Jest to ładowarka akumulatorów — w moim wypadku Li-Ion 18650, których mi się trochę nazbierało i postanowiłem zrobić z nimi wreszcie porządek. Niniejszy artykuł przybliży ładowarkę do akumulatorów tego typu, która zwraca uwagę nie tylko swoimi funkcjami, ale, co ciekawe solidnym wykonaniem.
Pierwsze wrażenie po wyjęciu z pudełka — zaskoczenie. Zaskoczenie jakością tworzywa — trochę najróżniejszych gadżetów z chin już w ręku miałem i mogę powiedzieć, że to jeden z nielicznych, który od pierwszych chwil sprawił wrażenie porządnego. Ogólnie biorąc nie tylko sama jakość tworzywa, ale i sama bryła urządzenia sprawia wrażenie bardzo pozytywne; przemyślana konstrukcja bez zbędnych wodotrysków z czytelnym wyświetlaczem i intuicyjną obsługą — No po prostu, zanim jeszcze zaaplikowałem pierwsze ogniwo do niej, już mi się spodobała.
Wraz z ładowarką otrzymujemy zasilacz 5V z wyjściem 2 A na kabelek USB i wspomniany kabelek:
Mimo pudełka (sztywna tektura) ładowarka i zasilacz owinięte dodatkowo cieniutką gąbeczką — niby nic, a sprawia pozytywne wrażenie dbałości o produkt.
Jak pisałem — obsługa, czyli ustawienie prądu, jakim ma być ładowane ogniwo, i napięcie znamionowe ogniwa ustawiamy pojedynczym (dla każdego akumulatora oddzielnie) przyciskiem ponad gniazdem na ogniwo, po załadowaniu ogniwa. Częściowo ładowarka jest ... automatyczna? (nie bardzo wiem, jak to określić) -tak jakby potrafi podpowiedzieć, z jakim ogniwem mamy do czynienia i zasugerować napięcie i prąd (może jest to normalny cykl pracy, ale takie wrażenie robi jakby ogniwo, było rozpoznawane). W każdym razie prócz 18650 może ładować też i inne ogniwa a wszystko to jest opisane w instrukcji i na stronie sprzedającego:
O ile zamieszona instrukcja jest w języku chińskim i angielskim, to opis na stronie już "po przejściu" przez translator — można jednak wiele zrozumieć bez większego problemu. Zamieszczam tylko co ciekawsze fragmenty dotyczące samych parametrów — resztę proszę odszukać samodzielnie. Proszę jednak o zachowanie rezerwy co do podawanych parametrów - nie jest tajemnicą że w wielu wypadkach podawane dane albo dotyczą innego modeli, albo innego wykonania a nawet zupełnie innego sprzętu...
Oczywiście — nie byłbym sobą, gdybym natychmiast nie zajrzał do wnętrza.
Obudowa skręcona z dwóch części na sześć (!) plastowkrętów. Wewnątrz porządek i wyrafinowanie.
Dwie śrubki później można obejrzeć to, co ciekawsze; stronę elementów i sam wyświetlacz:
Jak widać (niewiele niestety...) ładowarka jest oparta o specjalizowane układy umożliwiające ustawienie prądu ładowania aż do 1A - co dla takiego maleństwa (a i większość ogniw nie potrzebuje większego prądu) jest wystarczające. Prócz ogniw Li-Ion można też ładować ogniwa inne — np. litowo żelazowe i to w kilku wielkościach (największa to 21650, o ile się nie mylę) - i dla każdego z nich (a to już wynika z obserwacji ładowarki podczas ładowania) dedykowany jest sposób ładowania zgodny z wymaganiami.
Oczywiście nie zamieszczę tu zdjęć wszystkich ładowanych ogniw, jakie przez tydzień zabawy z ładowarką ładowałem (i rozładowywałem dla sprawdzenia ich kondycji — ale o tym w innym temacie), ale dwa przypadkowe pierwsze doznały zaszczytu pokazania się w tym wątku:
Po tych kilkunastu pierwszych można zaobserwować zależność pomiędzy zachowaniem się napięcia na ładowanym akumulatorze a kondycją tegoż.
Po tym tygodniu można już podczas pierwszej minuty zorientować się, z czym mamy do czynienia czy akumulator nadaje się tylko do utylizacji, czy jednak coś z niego będzie. Akumulator z tej pierwszej grupy ładuje się bardzo szybko do wartości zbliżonej do max. i zmiany napięcia nagle się zatrzymują. Po jakimś czasie (zależnym między innymi od pojemności i stanu wyeksploatowania) zaczyna się nagrzewać i tak pozostaje przez długi czas aż do informacji na wyświetlaczu po zakończeniu procesu. Ogniwa dobrej kondycji ładują się bardziej "spokojnie" - napięcie na nich rośnie stosunkowo powoli, nie grzeją się (co najwyżej pozostają lekko ciepłe w przedostanie fazie ładowania) a od napięcia ok. 4,1V do 4,2V (napięcie odcięcia ładowania dla 18650) pozostają już tylko z napięciem "podtrzymującym" (faza CV) nawet przez dwie godziny (to już zależy od pojemności ogniwa — im większa pojemność, tym dłużej).
Biorąc pod uwagę moje (jeszcze niedoskonałe mimu kilkudziesięciu naładowanych akumulatorów) obserwacje i doświadczenia można powiedzieć, z ładowarka jest całkowicie bezpieczna — nawet gdy mamy do czynienia z akumulatorem zużytym i nagrzewającym się — nie było możliwości, by stało się coś złego — sama ładowarka nagrzewała się (dla 2x1A ustawionego prądu!) niespecjalnie — można powiedzieć, ze była co najwyżej ciepła, a ładowane akumulatory nigdy nie osiągnęły temperatury powyżej 38-40°C.
Poniżej zamieszczam kilka filmików z moich doświadczeń z pierwszą parą ładowanych ogniw — można się zorientować, że obsługa naprawdę jest niezwykle prosta i intuicyjna. Podczas ładowania możemy podejrzeć (klikając przynależnym do ładowanego ogniwa przyciskiem) w każdej chwili, jaka ilość energii została "wpompowana" do ogniwa (w mAh) czas ładowania oraz — bez żadnych dodatkowych kliknięć — aktualne napięcie na samym ogniwie.
Jeżeli w ładowarce znajduje się tylko jedno ogniwo — nie można (co logiczne) nic podejrzeć na tej celi.
I koniec ładowania:
Zdaję sobie sprawę, że moje doświadczenia są zbyt skromne, by mieć dokładniejszą opinię o tej ładowarce, niemniej jednak aktualnie jestem bardzo zadowolony z zakupu i mogę polecić ten sprzęcik każdemu, kto stoi przed wyborem podobnego urządzonka.
Byłbym zapomniał — wymiary ładowarki:
Jak na możliwości — naprawdę niewielka.
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY