Problem w tym, że musi się nauczyć słuchać. Nie ma sprzętu, który wytrzyma głupotę operatora. Zawsze można przesterować wzmacniacz. Nawet na 10 watach mocy oddanej przez wzmacniacz 100 watowy, można podać zbyt duży poziom sygnału wejściowego, co spowoduje, że już stopnie wejściowe mają do czynienia z przebiegiem bardziej prostokątnym niż sinusoidalnym - efekt taki, jak podanie sygnału z magnetofonu na wejście mikrofonowe.
Wielu amatorów głośnego grania ma tak przytępiony umysł, że nie zauważa ogromnych zniekształceń dźwięku powodowanych przesterowaniem. Padają więc głośniki, puchną kondensatory w zwrotnicach, a potem słyszymy narzekania, że sprzęt do bani.
Osobną sprawą jest wiara w dane o sprzęcie podawane przez producentów, czy np. sprzedawców z Allegro. Całkiem niedawno na Elektrodzie ktoś przypalił się na "wzmacniacz koncertowy" 4x450W za 300zł. Nieźle się ubawiłem, zwłaszcza, że ten sprzęt pobiera z sieci 250W.