Jak w temacie — nic odkrywczego, ale niezwykle przydatne narzędzie — zwłaszcza dla początkującego adepta elektroniki.
Układ w zasadzie zakupił mój Kolega (znany już z innych moich artykułów) na zasadzie "Zawsze chciałem taki mieć" (a nigdy nie chciało mi się go lutować...
Przekazał więc mi ten zestaw części i płytkę zakupione w AliExpress jakiś czas temu.
Ponieważ dla mnie wszelkie tego typu (niesiłowe) prace angażujące mięśnie i stawy dłoni, są niezwykle wskazane (rodzaj rehabilitacji ruchowej) - ochoczo zabrałem się do pracy:
W skrócie: Samo przygotowanie do lutowania (sprawdzanie elementów, rozdzielenie rezystorów itp.) wraz z lutowaniem aż do podłączenia zasilania to kilka godzin przyjemnego "dłubania" (jak to moja Żona określa) z lutownicą w ręku.
Płytka jest pokryta soldermaską
...co bardzo ułatwia lutowanie (nie pozwala na wykonanie zwarć między ścieżkami a padami), a ilość elementów wymagających lutowania jest spora.
- przy czym tylko rezystory mają tylko dwa pady — każdy początkujący adept "Trudnej sztuki lutowania" powinien mieć czas by w dostatecznym stopniu opanować tę sztukę.
A ponieważ nie jest to bezsensowne lutowanie drucików, a w efekcie mamy nadzieję na uzyskanie działającego zegara elektronicznego... jest doping, by się przyłożyć.
Dlatego też z czystym sumieniem mogę polecić ten zestaw wszystkim tym, którzy dopiero zaczynają i ZDAJĄ SOBIE SPRAWĘ z niedostatecznych umiejętności w zakresie lutowania. Wiem, do własnych niedociągnięć przyznać się najtrudniej, ale gwarantuję, że po zlutowaniu tego zegara na pewno umiejętność lutowania nie będzie mniejsza...
Wróćmy do samego układu;
Jak widać wszystko w nim jest robione "na piechotę" - żadnych procesorów, specjalizowanych układów o ogromnej skali integracji - nic z tych rzeczy. Dzięki temu (i korzystając przy okazji z data scheet'ów użytych układów) można sobie prześledzić połączenia i na tej podstawie dojść do istoty działania takiego układu.
Zegarek robiony w technologii z lat 70-80 i dziś ma więc rację bytu — chociażby jako pomoc naukowa.
Warto zwrócić uwagę na układy sterujące samymi segmentowymi wyświetlaczami LED — to była jedna z pierwszych oznak pojawiania się specjalizowanych układów scalonych — opracowywanych specjalnie w jakimś konkretnym celu : w tym wypadku do sterowania zunifikowanymi wyświetlaczami 7 segmentowymi LED.
Można (z przymrożeniem oka) powiedzieć, że to był pierwszy krok do współczesnych i znanych dziś procesorów.
W każdym razie — jeśli ktoś zainteresowany "jak to się robiło" - jest to dobry przykład do rozważań i analiz.
Sam zegar jest stosunkowo prosty — generator stabilizowany kwarcem, kilka dzielników, by uzyskać potrzebne częstotliwości impulsów, dekoder/sterownik wyświetlaczy i same wyświetlacze — proste prawda? I CO CIEKAWE — DZIAŁA... Mało tego działa w miarę dokładnie (tu wiele już zależy od tego, na jaki egzemplarz kwarcu się trafi — jak bardzo deklarowana częstotliwość jego drgań będzie się zgadzać z rzeczywistością). Akurat w tym konkretnym egzemplarzu źle nie było. A gdyby nawet i ktoś chciałby się pobawić w uzyskanie jeszcze większej dokładności wskazań — można. Ostatecznie w ten właśnie sposób były regulowane pierwsze układy zegarkowe — począwszy od tych naręcznych z wyświetlaczem LED i nieco późniejszych (ale za to o wiele oszczędniejszych w eksploatacji) zegarków MONTANA czy innych z wyświetlaczem LCD. Jaki to sposób? A to już pozostawiam Koleżankom i Kolegom — jako "zadanie domowe" (póki jeszcze są).
Co do samego tytułowego zegarka — działa "od kopa" czyli od pierwszego podania zasilania. Oczywiście pod warunkiem niepopełnienia błędów w montażu i braku zimnych lutów — No właśnie — uwaga dla początkujących Kolegów (i Koleżanek oczywiście) - warto sprawdzić przedtem, czy np. układ nie jest wsadzony w podstawkę odwrotnie (znaczek na PCB winien odpowiadać wycięciu w obudowie układu scalonego), czy podczas wciskania w podstawkę jakaś nóżka się nam nie podgięła pod układ, zamiast wleźć w styk podstawki (przyznam się, że i mnie się zdarza tak czasem udaje), czy nie porobiliśmy "zimnych lutów" itp. itd... Dokładność w zabawie z elektroniką zawsze jest ważna, więc warto już od podstaw zwracać na to uwagę; Na pewno nie zaszkodzi, a może pozwolić na uniknięcie rozczarowań czy nawet uszkodzeń w składanych urządzeniach.
W każdym razie dotrwaliśmy do momentu, gdy wszystkie elementy są już wlutowane w swoje miejsca, luty poprawne, nic niezamienione i można podłączyć zasilanie... Tu zawsze warto też sprawdzić, jakie jest wymagane napięcie dla danego układu; zmienne, czy stałe, a jak stałe to o jakiej wartości jakiej polaryzacji — nie każdy układ jest zabezpieczony przed odwrotnym zasilaniem czy zbyt dużym napięciem wejściowym. Jak wcześniej wspomniałem — dokładność, precyzja — to procentuje.
No nic. W moim wypadku sprawdziłem, było wszystko dobrze, mogłem więc podłączyć zasilanie i sprawdzić (wreszcie!...) CZY DZIAŁA....
DZIAŁA!
Przy okazji — można podejrzeć, w jaki sposób ustawia się właściwy czas — minuty i godziny. Przełączenie przełącznika w tryb "praca" powoduje rozpoczęcie odliczania czasu od ustawionej wartości, można więc uzyskać dokładność co do sekundy...
Na koniec wymiary:
Malutki to on nie jest, ale i dobrze; przynajmniej łatwo odczytać czas, a dla ciekawskich umożliwia podszkolenie się w możliwościach i zastosowaniu układów scalonych — niby sprzed wieku, ale nadal użytecznych... może w jakimś DIY? Warto wiedzieć, chociażby z ciekawości "jak się to robi"...
A propo's ostatniego zdania; producent zestawu zadał sobie trud i dodał do aukcji opis:
Pozdrawiam i życzę sukcesów.
Fajne? Ranking DIY
