No cóż. Pewnego miłego dnia na wakacjach zaparkowałem pod sklepem i jak wróciłem po odpaleniu działy się różne dziwne rzeczy: samochód nie odpalał, wskazówki latały jak oszalałe, alarm się wzbudzał, .... Na koniec samochód przestał reagować na włączenie stacyjki. Podejrzenia padło na akumulator. Zabrałem go i przewiozłem ze znajomym do większego miasta w okolicy i gość w sklepie z akumulatorami stwierdził, że jest do chrzanu. Twierdził, że być może poszły komory i nastąpiło zwarcie. Po kupnie nowego i włożeniu go do auta alarm już się nie odezwał. Ciekawe, że dalej działał antynapad.
No i tyle historii.
