Kiedyś zdarzyło mi się że w środowisku silnie alkalicznym (roztwór wodorotlenku sodu, moze w okolicy 30%) miałem coś przymocowane drutem w emalii, drut był z odzysku z transformatora, było na nim jeszzce trochę lakieru. Po skończonej robocie zabrałem się za mycie. Odwiązałem drut i izolacja zaczęła z niego odpadać, wystarczyło przejechać ręką i odsłąniała się czyściutka, gładka miedź.
Nie wiem, czy nie pomógł tutaj ten lakier bo nie miałem okazji powtarzać eksperymentu (a wtedy użyłbym nowego drutu).
Moczenie trwało kilkadziesiąt minut, temperatura rzędu 70°C. Wodorotlenek sodu do kupienia jako taki, albo jako środek do udrażniania kanalizacji. Do tego obowiązkowo odzież ochronna, rękawice gumowe i okulary. Gorący ług sodowy nie jest zbyt przyjazny dla oczu. Skóra jeszcze pół biedy, powoduje wprawdzie paskudne, trudnogojące się oparzenia, ale zanim one wystąpią czuć wyraźnie śliskie produkty zmydlania obecnych na skórze tłuszczów, potem pojawia się "szczypanie" i zaczerwienienie. Zmyć wodą z mydłem, ewentualnie zaaplikować sok z cytryny / kwas cytrynowy.
W ubraniach wyżera dziury, ale dopiero po czasie i to długim, nawet kilka dni (taki parówkowy skrytożerca ;]). Materiał zaczyna się kruszyć.