Witam! Może ktoś mi wytłumaczy działanie fabrycznego centralnego zamka a raczej jego usterki.
Nieraz rozładował mi się w zimę akumulator, oczywiście wył sobie alarm z własnym zasilaniem, ale nigdy nie spotkał mnie problem (TAKI!!!!) z otwarciem drzwi, ale od początku:
Auto było nie odpalane ze 4 dni (czasami bywa że zdechnie akumulator(roczny) , ponieważ samochód jest żony i robi krótkie przebiegi raz na parę dni z włączonym wszystkim co możliwe) - akumulator padł , -1 stopien na powietrzu.
Otwieram drzwi z kluczyka(centralny firmowy tylko z kluczyka) otwierają się tylko drzwi kierowcy(znaczy zdechł totalnie-wkładam kluczyk w stacyjkę ledwo świeci "akumulator") , wyje alarm bo nie miał siły wyłączyć, wyłączam syrene.
Jako że było mi pilno, mówię odpalę go później a pojadę drugim samochodem.
Zamykam drzwi i nie mogę kluczykiem ich zablokować - chwilę kręcę w jedną, drugą nic, nadal się spieszę, otwieram tylne drzwi, kołkuję przednie - dość ciężko(dziwnie) wskakuje kołek, kołkuję tylne drzwi też jakoś dziwnie ciężko ale samochód zamknięty.
Wracam po paru godzinach "odpalić z kabli auto" i zaczyna się (horror byłby gdyby ktoś był w środku a auto by się np. paliło)
Kluczyk się kręci w jedną stronę, w drugą tylko pół obrotu i nie otwiera drzwi. Idę do drugich drzwi - to samo.
Może przymarzły
grzeję kluczyk, odmrażacze, smarowacze, na rdzę - żaden efekt. Otwarty mam tylko bagażnik (sedan) bo tam osobiście kiedyś wymontowałem siłownik bo się spalił.
Ale siedzenia zatrzaśnięte, po 45 minutach udało się jednak jakoś dostać przez bagażnik do środka.
I tu kolejny szok - dosłownie, nie mogę od środka otworzyć drzwi.
Ani za klamki ani za kołki-wbite jak młotkiem, nawet jak na siłę jeden uniosłem, sprężynuje w dół, a drzwi ani drgną.
Otworzyłem maskę, odłączyliśmy klemę(było nas dwóch) - może puści.
Zero efektu, klema z powrotem, kable z innego samochodu, jest prąd.
Samochód zapala jest wszystko ok. nawet opuszczam elektryczne szyby żeby wyjść...
A drzwi ani drgną, kolejne próby zapalę zapłon,zgaszę,alarm włącze,wyłączę,klema zdjęta założona - drzwi trzymają.
Wychodzę przez okno.
Załamani jesteśmy... to jakieś archiwum X.
I staje się cud. wkładam kluczyk w te nieszczęsne drzwi od kierowcy, przekręcam równocześnie ruszając kołkiem i wszystko się otwiera,działa.
Historia do nudnego filmu.
Czy ktoś mi to wytłumaczy, ten samochód, po zdjęciu klemy zachowywał się jak każdy inny, centralny nie działał, z kluczyka mechanicznie otwierały się wszystkie drzwi aż do tego feralnego momentu.
Nic mnie nie zdziwi, ponieważ kiedyś ten samochód miał usterkę (gasł na wolnych obrotach) i przez pół roku żaden mechanik,komputer,wymiana silniczka krokowego nie poradziło sobie z tym
Przyczyna banalna poniekąd ciekawa - URWANA LINKA PRĘDKOŚCIOMIERZA, po zmianie usterka przeszła i nikt nie mógł w to uwierzyć.
Może ktoś miał podobny przypadek?
Pozdrawiam!
Gruby
Nieraz rozładował mi się w zimę akumulator, oczywiście wył sobie alarm z własnym zasilaniem, ale nigdy nie spotkał mnie problem (TAKI!!!!) z otwarciem drzwi, ale od początku:
Auto było nie odpalane ze 4 dni (czasami bywa że zdechnie akumulator(roczny) , ponieważ samochód jest żony i robi krótkie przebiegi raz na parę dni z włączonym wszystkim co możliwe) - akumulator padł , -1 stopien na powietrzu.
Otwieram drzwi z kluczyka(centralny firmowy tylko z kluczyka) otwierają się tylko drzwi kierowcy(znaczy zdechł totalnie-wkładam kluczyk w stacyjkę ledwo świeci "akumulator") , wyje alarm bo nie miał siły wyłączyć, wyłączam syrene.
Jako że było mi pilno, mówię odpalę go później a pojadę drugim samochodem.
Zamykam drzwi i nie mogę kluczykiem ich zablokować - chwilę kręcę w jedną, drugą nic, nadal się spieszę, otwieram tylne drzwi, kołkuję przednie - dość ciężko(dziwnie) wskakuje kołek, kołkuję tylne drzwi też jakoś dziwnie ciężko ale samochód zamknięty.
Wracam po paru godzinach "odpalić z kabli auto" i zaczyna się (horror byłby gdyby ktoś był w środku a auto by się np. paliło)
Kluczyk się kręci w jedną stronę, w drugą tylko pół obrotu i nie otwiera drzwi. Idę do drugich drzwi - to samo.
Może przymarzły
Ale siedzenia zatrzaśnięte, po 45 minutach udało się jednak jakoś dostać przez bagażnik do środka.
I tu kolejny szok - dosłownie, nie mogę od środka otworzyć drzwi.
Ani za klamki ani za kołki-wbite jak młotkiem, nawet jak na siłę jeden uniosłem, sprężynuje w dół, a drzwi ani drgną.
Otworzyłem maskę, odłączyliśmy klemę(było nas dwóch) - może puści.
Zero efektu, klema z powrotem, kable z innego samochodu, jest prąd.
Samochód zapala jest wszystko ok. nawet opuszczam elektryczne szyby żeby wyjść...
A drzwi ani drgną, kolejne próby zapalę zapłon,zgaszę,alarm włącze,wyłączę,klema zdjęta założona - drzwi trzymają.
Wychodzę przez okno.
Załamani jesteśmy... to jakieś archiwum X.
I staje się cud. wkładam kluczyk w te nieszczęsne drzwi od kierowcy, przekręcam równocześnie ruszając kołkiem i wszystko się otwiera,działa.
Historia do nudnego filmu.
Czy ktoś mi to wytłumaczy, ten samochód, po zdjęciu klemy zachowywał się jak każdy inny, centralny nie działał, z kluczyka mechanicznie otwierały się wszystkie drzwi aż do tego feralnego momentu.
Nic mnie nie zdziwi, ponieważ kiedyś ten samochód miał usterkę (gasł na wolnych obrotach) i przez pół roku żaden mechanik,komputer,wymiana silniczka krokowego nie poradziło sobie z tym
Przyczyna banalna poniekąd ciekawa - URWANA LINKA PRĘDKOŚCIOMIERZA, po zmianie usterka przeszła i nikt nie mógł w to uwierzyć.
Może ktoś miał podobny przypadek?
Pozdrawiam!
Gruby