logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Lutownica przenośna CS-02 z akumulatorem Li-Ion 2000mAh - opinia i doświadczenia

398216 Usunięty 31 Sie 2024 13:12 1413 7
  • Bezprzewodowa lutownica na akumulator w opakowaniu


    Ostatnio na forum (między innymi i w „sklepiku”) nastała moda ( ;) ) na lutownice miniaturowe zasilane z USB. Dziś chciałbym przedstawić kolejną propozycję lutownicy przenośnej, tym razem jednak zasilanej z akumulatora.

    Poprzedni model, jaki opisywałem, był zasilany z baterii AA i jak mi się wydaje, było to jego najsłabsze ogniwo. Baterie szybko się rozładowują podczas pracy, są relatywnie kosztowne i musimy mieć ich komplet w zapasie, gdyby w najmniej oczekiwanym momencie wyzionęły ducha... ;)

    Mamy „wysyp” akumulatorów Li-Ion i jak można się dowiedzieć z ich parametrów, mają one zdecydowanie więcej zalet niż baterie. To jest: sporą pojemność, odporność na obciążanie dużym prądem (pod warunkiem dopasowania konkretnego modelu do założonych warunków obciążenia!) i — co chyba najważniejsze — możliwość ładowania z typowej ładowarki telefonicznej, czy nawet z powerbanka. W dobie „utelefonienia” nie ma chyba użytkownika, który nie miałby telefonu, a więc i ładowarki, gdzie powerbank staje się kolejnym nieodzownym „wyposażeniem” każdego elektronika i nie tylko...

    Tak więc nawet na wczasach w odludnym miejscu — oddalonym od jakiegoś sklepu z bateriami — jest możliwość pracy takiej lutownicy, a co za tym idzie: uda się nam dokonać ew. naprawy jakiegoś sprzętu zabranego ze sobą. Czasem (a zawsze tak się dzieje, gdy najbardziej jest nam potrzebne) radyjko przestaje grać, bo urwał się kabelek od koszyczka z bateriami, czy łączący głośniczek. Ogólnie rzecz biorąc, przytrafiają się wówczas usterki związane ze wstrząsami, jakimi poddawany jest sprzęt elektroniczny podczas transportu, wycieczki rowerowej czy przy podobnych okolicznościach. Ileż wówczas byśmy dali, by mieć podręczną małą i lekką (wiadomo dlaczego) lutownicę i nawet kilka centymetrów cyny. A jeszcze lepiej, gdyby sprzęt ten mógł zadziałać, gdy okaże się potrzebny...
    Takimi założeniami się kierowałem, wyszukując lutownicy „awaryjnej”/serwisowej/wyjazdowej, czy jak ją można inaczej nazwać.

    Tył opakowania lutownicy przenośnej CS-02 z instrukcją obsługi i parametrami technicznymi.

    Zawartość opakowania lutownicy bezprzewodowej


    Wybór padł na lutowniczkę z niniejszego tematu — model CS-02.

    Zalety: jak w założeniach, czyli niewielkie wymiary (długość ok. 155mm, średnica ok. 20mm), minimalny ciężar (producent podaje ok. 100g), wbudowany akumulator Li-Ion 2000mAh typu 18350, możliwość ładowania (akumulator można naładować do pełna w ok. 120 min — czas uzależniony jest przede wszystkim od wydajności prądowej ładowarki/powerbanka). Szybkie nagrzewanie i stosunkowo długi okres możliwej pracy — do ok. 60 minut bez przerwy (jest to zależne oczywiście od ustawionej mocy — przy max. czas to ok. 30 min). Możliwość ustawienia temperatury pracy w trzech „stopniach” za pomocą klawisza wciskanego odpowiednią ilość razy. To znaczy: po włączeniu (długie naciśnięcie) zapala się zielona dioda — temperatura grota po ok. 6 do 10 sek. nagrzewa się (i utrzymuje!) zakres od 330 do 350*C. Krótkie kolejne naciśnięcie — sygnalizuje niebieski kolor LED, a temperatura wzrasta do 370-400*C. Następne niedługie naciśnięcie to max. 430 do 450*C.

    Zbliżenie na przenośną lutownicę z zasilaniem akumulatorowym, model CS-02.


    Niezaprzeczalną zaletą jest tu szybkie rozgrzewanie się grota do ustawionej temperatury i jej (w miarę możliwości rzecz jasna) utrzymywanie. Dzięki temu to maleństwo naprawdę może lutować (nawet cyną bezołowiową) elementy przewlekane, czyli odbierające znacznie więcej ciepła niż SMD. Oczywiście duże pola masy mogą stanowić problem — ostatecznie max. moc, jaką może wyemitować ten sprzęt to 10W, niemniej jednak przy ustawieniu na max. temperatury i odrobinie cierpliwości da się to zrobić.

    Tyle opisu ogólnego. W artykule przedstawiam najtańszy dostępny model bez żadnego dodatkowego „ekwipunku”: lutownica z jednym grotem, kabelkiem do ładowania (typ C), zapakowana w kartonowe pudełko.

    Zestaw bezprzewodowej lutownicy z akcesoriami


    W sprzedaży dostępne są jednak zestawy z dedykowanym etui z dodatkowymi dwoma grotami (minifala i „nóż” plus typowy grot szpiczasty), miniaturową podstawką kalafonią i cyną, tak więc każdy zainteresowany może wybrać to, co mu najbardziej pasuje.


    Pisałem o koszcie — ten konkretny egzemplarz udało mi się „trafić” za jedyne 34,5 zł (na zrzucie widoczna jest cena dla „pierwszaków” — po raz pierwszy kupujących na AliExpress).

    Miniaturowa lutownica z czarną obudową i metalowym grotem na stronie AliExpress


    (Dostępne są również groty zapasowe).

    Zdjęcie produktu przenośnej lutownicy z akcesoriami na stronie sklepu internetowego


    Jednak, jak już wielokrotnie pisałem, zależy to od wielu czynników, np. lokalnych promocji czy... (i tu należy uważać!) pozbywaniu się asortymentu... „nie do końca zgodnego z opisem”. Pod tym stwierdzeniem zamieszczam towar z np. innym (mniejszej pojemności) akumulatorem, uproszczonym układem sterowania, uszkodzoną obudową itp. W większości wypadków produkt jest sprawny, tyle że może nie przepracować deklarowanego czasu bez ładowania, lub mieć np. porysowaną obudowę. Mój egzemplarz to szczęśliwie sprzęt zgodny z opisem, obudowa jest... po prostu śliczna. Jej metalową rurkę pokryto matową, miłą w dotyku czarną farbą o głębokim macie. Jedynie końcówki rurki zaślepione są plastikowymi „korkami”.

    Przenośna lutownica z akumulatorem na okrągłej macie.

    Lutownica przenośna CS-02 z odłączonym grotem na pomarańczowej podkładce


    Po naładowaniu akumulatora (towar dostarczany jest z nim/baterią posiadającymi ok. 1/3 pojemności nominalnej — wystarcza do sprawdzenia sprzętu, ale rekomenduje się (co najmniej dwa-trzy cykle) dokonać pełnego zasilenia przy zalecanej ładowarce), sprawdzałem czas nagrzewania się i wyniósł on ok. 10 sekund do momentu, gdy zaczęła się topić cyna. Temperatura po ustabilizowaniu się (nagrzaniu całej masy cieplnej grota) to kolejne kilka sekund — tak czy inaczej i tak wyszło lepiej niż w wypadku poprzednio opisywanej lutownicy na baterie. Po ustawieniu max. mocy, lutowanie odbywa się po prostu normalnie. Zarówno cyna na padach, jak i dodatkowo dostarczona topi się bez żadnego problemu w standardowym (czyli takim, jak podczas lutowania lutownicą 60W z regulacją temperatury) czasie, a lut nie ma żadnych oznak niedogrzania.





    Niestety nie miałem pod ręką żadnej płytki z polem masy na tyle dużym, by móc pokazać jak sobie radzi z takim wyzwaniem. Jednak „poza kadrem” sprawdzałem na kilku, mniejszych polach masy i jak pisałem wyżej — daje radę, o ile ustawimy max. moc i chwilę dłużej poczekamy na rozgrzanie się miedzi.

    Należy mieć świadomość, że lutownicą 10 W nie da się uzyskać idealnie takich samych efektów jak taką 60 W — to normalne. Chociażby ze względu na dużo mniejszą masę grota tej pierwszej (10W). Jednak jak wyżej wspominałem — lutowanie elementów THT nie sprawia żadnych problemów. Nie miałem jak dotychczas ani warunków, ani czasu, by sprawdzić, jak długo starcza naładowany do końca akumulator. Próby w sumie trwały ok. 20 minut, z czego samo lutowanie to ok. 8 do 10 minut (przez pozostały czas lutownica była włączona, ale nieużywana). Niemniej w ostatnich minutach nie zauważyłem żadnego znaczącego spadku temperatury, jak to było w wypadku lutownicy bateryjnej. Nie wiem, jak Oni to zrobili (być może dzięki wykorzystaniu zmiany oporności grzałki po jej rozgrzaniu), ale wychodzi na to, że naprawdę jest chociaż namiastka stabilizacji ustawionej temperatury.

    No i dla „podróżnych serwisantów” ważna sprawa — grot stygnie dość szybko, a i tak nawet bezpośrednio po zakończeniu pracy można zapakować lutownicę do „kieszeni”. Zasłania go bowiem nakręcana skuwka — nie ma więc możliwości, by się oparzyć. Nawet po pracy z max. temperaturą, lutownica chroniona jest skutecznie tą skuwką przed takim zdarzeniem.

    Na zakończenie minus — mimo konieczności dostatecznie długiego wciśnięcia klawisza, by w ogóle włączyć zasilanie i by grzałka zaczęła się grzać: JEST MOŻLIWE PRZYPADKOWE URUCHOMIENIE lutownicy, o ile nie jest ona zabezpieczona, np. odpowiednim pudełkiem czy etui. Z tego względu nie polecam przenoszenia jej w kieszeni — CHYBA ŻE ODKRĘCIMY (wystarczy 1/2 obrotu) GROT. Wówczas nawet przypadkowe włączenie zasilania nie spowoduje ryzyka zbędnego rozładowywania akumulatora — gros mocy jest bowiem pobierany przez grzałkę. Elektronika praktycznie może pracować kilka dni, zanim akumulator zostanie rozładowany i wymagane będzie jego ładowanie.

    Tak czy inaczej, jeśli jest ktoś zainteresowany wykorzystywaniem tejże w terenie = polecałbym jednak wybranie opcji z opakowaniem/etui, w takim wypadku przypadkowe włączenie lutownicy jest praktycznie nierealne. Należy też pamiętać (mimo wszystko) o możliwości naładowania akumulatora — przecież nie sposób określić, ile zajmie naprawa...

    Tyle ode mnie.
    Przypomnę raz jeszcze — nie jest to sposób na eliminację z wyposażenia stacji lutowniczej z prawdziwego zdarzenia. Opisany wyżej sprzęt jest przeznaczony do zastosowania w wypadkach, gdy użycie stacji jest z jakichś względów niemożliwe. Lutownica ta służy więc jako „awaryjna” i tak należy podchodzić do jej ew. zakupu.

    Pozdrawiam.

    Fajne? Ranking DIY
    O autorze
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    Offline 
  • #2 21211127
    sanfran
    Specjalista Sieci, Internet
    Lutownica na baterie! Ziścił jeden z żartów-wynalazków robionych „kotom” na warsztatach szkolnych - posyłanie ich po nieistniejące narzędzia. Teraz czekam na drugi - gumowe wiertło do wiercenia otworów w szybie.
  • #3 21211368
    acctr
    Poziom 37  
    Ostatnio potrzebowałem przenośnej lutownicy i myślałem nad tą opcją, ale w końcu padł wybór na gazowego dremela z uwagi na większą moc i uniwersalność.
    Pomogłem? Kup mi kawę.
  • #4 21211639
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    sanfran napisał:
    Teraz czekam na drugi - gumowe wiertło do wiercenia otworów w szybie.


    Jak się okazuje nie takie znowu nie istniejące... Sam się mocno zdziwiłem jak to maleństwo sobie radzi. Co prawda zbyt krótko ją mam by coś więcej powiedzieć o trwałości grotów czy akumulatora, ale jak dotychczas jest nieźle.
    Natomiast gumowe wiertła może nie, ale z czegoś przypominającego plastelinę miałem okazję się naciąć... Wiertło średnicy 6mm można było w palcach zwinąć jak Gustlik "szpileczkę" :) .
    acctr napisał:
    padł wybór na gazowego dremela z uwagi na większą moc i uniwersalność.
    Kolega ma taką gazową lutownicę i (co nie trudno dociec) zauważył jedną podstawową wadę takiej lutownicy; mianowicie duża ilość gorącego powietrza wokół samego grota. O ile się jeszcze sprawdza w jakichś pracach gdzie dużo miejsca wokół, to z lutowaniem np. SMD na upakowanej płytce już może być problem - np. z kondensatorami niepotrzebnie narażonych na szok termiczny. O problemach z utrzymanie lutowanego elementu nie wspominam - o ile ma się pod ręką pęsetę można zapobiec poparzeniom.
    Do czego zmierzam - uważam, ze jeśłi powstała lutownica gazowa to nie bez powodu. Nie bez powodu również powstała lutownica akumulatorowa - trzeba po prostu uwzględnić, że takie narzędzie (przenośne bez ciągnącego się kabla) jest w pewnych wypadkach niezastąpione.
    Moim zdaniem oba typy (gazowa i akumulatorowa) mają szansę zdobyć uznanie wśród użytkowników dla których praca takową lutownicą ma znaczenie praktyczne.
    Sam miałem kiedyś gazową i nie mam zbyt dobrych wspomnień o niej. Praca nią to była udręka - trudno było utrzymać stałą temperaturę, wymagała gazu o dużej czystości przy innym zaczynała strzelać płomień pulsował a nawet potrafił gasnąć - oczywiście w najmniej odpowiednim momencie, No i trudno ją odłożyć na stół np. czy inny blat bez obawy o osmolenie powierzchni gorącymi spalinami. Możliwe, ze akurat ten mój egzemplarz był felerny, może trafiłem na podróbkę Ronsonowskiego gazu - nie wiem. W każdym razie z powyższych względów mocno się zraziłem do lutownic tego typu; Natomiast ta akumulatorowa przypadła mi do gustu natychmiast. Jedyna wada (wynikająca raczej z przeznaczenia) to mała moc cieplna - pisałem o tym, że to lutownica do prac wyjazdowych; nie nadaje się do pracy ciągłej (max czas pracy na naładowanym akumulatorze to ok. 25 minut przy max temperaturze) i do dużych (o dużej masie cieplnej) elementów. Trzeba mieć to na względzie.
  • #5 21211877
    Alpha
    Poziom 25  
    Posiadam zarówno gazowego Dremel'a jak i akumulatorową lutownicę z Lidla. Muszę przyznać, że po lidlowski produkt sięgam znacznie częściej, gdy w w grę wchodzi lutowanie przewodów do 0,5mm2 w temp. > 10stC bez dużego wiatru. Dremel nagrzewa się znacznie dłużej, dmucha gorącym powietrzem po palcach i trzeba zachować uwagę gdzie się go odkłada, bo długo stygnie. Akumulator (zdaje się rozmiaru 18650) wystarcza na zaskakująco wiele lutowania.
  • #6 21211937
    LEDówki
    Poziom 42  
    Od dawna mam taką zasilaną z baterii 3 akumulatorów NiCd, później NiMH. Groty nie do kupienia. Kupiłem zamienny na 2, 4 V i trzeba pilnować by go nie przegrzać. Do drobnych napraw się nada.
  • #7 21213781
    minus3db
    Poziom 12  
    Mam lutownicą akumulatorową marki FERM (to producent serii tanich i całkiem niezłych narzędzi do domowego, nieprofesjonalnego użytku) ze sklepu sieci Action. To w sumie to samo z te wszystkie Lidlowe Parkside i podobne wynalazki. Korzysta z grotów z gwintem podobnym do małych zaróweczek, tzw. karzełkowych E10. Te groty można już bez problemu kupić na polskim Allegro, ceny są różne, od 25zł za komplet 2 w Polsce i za ok 10zł - z Chin). Groty te dość szybko zużywają się, więc to tylko do doraźnych prac.

    Początkowo, jako starej daty tradycjonalista, codzienny użytkownik transformatorówki (z "tzw. wiecznym" grotem), nie wierzyłem, że takie "nico" może mi się do czegoś przydać. Ale było na tyle tanie, że nawet w razie oblania egzaminu z użyteczności nie byłoby mi żal. Ot kaprys dnia do zabawy. A tu - niespodzianka, bo nie tylko lutownica została ze mną na dłużej, ale dodatkowo doradziłem koledze na prezent dla wnuka, bardzo początkującego majsterkowicza (za mały na stację lutowniczą no i transformator).

    Lutownica sprawdziła się w następujących przypadkach. Wyjazd na wieś i naprawa starutkiego radia na fale długie, któremu "spadło się" ze stołu i trochę w środku porujnowało. Moc lutownicy była w sam raz do delikatnych przewodzików i ścieżek na ponad półwiekowej płytce drukowanej. Innym razem była to doraźna naprawa kabla zasilającego laptop - przetarty przewód blisko wtyczki. Podobnie ze starymi słuchawkami. Nie chciałoby mi się targać stacji ani transformatora do takich celów, ani specjalnie zabierać urządzeń na warsztat. Tym bardziej, że np. słuchawki naprawiłem podczas jednego z wyjazdów do... lasu. Lutownica przydała się także gdy pewnego dnia zrzuciłem pilota do starego kineskopowego telewizora i oderwała się nóżka diody nadawczej.

    Tak przy okazji, to zorganizowałem sobie taki "wyjazdowy" mały komplecik "pióro-kształtnych" urządzeń:
    - multimetr piórowy
    - "fazer 777"
    - wspomniana lutownica "piórowa" na akumulator
    - porządna lutownica "piórowa" SEQURE
    - multi-tool, który trzyma się w dłoni jak np. Dremela
    - power-bank "piórowy" z dołączoną na przewodzie (w miniaturowej obudowie) regulowaną przetwornicą step up/down z wyświetlaczem LED tworzących razem podręczny zasilacz regulowany

    Myślę jeszcze nad śrubokrętem "piórowym" takim, jak Kolega niegdyś opisywał.

    Wszytko to mieści mi się w takim większym "piórniku" i jest nieocenione w wyjazdowych naprawach. Mój Kolega, elektronik, ma jeszcze "piórowy" generator z czasów PRL (AudioTest i VideoTest) i kilka innych drobiazgów w takiej właśnie formie.
  • #8 21222111
    keseszel
    Poziom 26  
    Możesz dać zdjęcia swoich przydasi podróżnych? Ja korzystam z lutownicy grzalkowej 40 W podłączonej do przetwornicy 12/220 . Myślałem by użyć trafo lutownicy, ale mam setke. Do Aku narzędzi się nie przyzwyczaiłem, Parkside miał podłe opinie.
REKLAMA