logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Felieton w odpowiedzi na artykuł Urgon - Polemika na temat przemysłu PRL

AlekZ 07 Sie 2023 19:53 4956 68
  • Felieton w odpowiedzi na artykuł Urgon - Polemika na temat przemysłu PRL

    Felieton ten powstał w ewidentnej opozycji do artykułu użytkownika Urgon, który można przeczytać tutaj:

    https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3994322.html

    Choć dzieli nas różnica wieku wynosząca zaledwie pięć lat, to jednak na szereg spraw patrzymy zupełnie inaczej. Czuję się przeto w obowiązku wdać się z użytkownikiem Urgon w polemikę.

    Już w pierwszych wersach artykułu użytkownika Urgon przeczytałem:
    „Często się słyszy, że kiedyś czasy były lepsze, że PRL nie był taki zły, a wielkie przedsiębiorstwa w rodzaju Unitry, Elwro, CEMI czy nawet FSO robiły wspaniałe rzeczy, tylko potem ten przebrzydły i zgniły Zachód raczył polski przemysł zniszczyć z zazdrości i w ramach zwalczania dobrego. Urodziłem się w roku 1986, i z epoki słusznie minionej nic nie pamiętam. Miałem, oczywiście, do czynienia ze sprzętem Unitry […]. Ale pamiętam też wyroby zachodnie, które w czasach mojego dzieciństwa zalały polski rynek spychając PRLowski chłam na śmietnik, nie tylko historii”.

    Jednoznaczne stawianie sprawy, że czasy były lepsze lub gorsze, a polski przemysł elektroniczny produkował rzeczy wyłącznie wspaniałe lub wyłącznie chłam jest po prostu nieuczciwe, co poniżej spróbuję wykazać. Czasy były po prostu inne.

    W pierwszym rzędzie, co zresztą mało znaczące, Adwersarz mój zdaje się nie do końca rozumieć, czym była Unitra. Dla tych, którzy nie wyłapali w czym pomyłka, wyjaśnić muszę, że Unitra była zjednoczeniem, a CEMI była tylko jedną z firm w tym wielkim zjednoczeniu.

    Bywało tak, że prototypy były bardzo udane, ale ... zawierały dużo części zagranicznych, a więc wymagające wsadu dewizowego. Na etapie cięcia kosztów powstawały konstrukcje wdrażane do produkcji. Bywało, że po tych cięciach były toporne, wręcz koszmarne.

    Przejdę teraz do spraw nieco większego kalibru. PRL-u, z całym obciążeniem represjami stalinowskimi, zależnością od ZSRR itd. nie da się wymazać, wygumkować. Był to też okres intensywnej elektryfikacji kraju, okres gdy do domów wkroczyła telewizja, a pod koniec PRL zaczęły wkraczać komputery. PRL po prostu był, ze wszystkimi jego negatywnymi i pozytywnymi konsekwencjami.

    Kiedyś krążył taki króciutki dowcip:
    -Czy wiecie co by było, gdyby nie Polska Rzeczpospolita Ludowa?
    - Wszystko by było…

    Zaś kilka lat temu w TVP można było obejrzeć filmik:

    https://www.youtube.com/watch?v=XCiFbZ0RrSQ

    Zarówno stanowisko z przytoczonego dowcipu, jak i stanowisko z tej „propagandowej reklamy” z dłuższego filmu pt. „pocztówki z republiki absurdu” (całość, równie absurdalna do obejrzenia tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=1e-hASNq6cw&t=688s ) są z gruntu rzeczy poważnie przerysowane i nieprawdziwe. Oba skrajne stanowiska de facto niepotrzebnie tylko podsycają niezdrowe emocje.

    Nieżyjący już premier PRL, Mieczysław F. Rakowski apelował w roku 1990 przy wyprowadzaniu sztandaru PZPR do działaczy tej partii, aby nie znęcali się nad nią, bo jest to często znęcanie się nad swoim życiem.
    Można sobie wysłuchać tego krótkiego apelu od 35 do 37 minuty materiału, o wdzięcznej nazwie "Ostatki":

    https://www.youtube.com/watch?v=EHbbMAmYE1o

    Wspomnianego wyżej premiera pamiętam dość dobrze ze schyłku PRL z telewizji. Było to chyba w 1988 r. w czwartki – wtedy miał w telewizji takie pogadanki. Do mnie jako sześciolatka jakoś to do mnie przemawiało i nie miało to nic wspólnego z polityką. Moje poglądy polityczne rychło znalazły się na antypodach tego, co był wyznawał Mieczysław F. Rakowski. Po prostu muszę przyznać, że Rakowski był po prostu dość dobrym mówcą.

    Pozwolę sobie zatem na parafrazę w/w przemówienia tego komunistycznego premiera:

    „Komunistyczna elektronika”, odegrała wielką historyczną rolę czy się to komuś podoba, czy nie, w życiu Narodu Polskiego, co więcej wrosła w jego świadomość, zwłaszcza jako wyroby „Unitry”.
    Wiele złego powiedziano o „komunistycznej polskiej elektronice” ale ja sądzę, że godność i uczciwość ludzka powinna nas chronić od wydawania o niej sądów tylko negatywnych albo też wydawania jedynie sądów potępieńczych. Poczekajmy jeszcze, co powie historia o tej „komunistycznej elektronice”. Ja apeluję o to, by po prostu nie znęcać się nad „komunistyczną polską elektroniką”, bo jest to często także znęcanie się nad własnym życiem. Powstała taka dziwna sytuacja, że sami siebie nie lubimy, nie lubimy tej „komunistycznej elektroniki”. A jednak powinniśmy chodzić z podniesioną głową.

    W przypadku mojego Adwersarza byłoby to w zasadzie znęcanie się nad swoim niemowlęctwem i początkiem dzieciństwa. W moim zaś przypadku byłoby to znęcanie się nad moim niemowlęctwem i wczesnym dzieciństwem. W przypadku starszych użytkowników zapewne znęcanie się nad młodością. Naprawdę nie ma to sensu.
    Pierwsze lata powojenne, to czas, gdy przemysł elektroniczny w zasadzie nie istniał po zniszczeniach wojennych. A mimo to wydawany był miesięcznik „Radio” potem „Radioamator”, wreszcie „Radioamator i Krótkofalowiec”, przemianowany około 1980 r. na „Radioelektronik”. Gdy patrzę na nazwiska autorów z tamtych lat, w sporej części widzę, że byli to pracownicy ówczesnych instytutów. A ci mieli łatwy dostęp także do sprowadzanej do nas prasy zagranicznej, a w pewnym stopniu także do części. W ograniczonym zakresie o elektronice traktuje także „Młody Technik” czy „Horyzonty Techniki”. Przez cały okres PRL wydawano też sporo książek z dziedziny elektroniki. W początku lat 50. we wstępie zawsze obowiązkowo był jakiś akapit o genialności Lenina, Stalina i uczonych radzieckich, ale poza bardzo rzadkimi przypadkami dalszej treści książek nie można niczego zarzucić.

    Gorzej niż kwestia literatury wyglądała kwestia podzespołów. W zasadzie przez cały PRL były bardzo duże problemy z częściami. Nie tylko były relatywnie kosztowne, ale też trudno dostępne. Widać to w rubrykach „listy do redakcji”, gdzie czytelnicy utyskują na niemożność ich nabycia i ceny. Zdarzały się też przypadki, gdy pretensje były kierowane wprost do redakcji: po co publikować schematy, których nijak nie da się zrealizować?
    Sporo uwagi, też w zasadzie przez cały PRL poświęcano także jakości produkowanych podzespołów i sprzętu. Pojawiające się opisy między innymi w ramach rubryki „Przegląd schematów” często wytykały takie czy inne błędy i niedoróbki. Były też osobne artykuły opisujące takie czy inne doświadczenia z produkowanym w Polsce sprzętem i często nie były to „peany ku czci”. Sprzętu produkowano sporo, ale wciąż niewystarczająco, jakość często była zła. Także polska kronika filmowa nie omijała tych niewygodnych tematów. Oto przykład pierwszy z brzegu:

    https://www.youtube.com/watch?v=UwvaNa0kegY&t=42s

    Pomimo trudności zaopatrzenia rynku w części jednak sporo urządzeń amatorskich powstawało. Widać to po tematyce artykułów. Lata 50. i 60. to spora ilość sprzętu pomiarowego (często zamiast ustroju pomiarowego stosowano magiczne oko), odbiorników i nadajników radiowych, oczywiście głównie na pasma amatorskie. Nie ma się co dziwić: internetu nie było i posiadanie radiostacji amatorskiej było wtedy „oknem na świat”. W drugiej połowie lat 60. pojawiają się pierwsze artykuły dotyczące czegoś, co dziś nazwalibyśmy elektroniką użytkową. Pojawiają się układy zapłonowe do aut, fototelefony itp. Po 1970 r. dołączają do konstrukcji lampowych i tranzystorowych także konstrukcje oparte o układy scalone, początkowo małej skali integracji. Pod koniec lat 70. i w latach 80. dużo artykułów powstaje na bazie prasy zachodniej, a elektronika użytkowa i komputery stanowią lwią część treści. Nic dziwnego- pewna diaspora Polaków pracująca ówcześnie na zachodzie miała w jakiejś części możliwość wysyłać komponenty do kraju. Za Gierka powstała także pewna ilość firm polonijnych.
    Nastały nowe czasy. Po 1989 r. komponenty i sprzęt stał się łatwo dostępny. Mało kto pamięta, że na początku lat 90. nasz sprzęt i nasze komponenty delikatnie rzecz ujmując, podatkowo i bankowo miewały pod górkę i z uczciwą konkurencją niekoniecznie miało to wiele wspólnego.
    Aby to lepiej zrozumieć, można obejrzeć fragment od 2:18 do około 5:18:

    https://www.youtube.com/watch?v=LTBxpsJCKeI&t=318s

    Materiał powyższy dotyczy zresztą firmy, dla której sprawa skończyła się relatywnie dobrze: takim czy innym zrządzeniem losu w bardzo okrojonej formie dotrwała do dzisiejszego dnia, ale sporo determinacji wykazała też syndyk masy upadłościowej.

    Zdarzały się jednakże i inne przypadki. Znam taki, gdy zagraniczny inwestor wykupił jakiś fragment firmy i po szeregu przekształceń w relatywnie niedługim czasie zamknął nie pozostawiając nic na miejscu. Dziwnym trafem wyroby produkowane przez ten zlikwidowany zakład były następnie rozwijane i produkowane (oczywiście już nie w Polsce), po czym korzystnie sprzedawane ( w tym do Polski).

    Z jakością zagranicznego sprzętu, radośnie sprowadzanego bez cła bywało różnie. Ja z tego okresu pamiętam radiomagnetofon typu „jamnik” na dwie kasety. Miał niby umożliwiać przegranie z jednej kasety na drugą, nagrywanie audycji itd. Ten chłam, mimo ładnego wyglądu nie przetrwał dwóch lat. Jakość nagrań z podkładem prądu stałego i kasowanie magnesem trwałym była taka, że szybko w domu przeproszono się z poczciwą unitrowską „Martą”…
    Tym niemniej, były to czasy, w których komponenty zagraniczne szeroko napłynęły i teoretycznie rzecz biorąc powinno nastąpić wspaniałe eldorado dla wszelkiej maści elektroniki amatorskiej. Początkowo tak rzeczywiście było, ale… Po co to wszystko robić, skoro wszystkie mierniki, radia itd. można mieć fabryczne? Od przynajmniej 10 lat widać raczej „zwijanie się” elektroniki amatorskiej, a nie jej jakiś szczególnie wielki rozkwit.
    W sumie nie ma się co dziwić, bo stare przysłowie chińskie głosi, że przy pełnym brzuchu brak ochoty do nauki.
    I chyba jest w tym dużo racji. Po co budować coś, co mogę kupić za jednego dolara? Nie ma to ekonomicznego uzasadnienia.
    Jeśli nawet przyjąć za Urgonem, że kiedyś kupując wyroby Unitry wspieraliśmy komunistyczny reżim, to (jeśli nawet byłaby to prawda, w co szczerze wątpię) były to nasze krajowe produkty.
    Dziś wspieramy inny reżim. I… jesteśmy szczęśliwi… Jak w przytaczanej już wyżej reklamie „pocztówek z republiki absurdu”…

    Fajne? Ranking DIY
    O autorze
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    Offline 
    Specjalizuje się w: technika próżniowa
    AlekZ napisał 2194 postów o ocenie 2595, pomógł 84 razy. Mieszka w mieście Marki. Jest z nami od 2003 roku.
  • #2 20685394
    bambus94
    Poziom 34  
    Ja czasów PRLu nie pamiętam, bo pamiętać nie mam prawa.

    Ale to co nasłuchałem się od ludzi którym przyszło żyć w tamtych trudnych czasach, to mam wrażenie że aktualnie żyjemy jak pączki w maśle. Coś co kiedyś wymagało znajomości by zdobyć za łapówkę, lub czekania miesiącami na dostawę jakiejś części teraz podobny materiał jest dostępny przy pomocy kilku kliknięć myszką i kolejnego dnia mamy to w domu.

    A z tym zwijaniem się amatorskiej elektroniki to sam po sobie to widzę. Jak wyrażałem się w ten temat to samodzielnie robiłem płytki, schematy, obudowy itp, a teraz kilka gotowych modułów z zaciskami śrubowymi i układ gotowy w jedno popołudnie. A wynika to chyba z tego że te moduły są dostępne, i to za przysłowiowego dolara.
  • #3 20685432
    brofran
    Poziom 40  
    bambus94 napisał:
    mam wrażenie że aktualnie żyjemy jak pączki w maśle.

    Jak najbardziej, standard życia jest nieporównywalny. Jedyne co dobre było w PRL to darmowe leczenie ( o poziomie nie mówię ) , oraz dostępna praca zarobkowa dla każdego.
  • #4 20685433
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    IMHO porównywanie tego co było z tym co jest ma średni sens. Jeśli już porównywać PRL to ze stanem elektroniki na ówczesnym zachodzie.
    Dzisiaj jest ogólnie łatwiej, nie tylko dlatego, że wszystko (prawie wszystko) jest dostępne i relatywnie tanie. Tanie, bo jesteśmy zamożniejsi, porównajmy ile to samo relatywnie kosztuje dla mieszkańca jakiegoś ubogiego kraju... My zamawiamy rzeczy np. z aliexpress za kilkanaście $ i mówimy, że to tanio, dla niektórych kilkanaście $ to miesięczne dochody... Więc wiele z tych ułatwień wynika po prostu z tego, że jesteśmy bogatsi.
    Druga sprawa to postęp technologiczny... Dzisiaj projektuję płytkę w jakimś CAD, uploaduję projekt na stronie producenta i za parę dni mam w domu, jak chcę to także zmontowany prototyp. 30-40 lat temu to było po prostu niemożliwe. Nie było takiego softu, bo nie było komputerów, które by to uciągnęły. Technologie produkcji w związku z brakiem tak zaawansowanej automatyzacji były też po prostu o wiele droższe. Więc zostawał pisak i trawienie w domu. To samo z tym tranzystorem - dzisiaj to po prostu doskonale opanowana technologia, wykonywana przy użyciu maszyn, które już dawno temu się zamortyzowały. Wówczas to była niemalże cutting-edge technology. To mniej więcej tak jakby porównać tego BC do jakiegoś zaawansowanego FPGA dzisiaj - też takie układy są drogie.
    bambus94 napisał:
    A z tym zwijaniem się amatorskiej elektroniki to sam po sobie to widzę. Jak wyrażałem się w ten temat to samodzielnie robiłem płytki, schematy, obudowy itp, a teraz kilka gotowych modułów z zaciskami śrubowymi i układ gotowy w jedno popołudnie. A wynika to chyba z tego że te moduły są dostępne, i to za przysłowiowego dolara.

    Ja się z tym nie zgodzę, porównaj jak wyglądała amatorska elektronika 30 lat temu, a jak wygląda dzisiaj. Obecnie byle amator buduje urządzenia, które 30 lat temu były niewyobrażalne. Po prostu zmieniają się technologie i co za tym idzie sposoby ich wykorzystania. Tak samo pewnie po wprowadzeniu tranzystorów, elektronicy lampowi pisali, że ci nowi to idą na łatwiznę i skróty, a elektronika to już nie to smao :)
    30 lat temu w radielektroniku widziałem schemat zasilacza impulsowego zbudowanego na elementach dyskretnych, dzisiaj - nikt by się tak nie bawił, bo to nie ma sensu.
    IMHO elektronika amatorska się nie zwija, wręcz przeciwnie. Gdyby się zwijała to nie obserwowalibyśmy rozkwitu ofert dla amatorów - prototypowania PCB, montażu, druku obudów, czy szerokiego asortymentu wszelakich płytek rozwojowych.
  • #5 20685465
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    tmf napisał:
    IMHO porównywanie tego co było z tym co jest ma średni sens. Jeśli już porównywać PRL to ze stanem elektroniki na ówczesnym zachodzie.


    Nikt nie robi porównania tego co było, z tym co jest obecnie, bo jak to w ogóle zrobić? Ale można pokazać, jak to się zmieniało w czasie.

    Natomiast porównywanie elektroniki PRL z elektroniką zachodnią nie ma sensu z tej przyczyny, że już na starcie w 1945 r. zaczynaliśmy od gruzów. Takie porównanie może tylko pokazywać, że danym momencie i dziedzinie byliśmy np. zapóźnieni o 3 lata, a w innym np. o 10 lat.

    Elektronika amatorska jest jednak w odwrocie. Zajmuje się tym znacznie mniej osób niż kiedyś, mimo że liczba osób korzystająca z takiej czy innej elektroniki wzrosła. Łączenia ze sobą iluś tam modułów nie uważam bowiem za zajmowanie się elektroniką. To tak samo, jakby powiedzieć, że monter montujący dzwonek czy domofon zajmuje się elektroniką, bo przecież w środku montowanego urządzenia ta elektronika jest. Raczej to poszło bardziej w stronę robotyki i automatyki, ale elektroniką tego bym nie nazwał. Aby nawiązać "do starych czasów" pozostaje mi przypomnieć starą anegdotę: podobno w politbiurze Stalin powiedział o Nadieżdzie Krupskiej - wdowie po Leninie: "sypiać z Leninem nie oznacza rozumieć Leninizm" ;)
  • #6 20685478
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    AlekZ napisał:
    Elektronika amatorska jest jednak w odwrocie. Zajmuje się tym znacznie mniej osób niż kiedyś, mimo że liczba osób korzystająca z takiej czy innej elektroniki wzrosła. Łączenia ze sobą iluś tam modułów nie uważam bowiem za zajmowanie się elektroniką.

    Tak samo można by powiedzieć, że osoby korzystające z układów scalonych nie zajmują się elektroniką. Bo przecież mało kto, posługując się jakimś nawet średnio zaawansowanym scalakiem rozumie dokładnie jak on jest zbudowany... Po prostu obecnie realizuje się projekty o stopniu zaawansowania wykluczającym zabawę na super niskim poziomie. Jak np. widzisz zbudowanie transceivera na 2,4 GHz amatorsko i jaki by to miało sens? Kupuję gotowy moduł i po kłopocie. Czy rozumiem i jak on działa i czy potrafiłbym go zbudować? Oczywiście nie, ale w świecie, w którym informacja jest w zakresie 60 s googlowania, taka znajomość szczegółów jest umiejętnością bardzo niszową. Ja właśnie uważam, że dzięki modułom obecnie elektronika amatorska ma się lepiej niż kiedykolwiek.
  • #7 20685508
    TechEkspert
    Redaktor
    Ciekawa sprawa, dwa odrębne spojrzenia na ten sam temat,
    moim zdaniem dobre podsumowanie to "Czasy były po prostu inne."

    Ja mam pozytywne wspomnienia mimo trudnych warunków i przepaści między obecnie dostępnymi elementami i sprzętem.

    Weźmy przykład motoryzacyjny i pojazd Fiat 126p, obecnie obiektywnie można uznać, że jest to sprzęt do niczego i wręcz niebezpieczny w ruchu ulicznym szczególnie międzymiastowym. Natomiast kiedyś takie samochody pozwalały na swobodne poruszanie się, ale dzisiaj mogą być pojazdem kolekcjonerskim o innych zastosowaniach.

    Wracając do elektroniki a nawet komputerów (Elwro) wiele pomysłów i produktów było nieźle i sprytnie zrealizowanych jak na dostępne wtedy technologie. Niektóre produkty były ograniczone budżetem lub dostępnością części i w efekcie parametry urządzenia były słabsze. Inne były oczekiwania i wymagania odbiorców oraz inne były warunki "otoczenia".

    Ja natomiast będąc dzieciakiem miałem frajdę w zdobywaniu praktycznej wiedzy o elektronice, poznawaniu konstrukcji urządzeń, prób ze swoimi prostymi układami, wizyt w sklepach elektronicznych i na giełdach.

    Wiedzę zdobywało się z książek, gazet i od kolegów gdyż każdy miał inny sprzęt do eksperymentów.
    Fachowcy byli też inni, sporo się nauczyłem od pracowników ZURT, elektryków, kolejarzy (pracujących na elektrowozach).

    Nie było internetu ale zdarzało mi się pisać listy do fachowców, którzy chętni byli się wymienić informacjami, to było ciekawe gdy po dwóch tygodniach otrzymywałem odpowiedź a czasem jakiś fragment schematu.

    Informacji było mniej, ich pozyskanie było wolniejsze, jednak można było spokojniej i dokładniej przyjrzeć się jakiemuś zagadnieniu.
  • #8 20685522
    pawelr98
    Poziom 39  
    Przede wszystkim trzeba by powiedzieć, nie dzięki, a mimo komuny coś robiono.
    Na zachodzie DIY też istniało i miało się nieźle, a zmieniło charakter wraz ze zmianą czasów w dosyć podobnym okresie czasowym.

    Zwijanie się przemysłu?
    Przemysł na zachodzie tak samo się zwijał, na rzecz produkcji w Azji i to jeszcze wcześniej, bo już od lat 60-70.
    Komuna po prostu sprawiła, że ten proces nastąpił bardzo gwałtownie, bo zacofanie było kosmiczne i po otworzeniu się rynku nie było czego zbierać. Na zachodzie ten proces był stopniowy i trwał przez 30-40 lat. U nas w kilka lat było po wszystkim. Myśmy po prostu żyli w bańce i obudziliśmy się z ręką w nocniku.

    A jeśli się do kogoś porównywać poza zachodem, to do Czechosłowacji, gdzie w tej samej strefie wpływów ZSRR jakość wyrobów oraz możliwości produkcji licencyjnej były o dobry poziom wyżej niż to co miał PRL. I to nie tylko w ramach elektroniki.
    Tesla robiła dzięki licencji Motoroli dużo lepsze półprzewodniki, a oprócz tego dużo lepsze obrabiarki i sprzęty pomiarowe.

    A co do cofania się DIY w elektronice. Ja mam wrażenie, że wcale się nie cofa. Dużo ludzi się tym trudni, ale niekoniecznie się chwali lub niekoniecznie ich widać przy tym zalewie informacji w świecie internetu.
  • #9 20685734
    IS
    Poziom 18  
    Ja ze swojej strony mogę polecić lekturę dwóch publikacji IPN które ukazują temat nie od strony zwykłego obywatela PRL tylko do strony służb i przemysłu:

    Mirosław Sikora, Black Box. Wywiad jako instrument transferu technologii i wsparcia decyzji ekonomicznych w PRL 1955–1990, Katowice–Warszawa 2021, 1040 s., ISBN 978-83-8229-357-9

    oraz (dla mnie ciekawszą)

    High-tech za żelazną kurtyną. Elektronika, komputery i systemy sterowania w PRL, red. Mirosław Sikora przy współpracy Piotra Fuglewicza, Katowice–Warszawa 2017, 700 s., 978-83-8098-094-5

    Książki o sporej objętości. Oczywiście ukazują pewne aspekty które mogą nie interesować elektronika ale można z nich dowiedzieć się ciekawostek o całym funkcjonowaniu PRL, wywiadzie gospodarczym i mechanizmach zdobywania podzespołów.

    Z osobistych wspomnień pamiętam jak w końcówce PRL w mieście średniej wielkości 100km od Warszawy było ciężko nabyć zwykłe diody LED. W latach 90 XXw. nie było też wcale różowo z dostępnością bardziej wyrafinowanych podzespołów. Pozostawał jedynie zakup wysyłkowy za jakieś kosmiczne pieniądze albo wyprawa do stolicy i szukanie na Wolumenie. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem zasoby pewnych zakładów przemysłu zbrojeniowego. Elementy których wtedy szukałem walały się w ilościach hurtowych a z polskich LED to oświetlenie na choinki robili. Wszelkie UCY/UCA54 i ich zagraniczne odpowiedniki, elementy półprzewodnikowe z USA pakowane w zestawy naprawcze opisane cyrylicą, tranzystory BC(AP)(2)11 w oryginalnych torbach pakowane bodajże po 250szt gdzie ja ledwo dwa mogłem sobie kupić jako uczeń. Także dla pewnych odbiorców elementy były...
  • #10 20685755
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    tmf napisał:

    Tak samo można by powiedzieć, że osoby korzystające z układów scalonych nie zajmują się elektroniką. Bo przecież mało kto, posługując się jakimś nawet średnio zaawansowanym scalakiem rozumie dokładnie jak on jest zbudowany.


    Powyższe stwierdzenie jest w gruncie rzeczy demagogiczne, co wykazuję poniżej.

    Ta granica, gdy można powiedzieć, że ktoś zajmuje się elektroniką, albo wręcz, że można powiedzieć, że jest elektronikiem może wydawać się bardzo cienka i płynna. Ale jest ona możliwa do określenia w konkretnym przypadku. Tak jak elektronika podzielona jest na pewne dziedziny, tak samo warto byłoby stosować bardzo wyraźne nazewnictwo różnych elektroników, uwzględniające ich specjalizację. Nie wystarczy już określenie z rodzaju elektronik- amator czy elektronik- profesjonalista. Kogoś, kto montuje układy elektroniczne, łącząc gotowe moduły nie nazwę elektronikiem-monterem, jeśli nie ma m.in. solidnych podstaw teoretycznych. Przykładowo, pani lutująca u mnie w pracy oporniki i inne podzespoły elektroniczne, a następnie mierząca stopień podziału napięcia w tak uzyskanym dzielniku nie jest elektronikiem - monterem. Jest natomiast monterem elektroniki. Ta oto pani, uprzednio łącząca ze sobą elementy szklane, została jedynie przyuczona do poprawnego wykonywania konkretnych czynności związanych z montażem i kontrolą jego poprawności. Tak więc ta konkretna pani jest monterką, podobnie jak monterem jest pewien kolega z pracy, który po przyuczeniu lutuje inne podzespoły, a wcześniej jeździł x lat na taksówce i z elektroniką nie miał nic wspólnego. Nie można w żadnym razie o nim powiedzieć, że jest elektronikiem- monterem. Jest natomiast monterem elektroniki.

    Ten przykład może lepiej zobrazuje pewna analogia. Czy to, że kupiłeś w piekarni worek pieczywa, które pokroiłeś, posmarowałeś może nawet masłem i dżemem, po czym wyłożyłeś ładnie na półmisku uprawnia do twierdzenia, że zajmujesz się piekarstwem? Powiedzenie, w takim przypadku, że jesteś piekarzem będzie w sposób oczywisty niedopuszczalne. Odpowiedź będzie zatem przecząca: po prostu jesteś użytkownikiem, konsumentem tego pieczywa. To, że konsumujesz pieczywo nie uprawnia w tak samo oczywisty sposób to twierdzenia, że jesteś piekarzem- konsumentem. Jesteś konsumentem pieczywa.
    Z punktu widzenia nazewnictwa w zasadzie jesteś takim samym konsumentem pieczywa, jak taki konsument, który wchodzi do burgerowni, kupuje kanapkę i ją spożywa, nie musząc pieczywa niczym kroić i smarować.

    Odwrotnie, jeśli kupiłeś mąkę, drożdże itd. i upiekłeś w piekarniku jakieś ciasteczka czy bułeczki ewidentnie uprawnia do twierdzenia, że zajmujesz się piekarstwem.

    Wracając do naszej sytuacji z układami scalonymi, jeśli ktoś stosując np. moduł wzmacniacza audio z LM386 jedynie łączy do niego głośnik, zasilanie i sygnał, nie mając żadnego pojęcia o tym układzie wzmacniacza, czy w ogóle o podstawach elektroniki, zajmuje się nie tyle elektroniką DIY, co najwyżej monterstwem DIY i taka powinna być właściwa terminologia. Udowodnić to jest bardzo prosto, wracając do moich monterów, wspomnianych powyżej.

    W ich przypadku stosowny kierownik - elektronik pokazał im co ze sobą i jak mają połączyć. Na tym jego rola w tym względzie zakończyła się. W przypadku naszego montera DIY skorzystał on albo do instrukcji dołączonej do modułu albo wyszukał sobie gdzieś indziej, np. w stosownym czyimś opisie na "Elektrodzie".

    W odróżnieniu od tego, jeśli ktoś, podłączając głośnik, zasilanie i sygnał do wspomnianego modułu na LM386 korzysta z niego bardziej świadomie, wie jaka jest rola poszczególnych elementów układu (a co za tym idzie, w przypadku np. wzbudzenia się układu lub wystąpienia innych problemów umie temu zaradzić), ma solidne podstawy teoretyczne w dziedzinie elektroniki, będzie elektronikiem- monterem. Znajomość wewnętrznej budowy struktury układu scalonego, w tym konkretnym przypadku LM386 nie jest determinantą tego, że ktoś jest elektronikiem czy nie. Znajomość tej topologii jest wymagana od projektanta układu scalonego i to jeszcze z zastrzeżeniami.

    Sprawa podobnie wygląda w sytuacji, gdy mamy np. moduł Arduino, do którego podłączamy jakieś peryferia. To, że ktoś biegle programuje taki moduł, nie oznacza wcale, że jest elektronikiem. Ewidentnie taka osoba będzie programistą modułów Arduino. Aby kogoś jednak nazwać elektronikiem- programistą, taka osoba musiałaby posiadać dodatkowe umiejętności. Znam w moim otoczeniu takie osoby, które programują takie moduły całkiem nieźle, ale wymagały przyuczenia choćby odnośnie podłączenia doń diody LED i opornika ograniczającego prąd tejże.

    tmf napisał:

    Jak np. widzisz zbudowanie transceivera na 2,4 GHz amatorsko i jaki by to miało sens? Kupuję gotowy moduł i po kłopocie. Czy rozumiem i jak on działa i czy potrafiłbym go zbudować? Oczywiście nie, ale w świecie, w którym informacja jest w zakresie 60 s googlowania, taka znajomość szczegółów jest umiejętnością bardzo niszową. Ja właśnie uważam, że dzięki modułom obecnie elektronika amatorska ma się lepiej niż kiedykolwiek.


    Budowanie takich czy innych układów DIY nie zawsze ma sens ekonomiczny. Bywa, że ten sens jest zupełnie inny. Może to być walor edukacyjny, estetyczny itd. Niech za przykład posłuży znaleziona na youtube centrala telefoniczna, wykonana na ponad 100 przekaźnikach:

    https://www.youtube.com/watch?v=KlvdbnQZyZo&t=420s

    Wynika stąd, że zbudowanie wspomnianego przez Ciebie transceivera na 2,4 GHz może mieć uzasadnienie, a technicznie jest do zrealizowania.

    To, że nie potrafisz takiego modułu zbudować lub nie wiesz dokładnie jak on działa, nie jest determinantą tego, czy jesteś elektronikiem czy nie, względnie czy zajmujesz się elektroniką czy nie. Po prostu twoja specjalizacja jest inna.

    Mogę się jedynie zgodzić, że "monterstwo" elektroniki nigdy nie było tak proste i dostępne jak obecnie. Ale czy elektronika amatorska ma się lepiej niż kiedykolwiek?

    Sprawa pojęcia elektroniki amatorskiej wcale nie jest oczywista. Czy istnieje jakaś określona jej definicja? Internet milczy na ten temat. Za słownikiem internetowym znalazłem, że amator w interesującym nas znaczeniu to ktoś, kto zajmuje się czymś niezawodowo lub wykonuje jakąś pracę bez fachowego przygotowania. W drugim znaczeniu amator jakichś rzeczy lub zajęć to ktoś, kto je bardzo lubi.

    Natomiast przymiotnik "amatorski" oznacza:

    1. «wykonany przez amatora, uprawiany przez amatorów»
    2. «nieudolny, niefachowy»
    3. «taki, który może się podobać»

    Mógłbym więc wywodzić, że elektronika amatorska to elektronika, którą ktoś zajmuje się niezawodowo lub bez fachowego przygotowania. Przymiotnik "fachowy", jego obecność w tej definicji jest jednak kluczowa. Pominięcie tego przymiotnika i stwierdzenie że elektronika amatorska to elektronika, którą ktoś zajmuje się bez przygotowania (w ogóle) prowadzi raczej na manowce.

    Gorzej ze znalezieniem, czym jest fachowe przygotowanie. Internet wskazuje jedynie, co jest uważane za fachowe przygotowanie w...działalności kantorowej.
    Za fachowe przygotowanie w tym przypadku uznaje się:

    1) ukończenie kursu obejmującego prawne i praktyczne zagadnienia związane z prowadzeniem działalności kantorowej, udokumentowane świadectwem, lub
    2) pracę w banku, w okresie co najmniej rocznym, na stanowisku bezpośrednio związanym z obsługą transakcji walutowych, udokumentowaną świadectwem pracy, oraz znajomość przepisów ustawy regulujących działalność kantorową, potwierdzoną złożonym oświadczeniem.

    Niewiele to pomaga. Spróbuję zatem pójść na łatwiznę i wypróbuję bota Elektrody:

    @ElektrodaBot Czym jest elektronika amatorska?
    @ElektrodaBot Co należy uważać za fachowe przygotowanie w dziedzinie elektroniki?
  • #11 20685759
    ElektrodaBot
    AI od OpenAI ChatGPT4
    AlekZ napisał:
    Czym jest elektronika amatorska?
    Elektronika amatorska to rodzaj działalności hobbystycznej, w której entuzjaści i miłośnicy elektroniki angażują się w różne projekty związane z budową, modyfikacją lub naprawą urządzeń elektronicznych.

    Termin ten jest dość szeroki i może obejmować wiele różnych dziedzin, takich jak radio- i telewizja amatorska, budowa wzmacniaczy audio, projektowanie i montaż układów scalonych, programowanie mikrokontrolerów, robotyka, a także inne projekty związane z elektroniką cyfrową i analogową. Często, ale nie zawsze, elektronika amatorska wiąże się z samodzielnym uczeniem się i doskonaleniem umiejętności z zakresu elektroniki.

    Wielu entuzjastów elektroniki amatorskiej zaczynało od prostych projektów, jak budowa prostego radia czy prostych układów na breadboardzie, aby z czasem przechodzić do coraz bardziej skomplikowanych i zaawansowanych projektów.

    Elektronika amatorska ma wiele zalet. Po pierwsze, pozwala na praktyczne zastosowanie wiedzy teoretycznej zdobytej podczas nauki. Po drugie, można z niej czerpać dużą satysfakcję, widząc efekty swojej pracy, zwłaszcza jeśli uda nam się zbudować działające urządzenie od podstaw. Po trzecie, jest to świetne źródło nauki i doskonalenia umiejętności, pozwalając na ciągły rozwój i poszerzanie wiedzy z zakresu elektroniki.

    Chciałbym jednak podkreślić, że bezpieczeństwo jest kluczowym aspektem podczas pracy z urządzeniami elektronicznymi. Należy pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, takich jak odłączanie urządzeń od zasilania przed rozpoczęciem pracy, używanie odpowiednich narzędzi i sprzętu ochronnego oraz praca w odpowiednio przygotowanym miejscu. Pamiętaj, że niektóre elementy, takie jak kondensatory, mogą gromadzić ładunek nawet po odłączeniu urządzenia od zasilania, więc zawsze postępuj z ostrożnością.

    Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na Twoje pytanie. Jeśli masz dodatkowe pytania dotyczące elektroniki amatorskiej, chętnie na nie odpowiem.
    Możesz mnie wywołać w każdym temacie pisząc @ElektrodaBot. Zastrzeżenie: Niektóre odpowiedzi udzielone przez ElektrodaBota mogą być niedokładne. Elektroda nie ponosi odpowiedzialności za dokładność, rzetelność ani kompletność prezentowanych informacji. Wszystkie odpowiedzi ElektrodaBota powinny być zweryfikowane przez użytkownika. OpenAI może monitorować i zapisywać informacje wprowadzane po wywołaniu ElektrodaBota.
  • #12 20685781
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    pawelr98 napisał:
    Przede wszystkim trzeba by powiedzieć, nie dzięki, a mimo komuny coś robiono.


    Nikt w tym wątku nigdzie do tej pory nie pisał, że robiono coś dzięki komunie.

    pawelr98 napisał:

    A jeśli się do kogoś porównywać poza zachodem, to do Czechosłowacji, gdzie w tej samej strefie wpływów ZSRR jakość wyrobów oraz możliwości produkcji licencyjnej były o dobry poziom wyżej niż to co miał PRL. I to nie tylko w ramach elektroniki.
    Tesla robiła dzięki licencji Motoroli dużo lepsze półprzewodniki, a oprócz tego dużo lepsze obrabiarki i sprzęty pomiarowe.


    W ramach RWPG były pewne określone specjalizacje. Odgórnie przy tym ustalano w czym dany kraj z grupy "Demoludów" będzie się specjalizował. Jak myślisz, Czechosłowacja tak zupełnie sobie sama zdecydowała, że kupi licencje Motoroli? Myślisz, że panowała "braterska zgoda" w tym zakresie? Były to istne wojny, czego bardzo dobrze dowodzi fragment wspomnień pewnego nieżyjącego dyrektora, pracującego zresztą w innej dziedzinie elektroniki:

    "W Instytucie parę osób miało stale zajęcie związane z działalnością RWPG. Ta piękna, wieloszczeblowa instytucja biurokratyczna przenikała bardzo głęboko w dół [...]. Szkoda, że dotąd nikt nie opisał tej twórczej działalności jaka rozwijała się w bloku socjalistycznym. Co pewien czas różni panowie z różnych krajów i instytucji zjeżdżali się w różnych krajach i tworzyli nowe setki dokumentów, które miały koordynować gospodarkę ale które na nią miały znikomy wpływ [...]. Ja tylko jeden raz brałem w tym udział. [...]odpowiedni v-minister kazał mnie jechać jako szef delegacji. Obrady wówczas odbywały się w Koepenick koło Berlina. Mieszkaliśmy w hotelu w Berlinie i na cały dzień wożono nas autokarem. Nawiasem mówiąc obrady odbywały się w ratuszu w Koepenick -tym od słynnego "Kapitana z Koepenick". [...] wszystko odbywało się po rosyjsku.
    Zaczęło się z kłopotami. Według przepisów RWPG, na początku zebrania szefowie delegacji ustalali szczegółowy porządek obrad. Musiała panować jednomyślność. Tymczasem ja otrzymałem instrukcję z Ministerstwa, że nie wolno dopuścić do dyskusji na temat specjalizacji poszczególnych krajów w pewnej grupie lamp przemysłowych. Szefowie delegacji nie mogli więc ustalić porządku obrad bo ja się sprzeciwiałem wprowadzeniu jednego, podobno istotnego dla Niemców i Czechów, punktu. Impas trwał 3 godziny aż ten punkt został wykreślony.
    Później przez 4 dni szło wszystko normalnym, rozpaczliwym trybem. Były zabawne /dla mnie/ momenty - podkreślam, byłem pierwszy raz na takiej imprezie. Na salę wmaszerowali Rumuni z potężną walizą. Okazało się, że była pełna różnych protokółów i dokumentów. Posiadanie pod ręką różnych pism i dokumentów było bardzo ważne bo "strzelano" do siebie numerami pism i protokołów. Rumuni podobno celowali w tym, że ciągle zgłaszali sprzeciwy lub coś prostowali. Ten talmudyzm trwał zwykle kilka dni. A wieczorami - no co robiło wielu? Wyciągało butelki przywiezione z domu[...] "

    Edit: Daleki jestem od tego, wskazywać, że cały świat był zły, a my dobrzy. Trochę tych licencji kupiliśmy: przykładowo od RCA na kineskopy kolorowe, od Francji na półprzewodniki czy od ALPS na potencjometry. A jednak problemem było brakoróbstwo, którego nikt i nic usprawiedliwić nie może. Przykład pierwszy z brzegu:

    http://marcinmarciniak.blogspot.com/2017/10/40-brakow.html
  • #13 20685920
    ppwielki
    Poziom 24  
    Imekxus napisał:
    Cała dziadowskość polegała na tym, że ruscy to ścierwo które podstawiało nam zawsze nogę (i będą to robić pewnie do końca ich dni, które miejmy nadzieję nadejdą szybciej niż nasze). Nawet wiele lat po wojnie to co najlepsze leciało do kacapów, mordowali, gwałcili, kradli. Dodatkowo jako cześci ZSRR dostęp Polski do świata zachodniego był mocno ograniczony.

    "Dziś wspieramy inny reżim. I… jesteśmy szczęśliwi… Jak w przytaczanej już wyżej reklamie „pocztówek z republiki absurdu”…" - jaki to niby reżim obecnie wspieramy? Jeśli mówisz o UE/USA to wiadomo z kim mamy do czynienia
    ...i właśnie od tego trzeba zacząć dyskusję o rozwoju Polski. Niemcy z ruskimi wymordowali praktycznie całą inteligencję. Amerykanie i ruscy po wojnie "podzielili" się naukowcami, którzy cudem przeżyli lub byli zbrodniarzami niemieckimi a Polska była objęta embargiem gospodarczym przez dzisiejszych "sojuszników i przyjaciół". Po 89' Geremk, Kuroń, Maziowiecji, Balcerowicz, Tusk, Boni (agent i mąż Engelking) i inni sprzedawczycy, pod płaszczykiem ministerstwa przekształceń własnościowych rozszabrowali to co Polacy mimo utrudnień stworzyli a Polakom dano po 20 złotowym talonie (świadectwo udziałowe) żeby myśleli, że mają kawałek gospodarki za całe 2 dychy.
    ps. PEKAES wywoził z Polski wszystko: od gwoździ do maszyn.
    ps. Polska od zawsze była niszczona, grabiona, gwałcona ze względu na swoje położenie geograficzne. Każdy agresor zostawiał w Polsce agenturę, która po dzień dzisiejszy chce Polskę zniszczyć. Zakupy internetowe i gadka o globalizacji tego nie zmienią.
    ps. mamy historię, której nie znamy a bez znajomości histori trudno cokolwiek oceniać
  • #14 20685948
    miszcz310
    Poziom 24  
    ppwielki napisał:
    Imekxus napisał:
    ...i właśnie od tego trzeba zacząć dyskusję o rozwoju Polski. Niemcy z ruskimi wymordowali praktycznie całą inteligencję. Amerykanie i ruscy po wojnie "podzielili" się naukowcami, którzy cudem przeżyli lub byli zbrodniarzami niemieckimi a Polska była objęta embargiem gospodarczym przez dzisiejszych "sojuszników i przyjaciół". Po 89' Geremk, Kuroń, Maziowiecji, Balcerowicz, Tusk i inni pod płaszczykiem ministerstwa przekształceń własnościowych rozszabrowali to co Polacy mimo utrudnień stworzyli a Polakom dano po 20 złotowym talonie (świadectwo udziałowe) żeby myśleli, że mają kawałek gospodarki za całe 2 dychy.


    Momencik. Nie zapominajmy o "reformach" monetarnych. Dwóch zaraz po wojnie (gdzie szacuje się, że resztki dobytku w pieniądzach, jaki Polacy zachowali po wojnie zmalały o od 85 do 95%, po obu), oraz jednej w prezencie od Balcerowicza (tutaj osiągnięciem jest największe bezrobocie w historii i największy wskaźnik samobójstw w historii, plus likwidacja oszczędności na książeczkach mieszkaniowych). I teraz żeby nie było. Gospodarka polska przy wyjściu z PRL była w tragicznym stanie. Jednak moim zdaniem reformy balcerowicza były chyba w najgorszym możliwym momencie i do tego w zbyt szybkim tempie.

    Nasza historia to trudny temat. PRL był bardzo złym systemem. Jednak nie zapominajmy co było wcześniej. Rzeczpospolita była "rasistowskim" reżimem nastawionym na maksymalną eksploatację chłopstwa. II rzeczpospolita też miała dużo za uszami (polecam poczytać jak traktowano "pokojowe", albo "służebne" w domach bogatszego mieszczaństwa). Dopiero PRL wyeliminował analfabetyzm.
  • #15 20685989
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    IS napisał:
    Ja ze swojej strony mogę polecić lekturę dwóch publikacji IPN, które ukazują temat nie od strony zwykłego obywatela PRL, tylko od strony służb i przemysłu:

    Mirosław Sikora, Black Box. Wywiad jako instrument transferu technologii i wsparcia decyzji ekonomicznych w PRL 1955–1990, Katowice–Warszawa 2021, 1040 s., ISBN 978-83-8229-357-9

    oraz (dla mnie ciekawszą)

    High-tech za żelazną kurtyną. Elektronika, komputery i systemy sterowania w PRL, red. Mirosław Sikora przy współpracy Piotra Fuglewicza, Katowice–Warszawa 2017, 700 s., 978-83-8098-094-5
    [...]


    Ta druga pozycja obejmuje materiały pokonferencyjne - o ile pamiętam, miałem tam też jakiś skromny wkład.

    IS napisał:


    Z osobistych wspomnień pamiętam, jak w końcówce PRL w mieście średniej wielkości, 100 km od Warszawy, było ciężko nabyć zwykłe diody LED. W latach 90. XX w. nie było też wcale różowo z dostępnością bardziej wyrafinowanych podzespołów. Pozostawał jedynie zakup wysyłkowy za jakieś kosmiczne pieniądze albo wyprawa do stolicy i szukanie na Wolumenie. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem zasoby pewnych zakładów przemysłu zbrojeniowego. Elementy, których wtedy szukałem, walały się w ilościach hurtowych, a z polskich LED to oświetlenie na choinki robili. Wszelkie UCY/UCA54 i ich zagraniczne odpowiedniki, elementy półprzewodnikowe z USA pakowane w zestawy naprawcze opisane cyrylicą, tranzystory BC(AP)(2)11 w oryginalnych torbach pakowane bodajże po 250 sztuk, gdzie ja ledwo dwa mogłem sobie kupić jako uczeń. Także dla pewnych odbiorców elementy były...


    Zgadzam się z tym całkowicie. Kilka lat temu likwidowano u nas w instytucie zapasy magazynowe. Były tam duże ilości elementów: z "demoludów", ale i ze "zgniłego zachodu". Były też takie polskie, które widziałem wcześniej jedynie w katalogach. Jednakże to, że były ich tam setki czy tysiące, nie zmienia postaci rzeczy, że w skali kraju byłyby to ilości mikroskopijne, które nie mogłyby pokryć rzeczywistego zapotrzebowania na te elementy. Dosłownie kilka dni temu dostałem też sporą transzę elementów z pewnego znanego zakładu znajdującego się swego czasu w zjednoczeniu "Unitra". Była tam duża ilość wyrobów "ze zgniłego zachodu" . Służyły one do budowy dość udanych prototypów. Cóż jednak z tego, skoro wdrożyć na szerszą skalę się nie dało.
  • #16 20686007
    _lazor_
    Moderator Projektowanie
    AlekZ napisał:
    Od przynajmniej 10 lat widać raczej „zwijanie się” elektroniki amatorskiej, a nie jej jakiś szczególnie wielki rozkwit.
    W sumie nie ma się co dziwić, bo stare przysłowie chińskie głosi, że przy pełnym brzuchu brak ochoty do nauki.


    W sumie tylko z tym się mogę częściowo nie zgodzić

    Po prostu sama elektronika i programowanie staje się bardziej złożone i wymagające więcej wiedzy niż kiedyś.

    Mam w sumie takie przykłady.

    1. Bardziej złożona budowa transformatorów. Kiedyś można było spokojnie wyciągnąć z innego urządzenia rdzeń i sobie go przewinąć. Aktualnie jest to nie możliwe, rdzeń bez układu sterującego jest bezużyteczny.

    2. Modulacja AM i FM poszła w zapomnienie i jedynie można się pobawić nimi w własnym zakresie, ale odbiornika radia się nie zrobi. Oczywiście że są dostępne SDRy, na których można wiele zrobić, ale wiedza by to sensownie obsłużyć jest dużo większa niż proste AM czy FM

    3. Ogólnie złożoność projektów jest duża i aktualnie jest bardziej modularna niż budowana od podstaw. To uważam za dobre podejście, bo nie jest fizycznie możliwe by jedna osoba zrealizowała wszystko. A jak ktoś chce zrobić coś od podstaw to cóż powinno się już robić to w kilka osób.

    Tak więc, uważam że nie tylko łatwość dostępu do rzeczy i ich niska cena jest powodem, ale i próg wejścia strasznie podskoczył w przeciągu lat a jeszcze będzie tylko się podwyższał.
  • #17 20686139
    Mateusz_konstruktor
    Poziom 35  
    AlekZ napisał:
    Dosłownie kilka dni temu dostałem też sporą transzę elementów z pewnego znanego zakładu znajdującego się swego czasu w zjednoczeniu "Unitra". Była tam duża ilość wyrobów "ze zgniłego zachodu" . Służyły one do budowy dość udanych prototypów. Cóż jednak z tego, skoro wdrożyć na szerszą skalę się nie dało.

    Kolega wrzuci zdjęcia przeglądowe, będzie jak dyskutować mając konkrety.
  • #18 20686188
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    Przez najbliższy tydzień nie będzie to możliwe. Jestem poza domem.
  • #19 20686265
    kris8888
    Poziom 39  
    pawelr98 napisał:
    A jeśli się do kogoś porównywać poza zachodem, to do Czechosłowacji, gdzie w tej samej strefie wpływów ZSRR jakość wyrobów oraz możliwości produkcji licencyjnej były o dobry poziom wyżej niż to, co miał PRL.

    Tak bym nie uogólniał, bo chociażby jakość naszych kondensatorów elektrolitycznych Elwa po zakupie licencji od Nichicona była zdecydowanie lepsza niż czechosłowackich. Z wyrobami gotowymi też bywało różnie, część rzeczywiście była lepsza, ale nie wszystkie.
    Mnie to co fascynowało w czasach PRL, to fakt, że mimo takich trudności na swój sposób byliśmy samowystarczalni. Produkowaliśmy dość szeroką gamę elementów elektronicznych, zarówno pasywnych, jak i aktywnych. Produkowaliśmy własny sprzęt pomiarowy, sprzęt studyjny, przemysłowy, obliczeniowy, no i oczywiście sprzęt powszechnego użytku. Może nie najwyższych lotów, ale był. I to w dość szerokim asortymencie. Pewnie czasy wymagały takiej samowystarczalności, ale ja to osobiście podziwiam. W kontekście pustki produkcyjnej, jaka ma miejsce teraz u nas.
    A najlepsze jest to że w wielu przypadkach ten sprzęt, mimo że na nim "psy wieszano" nadal działa. Sam mam jeszcze jakiś polski oscyloskop, laboratoryjny multimetr cyfrowy, generator, częstościomierz. Wszystko nadal działa i ma się całkiem dobrze.
  • #20 20686329
    NegativeFeedback
    Poziom 14  
    AlekZ napisał:
    Dziś wspieramy inny reżim. I… jesteśmy szczęśliwi… Jak w przytaczanej już wyżej reklamie „pocztówek z republiki absurdu”…


    Opary absurdu. Nie szkoda ci czasu na takie grafomaństwo? (pytanie retoryczne). Jak wspierasz jakiś 'reżim' to współczuję. U nas w Polsce reżimu nie ma , zawsze możesz powrócić na obszar bez reżimowy LOL

    PRL to to PRL nawet nie trzeba jakoś określać brzydkim słówkiem, sam się określił, nie ma nic co nie wydarzyłoby się lepiej, szybciej, efektywniej dla naszej ojczyzny gdyby nie tenże PRL ... kompletnie nic, nawet ta walka z analfabetyzmem, opieka zdrowotna, czy elektryfikacja, żenada ten PRL był. Spuścić wodę po PRLu to nic nie powiedzieć jak tragiczny był to okres w dziejach naszej ojczyzny. Powiedzieć tragiczny, to nic nie powiedzieć ... Wszystko ale to wszystko potoczyło by się szybciej i lepiej, gdyby tego PRLu nie było.

    Hobbyści dzisiejsi to nie to ludzie desperaci żeby radio kupić, LOL. W PRL znaczna część hobbystów to 'hobbyści' , po prostu ludzie, dla których pewne umiejętności pozwalały np. coś naprawić jak TV czy radio, czy jakiegoś rozklekotanego gruchota. Oni to robili , bo musieli albo mogli sobie coś dorobić, czasem nawet nieźle. I dziś są 'rzemieślnicy' robiący to samo co wtedy, parę groszy nawet można zarobić, niektórzy pewnie nawet lubią to robić,co robią, np. restaurować jakieś tam Radmory czy Unitry.

    Dzisiejszy hobbysta to po prostu prawdziwy hobbysta i nie jest ich mniej tylko pewnie jakiś tam procent populacji ważony modą/popularnością danego obszaru hobby.
    Niczym to się nie różni np. od szydełkowania czy hodowli węży.

    Tak, wiem, są wielbiciele PRLu, nikt im nie zakazuje emigrować na Białoruś czy na Kubę i męczyć się ze wszystkim co robią, jeszcze kilka zostało krajów jest w pod kontrolą tego czy innego systemu reżimowego, w każdym z nich będzie taki odpowiednik Unitry, CEMI i czy co tam, te ich 'osiągnięcia' są - tak to oceniam - bez znaczenia. Czasem to nawet ubaw po pachy jak się toto ogląda 'jak oni to zrobili' albo jaki ubaw , że 'na to licencję z zachodu musieli kupować'. Kto wie może nawet by lepiej było dla naszej ojczyzny jakby tych Unitr czy Cemi nie było, nie byłoby tak dużo 'zasiedziałych dziadków rozdających karty pod siebie'.

    ps.
    Tak, czasem zdarzają się talenty, ale to nie zasługa systemu, tak bywa i tyle.
  • #21 20686382
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    Jak widać, są tacy którzy nie rozumieją delikatnych aluzji. Doprecyzowuję więc:

    "[...] wartość wymiany handlowej pomiędzy obydwoma krajami wyniosła w minionym roku ponad 42 mld dol. To wzrost aż o 35,7 proc. względem roku 2020. Eksport z Polski do Chin wyniósł z kolei 5,5 mld dol., czyli o 28,3 proc. więcej niż w 2020 r. Jednocześnie import z Chin do Polski sięgnął 36,6 mld dol. To jeszcze większy wzrost, bo prawie o 37 proc."

    źródło: https://firma.rp.pl/chiny/art19330951-rekordo...chinami-eksport-deficyt-handlowy-Polska-Chiny

    Proporcja eksport z Polski- import z Chin w 2021 r. była więc mniej więcej jak 1:7.

    Inne źródło, co prawda za okres nieco późniejszy podaje trochę inne proporcje, mniej więcej 1:10:

    https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-nas...ami-pogorszyl-sie-z-powodu-wojny-,nId,6441418

    Nasza bogata i atrakcyjna oferta w tym bilansie obejmuje przede wszystkim:

    "Jedną z najważniejszych grup produktów, które Polska może oferować i już oferuje chińskim kontrahentom, jest żywność, a zwłaszcza mleko i mięso. Tu jednak przeszkodą są nie tylko kwestie geopolityczne, lecz także weterynaryjno-sanitarne. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy Polska była dotknięta grypą ptaków, co ponownie spowodowało wstrzymanie eksportu drobiu do Chin. Dopiero 18 listopada zostaliśmy ponownie uznani za kraj wolny od tej choroby i polskie zakłady będą mogły z powrotem ubiegać się o certyfikację ze strony chińskich władz. W Azji, inaczej niż w Europie, popytem cieszą się zwłaszcza elementy z kurczaka zawierające kości, np. korpusy i skrzydełka, a Polska jest największym europejskim eksporterem drobiu."
  • #22 20686415
    olaf x
    Poziom 34  
    Nie będę rozwijał swoich pierwszych dokonań (jestem rocznik 63, a zacząłem się w to bawić około 70 roku). Idąc na studia kierowałem się zdrowym rozsądkiem, na elektronikę na PW było wtedy 11 chętnych na 1 miejsce, a u mnie tylko część fizyki była obcykana, wszystkie optyki, czy mechaniki to była czarna magia. Wybrałem inne studia, gdzie było 3/1 miejsce, bo wojsko już za chwilę by zapukało. Chemię miałem w jednym palcu, więc kierunek studiowany i teraz wykonywany nie był zły. Elektronika została do tej pory jako hobby, w czasie studiów zrobiłem kurs naprawy RTV w LOK na Żurawiej, jak już zacząłem pracę po studiach to chodziłem też po domach i naprawiałem TV, wtedy lampowe i lampowo-tranzystorowe. Były wyprawy nocnym pociągiem do wawy na Wolumen,(pierwsza praca była przy północnej granicy kraju) pociąg na Wschodnią przyjeżdzał na pierwszy autobus 103, Brama byłą jeszcze zamknięta, ale po przeskoczeniu płotu targ był już pełen łapiących okazje zakupu.
    Wtedy miałem czas na elektronikę. Po paru latach otworzyłem swoją firmę zgodną z kierunkiem studiów, elektronika poszła z domu do pracy, gdzie było miejsce i błyskawicznie obrosłem w części, podzespoły itp. Po pracy, a nawet w trakcie byłem w stanie pogrzebać sobie, wtedy powstawały różne układy, nie żeby były potrzebne, tylko żeby sprawdzić czy i jak będą działać. Ale zasady działania doskonale znałem, struktura pierwszych UL14xx to była podstawa przy montażu małej płytki. Był okres że nałogowo kupowałem na alle... radia od turystycznych po tunery (tylko polskie) żeby przestroić i z powrotem sprzedać na tym portalu, zarobek był mniejszy niż wypalone w trakcie papierosy :P Ale miałem satysfakcję że kolejny sprzęt pokonałem. Ostatni projekt który wykonałem jest w podpisie, nie poszedłem na łatwiznę z Atmegą. A zaraz potem zwinąłem firmę i poszedłem do pracy na takie samo stanowisko, lecz u kogoś. Wszystkie klamoty które miałem w dawnej pracy zabrałem, ale teraz są w paczkach w trzech miejscach, a żadne z nich to nie jest mój za ciasny dom. Nawet literatura i m.in. stos serwisówek też jest w paczkach gdzieś. Aktualna praca, choć w końcu satysfakcjonująca finansowo, nie pozwala mi czasowo na elektronikę, ostatnio musiałem wymienić switch w małej elektronice w aucie, wiem , że gdzieś mam caly zestaw o różnej długości przycisku, ale... łatwiej było pójść do sklepu i kupić jeden taki jak potrzebowałem.
    Czy będę jeszcze grzebał w elektronice? Nie wiem, może jak przejdę na emeryturę, ale czy będzie jeszcze zapał jak wtedy gdy zaczynałem mając 7 lat?
    Niby mam w domu niezbędnik, lutownicę, mierniki, zasilacz laboratoryjny, ale wszystkie części gdzieś w pudłach. Gdyby nie to , pewnie bym teraz składał jakiś projekt.
  • #23 20686532
    NegativeFeedback
    Poziom 14  
    miszcz310 napisał:
    Nasza historia to trudny temat. PRL był bardzo złym systemem. Jednak nie zapominajmy co było wcześniej. Rzeczpospolita była "rasistowskim" reżimem nastawionym na maksymalną eksploatację chłopstwa. II rzeczpospolita też miała dużo za uszami (polecam poczytać jak traktowano "pokojowe", albo "służebne" w domach bogatszego mieszczaństwa). Dopiero PRL wyeliminował analfabetyzm.


    Przykładasz miarę z dziś do biedy tamtych czasów, nonsens. Wszystko jest proste jak drut, PRL to okres ciemnoty i powszechnego wyzysku, natomiast II Rzeczypospolita nigdy nie była '"rasistowskim" reżimem nastawionym na maksymalną eksploatację chłopstwa'. Bieda była powszechna, w sumie na całym świecie, w Polsce były obszary zacofane i obszary całkiem przyzwoicie rozwinięte. Chłopstwo wyzyskiwał feudalizm, indukowany przez zaborców, im większa bieda, tym bardziej ludzie się musieli schylać przed pracodawcami. Im więcej tego czerwonego draństwa, tym większa nędza powszechna i wyzysk. PRL nie wyeliminował analfabetyzmu, analfabetyzm przyszedł głównie w spadku po ruskim zaborze, pewnie ponad połowa analfabetów to byli prawosławni , ludzie zza Buga. Jak czerwone przycięło granice i mniejszości narodowe zniknęły (wiadomo dlaczego), to i alfabetyzm sam z siebie mocno spadł. Starsze pokolenia wymierały, a nowe wchodziły w kulawy system edukacji, ale jakiś tam był. Za komuny edukacja to była lipa, fikcja, ten spadek to do dziś w sumie widać. Na wsi dzieci w PRLu mogły np. nie chodzić do szkoły całą zimę (bo zimno) i szkoła się tym nie interesowała (wyrażała pełne zrozumienie dla innych bardziej życiowych potrzeb).

    Gdyby PRLu nie było analfabetyzm by zniknął szybciej i to bez żadnej fikcjo-akcji propagandowej ... Najgorzej z analfabetyzmem było tam gdzie 'postępowy socjalizm/komunizm' pchał swoje wstrętne, oślizłe macki opóźniające naturalny rozwój cywilizacyjny.
  • #24 20686872
    ro-x
    Poziom 14  
    Im więcej czasu mija od upadku PRL, tym niektóre jednostki silniejszą nostalgię do Unitry przejawiają. Potrzebaby dobrego antropologa, aby to zjawisko trafnie zdiagnozować. Ja jestem na to za cienki w uszach.
    Od Urgona rocznikowo starszy jestem o rok, więc doświadczenia ze sprzętem z tamtej epoki mam plus minus podobne. Wszystko w domu, co elektroniczne, logo U miało wybite. No i niestety jakością to nie powalało. I żeby nie zestawiać tego ze sprzętem spod znaku Funai, zestawię to z Dualem, Sony i Pioneerem. Ostatnio miałem okazję sprzęty audio z lat 80. tych producentów serwisować. Możecie mnie mieszać z błotem, ale na korzyść U nie przemawia w tym porównaniu nic. Paździerz i przynajmniej 15 lat zacofania. I nie jest to kolego AlekZ znęcanie się nad moją młodością. Takie były czasy i dobrze je wspominam. Miałem udane dzieciństwo. Tylko ja nie pozwalam, aby sentymenty przesłaniały mi zdrowy osąd.

    Przykład z ostatniego tygodnia. Trafiły mi się po teściu kolumny ZgC-40-8-580. Stan fabryczny, więc było co robić. Wizualnie kolumny są spoko, będą stały wyeksponowane w moim gabinecie. Podobają mi się. Ale do rzeczy. Piankowe zawieszenie i kopułki do wymiany, norma, 40 lat minęło.
    Po wyjęciu GDNów zaskoczenie - jeden jest o 2 mm niższy. Oba mają źle wklejoną uszczelkę na styku ze skrzynią - nie dotyka do niczego.
    Przewody w obu sztukach w innej kolorystyce i innej długości. W jednej na styk, trzeba by dwóch osób do wylutowania tego. Luty paskudne, albo oszczędność na cynie, albo brak zdolności. Po wymianie pianek okazało się, że w jednym cewka jest krzywo wklejona i przy skrajnym wychyleniu membrany obciera o magnes.
    GDWK. Druciki cewki powinny być przyklejone butaprenem, ale monter wysmarował pół wewnętrznej strony nie bardzo trafiając gdzie potrzeba. Jeden z czterech przyklejony jak powinien, reszta nie.
    Za wytłumienie skrzyń robić miała wata szklana czy też wełna mineralna w foliowym worku, luźno wrzucona do wnętrza skrzyni. Co ciekawe, w jednym worku pełno jest żużlu od spawania MMA. Najwidoczniej zanim pocięli ten materiał i powsadzali go do worków, ktoś na nim coś spawał.
    Teraz skrzynie. Obie wewnątrz niepodoklejane, szpary miejscami zerowe, miejscami na 1-2 mm. W jednej przyklejony klocek 1x1x5 cm przypadkowo w środku na tylnej ścianie. Miał służyć pewnie do usztywnienia narożnika, ale najwidoczniej upadł monterowi i już tak został. Dał się oderwać ręką bez wysiłku.
    Najgorsze jednak jest to, że w jednej skrzyni panel przedni jest wklejony krzywo. U dołu 1mm wgłąb względem rantu, u góry w jednym narożniku wystaje 1mm. Wygląda to słabo. Mam Space '86 z dokładnie taką samą "cechą".
    Generalnie ciężko doszukać się znamion jakiejkolwiek jakości. I tak jest z każdym sprzętem z logiem U, jaki trafia na mój warsztat. Takie są niestety fakty. Proszę, zejdźcie na ziemię. Całkiem fajnje tu jest ;)
  • #25 20686894
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    NegativeFeedback napisał:

    PRL nie wyeliminował analfabetyzmu, analfabetyzm przyszedł głównie w spadku po ruskim zaborze, pewnie ponad połowa analfabetów to byli prawosławni , ludzie zza Buga. Jak czerwone przycięło granice i mniejszości narodowe zniknęły (wiadomo dlaczego), to i alfabetyzm sam z siebie mocno spadł. Starsze pokolenia wymierały, a nowe wchodziły w kulawy system edukacji, ale jakiś tam był. Za komuny edukacja to była lipa, fikcja, ten spadek to do dziś w sumie widać. Na wsi dzieci w PRLu mogły np. nie chodzić do szkoły całą zimę (bo zimno) i szkoła się tym nie interesowała (wyrażała pełne zrozumienie dla innych bardziej życiowych potrzeb).

    Gdyby PRLu nie było analfabetyzm by zniknął szybciej i to bez żadnej fikcjo-akcji propagandowej [...]


    Wątpię w postawioną na końcu przytaczanej wypowiedzi tezę.

    Mapa analfabetyzmu w 1931 r. w Polsce:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Analfabetyzm#/media/Plik:HistPol-analfabetyzm1931.png

    Prawdą jest więc, że najwyższy odsetek analfabetów był wśród grekokatolików i prawosławnych, w dawnym zaborze rosyjskim. Prawdą jest też, że to "obciążenie" w dużej mierze zniknęło wraz z przesunięciem na zachód granic Polski, co ujmuje poniższa tabela:

    Spadek % analfabetów w Polsce:
    1921- 34,6%
    1931- 22,6%
    1939- ok. 17%
    1945- szacunkowo 7,8%
    1950- 5,5%
    1960-2,7%
    1988- 2%
    2003-0,2%

    W 1939 roku do szkoły chodziło (w skali kraju) 90% dzieci objętych obowiązkiem szkolnym. Na Kresach Wschodnich nie było tak pięknie: w 1918 r. edukację rozpoczynało tam zaledwie 33% dzieci; w latach 30. osiągnięto 80%.
    W latach 1921-1931 wystąpiła jednak w skali kraju dobra dynamika spadku analfabetyzmu. Ale od 1931 roku do 1939 roku spadek ten był już tylko kilkuprocentowy. Prócz starych analfabetów dochodzili więc i ci młodzi, którzy nie mieli szczęścia załapać się na edukację z takiej czy innej przyczyny.

    Szczerze wątpię, czy II Rzeczpospolita by się nad nimi "ulitowała" i zrobiłaby im "na stare lata" naukę pisania i czytania. Twierdzenie zatem, jakoby analfabetyzm znikł szybciej, gdyby nie było "Polski Ludowej" ( jak rozumiem byłoby tak, gdyby dalej, bez II wojny trwała dalej II Rzeczpospolita) - jest co najmniej dyskusyjne.

    Skoro w tym wątku porównujemy i przyglądamy się, to warto zobaczyć, co było około 1931 r. w innych krajach Europy. Otóż odsetek analfabetów wyglądał następująco:

    Czechosłowacja- ok. 4%
    Francja 5,1%
    Belgia ok. 6%
    Estonia 8%
    Węgry 9,1%.
    Bułgaria z 39,7%
    Grecja 43,9%
    Rumunia 45,5%
    Albania 80% (!)

    Na zakończenie, w 1996 r., kiedy kończyłem szkołę podstawową w mieście stołecznym, na 28- osobową klasę, 3 osoby czytały bardzo, bardzo słabo. Te osoby tak naprawdę z trudnością składały sylaby, ale przechodziły z klasy do klasy. Pamiętam, że nauczycielki komentowały, że jeszcze kilka lat wcześniej te osoby po prostu zostałyby kilka razy na drugi rok w tej samej klasie, kończąc edukację na klasie czwartej.
    Jeśli tak to wyglądało i w innych placówkach, to nic dziwnego, że obecnie poważnym problemem jest analfabetyzm funkcjonalny:

    https://portal.librus.pl/rodzina/artykuly/nie...-i-umow-czy-w-polsce-odradza-sie-analfabetyzm
  • #26 20687361
    Mateusz_konstruktor
    Poziom 35  
    TechEkspert napisał:
    Informacji było mniej, ich pozyskanie było wolniejsze, jednak można było spokojniej i dokładniej przyjrzeć się jakiemuś zagadnieniu.

    Też racja.
    Porównując do dzisiejszej kumulacji mnogości rozwiązań, za całkiem sensowne uznaje się nie podejmowanie się wcale napraw nawet niezupełnie egzotycznych urządzeń.
    Kilkadziesiąt lat temu, na wzór samochodów, poziom skomplikowania był zaledwie ułamkiem obecnego stanu.
    W dzisiejszych czasach ilość zagadnień wymagających przyjrzenia im się, w porównywalnych zewnętrznie urządzeniach, bywa ponad ludzkie możliwości.
    Modeli i typów choćby telewizorów przybywa z miesiąca na miesiąc, podczas gdy kiedyś to było zazwyczaj kilka lat.
  • #27 20687428
    tmf
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Mateusz_konstruktor napisał:
    Porównując do dzisiejszej kumulacji mnogości rozwiązań, za całkiem sensowne uznaje się nie podejmowanie się wcale napraw nawet niezupełnie egzotycznych urządzeń.

    Nie podejmuje się napraw bo to nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Jako serwisant ile chciałbyś zarabiać na godzinę? Pewnie co najmniej 100-200zł? Dodaj do tego jeszcze koszty prowadzenia działalności i koszty części. Wychodzi, że nawet relatywnie prosta naprawa przekracza, lub co najmniej stanowi istotną część kosztu nowego sprzętu. A nie masz gwarancji, że naprawa nie okaże się kosztowniejsza lub awarii ulegnie niedostępna część, bo producent już zadbał o to, aby była niedostępna...
    Mateusz_konstruktor napisał:
    W dzisiejszych czasach ilość zagadnień wymagających przyjrzenia im się, w porównywalnych zewnętrznie urządzeniach, bywa ponad ludzkie możliwości.

    Nie przesadzajmy...
    Mateusz_konstruktor napisał:
    odeli i typów choćby telewizorów przybywa z miesiąca na miesiąc, podczas gdy kiedyś to było zazwyczaj kilka lat.

    Może ich przybywać, ale podstawowa zasada jest bardzo podobna. Nawet zaryzykowałbym twierdzenie, że współczesne TV są prostsze niż TV z poprzedniej epoki. Zwykle to parę bloków zamkniętych w IC. I tu pojawia się problem, bo wymiana IC w BGA będzie kosztowo porównywalna do wymiany całej płyty z elektroniką.
    Z drugiej strony to co się nie opłaca serwisantowi, ciągle może się opłacać komuś kto ma podstawową wiedzę i chęci, żeby coś naprawić w domu dla siebie. A jest to o tyle prostsze, że wiele urządzeń sygnalizuje przyczynę awarii co pozwala w miarę prosto zlokalizować problem.
    A wracając do głównego tematu - wychwalanie komuny bo zlikwidowała analfabetyzm nie ma żadnych podstaw merytorycznych. Komuna była bezwzględnym złem, o czym najlepiej się przekonać porównując dokonania PRLu do dokonań innych państw w tym samym czasie. Takie Niemcy po II WŚ były kompletnie zrujnowane, ale RFN szybko się podniósł stając się jedną z większych gospodarek, podczas,m gdy DDR radził sobie raczej średniawo. Gdyby Polska została w świecie zachodnim to przez te 45 lat PRL osiągnięto by nieporównywalnie więcej. Więc pod każdym względem komuna była stratą i złem jakie spotkało Polskę.
    Co do hobbystów - myślę, że nie ma sensu wdawać się w semantyczne dyskusje nad definicjami. Dzisiaj mamy składaczy z modułów, kiedyś mieliśmy składaczy ze schematów z czasopism. Czy, żeby poskładać coś z gotowców trzeba mieć mniejszą wiedzę? To zależy co jest tym produktem finalnym. Może, żeby zrobić robota sterowanego przez WiFi nie mam wiedzy z zakresu RF, nie muszę rozumieć np. wektorowego sterowania BLDC, czy innych niskopoziomowych rzeczy, ale muszę posiadać wiedzę o elementach wyższego poziomu. Więc taka osoba IMHO też jest elektronikiem, tylko ma nieco inną specjalizację. Zaryzykowałbym wręcz twierdzenie, że osoba, która posiadła tajemną wiedzę pracy z częstotliwościami rzędu GHz, wcale nie musi umieć zbudować takiego robota, bo nie będzie posiadać wiedzy i umiejętności tego hobbysty, który korzysta z modułów. Po PRL musimy też przewartościować podejście do różnych rzeczy - nie liczy się kto ile się natrudził i jakie książki przeczytał, liczy się efekt finalny - czy zbudowane urządzenie czemuś służy, czy nie i jak zostało ono sprzedane publiczności.
    Oczywiście nie mam danych o sprzedaży, ale patrząc na mnogość sklepów dla hobbystów, płytek rozwojowych, darmowych środowisk, czy chociażby układów w obudowach DIP (które przecież poza hobbystami zasadniczo nie mają racji bytu), jestem przekonany, że hobbyści trzymają się dobrze...
  • #28 20687439
    Donpedro_z_Otwocka
    Poziom 17  
    Co do jakości naszej elektroniki z czasów PRL, polecam zajrzeć na youtube na kanał ReduktoraSzumu i posłuchać rozmów z Panem Jankiem. Świetnie opowiada o tym, z czym zmagali się polscy inżynierowie w tamtym okresie. Z ich rozmów pamiętam taka historię, ze kiedy Unitra zakupiła licencje na jakiś układ scalony i wysłała do Belgii trzech inżynierów na związane z tym szkolenie, to się okazało, że na szkoleniu mówiono do nich przez trzy dni po angielsku - a przecież znali tylko przymusowy rosyjski (o czym belgijscy szkoleniowcy dobrze wiedzieli), więc ze szkolenia wrócili bezradnie rozkładając ręce.
  • #29 20687617
    NegativeFeedback
    Poziom 14  
    AlekZ napisał:
    Szczerze wątpię, czy II Rzeczpospolita by się nad nimi "ulitowała" i zrobiłaby im "na stare lata" naukę pisania i czytania. Twierdzenie zatem, jakoby analfabetyzm znikł szybciej, gdyby nie było "Polski Ludowej" ( jak rozumiem byłoby tak, gdyby dalej, bez II wojny trwała dalej II Rzeczpospolita) - jest co najmniej dyskusyjne.


    II Rzeczypospolita się nie litowała tylko edukowała, ale jak to w wolnym kraju, dla chcących a nie na lipę pod zafałszowane statystyki, z pewnymi wyjątkami przymusu. Nie wiem czy miałeś okazję porozmawiać ze starszymi ludźmi dajmy na to w kieleckim jak to było z tą walką z analfabetyzmem u starszych LOL. PRL nawet w kłamaniu był prymitywną maszynką.
    PRL małpował wszystko co się dało od II-giej Rzeczypospolitej w edukacji przez wiele lat po wojnie, np. podręczniki, programy, akcje edukacji na wsiach, przymusowa edukacja w wojsku etc. etc. etc. Oślizłe macki PRLu z każdym dniem, rokiem, opóźniały modernizację w każdym obszarze, bez wyjątku.

    Postawiłbym tezę, że te statystki to tak naprawdę poprawiły się po 1950tym , bo 6 roczników od 39 do 44 w końcu zaczęło się w szkołach uczyć, a starsze pokolenia schorowane, wycieńczone, zdziesiątkowane epidemiami gruźliczy, czy tyfusu odeszło z tego świata i przyrost narodzin zmienił proporcje. Gdyby tego PRLu nie było, wiele z tych istnień nie zostałoby w taki sposób straszliwie przerwane np. tyfusem.

    Dodano po 47 [minuty]:

    tmf napisał:
    akie Niemcy po II WŚ były kompletnie zrujnowane, ale RFN szybko się podniósł stając się jedną z większych gospodarek, podczas,m gdy DDR radził sobie raczej średniawo.


    Stawiam tezę , że to mit, parę miast oczywiście zrujnowanych, ale przemysł bynajmniej - wręcz przeciwnie, był w stanie znakomitym, infrastruktura w znakomitej kondycji, ba kadra inżynieryjna wyssała z podbitych krajów wszelkie know-how, mała solidne finansowanie wszelakich eksperymentów/prototypów, technologii, urządzeń, prace inżynieryjne toczyły się na olbrzymią skalę, wartościowe projekty, maszyny, technologie z podbitych krajów były zassane bez litości. To była baza dla tak dynamicznej odbudowy po wojnie, ba nawet środki finansowe, rzeczowe zagrabione w czasie wojny w wielu przypadkach bynajmniej nie wyparowały i nikt nie myślał o oddaniu np. środków finansowych zagrabionych w Polsce. Zbudowane rurociągi, drogi, mosty , linie kolejowe, linie energetyczne, autostrady ...

    NRD sobie gorzej radziło od RFN, bo tam czerwonoarmiści zagościli i zagospodarowali mienie.
  • #30 20687727
    ArturAVS
    Moderator
    ro-x napisał:
    zestawię to z Dualem, Sony i Pioneerem

    W którym roku? Za PRLu to co było dostępne w sprzedaży to były "rarytasy". O ile nie miałeś rodziny "za wodą" to byłeś skazany na krajowe produkty. Tu krajowi elektronicy wykazywali się wiedzą dopasowując "zdobyczne" elementy do potrzeb. Wymagało o odpowiedniej wiedzy czysto elektronicznej. Pokaż choć jeden temat na forum gdzie pytający porównał noty katalogowe np. BC148 z BC848. Totalne zero własnej inwencji.

Podsumowanie tematu

Felieton użytkownika, będący polemiką do artykułu Urgona, porusza różnice w postrzeganiu czasów PRL i współczesności, zwłaszcza w kontekście elektroniki. Użytkownicy forum dzielą się swoimi doświadczeniami, wskazując na postęp technologiczny, dostępność komponentów oraz zmiany w hobby elektroniki amatorskiej. Wskazują na trudności z dostępem do części w PRL, porównując to z dzisiejszą łatwością zakupu przez internet. Wiele osób zauważa, że mimo trudnych warunków, w PRL produkowano wiele elementów elektronicznych, a niektóre z nich, jak sprzęt Unitry, mają sentymentalną wartość. Dyskusja obejmuje również krytykę PRL jako systemu, który ograniczał rozwój i innowacje, w porównaniu do zachodnich standardów.
Podsumowanie wygenerowane przez model językowy.
REKLAMA