Skrót IP pochodzi od "Ingress Protection" i określa poziom ochrony przed pyłem i ciałami stałymi (pierwsza cyfra, od 0 do 6) oraz przed cieczą (druga cyfra, do 9). Pokazywany tu zasilacz ma stopień ochrony IP67, co oznacza, że obudowa jest zabezpieczona przed pyłem, oraz że nie powinno mu zaszkodzić krótkotrwałe zamoczenie w wodzie (dokładniej: maks. 30 min na głębokości do 1 metra). Zobaczmy, jak taki zasilacz wygląda:
Kupiłem go za 32 zł.
W zestawie też jest instrukcja:
Z instrukcji można wyczytać, że zalecane jest zachowanie cyrkulacji powietrza wokół zasilacza. Odległość od najbliższego obiektu 5cm... w puszce, tak?
Zajrzyjmy do środka:
Raczej bez niespodzianek? Wszystko zalane tworzywem.
I tak znając życie układ jest dość ubogi, a nie chcę go psuć, więc dalej nie zajrzę.... pewnie w środku jest prosty zasilacz impulsowy w topologii flyback, znając życie bez filtrów i warystora.
Starczy może test grzania i obciążenia:
Nawet 3A da się pobrać, ale to ma być 30W przy 12V, więc zmniejszyłem obciążenie do 2.4A:
Po pół godziny pracy pod obciążeniem 2.4A:
Dość ciepło, ciekawe jak jest w środku zasilacza, jaka temperatura tranzystora kluczującego.
Podsumowanie
Zasadniczo to wnętrza nie miałem tu jak pokazać, ale może i tak kogoś zainteresowałem. Przy dużym obciążeniu zasilacz grzeje się dość mocno, ale zawsze można kupować zasilacze z odpowiednim zapasem mocy wobec tego co planujemy. Na pewno i tak pod kątem wilgoci taki zasilacz jak tu jest lepiej zabezpieczony niż typowe zasilacze w otwartej obudowie. Coś za coś, albo lepsze chłodzenie, albo lepsza izolacja.
A jakie Wy macie doświadczenia z tego typu zasilaczami? Zapraszam do komentowania.
Fajne? Ranking DIY Pomogłem? Kup mi kawę.