Witam, zainspirowany moim poprzednim tematem zakładam nowy. Mam następujące pytania.
1.Czy ważniejszy jest przebieg czy rodzaj eksploatacji?
2. Czy lepsze jest auto, które ma 150k km przejechane w mieście, czy 300k km, ale przejechane na trasie?
Sprawdzając historię auta, które ma powiedzmy 300 tysięcy można zaobserwować? Że auto robiło rocznie przebiegi rzędu 30-40 tys km. Auta posiadające 150 tys zazwyczaj mają rocznie 5-10 tys przejechane. Oczywiście mowa o autach z rocznika 2010-2015. Tak więc, czysto teoretycznie taki gość, który robi autem takie przebiegi na pewno nie użytkuje go tylko w Polsce a co za tym idzie musi mieć sprawne auto, aby nie „zesrało” się na trasie… czy dobrze myślę? Dziwnym trafem najczęściej psują się auta z przebiegiem 150-200 tys km przejechanym w mieście na przestrzeni wielu lat a te autostradowe nierzadko robią po pół miliona i więcej bez głównych napraw.
Ostatnie pytanie poparte w moim mniemaniu opisem sytuacji powyżej.
Większą szansę na zepsucie układu wtryskowego, turbiny i reszty rzeczy ma auto, które na przestrzeni mojej eksploatacji zwiększy przebieg ze 150 na 250 tysięcy czy takie, które zwiększy przebieg z 300 na 400 tysięcy? Ja uważam, że pewniejsze będzie auto, które jest w ciągłym ruchu, ale nie wiem czy mam rację. W razie czego wyprowadźcie mnie z błędu.
Czyli po prostu czy pewniejszym wyborem będzie auto, które do końca trzaskało srogie przebiegi, czy takie, które stało większość czasu i jeździło głównie po mieście / dojeżdżało do pracy.
1.Czy ważniejszy jest przebieg czy rodzaj eksploatacji?
2. Czy lepsze jest auto, które ma 150k km przejechane w mieście, czy 300k km, ale przejechane na trasie?
Sprawdzając historię auta, które ma powiedzmy 300 tysięcy można zaobserwować? Że auto robiło rocznie przebiegi rzędu 30-40 tys km. Auta posiadające 150 tys zazwyczaj mają rocznie 5-10 tys przejechane. Oczywiście mowa o autach z rocznika 2010-2015. Tak więc, czysto teoretycznie taki gość, który robi autem takie przebiegi na pewno nie użytkuje go tylko w Polsce a co za tym idzie musi mieć sprawne auto, aby nie „zesrało” się na trasie… czy dobrze myślę? Dziwnym trafem najczęściej psują się auta z przebiegiem 150-200 tys km przejechanym w mieście na przestrzeni wielu lat a te autostradowe nierzadko robią po pół miliona i więcej bez głównych napraw.
Ostatnie pytanie poparte w moim mniemaniu opisem sytuacji powyżej.
Większą szansę na zepsucie układu wtryskowego, turbiny i reszty rzeczy ma auto, które na przestrzeni mojej eksploatacji zwiększy przebieg ze 150 na 250 tysięcy czy takie, które zwiększy przebieg z 300 na 400 tysięcy? Ja uważam, że pewniejsze będzie auto, które jest w ciągłym ruchu, ale nie wiem czy mam rację. W razie czego wyprowadźcie mnie z błędu.
Czyli po prostu czy pewniejszym wyborem będzie auto, które do końca trzaskało srogie przebiegi, czy takie, które stało większość czasu i jeździło głównie po mieście / dojeżdżało do pracy.