Dobry wieczór,
czy ktoś z Was mógłby poradzić cokolwiek w następującym problemie.
W dniu dzisiejszym wziąłem się za po zimowe odpalenie auta. Oczywiście akumulator zdechł.
Podłączam kable rozruchowe z drugiego samochodu i próbuje odpalić Citroena. Udaje się, chodził kilkanaście minut po czym kilkunasto kilometrowa przejażdżka a następnie powrót do domu.
Następny ranek sytuacja niestety się powtarza, w Citroenie akumulator padnięty, powtarzam kroki z dnia poprzedniego i tu niespodzianka. Przekręcam kluczyk w stacyjce, zapalają się kontrolki po czym po próbie zapłonu auto zdycha pomimo ciągle podłączonych kabli rozruchowych. Tak jakby odcinało napięcie.
Po odpięciu jednego zacisku i ponownym przyłożeniu go do klemy akumulatora jest już brak iskry.
Pytanie brzmi - akumulator jest tak bardzo rozładowany i trzeba go traktować prostownikiem ? Za krótkie podladowanie z kabli?
Martwi mnie fakt iż przy pierwszej próbie samochód zapalił pomimo kilkumiesięcznego postoju, a następnego dnia po przejechaniu kilkunastu km już nie.
czy ktoś z Was mógłby poradzić cokolwiek w następującym problemie.
W dniu dzisiejszym wziąłem się za po zimowe odpalenie auta. Oczywiście akumulator zdechł.
Podłączam kable rozruchowe z drugiego samochodu i próbuje odpalić Citroena. Udaje się, chodził kilkanaście minut po czym kilkunasto kilometrowa przejażdżka a następnie powrót do domu.
Następny ranek sytuacja niestety się powtarza, w Citroenie akumulator padnięty, powtarzam kroki z dnia poprzedniego i tu niespodzianka. Przekręcam kluczyk w stacyjce, zapalają się kontrolki po czym po próbie zapłonu auto zdycha pomimo ciągle podłączonych kabli rozruchowych. Tak jakby odcinało napięcie.
Po odpięciu jednego zacisku i ponownym przyłożeniu go do klemy akumulatora jest już brak iskry.
Pytanie brzmi - akumulator jest tak bardzo rozładowany i trzeba go traktować prostownikiem ? Za krótkie podladowanie z kabli?
Martwi mnie fakt iż przy pierwszej próbie samochód zapalił pomimo kilkumiesięcznego postoju, a następnego dnia po przejechaniu kilkunastu km już nie.