Kolejnym miernikiem uniwersalnym zawierającym oscyloskop oraz generator jest tym razem ZOYI ZT 703 S.
Ponieważ za chińskiego boga nie mam pojęcia, jak tę nazwę wymawiać, może prościej będzie nazywać go "Ziutek".
Moje zdanie na temat mierników tego rodzaju (czyli z oscyloskopem i generatorem) przedstawiłem w temacie o podobnym sprzęcie, ale ze stajni OWON‑a. Nie będę się więc powtarzać… Chociaż nie do końca.
Nie do końca, ponieważ co prawda – mimo że nie zmieniam zdania co do zastosowań tego typu mierników – to w porównaniu do OWON‑a „Ziutek” jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to miernik z wbudowanym wskaźnikiem oscyloskopowym, a nie oscyloskop z prawdziwego zdarzenia.
O ile OWON nie był najwygodniejszym w obsłudze miernikiem, o tyle bohater tego artykułu stanowi wręcz kwintesencję uprzykrzania życia swojemu posiadaczowi. Z racji konieczności „upakowania” w jednej obudowie multimetru, oscyloskopu i generatora, siłą rzeczy jego obsługa jest już utrudniona (ograniczone miejsce na panelu wymusza wykorzystanie tych samych manipulatorów do kilku funkcji), ale w moim przekonaniu – przypominam, że prezentuję wyłącznie własne odczucia z użytkowania i testów opisywanych sprzętów – w „Ziutku” producent osiągnął w tej dziedzinie szczyt.
I piszę to po obejrzeniu kilku (najwyraźniej sponsorowanych) filmików na YT.
Nie chciałbym tu uwłaczać ich autorom, ale najwyraźniej albo nie mieli dotychczas styczności z jakimkolwiek „prawdziwym” oscyloskopem, albo musieli w taki, a nie inny sposób przedstawić testowany sprzęt.
Do rzeczy: to, co pisałem o upierdliwości obsługi w temacie dotyczącym OWON‑a, w przypadku „Ziutka” należałoby zwiększyć co najmniej o 0,5. W chwili gdy piszę te słowa, nie mam już dostępu do tego miernika (musiałem oddać go właścicielowi – miałem go tylko przez tydzień do testów), więc trudno mi będzie wyszczególnić wszystkie jego ograniczenia wynikające z obsługi. Możecie mi jednak wierzyć – naprawdę wymaga to dużego samozaparcia, by traktować ten miernik jako pełnoprawne narzędzie. Ot, jest to swego rodzaju „wynalazek”, który na pozór spełnia założenia, ale w praktyce okazuje się, że korzystanie z niego jest naprawdę mocno problematyczne.
Pomijając już nawet trudności wynikające z samej obsługi (to, o czym wspomniałem wyżej – klawisze mające po kilka funkcji w zależności od trybu pracy), to jedno, ale parametry oscyloskopu (sam miernik jako taki jest jak najbardziej OK) to zupełnie inna sprawa.
Rozumiem, że tak upakowany miernik ma swoje ograniczenia, ale czemu ma służyć zafałszowywanie parametrów?… A właściwie może nie tyle zafałszowywanie, co przedstawianie ich jako realnych parametrów użytkowych, podczas gdy w rzeczywistości są one spełniane wyłącznie w ściśle określonych warunkach.
Zresztą nie jest to moda wyłącznie w przypadku tego sprzętu i tego producenta – obecnie jakoś tak się porobiło, że aby dowiedzieć się, jakie są realne (użytkowe) parametry, trzeba wiedzieć, w jaki sposób są one uzyskiwane. Klasycznym przykładem jest choćby moc wzmacniacza opisywana jako moc P.M.P.O. Nie chciałbym tu zanudzać wszystkimi zależnościami – podobnie jak w poprzednim artykule, tak i w tym odsyłam do mądrzejszych ode mnie, jak np. kolega Piotr Górecki, prowadzący swój kanał na YT. W jednym z odcinków bardzo szczegółowo opisał on wszystkie wady i zalety oscyloskopów przenośnych, w tym również parametry oraz sposób ich „odczytywania” z instrukcji obsługi.
Ogólnie rzecz biorąc, jest tak jak dziś niemal wszędzie – podaje się te parametry, które wyglądają najlepiej. Teoretycznie wszystko się zgadza: parametry są jak najbardziej rzeczywiste, ale… przykładowo podawane są dla jednego kanału, podczas gdy (często nawet drobnym druczkiem) nie znajdziemy informacji, że w przypadku wykorzystania dwóch kanałów należy je podzielić przez dwa. Dotyczy to zarówno pasma (użytecznego pasma) oscyloskopu, jak i liczby próbek składających się na wyświetlany przebieg.
Na szczęście (bo wcześniej nie znalazłem tej informacji w ofertach na AliExpressie, gdzie właściciel sprzętu dokonał zakupu) w opisie miernika pojawiła się adnotacja, że jest to miernik przeznaczony dla mechaników samochodowych…
Przyznam się – nie znam się na współczesnej elektronice samochodowej. Zresztą całe zawodowe życie (oraz kilkanaście lat przed i po) zajmowałem się sprzętem audio, więc trudno mi jednoznacznie odnieść się do tej informacji. Skoro jednak taka adnotacja została dodana, to coś w tym musi być.
Co? Ano właśnie to, o czym pisałem wcześniej – do specyficznych zastosowań sprzęt ten może się sprawdzić, ale na pewno nie nazwałbym „Ziutka” miernikiem z oscyloskopem, a co najwyżej miernikiem ze wskaźnikiem oscyloskopowym. Dla mnie (nadal uważam się za elektronika specjalizującego się w sprzęcie audio) jest to ogromna różnica. Niemniej jednak doceniam zarówno sprzęt, jak i ludzi, którzy posługują się nim w konkretnych, specjalistycznych zastosowaniach. Być może jakiś mechanik samochodowy oceni „Ziutka” zupełnie inaczej – nie wątpię, że tak może być.
Co prawda nie bardzo wiem, jakie znaczenie ma w tego rodzaju mierniku generator o takich przebiegach, ale – jak już pisałem – nie jestem mechanikiem samochodowym, więc mogę się na tym po prostu nie znać.
Nie będę więc wnikać w szczegóły i po prostu przedstawię kilka fotek poglądowych z testów. Na pewno nie ukażą one wszystkich cech „Ziutka”, ale myślę, że dadzą ogólne wyobrażenie o specyfice tego sprzętu.
Opakowanie miernika to pudełko kartonowe z kolorowym nadrukiem - o dziwo, nawet nie pogniecione przez kuriera:
Z drugiej strony, zamieszczone ogólne parametry miernika (a właściwie mierników – produkowane są różne wersje: miernik z jednokanałowym oscyloskopem i generatorem, dwukanałowy bez generatora oraz dwukanałowy z generatorem, a każda z nich występuje dodatkowo w kilku wariantach wyposażenia):
Opisywana wersja jest wersją z dwukanałowym oscyloskopem i generatorem o najbogatszym wyposażeniu:
Wewnątrz pudełka znajdziemy etui (co się chwali) na sam miernik oraz niezbędne okablowanie oraz bardziej szczegółową instrukcję:
Same sondy (plus przewody do miernika) przystosowane do pomiarów napięć sieciowych - z izolowanymi wtyczkami:
Samo etui co prawda nie zabezpiecza sprzętu przed uszkodzeniami mechanicznymi (nie jest sztywne), ale na czas transportu stanowi w miarę wystarczające opakowanie. Dodatkowo mieści komplet niezbędnych przewodów, więc nie będzie problemu z ich szukaniem w skrzynce narzędziowej.
Oczywiście, oprócz sond oscyloskopowych, zmieszczą się tam również (będące w podstawowym wyposażeniu) sondy miernika, co widać na zdjęciu. Niestety są one średniej jakości – przewody w „zwykłej” izolacji (na szczęście niezbyt sztywnej), zakończone typowymi ostrzami. Do zastosowań samochodowych jak znalazł, ale na pewno nie do pracy z elementami SMD.
Zdjęcia wykonałem, wykorzystując tylko jeden kanał i podając sygnał z zewnętrznego generatora. Tu ciekawostka: wyjście generatora wewnętrznego umieszczono z boku – pod klapką osłaniającą gniazdo ładowania baterii (podobnie jak w przypadku OWON‑a zastosowano tu ogniwo Li‑Ion 18650). Co więcej, samo wyjście generatora to… dwie blaszki kontaktowe. Czy było to na pewno przemyślane rozwiązanie? Pozostawię to do Waszego uznania.
No i najważniejsza część miernika – miernik uniwersalny. Jak już pisałem, akurat co do niego nie mam większych zastrzeżeń. Zarówno pomiary oporności, jak i napięć czy prądów są – jak na tego rodzaju miernik – wręcz wzorowe.
Może jedynie szkoda, że brakuje (w każdym razie dostępnego bez większych problemów, np. jak w lepszej klasy miernikach analogowych) potencjometru kalibracji „zera”. W tym przypadku nie jest to wprawdzie dużym problemem, niemniej jednak przy zastąpieniu fabrycznych przewodów innymi taka możliwość kalibracji mogłaby się okazać przydatna.
Pomiary napięcia (niestety zdjęcia z pomiarów napięć wzorcowych gdzieś mi zaginęły – za co przepraszam, ale możecie mi wierzyć na słowo) są bardzo dobre i w pełni porównywalne z wynikami uzyskiwanymi przez mierniki o podobnej, deklarowanej dokładności:
Stosunkowo duża rezystancja wewnętrzna woltomierza powoduje niewielkie fluktuacje wskazań, ale tylko przy rozwartych sondach pomiarowych:
Przy zwartych sondach występuje jednak niewielkie zafałszowanie wskazań, jednak błąd ten (0,006 mV) można spokojnie pominąć, traktując go jako ogólny błąd miernika.
Zajrzyjmy teraz do wspomnianej instrukcji obsługi oraz zawartych w niej parametrów:
Dla leniwych (
) zamieszczam parametry ze strony sprzedawcy:
...i skrótowy opis funkcji oraz oznaczenia gniazd i elementów manipulacyjnych:
Jak dla mnie – miernik do wykorzystania w sytuacji, gdy nie ma pod ręką niczego „normalniejszego” (mam tu na myśli oscyloskop i generator). Do użytku domowego raczej jako sam miernik, natomiast jeśli chodzi o oscyloskop, to wyłącznie w roli drugiego, awaryjnego sprzętu.
Dlaczego? Tu nic się nie zmieniło w stosunku do OWON‑a – upierdliwa obsługa oraz realnie wyświetlane pasmo przebiegów. Na 50 MHz na pewno bym nie liczył.
Jedyną cechą, która może ewentualnie zainteresować potencjalnego użytkownika, jest stosunkowo niska cena – choć osobiście nie uznałbym jej za zaletę pierwszorzędną.
Jakie Wy, Koledzy, macie oscyloskopy? Chętnie bym się dowiedział – szczególnie interesują mnie opinie Kolegów parających się (jak ja do niedawna) sprzętem audio.
Czekam na odpowiedzi i serdecznie pozdrawiam.
Ponieważ za chińskiego boga nie mam pojęcia, jak tę nazwę wymawiać, może prościej będzie nazywać go "Ziutek".
Moje zdanie na temat mierników tego rodzaju (czyli z oscyloskopem i generatorem) przedstawiłem w temacie o podobnym sprzęcie, ale ze stajni OWON‑a. Nie będę się więc powtarzać… Chociaż nie do końca.
Nie do końca, ponieważ co prawda – mimo że nie zmieniam zdania co do zastosowań tego typu mierników – to w porównaniu do OWON‑a „Ziutek” jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to miernik z wbudowanym wskaźnikiem oscyloskopowym, a nie oscyloskop z prawdziwego zdarzenia.
O ile OWON nie był najwygodniejszym w obsłudze miernikiem, o tyle bohater tego artykułu stanowi wręcz kwintesencję uprzykrzania życia swojemu posiadaczowi. Z racji konieczności „upakowania” w jednej obudowie multimetru, oscyloskopu i generatora, siłą rzeczy jego obsługa jest już utrudniona (ograniczone miejsce na panelu wymusza wykorzystanie tych samych manipulatorów do kilku funkcji), ale w moim przekonaniu – przypominam, że prezentuję wyłącznie własne odczucia z użytkowania i testów opisywanych sprzętów – w „Ziutku” producent osiągnął w tej dziedzinie szczyt.
I piszę to po obejrzeniu kilku (najwyraźniej sponsorowanych) filmików na YT.
Nie chciałbym tu uwłaczać ich autorom, ale najwyraźniej albo nie mieli dotychczas styczności z jakimkolwiek „prawdziwym” oscyloskopem, albo musieli w taki, a nie inny sposób przedstawić testowany sprzęt.
Do rzeczy: to, co pisałem o upierdliwości obsługi w temacie dotyczącym OWON‑a, w przypadku „Ziutka” należałoby zwiększyć co najmniej o 0,5. W chwili gdy piszę te słowa, nie mam już dostępu do tego miernika (musiałem oddać go właścicielowi – miałem go tylko przez tydzień do testów), więc trudno mi będzie wyszczególnić wszystkie jego ograniczenia wynikające z obsługi. Możecie mi jednak wierzyć – naprawdę wymaga to dużego samozaparcia, by traktować ten miernik jako pełnoprawne narzędzie. Ot, jest to swego rodzaju „wynalazek”, który na pozór spełnia założenia, ale w praktyce okazuje się, że korzystanie z niego jest naprawdę mocno problematyczne.
Pomijając już nawet trudności wynikające z samej obsługi (to, o czym wspomniałem wyżej – klawisze mające po kilka funkcji w zależności od trybu pracy), to jedno, ale parametry oscyloskopu (sam miernik jako taki jest jak najbardziej OK) to zupełnie inna sprawa.
Rozumiem, że tak upakowany miernik ma swoje ograniczenia, ale czemu ma służyć zafałszowywanie parametrów?… A właściwie może nie tyle zafałszowywanie, co przedstawianie ich jako realnych parametrów użytkowych, podczas gdy w rzeczywistości są one spełniane wyłącznie w ściśle określonych warunkach.
Zresztą nie jest to moda wyłącznie w przypadku tego sprzętu i tego producenta – obecnie jakoś tak się porobiło, że aby dowiedzieć się, jakie są realne (użytkowe) parametry, trzeba wiedzieć, w jaki sposób są one uzyskiwane. Klasycznym przykładem jest choćby moc wzmacniacza opisywana jako moc P.M.P.O. Nie chciałbym tu zanudzać wszystkimi zależnościami – podobnie jak w poprzednim artykule, tak i w tym odsyłam do mądrzejszych ode mnie, jak np. kolega Piotr Górecki, prowadzący swój kanał na YT. W jednym z odcinków bardzo szczegółowo opisał on wszystkie wady i zalety oscyloskopów przenośnych, w tym również parametry oraz sposób ich „odczytywania” z instrukcji obsługi.
Ogólnie rzecz biorąc, jest tak jak dziś niemal wszędzie – podaje się te parametry, które wyglądają najlepiej. Teoretycznie wszystko się zgadza: parametry są jak najbardziej rzeczywiste, ale… przykładowo podawane są dla jednego kanału, podczas gdy (często nawet drobnym druczkiem) nie znajdziemy informacji, że w przypadku wykorzystania dwóch kanałów należy je podzielić przez dwa. Dotyczy to zarówno pasma (użytecznego pasma) oscyloskopu, jak i liczby próbek składających się na wyświetlany przebieg.
Na szczęście (bo wcześniej nie znalazłem tej informacji w ofertach na AliExpressie, gdzie właściciel sprzętu dokonał zakupu) w opisie miernika pojawiła się adnotacja, że jest to miernik przeznaczony dla mechaników samochodowych…
Przyznam się – nie znam się na współczesnej elektronice samochodowej. Zresztą całe zawodowe życie (oraz kilkanaście lat przed i po) zajmowałem się sprzętem audio, więc trudno mi jednoznacznie odnieść się do tej informacji. Skoro jednak taka adnotacja została dodana, to coś w tym musi być.
Co? Ano właśnie to, o czym pisałem wcześniej – do specyficznych zastosowań sprzęt ten może się sprawdzić, ale na pewno nie nazwałbym „Ziutka” miernikiem z oscyloskopem, a co najwyżej miernikiem ze wskaźnikiem oscyloskopowym. Dla mnie (nadal uważam się za elektronika specjalizującego się w sprzęcie audio) jest to ogromna różnica. Niemniej jednak doceniam zarówno sprzęt, jak i ludzi, którzy posługują się nim w konkretnych, specjalistycznych zastosowaniach. Być może jakiś mechanik samochodowy oceni „Ziutka” zupełnie inaczej – nie wątpię, że tak może być.
Co prawda nie bardzo wiem, jakie znaczenie ma w tego rodzaju mierniku generator o takich przebiegach, ale – jak już pisałem – nie jestem mechanikiem samochodowym, więc mogę się na tym po prostu nie znać.
Nie będę więc wnikać w szczegóły i po prostu przedstawię kilka fotek poglądowych z testów. Na pewno nie ukażą one wszystkich cech „Ziutka”, ale myślę, że dadzą ogólne wyobrażenie o specyfice tego sprzętu.
Opakowanie miernika to pudełko kartonowe z kolorowym nadrukiem - o dziwo, nawet nie pogniecione przez kuriera:
Z drugiej strony, zamieszczone ogólne parametry miernika (a właściwie mierników – produkowane są różne wersje: miernik z jednokanałowym oscyloskopem i generatorem, dwukanałowy bez generatora oraz dwukanałowy z generatorem, a każda z nich występuje dodatkowo w kilku wariantach wyposażenia):
Opisywana wersja jest wersją z dwukanałowym oscyloskopem i generatorem o najbogatszym wyposażeniu:
Wewnątrz pudełka znajdziemy etui (co się chwali) na sam miernik oraz niezbędne okablowanie oraz bardziej szczegółową instrukcję:
Same sondy (plus przewody do miernika) przystosowane do pomiarów napięć sieciowych - z izolowanymi wtyczkami:
Samo etui co prawda nie zabezpiecza sprzętu przed uszkodzeniami mechanicznymi (nie jest sztywne), ale na czas transportu stanowi w miarę wystarczające opakowanie. Dodatkowo mieści komplet niezbędnych przewodów, więc nie będzie problemu z ich szukaniem w skrzynce narzędziowej.
Oczywiście, oprócz sond oscyloskopowych, zmieszczą się tam również (będące w podstawowym wyposażeniu) sondy miernika, co widać na zdjęciu. Niestety są one średniej jakości – przewody w „zwykłej” izolacji (na szczęście niezbyt sztywnej), zakończone typowymi ostrzami. Do zastosowań samochodowych jak znalazł, ale na pewno nie do pracy z elementami SMD.
Zdjęcia wykonałem, wykorzystując tylko jeden kanał i podając sygnał z zewnętrznego generatora. Tu ciekawostka: wyjście generatora wewnętrznego umieszczono z boku – pod klapką osłaniającą gniazdo ładowania baterii (podobnie jak w przypadku OWON‑a zastosowano tu ogniwo Li‑Ion 18650). Co więcej, samo wyjście generatora to… dwie blaszki kontaktowe. Czy było to na pewno przemyślane rozwiązanie? Pozostawię to do Waszego uznania.
No i najważniejsza część miernika – miernik uniwersalny. Jak już pisałem, akurat co do niego nie mam większych zastrzeżeń. Zarówno pomiary oporności, jak i napięć czy prądów są – jak na tego rodzaju miernik – wręcz wzorowe.
Może jedynie szkoda, że brakuje (w każdym razie dostępnego bez większych problemów, np. jak w lepszej klasy miernikach analogowych) potencjometru kalibracji „zera”. W tym przypadku nie jest to wprawdzie dużym problemem, niemniej jednak przy zastąpieniu fabrycznych przewodów innymi taka możliwość kalibracji mogłaby się okazać przydatna.
Pomiary napięcia (niestety zdjęcia z pomiarów napięć wzorcowych gdzieś mi zaginęły – za co przepraszam, ale możecie mi wierzyć na słowo) są bardzo dobre i w pełni porównywalne z wynikami uzyskiwanymi przez mierniki o podobnej, deklarowanej dokładności:
Stosunkowo duża rezystancja wewnętrzna woltomierza powoduje niewielkie fluktuacje wskazań, ale tylko przy rozwartych sondach pomiarowych:
Przy zwartych sondach występuje jednak niewielkie zafałszowanie wskazań, jednak błąd ten (0,006 mV) można spokojnie pominąć, traktując go jako ogólny błąd miernika.
Zajrzyjmy teraz do wspomnianej instrukcji obsługi oraz zawartych w niej parametrów:
Dla leniwych (
...i skrótowy opis funkcji oraz oznaczenia gniazd i elementów manipulacyjnych:
Jak dla mnie – miernik do wykorzystania w sytuacji, gdy nie ma pod ręką niczego „normalniejszego” (mam tu na myśli oscyloskop i generator). Do użytku domowego raczej jako sam miernik, natomiast jeśli chodzi o oscyloskop, to wyłącznie w roli drugiego, awaryjnego sprzętu.
Dlaczego? Tu nic się nie zmieniło w stosunku do OWON‑a – upierdliwa obsługa oraz realnie wyświetlane pasmo przebiegów. Na 50 MHz na pewno bym nie liczył.
Jedyną cechą, która może ewentualnie zainteresować potencjalnego użytkownika, jest stosunkowo niska cena – choć osobiście nie uznałbym jej za zaletę pierwszorzędną.
Jakie Wy, Koledzy, macie oscyloskopy? Chętnie bym się dowiedział – szczególnie interesują mnie opinie Kolegów parających się (jak ja do niedawna) sprzętem audio.
Czekam na odpowiedzi i serdecznie pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY