Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.

Urgon 01 May 2023 18:56 14415 366
phoenixcontact
  • #91
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    Nie każdy oscyloskop analogowy miał złote styki, ręcznie dobierane komponenty i inne cuda-wianki. Była też i niższej klasy masówka. Nie brakowało urządzeń prymitywnych i ograniczonych. Pamiętajmy też, że pierwsze DSO oferowały możliwości porównywalne do współczesnych "zabawek" za dwie stówki, a kosztowały tyle, co nowy Matiz. Ba, mój analogowy oscyloskop radzieckiej produkcji był dostępny jako nowy jakieś 5-8 lat temu, bo oferuje i przyzwoite parametry, i wiele funkcji na rynku z ograniczeniem dostępu do oscyloskopów cyfrowych...

    Polecam Wam też porównać front-endy tanich oscyloskopów cyfrowych z filmów EEVBlog z front-endami oscyloskopów cyfrowych za wiele tysięcy dolarów z kanału The Signal Path. Różnica wciąż jest miażdżąca, podobnie jak ceny. Nawet jakbym dostał za darmo takie "monstrum" o paśmie liczonym w GHz, to bym go nawet nie włączył z obawy, ze zepsuję...
  • phoenixcontact
  • #93
    dudik56
    Level 15  
    Analogowy miernik był i jest niezastąpiony gdy musiałem ocenić na szybko garść kondensatorów elektrolitycznych z demontażu. Już po wahnięciu wskazówki omomierza widać było z grubsza czy jest OK. ;)
  • #94
    a_jablon
    Level 32  
    Kolego @dudik56 - opisz proszę jak to testowałeś, jak to działało. Brzmi fajnie, chciałbym się czegoś ciekawego dowiedzieć...
  • #95
    dudik56
    Level 15  
    Testowałem zwyczajnie, nawet takim prostym "miernikiem" jak "Lawo1"

    Przykładasz końcówki pomiarowe omomierza do rozładowanego kondensatorka i patrzysz czy wskazówka dygnie na skali i natychmiast wraca. Z pewną wprawą po wielkości i szybkości ruchu wskazówki i są one adekwatne do pojemności możesz ocenić z grubsza kondensator. Czy złom czy warto się nad nim pochylić.
    Od pojemności 0,5 mikrofarada już są wyraźne wychylenia, przy większych pojemnościach powyżej 1000 mikrofaradów ten cykl trwa dłużej

    Do przesortowania z grubsza dużej ilości złomu jest to najszybsza metoda.

    Ale to było w czasach gdy miałem tylko zwykły miernik analogowy ;)


    Przy cyfrowym przy takiej próbie widzisz tylko migające cyferki i nic nie widzisz. :(
  • #96
    a_jablon
    Level 32  
    Kłaniam się i dziękuję za info ;) Rzeczywiście, ma to sens... przecież pomiar rezystancji wynika wprost z prawa ohma. Miernik podaje 1V i mierzy prąd ;) Ten 1V podany na kondensator powoduje chwilowy przepływ prądu i skok wskazówki... Napięcie narasta, prąd spada, wskazówka wraca do zera ;) Tak, potwierdzam, na analogu widać jak na dłoni.
  • #97
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    Prawie wszystkie współczesne multimetry mają funkcję pomiaru pojemności. Są też te chińskie testery komponentów za podobną cenę, co budżetowe multimetry - w miarę dokładne. Gdzieś w szpargałach mam też układ, który wykonał kiedyś mój kolega - przyrząd do testowania ESR kondensatorów elektrolitycznych, przydatny w naprawach komputerów i innych sprzętów...
  • phoenixcontact
  • #98
    dudik56
    Level 15  
    Multimetry OK mają zakresy i często trzeba między nimi przełączać ale to da się.
    Testery długo "myślą" a to trwa i nadaje się do dokładniejszych badań.

    Na szybko wolę pół kilograma wylutu przetestować na dwie kupki analogowym miernikiem a później bawić się pomiarami.

    ;)
  • #101
    pawelr98
    Level 39  
    V640 powinno być ładnie zapakowane w gablotce.

    Gdybym takowy posiadał, to ze względu na wzmacniacz wolałbym go nie używać.
    HLY pada i się zaczyna festiwal kombinacji.

    Jak analogowy miernik, to bez takich "niespodzianek".
  • #102
    Gizmoń
    Level 28  
    Urgon wrote:
    W biedzie PRLu jednak te relikty przetrwały do lat 90tych, a nawet teraz niektórzy upierają się używać prymitywnych lutownic transformatorowych, bo do tego przywykli.

    A w biedzie na świecie przetrwały prymitywne klucze płaskie mimo wynalezienia klucza z regulacją - szwedzkiego! :P Weź stację i napraw pęknięte połączenie w miejscu wskazanym przez grot transformatorówki. Za przypalenie diody - dyskwalifikacja.
    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.

    Urgon wrote:
    Sama możliwość uchwycenia jednorazowego zdarzenia trwającego mikrosekundy jest wręcz bezcenna. Tego żaden oscyloskop analogowy nie potrafi.

    Chyba, że o tym nie wie, że nie potrafi. Może akurat nie mikrosekundy, ale ten tutaj uchwycił przebieg i go wyświetla, wyświetla, wyświeetla... Nawet 2 tygodnie bez zasilania nie kasują mu pamięci.
    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.

    pawelr98 wrote:
    V640 powinno być ładnie zapakowane w gablotce.
    Gdybym takowy posiadał, to ze względu na wzmacniacz wolałbym go nie używać.
    HLY pada i się zaczyna festiwal kombinacji.

    A ja posiadam, używam i HLY nie pada. Co trzeba zrobić takiemu V640, by mu ubić wzmacniacz?
  • #103
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    Też mi wyzwanie. Są aż trzy sposoby na naprawę:
    1. Częściowy demontaż całości by się nie bawić w koronkową robotę.
    2. Dokupić grot zagięty. Bonusowo same diody można zabezpieczyć folią aluminiową i taśmą kaptonową.
    3. Hot air z najmniejszą dyszą, na małych obrotach wentylatora. Tu już folia może być niezbędna.

    Widziałem też lutownice oporowe grotowe, gdzie część grzewcza nie jest grubsza od metalowej części dłuższego wkrętaka Philipsa, a grot wygięty pod kątem 45 stopni też jest dostępny. A jak od trzymania ciężkiej "transformatorówki" ręka Ci się omsknie, to co zrobisz?

    Co do oscyloskopu, to ile kosztował jako nowy? Sądząc po napisach to rodzima produkcja, więc prawdopodobnie dla "zwykłego śmiertelnika" nie był nawet dostępny. Zresztą oscyloskopy z lampą pamiętającą były wspomniane wraz z oscyloskopami o długim czasie wygaszania. Za to obrazki, które ja pokazałem, zapisane zostały na pendrive przez wciśnięcie guzika. Ba, cały wykres mogę zapisać jako plik CSV do późniejszej analizy, jak zmienię ustawienia formatu w menu. Tobie zostają zdjęcia, albo bardziej tradycyjna metoda: kawałek kalki technicznej i ołówek do wytrasowania linii bezpośrednio z ekranu...

    To, że kiedyś używano "transformatorówek", multimetrów analogowych i oscyloskopów analogowych z lampą pamiętającą nie oznacza, że teraz też trzeba używać tych narzędzi. Nie w momencie, gdzie dużo lepsze narzędzia są powszechnie dostępne i zwykle nie kosztują tyle co nowy samochód. To jak twierdzić, że nie potrzebujemy Tesli, Nissana czy innego Volkswagena lub Toyoty, bo Polonez, Łada Niwa, Warszawa i Żuk też dają radę. Po co komu Pendolino, TGV i szybka kolej japońska, skoro parowa ciuchcia też da radę? A i prądu nie potrzebuje. Na co komu Elektroda i Google, skoro są książki, stare czasopisma i biblioteki z ich papierowymi katalogami?
  • #104
    zdziwiony
    Level 26  
    Gizmoń wrote:
    Chyba, że o tym nie wie, że nie potrafi. Może akurat nie mikrosekundy, ale ten tutaj uchwycił przebieg i go wyświetla, wyświetla, wyświeetla... Nawet 2 tygodnie bez zasilania nie kasują mu pamięci.

    Eeee... Pamięci tyle co na ekranie, brak zobrazowania przed punktem wyzwalania (tylko tyle co ma linia opóźniająca, czyli nic). O reszcie nie wspominając. Niestety mamy już 2023r i czasy świetności tych przyrządów minęły 40 lat temu.
  • #106
    CosteC
    Level 38  
    wada wrote:
    gdybyś naprawiał magnetofony, magnetowidy, i mechanizmy starych zegarów, to byś miał inne zdanie i zawsze miałbyś ją pod ręką.
    A o różnych puszkach Pcz lub głowic nie wspomnę.
    ŻADNA INA LUTOWNICA W TEJ CZYNNOŚCI NIE ZASTĄPI TRANSFORMATORÓWKI

    Szanowny kolega utknął w przeszłości i nie może się wydostać. Chińska podróbka HAKKO na groty T-12 ma moc 75 W i niebotycznie lepszy transfer ciepła niż transformatorówka, nie wspominając o stabilizacji temperatury, spokojnie da radę puszce ekranującej. Lutownice ERSA czy Wellera mają moce rzędu 150 W w podobnym rozmiarze.
    Hot-air jest dzisiaj normalnym, tanim narzędziem i też da radę.

    Oba narzędzia są tanie, standardowe i niebotycznie lepsze o transformatorówki. No chyba, że priorytetem jest szybki czas wychładzania się...
  • #108
    CosteC
    Level 38  
    wada wrote:
    Ciekawe czy się domyślą

    Już się domyślili, że bezkrytyczne przywiązanie do starych, nieefektywnych narzędzi to objaw starzenia się mózgu. Podobnie jak niechęć do myślących inaczej i nazywanie ich "amatorami" mimo zerowej wiedzy na ich temat.
  • #109
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    wada wrote:
    @urgon ale się uczepiłeś tych biednych transformatorówek, gdybyś naprawiał magnetofony, magnetowidy, i mechanizmy starych zegarów, to byś miał inne zdanie i zawsze miałbyś ją pod ręką.

    Jak to szczyt twoich osiągnięć serwisowych, to ja się nie dziwię, że tyle głupot wypisujesz...

    wada wrote:
    A o różnych puszkach Pcz lub głowic nie wspomnę.
    ŻADNA INA LUTOWNICA W TEJ CZYNNOŚCI NIE ZASTĄPI TRANSFORMATORÓWKI

    Robiłem to bez większych problemów lutownicą oporową. Mam gdzieś w szpargałach głowicę UHF/VHF od odbiornika satelitarnego zamkniętą w solidnej, metalowej puszce. Bezproblemowo puszkę rozlutowałem...

    wada wrote:
    Urgon wrote:
    Co do oscyloskopu, to ile kosztował jako nowy? Sądząc po napisach to rodzima produkcja, więc prawdopodobnie dla "zwykłego śmiertelnika" nie był nawet dostępny.

    W centrum Wrocławia jest "Radiotechnika" miała duży sklep ze swoimi i nie tylko, produktami pomiarowymi i jakiegoś prostego KRa za pół pensji można było zawsze kupić.

    Pogrubienie moje. Prosty KR za pół pensji - czyli za całą będzie bardziej skomplikowany? A za ćwierć będzie krzywy?
    Nie wiemy, czy chodzi o pensję średnią czy najniższą krajową, i nie wiemy, z którego roku by przeliczyć na współczesne złotówki. Ale zobaczmy, co Alledrogo zaproponuje nam w kategorii oscyloskopów nowych za połowę najniższej krajowej teraz. Najniższa krajowa "na rękę" wynosi 2784PLN, połowa to 1392 złote. Cena minimalna to równy tysiąc.

    Hantek DSO2D10, 2x100MHz, 1Gsps, wbudowany generator do 25MHz, cena od 1099 do 1312 złotych.
    Hantek 6074BD, 4x70MHz, oscyloskop USB z generatorem DDS. Cena 1029PLN.
    Uni-T UTD2052CL+, 2x100MHz, podobny do Hanteka, ale bez generatora. Ceny od 1090 zlotych do ponad 1500.
    Hantek DSO2C10 - to samo, co ten Uni-T, za 1126 złotych.
    Hantek 2D72 - skopometr 2x70MHz z wbudowanym generatorem. Nie dość, że oscyloskop, multimetr i generator w jednym urządzeniu, to jeszcze przenośny i zasilany z akumulatorów. 1175PLN.
    Hantek DSO2C15, 2x150MHz, za 1260PLN.
    Hantek 6254BC, znów USB, ale 4x250NHz za 1350 złotych.
    Uni-T UTD2152CL, 2x150MHz za 1377PLN.

    Pewnie znalazło by się tego więcej, jakbym nie "wyciął" dostawy z Chin. Zresztą to sprawdziłem, i za model oznaczony jako 1014D z Chin zapłacisz od trochę ponad trzystu złotych w górę. Niby 2x100MHz, ale realne pasmo ledwo sięga 20-30MHz. No, ale tyle kosztuje używany (ale zadbany) ZDZ Mini 4, z pasm3em 2MHz.

    wada wrote:
    Trochę kasy co nieco u nich zostawiłem, pierwszy miernik cyfrowy polski , miernik natężenia pola i zakłóceń do 1 GHz i parę innych drobiazgów do tej pory działają.

    A kiedy ostatni raz je kalibrowałeś?
    Serio, spróbuj czegoś nowego zamiast trzymać się starego, w wielu przypadkach już szmelcu. No chyba że muzeum prowadzisz, by pokazać, jak ludy pierwotne "transformatorówkami" lutowały podstawki w radiach lampowych...


    EDIT:

    A ja już wiem, skąd to uporczywe twierdzenie, że stare jest lepsze. Oświeciło mnie, jak zjadałem plasterek sera. Po prostu @wada i @-=GIZMO=-ń "wychowali" się na prymitywnych narzędziach demoludowych i zwyczajnie zazdrość ich zżera, że młodsi elektronicy nie musieli się tak męczyć. Dlatego teraz gloryfikują prymitywizm wszechobecnej, komunistycznej biedy, gdy ten zły, zgniły Zachód od lat miał lepsze oscyloskopy i lutownice oporowe w cenach niższych niż w PRLu. Ci sami zgryźliwi tetrycy opowiadają też, że kiedyś to było, że Unitra i FSO to robiły najlepsze rzeczy na świecie, tylko te <kobiety negocjowalnego afektu> z Zachodu nam pozazdrościły i wspaniałe marki zamordowały w jakimś kapitalistycznym spisku!

    Zamiast żyć przeszłością powinniście się cieszyć możliwościami kiedyś niedostępnymi, i to w niskich cenach.
  • #110
    Mlody_Zdolny
    Level 25  
    Urgon wrote:
    Też mi wyzwanie. Są aż trzy sposoby na naprawę:
    1. Częściowy demontaż całości by się nie bawić w koronkową robotę.
    2. Dokupić grot zagięty. Bonusowo same diody można zabezpieczyć folią aluminiową i taśmą kaptonową.
    3. Hot air z najmniejszą dyszą, na małych obrotach wentylatora. Tu już folia może być niezbędna.

    @Gizmoń przedstawił jako argument bardzo dobry przykład użyteczności takiej lutownicy. Twoje argumenty są słabe, bo wymagają większego nakładu pracy albo wydania pieniędzy na sprzęt - specjalistyczne groty albo dysze.
    Ostatnio kupiłem starą polską działającą transformatorówkę za 20zł, pewnie co najwyżej 1/5 ceny zakrzywionego specjalistycznego grota.
  • #111
    a_jablon
    Level 32  
    Koledzy, zachowajmy kulturę, nie obrażajmy się nawzajem, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Temat dotyczy zapomnianych narzędzi.

    Przyznam szczerze, zaskoczył mnie ten "pamiętający" oscyloskop prod. Radiotechniki. Mój, kupiony jako używka jeszcze za czasów studiów, takich bajerów nie miał. Wtedy zresztą na lepsze nie było kasy, i tyle. Nie zmienia to faktu, iż wszystko, co ten oscyloskop mógł zapamiętać, to zawartość ekranu. Obecnie śmieszny oscyloskopik za 300-400zł ma lepsze możliwości ALE, koledzy, uwzględnijmy fakt, że urządzenia te dzieli ze 30 lat - przepaść technologiczna. Pamiętacie z jakiego sprzętu korzystaliście w latach 90-tych? Jakim autem jeździliście? Jak to się wszystko zmieniło przez 30 lat... Tak, 30 lat temu możliwości wskazanej przez jednego z kolegów Radiotechniki w porównaniu z klasycznymi oscyloskopami mogły imponować. Złapanie pojedynczego przebiegu (bez analizatora, który był jeszcze droższy w tamtych czasach niż oscyloskopy) to było coś! Ten krok był potrzebny, dlatego do w/w urządzenia odnoszę się z szacunkiem.

    Jednocześnie apeluję do kolegów o rozsądek: fakt, że dane urządzenie 30 lat temu było niesamowite winien budzić szacunek zarówno dla konstruktorów jak i producenta. Fajnie, że te urządzenia po dziś dzień działają, to niejednokrotnie cud. Tak, pamiętam wymianę nietypowego elektrolitu na zasilaniu w mojej radiotechnice - nigdzie kupić go nie szło, poszedłem do mojego promotora z problemem a ten w ciągu 10min znalazł mi taki na Polibudzie w jego podręcznym "magazynku" ;). Są problemy z częściami. Wiele z tych urządzeń stanowi wręcz eksponaty kolekcjonerskie. Do tego momentu jest fajnie. Starając się być obiektywnym i pragmatycznym: te 30-40 lat rozwoju techniki bardzo zmieniło nasz świat. Zmieniły się również narzędzia eletronika. Do czego dążę: używanie NA SIŁĘ urządzeń, które były genialne 30-40 lat temu, przy dostępności współczesnych narzędzi zapewniających ZDECYDOWANIE LEPSZY KOMFORT PRACY uważam osobiście za postawę niezbyt rozsądną - to jest utrudnianie samemu sobie pracy. To nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku do tych 30-40 letnich sprzętów, wciąż sprawnych. Wręcz przeciwnie. One BYŁY genialne, one BYŁY potrzebne, gdyby one nie powstały, nie mielibyśmy współczesnych narzędzi. Jednocześnie całkowicie zgadzam się z kolegami pokazującymi na prawdę fajne zastosowania, w których te 30-40-letnie sprzęty są niezastąpione a współczesne narzędzia nie dają rady ;) Jakby to powiedzieć: są rzeczy, z którymi idzie się do dziadka, bo nikt nie ogarnie tego lepiej, niż dziadek ;P, z całym szacunkiem dla reszty rodziny...
  • #112
    James596
    Level 23  
    Mlody_Zdolny wrote:

    @Gizmoń przedstawił jako argument bardzo dobry przykład użyteczności takiej lutownicy. Twoje argumenty są słabe, bo wymagają większego nakładu pracy albo wydania pieniędzy na sprzęt - specjalistyczne groty albo dysze.
    Ostatnio kupiłem starą polską działającą transformatorówkę za 20zł, pewnie co najwyżej 1/5 ceny zakrzywionego specjalistycznego grota.


    Popieram. Argument pokroju "nowsze jest lepsze i trzeba się rozwijać" to żaden argument.
    Prawda jest taka, że każde narzędzie ma swoje wady i zalety, co za tym idzie, w specyficznych zastosowaniach z powodzeniem może zastąpić inne. Odrzucanie narzędzia "bo jest przestarzałe" to głupota.

    U siebie mam prostą stację lutowniczą i transformatorówkę. Używam zarówno jednego jak i drugiego, w zależności od zastosowania. Stacja długo się nagrzewa, długo stygnie i jest trochę nieporęczna w przenoszeniu z miejsca na miejsce. Jest jednak niezastąpiona jeśli chodzi o precyzyjną elektronikę. Transformatorówka z powodzeniem przydaje się, gdy potrzebuję coś bardzo szybko podlutować, bez czekania na nagrzanie, np. jakiś przewód w samochodzie. Dobrze też spisuje się przy odlutowywaniu np. ekranów głowic. Nie używam jej do precyzyjnej elektroniki - zdarzyło się ubić układ scalony, gdy w trakcie lutowania grot postanowił przepalić się, generując iskrę w momencie dotknięcia punktu lutowniczego. No i jednak męczy rękę przy dłuższej pracy.

    Jasne, klapki na oczach i boomerskie ignorowanie nowych urządzeń to błąd. Niemniej umniejszanie roli starej, poczciwej lutownicy transformatorowej to ten sam poziom ignorancji.
  • #113
    khoam
    Level 42  
    Urgon wrote:
    Oświeciło mnie, jak zjadałem plasterek sera. Po prostu @wada i @-=GIZMO=-ń "wychowali" się na prymitywnych narzędziach demoludowych i zwyczajnie zazdrość ich zżera, że młodsi elektronicy nie musieli się tak męczyć. Dlatego teraz gloryfikują prymitywizm wszechobecnej, komunistycznej biedy, gdy ten zły, zgniły Zachód od lat miał lepsze oscyloskopy i lutownice oporowe w cenach niższych niż w PRLu.

    Jadamy więc inne gatunki sera. W moim warsztacie jest zarówno sprzęt sprzed ponad 20 lat, jak i całkiem współczesny. Nie widzę nic złego w użyciu lutownicy oporowej czy transformatorem tam, gdzie się do tego najlepiej nadają, a mniej nadaje się T12 czy hotair. Używam również metexów, które liczą sobie już ponad 15 wiosen i nie zamieniłbym ich na żaden współczesny sprzęt. Mam gdzieś jakieś celebryckie sugestie podążania za modą.
  • #114
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    Mlody_Zdolny wrote:
    Urgon wrote:
    Też mi wyzwanie. Są aż trzy sposoby na naprawę:
    1. Częściowy demontaż całości by się nie bawić w koronkową robotę.
    2. Dokupić grot zagięty. Bonusowo same diody można zabezpieczyć folią aluminiową i taśmą kaptonową.
    3. Hot air z najmniejszą dyszą, na małych obrotach wentylatora. Tu już folia może być niezbędna.

    @Gizmoń przedstawił jako argument bardzo dobry przykład użyteczności takiej lutownicy. Twoje argumenty są słabe, bo wymagają większego nakładu pracy albo wydania pieniędzy na sprzęt - specjalistyczne groty albo dysze.

    Grot w odpowiednim kształcie kosztuje 12 złotych w sklepie. Dysza małej średnicy jest w komplecie ze stacją. Jak masz gdzieś pusty, metalowy wkład od długopisu, to i przedłużacz z niego zrobisz w kilka chwil. Ba, mam kawałek rurki PTFE do drukarki 3D, więc mogę jej użyć do temperatury ~270°C. Nawet cyna bezołowiowa powinna się stopić. A spróbuj to zrobić z "transformatorówką", mądralo.

    Mlody_Zdolny wrote:
    Ostatnio kupiłem starą polską działającą transformatorówkę za 20zł, pewnie co najwyżej 1/5 ceny zakrzywionego specjalistycznego grota.

    Raczej połowa ceny twojej "transformatorówki"...
    Swoją szosą to mam dwie lutownice transformatorowe. Jedna, to "klasyk" od ZDZ w formie pistoletu do mordowania delikatnej elektroniki. Druga, to też ZDZ, praktycznie "nie śmigana", mieści się w dłoni. Może bym jej używał więcej, gdyby nie fakt, że przycisk włączający wymaga siły Pudzianowskiego, a całość wcale nie waży mniej od "pistoletu". Nie mogę się ich pozbyć, bo nawet nie wiem, gdzie są...
  • #115
    Mlody_Zdolny
    Level 25  
    Urgon wrote:
    Grot w odpowiednim kształcie kosztuje 12 złotych w sklepie.

    O jakim grocie piszesz?
    Groty T12 mają 5,5 mm średnicy. Na zdjęciu z LEDami odstęp to jest max 3 mm.

    Urgon wrote:
    Dysza małej średnicy jest w komplecie ze stacją. Jak masz gdzieś pusty, metalowy wkład od długopisu, to i przedłużacz z niego zrobisz w kilka chwil. Ba, mam kawałek rurki PTFE do drukarki 3D, więc mogę jej użyć do temperatury ~270°C. Nawet cyna bezołowiowa powinna się stopić. A spróbuj to zrobić z "transformatorówką", mądralo.

    Chyba nie pracowałeś nigdy hot airem z elementami THT. Wyjaśnij co i jak chciałbyś zrobić lepiej hot-airem z zamontowanym wkładem od długopisu niż miedzianym grotem, bo dla mnie to jest zagadka. Pomijam konieczność wykonania druciarni w postaci wkładu od długopisu jako dyszy.
    Urgon wrote:
    Może bym jej używał więcej, gdyby nie fakt, że przycisk włączający wymaga siły Pudzianowskiego, a całość wcale nie waży mniej od "pistoletu".

    Sprzęt do naprawy. Sprawne ZDZ-ki chodzą lekko, tylko słychać klik mikroprzełącznika. A jeśli męczysz się pracując taką lutownicą oznacza, że niewłaściwie jej używasz, bo to nie jest sprzęt do pracy ciągłej.
  • #116
    Gizmoń
    Level 28  
    Urgon wrote:
    Też mi wyzwanie. Są aż trzy sposoby na naprawę:
    1. Częściowy demontaż całości by się nie bawić w koronkową robotę.
    2. Dokupić grot zagięty. Bonusowo same diody można zabezpieczyć folią aluminiową i taśmą kaptonową.
    3. Hot air z najmniejszą dyszą, na małych obrotach wentylatora. Tu już folia może być niezbędna.

    Czyli prosta naprawa jednego połączenia wymaga:
    - demontażu i ponownego montażu wielu elementów
    - konieczności zakupu dodatkowego wyposażenia (raczej mało kto ma na stanie zagięty grot, i to taki cienki - miejsca tam były niecałe 3 mm. Oczywiście dorobienie z drutu nie wchodzi w grę, bo lutownice oporowe na takie groty raczej nie mają termostatów)
    - dmuchania hot-airem między diody THT? Serio? Wolałbym już grzać grotem od spodu i liczyć na przewodność cieplną wyprowadzenia...

    Urgon wrote:
    A jak od trzymania ciężkiej "transformatorówki" ręka Ci się omsknie, to co zrobisz?

    Nic nie zrobię, bo już dawno naprawiłem tę tablicę LED w przedstawiony na zdjęciu sposób. Miejsc do naprawy było kilka i ani razu ręka mi się nie omsknęła.

    Urgon wrote:
    Co do oscyloskopu, to ile kosztował jako nowy? Sądząc po napisach to rodzima produkcja, więc prawdopodobnie dla "zwykłego śmiertelnika" nie był nawet dostępny. Zresztą oscyloskopy z lampą pamiętającą były wspomniane wraz z oscyloskopami o długim czasie wygaszania. Za to obrazki, które ja pokazałem, zapisane zostały na pendrive przez wciśnięcie guzika. Ba, cały wykres mogę zapisać jako plik CSV do późniejszej analizy, jak zmienię ustawienia formatu w menu. Tobie zostają zdjęcia, albo bardziej tradycyjna metoda: kawałek kalki technicznej i ołówek do wytrasowania linii bezpośrednio z ekranu

    Nie pokazałem go po to, by się teraz licytować na sposoby eksportu oscylogramów albo dawne ceny sprzętu. Zamieściłem to zdjęcie, by każdy mógł zobaczyć na własne oczy, że wbrew twojej opinii były oscyloskopy analogowe mogące wychwycić i zapamiętać jakieś zdarzenie. Nic więcej. Nie namawiam nikogo, że ma wyrzucić swój cyfrowy i koniecznie znaleźć taki.

    Urgon wrote:
    Po prostu @wada i @-=GIZMO=-ń "wychowali" się na prymitywnych narzędziach demoludowych i zwyczajnie zazdrość ich zżera, że młodsi elektronicy nie musieli się tak męczyć. Dlatego teraz gloryfikują prymitywizm wszechobecnej, komunistycznej biedy, gdy ten zły, zgniły Zachód od lat miał lepsze oscyloskopy i lutownice oporowe w cenach niższych niż w PRLu. Ci sami zgryźliwi tetrycy opowiadają też, że kiedyś to było, że Unitra i FSO to robiły najlepsze rzeczy na świecie, tylko te <kobiety negocjowalnego afektu> z Zachodu nam pozazdrościły i wspaniałe marki zamordowały w jakimś kapitalistycznym spisku!

    Czy ja właśnie zostałem zaliczony do "zgryźliwych tetryków", bo mając wybór, umiem dobrać narzędzie do wykonywanej pracy? Swoją drogą, ciekawe jak kolega określi sam siebie, gdyby przypadkiem wyszło, że jest ode mnie nieco starszy? :D
  • #117
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    Mlody_Zdolny wrote:
    Urgon wrote:
    Grot w odpowiednim kształcie kosztuje 12 złotych w sklepie.

    O jakim grocie piszesz?
    Groty T12 mają 5,5 mm średnicy. Na zdjęciu z LEDami odstęp to jest max 3 mm.

    O grotach 900M, konkretnie o wariancie lekko zagiętym w bok pod kątem 45 stopni bodaj. Ale osobiście to bym się nie pchał między diody, bo z moim wzrokiem mniej ryzykownie byłoby rozlutować przeszkadzające elementy wcześniej. Ponadto nie widać, ile rzędów diod tam jest, i jeśli to zewnętrzny rząd, to jest sporo miejsca do podejścia nawet grotem typu dłuto od boku. Dla mnie to szukanie na siłę problemu do rozwiązania lutownicą transformatorową.

    Mlody_Zdolny wrote:
    Urgon wrote:
    Dysza małej średnicy jest w komplecie ze stacją. Jak masz gdzieś pusty, metalowy wkład od długopisu, to i przedłużacz z niego zrobisz w kilka chwil. Ba, mam kawałek rurki PTFE do drukarki 3D, więc mogę jej użyć do temperatury ~270°C. Nawet cyna bezołowiowa powinna się stopić. A spróbuj to zrobić z "transformatorówką", mądralo.

    Chyba nie pracowałeś nigdy hot airem z elementami THT. Wyjaśnij co i jak chciałbyś zrobić lepiej hot-airem z zamontowanym wkładem od długopisu niż miedzianym grotem, bo dla mnie to jest zagadka. Pomijam konieczność wykonania druciarni w postaci wkładu od długopisu jako dyszy.

    Taki zdolny, a wyobraźni brakuje. "Druciarnia" to IMHO ostateczność, ale wydłużenie samej dyszy o kilka cm przy zachowaniu małej średnicy pozwoliłoby dotrzeć strumieniem gorącego powietrza tam, gdzie trzeba stopić cynę. Topnik wcześniej wypada dać, ale dałoby radę. Widziałem też fabryczne "długie, zgięte dysze" dodające z centymetr do dwóch, ale akurat takiej nie mam i nie czuję potrzeby podiadania. Sprawdziłaby się przy lutowaniu SMD w ciasnych miejscach między większymi komponentami.
    sobisnie nie próbowałbym tego w tym konkretnym przypadku, bo łatwiej jest uzyć grota...

    Mlody_Zdolny wrote:
    Urgon wrote:
    Może bym jej używał więcej, gdyby nie fakt, że przycisk włączający wymaga siły Pudzianowskiego, a całość wcale nie waży mniej od "pistoletu".

    Sprzęt do naprawy. Sprawne ZDZ-ki chodzą lekko, tylko słychać klik mikroprzełącznika. A jeśli męczysz się pracując taką lutownicą oznacza, że niewłaściwie jej używasz, bo to nie jest sprzęt do pracy ciągłej.

    To chyba tylko te pistoletowe. Lutownica, którą ja kupiłem, nówka ze sklepu od nowości miała przycisk nad grotem "chodzący" tak cieżko, że ledwo mogłem jej używać. Pomijam już niedokładnie złożony korpus "pasowany stopami" i masę dorodnego ziemniaka.

    Od bodaj 2005 roku używam lutownic oporowych z regulacją temperatury i ani razu nie zapragnąłem wrócić do lutownicy transformatorowej. Czasem problemem są źle zaprojektowane płytki z wylewką masy i chińską cyną bezołowiową, ale wtedy lepiej stary komponent od nóżek odciąć i je wyciągać delikatnie z pomocą pęsety. Rozlutownica by się przydała, a nie "transformatorówka". Ba, nie przypominam sobie ani jednej sytuacji, gdzie lutownica transformatorowa zadziałałaby lepiej, niż moja stacja 2w1. Serio, szukacie na siłę problemu, który rozwiąże lutownica transformatorowa, a takie problemy już nie istnieją. Na zachodzie przynajmniej od końca IIWŚ, albo i jeszcze dłużej.

    Nowa lutownica transformatorowa ZDZ dla tych, co nie potrafią iść z duchem czasów to koszt 170-200 złotych na znanym portalu aukcyjnym. Moc 75W. Ceny lutownic z regulacją temperatury już podałem, ale znalazłem za 58 złotych kolbę lutowniczą oporową z prostą regulacją temperatury, zasilaną napięcien 12-24V, też o mocy maksymalnej 75W, ale ja bym powiedział, że racej ~72W, bo pobiera 3A przy 24V. Do tego "transformatorówkę" można zrobić samemu, i to dość prosto: buduje się generator ZVS stosowany do zasilania transformatorów flyback WN, tylko uzwojenie pierwotne nawija się na rdzeń toroidalny albo grubszy pierścień EMI z jakiegoś starego kabla od monitora, a "wtórne" stanowią 1-2 zwoje grubego drutu miedzianego. Grot mocuje się na zaciski śrubowe z "kostki" plastikowej albo na kompletną kostkę ceramiczną. Widziałem takie coś na YT, zasilane chyba starym zasilaczem ATX...


    EDIT:

    Zwróćcie też uwagę, iż nie wspomniałem nic o lutownicach gazowych, choć te też nie mają regulacji temperatury. Wiecie, dlaczego? Bo one mogą się przydać w sytuacjach polowych. Ich niszę przejmują lutownice oporowe zasilane z portu USB-C. Do tego nie testowałem lutownicy gazowej, więc trudno mi je oceniać...
  • #118
    khoam
    Level 42  
    Urgon wrote:
    Zwróćcie też uwagę, iż nie wspomniałem nic o lutownicach gazowych, choć te też nie mają regulacji temperatury.

    Co jest oczywiście nieprawdą. Dobre lutownice gazowe do lutowania np. Wellera taką regulację temperatury posiadają.

    Urgon wrote:
    Czasem problemem są źle zaprojektowane płytki z wylewką masy i chińską cyną bezołowiową,

    W takiej sytuacji należy więc najpierw dodać nieco cyny ołowiowej - w tym wypadku transformatorówka radzi sobie całkiem dobrze.

    Urgon wrote:
    Nowa lutownica transformatorowa ZDZ dla tych, co nie potrafią iść z duchem czasów

    Nie, dla tych co wiedzą, kiedy i gdzie najlepiej jest jej użyć i nie kierują się dogmatycznymi opiniami celebrytów.
  • #119
    Urgon
    Level 38  
    AVE...

    Tego nie wiedziałem, bo nie zagłębiałem się w temat. Ale z tego, co rzuciłem teraz okiem, to ceny porównywalne z lutownicami 2w1, czyli trochę powyżej mojego budżetu na chwilę obecną. Używałeś takiej, @khoam? Możesz podzielić się opinią?
  • #120
    pawelr98
    Level 39  
    Gizmoń wrote:

    A ja posiadam, używam i HLY nie pada. Co trzeba zrobić takiemu V640, by mu ubić wzmacniacz?


    Biorąc pod uwagę ile było wątków, ile jest uszkodzonych V640 na aukcjach, to myślę że musi być to łatwe lub też mamy do czynienia z klasycznym "survivorship bias" gdzie źle wykonane HLY już dawno skończyły w utylizacji, często wraz z całą resztą przyrządu, a obecnie zostały już tylko te poprawnie zrobione które teraz to są przedstawiane jako dowód tego, że to dobrze wykonany układ.