DrumAnDBass napisał: damping factor - wspolczynnik tlumienia w wypadku wzmacniaczy to nic innego jak stosunek oporu glosnika do calego obwodu pradowego ktory sie sklada m.in. z oporu wewnetrznego wzmacniacza, kabli (glosnik-wzmak i wzmak-glosnik) oporami w zwrotnicach...
W praktyce wyglada to tak im wiekszy DF tym wiecej mocy moze byc dostarczonej do glosnika.
Jednak bardzo duzo zalezy od wlasnosci glosnika bo czesto nie uslyszy sie roznicy miedzy wzmacniaczem o wyzszym lub nizszym DF...
I nie ma się co temu dziwić. Nie dajmy się zwariować! Tak określony "współczynnik tłumienia" jest ordynarnym audiofilskim pseudoparametrem obliczonym na wyciąganie kasy z kieszeni naiwnych. Nie ma on żadnego sensu fizycznego, bowiem uwzględniając oporności wzmacniacza, zwrotnic, kabli (pewnie pozłacanych, rzekomo też po to aby tłumienie poprawić) pomija główną w obecnych czasach składową oporu: oporność drutu w samej cewce głośnika! Aby ją uwzględnić, należałoby podzielić tzw. impedancję ruchową głośnika, tj impedancję wynikającą z przetwarzania części energii elektrycznej na energię mechaniczną membrany głośnika (która w przybliżeniu jest równa róźnicy znamionowej impedancji głośnika oraz możliwej do zmierzenia omomierzem rezystancji cewki głośnika) przez sumę wszystkich wcześniej wymienionych impedancji łącznie z rezystancją omową cewki głośnika.
I wszystko w tym momencie staje się jasne. W zamierzchłych czasach lampy były bardzo drogie toteż stosowało się wzmacniacze ze słabym sprzężeniem zwrotnym lub w ogóle bez niego. Aby wzmacniacze pentodowe miały dobrą sprawność, zastępcza impedancja obciążenia pentody powinna być kilkakrotnie mniejsza od jej oporu wewnętrznego. I przeciwnie, głośnik poprzez transformator "widział" ze swoich zacisków opór kilkakrotnie przewyższający jego oporność znamionową. Toteż w tych warunkach faktycznie był słabo tłumiony, niewiele bardziej niż przy rozwartych całkowicie zaciskach. Co innego było w przypadku wzmacniaczy triodowych. Tam przeciwnie, dobrą sprawność a przy tym małe zniekształcenia uzyskiwało się przy rezystancji obciążenia lampy kilkakrotnie większej od jej oporu wewnętrznego. Głośnik natomiast widział rezystancję kilkakrotnie mniejszą od własnej. Jeśli jeszcze stosowało się napięciowe ujemne sprzężenie zwrotne (powszechne przecież we współczesnych wzmacniaczach, tak lampowych jak i tranzystorowych), to impedancja wyjściowa wzmacniacza zostaje zmniejszona do tak małej wartości że dalsze jej zmniejszanie nie ma jakiegokolwiek zauważalnego wpływu na tłumienie.
Przykładowo, w typowym głośniku o impedancji znamionowej 4ohm ok. 3ohm przypada na rezystancję drutu w cewce, 1ohm to rezystacja ruchowa. Mamy więc rzeczywisty współczynnik tłumienia samego głośnika w przypadku zwarcia jego zacisków: 1/3. Czy ów głośnik dołączymy do wzmacniacza (współczesnego) o DF (w audiofilskim sensie) 200, 2000 czy 5000 to jego rzeczywiste tłumienie już się nie zmieni: bo co to za znaczenie czy faktyczny współczynnik tłumienia wyniesie 1/(3,02), 1/3,002) czy może tylko 1/(3,0008)? Owszem miałoby znaczenie gdyby podłączyć go do pentodowego wzmacniacza SE bez sprzężenia zwrotnego. Wtedy rzeczywisty współczynnki tłumienia mógłby wynieść np. 1/(3+12)=1/15 tj pięciokrotnie mniej. I w tych warunkach tłumienie wnosiłoby już praktycznie tylko zawieszenie głośnika oraz opór jaki powietrze stawia membranie.
Jeśli chcielibyśmy naprawdę poprawić sytuację w porównaniu do zwykłego wzmacniacza (nawet "idealnego" o oporze równym zero, czyli nieskończonym współczynniku DF), musielibyśmy użyć wzmacniacza o oporze wyjściowym... ujemnym(!). Wówczas to zostałby częściowo skompensowany opór omowy cewki głośnika a przy okazji także zwrotnic oraz przewodów. Byle nie przedobrzyć, bo w wypadku gdyby ujemny opór wzmacniacza wziął górę, doszłoby oczywiście do samowzbudzenia. Wystarczy jednak tylko częściowa kompensacja dla radykalnej poprawy sytuacji. W przykładzie z głosnikiem jak wyżej - można by zastosować wzmacniacz o oporze -2ohm, wtedy pozostanie już tylko 1 ohm oporu omowego, stanowiąc margines bezpieczeństwa zapobiegający wzbudzeniu I rzeczywisty współczynnik tłumienia wzrośnie z 1/3 do jedności, tj trzykrotnie. Tu należy szukać dróg poprawy brzmienia a nie w superdrogich złoconych przewodach i skomplikowanych (wcale nie jest łatwo zapewnić stabilność przy głebokościach sprzężenia zwrotnego rzędu 60 i więcej dB co jest wymagane dla utrzymania oporu wyjściowego na poziomie rzędu miliomów) wzmaczniaczach.
Uzyskać opór ujemny wcale nie jest trudno. Należy istniejące już ujemne napięciowe sprzężenie zwrotne uzupełnić prądowym dodatnim sprzężeniem zwrotnym. We wzmacniaczach transformatorowych (a więc lampowych) najprościej jest pobrać napięcie sprzężenia zwrotnego z dodatkowego rezystora o oporności kilku dziesiątych oma włączonego w uzwojenie wtórne transformatora od strony przeciwnej niż głośnik, i zsumować je przy pomocy rezystorów z napięciem sprzężenia ujemnego, czerpanym bezpośrednio z "gorącego" zacisku głośnika. W tranzystorowych - włączyć analogiczny mały rezystor szeregowo z głośnikiem od strony masy, i z niego doprowadzić napięcie do wejścia nieodwracającego stopnia wstępnego. Analogiczny zabieg stosuje się w "mostkowch" stabilizatorach obrotów silników prądu stałego (np. w magnetofonach kasetowych) które są w istocie stabilizatorami napięcia o ujemnym oporze wewnętrznym. I tam chodzi o skompensowanie oporu drutu w wirniku silnika, w wyniku czego prędkość obrotowa zależy głównie od właściwości silnika oraz ustawionego napięcia, w minimalnym zaś stopniu - od obciążenia silnika.
Oczywiście, kolumna głośnikowa, zawierająca filtry rozdzielające legitymuje się dość skomplikowanym modelem impedancyjnym, toteż zwykle ogranicza się zakres działania dodatniego sprzężenia zwrotnego tylko do częstotliwości najniższych, gdzie tłumienie jest najbardziej potrzebne ze względu na występujący rezonans głośnika niskotonowego. W ten sposób oddala się groźbę wzbudzenia na częstotliwościach wyższych, gdzie nie zawsze dobrze skompensowane filtry skutkują nieraz bardzo znacznymi spadkami impedancji zestawu głośników, nawet poniżej rezystancji cewek każdego głośnika z osobna. Pewne nierównomierności charakterystyki jakie pojawiają się za sprawą ograniczenia zakresu działania dodatniego sprzężenia zwrotnego można wyrównać przed wzmacniaczem, przy pomocy biernych korektorów RC. Po prawdzie, podstawowa korekcja byłaby i tak niezbędna, ciśnienie akustyczne wytwarzane przez głośnik jest proporcjonalne do przyspieszenia membrany, natomiast taka kombinacja sprzężeń stabilizuje jej prędkość. Trzeba więc podbijać niskie częstotliwości o 6dB/okt w zakresie w którym działa sprzężenie dodatnie.
Cytat: Mozna zrobic ciekawy experyment. Wziasc do lapy suba (nie podpietego!) zrobic drucikiem spiecie i ostroznie ruszyc membrana. Jesli sie drucik odlaczy i sprobuje jeszcze raz zauwazy sie ze gdy byl drucik membrana byla bardziej stlumiona sztywna. jednak chyba zadnemu wzamkowi to sie az tak nie uda...
Jak najbardziej polecam to przeprowadzić. I to także ze wzmacniaczem o oporze ujemnym, gdy już go wykonamy. Odniesiemy wrażenie jakbyśmy "boksowali" się z głośnikiem: wyraźnie poczujemy że "agresji" z naszej strony usiłuje on przeciwstawić się w sposób czynny.
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski