Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Prąd elektryczny - magia i chleb powszechny elektronika

nemo07 13 Kwi 2006 13:28 34519 217
  • #91 13 Kwi 2006 13:28
    forestx
    VIP Zasłużony dla elektroda

    Ilość jest wystarczająca

  • #92 13 Kwi 2006 19:53
    tomaszo
    VIP Zasłużony dla elektroda

    Mam pewna uwage do Pana Nemo07.

    Rzeczywiscie przenoszenie tego tematu do dzialu Ogolnie nie bylo moze najtrafniejszym pomyslem - ale wcale nie jest niemozliwe prowadzenie tutaj tej dyskusji.

    Wlasnie, dyskusji... Panskie wybiegi, dodam, ze nieraz chamskie wybiegi, takie wycieczki osobiste wobec za slabej(?) sily argmentow, choc moze tylko dzieki takiej manierze powstale, mnie draznia. Najbardziej drazni mnie chamstwo, o ktore wspomniane "uszczypki" sie kilka razy otarly.

    Apeluje o zaprzestanie; mozliwe, ze w dziale, z ktorego temat przywedrowal jest to dozwolone i tolerowane. Dzial Ogolnie jest generalnie dzialem "lekkim" - czyli istnieje duza swoboda wypowiedzi, jednak prosze "bez takich".

    Nie tylko Pan szuka, nie tylko Pan znalazl...pewne rzeczy... Apeluje o odrobine dystansu do samego siebie i wieksza doze szacunku do wspoldyskutantow - nigdy nie wiadomo kto tak naprawde tam siedzi, prawda?...

  • #93 13 Kwi 2006 20:33
    nemo07
    Poziom 36  

    forestx napisał:
    Trzeba by sprawę rozciągnąć w przestrzeni i liczbie (nie jeden elektron, ale wiele na całej długości). I wtedy policzyć średnią prędkość czepiających się autobusu.
    A teraz nie bij, tylko wytłumacz, co źle wymyślił mis o bardzo małym rozumku.
    Rozumek masz wystarczającej wielkości. Rzecz w tym, żeby go umiejętnie użyć. :D
    Powiedziałbym tak: Na autobus trzeba przyjść punktualnie, aby nie trzeba było czepiać się klamek w biegu.
    Realia są okrutne:
    Autobus w terenie zabudowanym rozwija średnie prędkości rzędu Va = 0...50km/h.
    Jeden spóźnialski sprinter rozwija maksymalne prędkości rzędu Vs = 36km/h
    Grupa N spóźnialskich rozwinie maksymalną prędkość rzędu 36km/h, ale ponieważ zgodnie z kwantowo-hydraulicznym Prawem Składania Wektorów Forestx'a prędkość grupowa będzie Vg = N•36km/h, należy uznać, że w dużych aglomeracjach miejskich autobusy z typowymi prędkościami Va nie rozwiązują problemu spóźnialskich-czepialskich.
    Uzasadnienie: W przypadku trzech spóźnialskich-czepialskich (N=3) uzyskają oni w grupowym pościgu prędkość grupową Vg = 3•36km/h = 108km/h.
    I jest klops.
    Przewidywałem już, że ten problem Cię przerasta, dlatego napisałem wcześniej, abyś się raczej rury czepił, ... a to nie z przypadku.

    Problem:
    Wiemy już od forumowych elektrono-hydraulików kwantowych, że elektrony w metalu mogą przenosić energię z prędkością światła.
    W związku z tym idea jest taka, aby zrewolucjonizować sektor grzewczy. Mam na myśli centralne Turbo-ogrzewanie, w którym zamiast puszczać wodę przez rury, zastosuje się pełne pręty metalowe. Taki pręt, np. długości 100m, zgodnie z przewidywaniami naszych forumowych ekspertów, przyłożony jednym końcem do rozgrzanego pieca, będzie momentalnie rozgrzany na drugim końcu - po czasie ca. 0.3 mikrosekundy :!:
    Czy to nie jest warte zastanowienia? Myślę, że tu Nobel jakiś czeka na tfurczy intelekt. Mnie niestety, nie styka wiedzy, do szkół nie chodziłem, a teraz nawet nie wiem, gdzie jakąś informację znaleźć, odpowiednią do mojego poziomu.
    Tu http://www.google.pl/search?hl=pl&q=Fourier-Kirchhoff+przewodnictwo+cieplne+metali&lr= nie znalazłem nic.
    A tu http://www.if.p.lodz.pl/download/files/lnt/TCw5.pdf nie rozumiem tego wzoru.
    Muszem siem spytać ekspertów, (tylko tak z ciekawiości, bo gdzie mi tam do Nobla :D):
    Co to jest ten trójkącik na głowie z tą doklejoną dwójeczką i te literki "g" - też do góry nogami?
    W tej kwantowej nauce dla fizycznych ekspertów pełno jest takich dziwolągów - do góry nogami. :D

    A tu ździebko po angielsku: http://www.google.pl/search?hl=pl&q=Fourier-Kirchhoff+metal+heat+conduction&lr= dla chętnych do Nobla.
    Tylko się pospieszcie, eksperci, bo drugie miejsce, jakie nasz kraj zajął w niedawnych konkursach IQ oznacza, że niedługo Anglicy albo Niemcy mogą nam odebrać pozycję światowego lidera w dziedzinie nauk i technologii Hi-Tek :!:

    Mnie interesuje tylko odpowiedź na jedno nudne dość pytanie, które zadeptały "grupa wodociągowa" i grupa "przystankowych", dlatego je powtórzę z małym uściśleniem:
    nemo07 napisał:
    _jta_ napisał:
    To znaczy chodzi Ci o to, skąd się bierze różnica ilości ładunków dodatnich i ujemnych?
    Różnica jest głównie rezultatem ruchu elektronów w metalu.
    Zwykle wystarcza do tego ruch z szybkością wolno spacerującego ślimaka.
    Rozumiem więc, że prąd w przedstawionej sytuacji jest w samej istocie od wnętrza przewodnika do jego powierzchni, względnie na odwrót, czyli raczej "w poprzek", a nie wzdłuż przewodnika...
    Tak, czy nie?

  • #94 13 Kwi 2006 22:53
    _jta_
    Specjalista elektronik

    nemo07 napisał:
    _jta_ napisał:
    To znaczy chodzi Ci o to, skąd się bierze różnica ilości ładunków dodatnich i ujemnych?
    Różnica jest głównie rezultatem ruchu elektronów w metalu.
    Zwykle wystarcza do tego ruch z szybkością wolno spacerującego ślimaka.
    Rozumiem więc, że prąd w przedstawionej sytuacji jest w samej istocie od wnętrza
    przewodnika do jego powierzchni, czyli "w poprzek", a nie wzdłuż przewodnika...
    Tak, czy nie?

    I wzdłuż, i w poprzek. Zmiana gęstości ładunku na powierzchni pochodzi od prądu w poprzek.
    A zmiana gęstości ładunku na jednostkę długości od ruchu wzdłuż, a dokładniej od tego, że
    na części długości (tam, gdzie fala już dotarła) ten ruch jest, a na reszcie go jeszcze nie ma.
    Do tego granica między jedną i drugą strefą przemieszcza się z szybkością fali, więc zwykle
    prawie z szybkością światła w próżni, i ruch poprzeczny jest tylko w otoczeniu granicy, która
    trochę się rozmywa - choćby dlatego, że przewód ma jakąś oporność i grubość...
    A sam ruch elektronów jest powolny, jeśli to jest metal - bo jest ich baaardzo dużo.
    nemo07 napisał:
    Wiemy już od forumowych elektrono-hydraulików kwantowych,
    że elektrony w metalu mogą przenosić energię z prędkością światła.

    A od kogo to wiemy, bo ja pisałem, że to pole przenosi energię, nie elektrony.

  • #95 13 Kwi 2006 23:57
    maciuś
    Poziom 16  

    to ja mam jeszcze takie pytanie :
    jak do tego ma się efekt fotoelektryczny - fotokomórki, lampy obrazowe,
    no i co z tym polem w przypadku napięcia stałego - mam 2 końce przewodów których róznica potencjałów to ppowiedzmy 250kV, wiszą sobie w próżni, więc nie płynie między nimi prąd, no i mogę się pomylić i dotknąć, ale jednak pewien efekt występuje - jeśli będą dostatecznie luźno zawieszone to w końcu się do siebie zbliżą, więc jednak bez żadnego pomiaru uda mi się stwierdzić że występuje tam jakaś różnica potencjałów, no ale chwila - elektrony?? mówicie że nie, tym bardziej że zanim to napięcie osiągnęło by taką wartośc bym już skończył swój żywot, fala elektromagnetyczna? też nie bo się porusza z prędkością światła więc dawno już jej nie ma ;), pole elektryczne - i nie wydaje mi się że pole elektryczne wytwarza elektrony, a raczej odwrotnie, no ale to pole się nie porusza,
    a teraz wyjmuję przewody z próżni i powstaje łądny łuk elektryczny, i tu pytanie : co wywołuje świecenie?, dlaczego świeci na pewnej długości fali i zawsze na tej samej?(na tych samych)
    pytania skierowane do pana nemo07, ale nie tylko
    pozdrawiam [/img]

  • #96 14 Kwi 2006 02:55
    nemo07
    Poziom 36  

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Wiemy już od forumowych elektrono-hydraulików kwantowych,
    że elektrony w metalu mogą przenosić energię z prędkością światła.
    A od kogo to wiemy, bo ja pisałem, że to pole przenosi energię, nie elektrony.
    Wiemy to od wspomnianych, rywalizujących grup "hadrauliczno-przystankowych", którzy teraz kompletnie zmieszają mnie z błotem. :D Ciebie nie miałem na myśli; jak Ci to do głowy przyszło:?:

    I to dobrze, bo z moich przedstawionych już wyliczeń wynika, że składowa gradientu pola E(L) "wzdłuż" wyniesie ca.
    E(L) = Ur/l = 5mV/1m = 5mV/m.
    Natomiast składowa poprzeczna gradientu będzie rzędu
    E(τ) = 5V/1mm = 5kV/m.
    Te liczby mówią same za siebie... ... temu, kto potrafi słuchać.:D
    To są pola, pod jakimi stoi zaindukowany w przewodniku od fali energii TEM, wspomniany ładunek powierzchniowy (100pC/30cm) w naszel linii 50Ω.
    Naiwnością byłoby przypuszczać, że wspomniany gradient podłużny bierze się z niczego. Jest on skutkiem wektora H propagującej fali energetycznej TEM. A jego nikła wartość jest skutkiem właściwości dielektrycznych i magnetycznych przewodnika.

    Mówiąc krótko, podręcznikowe interpretacje praw Ampera, Biot Savarta, Faradaya (oops! zapędziłem się, Faraday'a trzeba wykluczyć z "klubu" :D) i równań Maxwella "stoją na głowie".
    To nie prąd (czyt. "uporządkowany ruch elektronów w przewodniku") wytwarza pole magnetyczne, lecz dokładnie na odwrót: to fala elektromagnetyczna TEM płynąca w powietrzu indukuje prąd termicznych strat w przewodniku, który akurat znajdzie się w jej bliskości.
    W konsekwencji o naturze i sposobie powstawania fali elektromagnetycznej nie wiemy dziś więcej, niż wiedział Nikola Tesla ponad sto lat temu. W istocie wiemy mniej. :cry:
    Mamy natomiast dużo szczęścia z tymi naszymi amperomierzami etc. T&M Equipment. ... W końcu ponoć "tylko wynik się liczy".
    No to sobie tak policzyłem potroszkę... i nawet bez dyferencjałów się obyło.

    Zgodzisz się z powyższym?

    Dodano po 2 [godziny] 51 [minuty]:

    maciuś napisał:
    ... no ale chwila - elektrony?? mówicie że nie, tym bardziej że zanim to napięcie osiągnęło by taką wartośc bym już skończył swój żywot, fala elektromagnetyczna? też nie bo się porusza z prędkością światła więc dawno już jej nie ma ;), pole elektryczne - i nie wydaje mi się że pole elektryczne wytwarza elektrony, a raczej odwrotnie, no ale to pole się nie porusza,




    a teraz wyjmuję przewody z próżni i powstaje łądny łuk elektryczny, i tu pytanie : co wywołuje świecenie?, dlaczego świeci na pewnej długości fali i zawsze na tej samej?(na tych samych)
    pytania skierowane do pana nemo07, ale nie tylko
    pozdrawiam [/img]
    Maciuś.
    Czego nie wspomniałem wyżej, w lampach próżniowych elektrony biorą się z "termoemisji" (Google).
    Inna jest natura prądu wiązki elektronowej w lampie, a inna w przewodniku (o czym tu mowa). Mówiąc prosto, prąd elektronów, płynących od katody do anody jest z definicji skazany na "wygrzanie" całej swojej energii "w piach" (np. na pobudzenie warstwy fosforu do świecenia w kineskopie TV wskutek bombardowania - przejścia kwantowe). Podobnie jest w akceleratorach liniowych do badań cząsteczek elementarnych.

    Kolor świecenia łuku elektrycznego (ściślej jego rozkład spektralny) wynika ze składu procentowego mieszaniny gazów w powietrtzu. Jest on wypadkową (sumą) linii spektralnych pochodzących od poszczególnych gazów, które w łuku elektrycznym są w stanie jonizacji, systematycznego bombardowania szybkimi cząsteczkami, co powoduje przejścia (elektronów "orbitalnych") atomu z jednego w inny stan wzbudzenia. Każde takie przejście jest związane z absorbcją (bombardowanie) i/lub emisją (świetlną - skutek) określonej energii (kwantu). Ponieważ potencjały jonizacji poszczególnych gazów składowych są różne i jest wiele poziómów wzbudzenia dla danego typu atomu, również kolor łuku się zmienia w zależności od napięcia WN (czyt. potencjału przyspieszającego).
    Patrz Google: plazma, jonizacja gazów, widmo (linie) spektralne gazów, potencjał wzbudzenia, laser, .. etc.
    Patrz też "Mini Tesla Coil" w dziale "Początkujący laborki..."
    Pozdrawiam

  • #97 14 Kwi 2006 11:15
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Za czasów, jak ja się uczyłem te prawa były w podręczniku do liceum opisane porządnie, coś się popsuło?
    Co jest przez co wytwarzane... czy znasz takie hasło "rozwiązanie samouzgodnione"? Chodzi o to, że pole
    i ruch elektronów w przewodniku wpływają na siebie wzajemnie i są ze sobą w jakiejś równowadze.

  • #98 14 Kwi 2006 12:49
    maciuś
    Poziom 16  

    Cytat:
    Kolor świecenia łuku elektrycznego (ściślej jego rozkład spektralny) wynika ze składu procentowego mieszaniny gazów w powietrtzu. Jest on wypadkową (sumą) linii spektralnych pochodzących od poszczególnych gazów, które w łuku elektrycznym są w stanie jonizacji, systematycznego bombardowania szybkimi cząsteczkami, co powoduje przejścia (elektronów "orbitalnych") atomu z jednego w inny stan wzbudzenia. Każde takie przejście jest związane z absorbcją (bombardowanie) i/lub emisją (świetlną - skutek) określonej energii (kwantu). Ponieważ potencjały jonizacji poszczególnych gazów składowych są różne i jest wiele poziómów wzbudzenia dla danego typu atomu, również kolor łuku się zmienia w zależności od napięcia WN (czyt. potencjału przyspieszającego).
    Patrz Google: plazma, jonizacja gazów, widmo (linie) spektralne gazów, potencjał wzbudzenia, laser, .. etc.
    Patrz też "Mini Tesla Coil" w dziale "Początkujący laborki..."

    to ja wiem, więc jednak świecenie powodują elektrony, ale jeśli poruszają sie tak wolno to nie bardzo mi to pasuje do rzeczywistości, a może w rzeczywistości poruszają sie dużo szybciej?

    Cytat:
    Czego nie wspomniałem wyżej, w lampach próżniowych elektrony biorą się z "termoemisji" (Google).


    ale chyba nie tylko w skutek "termoemisji", chyba że teromoemisja uwzględnia różnicę potencjałów, w końcu nie zauważyłem żeby mój piec emitował wiązkę elektronów ;), no tak, emisja światła przez luminofor zależy od natężenia wiązki, ale również od różnicy potencjałów - przyspieszenia elektronów, jednak te elektrony biorą się z przewodnika, a jak zauważyłem we wcześniejszych postach prąd elektryczny w przewodniku to nie ruch elektronów
    więc coś mi tu nie pasuje
    pozdrawiam

  • #99 14 Kwi 2006 16:13
    _jta_
    Specjalista elektronik

    W próżni lampy elektronowej elektrony poruszają się dość szybko - np. w kineskopie mają około 1/4 szybkosci światła.
    Termoemisja zależy głównie od materiału i temperatury, silne pole elektryczne też może jej trochę pomóc. Materiały,
    które dają znaczącą termoemisję w dość niskiej temperaturze (poniżej 1000 stopni C) są dość podatne na utlenianie,
    więc nie za bardzo można się spodziewać, żeby z takich materiałów był zrobiony piec - po prostu spaliłby się.

  • #100 14 Kwi 2006 16:31
    maciuś
    Poziom 16  

    nie dostałem odpowiedzi na fotoemisję : jeśli płynący prąd to ruch elektronów to fotokomórka działała by bardzo wolno (przy podanej szybkości ruchu elektronów), występowałby też efekt zwiększonego przepływu prądu po oświelteniu - zgromadzone wolne elektrony w elektrodzie zostałyby wyemitowane dość szybko po oświetleniu tej elektrody dając znaczny prąd który gwałtownie by zmalał, bo następne poruszałyby się już za wolno
    pozdrawiam

  • #101 14 Kwi 2006 17:00
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Odpowiedź w postaci wzorów znajdziesz w szkolnym podręczniku fizyki.

  • #102 14 Kwi 2006 17:07
    maciuś
    Poziom 16  

    ja przepraszam bardzo, tyle to ja już wiem i nie muszę wracać
    nasuwa się jednak pytanie - co się dzieje w fotokomórce jeśli wg nemo07 prąd to nie przepływ elektronów, a jeśli przepływ elektronów to co z tą prędkością podaną wcześniej kilka mm/sek??

  • #103 15 Kwi 2006 02:19
    nemo07
    Poziom 36  

    maciuś napisał:
    ja przepraszam bardzo, tyle to ja już wiem i nie muszę wracać
    nasuwa się jednak pytanie - co się dzieje w fotokomórce jeśli wg nemo07 prąd to nie przepływ elektronów, a jeśli przepływ elektronów to co z tą prędkością podaną wcześniej kilka mm/sek??
    Oj, Maciuś.
    Nigdzie nie twierdziłem, że "prąd to nie przepływ elektronów". Chodzi tylko o to, jak to określenie i jego interpretacja mają się do faktycznych zjawisk fizycznych, występujących, kiedy mówi się o "prądzie elektrycznym".
    Proponuję, abyś przeczytał wątek jeszcze raz, ale cały, nie wybiórczo. :D
    Fotoemisja to rozległa dziedzina. A w fotopowielaczach efekt związany z ruchem wygenerowanych z foto-katody foto-elektronów jest ekwiwalentny z procesami, jakie mają miejsce prze katodzie zwykłej lampy próżniowej (termoemisja). Podałem Ci też linki i wszystko powinno być w miarę jasne.
    Różnice między prądem rozumianym jako "uporządkowany ruch elektronów" w próżni oraz analogicznie definiowanym zjawiskiem w przewodniku powinny już być jasne. A na tym ostatnim się skupiamy.

    _jta_ napisał:
    Za czasów, jak ja się uczyłem te prawa były w podręczniku do liceum opisane porządnie, coś się popsuło?
    Co jest przez co wytwarzane... czy znasz takie hasło "rozwiązanie samouzgodnione"? Chodzi o to, że pole
    i ruch elektronów w przewodniku wpływają na siebie wzajemnie i są ze sobą w jakiejś równowadze.
    _jta_.
    Nie chodzi mi tu o analizę ilościową, lecz jakościową. Wybór sposobu liczenia, to rzecz arbitrarna, ale najpierw trzeba zrozumieć, co się chce liczyć.

    Te ustalenia są istotne.
    Załóżmy falę TEM, jak na rysunku tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Electromagnetic_radiation prowadzoną przez szyny naszej linii, jedna z góry, druga z dołu. Z lewej generator, z prawej obciążenie.
    We wspomnianym odcinku naszej linii (pierwsza nanosekunda) mamy więc następującą sytuację.
    W punkcie, gdzie przechodzi front fali, wektory pola E oraz pola H wytworzą wzajemnie prostopadłe wektory gęstości prądów w następujący sposób:
    Wektor E(τ), poprzeczy, wytworzy poprzeczną gęstość prądu "elektrostatycznej" indukcji ładunku powierzchniowego, j(τ), która sumuje się do wyliczonej dla pierwszej nanosekundy wartości "prądu przesunięcia" I = 100pC/1ns = 0,1A.
    Z kolei wektor H odpowiada temu, jaki powstałby wskutek powszechnie rozumianego zjawiska indukcji magnetycznej wskutek prądu w przewodniku (prawa Ampera/Biot Savarta).
    Wiem jednak, że może być jedynie dokładnie na odwrót, tzn. właśnie wektor H naszej fali TEM powoduje indukowanie pewnej, nazwijmy ją "siły elektromotorycznej" wzdłuż przewodnika, lecz w zgodzie nie ze wspomnianymi prawami, lecz z prawem indukcji Faraday'a.
    Ta SEM generuje pewną, niewielką składową j(L) gęstości prądu, styczną do długości szyny - podłużną.
    Tak więc sumaryczny wektor gęstości prądu w punkie frontu fali wyniesie:
    j = j(τ) + j(L).
    Przy tym j(L) wywołuje straty energii wewnątrz przewodnika na grzanie, podobnie, jak j(τ).

    Użyłem tu "skoku jednostkowego", który można rozłożyć na fourierowskie harmoniczne, ale myślę, że analiza przy użyciu "skoku" jest w sumie bardziej przejrzysta, niż zajmowanie się sinusami/cosinusami.
    Jeśli mierzymy prąd w przewodniku za pomocą spadku napięcia na małej rezystancji wpiętej szeregowo z szyną (pośredni pomiar z pomocą miliwoltomierza), pytanie jest następujące: co mierzy nasz amperomierz?
    Mierzy on oczywiście wartość j, którą esencjalnie wyznacza prąd przesunięcia, j(τ), gdyż j(L) jest znikomy, zależny od stratności "w miedzi". Dlaczego?
    Łatwiej, niż przy użyciu krótkiej linii i szybkich impulsów można to zweryfikować używając np 20m odcinka kabla koncentrycznego 50Ω. Wpięcie małego rezystora SMD rzędu 1Ω nie wprowadza znacznych niedopasowań, a pozwala stwierdzić, że prąd, jaki mierzymy, jest w istocie "prądem przesunięcia", a straty w kablu są znikome. Taki bilans potwierdzi się dla dowolnego sygnału z generatora: sinus, czy puls.

    Należy więc uznać, że, niestety, również wyjaśnienie fenomenu strat w przewodniku, jak to jest powszechnie tłumaczone i zostało opisane w cytowanej "pdf", jest z gruntu fałszywe - jest niejako "w poprzek" - mimo, że kalkulacje dostarczają poprawny numerycznie wynik. :D
    Fakt, że analiza numeryczna wymagałaby rewizji całej tam przedstawionej kalkulacji, gdyż tutaj mówimy o kompletnie innym modelu.
    Co się dzieje z faktycznym "dryftem podłużnym" na całej długości, poza frontem fali?
    Straty z niego są znikome i na poziomie, jak można to wyliczyć, co też zrobiłem (wyliczone 1mW straty).

    Totalna zadyma! Jak nie do góry nogami, to w poprzek! :D
    Dziś nie mam już głowy do kombinowania.
    Wesołych Swiąt :D
    Pozdrawiam

  • #104 15 Kwi 2006 22:21
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Całka z gęstości przypowierzchniowej prądu poprzecznego w obszarze "frontowym" (gdzie indziej go nie ma)
    jest równa różnicy prądu podłużnego przed i za frontem (a przed frontem w naszym przypadku jest zero) -
    chyba, żeby zmieniała się gęstość ładunku wewnątrz przewodnika, a to tworzyłoby pole wewnątrz niego,
    co jest sprzeczne z założeniem, że to jest przewodnik... w samym obszarze "frontowym" są wahania gęstości
    ładunku, bo prąd poprzeczny z powodu oporności przewodnika daje pewien spadek napięcia.

    Wygląda to tak, że prąd podłużny płynie na odcinku od źródła do frontu, i na froncie rozpływa sie na boki.
    I front przemieszcza się z szybkością światła, jeśli poza przewodem jest próżnia - jeśli nie, to potrzebny jest
    większy ładunek do ładowania pojemności przewodu, więc więcej czasu, by dopłynął do jednostki długości.

  • #105 19 Kwi 2006 18:01
    nemo07
    Poziom 36  

    _jta_ napisał:
    ...Wygląda to tak, że prąd podłużny płynie na odcinku od źródła do frontu, i na froncie rozpływa sie na boki.
    I front przemieszcza się z szybkością światła, jeśli poza przewodem jest próżnia - jeśli nie, to potrzebny jest
    większy ładunek do ładowania pojemności przewodu, więc więcej czasu, by dopłynął do jednostki długości.
    Mnie to w ogóle "nie wygląda", a na pewno wygląda inaczej, niż twierdzisz.

    Kolego _jta_, mylisz skutki z przyczynami i wprowadzasz konfuzję. Prędkość fali TEM nie zależy do wymagań jakiegokolwiek przewodnika w jej polu, ani ilości ładunku, jaki miałaby ona zaindukować w nim. Gdyby tak było, prędkość fali TEM byłaby zależna od napięcia między szynami linii, a przecież każdy wie, że tak nie jest!
    Pole elektryczne E wewnątrz przewodnika nie jest naszym zmarwtieniem. Jest zadaniem fizyki ciała stałego wytłumaczyć, jakie zależności panują wewnątrz przewodnika z prądem. Jak do tej pory nie wyjaśnili i, z mojej perspektywy, fizyka teoretyczna tkwi w ponad stuletniej hipnozie i tylko nagły koniec świata może oznaczać jakieś zauważalne zmiany w stanie wiedzy „edukowanego” establishmentu.
    Powinieneś wiedzieć, że wzory matematyczne opisujące świat realny, traktowane abstrakcyjnie, nie zawierają w sobie krzty deterninizmu. A to prędko prowadzi do lunatycznych wniosków i modeli. Przykład:
    R = U/I. Interpretacja kopenhaska: Regulacja napięcia pozwala uzyskać regulowaną oporność.
    I takim prostym, "relatywistycznym" chwytem zrobiliśmy z opornika półprzewodnik. A ponadto mamy wciąż jeszcze jeden stopień swobody – wartość prądu. Czyż nie wspaniałe odkrycie?
    Mamy więc dwa kopenhaskie półprzewodniki: jeden sterowany napięciem (nazwijmy go rezystorem polowym), drugi – sterowyny prądem (rezystor bipolarny).
    Oj, oj! :D

    Ponieważ prezentowane przez OKFT modele niczego nie wyjaśniają, jedyne co pozostaje, to użycie dawno odkrytych praw.

    Rozważmy odcinek <ds> naszej linii taki, że front fali TEM znajduje się na jego lewej granicy. Po czasie <dt>,
    dt = ds/v (1), gdzie v - prędkość fali TEM, front przesunie się na prawą granicę odcinka.

    Parametry rożłożone linii (wartości przypadające na jednostkę długości): <l> i <c> można wyrazić jako:
    l = micro;•f (2),
    gdzie &micro; – przenikalność magnetyczna dielektryka, w którym zanurzona jest linia,
    c = ε•f (3),
    gdzie epsilon – przenikalność elektryczna dielektryka (w tym przypadku powietrza),
    f – współczynnik geometryczny (form factor) linii (przekroje, odstęp i geometria szyn).

    Wiemy, że skok napięcia na odcinku <ds> wymaga (składowa E pola) ładunku powierzchniowego dq = idt = ds•c•u = dt•v•c•u, stąd prąd z ładunku powierzchniowego (poprzeczny?):
    i = v•c•u (4)
    i jest to prąd, jakiego musi dostarczyć bateria, gdyż dokładnie taką wartość wskaże nam włączony w szereg z linią amperomierz.

    Skok napięcia na froncie fali TEM musi być w zgodzie z prawem Faradaya, czyli w odniesieniu do odcinka <ds>:
    u(s.e.m.) = - dΦ/dt (5)
    Z prawa Ampera, strumień magnetyczny wytworzony przez jednostkową (rozłożoną) indukcyjność linii <l>: Φ = l•i. Na odcinek ds, posiadający indukcyjność dl = ds•l przypadnie strumień
    dΦ = dl•i = ds•l•i.
    Znak „-„ w równaniu (5) ma istotne znaczenie; mówi on, że S.E.M. indukowana przez zmienne pole H ma kierunek przeciwstawiający się fenomenowi, który ją prowokuje (zasada Lenza). W naszym przypadku tym fenomenem jest powodowany „falą” ładunku powierzchniowego skok napięcia u = 5V na odcinku <ds> i ma on wartość ujemną, jeśli przyjmiemy kierunek <ds> zgodnie z kierunkiem fali (tutaj delta u = -5V). Oznacza to, że indukowana u(s.e.m.) będzie miała wartość dodatnią wedle przyjętej orientacji odcinka <ds>. Można ją sobie wyobrazić, jak współbieżny z frontem fali TEM, lecz zawsze przeciwnie skierowany anty-front indukowanej S.E.M. A zatem skok naszej S.E.M. będzie równy bezwzględnej wartości skoku u, czyli możemy napisać
    u = dΦ/dt = (ds/dt)•l•i = v•l•i (6)

    Jeśli mamy być w zgodzie z zasadą zachowania ładunku oraz z II prawem Kirchhoffa, musimy przyjąć, że prąd "i" w zależnościach (4) i (6) tworzą efektywnie te same ładunki; wymaga tego choćby front fali TEM, kiedy ta powstaje na stykach kontaktów załączających baterię do linii. Bateria jest źródłem energii/mocy, możemy zatem napisać
    p = u•i = v•l•i•v•c•u, stąd v^2 = 1/(lc), stąd prędkość fali TEM w linii:
    v = 1/√(lc) (7)
    Z (2) i (3) można wykazać, że v zależy jedynie od parametrów dielektryka w linii, czyli:
    v = 1/√(ε•&micro;) (8)
    c = 1/sqr(ε0•&micro;0) (8a) – prędkość fali TEM w próżni
    Impedancja charakterystyczna linii (jest to oporność rzeczywista):
    Zo = u/i = (v•l•i)/(v•c•u) = li/(cu), stąd u^2/i^2 = l/c, czyli
    Zo = √(l/c) (9)
    Analogicznie można wykazać, że impedancja charakterystyczna próżni:
    Zo(fs) = √(&micro;0/ε0) = 377 Ohm. (10)
    Ponadto fala TEM w każdym ośrodku <m> jest związana zależnościami E/H = Zo(m).

    Zależności (7) - (10) są ukryte w tzw. „równaniach Maxwella”. Są one jednak autorstwa Heaviside’a (być może po części Thomsona). W gruncie rzeczy te równania są niczym więcej, jak generalnymi równaniami transportu, gdzie parametry v i Zo, względnie c i Zo(fs) definiują „parametry taśmy transportowej”; dodatek „oscylacyjny” niczego istotnego nie wnosi na bazie powyższych wyliczeń.
    I dokładnie tym są te tzw. „równania Maxwella” – załatwiają wszystko, lecz nie wyjaśniają niczego.

    Jak udało mi się ustalić, oryginalne równania Maxwella były sformułowane w rachunku quaternionów i było ich wiele (ponoć 20). Maxwell miał istotny wkład w teorię pola elektromagnetycznego mimo, że popełnił pewne błędy. Nie zdążył ich skorygować w przygotowywanej, drugiej edycji swojej pracy.
    Ci, którzy przejęli teorię po jego śmierci, dokonali drastycznych „ulepszeń” w zastosowanych uproszczeniach, nie dbając nawet o skorygowanie błędów Maxwella. W rezultacie mamy okrojoną i od blisko stu pięćdziesięciu lat „zamrożoną” teorię pola EM, która niewiele przypomina oryginały Maxwella.
    Wedle niej egzystuje tylko i wyłącznie fala TEM i to tylko taka, jaka była potrzebna O. Heaviside’owi dla rozwiązania problemów linii telegraficznej z Anglii do Danii. Nie ma żadnych innych fal w literaturze. :D Wszystko jasne?
    To jest zmartwienie projektantów anten („near field vs far field” paradox). Ale każdy elektronik napotyka inną magię...

    Paradoks kondensatora:
    Jednym z głównych błędów wprowadzonych w owym czasie było przyjęcie konceptu „prądu przesunięcia” w kondensatorze celem eliminacji rzekomej niekonsekwencji prawa Ampera (pomysł przypisywany Maxwellowi).
    Jest o tym mowa tu: http://www.ftj.agh.edu.pl/~kakol/efizyka/index0.htm Moduł 8, wykład 26, rozdział 26.3, wzór (26.6). Ten wzór jest błędny; konsekwentnie błędne jest „podsumowanie” wyrażone jako:
    „Prawo, zasada, twierdzenie
    Zmianom pola elektrycznego towarzyszy zawsze powstanie pola magnetycznego“.
    Aczkolwiek czasami bywa, że ta "zasada" jest prawdziwa, intencją tego stwierdzenia jest powszechnie uznawany dogmat OKFT, że „zmienne pole magnetyczne wytwarza zmienne pole elektryczne”, z kolei „zmienne pole elektryczne wytwarza zmienne pole magnetyczne” i tak w kółko – i to ma być wytłumaczenie fenomenu powstawania i propagacji swobodnej (niezwiązanej z linią) fali elektromagnetycznej (radiowej) TEM. :D
    Otóż tak nie jest! I nie ma empirycznego dowodu na to, aby tak było. Jest to naiwny model, stworzony na użytek ignoranta :idea:
    Niech mi ktoś umieści magnes na wirującej tarczy i wykaże, że powstają w jego otoczeniu jakieś „zmienne pola elektryczne”! Miernik pola E nie wykaże niczego takiego! Więc go nie ma. Proste.
    Analogicznie, nikt nie zauważył, aby strzałka kompasu reagowała na poruszanie naładowanego generatora Van der Graffa. Niespodzianka?
    Te fakty były znane prawdziwym naukowcom i odkrywcom z epoki Maxwella i Tesli. Ale OKFT wie „lepiej”.

    Idea „prądu przesunięcia” jest z gruntu fałszywa, gdyż zakłada ona, że ładunek dostarczony do kondensatora momentalnie (w czasie t=0) rozłoży się na całej powierchni okładzin, a to przeczy empiryce i zdrowemu rozsądkowi bo, wiadomo, że żadne ładunki nie płyną z okładek kondensatora do dielektryka.
    Koncept ten rozwiązuje pozornie paradoks prądu płynącego przez kondensator włączony w obwód prądu zmiennego. Fenomen tłumaczono poprzez prąd wynikający z przepolaryzowania ładunków wewnątrz dielektryka. Jest to jednak, na gruncie materiałoznawstwa, założenie bez pokrycia empirycznego.
    Sam Maxwel zauważył ponoć, że w przypadku kondensatora próżniowego takie tłumaczenie traci sens.
    Ale miało ono dalsze konsekwencje. Prąd przesunięcia, rozumiany jako „ruch ładunków elektrycznych” w dielektryku (pomijając efekty klasycznego grzania dielektryka – jak w mikrofalówce) wymagałby powstawania pola magnetycznego zgodnie z prawem Ampera. Pole to wirowałoby wokół strumienia prądu przez dielektryk.
    Mimo, że wiemy, iż takiego pola nie ma w kondensatorze, lecz tylko pole fali TEM, w płaszczyćnie poprzecznej do tego hipotetycznego pola z „prądu przesunięcia”, fałszywych książek nie zmieniono, a spekulacje na ten tamat nie ustają.

    Wracając do naszej linii, musimy stwierdzić, że taka fala TEM jest związana wymaganiem, aby energia przenoszona przez obydwa komponenty, E i H, była rozłożona po połowie. Oznacza to de facto tylko jeden stopień swobody, nie dwa, jak by niektórzy chcieli.
    Nie jest to też fala radiowa i żadna fala radiowa nie powstanie w sytuacji, kiedy linia jest obustronnie dopasowana, co oznacza, że praktycznie cała moc przenoszona w komponentach E i H pola zostanie dostarczona do obciążenia, a reszta straci się na ciepło w przewodnikach i ewentualnie w stratnym dielektryku.
    W przypadku niedopasowania impedancyjnego po którejkolwiek stronie odpowiedzią linii będą stany nieustalone, wynikłe z odbić na niedopasowanym końcu.
    Ponadto, jak widać z powyższych kalkulacji, każdy kondensator jest faktycznie linią długą, otwartą na końcu (na obrzeżach elektrod).

    Kalkulacje te są dowodem, że fizycy teoretyczni (lub może raczej "fizyczni" teoretycy :D) od stu lat tkwią w dawno popełnionych „ulepszeniach” i bardziej „nowoczesnym”, lunatycznym transie pułapek Heisenberga, Einsteina i dylemacie kota Schroedingera. Tymczasem rozumni już dawno poumierali i nie ma komu popchnąć wiedzy fizycznej do przodu.
    Nie dość więc, że nic nie wiemy o naturze prądu w przewodniku, ani o naturze fal EM, jesteśmy karmieni niedorzecznymi modelami fenomenów, które OKFT nie jest w stanie wytłumaczyć na fundacji swoich równie niedorzecznych dogmatów.

    Po przejrzeniu niektórych patentów Tesli (z okazji tematu „Mini Tesla Coil” w dziale 27) zauważyłem że...
    Współczesna technologia opiera się w przeważającej części na odkryciach i dorobku naukowym z odległych czasów, resztę robią „wypadki przy pracy”, powodowane głównie przez tych, którzy lekceważą religię lub „obrządki” nakazywane przez OKFT, albo po prostu popadają w chwilowe „występki” przeciwko doktrynie.
    Można się tylko dziwić, że w urzędach patentowych leżą ponad stuletnie patenty, wolne już od opłat, które nie znalazły powszechnego zastosowania. Zamisat nich, wykorzystywane są np. prymitywne, nieefektywne maszyny elektryczne, oparte na ignoranckich wyobrażeniach, wynikających z błędnej doktryny, marnotrawiące energię w czasach, kiedy powszechnie mówi się o „kryzysie energetycznym”.
    Jeden aspekt to ten, że inżynierowi edukowanemu na bazie współczesnych podręczników OKFT trudno pojąć fundamentalne prawa fizyki i potrafi on czasem zadawać zdumiewające pytania, kiedy mowa rzeczach elementarnych, np. o wspomnianych patentach N. Tesli. Drugi to ten, że w czasach, kiedy energia jest co raz droższa, są znajdywane wymyślne uzasadnienia, tłumaczące pokrętną drogą mniej więcej takową mondrość, że „nie stać nas na to, aby oszczędzać”.
    Według kalendarza mamy rok 2006. Według powszechnie stwierdzalnego stanu wiedzy jesteśmy gdzieś na przełomie XIX/XX w.

    Jest cool! ... Tylko zdaje się, że po odkryciu tych "rewelacji" sprzed lat stu będziemy mieli kolejne "zwarcie na elektrodzie".
    Pozdrawiam "wiernych", "innowierców" i "ekskomunikowanych" :D

  • #106 19 Kwi 2006 19:55
    _jta_
    Specjalista elektronik

    nemo07 napisał:
    Jest zadaniem fizyki ciała stałego wytłumaczyć, jakie zależności panują wewnątrz przewodnika z prądem. Jak do tej pory nie wyjaśnili

    Wyjaśnili, i to już kilkadziesiąt lat temu - być może się tego nie nauczyłeś, ale to już inna sprawa.

    nemo07 napisał:
    Jak udało mi się ustalić, oryginalne równania Maxwella były sformułowane w rachunku quaternionów

    Nie mozna tego a priori wykluczyć, bo Maxwell opublikował swoje równania 21 lat po opublikowaniu teorii kwaternionów
    (według http://en.wikipedia.org/wiki/Quaternion w 1843), ale nie trafiłem nigdzie na taką informację - możesz podać źródła?

    nemo07 napisał:
    Niech mi ktoś umieści magnes na wirującej tarczy i wykaże, że powstają w jego otoczeniu jakieś „zmienne pola elektryczne”!

    Na przykład doświadczenie Faradaya. ;)

    nemo07 napisał:
    Analogicznie, nikt nie zauważył, aby strzałka kompasu reagowała na poruszanie naładowanego generatora Van der Graffa. Niespodzianka?

    A próbowałeś policzyć, jakie pole magnetyczne powinien taki ruch wytworzyć? B=v*E/c^2. a c to 3*10^8m/s!

  • #107 19 Kwi 2006 21:19
    nemo07
    Poziom 36  

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Jest zadaniem fizyki ciała stałego wytłumaczyć, jakie zależności panują wewnątrz przewodnika z prądem. Jak do tej pory nie wyjaśnili

    Wyjaśnili, i to już kilkadziesiąt lat temu - być może się tego nie nauczyłeś, ale to już inna sprawa.
    Uczyłem się dużo ... różnych nonsensów. Problem w tym, że esencjalne teorie są zbiorem nonsensów. Brak jest natomiast "akademickiego przewodnika" pośród tych stert nonsensów. :D

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Jak udało mi się ustalić, oryginalne równania Maxwella były sformułowane w rachunku quaternionów

    Nie mozna tego a priori wykluczyć, bo Maxwell opublikował swoje równania 21 lat po opublikowaniu teorii kwaternionów
    (według http://en.wikipedia.org/wiki/Quaternion w 1843), ale nie trafiłem nigdzie na taką informację - możesz podać źródła?=

    Słabo się starasz. Swiat nie kończy się na Wiki http://www.google.pl/search?hl=pl&q=Maxwell+quaternion&lr=
    Według mojej wiedzy "A dynamical theory of the electromagnetic field" z 1864 (dated 27 October 1864) i reprint w The Scientific Letters and Papers of James Clerk Maxwell, Volume II 1862-1873, edited by P. M. Harman (Cambridge Un. Press 1995) at pages 189-196) są jedynymi, "nieulepszonymi" wersjami prac Maxwella (co do tego drugiego nie mam pewności).
    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Niech mi ktoś umieści magnes na wirującej tarczy i wykaże, że powstają w jego otoczeniu jakieś „zmienne pola elektryczne”!

    Na przykład doświadczenie Faradaya. ;)
    Faraday robił wiele doświadczeń. Zadne "interpretacje" nie unieważnią wyników doświadczeń, które ewidentnie obalają fałsz dogmatu OKFT o naturze propagacji fali EM. :D

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Analogicznie, nikt nie zauważył, aby strzałka kompasu reagowała na poruszanie naładowanego generatora Van der Graffa. Niespodzianka?

    A próbowałeś policzyć, jakie pole magnetyczne powinien taki ruch wytworzyć? B=v*E/c^2. a c to 3*10^8m/s!
    Po co liczyć, skoro wiadomo, żadne wzory nie zmienią realiów natury?
    Powiedziałem, że rozpowszechniany dogmat o naturze propagacji fali EM jest z gruntu fałszywy oraz pokazałem, jak prostym sposobem można to udowodnić. Czy to za mało?
    Przedstawiłem idee doświadczeń, jakie można zrealizować w dobrze wyposażonnej pracowni fizycznej w szkole podstawowej. A że monopol na jedynie "poprawne interpretacje" mają kapłani OKFT - to już inny temat.

    Jak widać tutaj rzeczowa dyskusja z przyczyn "interpretacyjnych" problemów współczesnej inkwizycji OKFT nie może dojść do skutku.
    Powstaje pytanie: "I co dalej, maturzysto?" :D
    Trzeba będzie po ukończeniu szkół uczyć się wszystkiego od nowa. No i trzeba dużo kasy i czasu na poszukiwanie akwarialnych podręczników.
    Szperaczom życzę dużo szczęścia.

  • #108 20 Kwi 2006 20:35
    _jta_
    Specjalista elektronik

    nemo07 napisał:
    Uczyłem się dużo ... różnych nonsensów.

    A czegoś sensownego nie? Może nie dotarłeś do właściwych podręczników?

    Co do sformułowania równań Maxwella przez niego samego w języku kwaterionów
    - możesz podać jakieś konkretne dane, gdzie to znaleźć. Obawiam się, że biblioteka
    może nie dysponować publikacjami z XIX wieku... znasz taką, która ma?
    Jakby biblioteka nie miała - czy te publikacje są udostępnione poprzez Internet?

    Uzupełnienie: znalazłem w Internecie informacje o tym sformułowaniu, które wyglądają
    na wiarygodne... ale chyba mało się o tym pamięta, skoro pojawiła się publikacja:
    "Physical Space as a Quaternion Structure, I: Maxwell Equations. A Brief Note"
    math-ph/0307038 Authors: Peter Michael Jack; i abstrakt zaczyna się od zdania:
    "This paper shows how to write Maxwell's Equations in Hamilton's Quaternions...".
    (można to ściągnąć z http://arXiv.org/ - chyba potrafisz tam odszukać?)

    nemo07 napisał:
    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Niech mi ktoś umieści magnes na wirującej tarczy i wykaże,
    że powstają w jego otoczeniu jakieś „zmienne pola elektryczne”!

    Na przykład doświadczenie Faradaya. ;)
    Faraday robił wiele doświadczeń. Zadne "interpretacje" nie unieważnią wyników
    doświadczeń, które ewidentnie obalają fałsz dogmatu OKFT o naturze propagacji fali EM. :D

    Robił wiele, ale mi chodzi o to najbardziej znane, które dotyczy akurat tej sprawy
    - powstawanie prądu (a dokładnie SEM) w cewce, kiedy się porusza magnesem.
    Pewnie prawie każdy w szkole na fizyce robi to samo, i widzi, że SEM jest... ;)

    Co masz na myśli z tymi interpretacjami, bo to chyba Ty coś byś chciał zinterpretować?

    nemo07 napisał:
    Po co liczyć, skoro wiadomo, żadne wzory nie zmienią realiów natury?
    Powiedziałem, że rozpowszechniany dogmat o naturze propagacji fali EM jest
    z gruntu fałszywy oraz pokazałem, jak prostym sposobem można to udowodnić.

    Jeśli obliczenia pokażą, że efekt wynikający z teorii jest mniejszy niż to, co umiemy
    zaobserwować, to fakt, że tego nie zaobserwujemy, nie obala tej teorii... jeśli chce się
    udowodnić, że jest jakaś teoria lepsza, to liczy się przewidywany rezultat doświadczenia
    dla starej teorii, dla nowej, i pokazuje, że wynik doświadczenia zgadza się tylko z nową...
    A w twoich wywodach nic takiego nie widzę... nie ma tam nawet sformułowania teorii. Czy
    potrafisz np. określić, jakie mają być równania pola magnetycznego bez prądu przesunięcia?

  • #109 20 Kwi 2006 23:24
    nemo07
    Poziom 36  

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Uczyłem się dużo ... różnych nonsensów.

    A czegoś sensownego nie? Może nie dotarłeś do właściwych podręczników?

    Co do sformułowania równań Maxwella przez niego samego w języku kwaterionów - możesz podać jakieś konkretne dane, gdzie to znaleźć. Obawiam się, że biblioteka może nie dysponować publikacjami z XIX wieku... znasz taką, która ma?
    Jakby biblioteka nie miała - czy te publikacje są udostępnione poprzez Internet?
    Owszem, sensownych rzeczy też się uczyłem. Problem w tym, że w podręcznikach są one pomieszane razem z nonsensami. Mówiąc lapidarnie podręczniki szerzą dezinformację. A wskazane tu fałsze demonstrują to najlepiej.
    Trzeba dość pokrętnej logiki, aby prawdę pożenić z fałszem tak, by całość tworzyła logicznie spójną treść. Jedyną logiką, jaka umożliwia taki zabieg jest oficjalnie obowiązująca logika Kalego ("3xNIE, 1xTAK"). Logika naturalna ("2xNIE, 2xTAK", właściwa umysłowi człowieka) nie dopuszcza takich nadużyć.
    Oryginałów Maxwella nie spalono. Więc kto koniecznie chce do nich dotrzeć, ten znajdzie drogę.
    W kwestii autentyzmu internet nie jest lepszy od podręczników, ale tu nznowu, rozum pozwaala oddzielić ziarno od plewów.
    Najbardziej ciążącym skutkiem przerobienia quaternionów Maxwella na rachunek wektorowo-tensorowy było odrzucenie tzw. asymetrycznych ("urojonych") produktów. Jest to błąd dyletancki i fundamentalny.
    W efekcie, z całej pracy Maxwella pozostały nam jedynie równania Heavisidea nazwane "równaniami Maxwella" podczas kiedy z oryginałami Maxwella są one niekompatybilne, choćby w punkcie tyczącym "prądu przesunięcia".

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Niech mi ktoś umieści magnes na wirującej tarczy i wykaże,
    że powstają w jego otoczeniu jakieś „zmienne pola elektryczne”!

    Na przykład doświadczenie Faradaya. ;)
    Faraday robił wiele doświadczeń. Zadne "interpretacje" nie unieważnią wyników
    doświadczeń, które ewidentnie obalają fałsz dogmatu OKFT o naturze propagacji fali EM. :D

    Robił wiele, ale mi chodzi o to najbardziej znane, które dotyczy akurat tej sprawy
    - powstawanie prądu (a dokładnie SEM) w cewce, kiedy się porusza magnesem.
    Pewnie prawie każdy w szkole na fizyce robi to samo, i widzi, że SEM jest... ;)
    Co masz na myśli z tymi interpretacjami, bo to chyba Ty coś byś chciał zinterpretować?
    _jta_! Mówimy tu właśnie o tej SEM Faradaya. Jeżeli stoisz na gruncie, że w przewodniku nie ma pola elektrycznego, to jedynym efektem zmiennego pola magnetycznego może być SEM w przewodniku! Więc nie mów mi nagle o zmiennym polu elektrycznym!
    Niezależnie od tego, nawet gdy przyjmiemy, że w przewodniku może egzystować pole elektryczne, twierdzenie OKFT, że zmienne pole magnetyczne zawsze wywołuje zmienne pole elektryczne jest na gruncie obecnie akceptowanych fundamentalnych praw fałszywe.
    Podałem przykład doświadczenie: Wirujący magnes (bez SEM z przewodnika) i pomiar rzekomo wytwarzanego pola E. Miernik pola E nie wykaże takiego. I tyle! Czyli twierdzenie jest błędne.
    I tu jesteśmy przy "interpretacjach". OKFT stoi na stanowisku, że wolno mu mylić SEM z polem E - w zależności od potrzeb ideologicznych. To właśnie tu zademonstrowałeś.
    To kiepska szkoła.

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Po co liczyć, skoro wiadomo, żadne wzory nie zmienią realiów natury?
    Powiedziałem, że rozpowszechniany dogmat o naturze propagacji fali EM jest z gruntu fałszywy oraz pokazałem, jak prostym sposobem można to udowodnić.

    Jeśli obliczenia pokażą, że efekt wynikający z teorii jest mniejszy niż to, co umiemy zaobserwować, to fakt, że tego nie zaobserwujemy, nie obala tej teorii...
    Masz problemy z logiką. Jeżeli wynik przeczy teorii, obala on ją równocześnie. Nie chodzi tu o jakiś przypadkowy eksperyment, lecz o regułę. Twierdzę, że wzór, który podałeś jest z gruntu fałszywy, bo wynik zawsze będzie zero. Zatem cała "teoria", która stoi za tym wzorem jest fałszywa.
    Twój wzór: B=v*E/c^2 :D
    Jeśli zastosować go do fali radiowej TEM z nadajnika, której składowe E i H łatwo zmierzyć w zakresie "far field" okaże się fałszywy. To jest pewne. Z rego wzoru wynikałoby, że kiedy "układ referencji" jest w bezruchu, odbiór radiowy jest niemożliwy, gdyż pole EM znika. No, niezłe science fiction uczą Cię w tych szkołach! :D
    Eh! Znalazłem rozwiązanie dla posiadaczy komórek nękanych problemami zasięgu: Brak zasięgu? Wsiadaj na rower i pedałuj z błogosławieństwem Einsteina. Im mocniej pedałujesz, tym lepszy zasięg! Dobre, co? :D
    Zależność między E i H w próżni/powietrzu wynosi zawsze
    H = E/Zo, Zo - impedancja falowa ośrodka (w próżni/powietrzu ca. 377Ω).
    Zo nie zależy od żadnych prędkości!

    _jta_ napisał:
    ... jeśli chce się udowodnić, że jest jakaś teoria lepsza, to liczy się przewidywany rezultat doświadczenia dla starej teorii, dla nowej, i pokazuje, że wynik doświadczenia zgadza się tylko z nową...
    A w twoich wywodach nic takiego nie widzę... nie ma tam nawet sformułowania teorii. Czy potrafisz np. określić, jakie mają być równania pola magnetycznego bez prądu przesunięcia?
    _jta_. Ja nie zamierzam budować nowych i poprawnych teorii, niech to inni robią.
    Wykazuję tu tylko, że te tzw. "nowe" teorie są fałszywe i wskazuję punkty.
    To zaiste dowcipne, aby "nowe" fałszywe teorie nazywać "lepszymi". :D
    Równania pola magnetycznego bez prądu przesunięcia łatwo sobie wyprowadzić z rachunku, jaki przedstawiłem wyżej. Więc, gdzie masz problem? Jeżeli "nie widzisz", o czym tu cały czas dyskutujemy, to zastanawia mnie sens dyskutowania z Tobą w ogóle.
    Popraw optykę, albo kończymy ten "ekumeniczny" dialog.

  • #110 21 Kwi 2006 01:53
    _jta_
    Specjalista elektronik

    nemo07 napisał:
    Owszem, sensownych rzeczy też się uczyłem. Problem w tym, że w podręcznikach są one pomieszane razem z nonsensami.

    A jakie masz kryterium rozróżnienia, co jest sensowne, a co nie? I jakie podręczniki znasz?

    nemo07 napisał:
    skutkiem przerobienia quaternionów Maxwella na rachunek wektorowo-tensorowy było
    odrzucenie tzw. asymetrycznych ("urojonych") produktów. Jest to błąd dyletancki i fundamentalny.
    W efekcie, z całej pracy Maxwella pozostały nam jedynie równania Heavisidea nazwane "równaniami Maxwella"
    podczas kiedy z oryginałami Maxwella są one niekompatybilne, choćby w punkcie tyczącym "prądu przesunięcia".

    A tak konkretnie w czym jest różnica? Wypowiedziałeś sporo ocen, ale samej różnicy nie pokazałeś.

    nemo07 napisał:
    Niech mi ktoś umieści magnes na wirującej tarczy i wykaże,
    że powstają w jego otoczeniu jakieś „zmienne pola elektryczne”!
    ...
    Jeżeli stoisz na gruncie, że w przewodniku nie ma pola elektrycznego, to jedynym
    efektem zmiennego pola magnetycznego może być SEM w przewodniku!

    Jeśli w polu elektrycznym umieścisz przewodnik - na przykład między równoległymi płytami, między którymi
    będzie pole elektryczne umieścisz drut równoległy do pola (prostopadły do płyt) tak, by niemal ich dotykał,
    to między końcami drutu, a płytami uzyskasz znacznie silniejsze pole elektryczne - dlatego, że w przewodzącym
    drucie nie ma pola elektrycznego, a suma po dowolnej drodze ma się zgadzać.
    W przypadku cewki mamy analogiczną sytuację: nie może być pola elektrycznego w przewodniku, więc pole elektryczne
    wytworzone przez poruszający się magnes pojawia się między końcami cewki, i tam jest silniejsze, więc łatwo je zmierzyć.
    Bez cewki trudniej: można obserwować np. jon w próżni, ale trzeba precyzyjnie mierzyć, żeby wykryć jego ruch pod wpływem
    pola elektrycznego wywołanego ruchem magnesu w pobliżu. W przypadku zjonizowanego gazu pole spowoduje ruch ładunków
    w kierunku zależnym od znaku ładunku, i w efekcie pojawienie się ładunków powierzchniowych. Te ładunki spowodują pole,
    które zrównoważy pole pochodzące od ruchomego magnesu wewnątrz chmury zjonizowanego gazu, tak że wewnątzr chmury
    pole będzie zero, ale na zewnątrz nie - wręcz przeciwnie, pola się zsumują. Efekt wykorzystano w generatorze MHD.

    nemo07 napisał:
    Podałem przykład doświadczenie: Wirujący magnes (bez SEM z przewodnika) i pomiar rzekomo
    wytwarzanego pola E. Miernik pola E nie wykaże takiego. I tyle! Czyli twierdzenie jest błędne.

    Na właśnie jest taka sprawa, że ten miernik je wykazuje...

    nemo07 napisał:
    Jeżeli wynik przeczy teorii, obala on ją równocześnie.

    Ja pisałem o sytuacji, w której nie przeczy. I że trzeba policzyć, czy przeczy, czy nie, żeby to ustalić.

    nemo07 napisał:
    Nie chodzi tu o jakiś przypadkowy eksperyment, lecz o regułę. Twierdzę, że wzór, który podałeś jest
    z gruntu fałszywy, bo wynik zawsze będzie zero. Zatem cała "teoria", która stoi za tym wzorem jest fałszywa.

    Zerowy jest wynik wzoru, czy eksperymentu? Jeśli eksperymentu - czy przeprowadziłeś z wystarczającą dokładnością?

    nemo07 napisał:
    Twój wzór: B=v*E/c^2 :D
    Jeśli zastosować go do fali radiowej TEM z nadajnika, której składowe E i H łatwo zmierzyć w zakresie "far
    field" okaże się fałszywy. To jest pewne. Z rego wzoru wynikałoby, że kiedy "układ referencji" jest w bezruchu,
    odbiór radiowy jest niemożliwy, gdyż pole EM znika. No, niezłe science fiction uczą Cię w tych szkołach! :D

    Dla fali radiowej w próżni w zakresie "far field" v=c - wszystkie doświadczenia tak pokazują. Czyli B=E/c.

    nemo07 napisał:
    Zależność między E i H w próżni/powietrzu wynosi zawsze
    H = E/Zo, Zo - impedancja falowa ośrodka (w próżni/powietrzu ca. 377Ω).

    I to się zgadza z moim wzorem - bo Zo=u0*c (u0=przenikalność magnetyczna próżni, c=szybkość światła w próżni).

    nemo07 napisał:
    Wykazuję tu tylko, że te tzw. "nowe" teorie są fałszywe i wskazuję punkty.

    Na razie wykazujesz tylko to, że nie rozumiesz elektrodynamiki, i wskazujesz, gdzie - chyba, że tylko udajesz. ;)

    nemo07 napisał:
    Równania pola magnetycznego bez prądu przesunięcia łatwo sobie wyprowadzić z rachunku, jaki przedstawiłem wyżej.

    Jeśli uważasz, że łatwo, to może to zrób? Tylko bez sprzeczności w założeniach - już jeden matematyk wykazał, wychodząc
    z równania 2*2=5, że jest papieżem - znasz jego dowód? O ile pamiętam, został opisany w książce "Matematyka na wesoło". :)

    Moim zdaniem jakiekolwiek sformułowanie równań pola magnetycznego bez prądu przesunięcia prowadzi do sprzeczności, więc?

    Anegdota: przychodzi do profesora dwóch studentów, i jeden mówi, że udowodnił pewne twierdzenie, a drugi, że ma kontrprzykład;
    profesor ich wysłuchuje, i mówi "właściwie to panowie udowodnili wszystko" - czy rozumiesz, co ów profesor ma na myśli?

  • #111 22 Kwi 2006 22:42
    nemo07
    Poziom 36  

    _jta_ napisał:
    nemo07 napisał:
    Twój wzór: B=v*E/c^2 :D
    Jeśli zastosować go do fali radiowej TEM z nadajnika, której składowe E i H łatwo zmierzyć w zakresie "far
    field" okaże się fałszywy. To jest pewne. Z rego wzoru wynikałoby, że kiedy "układ referencji" jest w bezruchu,
    odbiór radiowy jest niemożliwy, gdyż pole EM znika. No, niezłe science fiction uczą Cię w tych szkołach! :D

    Dla fali radiowej w próżni w zakresie "far field" v=c - wszystkie doświadczenia tak pokazują. Czyli B=E/c.

    nemo07 napisał:
    Zależność między E i H w próżni/powietrzu wynosi zawsze
    H = E/Zo, Zo - impedancja falowa ośrodka (w próżni/powietrzu ca. 377Ω).

    I to się zgadza z moim wzorem - bo Zo=u0*c (u0=przenikalność magnetyczna próżni, c=szybkość światła w próżni).

    nemo07 napisał:
    Wykazuję tu tylko, że te tzw. "nowe" teorie są fałszywe i wskazuję punkty.

    Na razie wykazujesz tylko to, że nie rozumiesz elektrodynamiki, i wskazujesz, gdzie - chyba, że tylko udajesz. ;)

    Jta. Jeśli ktoś tu czegoś nie rozumie, to Ty. Powiedziałem już, że nie wyznaję dogmatów OKFT i nie zamierzam. Dlatego też nic nie muszę udawać i nie udaję. Nie podaję też tu twierdzeń, których nie potrafiłbym obronić, czego nie można powiedzieć o Twoich argumentach.
    Zauważ, że cały Twój dotyczczasowy wkład do tego wątku było kilka pełnych tajemniczości wtrąceń na początku dotyczących „większości“ transportowanej energii poza przewodnikiem i kilka wtrąceń, zupełnie obok tematu (struny, nitki etc.). Nikomu niczego nie wyjaśniłeś w temacie. A kiedy już weszliśmy w materię TEM, serwujesz kilka dyletanckich modeli, jak ten, że fala musi niby czekać, aż się przewodnik naładuje, albo Twój wzór B=v*E/c^2, który jest z pewnością fałszywy, gdyż, jak już wykazałem, wektory E i H (czy B) są w fali TEM związane poprzez impedancję wynikającą z parametrów ośrodka, a dla B wzorem:
    B = u*E/Zo, u – przenikalność magnetyczna ośrodka propagacji fali.
    Relatywiści lubią wszędzie wkładać swoją ulubioną „c”, ale w Twoim wzorze nie robi to sensu, gdyż zbieżność jest zupełnym przypadkiem:
    E = H*Zo = H*(u/epsilon)^(1/2) = u*H*(1/u*epsilon)^(1/2) = u*H/c = u*H*c/c^2 (<-- to już karkołomny trik :D).
    Teraz można zastąpić „c“ w liczniku prędkocią „v“ i mamy Twój wzór B=v*E/c^2. Poza tym wzór ten sugeruje użycie pola E, jako generatora pola magnetycznego, a cytowany w kontekście zupełnie odwrotnym. Mniejsza z tym...
    Tani trik, którego zresztą już użyłeś podstawiając v=c (jakoby to miało związek z „far field“ – otóż dla fali TEM nie ma takiego związku, gdyż fala TEM nie zna kwestii „far/near“! Nie zrozumiałeś kontekstu) sugeruje, że mierzone wartości pola B będą niemierzalne. Czy rzeczywiście?
    Kiedy założymy realistyczne:
    v = 30 000 m/s – prędkość orbitalna Ziemi
    E = 300kV/m – mierzalne pola w elektrostatycznie problematycznych pomieszczeniach otrzymamy
    B = 1*10exp(-7) T = 1 mGaus.
    Problemem nie jest czułość/rezolucja współczesnych mierników pola B, która pozwala mierzyć w zakresie ułamków mikrogausów, lecz przysłaniające tę wartość naturalne pole magnetyczne ziemi 0.5 Gauss, ca. 500-krotnie wyższe.
    Niemniej, przy użyciu ekranu magnetycznego można by wykazać, że wzór ten jest fałszywy – nawet zakładając, że Ziemia stoi w miejscu i kręcą magnesy dla uzyskania v = 30m/s.
    A w drugą mańkę?
    E = B* c^2/v – big problem.
    Dla v = 30 000 m/s, B = 1T (magnes neodymowy) otrzymamy
    E = 3*10exp12 V/m
    Jta! Czy mówi Ci coś wartość 3 terakilowolty/m? To milion razy tyle co z dobrego ebonitowego grzebienia.
    Problem byłby dopiero okrutny, gdyby Ziemia nagle się zatrzymała (v=0)... Delta Diraca?
    Jakoś słabo „dogięty“ ten wzór, rozumiem, że to z Twojego liceum, którego poziom tu zachwalałeś.
    Musisz chyba dostarczyć jeszcze jednego, innego ręcznie doginanego wzoru z worka rozwiązań relatywistyczno-kwantowych na tę okoliczność.
    Obawiam się tylko, że nie mam czasu i/lub ochoty na dyskusję na poziomie i w stylu, jaki tu prezentujesz.
    Uporczywie upychasz dezinformację, co zostało wykazane. Twoja wiarygodność jest zerowa.
    Dezinformowanie nie było celem tego tematu. Ale też nie zamierzam komentować każdego nonsensu, jaki tu wrzucisz, bo nie zamierzam pisać erraty do sterty makulatury, jaką są podręczniki i literatura OKFT, i która nadaje się nie do korekcji tylko na przemiał. Na papier toaletowy.
    Ale to znowu nie oznacza, że zaserwuję tu „na talerzu” cokolwiek w zamian za tę makulaturę. Jeśli ktoś ma takie wymagania, zasługuje na to, by się nadal karmić tą makulaturową papką OKFT, bo w tym temacie niczym on nie zaimponuje, ani nie ma niczego sensownego do zaoferowania.

    A my tymczasem zajmiemy się szkodami intelektualnymi, jakie wyrządza naiwnie ufnemu naukowcowi (szczególnie przy awersji do samodzielnego myślenia) przynależność do sekty OKFT na relewantnych do tematu punktach.
    A przy okazji naturalnego magnetyzmu Ziemi:
    Dymne zasłony towarzyszą nam na każdym kroku. Im niższy poziom „naukowości” tym bardziej ezoteryczne, wprost bajkowe modele. Jak można znaleźć tu http://www.google.pl/search?hl=pl&q=pole+magnetyczne+ziemi&lr= naturalne pole magnetyczne Ziemi jest wynikiem magnetycznej lawy wewnątrz Ziemi. Laik to kupi, bo laik nigdy nie słyszał o tzw. punkcie Curie, a nawet jeśli słyszał, myślenie boli, a skoro mówią naukowcy, to musi się wszystko zgadzać...
    A wszystko po to, aby odwrócić uwagę od meritum, a mianowicie, że przyczyny tego zjawiska nie leżą głęboko pod stopami, lecz wysoko ponad głowami.
    Sciemniać, ile się da i tłumaczyć wszystko „w poprzek” lub na odwrót – o ile się da. To jest naczelna dewiza OKFT.

    Wykażę tu w kilku punktach, że nauki Ortodoksyjnego Kościóła Fizyki Teoretycznej to czysta ezoteryka.
    Dyscyplina Elektromagnetyzmu i Elektrodynamiki bazują na dobrze przemyślanym koncepcie dezinformacji i „wzorcach” sposobów dowodzenia, realizowanych we wszystkich działach fizyki (i nie tylko fizyki).
    Aczkolwiek postęp technologiczny systematycznie kwestionuje błędne dogmaty OKFT, fizyka empiryczna padła ofiarą teoretyków, których głównym zajęciem jest produkcja „ręcznie doginanych” relatywistyczno-kwantowych modeli, byle oferowały one wyniki zgodne z empiryką. Teoretycy lansują opinię, że są z teorią daleko w przodzie.
    Ale podczas, kiedy teoretycy co rusz komunikują światuą, że jakieś zaobserwowane zjawiska „wynikają”, bądź „są zgodne” z ich (pseudo-)teoriami, prawda jest taka, że jest to walka o zachowanie status quo.
    Natura jest strikt deterministyczna, więc mechanika kwantowa jest logicznie absolutnie niekompatybilna z fizyką.
    Podobnie, drugi postulat teorii względności (SRT) jest fałszywy („c=const, niezależnie od układu referencji” - intencjonalnie dyletancka interpretacja wyników doświadczeń Michelsona-Morleya oraz fabrykacja „dowodów”) i w konsekwencji SRT cała jest fałszywa i to z założenia!
    Obydwie te „szkoły” są fałszem „z systemem”, bogusami nauk. Zbieżność pewnych relacji z realiami fizyki jest wymuszona wymogiem powierzchownej wiarygodności i jest starannie przemyślana przez najwyższych kapłanów OKFT.
    Poza tym jedną naczelną dewizą tych bogy-nauk jest: Przekręcać wszystko do granic możliwości. I takie aspekty wychodzą na każdym kroku przy bardziej wnikliwej analizie anatomii tych tworów.

    Punktem wyjścia do tego, co jest obecnie nazywane „Równaniami Maxwella“, są prawo Gaussa i zmanipulowane prawo Ampera, ale nie prawo Faradaya!
    Prawo Faradaya odnosi się tylko i wyłącznie do SEM:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Electromagnetic_induction
    Jest nadużyciem „dopasowywanie“ tej SEM i konwertowanie jej na „pole elektryczne w przewodniku“, a później na abstrakcyjne pole elektryczne indukowane polem magnetycznym w dowolnym ośrodku, bo to już jest strikt fałszem. Nie w „matematycznym“ lecz fizycznym sensie.
    Dlatego prawo Faradaya nie usprawiedliwia nadużyć, jakie poczynił OKFT w swojej bujdzie na temat „teorii fal elektromagnetycznych“. Gdyż, jeśli w przewodniku nie ma pola elektrycznego, to z prawa Faradaya wynika, że można mówić tylko i wyłącznie o indukowaniu przez zmienne pole magnetyczne SEM w przewodniku, a więc w żadnym wypadku o indukowaniu pola elektrycznego w otaczającym dielektryku.
    Jeśli natomiast przyjąć, że w przewodniku egzystuje pole elektryczne, to należałoby najpierw wykazać, że przenikalność dielektryczna metalu (przewodnika) jest mniejsza od nieskończoności i podbudować to konkretną fizycznie weryfikowalną teorią przewodnictwa w metalach etc. ... I przemielić miliony ton ortodoksyjnych biblii na makulaturę, hehe !

    Drugim fundamentalnym nadużyciem jest „prąd przesunięcia“. To, że przez kondensator nie płynie żaden prąd, wykazałem na przykładzie linii długiej.
    Jeżeli więc już się przyjmuje jakiś fikcyjny prąd zwany „prądem przesunięcia“, to zdrowe zasady nakazywałyby konsekwentnie trzymać się orientacji pola przez niego generowanego, czego OKFT nie raczy uczynić, a co prowadzi do kolejnego „paradoksu“, dotyczącego wzajemnej orientacji wektorów E, H i v (prędkości):

    Umówmy się, że oś x biegnie w prawo, oś y w górę, a oś z w nyszym kierunku.

    Nasza linia składa się z dwóch równolegle do osi x biegnących przewodów, jeden na wysokości y1, drugi – y2. Orientacja wektorów jest:
    E – oś y
    H – płaszczyzna yz – pole wirowe wokół przewodów linii
    v – oś x – jest to kierunek transportu energii/mocy elektrycznej (w zgodzie z kierunkiem prądu elektrycznego).
    Jak widać, wszystkie wektory są wzajemnie prostopadłe. Jeśli popatrzymy wzdłuż linii, pole H przedstawia graficznie ósemkę („8“) „nawleczoną na przewody“. Analogicznie pole E przedstawia „położoną ósemkę“, zapiętą między przewody; obydwie ósemki są niejako „na krzyż“.
    To jest orientacja zgodna z rozwiązaniem równań różniczkowych dla naszej linii. Jest ona też „sytuacyjnie“ kompatybilna do rozwiązań falowych tzw. „równań Maxwella“; sytuacyjnie, gdyż czystym nonsensem jest mówienie o jakiejkolwiek fali TEM, kiedy linia jest niepobudzona (prąd = 0). Ponadto nasza linia nie stawia generalnie żadnych wymagań jakichkolwiek „oscylacji“, ale łatwo wykazać, że jest w stanie reagować oscylacyjnie na impulsowe pobudzienie (teoria linii dlługich). I nie zależy ona od żadnych „równań Maxwella“, co wykazałem w prostym rachunku.

    Inaczej jest z kondensatorem i jego „prądem przesunięcia“, jak przedstawiane, np. tu
    http://home.agh.edu.pl/~kakol/pdf/WYKLAD25.PDF

    Ten model, lansowany przez OKFT jest równocześnie niespójny z orientacją wektorów fali TEM, akceptowaną i przedstawianą w literaturze OKFT w kontekście ogólnych celebracji fali TEM.
    Wiemy, że OKFT wyznaje tylko jedną falę i jest nią właśnie TEM, zesłana ludzkości właśnie z racji dogmatu o egzystencji Najświętszecgo Prądu Przesunięcia (NPP). Innymi słowy – jeśli nie ma NPP, to nie ma fali TEM i nie ma radia, TV, komórek etc. Dlatego wszyscy muszą wierzyć, że NPP istnieje, aczkolwiek jest on ... bezustannie „tak trochę w ciąży“:

    Załóżmy, że okładki kondensatora są poziomo (w płaszczyźnie xz) na wysokościach y1, y2, a prąd („przesunięcia“) płynie po osi y, czyli ma oś identyczną z wektorem E w kondensatorze. Otrzymujemy następującą orientację:
    E – oś y – jest to zarazem kierunek transportu mocy/energii (i przyłożonego prądu)
    H – płaszczyzna xz
    v – no właśnie... jaka będzie orientacja v?
    Otóż, jeśli przyjąć zasadę, że wszystkie trzy wektory E, H i v mają być wzajemnie prostopadłe, nie da się w przestrzeni R^3 (naszej rzeczywistości) znaleźć rozwiązania. Zatem cała kombinacja sprowadza się poza region ratio - trzeba dokonać wyboru: albo rozum, albo ezoteryczna podbudowa technologicznego postępu, sygnowana przez kapłanów OKFT.
    Dla tej konfiguracji nie egzystuje możliwość powstania fali TEM!
    W płaszczyźnie xz i tak nie będzie pola H, gdyż kondensator nie przewodzi prądu ładunków i nie stosuje się do niego prawo Ampera!
    OKFT wierzy w jednak w NPP, więc my też musimy i nic na to nie poradzimy, bo OKFT ma monopol na edukację.

    Kolejny trik OKFT leży w sformułowaniu „równań teorii“ powstawania fali EM i polaga on na tym, że najpierw jest wprowadzany magiczny „prąd przesunięcia“
    http://www.ftj.agh.edu.pl/~kakol/efizyka/index0.htm Moduł 8, wykład 26, rozdział 26.4, Tab. 26.1 Równania Maxwella (dla próżni), tylko po to, aby pojawił się on w „równaniach Maxwella“ w postaci różniczki jako miła niespodzianka „rozwiązująca problem“, a zarazem nic nie wyjaśniająca. A czystym bonusem jest „teoria fal EM“. Jest to zaiste ezoteryczna teoria, gdyż w jednym miejscu – w kondensatorze – OKFT twierdzi, że pole magnetyczne od prądu przesunięcia jest tak nikłe, że wprost niemierzalne, ale jak tylko zapomnimy o problemie kondensatora, a mocno skupimy się na abstrakcyjnych manipulacjach równań różniczkowych, okaże się, że tkwi w nich moc megawatowych transmiterów radiowych – i to wszystko nawet za darmo, bo równania mogą oscylować bez prądu, o czym każdy matematyk dobrze wie.
    Problem tylko, abyśmy nie wrócili z tymi mocami do wyjściowego „paradoksu kondensatora“, gdyż tam nagle znowu megawatowe moce transmisji stają się wprost niemierzalnie znikome. Czary mary...

    Jak OKFT wyciągnął tego królika z kapelusza?
    Posłużę się Wikipedią, gdyż linia argumentacji jest konsystentna z oficjalną doktryną OKFT.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Electromagnetic_wave_equation
    W paragrafie „Inconsistency between Ampere's Law and Conservation of Charge“ czytamy, że Maxwell odkrył „poważną inkonsystencję pomiędzy prawem Ampera i prawem zachowania ładunku“.
    Otóż takiej inkonsystencji nie ma. Prawo Ampera odnosi się niedwuznacznie do prądu stałego. W czasach Ampera nie było zresztą śródków technicznych, odpowiednich do pomiarów zmiennych pól magnetycznych.
    A gdyby Amper takimi dysponował, bez trudności odkrył by fenomen fal EM i pewnie te również zbadał i sensownie opisał – nie tak, jak OKFT bajdurzy dziś.
    Tak więc prawo Ampera odnosi się do stanu ustalonego przewodnika z prądem.
    Prawo zachowania ładunku z definicji oznacza, że dla dowolnej powierzchni zamkniętej, przez którą przenika przewód z prądem, bilans ładunków musi być równy zero lub inaczej, że
    Nabla*J (= Div J) = 0, gdzie Div – dywergencja (multiplikatywny operator Nabla), J – gęstość prądu.

    Co więc robią specjaliści OKFT w swoim żonglowaniu operatorami Nabla w dalszym toku swojego „dowodu“, jest w gruncie rzeczy niczym innym, jak wielokrotne lewostronne mnożenie równania, którego prawa strona jest z założenia równa zeru (Nabla*J = 0). Po kilku takich matematyczno-fizycznych piruetach okazuje się, że udało się bezbłędnie dowieść tego, co z góry założono, czyli że 0 = 0.
    Jest to klasyczny faul na regułach dowodzenia. OKFT posługuje się chętnie okazjonalnie tym trikiem: Duchem Najświętszego Zera.

    (Podobnym jakościowo trikiem jest dowodzenie twierdzeń na bazie „ukrytych parametrów“, jak to prezentuje sobą np. słynne „twierdzenie“ Heisenberga, zwane też „zasadą nieoznaczoności Heisenberga“. W swoim „Gedankeneksperiment z mikroskopem“ Heisenberg wychodząc z założenia, że najlepszą osiągalną rezolucją pomiaru jest długość fali (czyli rezolucja kątowa 2*Π radianów!), uzyskał to, co zamierzał uzyskać.
    Ta tzw. „zasada Heisenberga“ jest więc fundamentalnym i założonym fałszem (podobnie, jak celowo użyto powyższy „trik z zerem“), który czyni całą „Mechanikę Kwantową“ impotentem, poletkiem matematycznych ćwiczeń, niezwiązanych z fizyką pod płaszczykiem fizyki teoretycznej. Twierdzenia i modele Mechaniki Kwantowej w przeważającej mierze nie wnoszą nic do fizyki. Cała ta dyscyplina jest chora na nagminne „ręcznie sterowane i doginane“ modele, które przy użyciu dymnej zasłony wyrafinowanej matematyki starają się ukryć absurd i wewnętrzne niespójności i sprzeczności w modelach budowanych wyłącznie dla uzurpacji do tytułu „nauki opisującej rzeczywistość“.
    Według „Gedanken-filozofii“ Heisenberga znane w elektronice układy PLL (phase locked loop), które zezwalają na rezolucje rzędu czyli 2*Π/360 nie miałyby racji bytu. A jednak układy PLL egzystują i mają się dobrze, nawet w zakresie szybkich generatorów do światłowodowych sieci.
    Tymczasem w optyce precyzyjnej są możliwe daleko wyższe rezolucje.
    Te słynne „Gedankeneksperimente“ słynnych „geniuszów“ można zasadnie nazwać „Gedanken-Blackouts“.
    Kiedy do tych „Gedanken-mankamentów“ dołożymy „żywo-martwego“ kota Schroedingera, nie ma najmniejszych wątpliwości, że Kwantowy odłam sekty OKFT wywodzi się z Klewek lub innego zaprzyjaźnionego Instytutu Gedanken-Terapii.
    Schroedinger odwrócił „kota ogonem“: Zamiast zająć się problemem własnej erozji umysłowej, wmówił całemu niemal światu „naukowców“, że to tenże świat ma problem ze zrozumieniem kota Schroedingera.
    http://www.google.pl/search?hl=pl&q=schroedinger+cat&lr= (en.wikipedia.org/wiki/Schroedinger's_cat)
    Problem jest trywialny i jest to klasyczny faul (teza twierdzenia zawarta w przesłankach):
    Schroedinger twierdzi, że ma kota. Schrodinger zamyka tego kota w komorze gazowej, gdzie generator pseudo-losowy w postaci radioaktywnego emirera cząsteczek uwalnia zawór z trucizną, która ma uśmiercić kota.
    I teraz Schroedinger twierdzi, że ten kot zamknięty w tej komorze jest w stanie „żywo-martwym“ lub w sensie Mechaniki Kwantowej“ w stanie „funkcji falowej“, a dopiero po otwarciu dekla komory, okaże się, w jakim stanie kot naprawdę się znajduje lub – znowu w sensie MK – że dojdzie do „kolapsy funkcji falowej“, w wyniku której stan „żywo-martwy“ zmaterializuje się w jednym z możliwych stanów, jakie znamy: żywy, albo martwy i nic pośredniego. Jedno, czego Schroedinger zapomniał wyjaśnić jest, dlaczego po otwarciu dekla kot nie może pozostać w stanie „żywo-martwym“? Zahipnotyzowani opowieścią nawet nie wpadną, aby o takie rzeczy pytać.
    Zresztą nie ma o co pytać.
    Schroedinger wyszedł z twierdzeniem że ma kota. Sam się przyznał. I wystarczyłoby uznać to wyjściowe twierdzenie, bo cała pokrętna argumentacja z dramatycznym dodatkiem komory gazowej niczego nowego nie wnosi, a w końcu i tak sprowadza wszystko do stwierdzenia, że Schroedinger rzeczywiście ma kota.)


    Najbardziej zdumiewający jest przy tym wniosek takich OKFT-owskich medytacji nad duchem i potęgą Swiętego Zera w tej konkretnej jego aplikacji:
    „This last result suggests that the net charge density at any point in space is a fixed constant that cannot ever change, which is of course absurd.“
    Po polsku: „ Ten ostatni wynik sugeruje, że gęstość ładunku netto w dowolnym punkcie przestrzeni jest stałą, która nigdy nie może się zmienić, co jest oczywistym absurdem“.
    Oczywiście, że do takich wniosków dojdzie się, kiedy się je z góry zakłada. Ale kiedy się to czyni, nie należy robić z tego rewelacji. A w szczególności, nie należy po drodze dokładać kolejnego nadużycia:
    Faktycznie to „epokowe odkrycie“ jest niczym innym, jak samą definicją prawa zachowania ładunku, lecz nielegalnie rozszerzoną do „dowolnego punktu w przestrzeni“, co jest absurdem.

    Absurdem współczesnej fizykli jest, że ignoranci nie mający kompletnie pojęcia o prawach fizycznych, za które się biorą, próbują przy użyciu matematycznej żonglerki zahipnotyzować publiczność.
    Takim trikiem OKFT „uzasadnia“ legalność korekty prawa Ampera, która jest niczym innym, jak podstawieniem „gotowej propozycji“, pasującej do konceptu równań falowych.
    Należy zwrócić uwagę, że wprowadzony na dole paragrafu „Maxwell's correction to Ampere's Law
    “ dodatek rozszerza rotację z H (Nabla x H) o czynnik:
    epsilon0*dE/dt – jest to Najświętszy Prąd Przesunięcia (pod postacią gęstości prądu).

    Dalej już z góry: W „Maxwell's discovery that light is an electromagnetic wave”, w drodze standardowej żonglerki operatorami Nabla uzyskujemy różniczkową (kwadratową) postać równań falowych.
    Ale na tym nie koniec trików. Oto zniknął ze wzoru Ampera czynnik J, a pozostał tylko czynnik z prądu przesunięcia. Co nam to mówi? Ano, że w kondensatorze płynie Najświętszy Prąd Przesunięcia nawet, kiedy wyłączymy mu zasilanie. Bo duch Najświętszego Zera czuwa nad tym, by NPP płynął wiekuiście, dzięki czemu żadna „poważna inkonsystencja“ nie zagraża emisji fali EM, he he!
    Oficjalny statement rzeczników prasowych OKFT w tym punkcie (eliminacji czynnika J) jest taki, że „po usunięciu wewnętrznych źródeł“ równania te przedstawiają oscylator. Cool!

    Każdy wie, że kiedy w układzie odetniemy prąd, każdy oscylator zgaśnie i jest po zabawie. I nic nie będzie oscylować, nawet Najświętszy Kondensator.
    Ale OKFT wie lepiej. I co im zrobisz?
    Druga rzecz, nawet jeśli ten oscylator zrobiony z Najświętszego Kondensatora nie zgaśnie, równania (rzekomo Maxwella) przedstawiają właśnie oscylator na Najświętszym Kondensatorze, w którym płynie Najświętszy Prąd Przesunięcia w duchu Najświętszego Zera (dla niewtajemniczonych, to jest taka „Trujca“ elektro-dynamitowej sekty OKFT).

    Wygląda na to, że taki kondensator będzie po prostu oscylował na wieki wieków amen. I to bez podłączenia do prądu, dlatego...
    Pytanie: Jak można wyłączyć taki oscylator? Czy może przez włączenie prądu? Bo w tym widzę jedyną logiczną możliwość – aczkolwiek idiotycznie to brzmi.
    Pytanie drugie: Skoro Najświętszy Kondansator potrafi emitować fale elektromagnetyczne, to dlaczego wszyscy stosują kawałek drutu? Czemu nigdzie nie znajdziemy na dachach anten-kondensatorów?

    Dla drutu nie stworzono żadnych równań falowych, ale się go stosuje (nawet miski mikrofalowe kryją w sobie drucik, nie kondensator).
    Może to głównie dlatego, że drut, przynajmniej, kiedy jest zasilany prądem, jest w stanie emitować falę TEM, w której ponadto nie ma żadnych wątpliwości co do orientacji wektorów E H i v, a co najważniejsze - nie ma obaw o „violation of SRT“ (pogwałcenie relatywizmu), a czego wspomniana Trujca nie gwarantuje (i tu OKFT byłoby w potrzasku własnej koncepcji!).
    Ponadto, nie ma problemów z włączaniem/wyłączaniem prądu w drucie.
    Tylko: Czym jest ten prąd w drucie?
    A to już jest Najświętsza Tajemnica wiary OKFT. Kto się zapisze, ten, być może dostąpi „błogosławieństwa objawienia“.

    Wykazałem więc, że cała ta tzw. „teoria fal elektromagnetycznych“ prezentowana przez OKFT mija się z prawdą twierdząc, że wynikają one z wiedzy empirycznej i/lub mają jakiekolwiek podstawy empiryczne. Jedynym prawem, jakiego OKFT nie zmanipulował w modelu swojej doktryny o naturze fal EM jest prawo Gaussa.
    Resztę tej tzw. „teorii“ tworzą nielegalne manipulacje matematyczno-logiczne oraz czyste spekulacje. Finalnie jest ona więc pozbawiona kompletnie sensu, zarówno w swojej warstwie logicznej jak i merytorycznej.
    Pozostaje więc tylko...
    Do widzenia Rozum!
    Na zdarowie!
    Gute Nacht!
    Welcome in OKFT Matrix!

    I to by były dzisiejsze reminiscencje do tematu „Z życia elektronika przez lupę fizyka” - obydwu nękanych wszechobecną, wszystkowiedzącą i w ogóle omnipotentną Jaśnie-Pomrocznie Nam Panującą Inkwizycją OKFT.
    W tej konkurencji elektronik zawsze wyciągnie krótszą zapałkę niż fizyk, a fizyk krótszą, niż OKFT, który z kolei zawsze zatrzymuje całą zapałkę.
    To je Matematyka Wyszsza. To je Matrix.

    Nasza linia długa, to tzw. linia Lechera lub symetryczna. Podobnie funkcjonuje linia koncentryczna (coax).
    Poglądowy „popularno-naukowy” opis linii coax i inne ciekawostki tutaj.
    http://home.agh.edu.pl/~kakol/pdf/WYKLAD26.PDF
    Również tu zalecana jest ostrożność, jak przy konsumowaniu wszelkiej ezoteryki z modlitewników OKFT.
    Tutaj podpadające jest, że przy wyprowadzaniu maxwellowskich zależności dla komory wnękowej jest zastosowany model fali TEM(??? - a cóż to za czort się wkradł do Sfiontyni OKFT?), w której wektor E jest zgodny z osią propagacji (kierunkiem v). Mamy więc swojego rodzaju „podłużną” falę TEM, a po polsku – falę podłużnie-poprzeczną, taką żywo-martwą odmianę fali LTEM. Taka logika zawsze mnie powala.
    Podroździał 26.4 „Promieniowanie” - można poczytać obrazki, po czym między inne podobne bajki włożyć.

    Kali nie rozumieć pseudonaukowego bełkotu OKFT.
    Ale Kali kochać OKFT i Kali rozumieć big problem OKFT.
    Kali wybaczać OKFT. :D
    ...Over and over again.
    Czy Kali mieć inne wyjście?

  • #112 23 Kwi 2006 01:03
    oldboy
    VIP Zasłużony dla elektroda

    Code:
    Kali nie rozumieć pseudonaukowego bełkotu OKFT. 
    
    Ale Kali kochać OKFT i Kali rozumieć big problem OKFT.
    Kali wybaczać OKFT. 
    ...Over and over again.
    Czy Kali mieć inne wyjście?

    Można zrozumieć frustrację człowieka który praktycznie w każdym swoim poście przywołuje termin OKFT . Można nawet zaklasyfikować ten przypadek do kategorii obsesji, z którą autor tematu obnosi się na forum Elektrody. Właściwie żaden z argumentów rozmówców nie trafia do jego przekonania. Powstaje więc pytanie - czy warto dalej kontynuować kontrowersyjnę dyskusję związaną z wynurzeniami autora i jego naukową wizją?
    Apeluję tutaj do potencjalnych antagonistów w tym temacie, czy dalsza dyskusja ma szansę na wypracowanie jakiegokolwiek kompromisowego stanowiska i czy w ogóle można jeszcze wnieść coś nowego do tego tematu?

  • #113 23 Kwi 2006 01:59
    nemo07
    Poziom 36  

    oldboy napisał:
    Code:
    Kali nie rozumieć pseudonaukowego bełkotu OKFT. 
    
    Ale Kali kochać OKFT i Kali rozumieć big problem OKFT.
    Kali wybaczać OKFT. 
    ...Over and over again.
    Czy Kali mieć inne wyjście?

    Można zrozumieć frustrację człowieka który praktycznie w każdym swoim poście przywołuje termin OKFT . Można nawet zaklasyfikować ten przypadek do kategorii obsesji, z którą autor tematu obnosi się na forum Elektrody. Właściwie żaden z argumentów rozmówców nie trafia do jego przekonania. Powstaje więc pytanie - czy warto dalej kontynuować kontrowersyjnę dyskusję związaną z wynurzeniami autora i jego naukową wizją?
    Apeluję tutaj do potencjalnych antagonistów w tym temacie, czy dalsza dyskusja ma szansę na wypracowanie jakiegokolwiek kompromisowego stanowiska i czy w ogóle można jeszcze wnieść coś nowego do tego tematu?
    Frustarcji, to z pewnościę błędnie Pan szuka u mnie.
    Co do zarzutu "obnoszenia się z obsesją" wypadałoby najpierw zaznajomić się z moimi postami na Elektrodzie, zanim się go stawia.
    Gdyż uczestnicy forum, którym pomogłem, byliby diametralnie odmiennego zdania.
    Jeśli żaden z rzeczonych argumentów nie trafił do mnie, to jest to wina tejże "argumentacji": Proszę mi wskazać jednego choćby spośród argumentujących, który odniósłby się merytorycznie choćby w jednym punkcie do przedstawionej linii oraz obliczeń. Bo ja takich nie widzę.
    Jeśli więc nie potrafi się Pan merytorycznie odnieść do żadnego z poruszonych tu bardzo konkretnych twierdzeń, czy zarzutów fałszów w oficjalnych naukach i stosuje tę samą metodę "przekrzyczenia" konkretów ogólnikowymi stwierdzeniami, to nie tędy droga.
    A pytanie, czy warto kontynuować jest jak najbardziej uzasadnione, bo z mojego punktu wiedzenia ten temat staje się monologiem. Antagonistów z konkretną i rzeczową argumentacją daleko szukać.
    A w końcu nie ja wyładowywałem tutaj swoje frustracje, tylko moi oponenci.
    I nie ja żyję w świecie pseudo-nauk i frustracji, lecz adresaci tego tematu.
    Ja tylko starałem się nakreślić realny zasięg problemu, jaki powstaje dla elektronika. Ale jeśli elektronika nie interesują jego fundamentalne problemy z rozumieniem czegoś tak podstawowego, jak "prąd elektryczny", nie jest to moim zmartwieniem.
    Dlatego, jak już wcześniej napisałem: Róbta, co chceta! :D
    Pozdrawiam

  • #114 23 Kwi 2006 23:55
    Nemo
    Poziom 31  

    Czytając posty w tym temacie uważam, że można znaleźć jakiś sens. To, co przedmówca pisał o antenach (wszędzie druty...) moim zdaniem jest prawdą (być może z nielicznymi wyjątkami). Kiedyś, w latach 80'tych była taka gazetka i w niej opisane doświadczenie z przesyłaniem energii na odległość. Takie "radyjko" włącz/wyłącz. Owo radyjko miało anteny w kształcie okrągłych dysków umieszczonych pionowo. Ich ustawienie prostopadłe (w obu urządzeniach, jednym nadajniku i drugim odbiorniku) gwarantowało zadziałanie nawet na odległości kilkunastu metrów. No i tu mamy antenę w postaci kondensatora. :)

    Co zabawne, nadajnik ten jest dość ładnie opisany... w jednym z patentów Tesli No 723,188 datowanym 17 marca 1903 roku. Ciekawe, prawda?

    Pozdrawiam.

    PS. Osobiście uważam, że ten temat NIE powinien być zamykany. Jeśli ktoś uważa, że jest dla niego nieodpowiedni, obraźliwy, itp. niech go po prostu nie czyta. Są jednak tacy, którzy chcą, aby się rozwijał.

  • #115 24 Kwi 2006 12:01
    Anonymous
    Użytkownik usunął konto  
  • #116 24 Kwi 2006 21:32
    nemo07
    Poziom 36  

    Nemo napisał:
    Kiedyś, w latach 80'tych była taka gazetka i w niej opisane doświadczenie z przesyłaniem energii na odległość. Takie "radyjko" włącz/wyłącz. Owo radyjko miało anteny w kształcie okrągłych dysków umieszczonych pionowo. Ich ustawienie prostopadłe (w obu urządzeniach, jednym nadajniku i drugim odbiorniku) gwarantowało zadziałanie nawet na odległości kilkunastu metrów. No i tu mamy antenę w postaci kondensatora. :)
    Witam.
    Taki "system antenowy" trudno nazwać kondensatorem, choć, jeśli się ktoś uprze... Tu są rysunki http://www.pbs.org/tesla/res/723188.html oraz kopia całości (pdf) http://project-ufo.com/tesla/00723188.pdf
    Jak widać, Tesla zaproponował podstawowe wersje nadajnika (Tx) jak i odbiornika (Rx) w wersji symetrycznej, względnie przeciwsobnej (Fig. 1 i Fig. 2), Należy zwrócić uwagę na przeciwsobne orientacje spiralnych uzwojeń (S1 vs S2 w Tx i w Rx). Taki dualny system daje w efekcie dwukrotnie wyższy poziom pola E po stronie Tx, a więc 4-krotnie wyższą moc Tx (zysk Tx +6dB), niż w rozwiązaniu z pojedyncą cewką, jak na Fig. 3 - Fig. 5 (tam zaproponował techniki kodowania dla celów selekcji kanału Tx/Rx); analogicznie po stronie Rx mamy przy użyciu dualnego systemu dwukrotny zysk napięcia, czyli zysk antenowy +6dB, plus polepszenie charakterystyki kierunkowej (z obydwu stron - Tx i) Rx.

    Użycie pionowo ustawionych dysków (forma jak CD) daje dodatkowy efekt kierunkowy (tłumienie wertikalnych kierunków propagacji - optimum w kierunku horyzontalnym); w przypadku dualnym byłyby to dyski w równoległych płaszczyznach, a metalizowane sfery kuliste dawałyby optimum pokrycia Rx/Tx dla dowolnego kąta elewacji - od horyzontu do horyzontu, przy zachowaniu kierunku geograficznego.

    Co do zasięgu, ten system nie jest ograniczony do krótkich dystansów, gdyż jest to propozycja "anteny elektrostatycznej" ("-statycznej" właściwie nie bardzo pasuje, ale wiadomo, o co chodzi), wysyłającej wyłącznie pole E. Takie pole spada z odległością R w relacji 1/R, a więc identycznie do klasycznej fali radiowej (TEM). Ale polaryzację wektora E definiuje oś łącząca obydwa dyski TX; w przypadku jednego dysku jest to - przynajmniej w dużych odległościach - fala skalarna (odziaływania elektrostatycznego) promieniująca sferycznie izotropowo (lub quasi-izotropowo, zależnie od geometrii terminala "D").
    Optimum stanowią identyczne anteny po obydwu stronach, gdyż inaczej tracimy "zysk systemowy". Taka antena nie jest w stanie odbierać komponenty magnetycznej fali TEM, którą odbierają zarówno dipol, jak i antena ferrytowa (która z kolei nie "zobaczy" transmisji anten "elektrostatycznych").
    Warto zauważyć, że w klasycznym odbiorniku radiowym odpowiednie połączenie dipola i anteny ferrytowej dawałoby czysty zysk ca. 6dB (to bardzo dużo przy odbiorze słabych sygnałów!), ale mało kto to kiedykolwiek praktykował, krótkofalowcy chyba też nie (:?:).

    Mój kolega bawił się niedawno podobną anteną (według Fig. 3) na zakres CB (27MHz) i jako "terminala D" użył garnka aluminiowego, później zapiął kawałek zwykłej anteny, gdyż chciał mieć "dwa w jednym" - tradycyjną i tę Tesli. Wpiął się przez kabel coax 50Ω, ale gdzieś blisko połowy uzwojenia spirali "S".
    Mówił coś o iskrzeniu i przypalaniu naskórka, kiedy dotykał palcem centrum spirali (ale bez odczucia parzenia). Cewkę wykonał na zeszlifowanym z nośnika (Al) krążku CD, ale użył cienkiej srebrzanki z dużym odstępem, zamiast grubego, emaliowanego drutu Cu. Ten sam kolega ma swoje ugruntowane wyobrażenia ze szkół i trundo mu zrozumieć pewne uwagi i sugestie - bo te cewki, to nie "takie sobie cewki" strojone kondensatorem, są raczej szerokopasmowe - on odbierał nimi dobrze od zakresu CB/krótkich w dół na falach długich (skaner syntezatorowy Kenwooda, schodzi do 0Hz), mimo, że zestroił antenę na max mocy TX na zakresie CB.
    On interesuje się też techniką anten helikalnych i zademonstrował mi kiedyś śmiesznie trywialną "nakładkę" na taki mały USB-stick do Wireless LAN (2.4GHz), która dawała zauważalny zysk, niezależnie od orientacji; było to kilka rozciągniętych zwojów drutu nawiniętych na plastikowy kubeczek (po słodzikach), w który wkładał on ten stick. Dziwne... ale działa. :D

    W tych kilku schematach Tesli kryje się więcej tajemnic, niż to się na pierwszy rzut oka widzi.
    Również współczesny aparat matematyczny stosowany w fizyce/elektronice jest zbyt ubogi do opisu choćby tak prostej rzeczy jak "cewka".
    Tesla używał cewek jednowarstwowych o dwu odmiennych geometriach - jedna cylindryczna (jak w klasycznej TC do robienia plazmy), a druga spiralna (tutaj) i jest w tym pewien niuans o fundamentalnym znaczeniu.

    W tekście do patentu 723,188 nie ma żadnych detali wykonania cewki spiralnej "S" ani terminala "D". Jest tylko odniesienie do licznych spokrewnionych patentów oraz o tym, co dzisiaj nazwalibyśmy frequency shift keying (FSK), code synchronisation/selection (CDMA), coherent comms, frequency hopping etc. (zilustrowane na przykładach z rys. 3 - 5) Tylko, że w tamtych czasach te współczesne pojęcia były obce, gdyż systemy te przyszły dopiero ca. 60 lat później lub dalej (niektóre dopiero w ostatnich dekadach uwolnione dla użytku cywilnego).
    Tesla wyprzedzał co najmniej 100 lat swoją epokę.
    Pozdrawiam

  • #117 25 Kwi 2006 00:08
    Nemo
    Poziom 31  

    No i właśnie mi o to chodziło. Temat pociąga za sobą kolejne, a te kolejne. Wszystko zaś sprowadza się do tematu - "jak płynie prąd". Jesteśmy coraz dalej, ale wciąż daleko od celu. Kiedyś go jednak osiągniemy. :)

    Dzięki za wyjaśnienia. Przyznam, że bardzo mi pomogły. Koncepcja "anten elektrostatycznych" jest bardzo ciekawa. Być może wypróbuję ją w przyszłości w realnych warunkach. O rezultatach z pewnością poinformuję.

    Pozdrawiam.

  • #118 11 Maj 2006 17:25
    pawem1
    Poziom 25  

    Przeczytałem ten 00723188.pdf patent, mniej więcej chodzi o to że są dwa nadajniki, każdy nastawiony na inną częstotliwość i nadają impuls w tym samym czasie, oraz dwa odbiorniki nastawione na częstotliwości nadajników, jeśli z obu odbiorników w tym samym czasie nie wychodzi impuls jest odrzucany przez obwód. Chodzi o to aby wyeliminować błędy w transmisji telegraficznej.
    Fig.1
    D1, D2 antena na wysokości. S1, S2, pierwotne P1, P2 wtórne cewki. L1, L2 cewki dostrajające. C1 C2 kondensatory nastawne. F przewód do środka tarczy i do uziemienia. D tarcza dysku wirującego iskiernika z drutami p. B1, B2 nastawne druty iskiernika. E ziemia. S źródło wysokiego napięcia.
    Fig.2
    a1, a2 a3 czuły przyrząd (iskiernik z małą przerwą lub cienki izolator ...). R1, R2, R3 przekaźniki. b1, b2, b3 baterie. r1 r2 r3 rezystory.

  • #119 22 Cze 2006 01:54
    Tremolo
    Poziom 43  

    Nie wiem o co w tym wszysktim dokładne chodzi, ale wiadomo nie od dziś że wg bodajże Drudego, elektrony poruszają się z prędkoscią z danego poziomu energentycznego (jest rożna dla rożnych poziomow energetycznych) i jest to predkość liniowa, bliska predkosci światła co jakiś czas w liniowym prostym przewodniku elektrony co jakiś czas po tak zwanym usrednionym czasie relaksacji zmieniają swój wektor pędu jesli chodzi o kierunek. Dziś tłumaczy to teoria zderzeń z fononami czyli bozonami oddziaływania mechanicznego. Rozpraszanie fononowe. Czas relaksacji zmienia wektor na tyle, że prędkość unoszenia elektronow jest dużo niższa niż prędkość światła czy prędkośc poziomu Fermiego (najwyższa z możliwych) no bo ida takimi fraktalowymi drogami.

    jednocześnie prad się pojawia z bliską prędkości światła predkością z drugiej strony przewodu przez to , że elektrony są nierozróznialne. Przy okazji się odpychają. jak taki pociąg, ktory ma zasięg i długość Kolei Transsyberyjskiej a sieć poplątaną jak metro w Nowym Jorku. W kazdym wagonie siedzi jeden elektron. No a w ciele stąłym takich pociągów jest bardzo dużo. Linie też są bardzo rozbudowane.

    ---------
    Załozmy taki bajer mamy rurę czarną i czerwony patyk. Wkładamy go do rury tak że jeszcze nie widac go z drugiej strony, ale nieskonczenie maly ruch patyka powoduje jego pojawienie sie z drugiej strony.

    poruszamy nim we właściwą stronę, ale predkośc informacji dla strony z naszą ręką, o tym, że kij wyszedl już z nory z drugiej strony jest równa predkości światla, mimo iż by się wydawało że to było od razu.

    nasz świat po prostu działa z pewnym Framerate, tym Framerate jest predkość swiatła.

    --------

    Co do tego czy takie elektrony latwo się ruszają w sieci krystalicznej metalu to było takie doświadczenie: koło stalowe rozpędzili do wysokiej predkości po czym okazało się że elektrony bardzo łatwo przy osiągalnych dla maszyn z początku XX wieku kumulowały się jak kulki w maszynie do TOTO na zewnątrz koła. Różnice potencjałów mozna było mierzyć zwykłym miernikiem.

  • #120 25 Cze 2006 23:47
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Poziomy energetyczne są około 1 wolta, więc do szybkości bliskiej szybkości światła to nie pasuje.
    Policzmy dla miedzi: gęstość miedzi jest 8.9g/cm3, czyli około 0.14mol/cm3, gęstość ładunku 13.5kC/cm3.
    To daje 8.43*10^22 elektronów w cm3, 8.43*10^10 w um3, jeśli każdy atom miedzi daje jeden elektron.
    Elektrony mają po dwa stany spinowe, więc w każdym będzie 4.21*10^10 elektronów w 1um3.
    Dla pędów od 0 do 1eV/c na 1um3 przypada 2.19 stanu elektronowego (na jeden stan spinowy),
    co w rezultacie daje, że pędy muszą być do 2700eV/c, żeby "upchać" te wszystkie elektrony.
    Odpowiada to prędkości nieco ponad 0.5% prędkości światła, i energii około 14eV - sporo.

    Z tym, że prędkość i energia byłyby takie dla masy, jaką elektron ma w próżni - w krysztale
    oddziaływanie z siecią powoduje, że zachowuje się, jakby miał inną masę, nie wiem jaką,
    to jeszcze zależy od pędu, zwłaszcza że pędy są rzędu rozmiarów strefy Brillouin'a - w metalu
    obszar, który pędy muszą zajmować, by zmieścić wszystkie elektrony swobodne nie łamiąc
    zakazu Pauliego, nie mieści się wewnątrz strefy Brillouin'a, przez co te strefy są połączone.