Mam chyba dość poważny problem. Auto to Volvo S80 2,0 D3. Auto odstawione na wieczór do garażu - zero problemów. Rano cała deska praktycznie na czerwono, nie ma możliwości uruchomienia auta. Na desce "pilny serwis" praktycznie wszystkiego, nawet czujników parkowania. Pierwsza myśl, że jakieś zwierzątko pogryzło kable, obejrzałem całą komorę silnika, nic nie widać. Po podłączeniu komputera masa błędów (w silniku tylko świece żarowe - było wcześniej). Najwięcej w module immobilizera. Dodatkowo skasował się zegarek i licznik kilometrów - także był odcięty prawdopodobnie prąd. W załączniku plik z błędami. Akumulator sprawny, dla pewności podmieniłem na inny, efekt ten sam. Błędy na zapłonie da się wykasować, ale podczas próby rozruchu wszystko wraca. Po kilkudziesięciu próbach, auto nagle odpaliło... nie wiem jakim sposobem. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to ładowanie alternatora: pierwsze sekundy to zakres od 13,5 do 15,3V. Po kilku sekundach ustabilizowało się na poziomie 14,7/14,8 V. Takie same odczyty podawał program w komputerze. Dziś zawiozłem do sprawdzenia... i tu zonk, facet stwierdził, że w tym modelu to komputer decyduje o napięciu ładowania i takie wartości są jak najbardziej ok. Podłączył go do urządzenia i wymuszał na nim różne wartości, nawet ok. 16,5V. W trybie bez komputera (nazwał to trybem awaryjnym) było 13,5V. Mają go rozebrać i dokładnie sprawdzić. Jakiś pomysł co się stało tak nagle? Czy np. jakaś usterka alternatora może dawać takie objawy?