Dzisiaj coś dla nieco bardziej zaawansowanych niż całkiem początkujący. Odsysacz elektryczny - półautomatyczny.
Od razu na wstępie muszę powiedzieć, że nie jest to w żadnym wypadku sprzęt konkurujący z odsysaczami z pompą elektryczną i zbiornikiem na "urobek". Jeśli już można mówić o konkurowaniu, to bardziej byłby to zamiennik ręcznej pompki; takiej jaka np. wchodzi w skład zestawu lutowniczego jaki opisywałem niedawno.
Jakie ma on zalety w stosunku do tego ręcznego z zestawu?
Po pierwsze - wygodniejszy w obsłudze; odpada konieczność "naciągania" pompki za każdym użyciem - w tym odsysaczu jest to zautomatyzowane (o ile można tak powiedzieć). Po ok. 5 minutach potrzebnych na osiągnięcie grota odsysacza do temperatury wyższej od topnienia cyny wystarczy tylko naciskać klawisz mikroswitcha - jego naciśnięcie powoduje podanie zasilania na silny elektromagnes "rozciągający" poprzez połączenie z kotwicą mieszek gumowy. Powstaje impuls podciśnienia, i roztopiona cyna zasysana przez tenże mieszek wpada do jego wnętrza. Teraz odsuwamy odsysacz w miejsca poza obszarem płytki i puszczamy przycisk. Brak napięcia na elektromagnesie powoduje że mieszek jest ściskany przez sprężynę i wracając w położenie wyjściowe "wypluwa" to co przed chwilą zassał na zewnątrz.Tu drobna uwaga - ponieważ cyna usunięta w ten sposób z odsysacza ponownie przechodzi przez kanalik grzałki, jest ona "nadtapiana" i stąd konieczność "wypluwania" urobku na np. kartkę papieru (sprawdzone). Cyna "przykleja się" do papieru i po zakończeniu pracy można się jej łatwo pozbyć - wraz z kartką. Tak to mniej więcej wygląda po odessaniu niewielkiej płytki ze wszystkich punktów lutowniczych:
Ponieważ - jak wspominałem - cyna jest na wpół płynna "skleja się" po "wypluciu" na kartkę razem i jednocześnie do samej kartki. Dzięki temu nie mamy po pracy całego biurka pokrytego cyną jak w wypadku ręcznej pompki odsysacza mechanicznego. (żona nie będzie zła...
Przy tym mimo cyklicznych odgłosów działania pompki nie mamy hałasu pompki elektrycznej - w wypadku niektórych odsysaczy jest to odgłos z którym domownicy mogą się nie godzić...
A jak to w ogóle wyglądało po odebraniu przesyłki i - co ciekawsze - wewnątrz?
Paczka nie była taka znów mała:
A to z powodu solidnej porcji folii bąbelkowej, w jaką owinięty był bohater tematu:
Wewnątrz niej znajdujemy sam odsysacz, instrukcję, oraz wycior plus trzy różnej średnicy groty wymienne:
Same groty mimo tych samych wielkości zewnętrznych mają różne średnice wewnętrzne, co umożliwia dopasowanie do konkretnych średnic nóżek elementów (za duża średnica powoduje gorsze efekty odsysania)
Najmniejsza średnica to ok. 0.6mm (typowa średnica większości elementów przewlekanych typu rezystor 0,25W), kondensatory elektrolityczne (poza dużymi gabarytami), czy tranzystorami małej i średniej mocy.
Największa średnica grotu ma ok. 1,5mm a więc odpowiednią do elementów takich jak przekaźniki lutowane w płytkę, złącza ARK, czy np. kołki mocujące do płytki radiatorów do tranzystorów w obudowach TO 220 itp.
Wymiana jest prosta - groty są nakręcane na wystający z korpusu grzałki gwint.
A wewnątrz? Opisałem jak to jest zrobione, a tak to wygląda w realu:
I jeszcze pod osłoną bocznej "dostawki" z guzikiem wyłącznika:
Jak widać żadnych skomplikowanych konstrukcji. Wszystko uproszczone do maksimum. Ma to swoje zalety - im mniej części tym mniej możliwych uszkodzeń. Podobnie ze skomplikowaną konstrukcją - im prostsza tym prościej naprawić ...
Samo działanie na poniższym filmiku:
Jak widać pierwsza próba nie wypadła najlepiej, ale - z mojej winy. Podczas prób "dekompozycji" urządzenia niepotrzebnie próbowałem rozebrać element osłony (w dolnej części) elektromagnesu i najprawdopodobniej źle złożyłem. W efekcie wystąpiła "decentryczność" miedzy otworem w elektromagnesie a kotwicą co spowodowało zacięcie tej ostatniej. Wystarczyło poprawić mocowanie wspomnianej osłony i już wszystko odzyskało pełną sprawność. Tak więc - potwierdza się to co pisałem - mało komplikacji=prosta naprawa.
O zaletach w porównaniu do ręcznego odsysacza "bez wspomagania" już pisałem, teraz czas na spostrzeżone wady (o ile tak je można w ogóle nazwać).
Po odessaniu większej ilości padów może się zdarzyć że część zassanej cyny mimo wszystko wyleci z odsysacza i spadnie na płytkę. Efekt podobny do "wyplucia" urobku na kartkę - drobiny cyny przylgną do powierzchni płytki i konieczne jest ich usunięcie (szczoteczka).
Inną wadą może być nieco większy ciężar niż odsysacza elektrycznego z pompką i pojemnikiem na cynę - chodzi mi tu o odsysacze ze stacją, bo te z wbudowanym silnikiem pompki w rączkę mogą być co najmniej porównywalnego ciężaru (niektóre typy na pewna są cięższe). Czy jest to duże utrudnienie? Moim zdaniem nie. Po pierwsze - nawet ja (zanik mięśni i stawy zaatakowane przez RZS) nie miałem z tym problemów. W porównaniu do w pełni mechanicznych odsysaczy (takich jak opisywanym w temacie o zestawie lutowniczym) większa masa odsysacza to może być nawet zaleta (mniejszy odrzut przy odessaniu cyny).
Tak czy inaczej - na pewno trzeba się "naumieć" pracować tym narzędziem - czyli dokładnie tak samo jak trzeba się nauczyć używania młotka... (i wcale nie jest to żart).
Oczywiście - natychmiast się odezwą Ci, co to doszukują się wad tam gdzie ich nie ma i do wad doliczą brak podłączenia zera ochronnego... Może i jest to błąd, jednak taki sam jak brak zerowania obudowy wzmacniacza audio - a takich jest zdecydowanie więcej i to mimo metalowej CAŁEJ obudowy.
Części zamienne - poza ewidentnie potrzebnymi zamiennymi grotami - ciężko coś znaleźć. To mogła by być wada dyskredytująca ten odsysacz dokumentnie, ale z drugiej strony, przy cenie nowego nieco powyżej 100zł? Za tę cenę można co najwyżej dostać dwie ręcznie napędzane pompki z grzałką - jednak wygoda tego odsysacza w porównaniu do nich jest niepodważalna. Każdy kto miał do odessania kilkadziesiąt elementów pod rząd wie o czym mówię.
Według mnie - jest dokładnie tak jak pisałem w pierwszych zdaniach - nie jest to sprzęt dla zawodowców, a dla już nieco bardziej doświadczonych amatorów - dla nich na pewno może znaleźć miejsce obok zwykłej ręcznej pompki za kilka złotych - takiej używa się w wypadku jednego - dwóch elementów, a przy większych ilościach na pewno przyjemniej będzie skorzystać z takiej z tematu.
A - jeszcze jedno. Grzałka ma tylko 30W. Czy to wystarcza?
No cóż. Powiem tak - w tej płytce na której sprawdzałem działanie odsysacza było kilka elementów wlutowanych w pola masy - w dodatku płytka dwustronnie laminowana miedzią i nie zauważyłem problemów. Fakt - że płytka lutowana była cyną ołowiową; przy cynie bezołowiowej może być gorzej, ale tu znów się potwierdza że jest to sprzęt dla amatora - nieco bardziej zaawansowanego, ale jednak amatora; a tacy raczej NIE LUBIĄ SOBIE UTRUDNIAĆ ŻYCIA i używają cyny ołowiowej...
Nie zamierzam nikogo zachęcać ani odstręczać od tego narzędzia. Każdy musi sam zadecydować czy i jaki odsysacz elektryczny będzie Mu przydatny najbardziej.
Ja tylko starałem si e w obiektywny sposób przedstawić wszystkie "za i przeciw", oraz pokazać działanie i wnętrze odsysacza. Może to pomoże w wyborze i w ogóle - podjęciu decyzji czy takie urządzenie będzie Mu przydatne. Z doświadczenia wiem, ze nie powinno się podejmować żadnej decyzji pochopnie, i dlatego też powstał ten artykuł.
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
