W niniejszym artykule przedstawię dwa narzędzia, które mogą stać się niezastąpionymi towarzyszami każdej osoby zajmującej się elektroniką amatorską. Pierwszym z nich są szczypce do zdejmowania i zakładania pierścieni Segera, które dzięki swojej konstrukcji ułatwiają pracę z tymi niewielkimi, ale kłopotliwymi elementami. Drugim jest elektroniczny minutnik, który, choć często kojarzony z kuchnią, okazuje się być niezwykle przydatnym narzędziem w bardziej precyzyjnych procesach elektronicznych. Zapraszamy do lektury i bliższego zapoznania się z tymi narzędziami, które mogą znacznie usprawnić Waszą pracę.
Rozpocznę od prezentacji maleńkich (bo to w elektronice amatorskiej — serwisach — nie są raczej spotykane duże pierścienie osadcze) szczypiec do zdejmowania/zakładania pierścieni Segera zwanych czasem "osadczymi".
Pierścienie takie mają formę niezamkniętej płaskiej obręczy z dwoma otworami (właśnie dla umożliwienia założenia czy zdjęcia pierścienia) na krańcach. Zdejmowanie czy zakładanie takiego pierścienia bywa niezwykle trudne, jeśli nie mamy odpowiednich narzędzi — jak wspomniałem w swojej praktyce kosodrzewiowi z takimi pierścieniami spotkałem się zaledwie kilkukrotnie, jednak do dziś pamiętam ile kłopotu wywołało ich wydłubanie (a potem założenie — chociaż ta czynność jest łatwiejsza) i gdy znalazłem narzędzie, które nie dość, że odpowiednie wielkością na dodatek jest tanie... natychmiast zamówiłem i dziś chcę je zaprezentować.
Blistry z tytułowymi narzędziami już były wyżej (Fotka znaczy), a tu co znajduje się na kartonikach z tyłu.
Nabyłem dwie sztuki — do pierścieni wewnętrznych (to te, które po naciśnięciu rączek ściskają szczęki z "pazurkami" na końcach) oraz do pierścieni zewnętrznych (do nich są przystosowane te drugie — z rozszerzającymi się szczękami).
Pazurki umieszczamy w otworach pierścienia w zależności od jego rodzaju (zewnętrzny lub wewnętrzny) naciskamy lekko rączki narzędzia, pierścień się rozszerza/kurczy i dzięki temu jego umieszczenie w rowku osadczym jest znacznie (!!!) ułatwione. Owszem. Można (gdy nie ma innego wyjścia) posługiwać się odpowiednio cienkimi na końcach szczypcami o stożkowatych szczękach, ale... ale przeważnie końce takich szczypiec są zbyt grube (do pierścieni o małych średnicach — a takie najczęstszej możemy spotkać w praktyce amatorskiej), a ponadto utrzymanie pierścienia na takich szczypcach sprawia wiele zabawy... a raczej przysparza wiele nerwów — najczęściej pierścień spada lub (co gorsza) wystrzeliwuje ze szczypiec i mamy potem problem (z jego odszukaniem)....
Myślę, że za takie pieniądze warto oszczędzić sobie takich zabaw.
Tyle w kwestii usprawiedliwienia zakupu. A czy narzędzia będą przydatne — doceni każdy, kto ich chociaż raz użyje.
Kolejne narzędzie to drobiazg najczęściej potrzebny w... kuchni.
Minutnik elektroniczny, bo o nim mowa nam elektronikom/dłubaczom swoje DiY przydaje się również — chociażby jako czasomierz do ścisłego określenia czasu naświetlenia folii UV (podczas produkcji płytek), czy nadzorowania czasu innych procesów, przy których ważne jest czy zastopujemy proces po 5, czy 15 minutach.
Minutnik jest poza tym po prostu ładny (wiem, kwestia gustu — mnie w każdym razie podoba się bardzo). Posiada wbudowany akumulator Li-Ion pozwalający na naprawdę długą pracę, możliwość ustawienia czasu włączenia sygnału alarmu (buzerek), przy czym w prosty sposób pokazuje ile czasu zostało czy też ile ustawiamy przed włączeniem odmierzania minut. A wszystko to na sporym wyświetlaczu (kolorowym) LED.
Zacznijmy od początku:
Minutnik dotarł (jak zwykle) jako "część większej całości" zapakowany w oryginalne kartonowe pudełko, wewnątrz którego znajdziemy prócz samego minutnika kabelek do ładowania, i instrukcję.
Jak zwykle wypada zacząć od naładowania akumulatora. Gniazdo ładowania, jak i wyłącznik zasilania minutnika (przy włączonym ekran świeci, nawet gdy zakończył odmierzanie czasu) znajduje się z tyłu — przy czym gniazdo USB za silikonową zaślepką:
Samo ładowanie sygnalizuje typowo światło diody LED — czerwone (ładowanie w trakcie) i zielone (akumulator w pełni naładowany).
Ładowanie skończone (dość długo — ok. 45 min w moim wypadku) można włączyć minutnik.
I teraz — ustawienie wymaganego czasu — poprzez przekręcenie gałeczki na górnej części obudowy, włączenie i pauza — przycisk po prawej stronie górnej części. Kolejne naciśnięcie pauzy powoduje wznowienie odliczania czasu (nie uwzględniając czasu włączenia pauzy). Stopu jako takiego nie ma — w zamian za to mamy sygnał alarmu i ewentualnie wyłącznik z tyłu.
Po lewej stronie pokrętła ustawiania czasu znajduje się jeszcze drugi przycisk, którym możemy ustawić tryby sygnalizacji zakończenia odmierzania czasu — głośny, cichszy, wyłączony. Ten trzeci tryb wbrew pozorom ma uzasadnienie — nie hałasuje a czas, jaki pozostał do końca możemy odczytać na wyświetlaczu: W dodatku na dwa sposoby: Pierwszy to czerwone kreski oznaczające minuty, które pokazują wartość ustawionego czasu i czasu, jaki pozostał do odmierzenia (ich ilość co minutę zmniejsza się o jeden). Dodatkowo w centrum wyświetlacza mamy "klasyczny" czas w postaci cyferek. Tak jak w wypadku kresek, tak i tu wyświetlany jest ustawiony i pozostały do końca czas. Przy zakończeniu czasu cyferki migają w odróżnieniu od pauzy — wówczas jedynie pokazują czas, jaki pozostał. Rożnica pomiędzy wyświetlaczem "graficznym" a "cyferkowym" polega na tym, że ten drugi pokazuje także sekundy.
Ponieważ minutnik (jak wspomniałem wcześniej) jest nieodzowny w kuchni, Żona mi go zarekwirowała, a konkretnie zapowiedziała, że mi ... z ... jak coś rozkręcę i z tego powodu nie będzie fotek z wnętrza, A szkoda, bo sam chętnie bym popatrzył. Na razie (to znaczy, dopóki się nie nadarzy okazja
) zadowolić się przyszło tym, co powyżej napisałem. Obiecuję, że gdy okazja się trafi — postaram się pokazać wnętrze.
W każdym razie już kilkukrotnie używałem podczas produkcji PCB (czas nagrzewania płytki przy termotransferze) i powiem Wam, że sprawdził się bardzo fajnie — ze względu na buzerek i określenie czasu kreskami — jedno spojrzenie i wiem ile mam czasu do wyłączenia grzania i z daleka słychać, gdy czas się skończy. Np i do jajek na miękko — idealna sprawa: Wreszcie za każdym razem jest takie jak lubię — nie za rzadkie i nie za bardzo ugotowane.
Dodatkowym plusem minutnika jest wyposażenie go w paski magnetyczne przyklejone do tylnej ścianki — dzięki temu nie ma problemu z szukaniem — ot wisi sobie na lodówce wraz z innymi magnesami...
Mam nadzieję, ze w tym artykule znajdziecie coś, czego szukaliście, ale nie wiedzieliście, czy warto.
Moim zdaniem — warto. Co do ściągaczy pierścieni Segera zdaję sobie sprawę, z to dla ciutkę bardziej zaawansowanych, natomiast jeśli o minutnik chodzi... jak nawet nie dla siebie, to zawsze się znajdzie ktoś, kto chętnie sobie przywłaszczy... Może w podzięce jakieś ciasto się nam trafi?
Pozdrawiam.
Rozpocznę od prezentacji maleńkich (bo to w elektronice amatorskiej — serwisach — nie są raczej spotykane duże pierścienie osadcze) szczypiec do zdejmowania/zakładania pierścieni Segera zwanych czasem "osadczymi".
Pierścienie takie mają formę niezamkniętej płaskiej obręczy z dwoma otworami (właśnie dla umożliwienia założenia czy zdjęcia pierścienia) na krańcach. Zdejmowanie czy zakładanie takiego pierścienia bywa niezwykle trudne, jeśli nie mamy odpowiednich narzędzi — jak wspomniałem w swojej praktyce kosodrzewiowi z takimi pierścieniami spotkałem się zaledwie kilkukrotnie, jednak do dziś pamiętam ile kłopotu wywołało ich wydłubanie (a potem założenie — chociaż ta czynność jest łatwiejsza) i gdy znalazłem narzędzie, które nie dość, że odpowiednie wielkością na dodatek jest tanie... natychmiast zamówiłem i dziś chcę je zaprezentować.
Blistry z tytułowymi narzędziami już były wyżej (Fotka znaczy), a tu co znajduje się na kartonikach z tyłu.
Nabyłem dwie sztuki — do pierścieni wewnętrznych (to te, które po naciśnięciu rączek ściskają szczęki z "pazurkami" na końcach) oraz do pierścieni zewnętrznych (do nich są przystosowane te drugie — z rozszerzającymi się szczękami).
Pazurki umieszczamy w otworach pierścienia w zależności od jego rodzaju (zewnętrzny lub wewnętrzny) naciskamy lekko rączki narzędzia, pierścień się rozszerza/kurczy i dzięki temu jego umieszczenie w rowku osadczym jest znacznie (!!!) ułatwione. Owszem. Można (gdy nie ma innego wyjścia) posługiwać się odpowiednio cienkimi na końcach szczypcami o stożkowatych szczękach, ale... ale przeważnie końce takich szczypiec są zbyt grube (do pierścieni o małych średnicach — a takie najczęstszej możemy spotkać w praktyce amatorskiej), a ponadto utrzymanie pierścienia na takich szczypcach sprawia wiele zabawy... a raczej przysparza wiele nerwów — najczęściej pierścień spada lub (co gorsza) wystrzeliwuje ze szczypiec i mamy potem problem (z jego odszukaniem)....
Myślę, że za takie pieniądze warto oszczędzić sobie takich zabaw.
Tyle w kwestii usprawiedliwienia zakupu. A czy narzędzia będą przydatne — doceni każdy, kto ich chociaż raz użyje.
Kolejne narzędzie to drobiazg najczęściej potrzebny w... kuchni.
Minutnik elektroniczny, bo o nim mowa nam elektronikom/dłubaczom swoje DiY przydaje się również — chociażby jako czasomierz do ścisłego określenia czasu naświetlenia folii UV (podczas produkcji płytek), czy nadzorowania czasu innych procesów, przy których ważne jest czy zastopujemy proces po 5, czy 15 minutach.
Minutnik jest poza tym po prostu ładny (wiem, kwestia gustu — mnie w każdym razie podoba się bardzo). Posiada wbudowany akumulator Li-Ion pozwalający na naprawdę długą pracę, możliwość ustawienia czasu włączenia sygnału alarmu (buzerek), przy czym w prosty sposób pokazuje ile czasu zostało czy też ile ustawiamy przed włączeniem odmierzania minut. A wszystko to na sporym wyświetlaczu (kolorowym) LED.
Zacznijmy od początku:
Minutnik dotarł (jak zwykle) jako "część większej całości" zapakowany w oryginalne kartonowe pudełko, wewnątrz którego znajdziemy prócz samego minutnika kabelek do ładowania, i instrukcję.
Jak zwykle wypada zacząć od naładowania akumulatora. Gniazdo ładowania, jak i wyłącznik zasilania minutnika (przy włączonym ekran świeci, nawet gdy zakończył odmierzanie czasu) znajduje się z tyłu — przy czym gniazdo USB za silikonową zaślepką:
Samo ładowanie sygnalizuje typowo światło diody LED — czerwone (ładowanie w trakcie) i zielone (akumulator w pełni naładowany).
Ładowanie skończone (dość długo — ok. 45 min w moim wypadku) można włączyć minutnik.
I teraz — ustawienie wymaganego czasu — poprzez przekręcenie gałeczki na górnej części obudowy, włączenie i pauza — przycisk po prawej stronie górnej części. Kolejne naciśnięcie pauzy powoduje wznowienie odliczania czasu (nie uwzględniając czasu włączenia pauzy). Stopu jako takiego nie ma — w zamian za to mamy sygnał alarmu i ewentualnie wyłącznik z tyłu.
Po lewej stronie pokrętła ustawiania czasu znajduje się jeszcze drugi przycisk, którym możemy ustawić tryby sygnalizacji zakończenia odmierzania czasu — głośny, cichszy, wyłączony. Ten trzeci tryb wbrew pozorom ma uzasadnienie — nie hałasuje a czas, jaki pozostał do końca możemy odczytać na wyświetlaczu: W dodatku na dwa sposoby: Pierwszy to czerwone kreski oznaczające minuty, które pokazują wartość ustawionego czasu i czasu, jaki pozostał do odmierzenia (ich ilość co minutę zmniejsza się o jeden). Dodatkowo w centrum wyświetlacza mamy "klasyczny" czas w postaci cyferek. Tak jak w wypadku kresek, tak i tu wyświetlany jest ustawiony i pozostały do końca czas. Przy zakończeniu czasu cyferki migają w odróżnieniu od pauzy — wówczas jedynie pokazują czas, jaki pozostał. Rożnica pomiędzy wyświetlaczem "graficznym" a "cyferkowym" polega na tym, że ten drugi pokazuje także sekundy.
Ponieważ minutnik (jak wspomniałem wcześniej) jest nieodzowny w kuchni, Żona mi go zarekwirowała, a konkretnie zapowiedziała, że mi ... z ... jak coś rozkręcę i z tego powodu nie będzie fotek z wnętrza, A szkoda, bo sam chętnie bym popatrzył. Na razie (to znaczy, dopóki się nie nadarzy okazja
W każdym razie już kilkukrotnie używałem podczas produkcji PCB (czas nagrzewania płytki przy termotransferze) i powiem Wam, że sprawdził się bardzo fajnie — ze względu na buzerek i określenie czasu kreskami — jedno spojrzenie i wiem ile mam czasu do wyłączenia grzania i z daleka słychać, gdy czas się skończy. Np i do jajek na miękko — idealna sprawa: Wreszcie za każdym razem jest takie jak lubię — nie za rzadkie i nie za bardzo ugotowane.
Mam nadzieję, ze w tym artykule znajdziecie coś, czego szukaliście, ale nie wiedzieliście, czy warto.
Moim zdaniem — warto. Co do ściągaczy pierścieni Segera zdaję sobie sprawę, z to dla ciutkę bardziej zaawansowanych, natomiast jeśli o minutnik chodzi... jak nawet nie dla siebie, to zawsze się znajdzie ktoś, kto chętnie sobie przywłaszczy... Może w podzięce jakieś ciasto się nam trafi?
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
