Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
NOVATEK-ELECTRO POLSKA SP. Z O.O.NOVATEK-ELECTRO POLSKA SP. Z O.O.
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa.

Kwazor 05 Feb 2016 13:46 541935 1353
  • #1141
    Świetlówka kompaktowa
    Level 15  
    transwormatolek wrote:

    Praktycznie wszystkie współczesne kompakty zdychają albo elektronicznie, albo poprzez uszkodzenie skrętki spowodowane zapłonem na zimno. W 99,9% przypadków prędzej zdechnie cała reszta nim nastąpi naturalny zgon lampy. Pozostałe 0,1% to te solidnie wykonane, które przeżyły kilkanaście tysięcy godzin eksploatacji.


    Ze świetlówkami kompaktowymi mam styczność na codzień, również z tymi zużytymi i uwierz mi, że naprawdę czasem mam sposobność przeglądać tego dziesiątki, a nawet setki sztuk, więc wiem co mówię. Owszem, jakieś 75% kompaktów zużywa się przez różne awarie elektroniki (od konda zapłonowego po spalenie tranzystorów) oraz przez zimny start, ale tak samo dużo spotykam modeli, które są uszkodzone wskutek naturalnego zużycia katody. Widać to po dużym okopceniu na tylko jednej końcówce, albo dużym okopceniu na jednej i mniejszym na drugiej końcówce. Zdarzają się też przypadki, że wskutek zużycia elektrody i anomalii prądowo - napięciowych jakie wówczas mają miejsce, elektronika również nie wytrzymuje i coś się w niej przepala. I to nawet wśród takich kompaktów jak Apollo, Ziko, Balux, Active Jet, Philips zdarza się wiele modeli, wśród których rzeczywiście zużyciu uległa elektroda wskutek wyparowania emitera. Nawet przy sobie mam akurat jedno Apollo z jedną końcówką całą zaczernioną. Tutaj dużo zależy od trybu użytkowania, może akurat miałeś do czynienia z kompaktami, które pracowały w takich, a nie innych warunkach.
    Swoją drogą to te dobre kompakty, jak Ikea (Megaman), Osram, czy też Philips ze starej generacji, tak samo często padały z winy elektroniki. Zauważ, że Ikee (Megamany) nie mają wywietrzników w obudowie. Elektronika gotuje się tam i nawet mimo faktu, że lampy te dożywają 8-10 lat bezawaryjnej pracy, to po tym czasie często pada elektronika, a rura jest nadal sprawna. Powiem szczerze, że modele Ikea K511 (te klasyki 11W z kwadratową obudową i plecioną rurką T4, produkowane jako Ikea do początku 2003 roku) znacznie częściej widywałem z przepaloną elektroniką, niż rurą, mimo że ich trwałość i tak wynosiła ponad 10 lat. To samo mogę powiedzieć o starych Philipsach PL*Electronic i Osramach Dulux EL.

    transwormatolek wrote:
    Następuje normalne grzanie skrętek, zapłon, chwila świecenia i silne migotanie z widocznym rozgrzaniem skrętki. Żarówka włączona w szereg z siecią wyraźnie się rozjaśnia.
    Wygląda zbyt ciekawie żeby się jej pozbywać. :D Megaman nadal produkuje kompakty w tym kształcie, żeby było jeszcze zabawniej - tylko na 24V.


    Świecenie żarówki to skutek przepływu większego prądu gdy elektronika jest w stanie rezonansu. Przy braku zapłonu wyładowania na nominalnym poziomie, lampa przez cały czas utrzymuje stan działania taki jak w fazie startu i część prądu płynie przez obwód skrętka-kondensator-skrętka, co skutkuje rozgrzaniem żarników i świeceniem tego bez emitera na pomarańczowy kolor.
    Jeżeli ma Ci służyć w kolekcji lub zbiorach, to niech Ci służy :) Natomiast gdybyś miał się jej pozbyć, to wtedy byłbym chętny. Uważaj z użytkowaniem jej, gdyż stan migania takiego jak piszesz, trwa w kompaktach bardzo krótko i praca w stanie rezonansu przy wysokiej częstotliwości szybko wykańcza skrętki. Po 10-15 minutach takiego migania, ta zużyta skrętka się przerwie i będzie po zabawie.

    Quote:

    Pewnie wiele razy przekonałeś się, że dławik jest najgorętszym elementem całego układu, nie może mieć więc zbyt małych wymiarów. Wskazane jest też użycie właściwego materiału na rdzeń.
    Oprócz tego przydaje się szczelina w rdzeniu (nasycenie rdzenia oznacza pewne zniszczenie lampy) i możliwość jej dobrania. Rdzeń toroidalny nie jest pod tym względem szczególnie wygodny. Pręt ferrytowy (używany w najpodlejszych statecznikach klasy Apollo 2U milion wat) podobnie. Typowe dławiki występujące w handlu nie pasują tu zupełnie.
    Za to rdzeń transformatora falownika powinien mieć dużą przenikalność i łatwo się nasycać. I tu mały rdzeń toroidalny jest świetnym wyborem.


    Z tym, że zauważyłem, że te małe dławiki, wyglądem przypominające elektrolity, też znajdują się w elektronice.
    Rozumiem, że taki duży dławik, pełniący główną rolę w układzie, należałoby sobie samemu nawinąć przy konstruowaniu takiej elektroniki? Takie rdzenie da się kupić w sklepach, czy nie są one latwo dostępne?

    transwormatolek wrote:
    Częstotliwość pracy falownika samodrgającego rośnie wraz z obciążeniem. A wraz ze wzrostem częstotliwości rośnie reaktancja dławika a więc i obciążenie jest ograniczane. Trudno wymyślić coś lepszego. Z reaktancją pojemnościową rzecz jasna jest na odwrót.


    Ten układ tak naprawdę bazuje na podobnej zasadzie działania, jak układy klasyczne. Świetlówka pracuje na prądzie przemiennym, a zapłonnik umieszczony jest szeregowo pomiędzy elektrodami. Różnica wobec startera bimetalicznego jest taka, że zapłonnik bimetaliczny generuje na dławiku jedynie pojedynczy impuls napięciowy wskutek rozwarcia się styków, a w układzie rezonansowym - przy braku zapłonu na nominalnym poziomie - te impulsy napięciowe generowane są cały czas, tak długo, jak długo układ ten jest w stanie rezonansu. Przy mocnym zapłonie wyładowania w świetlówce, obwód kondensatora jest oczywiście odcinany jak obwód zapłonnika w układzie klasycznym, przez co prąd pracy spada i wyładowanie odbywa się między elektrodami lampy.
    Elektroniczne impulsowe układy prostownicze (jak np. ten z wątku https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic540689.html ) to zupełnie inna grupa układów zapłonowych, różniących się konstrukcją (brak startera szeregowego, a impuls zapłonowy generowany przez rozładowywanie się kondensatorów).

    Proste elektroniczne stateczniki bazujące na układzie RC i zapłonniku na triaku, które konstruuję, działają na dokładnie takiej zasadzie jak układy elektroniczne, z tym, że impuls zapłonowy generowany jest bardzo niski (odpala tylko krótkie świetlówki, ale nawet po zwarciu wyprowadzeń skrętek), a kondensator jest zastąpiony triakiem. Tu jest link: https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3087817.html
    Zauważyłem, że analogia działania kondensatora w elektronice w.cz. do triaka w tym ukladzie jest naprawdę widoczna. Gdy napięcie zapłonu wyładowania w świetlówce jest zbyt wysokie, świecą tylko jej skrętki i podobnie dzieje się, gdy triak jest niewłaściwie wysterowany (przepuszcza większą wartość prądu i trudniej się rozładowuje przez świetlówkę). Identycznie jest na elektronice, gdy rura ma zbyt wysokie napięcie zapłonu lub gdy zastosuje się kondensator zapłonowy o zbyt dużej pojemności.

    transwormatolek wrote:
    Składowa stała w sieci zasilającej niestety jest faktem. A przyczyniają się do tego wszystkie urządzenia pobierające prąd z sieci asymetrycznie. Na czele z tak kuriozalnymi patentami jak grzejnik o mocy kilku kW, w którym mniejsza moc uzyskiwana jest przez prostowanie jednopołówkowe.
    Ale może być i inne wyjaśnienie - po prostu któraś z elektrod musi paść jako pierwsza; do wyboru są dwie. A rozpylenie emitera na luminoforze tylko z jednej strony? Po prostu czasem jedna z elektrod jest ekranowana, osłonięta wokół, co ogranicza ten efekt. Intryguje mnie dlaczego często wykonana jest tak tylko jedna z elektrod.


    Wiadomą jest rzeczą, że na ogół jedna elektroda ma większą sprawność od drugiej, co skutkuje nierównomiernym zużywaniem się ich. Natomiast spotykałem już przypadki, że praktycznie 80-90% świetlówek z danej instalacji, umieszczonych w takiej samej konfiguracji, zużywało się tak, że pierwsza padała elektroda umieszczona z tej samej strony. Dotyczyło to np. świetlówek kompaktowych typu PL, zawierających zintegrowany zapłonnik. Gdy potem odpalałem taką świetlówkę poprzez mostek Graetza, potrafiła ona świecić zupełnie sprawnie na tej drugiej elektrodzie nawet ponad pół roku.
    W elektronicznych kompaktach też czasem obserwuję ten efekt.

    Sprawa ekranowania 1 z elektrod dla mnie też jest zagadką, a spotkałem to wśród dwóch producentów - obecnego Philipsa (rury Philips / Pila T8), wśród rur produkowanych od kwietnia 2007 roku do czasów obecnych, a także taki styl produkcyjny stosował w dawnych czasach Polamp Warszawa (od początków lat 80-tych, gdy wprowadził rury Longlife, aż do 1994 roku, gdy zakończył produkcję rur T12 w zakładach im. Róży Luksemburg).
  • NOVATEK-ELECTRO POLSKA SP. Z O.O.NOVATEK-ELECTRO POLSKA SP. Z O.O.
  • #1142
    dandaw69
    Level 10  
    Sprawdziłem tranzystory i sa sprawne. Zamontowalem odwrotnie i dalej nic. Wiem ze to jest łatwy uklad jednak i tak cos nie dziala. Moge pomierzyc napięcia jakby pomoglo?

    Dodano po 7 [minuty]:

    Dwie świetlówki nic nie pomogły, dalej cos nie dziala. Nie wiem czemu tak jest, ze napięcie na r3,r2,d9,r9,r8,d6 wynosi 150 v. A na r4,d7,r5,d8,r7, nad rezystorem r9, pod rezystorem r7 nie ma napięcia. Pozdrawiam.
  • NOVATEK-ELECTRO POLSKA SP. Z O.O.NOVATEK-ELECTRO POLSKA SP. Z O.O.
  • #1143
    transwormatolek
    Level 13  
    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Widać to po dużym okopceniu na tylko jednej końcówce, albo dużym okopceniu na jednej i mniejszym na drugiej końcówce.

    Nie wygląda to zdrowo. W tych bardziej cywilizowanych konstrukcjach zwykle widać okopcenie o zbliżonym nasileniu - równomierne zużycie elektrod. Bo domyślam się, że w tak cienkiej rurce nie ma miejsca na ekranowanie elektrody.
    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Nawet przy sobie mam akurat jedno Apollo z jedną końcówką całą zaczernioną.

    W przypadku tej marki (zakładam "klasyczny" model 2U z dwoma elektrolitami wysokonapięciowymi) nie zdziwiłbym się gdyby odpowiadała za to upływność jednego z elektrolitów...

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Zauważ, że Ikee (Megamany) nie mają wywietrzników w obudowie. Elektronika gotuje się tam i nawet mimo faktu, że lampy te dożywają 8-10 lat bezawaryjnej pracy, to po tym czasie często pada elektronika, a rura jest nadal sprawna. Powiem szczerze, że modele Ikea K511 (te klasyki 11W z kwadratową obudową i plecioną rurką T4, produkowane jako Ikea do początku 2003 roku) znacznie częściej widywałem z przepaloną elektroniką, niż rurą, mimo że ich trwałość i tak wynosiła ponad 10 lat. To samo mogę powiedzieć o starych Philipsach PL*Electronic i Osramach Dulux EL.

    Zwykle pada wysmażony na śmierć elektrolit. A ten czasem ciągnie za sobą tranzystory. Tranzystory ciągną za sobą pobliskie rezystory, diaka i finalnie rzeź przerywa rezystor ochronny, cienka ścieżka, bezpiecznik w układzie lub ten w domowej instalacji.

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Uważaj z użytkowaniem jej, gdyż stan migania takiego jak piszesz, trwa w kompaktach bardzo krótko i praca w stanie rezonansu przy wysokiej częstotliwości szybko wykańcza skrętki. Po 10-15 minutach takiego migania, ta zużyta skrętka się przerwie i będzie po zabawie.

    Dlatego też ta Ikea została zadołowana na lepsze czasy. Szkoda mi jej. Podoba mi się ten kształt gięcia rury i niepochowane rurki pompowe. Uratowana od utylizacji K511 po wymianie elektrolitu działa zupełnie dobrze. A strzelam, że ma przynajmniej 15 lat.

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Z tym, że zauważyłem, że te małe dławiki, wyglądem przypominające elektrolity, też znajdują się w elektronice.
    Rozumiem, że taki duży dławik, pełniący główną rolę w układzie, należałoby sobie samemu nawinąć przy konstruowaniu takiej elektroniki? Takie rdzenie da się kupić w sklepach, czy nie są one latwo dostępne?

    Już pojmuję co masz na myśli. Te dławiki są najmniej istotne dla pracy samego statecznika. Pełnią one natomiast ważną rolę w tłumieniu zakłóceń radiowych. Gdy ich nie ma (starsza tandeta - bo we wszystkich kompaktach zagościły dopiero parę lat temu) to instalacja elektryczna staje się anteną emitującą przebieg z falownika w eter. Dosłownie zatykając wszystkie pobliskie odbiorniki na fale długie, średnie i krótkie. W tym odbiorniki zegarów synchronizowanych radiowo.
    Dzięki temu dławikowi współpracującemu z kondensatorem o pojemności kilkadziesiąt-paręset nF zasięg zakłóceń jest ograniczony do kilkunastu cm od układu. (1)

    A pozostałe dwa elementy indukcyjne... No cóż. To już wykracza poza moją wiedzę. Nie udało mi się nigdy znaleźć żadnych materiałów opisujących projektowanie tych elementów dla statecznika.
    Transformator zapewniający komutację tranzystorów falownika jest sprawą dość... losową i kapryśną. Jak i każdy generator samowzbudny. Rdzeń musi mieć wysoką przenikalność, a przełączanie tranzystorów jest uzyskiwane dzięki nasycaniu się rdzenia. Ciężko policzyć/przewidzieć chociażby częstotliwość pracy (a następnie wymaganą indukcyjność dławika) a beztroskie eksperymenty mogą zakończyć się mniej lub bardziej efektownym wystrzałem.

    Loterią jest również reakcja na upalenie skrętki. Teoretycznie działanie falownika powinno ustać i powinien on przejść na cykl startowy - generując krótkie, gasnące drgania (Kwazor kiedyś pokazywał oscylogram) wyzwalane z obwodu z diakiem. I w praktyce zwykle tak się dzieje. Czasem jednak (na skutek jakichś stanów nieustalonych? wysokiego napięcia samoindukcji w dławiku?) dochodzi do przebicia w którymś z tranzystorów i... lawina - kamień do kamienia.
    Intryguje mnie również w jakim stopniu wpływ na ocalenie elektroniki mają diody włączone antyrównolegle pomiędzy kolektory i emitery tranzystorów, które czasem są, a czasem ich nie ma.
    Jeszcze ciekawszą sprawą jest to, dlaczego bardzo często montowane są tam zwykłe diody prostownicze 1N4007 a nie diody szybkie jak np FR107. Zakładam, że przy częstotliwości >20kHz (a na takich częstotliwościach pracują te układy) działanie zwykłej diody prostowniczej jest dość dyskusyjne - gdy już zacznie przewodzić to może nie zdążyć przestać. ;)

    Dla dławika projekt z EP zakłada użycie rdzenia z materiału F807 (Polfer) a jest to ferryt mocy. Trudno przewidzieć, co pchane jest do popularnej masówki. Prąd płynący przez ten dławik bywa spory, przeto by zapobiec nasyceniu się rdzenia (= spadkowi indukcyjności = spadkowi reaktancji = wzrostowi prądu = zniszczeniu lampy) dławik ten posiada szczelinę w rdzeniu. Czasem wykonaną w postaci zeszlifowanej kolumny środkowej, czasem jako przekładki w kolumnach bocznych.

    Fabrycznie wykonane dławiki i transformatorki na rdzeniach EE i EI można rozklejać gotując je uprzednio. Dosłownie, w małym garnuszku z wodą. Przed tym należy rzecz jasna odkleić taśmę, którą obklejony jest rdzeń.
    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Ten układ tak naprawdę bazuje na podobnej zasadzie działania, jak układy klasyczne.

    I to też piszę jak nakręcona katarynka od kilku dni. :D

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Przy mocnym zapłonie wyładowania w świetlówce, obwód kondensatora jest oczywiście odcinany jak obwód zapłonnika w układzie klasycznym, przez co prąd pracy spada i wyładowanie odbywa się między elektrodami lampy.

    Jest "odcinany", ale w nieco inny sposób. W układzie klasycznym po zapłonie lampy następuje ustabilizowanie się napięcia na jej elektrodach poniżej napięcia zadziałania zapłonnika. Energia wyładowania w nim jest zbyt niska by spowodować ponowne dogięcie styków. (2)

    W stateczniku elektronicznym natomiast wyładowanie w lampie po uzyskaniu zapłonu silnie tłumi dobroć (specjalnie i tak nie najlepszą, by zapobiec przepięciom) obwodu LC dławik-kondensator zapłonowy. Inna sprawa, że te elementy są dobrane tak, by nie uzyskać rezonansu a zbliżyć się do niego. Stąd radosna zabawa pojemnością kondensatora zapłonowego kończy się zwykle fatalnie.
    A reszta... to równowaga pomiędzy częstotliwością pracy falownika (zależną od obciążenia), reaktancją dławika (zależną od częstotliwości) i obciążeniem (zależnym od powyższych). Wszystkie te parametry wpływają na siebie wzajemnie. Wiele rzeczy dzieje się tu zależnie od siebie i równocześnie, co czyni ten układ niewdzięcznym do (nawet pobieżnej) analizy.

    Domyślam się, że brak stabilnego zapłonu zużytej lampy (uzyskania stabilnego obciążenia) powoduje miotanie się częstotliwości pracy falownika i dochodzenie raz po raz w okolice rezonansu. Szybki eksperyment z radiem na fale długie postawionym w pobliżu i nastrojonym na ćwierkanie falownika powinien szybko potwierdzić lub obalić tę hipotezę. Ale to już nie w środku nocy. :)
    Lepsze stateczniki elektroniczne są przed tym zabezpieczone. Jak np ten z projektu EP - jeśli napięcie na wyjściu nie spadnie w określonym czasie to praca falownika jest blokowana.

    (1) Bajka o zakłóceniach:
    Jakieś 30-40 lat temu przetwornica w telewizorze (w wielu domach jeszcze w latach 90 był to jedyny zasilacz impulsowy) stanowiła zaekranowany moduł o ściśle ograniczonym widmie i poziomie zakłóceń. Kto nie wierzy - zachęcam do przeglądnięcia książki serwisowej OTVC "Jowisz". Na szczęście po pewnym okresie oszczędzania na elementach przeciwzakłóceniowych producenci nieco poprawiają się pod tym względem.

    (2) Bajka o samotnej, biednej, migającej, zużytej świetlówce:
    W przypadku lampy zużytej w klasycznym układzie cykl zapłonu trwa w nieskończoność z bardzo prostego powodu - prąd płynący przez lampę jest zbyt niski, spadek napięcia na dławiku jest zbyt mały, tak więc napięcie pomiędzy elektrodami świetlówki i zapłonnika jest zbyt wysokie. Wystarczające do zadziałania zapłonnika...
    I trwa to zwykle aż do momentu, gdy ktoś się ulituje i wymieni świetlówkę, lub chociaż doraźnie odłączy starter i ponownie zaświeci światło. Dzięki temu zabiegowi niekończący się cykl zapłonu nie rozpocznie się.
    A jeśli nie? To po pewnym czasie następuje zwykle przebicie kondensatora w starterze lub sklejenie styków samego startera. Kolejny etap - ciągłe grzanie, aż do upalenia którejś ze skrętek. A to zwykle trwa zadziwiająco długo!

    Znam tę bajkę do znudzenia. W robocie mam całe stadko świetlówek pracujących w tradycyjnych oprawach.
    Gorzej, gdy wchodząc np do urzędu na widok migającej/grzejącej się świetlówki uświadamiasz sobie, że zacząłeś bezwiednie rozglądać się za krzesłem... :twisted:
  • #1144
    piotrek222
    Level 17  
    transwormatolek wrote:

    Naturalnie, że... nie ma. Kiedyś dawali bezpieczniki z oznaczeniem 1A albo bez oznaczenia, ale z dość grubym drutem wewnątrz. Taki bezpiecznik na mur, beton spłonie jaki ostatni, na długo po rezystorach, tranzystorach i 10A "esie" w instalacji domowej.
    W świeższej produkcji zwykle jest rezystor szeregowo z siecią, który czasem padnie. Wydatnie zmniejsza udar prądowy, iskrzenie na stykach przełącznika związane z ładowaniem kondensatora elektrolitycznego. Ale przed przeciążeniem raczej nie zabezpieczy, no chyba, że jest to mały rezystor 0,25W-0,6W w kilkuwatowym kompakcie, który odparuje w ciągu sekundy.

    Miałem właśnie na myśli rezystor w szeregu wpięty zwykle o mocy 0.5W.
    Ja zauważyłem, że tych tanich świetlówek nie warto naprawiać. Laminat jest słaby i ścieżki się odklejają. Jak coś padnie to zwykle uszkodzone jest tyle elementów, że nie warto w tym grzebać. Elektronika słabej jakości.
    Philipsy czy Osramy bardzo fajnie się naprawia.
    Philips Genie 11W E14 przerobione ze 2.5 roku temu działają nadal. W sumie świecą około 5 lat. Do tego ciężkie warunki po kilka załączeń dziennie.
    Fakt obudowę ciężko otworzyć.
  • #1145
    mati211p
    HDD and data recovery specialist
    W Philipsach lub Osramach kłopotem może być samo otwarcie obudowy świetlówki kompaktowej, a w niektórych modelach niemożliwe bez jej uszkodzenia. Jak się dysponuje lutownicą z regulowaną temperaturą lub nie grzeje zbyt długi pola lutowniczego ścieżki nie powinny się odklejać,
  • #1146
    piotrek222
    Level 17  
    mati211p wrote:
    W Philipsach lub Osramach kłopotem może być samo otwarcie obudowy świetlówki kompaktowej, a w niektórych modelach niemożliwe bez jej uszkodzenia. Jak się dysponuje lutownicą z regulowaną temperaturą lub nie grzeje zbyt długi pola lutowniczego ścieżki nie powinny się odklejać,

    Co do otwierania to racja.
    Co do grzania to się nie zgodzę. Ta sama lutownica i w markowych ścieżki nie odchodzą a w "no nejmach" często się zdarzało. Chyba, że od temperatury panującej w środku laminat był przegrzany!
  • #1147
    zbydrze
    Level 11  
    Ostatnio miałem trochę czasu i zamówiłem PTC:
    Jako pierwszy na warsztat poszedł sprawny kompakt marki Aigostar 26W (z chińskiego sklepu)
    Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa.
    Otwieram, a tu niespodzianka:
    Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa.
    Oto efekt:
    Spoiler:
  • #1148
    Kwazor
    Level 31  
    Bardzo dobry zapłon. Z krótkim podgrzaniem.
  • #1149
    zbydrze
    Level 11  
    Nikt by nie pomyślał, że zwykły tani chiński kompakt będzie miał na płytce gotowe miejsce na ptc. Wykonanie elektroniki też nienajgorsze. Tylko światło bardzo zimne. zrobiłem w okolicy ptc 4 dziurki dla wentylacji. Spodziewałem się że to nie jest taki szajs, bo trudno było ją otworzyć. Pójdzie do korytarza, tylko jakoś żarówka nie chce się spalić... Macie Koledzy jakiś sposób na otwarcie Lumaxa 23W bez szkód?
  • #1150
    komatssu
    Level 28  
    Spróbuj podgrzać obudowę np. opalarką, tworzywo zrobi się bardziej elastyczne i obudowa powinna łatwiej się otworzyć.
  • #1151
    Świetlówka kompaktowa
    Level 15  
    transwormatolek wrote:

    Nie wygląda to zdrowo. W tych bardziej cywilizowanych konstrukcjach zwykle widać okopcenie o zbliżonym nasileniu - równomierne zużycie elektrod. Bo domyślam się, że w tak cienkiej rurce nie ma miejsca na ekranowanie elektrody.
    W przypadku tej marki (zakładam "klasyczny" model 2U z dwoma elektrolitami wysokonapięciowymi) nie zdziwiłbym się gdyby odpowiadała za to upływność jednego z elektrolitów...


    Elektrody zużywają się w miarę równomiernie, ale gdy emiter z jednej z nich zdąży odparować w całości (szybciej niż z drugiej elektrody), pod wpływem niestabilnych warunków pracy i większego spadku napięcia na elektrodzie, żarnik bardzo szybko paruje, okapcając końcówkę. Naturalny efekt zużycia katody. Pamiętaj, że na elektronice ostateczny etap zużycia, prowadzący do przerwania żarnika i zaprzestania działania, trwa bardzo krótko (czasem tylko parę minut). Jeżeli świetlówka nie była mocno katowana przełączeniami, końcówki nie będą okopcone w szczególny sposób w trakcie pracy.

    Quote:
    Dlatego też ta Ikea została zadołowana na lepsze czasy. Szkoda mi jej. Podoba mi się ten kształt gięcia rury i niepochowane rurki pompowe. Uratowana od utylizacji K511 po wymianie elektrolitu działa zupełnie dobrze. A strzelam, że ma przynajmniej 15 lat.


    Jeżeli to ta z kwadratową obudową, to pochodzi z 2001 roku lub później. Do 2000 roku kompakty te miały obudowy okrągłe, jak inne moce oraz jak obecnie produkowane Magamany w tym stylu. Tych z kwadratową obudową już dziesiątki odratowałem, obecnie leżą schowane na działce i może kiedyś je naprawię jak będę miał akurat wenę do nich :)


    Quote:
    Transformator zapewniający komutację tranzystorów falownika jest sprawą dość... losową i kapryśną. Jak i każdy generator samowzbudny. Rdzeń musi mieć wysoką przenikalność, a przełączanie tranzystorów jest uzyskiwane dzięki nasycaniu się rdzenia. Ciężko policzyć/przewidzieć chociażby częstotliwość pracy (a następnie wymaganą indukcyjność dławika) a beztroskie eksperymenty mogą zakończyć się mniej lub bardziej efektownym wystrzałem.


    Na pewno są jakieś metody na budowę tego. Skoro Chinczycy potrafią, to my pewnie też.

    transwormatolek wrote:
    Loterią jest również reakcja na upalenie skrętki. Teoretycznie działanie falownika powinno ustać i powinien on przejść na cykl startowy - generując krótkie, gasnące drgania (Kwazor kiedyś pokazywał oscylogram) wyzwalane z obwodu z diakiem. I w praktyce zwykle tak się dzieje. Czasem jednak (na skutek jakichś stanów nieustalonych? wysokiego napięcia samoindukcji w dławiku?) dochodzi do przebicia w którymś z tranzystorów i... lawina - kamień do kamienia.
    Intryguje mnie również w jakim stopniu wpływ na ocalenie elektroniki mają diody włączone antyrównolegle pomiędzy kolektory i emitery tranzystorów, które czasem są, a czasem ich nie ma.


    W przypadku przepalenia skrętki, reakcja jest na ogół jednakowa - zaprzestanie pracy ze względu na przerwę w obwodzie rezonansowym. Gdy skrętka się przepali, kondensator jest odcięty i nie ma rezonansu, który mógłby spowodować zapłon wyładowania. Reakcja może się zdarzyć jedynie wtedy, gdy na przepalonej skrętce było jeszcze sporo emitera i pojawia się niewielkie wyładowanie między jej częściami (podobnie nieco jak zawsze dzieje się przy zasilaniu dławikiem).
    Elektroniki często piszczą lub brzęczą cicho, gdy obwód kondensatora rezonansowego i rury jest odłączony. W tym przypadku masz na myśli te krótkie impulsy?
    Jeżeli elektronika sie przepali po zużyciu rury, to z reguły jest to związane z awarią innych elementów, niż przerwanie skrętki świetlówki.

    transwormatolek wrote:

    Dla dławika projekt z EP zakłada użycie rdzenia z materiału F807 (Polfer) a jest to ferryt mocy. Trudno przewidzieć, co pchane jest do popularnej masówki. Prąd płynący przez ten dławik bywa spory, przeto by zapobiec nasyceniu się rdzenia (= spadkowi indukcyjności = spadkowi reaktancji = wzrostowi prądu = zniszczeniu lampy) dławik ten posiada szczelinę w rdzeniu. Czasem wykonaną w postaci zeszlifowanej kolumny środkowej, czasem jako przekładki w kolumnach bocznych.


    Skoro taki model jest zalecany, to myśle, że autor wiedział co pisze. Pytanie tylko, jaki jest koszt i dostępność tych materiałów obecnie.

    transwormatolek wrote:
    Jest "odcinany", ale w nieco inny sposób. W układzie klasycznym po zapłonie lampy następuje ustabilizowanie się napięcia na jej elektrodach poniżej napięcia zadziałania zapłonnika. Energia wyładowania w nim jest zbyt niska by spowodować ponowne dogięcie styków.
    W stateczniku elektronicznym natomiast wyładowanie w lampie po uzyskaniu zapłonu silnie tłumi dobroć (specjalnie i tak nie najlepszą, by zapobiec przepięciom) obwodu LC dławik-kondensator zapłonowy. Inna sprawa, że te elementy są dobrane tak, by nie uzyskać rezonansu a zbliżyć się do niego. Stąd radosna zabawa pojemnością kondensatora zapłonowego kończy się zwykle fatalnie.


    W przypadku zapłonnika bimetalicznego, to przepływ prądu przez świetlówkę i spadek napiecia na niej powoduje brak lub zadziałanie zapłonnika. Im wyzszy jest spadek napięcia na świetlówce, tym większy prąd płynie obwodem zapłonnika, co powoduje coraz silniejsze świecenie gazu w nim. Gdy prąd płynący między stykami zapłonnika będzie na tyle duży, że spowoduje termiczne wygięcie elektrody z bimetalu, następuje zwarcie styków i miganie. Czułe zapłonniki mają styki blisko siebie i znacznie mniejszy prąd wystarczy, aby taki starter zaczął się zwierać. Po prostu droga przepływu prądu jest łatwiejsza tym obwodem, niż przez świetlówkę. Dlatego czułe startery 4-22W zwierają się nawet przy sprawnych długich lub powyginanych świetlówkach.
    Wydaje mi się, że analogia jest tutaj podobna, z tym, że przy przewodzeniu większego prądu przez obwód kondensatora zapłonowego, wartości zbliżają się do rezonansu i gdy wyładowanie w rurze osłabnie do klasycznego wyładowania jarzeniowego o niskim prądzie, przez szeregowe skrętki płynie większy prąd, który powoduje ich rozgrzanie. Długotrwała praca w takim stanie - bez odpowiedniego chłodzenia tranzystorów - zakończy się ich termicznym zniszczeniem.
    Zabawy pojemnością kondensatorów nie są aż takie straszne. Gdy dobierzesz na zbyt dużą pojemność, to w świetlówce świecą skrętki, a gdy na zbyt małą, to świetlówka przestanie po prostu odpalać lub będzie odpalać losowo.


    transwormatolek wrote:
    Domyślam się, że brak stabilnego zapłonu zużytej lampy (uzyskania stabilnego obciążenia) powoduje miotanie się częstotliwości pracy falownika i dochodzenie raz po raz w okolice rezonansu. Szybki eksperyment z radiem na fale długie postawionym w pobliżu i nastrojonym na ćwierkanie falownika powinien szybko potwierdzić lub obalić tę hipotezę. Ale to już nie w środku nocy. :)
    Lepsze stateczniki elektroniczne są przed tym zabezpieczone. Jak np ten z projektu EP - jeśli napięcie na wyjściu nie spadnie w określonym czasie to praca falownika jest blokowana.


    Z tym miotaniem to jest różnie, generalnie dzieje się tak podczas wyładowań niestabilnych, będących skutkiem obecności resztek emitera na żarnikach i nagrzewaniem się resztek tych elektrod pod wpływem wyładowania. Na ogół świetlówka po prostu świeci stabilnie, ale słabo i duży prąd płynie przez skrętki w obwodzie kondensatora zapłonowego. Częstotliwość lub tłumienie pracy przez kondensator filtrujący może nie być pewne, bo czasem miałem wrażenie, że w tym stanie pracy pojawiał się delikatny efekt stroboskopowy.


    transwormatolek wrote:
    Bajka o samotnej, biednej, migającej, zużytej świetlówce:
    W przypadku lampy zużytej w klasycznym układzie cykl zapłonu trwa w nieskończoność z bardzo prostego powodu - prąd płynący przez lampę jest zbyt niski, spadek napięcia na dławiku jest zbyt mały, tak więc napięcie pomiędzy elektrodami świetlówki i zapłonnika jest zbyt wysokie. Wystarczające do zadziałania zapłonnika...
    I trwa to zwykle aż do momentu, gdy ktoś się ulituje i wymieni świetlówkę, lub chociaż doraźnie odłączy starter i ponownie zaświeci światło. Dzięki temu zabiegowi niekończący się cykl zapłonu nie rozpocznie się.
    A jeśli nie? To po pewnym czasie następuje zwykle przebicie kondensatora w starterze lub sklejenie styków samego startera. Kolejny etap - ciągłe grzanie, aż do upalenia którejś ze skrętek. A to zwykle trwa zadziwiająco długo!


    Co do samego migania, to długość jest tu loterią - niektóre świetlówki migają kilka godzin i przepala się żarnik, a inne potrafią migać tygodniami (o ile starter nie dostanie zwarcia). Z reguły cieńsze i mniejsze świetlówki migają krócej, gdyż ich elektrody są mniej odporne na napięcie, na którym pracują. Tak samo, im dłuższa świetlówka tym prąd jej pracy jest większy, za przez to częstsze są awarie zapłonnika polegające na trwałym sklejeniu się styków. Dlatego często w przypadku rur 58W można spotkać takie, które świecą tylko na końcach - częściej, niż wśród tych krótszych (choć obecnie robione startery i tak mają małą niezawodność).
    Świecenie samych skrętek trwa zwykle bardzo długo i na ogół prędzej zwarcia dostanie dławik (wskutek przegrzania), niż przepali się taka skrętka. Fakt tak długiego ich dzialania w tym stanie ma podłoże w tym, że żarniki takie nie są przeciążone, więc się nie przegrzewają, a to wydłuża ich żywotność przy pracy "jako żarówka". Gdy starter ma zwarcie przy nowej lub sprawnej świetlówce, po jego wymianie rurka też zwykle nie traci dyrastycznie na trwałości i również potrafi dalej pracowac przez lata, mimo tego.
    Ja tez najbardziej lubię świetlówki, pracujące na klasycznych układach, ale inne wersje i formy ich pracy są dla mnie równie ciekawe.

    Zastanawiam się, czy jak wyschnie kondensator filtrujący, to czy układ dalej pracuje na czestotliwości kilkadziesiąt kHz (częstotliwość ta nakłada się na sinusoidę sieci) czy też całość zaczyna pracować na 100 Hz... Słyszałem już różne opinie, a nie mam oscyloskopu.
  • #1152
    transwormatolek
    Level 13  
    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Na pewno są jakieś metody na budowę tego. Skoro Chinczycy potrafią, to my pewnie też.

    Problemem nie jest sama budowa. To kwestia wiedzy, doświadczenia i... przypadku. W każdym bowiem układzie samooscylującym jest sporo przypadku. Sama wymiana tranzystorów na inne egzemplarze już nieco zmienia chociażby częstotliwość pracy.
    Ilość zwojów i gatunek rdzenia tego transformatora to nie tylko kwestia częstotliwości. Ale też uzyskania dobrego przełączania tranzystorów. Pewnego wchodzenia w stan nasycenia i szybkiego blokowania.
    Np do odwzorowania statecznika z EP brakuje właściwie jedynie znalezienie jaką stałą AL charakteryzował się rdzeń toroidalny użyty w projekcie. I można dopasować coś z kompaktów. Niestety nigdzie nie udało mi się natrafić na tę informację.
    Odwzorowanie dławika uważam za najmniejszy problem, podano wystarczającą ilość informacji.

    Chętnie zapoznałbym się z jakimiś materiałami dotyczącymi projektowania tego typu układów, ale obawiam się, że wiele nie znajdę. ;)

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    W przypadku przepalenia skrętki, reakcja jest na ogół jednakowa - zaprzestanie pracy ze względu na przerwę w obwodzie rezonansowym. Gdy skrętka się przepali, kondensator jest odcięty i nie ma rezonansu, który mógłby spowodować zapłon wyładowania. Reakcja może się zdarzyć jedynie wtedy, gdy na przepalonej skrętce było jeszcze sporo emitera i pojawia się niewielkie wyładowanie między jej częściami (podobnie nieco jak zawsze dzieje się przy zasilaniu dławikiem).

    Kluczowy będzie sam moment przerwania obwodu. Indukcyjności bywają złośliwe. Istnieje taka możliwość, że w dławiku wyindukuje się impuls sporego napięcia wystarczający do przebicia przestrzeni pomiędzy zerwanymi końcami skrętki i złącza któregoś z tranzystorów.
    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Elektroniki często piszczą lub brzęczą cicho, gdy obwód kondensatora rezonansowego i rury jest odłączony. W tym przypadku masz na myśli te krótkie impulsy?

    Tak, falownik będzie próbkował z częstością zależną od stałej czasowej obwodu RC przy diaku. Po dołączeniu zasilania na kondensatorze głównym pojawi się napięcie rzędu 325V a kondensator startowy zacznie się ładować. Gdy napięcie na tym kondensatorze osiągnie wartość napięcia przebicia diaka (ok. 33V) ten rozładuje go w obwodzie BE "dolnego" tranzystora wymuszając start. Przy czym obwód głównego uzwojenia transformatora sterującego jest przerwany, warunek istnienia dodatniego sprzężenia zwrotnego nie zostanie zachowany, wymuszone drgania nie zostaną podtrzymane i momentalnie wygasną. Przewodzący na moment tranzystor "dolny" przy pomocy diody włączonej pomiędzy kondensator obwodu startu i jego kolektor rozładuje ten kondensator (już zrobił to diak, ale obwód z diodą będzie to robił w każdym ujemnym półokresie przebiegu na wyjściu w trakcie normalnej pracy unieruchamiając obwód startu). Rozładowany kondensator znów zaczyna się ładować, napięcie znów osiąga wartość napięcia przebicia diaka i cykl próby startu zaczyna się od nowa. Stąd te dźwięki. Podobnie zachowują się niektóre zasilacze impulsowe pozbawione obciążenia. Np ładowarki od telefonów. Zaczynają brzęczeć lub ćwierkać. Różnica tkwi w tym, że te pracują samobieżnie, a pracę przerywa im obwód stabilizacji napięcia wyjściowego.

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Zabawy pojemnością kondensatorów nie są aż takie straszne. Gdy dobierzesz na zbyt dużą pojemność, to w świetlówce świecą skrętki, a gdy na zbyt małą, to świetlówka przestanie po prostu odpalać lub będzie odpalać losowo.

    Kolejna loteria.
    Nie miałem nigdy ochoty ani potrzeby wykonywania takich eksperymentów, ale podejrzewam, że mimo niewielkiej dobroci obwodu istnieje możliwość wystrzelenia w kosmos każdego statecznika po dołączeniu odpowiedniej pojemności.

    Świetlówka kompaktowa wrote:
    Zastanawiam się, czy jak wyschnie kondensator filtrujący, to czy układ dalej pracuje na częstotliwości kilkadziesiąt kHz (częstotliwość ta nakłada się na sinusoidę sieci) czy też całość zaczyna pracować na 100 Hz... Słyszałem już różne opinie, a nie mam oscyloskopu.

    Odpowiem Ci na to pytanie bez oscyloskopu. Przy całkowitym braku filtracji istnieje możliwość uszkodzenia.
    Natomiast przy zaniżeniu pojemności filtrującej falownik nadal będzie pracował na częstotliwości rzędu kilkudziesięciu kHz przy czym pojawi się modulacja amplitudy i... częstotliwości.
  • #1153
    elektryku5
    Level 38  
    transwormatolek wrote:
    Problemem nie jest sama budowa. To kwestia wiedzy, doświadczenia i... przypadku. W każdym bowiem układzie samooscylującym jest sporo przypadku. Sama wymiana tranzystorów na inne egzemplarze już nieco zmienia chociażby częstotliwość pracy.
    Ilość zwojów i gatunek rdzenia tego transformatora to nie tylko kwestia częstotliwości. Ale też uzyskania dobrego przełączania tranzystorów. Pewnego wchodzenia w stan nasycenia i szybkiego blokowania.
    Np do odwzorowania statecznika z EP brakuje właściwie jedynie znalezienie jaką stałą AL charakteryzował się rdzeń toroidalny użyty w projekcie. I można dopasować coś z kompaktów. Niestety nigdzie nie udało mi się natrafić na tę informację.
    Odwzorowanie dławika uważam za najmniejszy problem, podano wystarczającą ilość informacji.

    Chętnie zapoznałbym się z jakimiś materiałami dotyczącymi projektowania tego typu układów, ale obawiam się, że wiele nie znajdę.


    Dlatego też w lepszych statecznikach a nawet kompaktach możemy znaleźć specjalizowane układy...
    Jakby robić od podstaw, to chyba właśnie dedykowany układ miałby większy sens, bo taki typowy statecznik (na topologii świetlówek kompaktowych) nie kosztuje wiele, tylko oczywiście ma swoje wady, w przypadku uszkodzonej świetlówki potrafi wystrzelić...
  • #1154
    transwormatolek
    Level 13  
    Tak, to ma sens. Statecznik z układem scalonym powinien zachowywać się nieporównywalnie bardziej przewidywalnie.
    Opracowanie układu falownika samooscylującego jest opłacalne jedynie w przypadku produkcji na dużą skalę i dostaw elementów (rdzenie!) o tych samych parametrach. W warunkach domowych na 10 stateczników każdy wyjdzie inny i każdy będzie działał po swojemu...

    W przypadku użycia układu scalonego jedynym mniej typowym elementem będzie dławik, ale jego wykonanie nie wydaje mi się zbyt kłopotliwe. Odpada również użycie pozystora - tu zapłon na ciepło realizuje się poprzez kontrolowaną zmianę częstotliwości pracy. Czas grzania skrętek wyznaczony jest stałą czasową obwodu RC i na tym sprawa się kończy.
    Przy czym zawsze jest haczyk - dostępność i cena.
  • #1156
    Zbig63
    Level 13  
    Wczoraj patrząc na półkę z "kompaktami" do utylizacji naszła mnie myśl: a może jednak kiedyś by tak sprawdzić co w nich poleciało?
    Z 6-ciu sprawdzonych 3 miały spalony jeden żarnik, w dwóch poleciał kondensator 4,7nF/1200V i w jednej były zimne luty. W sumie niezły bilans, tym bardziej że te dwie ze zwartym kondensatorem to były lampy fotograficzne.

    Te z uwalonym żarnikiem po zwarciu spalonej grzałki również działały, ale po krótkiej chwili szkło przy zwartym żarniku było bardzo gorące. Czyli do utylizacji, przy takim grzaniu pewnie wykończa się i tak za chwilę, nie warto.

    Swoją drogą bardzo fajne tranzystorki są w tych przetwornicach :-). Trzeba by znaleźć jakieś ciekawe dla nich zastosowanie.
  • #1157
    lopiola
    Level 16  
    Zrobiłem zdjęcia w podczerwieni modułu z 24W kompaktu.
    Podłączony był do liniowej świetlówki 36W, pobierał 25W cosfi0,52 po kilku minutach 28W cosfi0,55, po dodaniu kondensatora 33uF/400V do zasilacza pobór wzrósł po nagrzaniu do 31W cosfi0,62.
    Myślałem, że tranzystory i dławik najbardziej się grzeją a to trafko.
    W rurze widać wyraźnie prążki które też trochę widać normalnie to pewnie jakaś stojąca fala. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa.
  • #1158
    kris1966
    Level 17  
    Witam.
    A dlaczego takie niskie cos fi? Ktoś wyjaśni? Tylko czekać aż nam za te pseudokilowaty każą płacić.
  • #1159
    transwormatolek
    Level 13  
    Urządzenia zawierające na wejściu prostownik z kondensatorem pobierają prąd silnie impulsowo - tylko w rejonach narastania sinusoidy, na chwilę przed szczytem i w szczycie a gdy napięcie zaczyna dążyć do zera diody prostownicze zostają spolaryzowane zaporowo. W drugim półokresie tak samo.
    Jeśli na wejściu mamy prostownik jednopołówkowy (np obwód anodowy dawnych telewizorów) to sprawa wygląda jeszcze gorzej, gdyż cały pobierany prąd skupia się na krótkim fragmencie jednego półokresu.
  • #1160
    mdm150
    Level 26  
    Ello.
    Pokusiłem się aby otworzyć jedną z zakupionych w Lidlu, świetlówek. Cóż otwarcie nie było łatwe, układ statecznika zrobiony jest na UBA2211BT i garści elementów.
    Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa.
  • #1161
    Świetlówka kompaktowa
    Level 15  
    Wygląda prosto - tylko kilka elementów. Pewnie ten UBA2211BT realizuje sporo z elementów obsługi świetlówki. Nie spotkałem dotąd kompaktów z takim układem.
  • #1163
    komatssu
    Level 28  
    Silne nagrzewanie rdzenia transformatorka sterującego na zdjęciu z kamery termowizyjnej można łatwo wyjaśnić - w układzie samowzbudnym rdzeń jest magnesowany od nasycenia do nasycenia (przy okazji jest odpowiedzialny za częstotliwość pracy), a to powoduje jego silne nagrzewanie.
  • #1165
    elektronik159
    Level 11  
    Witam,
    mam takie pytanie odnośnie częstotliwości pracy świetlówki kompaktowej - ile zwoi powinno być na transformatorze impulsowym Tr1 w układzie w św.kompaktowej żeby mieć np. 40khz , chodzi o sekcję ''c'' na tym przykładzie(linki na dole).skoro 2 dla 20khz to 4 dla 40khz? link link
  • #1166
    amator2000
    Level 23  
    Witam.
    Czy termistory PTC (1200Ω 550 V) firmy Epcos, sprzedawane na pewnym portalu, będą dobre do przeróbek na pseudogorący start kompaktu :?:
  • #1167
    elektryku5
    Level 38  
    Już kilku użytkowników jest stosowało, u mnie działają od dłuższego czasu pod świetlówkami 9W.
  • #1168
    amator2000
    Level 23  
    A sprawa C_elektrolit. po mostku :
    1 - wystarczy taki na +85 czy lepiej +105 :?:
    2 - w większości konstrukcji są w zakresie 1-4 µF, czy jak dam np. 10 µF to praca świetlówki się polepszy ?

    Mam 2 sztuki uszkodzonych Philips 11 W Energy Saver, ale jeszcze nie rozbierałem, więc nie wiem co mają w środku.
  • #1169
    elektryku5
    Level 38  
    1. Temperatura podczas pracy potrafi być spora, może niekoniecznie 100°C, ale lepiej dać jakiś lepszy kondensator.
    2. Większy może się nie zmieścić.
  • #1170
    Dydelmax
    Level 38  
    Witam.
    Będąc ostatnio na małych zakupach wymieniłem zużyte baterie na zużytą świetlówkę kompaktową Govena 18W (Long Life 10000h) z nietypowym uszkodzeniem rury (ciemne plamy i zniekształcenie szkła w kilku miejscach - nie widać tego na zamieszczonych zdjęciach). Jej demontaż był bardzo prosty - plastikowa obudowa montowana na zatrzaski została bez większych problemów oddzielona od spiralnej świetlówki. Obudowa została zutylizowana, natomiast elektronikę zostawiłem na przyszłość - podłączona do niej świetlówka liniowa PILA 18W świeciła przez kilka godzin bez przerwy, a sama elektronika nie nagrzała się zbytnio. (Wiem że elektronika powinna być dobrana do świetlówki z zapasem mocy, ale na tą chwilę nie mam świetlówki 15W.)
    Poniżej kilka zdjęć omawianej świetlówki.
    Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa. Moje świetlówki kompaktowe (przerobilem na lepsze) 11 rok testu trwa.
    Obsada PCB:
    - układ D815CP40 (na PCB świetlówki mamy wolne miejsca na dwa tranzystory, które zastąpione są tym układem, który jest... komplementarną parą tranzystorów w jednej obudowie),
    - pozystor o wiele mówiącym oznaczeniu LG,
    - kondensator filtrujący 4.7µF/400V,
    - reszta drobnicy.
    Pozdrawiam