Jakiś czas temu na Forum rozgorzała dyskusja na temat tego rodzaju stacji lutowniczych jakimi są stacje z "t-12" w nazwie (bo producentów i koncepcji jest wiele mimo wspólnego mianownika - samej lutownicy i sposobu jej sterowania).
Jeden z moich Kolegów (dziękuję Mu za to) pomyślał, ze może mi podrzucić do opisu taką stację i podrzucił mi ją w stanie "lekko używana" (nie jest to więc idealnie nowa stacja ale i nie po wielu miesiącach przebiegu).
Z tego też powodu stacja jako taka co prawda jest w pełni sprawna, ale brak np. oryginalnego opakowania a zestaw grotów został uzupełniony o potrzebne w pracy typy) (przy okazji - niektóre bardzo ciekawe).
Na szczęście ocalała instrukcja - co prawda niezwykle oszczędna, ale i co można pisać w instrukcji sprzętu dedykowanemu komuś, kto lutuje zawodowo od lat?
... i wspomniany zestaw grotów z uzupełnieniem
Stacja - co widać na pierwszej fotce artykułu - jest niewielka - wręcz mała. Za to lutownica dość... dziwna jeśłi o proporcje chodzi. Ja wiem - wiele zależy od wypracowanej wprawy, nawyku i własnych doświadczeń, ale mnie - wychowanemu na kolbach o zdecydowanie dłuższej części z grotem jakoś nie podpasowała. Na szczęście - dla takich konserwatystów jak ja - są i inne kolby do takich stacji - ze zdecydowanie dłuższą (a przez to i cieńszą) częścią z grzałką i gotem. Czemu Uważam że grubość jest ważna?
Z praktyki serwisanta.
Często zdarza się konieczność dojścia z lutownicą gdzieś w głąb sprzętu a im cieńsza i dłuższa jest część... nazwijmy ją"robocza" tym prościej taką czynność wykonać. Tak jak z ołówkiem - wygodniej się pisze gdy ma długość większą od szerokości naszej dłoni a zdecydowanie mniej przyjemnie gdy to dwu- czy czterocentymetrowy ogryzek.
Oczywiście - jeśli ktoś nie musi się "grzebać" we wnętrznościach sprzętu nie ma to aż takiego znaczenia.
Sama konstrukcja kolby jest przystosowana konstrukcyjnie do konkretnych grotów - o ściśle określonym kształcie i wymiarach (części wsuwanej w kolbę). Żadne inne groty pasować nie będą (mimo, że na podobnej zasadzie działania produkowanych jest kilka typów stacji). Na szczęście stacje te zyskały dużą popularność)może nawet większą niż serie typu 900 i wybór grotów jest faktycznie bardzo duży.
Podstawowa zaleta stacji typu T-12 jaka ona jest?
Taka, że groty są zintegrowane w jedną całość razem z grzałkami - każdy grot ma wewnątrz własną grzałkę. Dzięki temu można było uzyskać niezwykle małą oporność termiczną pomiędzy czujnikiem temperatury a samym grotem - a przez to wahania temperatury grota z kilkunastu *C (np. dla serii 900 to ok. 16-18*C) zmniejszyły się do zaledwie kilku.
Taka konstrukcja ma też dodatkową zaletę - dużo większa moc grzałki i zasilacza niż potrzebna do normalnej pracy lutownicy zapewnia że temperatura nie spadnie nawet podczas lutowania niezwykle dużej pojemności cieplnej elementów - przykładowo do lutowania padów na płytce (nawet dwustronnej z dużymi polami miedzi) wystarcza już nawet 25W mocy grzałki (oczywiście przy niskiej rezystancji termicznej grzałka - grot), ale ponieważ zasilacz i sama grzałka mają moc prawie 5 x większą z lutowaniem dużego radiatora do pola masy nie ma problemu. Tak, tak - grzałka i zasilacz lutownicy z tematu ma moc 120W! Daje to dodatkową korzyść - lutownica nagrzewa się do temperatury pracy (ok. 320*C) zaledwie w kilka ... sekund!!!
I to właśnie ta ostatnia zaleta była powodem wychwalania T12 pod niebiosa.
Czy słusznie?
Oczywiście dobrze gdy włączymy lutownicę i od razu możemy nią pracować - z drugiej strony czy ktoś w ten sposób pracuje? Może przez nawyk, ale ja przed rozpoczęciem pracy włączałem lutownicę i zanim się nagrzała do odpowiedniej temperatury zdążyłem rozłożyć się z "gratami" . Wyłączałem ją dopiero gdy kończyłem pracę. Szybkie osiągnięcie temperatury pracy co prawda umożliwia (i tak jest w opisywanej stacji i wszystkich tego typu) programowe wymuszenie trybu "uśpienia" - gdy lutownica jest utrzymywana w temperaturze np. 100*C a już trzy - cztery sekundy od momentu wzięcia jej do ręki (w kolbie znajduje się czujnik wstrząsowy) jest gotowa do pracy. Jak łatwo się domyślić takie działanie umożliwia pewną oszczędność energii, ale z drugiej strony - czy na tyle dużą, by warto było komplikować sobie życie (a ściślej konstrukcję samej stacji) ? Jeśli ktoś wymyśli jakieś udogodnienie - musi znaleźć powód by można było mówić że jest to opcja niezbędna i pożądana przez każdego - analogia z coraz to nowszymi telefonami komórkowymi - czy ktokolwiek ze zwykłych śmiertelników odróżnić czy ekran ma X pikseli czy 1,5 X ? Czy odświeżany jest w czasie), 0,1 sek czy może dwa razy szybciej? Telefon - jak sama nazwa wskazuje - ma przede wszystkim służyć do porozumiewania się przecież? A lutownica ma lutować ... chociaż bohaterka artykułu pod tym względem nie ma sobie nic do zarzucenia.
Przyjrzyjmy się jednak najpierw dokładniej samej stacji :
Stacja zasilana jest przez typowy kabel "komputerowy" więc z zerem ochronnym nie ma problemu... czy na pewno? Może i tak, szkoda jednak, że nikt nie pomyślał o dołożeniu gniazda (nawet 4 mm bananka) do podłączenia opaski czy maty antystatycznej.
To - jeśli potrzebujemy - musimy już we własnym zakresie zrobić. W sumie szkoda, bo wiele innych stacji już takie gniazdo (a wiec i możliwość wyprowadzenia PE do maty czy opaski, (opaski i maty) posiada.
No nic - na froncie stacji prócz pokrętła funkcyjnego (bo prócz temperatury można ustawiać nim wiele innych parametrów - o tym dalej) widzimy gniazdo do podłączania kolby oraz ekranik (czytelny, mimo, że niewielki) na którym wyświetlane mamy wszystkie niezbędne informacje - np. wyżej widoczny napis ERROR informuje że do stacji nie mamy podłączonej kolby, a dokładniej grzałki bo to jej obecność w obwodzie jest niezbędna do poprawnej pracy stacji.
Sam system zasilania i jednocześnie kontroli temperatury jest również niespotykany dotychczas w starszych stacjach - otóż grzałka zasilana jest cyklicznie (coś jak PWM) w przerwach podawania napięcia na grzałkę układ elektroniczny przełączany jest na odczyt temperatury - w szereg z grzałką jest włączony czujnik temperatury i to właśnie jego zmienna (zależna od temperatury) rezystancja określa jaką temperaturę ma w danej chwili grot - czujnik instalowany jest praktycznie u nasady grota. To z kolei decyduje czy na grzałkę ma być podane napięcie czy może przez chwilę (dopóki grot nie ostygnie) można z tym poczekać.
Oczywiście wymusza to sterowanie zdecydowanie bardziej skomplikowane niż we wcześniejszych systemach z termoparą, wymaga mikroprocesora nadzorująco-sterującego i nieco komplikuje sam układ, ale w dobie gdy nawet do migania diodą stosuje się mikroprocesor nie powinno to dziwić.
Wiem, wiem - wszyscy zwolennicy nowych technologii zaraz obrzucą mnie wiązanką "kwiatów polskich" osądzając mnie od czci i wiary, że to nie XIX wiek a XXI że obecnie wszystko ma w sobie procesor a elektronika już dawno przestała być lampowa... itd itp. Zgoda - jednak moje uwagi nie wynikają z niechęci do "mikroprocesorowania" wszystkiego co się da, ale od mierzenie sił na zamiary.
Ostatecznie lutownica to nie prom kosmiczny. Dziesiątki lat były zdecydowanie prostsze układy sterujące grzałką i na dodatek jeszcze na zaledwie jednym układzie scalonym i działało. Mało tego: za ich pomocą lutowane były takie współczesne stacje...
Odłóżmy na bok ten OT. Przyjrzyjmy się kolbie:
Ta pierwsza część odkręca się od głównego korpusu obudowy rączki i tak naprawdę niczemu nie służy - ot po prostu jest, a że dalej jest już tylko grot - na ten element naciągnięta zastała tuleja gumowa polepszająca chwyt.
Korpus właściwy skrywa w swoim wnętrzu styki kontaktów łączących grzałkę ze stacją, oraz wspomniany już wcześniej czujnik wstrząsowy (mało widoczny bo nie dość, że czarny to schowany pod przewodami):
Kabel Mocowany opaską do części ze stykami (jak widać chińczyk się nie postarał i zamiast zacisnąć opaskę na części kabla z izolacją ... no. Nie wyszło...)
Z korpusu kabel wyprowadzony jest przez gumową odgiętkę zapobiegającą "łamaniu się " kabla i to w zasadzie wszystko.
Znacznie ciekawiej jest we wnętrzu stacji:
Po odkręceniu kilku wkrętów możemy dostać się do dodatkowego (właściwy jest w gnieździe sieciowym) bezpiecznika - część panela czołowego jest na przewodach.
Dużo więcej nie zobaczymy:
Ot - typowy zasilacz impulsowy. Co ciekawe - nie widać żeby kontakt PE z gniazda sieciowego miał jakieś połączenie z obudową...
Może coś się wyjaśni po odkręceniu panela czołowego?
... Hmmm... no niestety... Czyli wyszło szydło z worka i rozwiązała się tajemnica braku gniazda do maty i opaski antystatycznej - skoro obudowa nie jest "umasiona" to i gniazdo by nie było...chyba, żeby kolejnym przewodem połączyć konektor PE z samym gniazdem; no, ale to kolejne koszty i kłopot. A że chińczyk oszczędny jest...
Sam zasilacz - jak już pisałem - to typowy zasilacz impulsowy, tyle że o stosunkowo dużej mocy (też wspomniałem - 120W) i dość "sztywny" - z tego co sprawdziłem niezależnie od tego czy aktualnie podaje napięcie na grzałkę czy nie, napięcie wyjściowe wynosi 24V. Oczywiście mierzone na gnieździe wyjściowym zasilacza - sama grzałka zasilana jest cyklicznie więc miernik miałby problem z poprawnym pomiarem.
Panel czołowy to "serce" całej stacji - na nim znajduje się wcześniej wspominany procesorek i ogólnie cała elektronika potrzebna do sterowania grzałką, pomiaru temperatury i oczywiście sterowania wyświetlacza. Do aluminiowej ścianki czołowej dokręcone są gniazdo wyjściowe i encoder, a płytka elektroniki trzyma się właśnie na nich. Wyświetlacz umieszczony jest w wyfrezowanym wgłębieniu a od przedniej strony chroniony jest okienkiem z pleksi. Pod względem konstrukcyjnym takie rozwiązanie mocowania płytki jest dopuszczalne - płytka ma niewielką masę i nie ma możliwości by (np. od wstrząsów) się z tych lutowanych mocowań urwała.
Ponieważ zastosowany w grotach układ grzałka-czujnik temperatury ma w zależności od konkretnego egzemplarza różne wartości rezystancji czujnika, dla zachowania dokładności wskazań procesor ma w sobie dodatkowe opcje - zapisania konkretnych egzemplarzy grotów i wywołania z pamięci konkretnego za pomocą encodera - sprawdzałem - wybór grota TROCHĘ czasu zajmuje, więc zaleta polegająca na możliwości szybkiej wymiany grota (nie trzeba jak w kolbach 900'ek odkręcać nakrętki zdejmować tulejki, wymienić sam grot założyć tuleję z nakrętką i dokręcić) przestaje być tak wielka... Ponieważ grotów może być (i przeważnie musi - nie wyobrażam sobie lutowania wszystkiego jednym grotem) co najmniej kilka każdy z nich musimy też najpierw wprowadzić do pamięci, skalibrować (potrzebny jest specjalistyczny przyrząd do pomiaru temperatury grota - (firma nie zaleca korzystania z miernika uniwersalnego i sondy z termoparą) - poprawna kalibracja wymaga czasu, a zapamiętanie wyników dodatkowego zasilania pamięci baterią - potrzebne stało się ogniwo; widoczne na zdjęciach panela czołowego.
Płyta zasilacza wsuwana jest w prowadnice dolnej części obudowy (obudowa to profil z Al) i poza lutami jej do gniazda zasilania nie ma żadnego innego mocowania.
Po zdjęciu górnej części obudowy wygląda to tak:
Zwyczajowo na koniec kilka chwil pokazujących moje pierwsze zabawy ze stacją - można w czasie rzeczywistym przekonać się jak szybko grot nagrzewa się do temperatury pracy (temperatura początkowa to 21*C - typowa temperatura pokoju mieszkalnego).
Szuranie w tle to robota mojego kota Pieszczocha. Koniecznie chciał sprawdzić czy pudło kartonowe do którego wlazł ma może drugie dno...
Podsumowując...
Po tych kilku godzinach zapoznawania się ze stacją dochodzę do wniosku, że ma swój niezaprzeczalny potencjał, jednak osobiście wybrałbym model z inną ("płytszą") rączką, i ze zdecydowanie prostszym sterowaniem - wyświetlacz i wszystkie informacje jaki pokazuje nie są mi absolutnie niezbędne - temperaturę grota i tak zawsze ustawiam " na czuja" (mimo, ze w swojej obecnej stacji używanej od ponad 10 lat już są wyświetlacze wskazujące temperaturę), a te dwie dodatkowe sekundy potrzebne na ew. zmianę ustawionej potencjometrem temperatury mnie nie zbawią. Nawet zamówiłem już sobie panel plus kolbę z kilkoma dodatkowymi grotami na początek - jak znajdę czas i ochotę - może zdecyduję się na wymianę części sterującej w swojej aktualnej stacji i wymienię kolbę na tę od T12. Czemu jednak się zastanawiam nad wymianą mimo tego co pisałem na początku? Jeden powód mnie przekonał - a mianowicie ta minimalna rezystancja termiczna grzałka - grot. W audio dość często zdarza się lutowanie kołków mocujących radiator, czy ekrany z blachy cynowanej, a w takim wypadku (duża powierzchnia i masa cieplna lutowanych elementów) przyda się ten zapas mocy.
Natomiast jak na razie nie widzę aż tak wielkiej zalety w szybkim nagrzewaniu się po włączeniu czy szybkiej wymianie grotów - te ostatnie może i da się wymienić, ale bywa że nie jest to wcale takie proste - mimo reklam w sieci grot przy wyjściu z rączki (tej "długiej" - być może w innej mniej) nagrzewa się na tyle silnie, ze ręką nie można go złapać a (tu możliwe, że to z winy niedużego "przebiegu" stacji) kontakty w rączce na tyle solidnie trzymają grot, że potrzebne są sprawne ręce i dodatkowo albo kombinerki (do trzymania grota) albo kilka minut czasu potrzebne na schłodzenie grota i wyciąganie go ręcznie.
Z ostatniej chwili - właśnie dostałem informację od właściciela stacji, że dołącziona do zestawu była silikonowa "łatka" która umożliwiała (jak rękawica kuchenna wyjmowanie ciasta z piekarnika) wyciągnięcie grota z uchwytu. To dobrze, ale nadal pozostaje kwestia spranych rąk potrzebnych do tej czynności.
Przepraszam że po raz kolejny o tym piszę, ale wiem, że wśród elektroników (bez względu na staż) można spotkać osoby niepełnosprawne - do których i ja się od jakiegoś czasu zaliczam. Ich problemy (powinienem napisać raczej "Nasze problemy") są - o czym sam się przekonuję coraz dotkliwiej - nieuwzględniane przez producentów - nie tylko sprzętu lutowniczego, ale i urządzeń PU. Co prawda myślę, że kłopot z grotem dotyczy tylko tego konkretnego egzemplarza (może po czasie uchwyt się "wyrobi" i nie będzie problemu), nie mniej jednak chciałbym zauważyć, że czasem na pozór drobiazgi uniemożliwiają NAM (niepełnosprawnym) rozwijanie swoich zainteresowań. czy wręcz codziennego życia...
W tym konkretnym egzemplarzu nie wyobrażam sobie wyciąganie grota nawet przez specjalne wycięcia w podstawce lutownicy - musiała by być przykręcona do blatu stołu...
Tyle ode mnie o T 12 w tym konkretnym wykonaniu. Możliwe że inne (w tym pierwowzór) są bardziej dopracowane i przez to bardziej ergonomiczne. Tego nie wiem. Jeśli ktoś z Kolegów (i oczywiście Koleżanek!) jest w pousiadaniu innego wykonania T 12 lub o innych właściwościach niż opisana w tym artykule - chętnie poznam Wasze opinie o swoim sprzęcie.
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
