej umiejętności w praktyce.

    Możecie wierzyć lub nie ale pierwszy raz dorwałem się do lutownicy w wieku niespełna 5 lat. Rodzice (elektronicy) robili w domu prace zlecone i ja też chciałem spróbować. Pobielanie przewodów wychodziło mi już całkiem nieźle, później przyszedł czas na proste płytki. Lutowałem początkowo lutownicą transformatorową, później mama przyniosła z pracy pistoletową lutownicę grzałkową z "boosterem" (przycisk zwiększający chwilowo moc trzykrotnie).

    Z pierwszych konkretnych napraw to pamiętam wzmacniacz PW8040, który dostałem na zasadzie: jak sobie naprawisz to będziesz miał dla siebie. Popalone były oczywiście tranzystory i rezystory w końcówce mocy. Miałem wtedy z 8-9 lat i dumny ojciec dokupił mi w nagrodę i na zachętę magnetofon do zestawu (tym razem już sprawny).
  • #7 20558811
    alekt77
    Poziom 39  
    riczi56 napisał:
    mimo, że np. średnio lutowaliście ale np. pomiary ogarnialiście

    Poprawne lutowanie jest nieporównanie łatwiejsze do nauczenia się niż "ogarnianie pomiarów". Zasadą napraw powinno być że płytka drukowana po naprawie wygląda prawie tak jak przed naprawą, może być lekko uszkodzona soldermaska przy punktach lutowniczych ale nie powinno być odparzonych ścieżek i punktów lutowniczych, smarków lutowia i zastygniętego "miodu" z topnika(kalafonii). Ja sprzętu z takim wyglądem nie brałem do naprawy. A jak nie wiesz jak otworzyć obudowę lepiej odmów naprawy bo oddawanie klientowi(nawet znajomemu) sprzętu z popękaną obudową to naprawdę obciach. Zresztą lepiej odmówić naprawy sprzętu niż wziąć do naprawy i tą naprawę spaprać. Ludzie znacznie dłużej pamiętają zdarzenia negatywne niż pozytywne, a wieści o tym rozchodzą się szybko i szeroko.
  • #8 20558930
    riczi56
    Poziom 3  
    Nie mówię, że tak mam tylko po prostu pytam jak u was to wyglądało na początku.
  • #10 20560606
    riczi56
    Poziom 3  
    rosak napisał:
    Lutowanie to jakiś 1% całej naprawy. Trzeba wiedzieć co i gdzie lutować, dlatego początki to książki, analiza, rysunki.

    Powiedzmy, że ktoś ogarnia pomiary itd. tylko lutowanie tak średnio.
  • #11 20560609
    rosak
    Specjalista liczniki samochodowe
    Pawlo14 napisał:

    Powiedzmy, że ktoś ogarnia pomiary, itd. tylko lutowanie tak średnio.


    To wybierz sobie jeden z miliarda zestawów „zrób to sam” z Ali i ćwicz 😉
    Nie chcę reklamować siebie, tym bardziej, że mój kanał nie skupia się na nauce, ale choćby EEVblog, poszukaj filmów o lutowaniu. Jest kilka podstawowych zasad o których 90% youtuberow nie wie a zamieszczają filmy „jak (nie) lutować”. Lutowanie jest dużo prostsze niż się wielu ludziom wydaje, tylko trzeba to robić prawidłowo.
  • #12 20560696
    750kV
    Poziom 32  
    Elektryką interesowałem się od przedszkola (zestawy ,,Mały elektryk"). Jako pierwszokomunijny prezent dostałem... miernik Lavo - 3 (najwspanialszy prezent). Niedługo później - lutownica Lutola i radyjko tranzystorowe do samodzielnego montażu (zestaw prod. ZSRR). Z radyjka nic nie wyszło, ale nauka lutowania się przydała. Schematy urządzeń elektronicznych zacząłem studiować jeszcze w podstawówce, co skutkowało notorycznym zmęczeniem po nieprzespanych nocach. Zaczynałem od prostych układów takich jak wyłącznik zmierzchowy na tranzystorach TG3, TG50, TG70 i fotorezystorze RPP130. Później dostałem do eksperymentów telewizor Lazuryt 208 i na nim się uczyłem będąc jeszcze w podstawówce. Był to nietypowy odbiornik, krótko produkowany, w którym bodajże pierwszy raz zastosowano głowicę ZTG w miejsce przełącznika kanałów. Płytki generatorów i p.cz. były w starych wersjach. Jednocześnie eksperymentowałem z gramofonem Bambino (wersja z ECL86) i odbiornikiem radiowym Atut. Rodzice nie zabraniali mi tych zabaw i nie sknerzyli na potrzebne mi ,,rupiecie", za co Im serdecznie dziękuję (jeszcze żyją), zaś Opatrzności dziękuję, że mnie szlag nie trafił od prądu elektrycznego. W ósmej klasie miałem pieprzniętą nauczycielkę od ZPT, która piłowała nas z uprzednio przekazanej teorii o dziurach elektronowych, półprzewodnikach donorowych i akceptorowych i rodzajach złącz w tranzystorach. Oczywiście naprawa telewizora (T 6105) u mnie i u Babci (Neptun 413) należała do mnie. Kiedy miałem 17 lat już naprawiałem telewizory u obcych, zaś reklama szła ,,pocztą pantoflową", że Piotrek robi dobrze i tanio. Dzięki temu zdałem z historii z drugiej do trzeciej klasy technikum (elektroenergetyka). Profesorka przed końcem roku do mnie: ,,Piotrek, słyszałam że naprawiasz telewizory. Mam dwa takie same, przywiezione ze Związku Radzieckiego i są tak nietypowe, że nikt nie chce tego naprawić. Trzeba zrobić z dwóch zepsutych jeden działający." Wziąłem adres, umówiłem się na termin i naprawiłem oba odbiorniki. Na pytanie profesorki - ,,Ile płacę?", odparłem - ,,No pani profesor, po znajomości - nic." No i po tej ,,znajomości" zdałem z historii - przedmiotu, którego za cholerę nie przyswajałem. Było to czterdzieści lat temu. Co do ,,uwalenia" sprzętu u klienta, to podczas naprawy telewizora postawiłem na nim lampkę, która spadając utrąciła szyjkę kineskopu. Na szczęście był czarno-biały i miałem w zapasie. Niestety - byłem ,,w plecy" sporo gotówki. Drugi raz ,,uwaliłem" OTV Sony u moich Rodziców. Po zmianie głowicy kanałów na wersję z pasmem kablowym nie zauważyłem pod osłoną kondensatorów separacyjnych przy gnieździe antenowym i na próbę przyłączyłem antenę wprost do głowicy. W tym dziwnym telewizorze mimo zasilacza impulsowego nie było separacji od napięcia sieciowego, co skutkowało zwarciem i spaleniem kilku ścieżek. Prościej było odkupić telewizor. Używany, też Sony i większy.
    To były czasy - ,,teledłubek", cinkciarz i taksówkarz zarabiali najwięcej. Z naprawy telewizora wychodziło się z pełną kieszenią i po tęgim spożyciu. :-)
  • #13 20560987
    Strumien swiadomosci swia
    Poziom 43  
    Dzisiaj strikte elektronika bez nauki programowania nic nie jest warta. Przeszło mi grzebanie w płytkach czasami cos kupuje w chinach zmontowane i robie jakieś wynalazki... 90 procent chinskich modułów jest niedostępna w polsce.
  • #14 20563423
    helmud7543
    Poziom 43  
    W czasie gdy robiłem dla znajomych w zasadzie ucząc się dopiero, podchodziłem do sprawy bardzo ostrożnie. Bywało tak, że np: deklarowałem, że nie podejmę się danej czynności że względu na ryzyko i za małe doświadczenie. Właściciel sprzętu wtedy na podstawie moich instrukcji czynność wykonywał sam. Skutecznie.
    Pamiętam trzy fakapy. Raz, podczas składania komputera w całość ktoś podłączył (już nie pamiętam, ja czy właściciel) podłączył odwrotnie zasilanie stacji dyskietek. Po włączeniu zasilania wentylatory wystartowały coś niemrawo, brak POST i sygnału na monitor, za to po ok 5 sekundach dym i zaraz po tym izolacja spłynęła z żyły 5V kabla zasilającego stacji dyskietek. Wtyczkę przyspawało. Po jej oddzieleniu, zaizolowaniu uszkodzonego przewodu i prawidłowym podłączeniu okazało się, że zasilacz i reszta sprzętu, łącznie ze stacja dyskietek, poza uszkodzeniem kabla, wtyczki i gniazda, przeżyły. Nie pamiętam co to za zasilacz, o czarnej liście jeszcze wtedy nikt z nas nie słyszał a nasz wiek i poziom wiedzy był jeszcze daleki od rozkminiania działania przetwornic impulsowych.
    Drugi fakap, to od razu skazana na niepowodzenie próba odzyskania danych że smartfona. Był to czas kiedy trim stawał się powszechny i męczenie moje oraz urządzenia było od początku bez sensu, klienta nakarmiłem złudną nadzieją. Udało się odzyskać tylko miniaturki zdjęć. Oczywiście upowszechniające się wtedy usługi typu automatyczna kopia Google zdjęcia, choć skonfigurowane, strzeliły focha i może 20% zawartości było na koncie. Także nie ma to jak kopia offline.
    I trzeci - jak zmusić do pracy nieco zużyty już laser napędu optycznego? Wiadomo, "podkręcić". Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy że pewnie go dobijam. Choć późniejszych skarg nie było a to znajomy.
    Swojego sprzętu już ubiłem znacznie więcej ale to było trochę poświęcenie dla edukacji.
  • #15 20979584
    Ash Ketchum
    Poziom 27  
    W czasie kiedy byłem pichu nie raichu a pokemony leciały na polsacie i były w chipsach, rogalikach i danonkach a nie na smartfonie a sam chodziłem do gimnazjum mieliśmy w gimnazjum taki prosty powermixer LDM MX-6. Mial 200W RMS mono i były podpięte do niego dwie paczki LDM P215pro. I zaczął w nim straszliwie trzeszczeć potencjometr master od sumy z racji wieku tego sprzętu. To go 2x przepsikałem kontaktem PR wiem że tak nie powinno się robić a za trzecim razem wymieniłem go na taki sam chyba B50K co kupiłem w elektronicznym. Tam były takie druty co łączyły płytki kanałów. Dodam że sprzęt gra do dziś choć mu pewnie nieraz potencjometry zmieniali. Tak samo gniazda duży jack mu wymieniałem albo wyjmowałem resztki wtyków jak złamały się w nim wtyki jak upadł na nie. I pamiętam trochę prostowałem mu jedno żebro radiatora i markerem pomalowałem bo się obdrapało. A co do tego radiatora to np. na dyskotekach szkolnych fajnie on się grzał aż parzył. I niedawno przeczytałem na forum że tak ma być i nie trzeba tego chłodzić. Końcówka tam była taka jak dwie w SMX11. A co do SMX11 to widziałem na gigu punkowym jak się świecą wskaźniki do ostatniego czerwonego. Pewnie radiator był jak gorący jak wściekły charizard po walce. Ale te sprzęty mają działać lata może ze względów ekologicznych to dobrze ale 30lat jeden wzmacniacz na 1/3 życia się znudzi. Powinien być taki czip 10lat i wszystko się pali i lepiej kupić częściej a nowsze. A ekoterroryści już nas terroryzowali o tradycyjne żarówki i truli nas rtęcią a teraz wciskają ledy. I tylko czarny rynek się rozwinął i zamiast pil phlilipsów czy osramów o klasie E są te wstrząsoodporne badziewia o klasie G co setka ma poniżej 1000lm. O jakości nie mówiąc bo potrafią się po chamsku spalić i wywalić bezpieczniki w najlepszym razie a wybuchnąć w najgorszym.

Podsumowanie tematu

W dyskusji uczestnicy dzielą się swoimi doświadczeniami z pierwszymi naprawami sprzętu elektronicznego. Wspominają o improwizacji w naprawach, takich jak zamiana lamp w telewizorze i radiu, oraz o pierwszych lutowaniach, które były często niepewne. Wiele osób podkreśla znaczenie poprawnego lutowania i estetyki wykonania, wskazując, że dobrze wykonana naprawa powinna wyglądać jak przed uszkodzeniem. Uczestnicy opisują różnorodne naprawy, od prostowników do ładowania akumulatorów po naprawy sprzętu audio, a także podkreślają, że nauka lutowania i analizy schematów jest kluczowa w serwisowaniu elektroniki. Wspomniane są również konkretne modele sprzętu, które były naprawiane, oraz doświadczenia związane z błędami w podłączeniach.
Podsumowanie wygenerowane przez model językowy.
REKLAMA