Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia

_jta_ 05 Lut 2007 20:43 50027 106
  • #1 05 Lut 2007 20:43
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Zakładam nowy temat, bo temat jonizator cząsteczek wody, dotyczący urządzenia o nazwie "jonizator termoemisyjny",
    opatentowanego i produkowanego przez Mirosława Sobolewskiego, i budzący na tym forum kontrowersje od ponad
    dwóch lat, już osiąga limit długości. Liczę na to, że uda się wyjaśnić jakieś sprawy, które go dotyczą.

    Ten temat NIE jest przeznaczony do proponowania koncepcji jonizatorów, czy innych spraw ubocznych (do tego
    założyłem temat Generowanie jonów ujemnych), a wyłącznie do wyjaśniania spraw dotyczących tamtego jonizatora.

    W odpowiedzi na prośbę Mirka Sobolewskiego kopia e-mailu, który wysłałem do Wojnowa:

    0 29
  • #2 05 Lut 2007 21:27
    jonizator
    Poziom 13  

    _jta_ napisał:
    Zakładam nowy temat, bo temat jonizator cząsteczek wody, dotyczący urządzenia o nazwie "jonizator termoemisyjny",
    opatentowanego i produkowanego przez Mirosława Sobolewskiego, i budzący na tym forum kontrowersje od ponad
    dwóch lat, już osiąga limit długości. Liczę na to, że uda się wyjaśnić jakieś sprawy, które go dotyczą.

    Ten temat NIE jest przeznaczony do proponowania koncepcji jonizatorów, czy innych spraw ubocznych (do tego
    założyłem temat Generowanie jonów ujemnych), a wyłącznie do wyjaśniania spraw dotyczących tamtego jonizatora.

    W odpowiedzi na prośbę Mirka Sobolewskiego kopia e-mailu, który wysłałem do Wojnowa:


    Przytoczę list Jurka - _jta_ do Sanatorium w Wojnowie by miał on charakter jawny i łatwo widoczny. Jurek umieścił ten list w formacie *.txt . Poniżej będzie w formie forum Elektroda (poprawiłem polskie litery i drobne błędy w pisowni)
    <<<
    Subject: Jonizator Termoemisyjny - pytanie
    From: jt(małpa)localhost
    Date: Wed, July 12, 2006 09:59
    To: spzozww(małpa)poczta.onet.pl

    Do: Ośrodka Leczenia Chorób Układu Oddechowego u Dzieci
    Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Wojnowie
    Wojnowo 7a 66-120 Kargowa woj. lubuskie

    Dzień dobry!

    Znalazłem w Internecie informację o tym, że Wasz ośrodek stosuje do
    terapii Jonizator Termoemisyjny zrobiony przez Mirosława Sobolewskiego
    (jest pod URL http://www.jonizator.pl/gif/1sanatorium_wojnowo.jpg ),
    i mam w związku z tym następuj±ce pytania:

    1) czy rzeczywiście taki aparat jest stosowany do terapii?
    2) jeśli tak, to czy daje on pozytywne rezultaty, i
    3) w jaki sposób badano rezultaty działania tego aparatu?

    Z poważaniem, Jerzy Tarasiuk
    >>>

    0
  • #3 05 Lut 2007 22:02
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Polskie litery były w kodowaniu ISO-8859-2 (powinienem był napisać) i były poprawne; błąd pisowni rzeczywiście
    jeden był (zamiast "Oddechowego" było "Odedechowego") - czy możliwe, żeby z tego powodu nie odpisali?

    Jeszcze mam uwagę co do pomiaru ilości wytwarzanych jonów - można by, zamiast bezpośrednio mierzyć ilość jonów,
    mierzyć prąd jonowy na samym jonizatorze - odizolować go od sieci odpowiednio wykonanym transformatorem, cały
    układ zaekranować metalową siatką (inaczej jakiekolwiek zmiany potencjału w pobliżu zakłócą pomiar; musi być siatka,
    żeby jony mogły się wydostawać na zewnątrz - potrzebny jest w miarę swobodny przepływ powietrza).
    Podłączyć miernik, i zmierzyć prąd między jonizatorem a ziemią - w ten sposób wyznaczy się, ile wytwarza się jonów.

    0
  • #4 14 Mar 2007 07:25
    jonizator
    Poziom 13  

    Co sądzicie Państwo na temat artykułu zamieszczonego w załączniku?
    Mój Jonizator TermoEmisyjny jest właśnie antidotum na wspomniane w artykule żyły wodne. Oczywiście twierdzę tak samo jak dr Przemysław Kiszkowski, że żył wodnych nie ma, nie też tzw. promieniowania wodnego, ale stwierdzam istnienie jonów dodatnich, które wytwarzają rozkładające się przez bakterie beztlenowe szczątki organiczne pod powierzchnią ziemi. Rozkład zachodzi bez dostępu tlenu atmosferycznego i ma miejsce w wilgotnej glinie, ile, w miejscach występowania węgla brunatnego, przy gnijących śmieciach, zakopanych zwłokach zwierzęcych i ludzkich i podobnych miejscach, gdzie gniją bez dostępu tlenu szczątki organiczne.
    Nazwałem ten proces jako:
    Jonowe promieniowanie rozkładu organicznego = Promieniowanie Wodne (The ionic radiation of the organic decay = Water Radiation).
    W tych miejscach bardzo wyraźnie pomaga mój Jonizator TermoEmisyjny więcej, klimat się tak się zmienia, że pod względem jonowym jest lepszy od klimatu najlepszych uzdrowisk, a świadczy o tym poprawa samopoczucia i znaczne przyspieszenie procesu leczenia w przypadkach wielu chorób.
    Zauważyłem zależność:
    Bakterie beztlenowe tworzą jony dodatnie w środowisku oraz jony dodatnie zwiększają proces wzrostu bakterii beztlenowych.
    Tam gdzie zwiększa się koncentracja jonów dodatnich nasze ciało zaczyna chorować, zwiększa się ilość bakterii beztlenowych w naszym organizmie. Po prostu nasze ciało zaczyna gnić za życia, jest zatruwane jednymi z najsilniejszych toksyn- toksynami bakterii beztlenowych. Co więcej, nasze ciało staje się źródłem jonów dodatnich czyli sami stajemy się tak jak to określają nieprawidłowo radiesteci "ciekiem wodnym".
    Nie wiem czy dostanę Nagrodę Nobla :-) , ale nadal będę prowadził moje badania dopóki mi sił starczy. Mam pomysł na elektroniczną czy fizyczną różdżkę. Jak stanę na nogi finansowo z produkcją jonizatorów, to zajmę się detektorem produktów bakterii beztlenowych: ciężkich, wodnych jonów (i dobrych dla zdrowia ujemnych jonów i złych dodatnich jonów), który wymyśliłem przed kilkoma laty.

    0
  • #5 16 Mar 2007 01:15
    jonizator
    Poziom 13  

    Okazuje się , że załącznik "(Nagrody Nobla nie bedzie.doc).zip" jest dostępny jedynie dla osób zalogowanych, dlatego załączam całość w tekście jawnym dostępnym na forum dla wszystkich.

    Ten tekst zawarty jest na stronie:
    http://www.staff.amu.edu.pl/~pkisz/nagrody.htm

    Oto ten tekst:

    "Nagrody Nobla nie będzie - Przemysław Kiszkowski"


    Zło, że ludzie przestali wierzyć w Boga,
    nie polega na tym, że w nic nie wierzą,
    ale że gotowi są uwierzyć we wszystko.
    (G. K. Chesterton)
    Jest doktorem fizyki, niegdyś zafascynowanym radiestezją, "reagującym na promieniowanie" (przynajmniej tak mu się zdawało). Jego fascynacja przerodziła się w dziewięć lat zakrojonych na szeroką skalę badań mających naukowo uzasadnić prawa rządzące radiastezją. Wniosek, do którego doszedł po dziewięciu latach, był nie do przewidzenia - żyły wodne nie istnieją.
    Radiestezją zainteresowałem się w 1974 roku. Uważałem wówczas, że jest to jedyne zjawisko paranormalne, które z pewnością da się fizycznie wytłumaczyć. W tym samym roku rozpocząłem badania. Później dołączył do mnie profesor Henryk Szydłowski, mój szef, kierownik Zakładu Nauczania Eksperymentu Fizycznego Instytutu Fizyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.
    Przez siedem lat byłem wielkim entuzjastą radiestezji i zachęcałem wszystkich do jej praktykowania. Wierzyłem, że przy pomocy tego zjawiska można będzie przeprowadzić szereg doświadczeń fizycznych, które w normalnych warunkach wymagałyby skomplikowanej i drogiej aparatury pomiarowej.
    Razem z nami pracowały cztery osoby, reszta dołączała się w razie potrzeby i wolnego czasu. Pomagali nam również zainteresowani tematem studenci. Powstało wówczas szereg prac magisterskich, których byłem opiekunem. Nie wiem, czy którakolwiek grupa badawcza zajmująca się radiestezją miała takie możliwości wykonywania eksperymentów i prowadziła badania tak długo i intensywnie jak nasza. Za umożliwienie przeprowadzenia tych badań jestem bardzo wdzięczny władzom UAM.
    Najpierw zajęliśmy się hydrogeologią. Następną sprawą było zbadanie fizycznego zjawiska promieniowania emitowanego przez żyły wodne. Sprawdziliśmy szereg hipotez zarówno cudzych, jak i własnych z zamiarem ich udowodnienia. Niestety, żadna z nich nie sprawdziła się. Na koniec musieliśmy się zainteresować fizjologią zmysłów. I tu również nastąpiło rozczarowanie - okazało się, że zmysły ludzkie nie są w stanie wykrywać promieniowania, które mogłaby wytwarzać płynąca woda.
    Badania trwały 9 lat i zakończyły się rozczarowującym nas stwierdzeniem, że - po pierwsze - żył wodnych nie ma.
    Po drugie - gdyby nawet były, to promieniowanie im przypisywane ma właściwości sprzeczne z tym, co na ten temat wiadomo ze współczesnej fizyki. Po trzecie jakiekolwiek promieniowanie wydzielane przez płynącą wodę byłoby niewykrywalne przez organizmy żywe.




    Zorganizowaliśmy 10 obozów naukowych w terenie (od 10 dni do trzech tygodni każdy), w których brało udział łącznie kilkadziesiąt osób. Oprócz doświadczeń prowadzonych na obozach, w naszym laboratorium na UAM przebadaliśmy około 200 osób sprawdzając ich reakcje na sztucznie wytworzone pola elektryczne i magnetyczne, ponieważ przypuszczaliśmy, że takie pola są wytwarzane przez żyły wodne.
    Promieniowanie, o którym mówią radiesteci, miałoby oddziaływać na organizmy żywe wywołując stany chorobowe. Przy obecnym poziomie czułości aparatury pomiarowej tego rodzaju promieniowanie byłoby z łatwością rejestrowalne.
    Kiedyś nie znano właściwości fizycznych promieniowania i nie było odpowiednich przyrządów pomiarowych.
    Radiesteci powołują się na autorytet Leonarda da Vinci, który porównując Ziemię z organizmem żywym twierdził, że pod jej powierzchnią woda płynie przewodami w rodzaju żył wodnych.
    Taka analogia była usprawiedliwiona w czasach, kiedy nie znano struktury Ziemi, nie było świdrów, koparek czy kopalń odkrywkowych. Dziś wiemy, że struktura ta jest warstwowa i nie ma w niej niczego przypominającego przepływ krwi
    w organizmach żywych.
    Twierdzenie, że istnieją "naukowo stwierdzone żyły wodne" można porównać do tego, że "na Księżycu i Marsie żyją ludzie".
    Przypuszczenie, że na tych ciałach niebieskich są ludzie, można było rozważać kiedyś, kiedy nie znano dokładnie Księżyca ani Marsa. To jest moja odpowiedź na sugestię, że w przyszłości znajdziemy jakieś promieniowanie pochodzące od jakichś żył wodnych.
    Postęp wiedzy idzie w dwóch kierunkach: stwierdzamy, że coś jest możliwe i że coś jest niemożliwe. Kiedyś opowiadano historię o siedmiu złotych miastach w Teksasie. Zorganizowanie wyprawy w celu znalezienia takich miast miało sens jakieś 200 czy 300 lat temu. W tej chwili nikt przy zdrowych zmysłach niczego takiego nie zrobi. Wiadomo bowiem, że teren Teksasu jest dobrze znany i zbadany, m.in. przez sztuczne satelity. Współcześni ludzie, chcąc usprawiedliwić praktyki radiestezyjne, sugerują istnienie nadzwyczajnych możliwości natury i to takich, które są sprzeczne z nauką.
    W trakcie badań stale udoskonalaliśmy metodę elektrooporową, którą można by wykrywać izolowane cieki wodne, gdyby takie istniały. Obecnie metodę tę stosujemy do wykrywania zabytków archeologicznych ukrytych pod powierzchnią ziemi. Znajdujemy dzięki niej różne zabytki, groby prehistoryczne, itd. Tą metodą można wykryć rurę metalową o średnicy 5 cm na głębokości 1 m. Istnienie cieku wodnego na głębokości 2-3 m, z pewnością zostałoby wykryte tą metodą.
    Skoro naukowe metody badawcze nie udowodniły promieniowania pochodzącego od żył wodnych ani nawet ich istnienia, to nie ma naukowych podstaw do przypisywania żyłom wodnym jakoby były przyczyną zachorowań na choroby nowotworowe i inne.
    W naszych mieszkaniach jest wiele substancji szkodliwych dla naszego organizmu; mogą to być meble czy parkiety wydzielające formaldehyd, rozmaite sprzęty pokryte toksycznymi farbami, lakierami i klejami, wykładziny podłogowe. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę obecność rakotwórczego radonu wydzielającego się ze ścian w domach zbudowanych z wielkiej płyty. Można temu jakoś zaradzić poprzez częste wietrzenie pomieszczeń.
    Lepsze samopoczucie w wyniku zmiany miejsca odpoczynku jest często wywołane efektem placebo, czyli autosugestią, wpływem psychiki na organizm. Znane są fakty, że człowiek może się poczuć zdrowy lub chory pod wpływem sugestii.
    Wielokrotnie podczas badań zetknęliśmy się z bardzo różnym lokalizowaniem żył wodnych przez radiestetów, w obrębie tego samego mieszkania.
    Bywało również, że ten sam radiesteta, jeśli nie pamiętał poprzedniego rozmieszczenia, po paru miesiącach przedstawiał zupełnie inny przebieg żył wodnych w obrębie tego samego miejsca.
    Przeprowadziliśmy też doświadczenie polegające na tym, że radiesteta dostał plan mieszkania i oddzielnie jednego pokoju z tego mieszkania. Wyznaczył on przebieg żył wodnych w mieszkaniu inaczej niż w pojedynczym pokoju. Również zdarzyło się, że radiesteta określił położenie żył wodnych w pokoju, który w ogóle nie istniał. Literatura podaje opis eksperymentu wykonanego na stadionie we Włoszech.
    Na boisku zakopano rurę, przez którą płynęła woda. Najbardziej znani różdżkarze nie byli jednak w stanie przeprowadzić prawidłowej lokalizacji tej rury.
    Jak zauważył Jacques Verlinde komentując hipotezę istnienia siatki szwajcarskiej, czyli sieci żył wodnych rzekomo oplatających Ziemię, "Pan Bóg z pewnością nie stworzył Ziemi jako pola minowego, na które człowiek musiałby stale wpadać".
    Człowiek manipulowany jest przez strach. Chcąc za wszelką cenę utrzymać zdrowie lub je odzyskać, gotów jest uwierzyć w każdy zabobon, na przykład w zbawienny wpływ materacy gorczycowych jako zabezpieczenia przed promieniowaniem żył wodnych. Sami radiesteci nie są zresztą zgodni co do wpływu gorczycy na "likwidację skutków promieniowania".
    Radiestezja to nowa nazwa różdżkarstwa wprowadzona w latach 30-tych. Pochodzi z połączenia dwóch terminów greckich: "radios" - promień i "aisthesis" - odczuwanie, czyli wrażliwość na jakieś promieniowanie. Radiesteta to ten, który odczuwa promieniowanie związane z różnymi rzeczami, niekoniecznie tylko z wodą. Radiesteci uważają swój zawód za sztukę a nie naukę. Twierdzą, że dzięki ich sztuce można znaleźć wodę i różne minerały. Tymczasem np. w Wielkopolsce woda jest w 90 procentach odwiertów do 10 m. Podobna sytuacja występuje na Niżu Polskim. Z kolei w pobliżu rzek i jezior woda jest wszędzie.
    Kiedy w 1981 roku ogłosiliśmy wyniki naszych badań stwierdzając, że żył wodnych nie ma, radiesteci nie wykazali większego zainteresowania współpracą z nami, jakby podejrzewając, że te badania mogą im zaszkodzić.
    Przerwanie prac spowodowało u mnie wielki kryzys. Po przeprowadzeniu pierwszych badań niemal widzieliśmy się jako laureaci Nagrody Nobla z fizyki i medycyny, autorzy największego odkrycia ostatnich stuleci.
    Mieliśmy nadzieję, że wyjaśnienie zjawiska radiestezji umożliwi rozwiązanie problemów szeregu zjawisk paranormalnych na gruncie fizyki. Okazało się jednak, że radiestezja nie ma wiele wspólnego z fizyką, natomiast rządzą w niej reguły spirytystyczne.
    "Encyklopedia New Age" podaje, że radiestezję uważa się za zjawisko parapsychologiczne, ponieważ nie ma zadowalających, wyjaśniających ją teorii fizycznych. Natomiast pod hasłem "parapsychologia" zwraca się uwagę na charakterystyczny dla wszelkich doświadczeń parapsychologicznych tak zwany " efekt zanikania", to znaczy, że na początku wyniki są zawsze zadowalające, potem gorsze, a na końcu cały efekt się rozmywa. Wobec tego w doświadczeniach parapsychologicznych rezygnuje się obecnie ze stosowania statystyki.
    W naszych badaniach wielokrotnie zetknęliśmy się z efektem zanikania. Na przykład, kiedy opracowywaliśmy jakąś nową teorię, która miała uratować radiestezję, początkowo wyniki potwierdzały nasze założenia, potem coś zaczynało się psuć, a na końcu nie można już było wyciągnąć żadnych wniosków.
    Kiedyś wydawało się, że wszystkie zjawiska, które nie dają się wytłumaczyć w sposób materialny, czyli są duchowe, muszą być nam przyjazne i zgodne z naszą religią. Kilkanaście lat temu chętnie udostępniano pomieszczenia kościelne bioenergoterapeutom uważając, że ich działalność pomaga w zwalczaniu ideologii materialistycznej. Nie myślano wówczas, że niektóre oddziaływania duchowe mogą być pochodzenia demonicznego.
    Radiestezja jest, niestety, pierwszym krokiem do wejścia w okultyzm i, jako swego rodzaju inicjacja, jest dużym zagrożeniem dla człowieka.
    Na wyższych stopniach wtajemniczenia radiestezyjnego mówi się wprost, że jest to współpraca z duchami.
    Wielu radiestetów twierdzi, że są świadomi, iż pełnią rolę kanałów przekaźnikowych. Niektórzy tłumaczą swoje sukcesy (bo tych niektórym radiestetom odmówić jednak nie można) w ten sposób: "co duch chce, to powie". Innymi słowy źródło informacji jest obdarzone inteligencją i wolną wolą, czyli może odmówić współpracy z nami, co jest niemożliwe w przypadku źródeł informacji stanowiących przedmiot zainteresowania nauk przyrodniczych.
    Wahadlarz stawia pytania sformułowane w taki sposób, aby możliwa była wyłącznie odpowiedź "tak" lub "nie". Zabieg ten sprawia wrażenie, że radiesteta traktuje wahadełko jako istotę inteligentną mogącą udzielać odpowiedzi w sprawach dotyczących również wydarzeń z odległej przyszłości. Skojarzenie ze spirytyzmem i wirującymi stolikami nasuwa się samo.


    Najwyższa Święta Kongregacja Oficjum rozważywszy w sposób dogłębny niebezpieczeństwa, które mogą zaszkodzić religii i prawdziwej pobożności z racji udzielania przez duchownych porad radiestezyjnych na temat spraw dotyczących samych osób oraz przepowiadania zdarzeń, a także uwzględniając wszystko to, o czym stanowią kanony 138 i 139 Kodeksu Prawa Kanonicznego w odniesieniu do duchownych świeckich i zakonnych, których od tych porad winno się powstrzymywać, jako że one uwłaczają stanowi i godności osobistej duchownego albo też mogą szkodzić jego autorytetowi, postanawia co następuje, bez wdawania się wszakże tym dekretem w kwestie naukowe na temat radiestezji. Najdostojniejszym ordynariuszom miejsca i wyższym przełożonym zakonnym poleca się, aby surowo zabronili duchownym świeckim i zakonnym zajmowania się kiedykolwiek tymi badaniami radiestezyjnymi, uwzględnionymi we wspomnianych poradach. Już sprawą ordynariuszy i przełożonych zakonnych będzie, jeśli uznają to za konieczne lub pożyteczne, dodać do tego zakazu sankcję karną. Gdyby zaś któryś z duchownych świeckich lub zakonnych, naruszając ten zakaz, uczynił to po raz wtóry albo też dał powód do zgorszenia czy zaistnienia groźnych niebezpieczeństw, ordynariusze i przełożeni zakonni doniosą o tym do Świętego Najwyższego Trybunału. Joannes Pepe Notariusz Świętej Kongregacji Świętego Oficjum Rzym, dnia 26. 03.1942
    Wysłuchała
    Elżbieta Zydek.
    ilustr. B. B.
    tekst ukazał się w miesięczniku

    w grudniu 1998 roku.
    Mirror wykonany za zgodą Elżbiety Zydek.

    Z powrotem | Strona główna | reakcja radiestety
    Ó Copyright by CyjSoftware 1999-2005 in CYJlandia

    0
  • #6 16 Mar 2007 12:41
    poltech
    Poziom 10  

    Skoro mamy ozon i tlenki azotu ,a to taka zmora to jak wyeliminowac ten proces moze katalizator?

    http://www.therapyair.com/pl_PL/index1.php?m=1203&lc=pl_PL

    - moze nasi fizycy walczacy na forum dwa lata znaja lepsze rozwiazanie odswiezania powietrza?

    Generowanie jonow ujemnych metodą termoemisji(najlepsza metoda) nalezy stosowac wysokiej klasy fitry HEPA 13 , aby nie ladowac ladunkiem pylu ktory, jest nie usuwalny z pluc !
    Nalezy rozwazyc wszytkie aspekty za i przeciw i czy wogole ma to sens,aby nie przyplacic tego zdrowiem.Pozdrawiam

    0
  • #7 04 Kwi 2007 22:42
    nemo07
    Poziom 36  

    Witam

    poltech napisał:
    Generowanie jonow ujemnych metodą termoemisji(najlepsza metoda) nalezy stosowac wysokiej klasy fitry HEPA 13 , aby nie ladowac ladunkiem pylu ktory, jest nie usuwalny z pluc !
    Plucom jest obojetne, czy zapchasz je pylem naladowanym, czy tez neutralnym elektrycznie.
    Jonizatory (nawet te klasyczne z WN) oczyszczaja powietrze w szerszym spektrum agentow szkodliwych dla zdrowia niz to robia same filtry HEPA. .... patrz np. tu
    http://www.peakpureair.com/sa3as.htm - tabelka "Pollutants Removed" w srodku strony.
    Ponadto wlasnie do stracania pylu stosuje sie filtry elektrostatyczne, ktore nie robia nic innego, jak ladowanie czasteczek w powietrzu (!)
    Tak wiec ... bez siania paniki, kolego! Radzilbym najpierw poczytac w temacie ... a potem sie wypowiadac. :D
    Pozdrawiam.

    0
  • #8 05 Kwi 2007 19:08
    poltech
    Poziom 10  

    nemo07


    Do stracania pylu stosuje sie filtry elektrostatyczne, ktore nie robia nic innego, jak ladowanie czasteczek w powietrzu (!)

    Wiec skoro takie filtry elektrostatyczne sa zdrowe to mozna sobie taki kupic np z DIORY na allegro i zobaczyc jaka uciecha bedzie po kilku dniach uzytkownia, lub kazdy inny wszystkie dzialaja na tej samej zasadzie wysokiego napiecia od 5KV do 8KV.Poczytac zawsze mozna np strone http://www.peakpureair.com/sa3as.htm - tabelka "Pollutants Removed" i nie chodzi o sianie paniki nemo07. Mylisz sie Plucom jest obojetne, czy zapchasz je pylem naladowanym, czy tez neutralnym elektrycznie, ale wlasnie po to jest forum .Pozdrawiam

    0
  • #9 23 Maj 2007 20:37
    JacekWro
    Poziom 15  

    Ooo, dawno tu nie zaglądałem. Witam.
    Filtry elektrostatyczne są skuteczne. Często podaje się skuteczność 99%, ale bardziej sensowne jest podawanie zakresu wielkości wyłapywanych cząstek. Źródła podają, rzędy tysięcznych części mikrometra, a to całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę prostotę i żywotność filtra - w porównaniu do filtrów mechanicznych. Taki domowy filtr Diory zresztą posiadam. Jak w każdy taki filtr ma kolektor zbiorczy z blach o przeciwnym potencjale każda w stosunku do sąsiedniej. Taka kanapka-przekładaniec z napięciami ;-) Można zrobić samodzielnie. Płyty o wysokim potencjale mają w swojej płaszczyźnie rozpięty równolegle cieniutki (ok.0,1 mm) drut z wolframu (od strony wlotu powietrza). Zamieszczam fotkę. jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
    Na jonizujących drutach wolframowych widać kropelki wody, bo myłem przed zrobieniem fotki.
    A w pracy mam przemysłowy. Jak zassie dymy ze spawania, to przy wylocie zero dymu. Tylko tam te płyty mają dużą powierzchnię, jakieś 80 na80 cm i jest ich sporo i gęsto. Całość jest zasilana z prostej przetwornicy (trafo + klucz i dioda WN na wtórnym). Fotkę całej płytki tego domowego załączam (nic szczególnego)jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia Ten w pracy ma dodatkowo powielacz, daje też konkretny prąd (kilkanaście mA na wysokim). Tak więc znów jonizacja zderzeniowa, a wyjaśnienia ciężkich jonów dalej nie ma :(
    Pozdrawiam.

    0
  • #10 23 Cze 2007 15:20
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Przede wszystkim nie ma obiektywnych danych wskazujących na istnienie "ciężkich jonów".

    Nie udało się potwierdzić "faktów leczniczych", które były jedynym znanym mi argumentem,
    natomiast wiem z literatury medycznej, że przy chorobach, które te jony ponoć leczą, znane
    są przypadki pozornego wyleczenia, na które się nabierali nawet doświadczeni lekarze;
    kłopot w tym, że od lekarzy którzy ponoć stwierdzili wyleczenia jonami, nie udało się uzyskać
    żadnej informacji, więc nie wiadomo, czy umieliby odróżnić takie pozorne wyleczenie.

    Pamiętam, że kiedy studiowałem, asystent opowiadał nam o takim przypadku: grupa badaczy
    ogłosiła, że odkryli monopol magnetyczny - znaleźli na zdjęciu ślad cząstki, której parametry nie
    dały się nawet w przybliżeniu dopasować do niczego znanego, a za to pasowały do hipotetycznego
    monopolu... a ktoś zbadał to zdjęcie nieco dokładniej, i zauważył, że ten ślad, zamiast być równy,
    ma dwa zgrubienia - więc spróbował policzyć, czy mogło to być jądro atomowe zawierające dwa
    hiperony, które się rozpadło dwukrotnie w czasie obserwacji - i to pasowało do zdjęcia. Rezultat -
    nauka nadal uważa, że monopoli magnetycznych nie odkryto, za to są jądra z dwoma hiperonami.
    I wszyscy naukowcy mają nauczkę, jak łatwo szukając nowego nie zauważyć, że to, co się widzi,
    nie jest tym nowym, którego się szuka, a tylko mniej typową sytuacją, w której widać to, co znane.
    Może warto z tego wyciągnąć wniosek co do hipotezy ciężkich jonów - że też może być fałszywa?

    Polecam lekturę Skeptic i Świat Nauki, sierpień 2006, strona 21 - artykuł wydawcy Skeptic-a.

    0
  • #11 23 Cze 2007 17:36
    nemo07
    Poziom 36  

    _jta_ napisał:
    Przede wszystkim nie ma obiektywnych danych wskazujących na istnienie "ciężkich jonów". ...
    _jta_! Czy na oczywistosci sa potrzebne ekstra jakies "obiektywne dane", aby je uznac za realnie egzystujace?
    Mowa byla o "ciężkich jonach wodnych", nie jakichs tam "ciężkich jonach"!
    Nie zaprzeczysz chyba, ze ciezkie czasteczki wody egzystuja w powietrzu.
    Jesli wiec przejechalbys sie do Czernobyla, kiedy tam bylo wielkie BOOOM, poczekal na deszcz, to takie ciezkie - nawet zbyt ciezkie - jony wodne spadalyby Ci na glowe (a spadalyby wlasnie dlatego, ze bylyby to tzw. "zbyt ciezkie jony wodne"). Tak wiec, gdybys powrocil z tego Czernobyla mielibysmy wkrotce te tzw. "obiektywne dane wskazujace", ale tylko pod warunkiem, ze ktos zadalby sobie trud przebadania Ciebie (nie czyniac przy tym dyletanckiego bledu w diagnozie), a nastepnie opublikowania rezultatow.
    Ale poniewaz nie byles w Czarnobylu, wiec nici z "obiektywnych danych wskazujących na istnienie ..." itd. itp.
    N. b. niemoznosc obiektywnego stwierdzenia egzystencji takich "ciezkich jonow wodnych" ma w niektorych tzw. "kregach naukowych" solidne przeslanki natury antropologicznej.

    _jta_ napisał:
    Nie udało się potwierdzić "faktów leczniczych", które były jedynym znanym mi argumentem, ...
    A co? Jestes Centralnym Biurem Rejestracji i Potwierdzania Faktow Leczniczych"? No, no!

    _jta_ napisał:
    Pamiętam, że kiedy studiowałem, asystent opowiadał nam o takim przypadku: ....
    A ja pamietam, jak moja babka opowiadala mi, zanim jeszcze poszedlem na studia, o innym przypadku ... jaki mial miejsce na tej Twojej uczelni, gdzie podobno ucza tylko i wylacznie Jedynej Szkoly Poprawnego Dedukowania, a mianowicie na zasadzie analogii do jelenia. :D
    A'propos Skeptic, tam sie uzalaja, ze ...
    Evolution happened, and the theory describing it is one of the most well founded in all of science. Then why do half of all Americans reject it?
    No, coz, widac Freud nawalil troszku ze swoja hamerykanska misja prania kowbojskich mozdzkow. No i dzis sa jeszcze opory w przyznawaniu sie do ... "malpich korzeni". Ale towarzysze w City mocno pracuja nad problemem.
    No i moze, ... aby powrocic z Jeleniowa do tematu, pare linkow. Jonoterapia nie jest tak znana jak ozonoterapia, ale nie jest biala plama:
    http://www.google.pl/search?hl=pl&ie=ISO-8859-2&q=ionised+oxygen+therapy&lr=
    http://www.google.pl/search?hl=pl&inlang=pl&ie=ISO-8859-2&q=ozone+therapy&lr= jest tez po polsku
    http://www.enervita.com.pl/show.php?aid=ozon

    Pozdrawiam kontr(R)ewolucyjnie

    0
  • #12 23 Cze 2007 18:15
    _jta_
    Specjalista elektronik

    nemo07, zwykły deszcz (nie tylko w Czarnobylu) też niesie ładunki elektryczne, ale mi chodziło o "ciężkie jony",
    które ponoć produkuje aparat o którym dyskutujemy od paru lat, i jakoś wciąż nie daje się ustalić prostych faktów,
    bo zwolennicy hipotez związanych z tym aparatem starają się zaciemniać sprawę tak, by nic się nie ustaliło.

    0
  • #13 23 Cze 2007 19:57
    nemo07
    Poziom 36  

    Mowienie o probach zaciemniania to przesada. Co do hipotez, jedyna ktorej wyjasnienie mnie by interesowalo to twierdzenie, ze ten aparat M. Sobolewskiego wytwarza akurat lub w szczegolnie znacznej skali te tzw. "ciezkie jony wodne".
    Mozliwosc powstawania takich jonow jest dla mnie bezdyskusyjna. Inna kwestia jest ich zywotnosc (czyt. stabilnosc) w porownaniu z zywotnoscia neutralnych czasteczek wody porownywalnej wielkosci w powietrzu. Powinna byc na korzysc zjonizowanych czasteczek (patrz efekt filtru elektrostatycznego, efekty w komorze Willsona).
    Kolejny aspekt to termoemisja do powietrza, bo takowa nikt sie nie zajmuje i na prozno szukac w literaturze. Z teorii lamp elektronowych mozna jednak zakladac, ze termokatoda wspomaga proces jonizacji czasteczek w powietrzu przy nizszych napieciach, niz tych stosowanych w "zimnych" jonizatorach, "szpilkowych" (pracuja przy napieciach od 3kV w zwyz).
    Z ciekawosci pomierzylem prad takiej zimnej katody z komercyjnego jonizatora w funkcji napiecia. Katoda, ca 40 szpilek - faktycznie blacha wycieta na forme podobna do ostrza od kosiarki (bardzo ostre), umieszczona pomiedzy dwiema gladkimi blachami tworzacymi anode. Pomyslalem, ze dane moga kogos zainteresowac.
    Uak [kV] --> Ik [uA]:
    2,5 --> 40
    3,0 --> 45
    3,5 --> 50
    4,0 --> 55
    4,5 --> 58
    5,0 --> 59
    5,5 --> 61
    6,0 --> 75
    6,5 --> 90
    7,0 --> 105
    7,5 --> 130
    8,0 --> 150
    8,5 --> 175
    9,0 --> 210
    Na wykresie, w okolicy 5,2 kV pojawia sie przegiecie. Przy tej wartosci Uak, idac z dolu, pojawia sie tez szum elektrod i podmuch oraz zapach ozonu, a w ciemnosci mozna zauwazyc, ze czubki dwu skrajnych szpilek grzebienia swieca niebiesko. Ze wzrostem Uak zapalaja sie kolejne szpilki i w/w fenomeny wzmagaja intensywnosc. Mozna powiedziec, ze w tym zakresie calosc pobieranej mocy idzie praktycznie "w wiatr".
    Zastanawiajace jest przegiecie w kierunku wiekszych pradow, wystepujace przy tych 5,2kV, idac z gory. Wykres wskazywalby ekscesywny prad w porownaniu do ekstrapolacji w kierunku poczatku ukladu wspolrzednych. Nie wykluczam bledow pomiarowych, aczkolwiek powtorzylem kilkukrotnie pomiary w tych punktach. Nie moze to rowniez byc efektem pradow uplywnosci. ... To trzeba by blizej zbadac i wyjasnic.
    Na dalsze badania nie mialem pod reka odpowiedniego instrumentarium, ... moze inna raza... :D
    Jezeli dostane w rece jonizator Mirka, postaram sie cos pomierzyc, precyzyjniej.
    Pozdrawiam

    0
  • #14 23 Cze 2007 23:26
    _jta_
    Specjalista elektronik

    To widzę, że zrobiłeś kawał porządnej roboty.

    Trochę mnie dziwi w tych wynikach, że na początku przyrosty prądu są małe, i na dodatek maleją przy kolejnych
    przyrostach napięcia przy zbliżaniu się do progu powstawania podmuchu - coś na kształt nasycenia blisko przed
    tym progiem. Podejrzewałbym, że prąd poniżej progu płynie dzięki wychwytywaniu jonów z powietrza w okolicy
    elektrod, i poniżej progu wychwytywane są wszystkie, które są w zasięgu przyciągania - dlatego prąd rośnie tak
    powoli. Powyżej progu następuje generowanie jonów na ostrzach elektrody i dzięki temu jest ich coraz więcej.

    Ale może to być inny efekt - na przykład przyciąganie pyłu, albo kropelek wody skondensowanych na soli (odkryto,
    że na kondensację pary wodnej ma duży wpływ sól pochodząca z morza, która unosi się w powietrze na skutek
    rozpylania wody - po odparowaniu wody tworzą się mikroskopijne kryształki soli, które - gdy wzrośnie wilgotność
    powietrza - stają się zarodkami kondensacji), i to ich zaczyna brakować, bo wszystkie są "w użyciu".

    Hipotezę, że to akurat sól powoduje przepływ prądu poniżej progu, można by spróbować potwierdzić ogrzewając
    w pobliżu małą ilość soli kuchennej w płomieniu - jeśli prąd płynie dzięki soli, to powinien wyraźnie wzrosnąć.

    Z jonami - też można, tylko trzeba jakoś je wytworzyć, i to tak, by powstawały również dodatnie - czyli generator
    jonów ujemnych nie powinien dawać wzrostu prądu; daje się je wytworzyć używając materiałów radioaktywnych,
    ale mogą być trudne do zdobycia; więc chyba prościej będzie robić wyładowania iskrowe w powietrzu.

    Aha, jeszcze jedna możliwość to kondensacja śladowych ilości wody na izolacji, przepływ prądu usuwa tę wodę,
    to może też dawać charakterystykę typu nasycania, ale to mi niezbyt pasuje, bo nie tłumaczy, dlaczego akurat
    tuż poniżej napięcia progowego dla wyładowania z ostrza - raczej byłbym skłonny szukać zjawiska, które zachodzi
    w powietrzu w pobliżu ostrza, co dawałoby szansę wyjaśnienia jego występowania akurat przy takim napięciu.

    0
  • #15 03 Lip 2007 12:26
    JacekWro
    Poziom 15  

    Witam! Przedwczoraj wróciłem z urlopu:cry:

    _jta_ napisał:
    Trochę mnie dziwi w tych wynikach, że na początku przyrosty prądu są małe, i na dodatek maleją przy kolejnych
    przyrostach napięcia przy zbliżaniu się do progu powstawania podmuchu

    Nie ma się czemu dziwić, przecież sam napisałeś o prądzie nasycenia.
    To zjawisko w powietrzu zostało już opisane.
    Nemo07, Twoje pomiary są jak najbardziej wiarogodne. Taki wykres, nieco jak w funkcji tangensa, jest typowy dla jonizacji gazu. Spotyka się go w literaturze przedmiotu.
    W powietrzu zawsze istnieje określona koncentracja nośników.
    Gdy zwiększasz napięcie od małych wrtości, tj. takich, które powodują już jakiś mierzalny, lecz niewielki prąd katody, prąd wzrasta proporcjonalnie do wzrostu napięcia. Jest to prąd ruchu nośników zawartych w powietrzu, które zdołały dotrzeć, w Twoim przypadku, do katody. To pole nie powoduje zmian gęstości nośników, a jedynie ich dryf w polu elektrycznym. Dlatego prąd wzrasta liniowo. Innymi słowy, im większe pole, tym więcej nośników dociera, w Twoim przypadku, do katody. Przy dalszym zwiększaniu wartości napięcia, wzrasta oczywiście natężenie pola, ale prąd wzrasta wolniej, a nawet w pewnym przedziale napięć będzie utrzymywać się na stałym poziomie. Dzieje się tak dlatego, że coraz więcej nośników, a w końcu wszystkie nośniki docierają do katody. To jest obszar wykresu, który obrazuje tzw. prąd nasycenia. Po prostu nie ma już więcej nośników, które mogłyby spowodować większy prąd, pomimo tego, że zwiększasz napięcie.
    Jednak po przekroczeniu pewnej wartości prąd gwałtownie wzrasta. Jest to spowodowane jonizacją zderzeniową. Jony między elektrodami osiągają tu prędkości wystarczające do zbombardowania materiału elektrod i wybijania z nich elektronów. liczba nośników znacznie się zwiększa. Dodatkowo, elektrony są wyrywane z katody na skutek silnego już pola, które z kolei nadaje im prędkość powodującą niesprężyste zdeżenia z cząstkami powietrza. Powstałe pary mają olbrzymie prędkości. Zderzają się, rekombinują, grupują się modyfikując rozkład pola. Opis zjawiska jest dość złożony; m.in. rozwijają się lawiny elektronowe od ostrzy, w końcu dochodzi do przebicia.

    _jta_ hipoteza z solą mnie rozbawiła, ale może ma jakiś udział:
    0,001% blisko morza, 0,0000001% na Dolnym Śląsku ;)

    Natomiast, czy wprowadzenie jonów dodatnich między elektrody zatrzyma prąd katody... wydaje mi się raczej, że będzie odwrotnie. Niestety nie mam czasu na praktyczne sprawdzenie, choć kiedyś zrobiłbym to od ręki :cry:

    Nemo07:
    40uA przy 2,5kV, to chyba elektrody są bardzo blisko. Chociaż, przy 40 ostrzach...

    0
  • #16 30 Paź 2007 00:52
    piotrwsc
    Poziom 11  

    Witam

    Dawno na tym forum nie pisałem,
    obecnie mam zamiar kupić jonizator powietrza ostrzowy i szukałem trochę informacji na ten temat, aż trafiłem na pierwszą i drugą część tematu jonizator cząsteczek wody.

    W pierwszej częsci ktoś napisał:

    JacekWro napisał:
    ......................................................

    ................
    Pewne jest jedno: Powietrze przepływające w okolicy odpowiednio rozgrzanego kawałka metalu nabiera wyjątkowej świeżości. To czuje większość osób i rozsądek podpowiada, że nie powoduje tego jakiś duch, który pojawia się przy każdym, kto się pojawia przy jonizatorze. W wielu miejscach, gdzie taki proces zachodzi, powietrze pozornie ochładza się. Wiele osób, choć nie wszyscy, mówi, że czują "delikatny chłód" na nieosłoniętych częściach ciała. To się powtarza, choć te osoby nie zostały o tym uprzedzone.

    Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z urządzeniem (specjalnie przyjechałem do Mirka warsztatu), wąchając powietrze bezpośrednio z wylotu jonizatora, byłem zdziwiony uderzeniem powietrza, które było niezwykle "rześkie" Jedna z osób, która ze mną przyjechała powiedziała, że "jest jakieś takie natlenione".
    Wiedziałem już, że JAKIŚ proces napewno zachodzi. Przez pewien czas utrzymywałem, że zachodzą tu jakieś alotropowe przemiany tlenu w obecności wysokiej temperatury. Powietrze przypomina bowiem nieco zapach ozonu, jak wtedy, gdy przebywamy w pomieszczeniu z kserokopiarką, która przed chwila była używana. Pracownicy biurowi dobrze wiedzą, o co chodzi. Jednak ozon jest bardziej przenikliwy, ostry. Powietrze z jonizatora wyraźnie sprawia przyjemność, jest delikatne, świeże. Trudno mi to precyzyjniej opisać.

    Konstrukcja jonizatora nie pozwala wydostać się lekkim jonom na zewnątrz. Nie na tyle, by można mówić o elektryzowaniu powietrza (jak w jon. ostrzowych). Wynik badań w Instytucie Medycyny Pracy zdaje się to potwierdzać. A jednak mam wielokrotnie powtórzone spostrzeżenia, że powietrze w otoczeniu jonizatora jest nośnikiem ładunków elektrycznych na tyle istotnych, że powoduje wyraźne osadzanie się kurzu na poziomych powierzchniach. Mało, wiem już dziś, jaki rodzaj kurzu szególnie aglomeruje, mianowicie białe drobiny włoskowe (len, bawełna) średnicy poniżej 10um i długości 0,3 do nawet 2mm. Krążą one w większości domów podczas najdrobniejszego nawet poruszenia pościelą. Jest to tak zwany "biały" kurz. Po kilkunastu godzinach od wyłączenia urządzenia nawet po paru dniach nie ma tego efektu. Co ciekawe, te drobiny podczas pracy urządzenia najgęściej osadzają się na obudowie telewizora i meblu, na którym stoi urządzenie, ale też na innych poziomych powierzchniach, dalej od jonizatora

    Jest pewne, że do wyjaśnienia tych spraw (zwłaszcza, co powoduje tą świeżość) potrzeba zapaleńców chemi, czy może fizyki, ale do niczego nie dojdziemy, jeśli wszystko będziemy negować. Te zjawiska są pewne, może inaczej je wyjaśniamy, ale istnieją, uwierz, proszę; pomijam sprawę wyleczeń - tu rzeczywiście łatwiej włączyć placebo czy inne czynniki (choć, jak wiesz, mam inne zdanie).

    _jta_, może masz jakieś wiadomości, co może albo powinno dziać się z powietrzem w warunkach naszego jonizatora. Czym jest ta świeżość? Może ktoś inny ma coś do powiedzenia, albo podpowie, gdzie można zapuścić wyjaśnienie tego procesu?



    Sam kiedyś założyłem temat dn. 03 Lip 2004 16:00 pod tytułem: Ultradźwiękowy nawilżacz a elektronika w domu.

    piotrwsc napisał:
    Witam wszystkich. Posiadam ultradźwiękowy nawilżacz marki FUMYO UH-100 . Używałem go od dłuższego czasu i nie było z nim żadnych problemów i nie ma do tej pory, ale : od czasu kupienia komputera i tv występuje pewne zjawisko. Po włączeniu nawilżacza po kilku godzinach na sprzęcie RTV i komputerze osiada się biały nalot. Od tego czasu nawilżacza nie używam, bojąc sie o elektronikę (szczególnie delikatne mechanizmy DVD i CD ). Wiem ,że mogą ulec uszkodzeniu po przez zapiaszczenie! Nie jest to tylko mój problem , bo nawilżacz BONECO 7131 robi dokładnie to samo. .....link do tematu już nie aktywny......Jak widać nikt tamtej osobie nie poradził poza zgłoszeniem faktu do serwisu, być może ze względu na małą popularność tego fora, ale tu na elektrodzie mam nadzieję , że ktoś podzieli się swoimi spostrzeżeniami z użytkowania nawilżaczy ultradźwiekowych w pobliżu urządzeń elektronicznych. Zapraszam teoretyków i praktyków do podzielenia się sugestiami na ten temat, a może ktoś z serwisantów spotkał się z problemem zapiaszczenia mechanizmów CD i DVD ?


    link do tematu: https://www.elektroda.pl/rtvforum/viewtopic.php?t=149852&highlight=

    Jedyne co mogę powiedzieć, to potwierdzić słowa JacekWro,
    że powietrze w pomieszczeniu po załączeniu (w tym przypadku nawilżacza ultradźwiękowego) urządzenia jest bardzo rześkie i bardzo przyjemne, a minusem jest osadzanie się białego nalotu szczególnie na urządzeniach naładowanych dodatnio, co sugeruje mocne naładowanie ładunkiem ujemnym oparów wodnych wydostających się z urządzenia.

    JacekWro napisał, że są to białe drobiny włoskowe (len, bawełna) średnicy poniżej 10um i długości 0,3 do nawet 2mm, tego to ja nie wiem,
    labolatorium nie posiadam , ale taki fakt ma miejsce.

    0
  • #17 04 Lis 2007 19:23
    JacekWro
    Poziom 15  

    Witam!
    Piotrwsc:
    Jak sam piszesz, jest to nalot. To nie jest kurz o którym ja pisałem.
    Mam pytanie: Czy używasz do nawilżacza wody destylowanej (/demineralizowanej) czy z kranu?
    Jeżeli używasz kranówki, to jest standardowy problem z tymi nawilżaczami - cząstki mgły wytwarzane przez urządzenie są wytrącane do powietrza mechanicznie, nie są to więc cząstki odparowanej wody. Zawierają pełny skład soli mineralnych (głównie wapnia i magnezu).
    Część mgły odparowuje do powietrza,reszta osadza się wszędzie - zwłaszcza na powierzchniach położonych w kierunku wylotu nawilżacza. Po odparowaniu zostawiają osad mineralny. Jak przeciągniesz palcem po tym nalocie to zobaczysz różnice między nalotem (prawidłowo to określiłeś), a kurzem, który ja opisywałem.
    Załączam fotkę.
    jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
    Z lewej strony jest palec z "nalotem" wytworzonym przez ultranawilżacz, a z prawej palec przeciągnięty po powierzchni w okolicy jonizatora termoemisyjnego.
    Oba palce są moje, tak więc zastrzegam wszelkie prawa autorskie :)))


    Załączam też fotkę mojego głośniczka komputerowego z "kurzem", który opisywałem właśnie w przypomnianym przez ciebie poście
    ( https://www.elektroda.pl/rtvforum/viewtopic.php?p=2870600#2870600 ) .To jest taki "kurz dwudniowy":)
    Warto kliknąć na powiększenie.
    jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
    jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
    Te fotki są zrobione przed chwilą, jonizator pracuje bez przerwy. Przypominam, że po wyłączeniu urządzenia ten "kurz" nie osadza się w takich ilościach. A zwłaszcza nie widać tak tych białych kłaczków.

    Rozwiązaniem dla Ciebie jest używanie wody demineralizowanej, jak zresztą zalecają niektórzy producenci. Dzięki temu unikniesz tworzenia się kamienia w samym nawilżaczu, osady na meblach znikną.
    Natomiast, co do uwagi o osadzaniu się w Twoim przypadku nalotu na powierzchniach naładowanych dodatnio, to może rzeczywiście być pośrednim dowodem, że krople mgły unoszą ujemny ładunek. Wszak trzeba by ustalić, które powierzchnie w Twoim domu absorbują ujemne ładunki.
    Na ogół są to wszelkiego rodzaju syntetyki, takie jak plastyczne obudowy
    sprzętu RTV, drukarek itp. Nota bene, plastiki są świetnym (niestety!!!) pochłaniaczem naturalnych lekkich jonów ujemnych z otoczenia, w którym się znajdują. Polecam książkę p. Grabarczyka "Jonizacja Powietrza W Środowisku Życia i Pracy"

    0
  • #18 06 Lis 2007 01:00
    piotrwsc
    Poziom 11  

    Witam,

    i dziękuję za załączone zdjęcia.

    Używałem wody destylowanej demineralizowanej przeznaczonej do akumulatorów
    i osad się pojawiał, więc przestałem używać ( a szkoda, bo klimat i samopoczucie było lepsze ), a takiego kurzu jak na Twoim zdjęciu to nie miałem.
    Najszybciej nalot pojawiał się na ekranie telewizora i jego obudowie, która już po kilku godz. pracy był lekko sina, także niektóre tworzywa szybciej łapały.

    Teraz myślę nad jonizatorem Grojer, termoemisyjny na pewno byłby lepszy tylko cena wyższa :cry:

    Czy to dobry wybór ?

    A może jednak termoemisyjny sam już nie wiem.

    Pozdrawiam

    0
  • #19 06 Lis 2007 23:07
    JacekWro
    Poziom 15  

    Bardzo dziwne jest dla mnie to co piszesz. Ja używałem ultranawilżacza ze zwykłą kranówką i osad pojawiał się tylko najbliżej urządzenia i to po kilku dniach. Wygląda na to że ta "demineralizowana" jest gorsza niż z kranu(?????!!!!!!) ale to byłby horror - wyobraź sobie co by było gdyby tak zanieczyszczoną wodę wlać do akumulatora. Dziwne. Może spróbuj kupić wodę DESTYLOWANĄ innego producenta, albo poproś kogoś, kto ma odwróconą osmozę (zakładam, że nie masz, skoro stosujesz wodę kupowaną zewnątrz) by Ci nalał ze dwie litrowe butelki. Przy wodzie z filtra osmotycznego taki efekt jest niemożliwy. Trudno mi coś więcej wymyślić. Aha, jeszce jedno. Większość ultranawilżaczy (z wyjątkiem mis ozdobnych) posiada wbudowany filtr-odkamieniacz, właśnie po to by takie efekty zminimalizować. Jeśli jest w Twoim nawilżaczu, może to on coś emituje?? Może rozszczelnił się wkład filtra?. Bo generalnie woda demineralizowana dająca efekt, jaki opisujesz byłaby zdyskwalifikowana już przez samą nazwę i nadawałaby się jedynie do wylania w kanał. Dziwne...

    Druga sprawa> Zakup jonizatora.
    Jeśli uważnie przeczytałeś pierwsze forum, to wiesz jaki jonizator warto kupić. Jeśli czytałeś uważnie moje wszystkie posty to dostrzeżesz, myślę, że znam trochę temat od strony praktycznej i właściwie nie ma potrzeby, żebym cokolwiek pisał jeszcze w tym miejscu.
    Forum nie zostało założone dla celów marketingowych. Dodam jedynie iż wśród klasycznych urządzeń jonizujących są i takie, których cena znacznie przekracza cenę Termoemisyjnego, więc żadna kwota nie powinna nas ani zbytnio zachęcać, ani zniechęcać (w granicach rozsądku oczywiście ;))

    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    1
  • #20 07 Lis 2007 10:59
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Może przypomnę, w jakim celu został założony ten temat: w sprawie "jonizatora termoemisyjnego"
    było wiele niejasności i wątpliwości, zadano w tej sprawie mnóstwo pytań - kiedyś zebrałem ich listę,
    aby można było jakoś uporządkować dążenie do ustalenia prawdy w tej sprawie, przypominałem
    o niej wielokrotnie, ostatnio 11 Lip 2006 22:20 i 13 Kwi 2006 10:31 - jednak nie widzę, by ktoś zrobił
    z niej użytek, i chociaż próbował udzielać odpowiedzi. Proponuję zajrzeć do tej listy pytań.

    Pewnie teraz ta lista mogłaby być znacznie dłuższa - tamtą zrobiłem niecały rok po założeniu tematu,
    wkrótce będzie 3-cia rocznica - trzeba by przejrzeć cały temat i pozbierać... chyba nowych uzbiera się
    mniej, bo po pierwsze jak nie było odpowiedzi na tamte, to nie bardzo miało sens stawianie dalszych,
    po drugie jakieś pytania mogą się powtarzać, a przez to ilość różnych pytań nie wzrasta.

    Rozumiem, że wiele pytań może być takich, że nikt nie jest w stanie udzielić na nie pełnej odpowiedzi,
    nie mając wystarczającej wiedzy; dla dużej ich części tylko twórca jonizatora i osoby z nim związane
    mogą coś wiedzieć. Nie jest to jednak powodem, by nie odpowiedzieć w ramach posiadanej wiedzy.

    Chyba najważniejsze jest pytanie o powody, dla których mielibyśmy uważać działanie tego jonizatora
    za fakt obiektywny, na które wciąż nie ma odpowiedzi - wszystko o czym mi wiadomo pokazuje istnienie
    wyłącznie subiektywnych przekonań i przypuszczeń - np. twórca jonizatora stawia tezę, że wytwarzane
    jony są tak ciężkie, że nie dają wykrywalnego prądu, i dlatego pomiary nie stwierdzają ich obecności -
    nie ma jednak żadnego doświadczenia, które ją pokazuje - więc pytanie: czy one w ogóle istnieją?

    0
  • #21 21 Mar 2008 08:36
    jonizator
    Poziom 13  

    Witam serdecznie!
    Poniżej przedstawię w sposób nowy: opis mojego jonizatora, odkrycia i aspekty fizyczno- chemiczno- fizjologiczno- medycznych z tym związane. Jest to przedstawione po raz pierwszy i umieszczam to w Internecie. W niezmienionej postaci zezwalam na dowolną publikację tego tekstu. Wszelka zmiana w tym i tłumaczenia na inne języki są zabronione (chodzi mi o poprawność tłumaczenia).

    Od dawna, od roku 1982 realizowałem swój wynalazek: Jonizator TermoEmisyjny. Z wynalazkiem jest połączone duże odkrycie naukowe. Przez wiele czasu i wynalazek i odkrycie były lekceważone, ponieważ dotyczyły kontrowersyjnych tematów, ale bardzo ważnych dla zdrowia i życia ludzi, zwierząt i roślin. Odkryłem, że ludzie mieszkając na terenach, gdzie znajduje się glina, ił, wysuszone bagnisko, dużo więcej chorują i krócej żyją.

    Odkryłem, że właśnie na tego typu terenach, pod ziemią rozkładają się szczątki organiczne bez dostępu powietrza, w sposób beztlenowy, przez bakterie beztlenowe. Rozkład ten powoduje powstanie jonów dodatnich, które są wolnymi rodnikami. Te jony dodatnie wędrują z wnętrza ziemi do powierzchni i dalej przez fundamenty budynku na dowolną, nawet najwyższą kondygnację. Mechanizm transportu ładunku jest taki sam jak wędrówka dziur w półprzewodniku typu „p”. Nie wędruje sam atom, czy cząsteczka, natomiast puste miejsce po elektronie przesuwa się i za każdym przesunięciem to puste miejsce po elektronie znajduje się w sąsiednim atomie czy cząsteczce. W ten sposób jony dodanie (wolne rodniki) dostają się na dowolną kondygnację i przekazując swój ładunek dodatni cząsteczkom powietrza powodują, że i one stają się jonami dodatnimi- wolnymi rodnikami. Wolne rodniki w wdychanym powietrzu generują w naszym organizmie inne wolne rodniki. Powstawanie wolnych rodników w organizmie tworzy poznany już przez naukę proces chorobotwórczy prowadzący po powstania wielu chorób z nowotworami włącznie.

    Taki chorobotwórczy obszar z zachodzącymi procesami gnilnymi pod powierzchnią ziemi znajduje się w całym obszarze Środkowego Nadodrza w tym i w Zielonej Górze. Były robione przed wojną przez Niemców badania, że średnia życia ludzi mieszkających np. w Zielonej Górze jest dużo mniejsza niż na innych, zdrowych obszarach i przekracza ona nawet 20 lat.

    Jest ścisła korelacja między opisanymi wyżej chorobotwórczymi obszarami a tzw. „ciekami wodnymi”, czy „promieniowaniem wodnym” określanymi tak przez radiestetów. Jestem całkowicie pewny, że są to po prostu jony dodatnie. To odkrycie, które wyjaśnia istotę tzw. „promieniowania wodnego”.

    Antidotum na wolne rodniki pochodzących z miejsc gnilnych jest mój wynalazek Jonizator TermoEmisyjny.

    Istnieje na rynku wiele jonizatorów powietrza, zawsze są to jonizatory typu ostrzowego, które są dużo tańsze i prostsze od mojego: TermoEmisyjnego. Badałem jonizatory ostrzowe osobiście. Pan dr inż. Zygmunt Grabarczyk ( http://www.gwiazdy.com.pl/36_06/8.html ), jedyny znany mi w Polsce specjalista od jonizacji powietrza pracujący w CIOP w Warszawie (miał mój jonizator w swoim laboratorium i ocenił go negatywnie) twierdzi, że (załącznik 3) „większość publikacji, w których dowodzono dobroczynnego wypływu jonizacji na ludzie zdrowie, jest obarczona błędami metodologicznymi” (oznaczenie żółte markerem). Tylko......., że badano wyłącznie jonizatory ostrzowe, moim TE się nie zajmowano. Mam w tej chwili mnóstwo pozytywnych opinii i chorych używających jonizator TermoEmisyjny i leczących ich lekarzy, a Pan dr Grabarczyk nie badał jonizatora TE pod względem medycznym. Dżentelmeni nie przeczą faktom, tylko je przyjmują, inną rzeczą jest ich wyjaśnienie. Poza tym badania fizyczne Pana dr Grabarczyka były prowadzone w sposób typowy, które nie wykrywają bardzo ciężkich jonów wytwarzanych przez jonizator TE. Aby zbadać jonizator TE trzeba zastosować nowe metody (które zaproponowałem), które wykryją ciężkie, wodne, łagodne jony redukujące wolne rodniki w organizmie wytwarzane przez jonizator TE.

    Moim zdaniem, jonizatory ostrzowe nie tylko nie pomagają, ale wręcz szkodzą. Wytwarzane przez nie ozon i tlenki azotu są szkodliwe dla organizmów żywych. Osobiście, moim zdaniem, gdy się dobrze przypatrzy procesom, które zachodzą w tych jonizatorach, wytwarzają one ciężkie, długo żyjące, szkodliwe jony dodatnie. Nie będę tutaj opisywał jednak tych procesów. Osoby używające jonizatory ostrzowy i mój TE na ogół zdecydowanie wybierają mój TE. Oceniają nawet działanie jonizatorów ostrzowych jako szkodliwe.

    Zasadniczą różnicą między jonizatorem moim- TermoEmisyjnym (TE) a rynkowym- ostrzowym jest prędkość i energia wytwarzanych ze źródła elektronów, które w kontakcie z cząsteczkami powietrza tworzą jony.

    W moim jonizatorze energia elektronów jest poniżej 0,2 elektronowoltów (eV) , natomiast w jonizatorze ostrzowym ta energia jest 10000 razy większa i przekracza często 2000 eV.

    W moim jonizatorze elektron o małej energii nie ma własności burzących, szczególnie chętnie łączy się z aktywnymi elektrycznie cząsteczkami w powietrzu cząsteczkami (dipolami) wody. Zaznaczam, że nie dodaje się wody w jonizatorze- wystarcza ta ilość pary wodnej, która jest normalnie w powietrzu. Jeden elektron może doczepić nawet 1000 cząsteczek wody, do tego układu- bardzo małej kropelki wody- z kolei dochodzą następne elektrony. Teraz więcej cząsteczek wody może być przyłączonych, nawet miliardy. Tworzy się mała kropla z elektronami na powierzchni, bardzo ciężki jon ujemny (takie same jony tworzy żywa przyroda). Na taki ciężki jon (kropelkę wody z ładunkiem) bardzo słabo działa pole elektryczne wewnątrz jonizatora, gdyż względnie duża masa jonu (duża ilość cząsteczek wody) łączy mały ładunek (mało elektronów na powierzchni). Taki jon może łatwo zostać wydmuchany z powietrzem z wnętrza jonizatora na zewnątrz- to czyni zamontowany wewnątrz wentylator.

    To co powiem za chwilę jest nowe i nigdzie nie publikowane, w tej postaci odkryłem to klika miesięcy temu.

    W ciężkim jonie, kropelce z elektronami wytworzonymi przez jonizator TE, elektrony wchodzą w reakcję z jonami H+ (które powstają nieustannie z dysocjacji wody) tworząc pojedyncze atomy wodoru H=H1=H-01 (elektron wchodzi w reakcję z samą cząsteczką wody i tworzy również pojedynczy atom H). Atom H-01 jest najszybszym znanym antyoksydantem redukującym wolne rodniki powstające w organizmie wskutek procesu utleniania oraz wskutek procesów chorobotwórczych (np. wskutek promieniowania alfa, beta, gamma). To właśnie pojedyncze atomy wodoru rozpuszczone w wodzie mają własności lecznicze, bardzo szybko blokują wolne rodniki powstające w naszym organizmie.

    Ma to potwierdzenie w praktyce. Jonizator działa podobnie jak tzw. „woda życia”, zwierająca jony H-01 , http://www.wodazycia.net.pl/.. Mankamentem jest krótki czas życia reduktorów H1. Jonizator TE wytwarza je cały czas. Podobne efekty dają tzw. plastry detoksykujące.

    W jonizatorach ostrzowych elektrony o bardzo dużej energii (szybkości) w kontakcie z atomami powietrza tworzą ozon i tlenki azotu. Te substancje o bardzo silnych własnościach utleniających, w kontakcie z żywym organizmem utleniają białko i tworzą chorobotwórcze wolne rodniki w dużych ilościach. Niekoniecznie muszą się tworzyć aż ozon i tlenki azotu by powstawały wolne rodniki. Wystarczy, że elektrony będą mieć energię (prędkość) ponad pewną miarę tak aby powstawały substancje utleniające białko i tworzyły wolne rodniki. Czy jon redukuje wolne rodniki czy je tworzy zależy od ilości i energii elektronów. Jeśli przeważają elektrony o małej energii tworzy się więcej jonów redukujących wolne rodniki, jeśli przeważają elektrony o dużej energii tworzy się więcej jonów generujących wolne rodniki. Same jony nie leczą, natomiast leczą wytworzone dzięki nim reduktory wolnych rodników H=H1=H-01 . Bardzo ważna jest w związku z tym energia tworzących jony elektronów, nie może być za duża, gdyż skutek leczniczy może być odwrotny- wytworzone czynniki utleniające mogą szkodzić i to bardzo tworząc wolne rodniki.

    Reduktory wolnych rodników nie żyją długo. Jeśli się spotkają zachodzi reakcja tworzenia wodoru dwuatomowego H2, który nie może już redukować wolnego rodnika H1+H1 = H2.

    Dobre wyniki daje wprowadzanie do ciała bezpośrednio elektronów o małej energii. Próbowałem to i daje to świetne wyniki.

    Jak powiedziałem wyżej jonizatory ostrzowe, moim zdaniem tworzą wręcz trwałe, ciężkie jony dodatnie. Te ciężkie jony dodatnie to małe kropelki wody, ale o ładunku dodatnim. Jony dodatnie mają bardzo silne własności tworzenia wolnych rodników i stąd są silnie chorobotwórcze.

    Działanie jonizatora TemoEmisyjnego, który ma źródło elektronów o małej energii (szybkości) potwierdza powyższą teorię. Rezultaty zdrowotne są bardzo duże o czym mogą świadczyć rezultaty w sanatorium w Wojnowie http://www.jonizator.pl/gif/1sanatorium_wojnowo.jpg oraz świadectwo indywidualne Pani dr Łozińskiej, która pracuje i mieszka w tym sanatorium http://www.jonizator.pl/gif/2dr_Lozinska.jpg .

    Dzwoniłem do Wojnowa 2008-03-19. Dowiedziałem się, że w marcu dużo dzieci chorowało. Jonizator był co prawda włączony, ale dzieci nie przebywały blisko pracującego jonizatora w nocy jak kiedyś na początku jego użytkowania w lipcu 2005r. Wtedy rezultaty były bardzo dobre i poprawa w porównaniu do czasu, gdy jonizator nie był użytkowany była jak czerń i biel.

    Osoby użytkujące jonizator informują mnie o bardzo wyraźnej poprawie w przypadku astmy, różnych alergii i zatok. Jeśli osoby mieszkają na elementach gnilnych (glina, ił, bagnisko) również jest znaczna poprawa zdrowia nie tylko w przypadku wymienionych chorób. Zwiększa się również koncentracja uwagi, zmniejsza zmęczenie, bezsenność. Jest wiele innych korzystnych cech jonizatora TE- niektóre z nich wymienione są w:

    http://www.jonizator.pl/gif/1sanatorium_wojnowo.jpg ,

    http://www.jonizator.pl/gif/2dr_Lozinska.jpg ,

    http://www.gwiazdy.com.pl/36_06/8.html .



    Proszę wszystkich, którzy przeczytali powyższą treść o uwagi. Pomogą mi one w znalezieniu prawdy, której szukam.

    Proszę o powagę, o nie uprawiania złośliwego kabaretu. Tak to jest na tym świecie, że żaden złośliwy kabaret nowych rzeczy nie wymyślił. Nowe rzeczy wymyślają natomiast ludzie, którzy coś przeżyli, w swoich przeżyciach zauważyli gdzie jest dobro a gdzie zło i w trudzie usiłowali zmienić zło w dobro. Prawdą jest co prawie wszystkie narody głoszą w swoich przypowieściach: „Jeśli Cię coś nie zabije, to Cię wzmocni”.

    Biblia mówi „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (Biblia Katolicka Tysiąclecia, Ewangelia Jana rozdział 8, werset 32). Biblia mówi to również w znaczeniu szukania prawdy dotyczącej spraw ziemskich.

    Niech żyje prawda, cała prawda i tylko prawda.

    --
    Z pozdrowieniami.

    Miroslaw Sobolewski
    www.jonizator.pl ; jonizator(malpa)jonizator.pl ; biuro(malpa)jonizator.pl
    Gadu-gadu: 9301530 ; Tlen: jonizator7 ; Skype: jonizator
    tel. +48 /68/4535409 ; +48 602173370 ; +48 /68/4524410

    0
  • #22 30 Mar 2008 12:04
    jonizator
    Poziom 13  

    Tydzień temu zamieściłem artykuł o moich odkryciach i wynalazku i do tej pory nie otrzymałem żadnego komentarza. Pamiętam, i można to zobaczyć na forum Elektroda, że kiedyś po umieszczeniu informacji przeze mnie komentarze były w wielu przypadkach natychmiastowe. Przyznam się, że jest mi trochę przykro z tego powodu, że nikt ni chce skomentować artykułu, który uważam za ważny i który jest efektem pracy wielu lat.
    Przedstawiam poprawiony redakcyjnie artykuł. Obecnie ten artykuł jest w tłumaczeniu na język angielski. Chcę zamieścić go w czasopismach naukowych i innych, i po polsku i po angielsku, także i w innych językach. Czy Możecie Państwo pomóc mi w tej kwestii?
    <<<
    Witam serdecznie!
    Przedstawiam po raz pierwszy spójny i sensowny opis w mojej opinii, w którym przedstawiam aspekty fizyko-chemiczno-fiziologiczno-medyczne związane z moim wynalazkiem: Jonizator TermoEmisyjny. Umieściłem już to w wersji polskiej na stronie:
    https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic686522.html?sid=4c2c2eb6eebf1941ad88c2d62033e69f
    Opis ten po poprawkach jest tłumaczony na język angielski i w tym języku zmierzam go zamieścić w Internecie.
    Zezwalam na dowolną publikację tego tekstu w wersjach polskiej i angielskiej dostarczonych przez mnie we wszystkich postaciach i mediach pod warunkiem, że nie będzie on zmieniany bez mojej pisemnej zgody. Również zabraniam tłumaczenia tego tekstu na inne języki bez mojej wiedzy i zgody (chodzi mi przede wszystkim o poprawność tłumaczenia).

    Od dawna, od roku 1982, rozwijałem swój wynalazek: Jonizator TermoEmisyjny. Z wynalazkiem połączone jest znaczące odkrycie naukowe. Przez wiele czasu i wynalazek, i odkrycie były lekceważone, ponieważ dotyczyły kontrowersyjnych tematów, jednak bardzo ważnych dla zdrowia i życia ludzi, zwierząt i roślin. Odkryłem, że ludzie mieszkający na terenach, gdzie znajduje się glina, ił, wysuszone bagnisko, znacznie częściej zapadają na choroby i krócej żyją.
    Odkryłem, że właśnie na tego typu terenach, pod ziemią, szczątki organiczne rozkładane są bez dostępu powietrza, w sposób beztlenowy (przez bakterie beztlenowe). Rozkład ten powoduje powstawanie jonów dodatnich, które są wolnymi rodnikami. Te jony dodatnie wędrują z wnętrza ziemi do powierzchni i dalej przez fundamenty budynku na dowolną, nawet najwyższą kondygnację. Mechanizm transportu ładunku jest taki sam jak wędrówka dziur w półprzewodniku typu p. Nie wędruje sam atom czy cząsteczka, natomiast przesuwa się puste miejsce po elektronie i z każdym przesunięciem to puste miejsce po elektronie znajduje się w sąsiednim atomie czy cząsteczce. W ten sposób jony dodatnie (wolne rodniki) dostają się na dowolną kondygnację i przekazując swój ładunek dodatni cząsteczkom powietrza powodują, że i one stają się jonami dodatnimi — wolnymi rodnikami. Wolne rodniki obecne we wdychanym powietrzu generują w naszym organizmie inne wolne rodniki. Powstawanie wolnych rodników w organizmie tworzy poznany już przez naukę proces chorobotwórczy prowadzący do powstania wielu chorób, z nowotworami włącznie.
    Taki chorobotwórczy obszar z zachodzącymi procesami gnilnymi pod powierzchnią ziemi znajduje się na całym obszarze Środkowego Nadodrza, w tym i w Zielonej Górze i we Wrocławiu. Prowadzone przed wojną przez Niemców badania potwierdziły, że średnia życia ludzi mieszkających na tych terenach jest dużo niższa niż na innych, zdrowych obszarach i że różnica ta przekracza nawet 20 lat.
    Istnieje ścisła korelacja między opisanymi wyżej chorobotwórczymi obszarami a tzw. „ciekami wodnymi” czy „promieniowaniem wodnym”, określanymi tak przez radiestetów. Jestem całkowicie pewny, że są to po prostu jony dodatnie- wolne rodniki. Jest to odkrycie, które wyjaśnia istotę tzw. „promieniowania wodnego”.
    Antidotum na wolne rodniki pochodzące z miejsc gnilnych jest mój wynalazek: Jonizator TermoEmisyjny.
    Na rynku można spotkać wiele jonizatorów powietrza. Wszystkie te urządzenia to jonizatory typu ostrzowego, które są dużo tańsze i prostsze od mojego: TermoEmisyjnego. Badałem jonizatory ostrzowe osobiście. Pan dr inż. Zygmunt Grabarczyk (http://www.gwiazdy.com.pl/36_06/8.html ), jedyny znany mi w Polsce specjalista od jonizacji powietrza, pracujący w CIOP w Warszawie (miał mój jonizator w swoim laboratorium i ocenił go negatywnie), twierdzi, że „większość publikacji, w których dowodzono dobroczynnego wypływu jonizacji na ludzkie zdrowie, jest obarczona błędami metodologicznymi.” Tylko, że… badano wyłącznie jonizatory ostrzowe, moim TE się nie zajmowano. Mam w tej chwili mnóstwo pozytywnych opinii, pochodzących zarówno od chorych używających Jonizatora TermoEmisyjnego, jak i leczących ich lekarzy, a Pan dr Grabarczyk nie badał Jonizatora TE pod względem medycznym. Dżentelmeni nie przeczą faktom, tylko je przyjmują; inną rzeczą jest ich wyjaśnienie. Poza tym badania fizyczne Pana dra Grabarczyka były prowadzone w sposób typowy, uniemożliwiający wykrycie bardzo ciężkich jonów wytwarzanych przez Jonizator TE. Aby zbadać Jonizator TE, trzeba zastosować nowe metody (zaproponowane przeze mnie), które wykryją ciężkie, wodne, łagodne jony redukujące wolne rodniki w organizmie, wytwarzane przez Jonizator TE.
    Moim zdaniem, jonizatory ostrzowe nie tylko nie pomagają, ale wręcz szkodzą. Wytwarzane przez nie ozon i tlenki azotu są szkodliwe dla organizmów żywych. Osobiście sądzę, że gdy się dobrze przypatrzy procesom, które zachodzą w tych jonizatorach, można stwierdzić, że wytwarzają one ciężkie, długo żyjące, szkodliwe jony dodatnie. Nie będę tutaj jednak opisywał tych procesów. Osoby używające jonizatorów ostrzowych i mojego TE na ogół zdecydowanie wybierają TE. Oceniają nawet działanie jonizatorów ostrzowych jako szkodliwe.
    Zasadniczą różnicą między jonizatorem moim — TermoEmisyjnym (TE) a rynkowym — ostrzowym jest prędkość i energia wytwarzanych ze źródła elektronów, które w kontakcie z cząsteczkami powietrza tworzą jony.
    W moim jonizatorze energia elektronów wynosi poniżej 0,2 elektronowoltów (eV), natomiast w jonizatorze ostrzowym energia ta jest 10000 razy większa i przekracza często 2000 eV.
    W moim jonizatorze elektron o małej energii nie ma własności burzących; szczególnie chętnie łączy się z aktywnymi elektrycznie cząsteczkami (dipolami) wody w powietrzu. Zaznaczam, że w jonizatorze nie dodaje się wody — wystarcza ilość pary wodnej normalnie obecna w powietrzu. Jeden elektron może doczepić nawet 1000 cząsteczek wody; do tego układu — bardzo małej kropelki wody — z kolei dochodzą następne elektrony. Teraz więcej cząsteczek wody może być przyłączonych, nawet miliardy. Tworzy się mała kropla z elektronami na powierzchni, bardzo ciężki jon ujemny (takie same jony tworzy żywa przyroda). Na taki ciężki jon (kropelkę wody z ładunkiem) bardzo słabo działa pole elektryczne wewnątrz jonizatora, gdyż względnie dużą masa jonu (duża ilość cząsteczek wody) łączy mały ładunek (mało elektronów na powierzchni). Taki jon może łatwo zostać wydmuchany z powietrzem z wnętrza jonizatora na zewnątrz — czyni to zamontowany wewnątrz wentylator.
    To, co powiem za chwilę, jest nowe i nigdzie nie publikowane, w tej postaci odkryłem to kilka miesięcy temu.
    W ciężkim jonie, kropelce z elektronami wytworzonymi przez Jonizator TE, elektrony wchodzą w reakcję z jonami H+ (które powstają nieustannie z dysocjacji wody), tworząc pojedyncze atomy wodoru H=H1=H-01 (elektron wchodzi w reakcję z samą cząsteczką wody i tworzy również pojedynczy atom H). Atom H-01 jest najszybszym znanym antyoksydantem redukującym wolne rodniki powstające w organizmie wskutek procesu utleniania oraz wskutek procesów chorobotwórczych (np. wskutek promieniowania alfa, beta, gamma). To właśnie pojedyncze atomy wodoru rozpuszczone w wodzie mają właściwości lecznicze — bardzo szybko blokują wolne rodniki powstające w naszym organizmie.
    Ma to potwierdzenie w praktyce. Jonizator działa podobnie jak tzw. „woda życia”, zawierająca jony H-01 (http://www.wodazycia.net.pl). Mankamentem jest krótki czas życia reduktorów H1. Jonizator TE wytwarza je cały czas. Podobne efekty dają tzw. plastry detoksykujące.
    W jonizatorach ostrzowych elektrony o bardzo dużej energii (szybkości) w kontakcie z atomami powietrza tworzą ozon i tlenki azotu. Te substancje o bardzo silnych własnościach utleniających, w kontakcie z żywym organizmem utleniają białko i tworzą chorobotwórcze wolne rodniki w dużych ilościach. By powstawały wolne rodniki niekoniecznie muszą się tworzyć aż ozon i tlenki azotu. Wystarczy, że elektrony będą mieć energię (prędkość) ponad pewną miarę, tak aby powstawały substancje utleniające białko i tworzyły wolne rodniki. Czy jon redukuje wolne rodniki, czy je tworzy, zależy od ilości i energii elektronów. Jeśli przeważają elektrony o małej energii, tworzy się więcej jonów redukujących wolne rodniki, jeśli przeważają elektrony o dużej energii, tworzy się więcej jonów generujących wolne rodniki. Same jony nie leczą, natomiast leczą wytworzone dzięki nim reduktory wolnych rodników H=H1=H-01. Bardzo ważna jest w związku z tym energia tworzących jony elektronów — nie może ona być za duża, gdyż skutek leczniczy może być odwrotny — wytworzone czynniki utleniające mogą szkodzić — i to bardzo, tworząc wolne rodniki.
    Reduktory wolnych rodników nie żyją długo. Jeśli się spotkają, zachodzi reakcja tworzenia wodoru dwuatomowego H2, który nie może już redukować wolnych rodników H1+H1 = H2.
    Dobre rezultaty daje bezpośrednie wprowadzanie do ciała elektronów o małej energii. Próbowałem tego i daje to świetne wyniki.
    Jak powiedziałem wyżej, jonizatory ostrzowe, moim zdaniem, tworzą wręcz trwałe, ciężkie jony dodatnie. Te ciężkie jony dodatnie to małe kropelki wody, ale o ładunku dodatnim. Jony dodatnie mają bardzo silne własności tworzenia wolnych rodników i stąd są silnie chorobotwórcze.
    Działanie Jonizatora TermoEmisyjnego, który ma źródło elektronów o małej energii (szybkości) potwierdza powyższą teorię. Rezultaty zdrowotne są bardzo znaczące, o czym mogą świadczyć doniesienia z sanatorium w Wojnowie (http://www.jonizator.pl/gif/1sanatorium_wojnowo.jpg)
    oraz świadectwo indywidualne Pani dr Łozińskiej, która pracuje i mieszka w tym sanatorium (http://www.jonizator.pl/gif/2dr_Lozinska.jpg).
    Dzwoniłem do Wojnowa 19 marca 2008 roku. Dowiedziałem się, że w marcu dużo dzieci chorowało. Jonizator był co prawda włączony, ale dzieci nie przebywały w pobliżu pracującego jonizatora w nocy, jak kiedyś, na początku jego użytkowania w lipcu 2005 r. Wtedy rezultaty były bardzo dobre i poprawa w porównaniu do czasu, gdy jonizator nie był użytkowany, była jak czerń i biel.
    Osoby użytkujące jonizator informują mnie o bardzo wyraźnej poprawie w przypadku astmy, różnych alergii i zapalenia zatok. Jeśli osoby mieszkają na elementach gnilnych (glina, ił, bagnisko), również jest znaczna poprawa zdrowia, nie tylko w przypadku wymienionych chorób. Zwiększa się też koncentracja uwagi, zmniejsza zmęczenie i bezsenność. Jest jeszcze wiele innych korzystnych efektów używania Jonizatora TE — niektóre z nich wymienione są w:
    http://www.jonizator.pl/gif/1sanatorium_wojnowo.jpg,,
    http://www.jonizator.pl/gif/2dr_Lozinska.jpg,,
    http://www.gwiazdy.com.pl/36_06/8.html..
    <!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]-->
    Proszę wszystkich, którzy przeczytali niniejszy artykuł, o uwagi. Pomogą mi one w znalezieniu prawdy, której szukam.
    Proszę o powagę, o nieuprawianie złośliwego kabaretu. Tak to jest na tym świecie, że żaden złośliwy kabaret nowych rzeczy nie wymyślił. Nowe rzeczy wymyślają natomiast ludzie, którzy coś przeżyli, w swoich przeżyciach zauważyli, gdzie jest dobro, a gdzie zło, i w trudzie usiłowali zmienić zło w dobro. Prawdą jest, co prawie wszystkie narody głoszą w swoich przypowieściach: „Jeśli cię coś nie zabije, to cię wzmocni”.
    Biblia mówi: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (Biblia Katolicka Tysiąclecia, Ewangelia Jana, rozdział 8, werset 32). Biblia mówi to również w znaczeniu szukania prawdy dotyczącej spraw ziemskich.
    Niech żyje prawda, cała prawda i tylko prawda.
    --
    Z pozdrowieniami

    Mirosław Sobolewski
    www.jonizator.pl; jonizator(malpa)jonizator.pl; biuro(malpa)jonizator.pl
    Gadu-gadu: 9301530; Tlen: jonizator7; Skype: jonizator
    Tel.: +48 /68/4535409; +48 602173370; +48 /68/4524410

    0
  • #23 30 Mar 2008 17:09
    Mirek_
    Poziom 2  

    Do wyjasnienia naukowego odniesc nie nie moge, bo nie jestem wystrczajaco kompetenty, jednak znam ten jonizator z doswiadczenia.
    Uzywam go w moim mieszkaniu i znam pozytywne opinie ludzi ktorzy go uzywali.

    Fajnie gdyby znalazl sie ktos kto moglby przeprowadzic szersze badania z nim zwiazane na wiekszych grupach ludzi...(ten jonizator jest uznany jako bezpieczny dla zdrowia)

    Problem pewnie tu jest z kasa bo za badania lekow najczesciej placa bogate firmy farmaceutyczne.

    Moze znajdzie sie ktos zainteresowany i zorganizuje szersze badania tej sprawy.

    Spoleczenstwo zadzi sie swoimi prawami i tu na ziemi nie zawsze zwycieza prawda tylko uklady i pieniadze.

    Pozdrawiam wszystkich

    0
  • #24 30 Mar 2008 18:11
    _jta_
    Specjalista elektronik

    Mirku, sytuacja w polskiej nauce jest taka, że: po pierwsze nie ma szans, by poważny ośrodek naukowy
    mógł uzyskać dofinansowanie na takie badania - pracownik, który by chciał robić takie badania, musiałby
    robić je własnym sumptem, i raczej poza godzinami pracy, żeby nie opóźniać tych badań, które powinien
    robić; po drugie wynagrodzenia naukowców są na poziomie połowy średniej krajowej - naukowcom ma
    wystarczyć to, że pracują w renomowanym ośrodku i mają szanse na wielkie odkrycia.

    W takiej sytuacji koszt twojego jonizatora (750zł) jest skuteczną barierą wykonania jego badań; jeśli
    byś zadeklarował, że udostępnisz taki jonizator do badań nieodpłatnie, to skontaktuję się z kolegami
    z PAN, którzy się na tym znają, i zapytam ich, czy byliby skłonni wykonać jego badania.

    0
  • #25 30 Mar 2008 19:40
    kajiek
    Poziom 12  

    Mirek_ napisał:
    Do wyjasnienia naukowego odniesc nie nie moge, bo nie jestem wystrczajaco kompetenty, jednak znam ten jonizator z doswiadczenia.
    Uzywam go w moim mieszkaniu i znam pozytywne opinie ludzi ktorzy go uzywali.

    Fajnie gdyby znalazl sie ktos kto moglby przeprowadzic szersze badania z nim zwiazane na wiekszych grupach ludzi...(ten jonizator jest uznany jako bezpieczny dla zdrowia)

    Problem pewnie tu jest z kasa bo za badania lekow najczesciej placa bogate firmy farmaceutyczne.

    Moze znajdzie sie ktos zainteresowany i zorganizuje szersze badania tej sprawy.

    Spoleczenstwo zadzi sie swoimi prawami i tu na ziemi nie zawsze zwycieza prawda tylko uklady i pieniadze.

    Pozdrawiam wszystkich

    Witam,
    Przejrzalem posty na tym forum dotyczace jonizatora TE i akurat tak sie sklada ,ze jestem uzytkownikiem tego urzadzenia od 6 miesiecy.
    Zona ciagle miala problemy chronicznego zapalenia gardla i podatnosc na roztocza zyjace w kurzu.Zaznaczam ,ze dbamy o czystosc naszych pomieszczen , a pisze to by uczestnicy forum nie zarzucali sklonnosci do lenistwa i zwiazanego z tym balaganiarstwa.
    Corka rowniez miala klopoty z drogami oddechowymi , a co sie z tym wiaze problemami z zasypianiem.Nie jestesmy rodzina ,ktora ma jakies genetycznie uwarunkowania podatne na alergie.
    Poprzednio probowalismy roznych metod lacznie z jonizatorem ozonowym, ale niestety bez pozytywnych rezultatow.
    Jako ciekawostke moze dodam fakt ,ze mamy kota perskiego, ktory przebywa z nami od 10 lat.Testy na alergie zwiazana z sierscia zwierzat oczywiscie przeprowadzilismy by wyeliminowac czynniki inne.
    Ale ciekawostka to ,ze kot nie chcial przebywac , a raczej unikal pomieszczenia gdzie pracowal jonizator ozonowy.
    W tej chwili z jonizatorem TE zauwazylismy ,ze chetnie przebywa w poblizu urzadzenia. Tu pozostawie na przemyslenia osobiste.
    Chcac sie przekonac o skutecznosci zrobilem jeszcze jeden eksperyment tym razem z zywnoscia , czyli typowo z chlebem. Pozostawiony na kilka dni w kuchni chleb ulegal w ciagu 3 dni dzialaniu plesni.
    Z tego samego opakowania umiescilem w tym samym czasie jeden kawalek w kuchni , a drugi w pomieszczeniu z jonizatorem TE,
    I rezultat okazal sie zaskakujacy ,ze w atmosferze jonizatora rozwoj grzybow czy tez bakterii ulegl spowolnieniu ( po 10 dniach pojawily sie nieznaczne slady swiadczace o plesni).
    Opisane tutaj spostrzezenia nie sluza jako reklamowanie urzadzenia na forum ,ale pozytywne oddzialywanie ,ktore wyeliminowalo dolegliwosci zarowno u zony jak i u corki.
    Nie zaluje pieniedzy poswieconych na zakup tego urzadzenia, a pewne dolegliwosci sklaniaja ludzi do poszukiwania metod (urzadzen) przynoszacych poprawe naszego zdrowia,
    Pragne nadmienic ,ze corka nie ma problemow ze snem i budzi sie wypoczeta ( jonizator pracuje przewaznie przez ok. 20 godzin dziennie).
    Urzadzenie to uzywamy poza granicami kraju.

    Z powazaniem
    Kazik

    0
  • #26 31 Mar 2008 00:37
    nemo07
    Poziom 36  

    Witam. Heh, kopa lat!

    jonizator napisał:
    Tydzień temu zamieściłem artykuł o moich odkryciach i wynalazku i do tej pory nie otrzymałem żadnego komentarza. Pamiętam, i można to zobaczyć na forum Elektroda, że kiedyś po umieszczeniu informacji przeze mnie komentarze były w wielu przypadkach natychmiastowe. ...
    Tak sobie mysle, ze kol. _jta_ skutecznie zaorał temat. Ludzie sie zmeczyli. ... I tyle.
    jonizator napisał:
    ... Przedstawiam poprawiony redakcyjnie artykuł. Obecnie ten artykuł jest w tłumaczeniu na język angielski. Chcę zamieścić go w czasopismach naukowych i innych, i po polsku i po angielsku, także i w innych językach. Czy Możecie Państwo pomóc mi w tej kwestii? ...
    Moglbym sie zaoferowac z przejrzeniem tlumaczenia, no i ewentualnie tez z niemieckim, ale nie w trybie ekspresowym, bo chwilowo czasu nie starcza.
    To ciekawe, co piszesz. Mysle, ze zbadanie hipotezy wymagaloby troszke swiezych i otwartych umyslow. Trzeba by dotrzec do ludzi z zapleczem laborytoryjnym i dosc rozlegla i solidna wiedza (medycyna ... przez M, chemia ... przez C i fizyka ... przez F) ... i z checia szczera. No, nie wiem, ale trzymam kciuki.
    Z innej beczki.
    Jesli nadal drazysz temat pomiaru koncentracji ciezkich jonow w powietrzu w postaci, w jakiej przedstawiles mi to w mailu gdzies dwa latka temu, mam dwie wiadomosci. Pierwsza: ta metoda w tej postaci jest, w moim przekonaniu, nieprzydatna. Dobra wiadomosc: po pewnej istotnej modyfikacji moglaby sie nadac, przynajmiej teoretycznie. Detale na PW/mail.
    (Postronnych uzytkownikow forum upraszam o wyrozumialosc. Nie moge ujawnic konceptu tego pomiaru, autorstwa P. Sobolewskiego.)
    Pozdrawiam

    NB: Początkujący, Laborki, Teoria, Referaty - idealny dzial dla tematow jak ten :lol: :lol: :lol:
    Komu gratulowac gustu i ... wyczucia :?:

    0
  • #27 31 Mar 2008 11:35
    sambor2
    Poziom 11  

    Tematowi jonizacji poświęciłem kilka miesięcy doświadczeń i pomiarów. Pierwsze jonizatory ostrzowe konstruowałem kilkanaście lat temu. Opisane tu powyżej przez Nemo pomiary prądu szpilkowego jonizatora wydają się mieć jedną wadę. Wada dotyczy konstrukcji złożonej z wielu szpilek. Otóż zauważyłem, że prawie wyłącznie skrajne szpilki są aktywne. Dzieje się tak dlatego, że właśnie na skrajnych szpilkach pole elektryczne jest najostrzej zaatakowane - opływa szpilkę z wielu stron, czyli posz szerokim kątem. Środkowe szpilki dostają pole zbliżone bardziej do płaszczyzny. W tym badaniu wydaje mi się, że mogło zostać zakłócone właśnie "włączaniem" się kolejnych szpilek po przekroczeniu progu jonizacji. Lepiej byłoby zmierzyć to samo dla pojedynczej szpilki.

    0
  • #28 31 Mar 2008 12:12
    jonizator
    Poziom 13  

    Poniżej przytaczam mail jaki wysłał do mnie tjanusz – uczestnik na poprzednim forum „jonizator cząsteczek wody” . Niestety tjanusz nie może osobiście uczestniczyć w forum. Przytaczam ten mail mimo, że on jest krytyczny wobec moich interpretacji i artykułu. Nie chodzi przecież byśmy się bawili w sentymenty, ale byśmy znaleźli prawdę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Mirosław Sobolewski
    <<<
    Witam,

    Na ostatnie list nie odpowiedziałem, bo doszedłem do wniosku że nasze rozmowy zajmują czas i nie przynoszą efektów. Już dość dawno temu rozmawialiśmy o przewodnictwie typu p i starałem się wytłumaczyć że jest to niemożliwe w dowolnych materiałach. Badania potwierdzają, że rodniki generowane w kryształach (alanina, cukry, hydroksyapatyt) nie rekombinują przez wiele lat (rodniki w kościach nawet przez tysiące).
    Podobnie nie istnieje coś takiego jak "jonowe promieniowanie rozkładu gnilnego". Rozkład substancji organicznych, przeprowadzony najgłębiej jak to możliwe, da roztwór soli. A więc mieszaninę kationów i anionów, obojętną elektrycznie. Gdyby w czasie rozkłady powstawał strumień kationów, to by oznaczało że nie jest zachowana zasada zachowania ładunku. Powstaje pytanie - gdzie zatem ginęłyby elektrony?
    Zostało też powtórzonych wiele arbitralnych twierdzeń na których budowane są dalsze rozważania. Weźmy choćby domniemanie że krople wody z ładunkiem nie będą oddziaływały elektrostatycznie. Brakuje tu uzasadnienia że tak jest, a i wyrażanie takiego poglądu jest dziwne, bo oddziaływanie elektrostatyczne są bardzo silne. Ale to już było omawiane.
    Z nowości które zostały poruszone:
    odkrycie że solwatowane elektrony reagują z kationami wodorowymi, owszem było, kilkadziesiąt lat temu. Atomy wodoru faktycznie żyją na tyle krótko, że nie miałyby szans na wyjście z jonizatora. Na domiar złego reakcja ta zachodzi tylko w bardzo czystej wodzie. W obecności śladowych ilości tlenu nic nie zachodzi. Tlen skutecznie zmiata elektrony. A teraz proszę sie zastanowić co się stanie z elektronem który zostanie wyrzucony w powietrze? Skoro śladowe ilości tlenu potrafią konkurować z rozpuszczalnikiem, to co się stanie gdy stężenie tlenu jest z 80x większe niż pary wodnej?

    Czytałem wiele opinii ludzie twierdzących że jonizator działa. Ale jak zauważył jta, są to odczucia subiektywne. Ja w pracy mam akceleratory. Emitują elektrony i to w ilościach mierzalnych bez problemów. Część drogi elektrony pokonują w powietrzu, jonizując je "potwornie". Ale to nie ma włpywu na ludzi pracujących przy akceleratorach. Nikt przez to nie choruje, ani nie obserwuje się szczególnej zdrowotności. Do pomieszczenia w czasie pracy akceleratora nie wolno wchodzić bo .... hamowane elektrony wydzielają promieniowanie rentgenowskie.
    Obawiam się że wszystkie jonizatory konstruowane są z myślą o zapobieganiu nieistniejących zagrożeń. Jeśli komuś z jonizatorem jest dobrze, to jego sprawa.
    Proszę mi wybaczyć, ale nie ma ani podstaw naukowych by zgodzić sie z przedstawionymi tezami, ani obiektywnych badań potwierdzających jakikolwiek wpływ tych urządzeń na zdrowie.

    Na forum elektrody oczywiście nie odpowiem bo mam zablokowane konto (kiedyś o tym mówiłem). Oczywiście proponowano mi odblokowanie, jeśli przeproszę za krytykę pracy moderatorów, ale pod tym względem hołduję tradycji. Uważam, że przepraszać powinni ci, którzy sprawiają problemy a nie ci którzy się z tymi problemami borykają. To wina moderatorów że podjęli sie zadań którym nie potrafią sprostać.

    Pozdrawiam,
    Janusz T.

    0
  • #29 31 Mar 2008 12:50
    sambor2
    Poziom 11  

    Teraz jeśli chodzi o jonizator termoemisyjny. Kiedy się dowiedziałem o takiej formie jonizacji - pierwsze co chciałem zrobić, to zrobić go samodzielnie. Od młodości choruję na zatoki, co objawia się przytkaniem nosa i szczególną wrażliwością na rześkie i nierześkie powietrze. W powietrzu rześkim kanały oddechowe otwierają się. W powietrzu naładowanym dodatnio - np w sklepie RTV z dużą ilością włączonych kineskopów - powietrze jest suche w odbiorze. Kanał nosowy szybko zasycha i wydaje się, że temperatura ma tu niewiele do rzeczy.
    Wracając do prób z jonizatorem. Szybko okazało się, że skonstruowanie jonizatora termoemisyjnego nie jest proste. Natknąłem się na zagadnienie energii wyjścia elektronu, która jest zależna od materiału z jakiego wykonana jest katoda. Otóż elektrony wcale nie chcą spontanicznie wyskakiwać tylko pod wpływem ciepła. Musi zostać przekroczony pewien próg temperatury. W lampach elektronowych stosuje się specjalnie powlekane katody, uzyskuje się w ten sposób bardzo niskie energie wyjścia.
    I właściwie na tym etapie poległem. Jedynym sensownym materiałem do budowy katody wydawał mi się drucik platynowy, ze względu na brak utleniania, dosyć wysoką temp. topnienia, i niezbyt wysoką energię wyjścia.
    Z braku takowego zdecydowałem się na zakup drogiego jonizatora konstrukcji p. Sobolewskiego.
    Odebrałem i włączyłem w pracy, było to jakieś 6 lat temu, w moim pokoju pracowało 9 monitorów komputerowych. Po kilkunastu minutach zrobiło się bardziej rześko. Potwierdziły to inne osoby. Klimat poprawiał się jeszcze przez 2 dni i ustabilizował. Było to tak zachęcające, że woziłem jonizator z sobą do domu.
    Jeśli chodzi o efekty zdrowotne. Po tygodniu nie rozstawania się z jonizatorem - rozchorowałem się. Jednak wiedziałem, że to efekt leczniczy. Przewlekłe stany zapalne mają to do siebie, że ogniska choroby są jakby "przymulone". Jonizator spowodował odkrycie ognisk. Towarzyszył temu ostry ból głowy przez kilka dni i niewyobrażalnie wielkie ilości flegmy. Po tygodniu byłem zdrowy i wyleczony z przewlekłego zapalenia zatok. Nos odetkał się do stopnia wcześniej nie spotykanego.
    W porównaniu do wcześniejszych doświadczeń z jonizatorami ostrzowymi - takiego działania się nie spodziewałem. Liczyłem na co najwyżej poprawienie klimatu. Jonizator ostrzowy daje pewną ulgę i likwiduje zapylenie, jednak nie da się go używać na dłuższą metę, choćby z powodu brudzenia najbliższego otoczenia przez naładowane mocno cząstki kurzu. Do tego oczywiście ten ozon, choć w małych ilościach jest pożyteczny i tlenki azotu. Tej wady nie ma jonizator termoemisyjny.
    Po jakimś czasie przeprowadziłem się, a kineskopy zostały zamienione w LCD. Teraz, po 5 latach nie wiem, nie czuję jonizatora po włączeniu. Nie wiem, czy katoda straciła właściwości termoemisyjne - drucik mógł się utlenić, a nie jest to na pewno platyna. A może powietrze w pracy i w domu jest dobre i dlatego nie czuję żadnej poprawy, żadnej zmiany.
    Prawdopodobnie zdecyduję się na zakup kolejnego jonizatora, albo przynajmniej na test. Wiem, że konstrukcja zmieniła się od tego czasu.

    0
  • #30 01 Kwi 2008 21:34
    medyk4
    Poziom 9  

    Zauważyłem, że prowadzona jest dyskusja na temat jonizatora termoemisyjnego (j. TE) konstrukcji inż. Sobolewskiego. Chciałbym dołożyć kilka swoich uwag:

    1. Jestem lekarzem z 24 letnim stażem, pracuję w Akademii Medycznej (a więc mogę się uważać za naukowca). Zawodowo interesuję się metodologią medycyny (EBM czyli Evidence Based Medicine itp. modne pojęcia, np. napisałem na ten temat rozdział podręcznika)

    2. Fizyka zawsze była moim hobby - byłem laureatem olimpiady (piszę nie po to by się chwalić wynikami z liceum, ale by uzasadnić pewne moje kompetencje) - oczywiście w tej chwili nie uważam się za fizyka, choć jeżeli coś się zrozumie, to chyba zostaje w głowie na długo.

    3. Jestem alergikiem z okresowymi dolegliwościami astmatycznymi (jeden z powodów wyboru studiów) i zagadnieniami jakości powietrza, jonizacji, usuwania pyłków, gimnastyki oddechowej itp. interesuję od ok. 30 lat (chociaż pracuję w innej specjalizacji). Byłem użytkownikiem jonizatorów ostrzowych, filtra elektrostatycznego z jonizatorem produkcji Diory, nawilżaczy powietrza itp. Od około 2 lat używam jonizatora TE konstrukcji inż. Sobolewskiego i odczuwam jego korzystne działanie.

    4. Na podstawie swoich obserwacji osobistych nie mam wątpliwości, że tzw. jonizacja ujemna powietrza jest ważna dla sprawnego oddychania i samopoczucia. Informacja taka zamieszczona jest zresztą w wielu oficjalnych podręcznikach medycyny. Ale kiedy zacząłem studiować temat bardziej dogłębnie (mam dostęp do baz piśmiennictwa dzięki pracy w AM) to niestety poziom dotychczasowej informacji naukowej okazuje się niski. Nie mam czasu na rozwijanie tematu szczegółowo, ale w skrócie mówiąc nastąpiła typowa pętla:

    - Lekarze badali wyłącznie jonizatory ostrzowe (bo innych nie było). Wyniki, jak to w medycynie, były różne - jedni potwierdzili korzyści, inni nie (nie mam czasu rozwijać tematu, ale jest to dość typowa sytuacja w "biologii człowieka" czyli medycynie, gdzie: 1. duży jest wpływ np. czynnników psychicznych, 2. prowadzenie rzeczywistych EKSPERYMENTóW jest bardzo ograniczone względami etycznymi). Najwięcej tych badań wykonywano ok. 20-30 lat temu, obecnie jest ich mało- temat stał się "niemodny" (mody w mojej branży są bardzo silne - zwykle zaczynają się np. od nowej konstrukcji jakiegoś przyrządu). Ponieważ na świecie ciągle króluje i jest produkowany przez znane firmy jonizator ostrzowy, o konstrukcji TE na świecie nikt nie słyszał, większość lekarzy nie rozumie różnicy między jonami TE a ostrzowymi, nie ma ŻADNEJ motywacji do nowych badań. Teoretycznie powinni się tym zainteresować polscy badacze, ale to osobny temat, którego nie chcę rozwijać, bo podpiszę się na końcu nazwiskiem.

    -Trudno mieć pretensje do lekarzy naukowców, jeżeli fizycy i inni technokraci nie potrafią zmierzyć w powietrzu stężenia jonów ciężkich. Osobiście zapytałem osobę zawodowo zajmującą się tym zagadnieniem, czy potrafi zmierzyć stężenie naładowanych cząstek pary wodnej np. na łące, w lesie iglastym czy przy wodospadzie (podobno tam jest ich sporo, ale jest to ocena subiektywna wg samopoczucia) - odpowiedź była negatywna. Problem dotyczy relacji - ładunek/masa jonu. Wystarczy postawić jednak obok dowolny jonizator ostrzowy, aby przyrządy pomiarowe zaczęły wskazywać olbrzymią jonizację dzięki strzelaniu elektronami.

    Dlatego nazwałem to pętlą - lekarze nie badają tematu, bo inżynierowie nie potrafią powiedzieć, że TE działa (lekarze boją się posądzenia o "nienaukowe znachorstwo", przekonałem się o tym osobiście), a inżynier mówi, że TE na pewno nie szkodzi, ale czy pomaga, powinni orzec lekarze (o ich znajomości fizyki wolę się nie wypowiadać). Ostatecznie powstaje sprzężenie zwrotne ujemne "wygaszające" temat do zera (czyli wisielcza pętla dla idei TE)

    Na końcu jedna uwaga: zajmując się nauką medyczną od 30 lat (ze studiami) coraz częściej widzę, że rzeczy znane przez prostych ludzi od tysięcy lat nie zostały dotychczas uznane oficjalnie w "oparciu o dowody naukowe" (EBM). Polecam np. lekturę książki pt 'płeć mózgu" i wielu podręczników poprawnej politycznie koedukacji czy psychologii.

    Proszę więc o wyjaśnienie mi naukowo (fizycznie i biologicznie, kieruję to zwłaszcza do sceptyków) dlaczego tuż przed burzą powietrze jest ciężkie i duszne (pojęcia nienaukowe, subiektywne, ale znane każdemu prostemu człowiekowi), a po rozpoczęciu wyładowań oddychanie staje się łatwiejsze?

    Czekam na naukowe odpowiedzi.

    dr hab. Zbyszko Malewski
    malewski(malpa)xl.wp.pl

    P.S. Jestem natomiast dość sceptyczny co do teorii gnilnych i ewentualnych cieków wodnych. Jednak te hipotezy nie mają wg mnie znaczenia dla podstawowego pytania - jak zmierzyć stężenie ciężkich jonów ujemnych (problem techniczy), a następnie badać (i znaleźć pieniądze na badania przy braku lobby) efekt biologiczny w zależności od stężenia (badanie biologiczne). To że ujemne jony wody są czymś naturalnym w przyrodzie (czyli tam gdzie oddychamy od kilku milionów lat) jest oczywiste, pomimo braku pomiarów fizycznych - jakoś dziwnie się złożyło, że burzy nikt nie kwestionuje (może boi się zemsty Peruna czyli boga pioruna), a podstawa chmur zawsze (prawie?) jest ujemna w stosunku do ziemi wg moich informacji

    0