Koledzy a może tak pójść w innym kierunku. Proponowane podgrzewanie rozprężonego już gazu, moim zdaniem niewiele pomoże. Istotnie może podnieść w początkowej fazie rozruchu silnika temperaturę paliwa o parę stopni, gdy tym czasem dobra kompresja nad tłokiem jest w stanie podnieść temperaturę całej gotowej do spalenia mieszanki (paliwowo powietrznej) do dziesiątek stopni. Problem tkwi gdzie indziej, tym innym miejscem, jak napisali już inni koledzy jest parownik, gdzie następuje rozprężanie się gazu i towarzyszy temu silne zjawisko endotermiczne. Elektryczne podgrzewanie reduktora-parownika byłoby ze wszech miar wskazane, ale skąd tu wziąć energii do podgrzewania. Nasz akumulator przy –10 stopniach ma w sobie około 40% mniej energii a przy –20 mamy do dyspozycji jedynie 30% jego znamionowej pojemności. Cieszmy się zatem że nasz akumulator kręci jako tako rozrusznikiem. Co więc robić jeśli się nie ma ciepłego garażu, zabieranie do domu akumulatora jest połowicznym rozwiązaniem i często bardzo kłopotliwym, czy istnieje zatem jakaś alternatywa? Myślę że istnieje. Zrodziły mi się dwa pomysły jeden to fizyczno-chemiczny czyli wykorzystanie właściwości cieczy przechłodzonej. Przypomnę krótko to zjawisko. Niektóre związki chemiczne np. tiosiarczan sodowy (główny składnik utrwalacza fotograficznego) jest suchą krystaliczną substancją. Gdy ją podgrzejemy upłynni się
( podobnie jak cukier) gdy ją powoli schodzimy dalej będzie płynna bez względu na czas.(Będzie to ciecz przechłodzona) Wystarczy jednak niewielkie zakłócenie w jej środowisku aby ją z tej równowagi wytrącić. Takim bodźcem może być np. energiczne potrząśnięcie naczyniem w którym znajduje się ta ciecz lub lepszym i skuteczniejszym to wrzucenie do naczynia z cieczą maleńkiego kryształka tej samej substancji. Skutkiem tego cała dotychczasowa ciecz w kila mili sekund skrystalizuje, towarzyszy temu reakcja egzotermiczna czyli wyzwalająca znaczne ilości ciepła. Stad wydałoby się tylko krok do opracowania układu który by to zjawisko wykorzystywał to znaczy ogrzewać reduktor przy zimnym silniku. Po rozgrzaniu się silnika skrystalizowany tiosiarczan sodowy upłynnił by się ponownie, a po unieruchomieniu pojazdu przeszedł by w stan cieczy przechłodzonej. Takie przemiany mogą odbywać się w nieskończoność. Moim zdaniem należało by:
1. Schować reduktor do miękkiej obudowy, (przy krystalizacji, krystalizująca ciecz zwiększa objętość) np. część dużej dętki samochodowej wyprowadzając z niej przewody płynu, rurkę podciśnienia. Z elektromagnesu który chwilowo zwiększa dopływ gazu na dobrą sprawę można by zrezygnować, a pojawiające się tam napięcie (po naciśnięciu czerwonego włącznika), wykorzystać do sterowania zaworem blokującym przepływ cieczy chłodzącej przez parownik ale tylko w czasie rozruchu.
2. Zaślepić otwory w pokrywach parownika. Pokrywy a ściślej mówiąc membrany w reduktorze muszą mieć połączenie z otaczającą atmosferą. Wmontowujemy zatem dwa niezbyt grube króćce w pokrywy np.3 do 6mm i nakładamy na nie wężyki igielitowe które będą poza zbiornikiem. Z moich przemyśleń wynika że obudowa na reduktor powinna pomieścić około 5litrów upłynnionego tiosiarczanu. Jak się wam koledzy widzi takie dość nietypowe rozwiązanie.
Drugi pomysł jest raczej w tylko w formie przemyśleń, aby na dachu pojazdu zamontować panel z bateriami słonecznymi(dość wysokie koszta) lub panel z meandrą rurową podłączoną do układu chodzenia. Taki właśnie panel meandrowy widziałem zimową porą u znajomego. Zdziwiony byłem bardzo i zaskoczony bo dzień był pochmurny i mroźny około –8stopni C a woda w jego garażu miała temperaturę +30.
stopni C. Niedoceniałem do tamtej chwili energii zimowego słońca w naszej szerokości geograficznej, w dodatku tak zwanej energii rozproszonej.
( podobnie jak cukier) gdy ją powoli schodzimy dalej będzie płynna bez względu na czas.(Będzie to ciecz przechłodzona) Wystarczy jednak niewielkie zakłócenie w jej środowisku aby ją z tej równowagi wytrącić. Takim bodźcem może być np. energiczne potrząśnięcie naczyniem w którym znajduje się ta ciecz lub lepszym i skuteczniejszym to wrzucenie do naczynia z cieczą maleńkiego kryształka tej samej substancji. Skutkiem tego cała dotychczasowa ciecz w kila mili sekund skrystalizuje, towarzyszy temu reakcja egzotermiczna czyli wyzwalająca znaczne ilości ciepła. Stad wydałoby się tylko krok do opracowania układu który by to zjawisko wykorzystywał to znaczy ogrzewać reduktor przy zimnym silniku. Po rozgrzaniu się silnika skrystalizowany tiosiarczan sodowy upłynnił by się ponownie, a po unieruchomieniu pojazdu przeszedł by w stan cieczy przechłodzonej. Takie przemiany mogą odbywać się w nieskończoność. Moim zdaniem należało by:
1. Schować reduktor do miękkiej obudowy, (przy krystalizacji, krystalizująca ciecz zwiększa objętość) np. część dużej dętki samochodowej wyprowadzając z niej przewody płynu, rurkę podciśnienia. Z elektromagnesu który chwilowo zwiększa dopływ gazu na dobrą sprawę można by zrezygnować, a pojawiające się tam napięcie (po naciśnięciu czerwonego włącznika), wykorzystać do sterowania zaworem blokującym przepływ cieczy chłodzącej przez parownik ale tylko w czasie rozruchu.
2. Zaślepić otwory w pokrywach parownika. Pokrywy a ściślej mówiąc membrany w reduktorze muszą mieć połączenie z otaczającą atmosferą. Wmontowujemy zatem dwa niezbyt grube króćce w pokrywy np.3 do 6mm i nakładamy na nie wężyki igielitowe które będą poza zbiornikiem. Z moich przemyśleń wynika że obudowa na reduktor powinna pomieścić około 5litrów upłynnionego tiosiarczanu. Jak się wam koledzy widzi takie dość nietypowe rozwiązanie.
Drugi pomysł jest raczej w tylko w formie przemyśleń, aby na dachu pojazdu zamontować panel z bateriami słonecznymi(dość wysokie koszta) lub panel z meandrą rurową podłączoną do układu chodzenia. Taki właśnie panel meandrowy widziałem zimową porą u znajomego. Zdziwiony byłem bardzo i zaskoczony bo dzień był pochmurny i mroźny około –8stopni C a woda w jego garażu miała temperaturę +30.
stopni C. Niedoceniałem do tamtej chwili energii zimowego słońca w naszej szerokości geograficznej, w dodatku tak zwanej energii rozproszonej.