Rozumiem, że ma to być klasyczny wzmacniacz stereo? TDA7294 nie da rady przy 4 omach i 2*35V _stabilizowanego_ napięcia (a w przetwornicy z dławikiem napięcie wyjściowe musi być stabilizowane) - przegrzeje się. Radziłbym zmniejszyć do 2*30V a nawet do 2*28V.
Nawijanie dławika sprzężonego - najpierw trzeba oszacować, jaki prąd średni będzie płynął w każdej gałęzi. Dla jednego TDA7294 można bezpiecznie przyjąć średni prąd przy pełnej mocy, w każdej gałęzi = 2A. W przypadku wzmacniacza stereofonicznego będzie to 2*2A. Przy nawijaniu na rdzeniu toroidalnym można zupełnie spokojnie przyjąć gęstość prądu rzędu 5A/mm^2 - teoretycznie wystarczy drut 1 mm. Ale pozostaje zjawisko naskórkowości - przy 40 kHz prąd wnika w drut na głębokość ok. 0.35 mm czyli, żeby nie wprowadzać dodatkowych strat należałoby zastosować drut o średnicy 0.7 mm. Taki drut ma dwukrotnie mniejszy przekrój niż drut 1 mm, czyli należy zamiast jednego drutu użyć dwóch.
Ponieważ nawijamy dławik sprzężony dla dwóch napięć - nawijamy go łącznie 4-ma drutami 0.7 mm równocześnie. Po nawinięciu należy rozpoznać końce drutów i połączyć w dwie grupy.
W ten sposób uzyskujemy dławik z dwoma uzwojeniami. Dla napięcia dodatniego początek łączymy z mostkiem a koniec z kondensatorami a dla napięcia ujemnego koniec drugiego uzwojenia do mostka a początek do kondensatorów.
Co do nawijania na rdzeniu proszkowym z zasilacza AT/ATX - problemem jest nieznajomość danych tego rdzenia. Na dokładkę indukcyjność dławika nawijanego na rdzeniu proszkowym jest silnie zależna od składowej stałej prądu płynącego przez dławik, co dość skutecznie utrudnia proste określenie parametrów. Jeśli nie dysponujesz oscyloskopem, miernikiem indukcyjności i układem do badania zachowania rdzeni (np. AVT2382) - daruj sobie nawijanie na rdzeniu proszkowym - zbyt duża loteria.
Jeśli jednak jesteś odważny, to możesz zaryzykować i przyjąć, że rdzeń proszkowy ma współczynnik AL = 50 nH/zw^2, czyli dla uzyskania indukcyjności 22 uH potrzebujesz sqrt(22000/50) = 21 zwojów. Pamiętaj, że przy nawijaniu rdzeni jako jeden zwój liczy się przejście drutu przez otwór w rdzeniu a nie ilość pełnych opleceń rdzenia - stąd nie ma mowy o połówkach zwoju
W praktyce: bierzesz 4 kawałki drutu 0.7 mm (możesz je delikatnie skręcić dla wygody i nawijasz. Po nawinięciu masz z jednej strony 4 końce - łączysz po dwa a z drugie strony, przy pomocy omomierza - lokalizujesz własciwe końce i też łączysz po dwa.
Jeśli nie jesteś tak odważny - patrzysz co podpowiedziała stronka i używasz dławika na rdzeniu ferrytowym o znanych parametrach. Ilość drutów i sposób połączenia - tak samo jak dla rdzenia proszkowego. Ilość zwojów - zgodnie z podpowiedzią stronki. Nie zapomnij o szczelinie - jeśli masz rdzeń bez szczeliny - możesz zastosować przekładkę pomiędzy połówkami rdzenia o grubości równej połowie podanej w tabelce.
Sprawa transformatora też jest istotna. To, co policzylismy w pierwszym kroku liczyliśmy dla danych szczytowych. Czyli mniej-więcej dwukrotnie zawyżając moc transformatora. Chcąc uzyskać informacje o rzeczywistych parametrach transformatora musimy mu podać rzeczywiste dane. Wcześniej założyliśmy średni prąd na jedną gałąź równy 2A, czyli liczymy transformator dla napięcia wejściowego w zakresie 10 - 14.4V i wyjsciowego 28V oraz prądu 8A. Przy częstotliwości 40 kHz strona proponuje rdzeń ETD44.
Ponieważ jest to przetwornica push-pull z odczepem oraz wyjściem symetrycznym, to proponowane ilości zwojów mnożymy * 2 a przekroje dzielimy /2.
Czyli uzwojenie pierwotne powinno mieć 2 * 4 zwoje a wtórne 2*13 zwojów.
Przekrój uzwojenia pierwotnego powinien wynieść 3.74 mm^2 a wtórnego 1.33 mm^2. Już wiemy, że nie możemy użyć drutu grubszego niż 0.7 mm. Przekrój jednego drutu o średnicy 0.7 mm wynosi ok. 0.4 mm^2 (dokładniej: 0.385 mm^2). Na uzwojenie pierwotne potrzebujemy 10 drutów. Ponieważ jednak obie połówki uzwojenia należy nawijać równocześnie - uzwojenie pierwotne trzeba nawijać garścią 20 drutów 0.7 mm.
W przypadku uzwojenia wtórnego postępujemy podobnie - ale już mniejszą garścią drutów - wystarczy 2*4 druty, czyli razem 8 drutów.
Podobnie jak było to w przypadku dławika - trzeba wyprowadzenia drutów podzielić na grupy - w przypadku pierwotnego - po 10 drutów a w przypadku wtórnego - po 4 druty. Jeden z końców uzwojenia pierwotnego łączymy z drugim początkiem pierwotnego uzyskując w ten sposób odczep. Podobnie czynimy z uzwojeniem wtórnym.
Oczywiście należy bardzo uważać, żeby nie pomyliły nam się druty należące do różnych połówek - przed łączeniem połówek należy sprawdzić omomierzem, czy nie ma zwarcia między połówkami, co świadczyłoby o pomyłce. Taka pomyłka oznacza zwarcie na transformatorze, ze wszelkimi tego skutkami.
Lojalnie uprzedzam: bardzo rzadko udaje się nawinąć dobrze transformator za pierwszym podejściem. Zazwyczaj uzwojenia nie chcą się mieścić a nawijanie garścią drutów kojarzy się z pracą Syzyfa.
Opisany powyżej sposób postępowania przy obliczaniu transformatora jest sposobem zakładającym jak najbardziej poprawne policzenie transformatora, zgodnie ze wszelkimi kanonami, przy założeniu, że wzmacniacz stale pracuje przy pełnej mocy. W warunkach rzeczywistych można znacznie oszczędzić pamiętając o tym, że średnia moc pobierana przez wzmacniacz jest nawet kilkakrotnie mniejsza od mocy maksymalnej a transformatory są przeciążalne.
Dlatego też w rzeczywistych konstrukcjach stosuje się mniejsze rdzenie, grubsze druty i mniejsze przekroje uzwojeń czyli mniejszą ilość drutów.
Ja zazwyczaj stosuję rdzeń o numer mniejszy

czyli w tym wypadku zastosowałbym rdzeń ETD39 i tak liczę ilość drutów, żeby możliwie najdokładniej wypełnić dostępne miejsce.
Natomiast absolutnie nie wolno oszczędzać na dławiku - wejście dławika w nasycenie oznacza gwałtowny spadek indukcyjności i zupełną utratę pożądanych właściwości.