Potrzebuję zrobić zasilacz jak w temacie - z regulowanym napięciem (0-150V) i prądem (0-5A), przy czym moc na wyjściu nie przekroczy 30W, całość zasilana z 12V., obciązenie proste - czysta rezystancja. Ponieważ chcę, żeby w razie awarii na wyjściu te 12V się na pewno nie pojawiło zdecydowałem się na układ push-pull zna TL494.
Napięcie i prąd musi być regulowane od 0.5V poczynając z dokładnością nie gorszą niż 5%, prąd od 25mA, z taką samą dokładnością
Układ mój sprawdziłém w praktyce, i raczej jest nierealizowalny w poprawny sposób - nie da się uzyskać tak dokładnych nastaw, zwłaszcza dla małych napięć. Tak więc myślałem, żeby zrobić dwie przetwornice: jedna 0-15V, druga 15-150V, prezłązane po stronie wtórnej do wspólnego wyjścia.
Trochę mi się ten pomysł nie podoba - konieczność przełączania dość sporego prądu, przekaźniki są duże, a klucz MOSFET który wytrzyma te 150V ma już na tyle dużą rezytancję, że sporo ciepła na nim uleci. Dlatego wpadł mi do głowy inny pomysł - zrobić jedną przetwornicę transformatorową, z przełożeniem 1:1, i zasilać ją z drugiej, klasycznej (z jedną cewką) zaporowej przetwornicy podnoszącej napięcie. Wtedy druga przetwornica dawała by dokładną stabilizację, a pierwsza zapewniała jej komfortowe warunki pracy. I tu mam pytanie - który z moich pomysłów ma większy sens?
Napięcie i prąd musi być regulowane od 0.5V poczynając z dokładnością nie gorszą niż 5%, prąd od 25mA, z taką samą dokładnością
Układ mój sprawdziłém w praktyce, i raczej jest nierealizowalny w poprawny sposób - nie da się uzyskać tak dokładnych nastaw, zwłaszcza dla małych napięć. Tak więc myślałem, żeby zrobić dwie przetwornice: jedna 0-15V, druga 15-150V, prezłązane po stronie wtórnej do wspólnego wyjścia.
Trochę mi się ten pomysł nie podoba - konieczność przełączania dość sporego prądu, przekaźniki są duże, a klucz MOSFET który wytrzyma te 150V ma już na tyle dużą rezytancję, że sporo ciepła na nim uleci. Dlatego wpadł mi do głowy inny pomysł - zrobić jedną przetwornicę transformatorową, z przełożeniem 1:1, i zasilać ją z drugiej, klasycznej (z jedną cewką) zaporowej przetwornicy podnoszącej napięcie. Wtedy druga przetwornica dawała by dokładną stabilizację, a pierwsza zapewniała jej komfortowe warunki pracy. I tu mam pytanie - który z moich pomysłów ma większy sens?