Witam
Mam pytanie do bardziej doświadczonych osób zajmujących się elektryką pojazdową. Sprawa dotyczy tzw. "matek", czyli prostowników rozruchowych. Słyszałem sporo opinii, że odpalanie pojazdu (w tym przypadku motocykla) za pomocą takiego urządzenia może wyrządzić wiele szkód - szczególnie w elektronicznym układzie zapłonowym. Jakie jest wasze doświadczenie w tym zakresie? Szczerze mówiąc, nie bardzo mogę sobie wyobrazić w jakis sposób prostownik miałby uszkodzić elektrykę w motocyklu. Zawsze na wiosnę podpinam dodatkowe zasilanie i cieszę się bezproblemowym uruchamianiem silnika po dłuższym postoju.
Z góry dziękuję za odpowiedź.
Mam pytanie do bardziej doświadczonych osób zajmujących się elektryką pojazdową. Sprawa dotyczy tzw. "matek", czyli prostowników rozruchowych. Słyszałem sporo opinii, że odpalanie pojazdu (w tym przypadku motocykla) za pomocą takiego urządzenia może wyrządzić wiele szkód - szczególnie w elektronicznym układzie zapłonowym. Jakie jest wasze doświadczenie w tym zakresie? Szczerze mówiąc, nie bardzo mogę sobie wyobrazić w jakis sposób prostownik miałby uszkodzić elektrykę w motocyklu. Zawsze na wiosnę podpinam dodatkowe zasilanie i cieszę się bezproblemowym uruchamianiem silnika po dłuższym postoju.
Z góry dziękuję za odpowiedź.