Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Spadki mocy przy łączeniu równoległym

elipsa 07 Sie 2006 21:24 3803 35
  • #31 07 Sie 2006 21:24
    cyruss
    Poziom 30  

    A tak się banalnie zaczęło, od przygasania leda na starym akumulatorze...
    W praktyce to wyraźnie widać mruganie żarówki nawet przy zmianie napięcia o 1-2 V (przy 230V).
    Nawet z takiego tematu człowiek zawsze się czegoś nowego dowie.

  • #32 08 Sie 2006 00:01
    forestx
    VIP Zasłużony dla elektroda

    No przecież o to w tym wszystkim chyba się rozchodzi: człowiek uczy się przez całe życie i głupi umiera :D. Będe musiał zweryfikować moje "mniemania" na temat ch-ki świecenia wolframu w funkcji napięcia (jak skończe z domowymi remontami i mój warsztat powróci do elektryczno-elektronicznej "światłości").

    Wracając bardziej do tematu: jeśli autor stwierdzi padnięcie tego akumulatora żelowego to można go jeszcze leczyć wodą (destylowaną). Jest szansa że po prostu wysechł (zwłaszcza jeśli jego wiek > kilka lat). Zalecana dawka to 0,3cm³/celę/Ah (do każdej celi wlać po 0,3 cm³ na każdą amperogodzinę akumulatora czyli w tym przypadku po 3,6cm³) - reanimowałem w ten sposób naście aku w UPS'iakach w robocie. Metoda oczywiście nie pomoże w przypadku zwarcia.

  • #33 08 Sie 2006 01:05
    Quarz
    Poziom 43  

    Witam,
    chcę tylko dodać, iż woda destylowana do reanimacji akumulatora żelowego (do "mokrego" również) musi być bardzo dobrej jakości. Najlepsza jest z ampułek do iniekcji (medycznych zastrzyków).
    W aptece można kupić za nieduże pieniądze nawet litrowy pojemnik. Problem w tym, iż w nie każdej aptece. Najpewniej to w przyszpitalnej.
    Zabójczy dla żelowego akumulatora (podobnie jak dla zasadowych) jest rozpuszczony w wodzie dwutlenek węgla, tworząc w ten sposób b. słaby kwas węglawy.
    Rzecz w tym, iż owy dwutlenek węgla rozpuszcza się w wodzie mającej styczność z powietrzem atmosferycznym samoistnie.
    Pozbyć można się tego związku, poprzez ponowne zagotowanie wody destylowanej, ale w naczyniu zamkniętym (np. kolba szklana).

    Pozdrawiam
    Greg

  • #34 08 Sie 2006 07:06
    cyruss
    Poziom 30  

    A ja jeszcze dodam że wysychanie jest dość powszechne w aku żelowych. Wprawdzie żel ma nie dopuszczać do elektrolizy wody czy raczej wracać z powrotem do elektrolitu produkty jej rozkładu, ale w wielu urządzeniach takie aku są ładowane w sposób ciągły do napięcia końcowego ładowania czyli 15V przy aku 12V. W efekcie np w lampach oświetlenia awaryjnego aku żyje ok. 2 lat. Wymyśliłem kiedyś taki układzik na 555 i LM317 który zastępował ładowanie przez opornik ze stałego napięcia w takich lampach ładowaniem do 7,5V a potem podtrzymaniem na poziomie 6,9V. W efekcie aku żyją już 6 rok.

    A tania woda "destylowana" z hipermarketu to najczęściej woda demineralizowana, czyli pozbawiona soli mineralnych bez destylacji, tylko chemią. Nie ma to jak dostęp do prawdziwej destylarki...

  • #35 08 Sie 2006 10:27
    Quarz
    Poziom 43  

    Witam,
    Kolego cyruss, jak najbardziej słuszne jest ograniczanie maksymalnej wartości napięcia ładowania każdego akumulatora kwasowego (ołowiowego), czyli należy stosować źródło napięcia o charakterystyce krzyżowej.
    Jest to taka konstrukcja zasilacza z ograniczeniem prądu w którym dla napięcia niższego od maksymalnego, zasilacz ogranicza prąd, czyli jest idealnym źródłem prądu, natomiast kiedy na zewnętrznej charakterystyce prądowo-napięciowej (obciążenia) punkt pracy dotrze do punktu granicznego U=Umax następuje automatyczne przełączenie na stabilizację napięcia, czyli zasilacz staje się idealnym źródłem napięcia.
    Dlatego też w instrukcji dla akumulatorów ołowiowych podane są dwie wartości maksymalnego napięcia ładowania dla:
    - buforowego: 2.30V na ogniwo,
    - cyklicznego: 2.50V na ogniwo.
    Jest to jak najbardziej zrozumiałe, ponieważ dla naładowanego akumulatora przy napięciu ok. 2.30V na ogniwo prąd ładowania przestaje płynąć.

    Pozdrawiam
    Greg

  • #36 09 Sie 2006 21:20
    cyruss
    Poziom 30  

    A czyż ja gdzieś napisałem że ograniczenie napięcia ładowania jest niesłuszne? Jest słuszne, a mnie chodziło o to że utrzymywanie na akumulatorze cały czas napięcia końcowego ładowania to dobry sposób na jego zniszczenie (wysuszenie) po 1-2 latach. Dlaczego? Bo w momencie osiągnięcia napięcia pracy buforowej akumulator zaczyna mocniej gazować. Przy osiągnięciu napięcia końcowego ładowania, o ile nie ograniczymy napięcia, to będzie rosło coraz szybciej ze względu na polaryzację elektrod (coraz więcej pęcherzyków wodoru). Ładując stałym prądem 0,1Q możemy nawet osiągnąć 2,7 V/ogniwo. Charakterystyka U(I) w tej okolicy ucieka w górę jak parabola.
    Faktycznie, po przełączeniu na "bufor" akumulator przestaje pobierać prąd z prostownika. Ale tylko przy takim cyklu jak opisany powyżej. Chyba o to Ci chodziło w ostatnim zdaniu poprzedniego postu? Bo w akumulator można jeszcze dużo prądu "wpompować" po przekroczeniu 2,3V/ogn.
    Dlatego profesjonalny prostownik do akumulatora powinien ładować go prądem 0,05 - 0,1Q do napięcia końcowego ładowania 2,5V/ogn. a potem przełączyć się w pracę buforową i utrzymywać 2,3 V/ogn. Do tego, żeby zmniejszyć zasiarczanienie z powodu chronicznego niedoładowania (stan pracy buforowej nie jest stanem pełnego naładowania) powinien od czasu do czasu powtórzyć ten cykl. Zwykle dzieje się to przy zaniku napięcia zasilającego 230/400V i to wystarcza.
    Tak działają siłownie telekomunikacyjne. Tam koszt baterii 2 x 48V / 1200Ah jest naprawdę duży i nie można sobie pozwolić na jej wymianę co 2 lata.
    Co innego jakieś np alarmy z akumulatorem 12V / 12Ah - tam wydatek 70 zł raz na dwa zamiast na sześć lat to nie tragedia. I tam zwykle konstruktorzy stosują najzwyklejszy zasilacz z ograniczeniem prądowym, czyli jak piszesz o "charakterystyce krzyżowej" - zwykle jest to LM317 czyli prąd max rzędu 1,5A i napięcie - zależnie od konstruktora - 13,8 albo 15V. Przy tym pierwszym akumulatory nieco dłużej żyją i padają od zasiarczanienia, przy drugim - wysychają po 1-2 latach.
    Wypada jeszcze wspomnieć o najprostszych ładowarkach, zawierających tylko trafo, mostek i opornik. Po zostawieniu aku na noc potrafią wyciągnąć z niego nawet 18V. Tak działają np. oświetlacze do kamwidów. Producenci bazując na tym, że używa je laik, nieelektryk, wmawiają użytkownikom że taka jest trwałość akumulatora i sprzedają nowy, "specjalnie do tego urządzenia" dwa razy drożej niż jest wart.
    Popełniłem kiedyś taki prostownik, który nie dość że pracował jak siłownia to jeszcze przed ładowaniem rozładowywał aku do 1,85V/ogn (zwalczanie efektu pamięciowego). Znajomy fotograf, u którego aku żył pół roku ("bo przed kręceniem trzeba go zostawić na noc w ładowarce, żeby nie siadł podczas imprezy") teraz cieszy się nim już piąty rok. Pamiętam że chodziło to na 2 x 555, LM317 i żarówce 24V-21W do rozładowania. Jeśli kiedyś znajdę schemat to opublikuję.

    Może by już zamknąć temat? Od żarówki i starego akumulatora doszliśmy do siłowni, w końcu zaczniemy pisać o wahadłowcu, tam też są akumulatory...